konwenanse w rodzinie...

24.10.07, 11:04
czy w Waszych rodzinach konwenanse tez sa tak wazne? czy rozne sprawy
koniecznie trzeba zalatwiac "elegancko", "tak jak trzeba", przestrzegajac
scislych zasad i savoir vivre`u? czy tak bardzo istotne jest, aby przypadkiem
ktos nie pomyslal, ze zbyt malo sie z nim liczymy (w jego wyobrazni jedynie,
bo okazujemy to "zachowujac sie nieelegancko", wg tej osoby...)
dodam, ze chodzi mi o bliska rodzine, z ktora utrzymuje sie czeste kontakty,
serdeczne stosunki, wyglada na to, ze rzeczywiscie z ta rodzina "lubimy sie".
ponizej kilka przykladow z mojej rodziny. dla mnie i mojego meza sa to sprawy
niejako "z kosmosu", nie potrafie sobie wyobrazic obrazania sie o takie, wg
mnie, duperele... ale moze sie myle, moze to sa naprawde wazne rzeczy, a ja
jestem zbyt luzacka, olewacka lub "nie z tego swiata"...
... jak to jest u Was?...

szczegoly kologacji rodzinnych podaje, zeby pokazac, ze to naprawde dzieje sie
w bliskiej rodzinie

1) zaproszenia na slub nalezy KONIECZNIE dostarczyc osobiscie, inaczej
(wyslanie poczta) sie nie liczy... mi jakos darowano (ostatecznie...), bo
mieszkam w niemczech, 1000 km od domu, ale i tak musialam dzwonic do kazdego
zaproszonego z... zaproszeniem wink nie wspomne juz wypominania mi, ze nie
zaprosilam na wesele kogos, kogo "wypadalo" zaprosic. tutaj sie uparlam i
postawilam na sobie, obrazone bylo po rodziny... oprocz niezaproszonych wink

2) corka mojego wujka (brata mamy) urzadza chrzciny coreczki. z naszej strony
rodziny (moja mama, jej siostra, moja babcia) nikt nie jedzie, bo:
- zaproszeni zostali przez wujka, czyli dziadka chrzczonej dziewczynki, a nie
przez rodzicow... zaproszeni zostali przez telefon "tak jakos mimochodem"...
- chrzciny beda w knajpie, bedzie duzo rodziny "z tamtej stronie", oni nie
beda mieli z kim gadac...
- ciocia, siostra mamy i chrzesna mamy dziewczynki nie jedzie (oprocz
powyzszych powodow), bo nie zostaly zaproszone jej (dorosle!) dzieci

3) chrzciny naszego synka chcemy zrobic w lecie, zeby wszystkie zaintersowane
strony mogly przyjechac. juz jest awantura, ze nie robimy ich w polsce
(mieszkamy w niemczech, maz jest niemcem). ale to nie wszytsko. mama chrzesna
bedzie moja ciocia (siostra mamy). moja mama i siostra sa nauczycielkami, wiec
w wakacje na ogol przyjezdzaja do nas na dluzej. podroz jest dosc dluga (1000
km), nie ma tanich i bezposrednich samolotow, czy to autobuesem, czy autem,
czy pociagiem potrzeba 13-16 godzin. mama, siostra i ciocia planuja przyjechac
autem. wiem, ze ciocia nie moze zostac za dlugo, bo ma malo urlopu i chcialaby
go spedzic ze swoja rodzina. proponowalam mamie i siostrze, zeby przyjechali
wszyscy razem autem (one tak lubia), a potem, po chrzcinach, ciocia wroci do
domu autobusem, a one zostana jeszcze (chcialam, zeby nie jezdzily tam i z
powrotem za duzo, bo wiem, ze gdy zostana na chrzcinach tylko pare dni, to
potem beda chcialy przyjechac na dluzej jeszcze raz). byly obie OBURZONE. nie
moza tego cioci (siostrze mamy!) zaproponowac, to takie NIEELEGANCKIE... moge
sprobowac z nia (ciocia) porozmawiac, ale one na moim miejscu by sie nie
ODWAZYLY...

... kto zwariowal, ja czy swiat?...
    • aluc Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 11:07
      może ścisłe zasady są dla tych, którzy nie potrafią się zachować
      sami z siebie wink
      • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 11:20
        moja rodzina wymaga tego typu zachowan od kazdego
        ma to (niby) oznaczac okazywanie szacunku

        z kim sie "zgadzasz", z nimi (ze tak nalezy), czy ze mna (ze to zbedne ceregiele
        i szalenstwo...)?
        • aluc Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 11:46
          nie uważam co do zasady konwenansów za zbędne ceregiele, bo
          pomyślane są dla ułatwiania, a nie utrudniania życia
          za nieporozumienie uważam wymaganie od kogoś, żeby zachowywał się w
          określony sposób, bo to nic wspólnego z savoir vivre nie ma IMHO
          za nieporozumienie uważam również sytuację, w której konwenanse
          zastępują normalną komunikację
          • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 11:52
            a jak oceniasz podane przeze mnie przyklady?
            • aluc Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 11:53
              jak wyżej
              • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:31
                czy dobrze wiec zrozumialam, ze nie pochwalasz moich zachowan w opisanych
                powyzej sytuacjach? i zgadzasz sie z moja rodzina?
                • mozambique Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:51
                  a kto to taki "chrzesna" ?
                • aluc Re: konwenanse w rodzinie... 25.10.07, 08:12
                  źle zrozumiałaś
    • krwawakornelia gdzie mieszkasz? 24.10.07, 11:10
      Pn czy Pd?
      • kura17 Re: gdzie mieszkasz? 24.10.07, 11:18
        pn
        dlaczego? Ty tez w niemczech?
        pn czy pd? wink
        • krwawakornelia najnizej jak sie tylko da:) 24.10.07, 11:31
    • syriana Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 11:34
      u mnie nie ma czegoś takiego

      ale tak ścisłe trzymanie się jakiś (zwykle ustalonych tylko we własnej głowie)
      zasad, jest dowodem na jednak małe związanie emocjonalne, tkwienie w relacji
      zbyt formalnej by można było mówić o rzeczywistym zżyciu i miłości
      • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 11:51
        syriana napisała:

        > ale tak ścisłe trzymanie się jakiś (zwykle ustalonych tylko we
        > własnej głowie)zasad, jest dowodem na jednak małe związanie
        > emocjonalne, tkwienie w relacji
        > zbyt formalnej by można było mówić o rzeczywistym zżyciu i miłości

        no ale ja zawsze mialam wrazenie, ze tej milosci i zzycia w naszej rodzinie nie
        brakuje. a tutaj takie kwiatki... moze i zawsze tak bylo, ale ja jakos nie
        zwracalam na to uwagi? czasami takie odjazdy miala moja babcia (leciwa), ale
        rodzina to zawsze tlumaczyla "taki wiek"...
        ... a teraz widze, ze zachowuja sie dokladnie tak samo, choc do "takiego wieku"
        im jeszcze daleko... wink

        dobrze, ze mieszkam daleko i tylko czasem cos do mnie dotrze posrednio...
        ... chociaz zal mi kuzynki bardzo, ze na chrzciny nikt nie pojedzie sad
        • syriana Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:00
          no ok, powinnam gdzieś tam wcisnąć magiczne "moim zdaniem"

          bo znam rodzinę podobnie jak Twoja się zachowującą i zawsze ich teksty i te
          wszystkie niepotrzebne rytuały, robią na mnie wrażenie podobne, jakie miałam
          czytając XIX-wieczne powieści - formalizm zabijający ludzkie odruchy

          być może u Ciebie jest inaczej, ale z drugiej strony pomyśl sobie jak łatwo w
          takim razie ich urazić, jak bzdura jakaś może przybrać kształt wielkiego fo pa i
          być powodem tajonych animozji, uprzedzeń i chłodu

          ciężko mi sobie szczerze mówiąc wyobrazić, jak można przy takim rozkwicie
          konwenansów, zachowywać wobec siebie szczerość, naturalną serdeczność i bliskość
          • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:21
            syriana napisała:

            > no ok, powinnam gdzieś tam wcisnąć magiczne "moim zdaniem"

            nie, nie, ja Twoja wypowiedz zrozumialam! to tlumaczenie bylo bardziej "do mnie
            samej", bo wlasnie widze takie skrajnosci w swojej rodzinie i nie wiem, co
            myslec... z jednej strony mozna na siebie liczyc w potrzebie, spotkania sa
            czeste i serdeczne, ja naprawde wierze, ze sie kochamy (ja ich kocham wink. a z
            drugiej strony takie wlasnie bzdury, ktore wychodza od czasu do czasu... glownie
            przy formalnych okazjach...

            > być może u Ciebie jest inaczej, ale z drugiej strony pomyśl sobie
            > jak łatwo w takim razie ich urazić, jak bzdura jakaś może przybrać
            > kształt wielkiego fo pa i być powodem tajonych animozji, uprzedzeń > i chłodu

            no wlasnie zaczyna to do mnie docierac sad moze ja po prostu zawsze bylam troche
            oderwana od rzeczywistosci i dlatego tego nie zauwazalam? a rodzina (ze wzgledu
            na moj zawod wink uwazala mnie za kogos, kto nie stapa mocno po ziemi, wiec mozna
            mi wiecej wybaczyc?... oni patrzyli na mnie poblazliwie, ja pewnych rzeczy nie
            zauwazalam i jakos to bylo... a ostatnio jakis wysyp tych paranoi, wiec i ja
            musialam zauwazyc...

            mam jeszcze jeden przyklad, ktory dobrze obrazuje to, co napisalas powyzej. dosc
            dla mnie bolesny sad
            na urodziny naszego starszego syna w tym roku "zapowiedziala sie" tesciowa
            (wizyta weekendowa). jakis czas potem dzwoni moja mama i mowi, ze chcialaby
            przyjechac i ona. mowia ok, ale bedzie tez tesciowa, moze mama wolalaby
            przyjechac tydzien wczesniej lub pozniej, to bedzie miala wnuka "tylko dla
            siebie". na chrzcinach byly obie babcie przez dzien razem i juz byla "walka" o
            synka, patrzyly na siebie wilkiem, kontrolowala, co druga robi itp itd...
            powiedzialam, ze tak bedzie pewnie wszystkim wygodniej i milej (nie wspomnialam
            nawet, ze bedzie wygodniej w domu...). ale jak chce przyjechac w urodziny, to,
            oczywiscie, nie ma sprawy. mama cos pomruczala, ze sprawdzi autobusy, a za pare
            dni powiedziala, ze jednak nie przyjedzie, bo cos tam jej wypadlo. no i dlugo po
            tym,przypadkiem, dowiedzialam sie od siostry, ze mamie bylo BARDZO przykro, ze
            tamta babcie stawiamy wyzej niz ja, ze ona TAK BARDZO chciala przyjechac wlasnie
            w urodziny, ale jak ja NIE CHCE, to ona wcale nie pojedzie. oczywiscie byly lzy
            i zale. ale nie do mnie! a ja zwyczajnie chcialam dobrze dla wszytskich!
            szczerze powiedzialam, co mysle, no i zostalam wyrodna corka (ale mi osobiscie
            mama nic nie powiedziala!)
            poryczalam sie po tej rozmowie z siostra, zla bylam jednoczesnie i rozzalona
            bardzo...

            > ciężko mi sobie szczerze mówiąc wyobrazić, jak można przy takim
            > rozkwicie konwenansów, zachowywać wobec siebie szczerość, naturalną
            > serdeczność i bliskość

            no wlasnie sie nad tym zastanawiam, moze ja naiwna jestem, ze wierzylam do tej
            pory w ta szczerosc, sedecznosc i bliskosc?
            jakos nigdy o tym tak do tej pory nie myslalam sad
    • mrowkojad2 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 11:40
      To faktycznie dziwne, wydawać by się mogło że w tak bliskiej rodzinie takie
      rzeczy sobie można po prostu powiedzieć bez zbędnych ceregieli.
      Jest to takie trochę sztuczne, ale z drugiej strony, być może wszyscy tak
      przywykli w twojej rodzinie do tych konwenansów, że rzeczywiście ciotka może
      poczuć się urażona propozycją podróży autokarem.
      W mojej rodzinie w tej kwestii panuje pełen luz, wychowana w takiej atmosferze
      zupełnie nie mogłam się odnaleźć w kontaktach z rodziną mojej macochy, ponieważ
      tam właśnie jest taki konwenans, wszyscy mili ech, och, bułkę przez bibułkę, nie
      zwracają sobie uwagi, nawet jeżeli warto byłoby to zrobić, a skądinąd wiadomo,
      że jakieś kwasy są między nimi.
    • tosina Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:19
      wiec tak Kuro


      1. Wszystkim znajomym , rodzinie weselne zaproszenia dostarczylismy
      osobiscie, pomijajac 4przypadki gdzie bylo bardzo daleko i poprostu
      zadzwonilam , zaprosilam i potwierdzilam oficjalnym zaproszeniem.
      2 W zadnym wypadku nie poszlabym na takie chrzciny. TO rodzice
      dziecka zapraszaja a nie wymyka sie w rozmowie. No i adekwatnie nie
      wyobrazam sobie by tesciowa badz mama zapraszala sobie na
      uroczystosci na uroczystosci u mnie w domu swoich gosci.MOGE sobie
      poprostu nie czycyc cioci X badz wojka Y tak jak ty na swoim weselu.
      3. A w trzeciej sytuacji ewidetnie nie widze problemu. Ale zalezy to
      od dobrej woli cioci i mamy. WYdaje mi sie ze jesli zostaje gdzies
      zaproszona to sama organizuje sobie dojazd i powrot a nie robie
      problemow domownikom fochami ze tak nie a siak tez nie.
      A pytalas mamy jak wedlog niej powinnas sie zachowac?

      Uwazam ze pewne konwenanse sa istotne. Okazujemy w ten sposob
      szacunek . Ale nie przesadzajmy . Robiac wesele na 100 osob
      zapewnilam in nocleg wyzywienie na czas pobytu ale nie wyobrazam
      sobie bym kazdemu miala zapewnic loty prywatnymi samotami badz
      powroty "imuzyna bo oni tak chca jezdzic".
      • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:28
        tosina napisała:


        > 2 W zadnym wypadku nie poszlabym na takie chrzciny. TO rodzice
        > dziecka zapraszaja a nie wymyka sie w rozmowie.

        nic sie nie "wymknelo". wujek oficjalnie zaprosil na chrzciny wnuczki (jako
        dumny dziadek, to pierwsza wnuczka). mlodzi wyslali zaproszenia.

        > No i adekwatnie nie wyobrazam sobie by tesciowa badz mama
        > zapraszala sobie na uroczystosci na uroczystosci u mnie w domu
        > swoich gosci.

        on to robil w imieniu i na prosbe mlodych. nie zapraszal "byle kogo".
        a co z ciocia, ktora nie jedzie, bo jej dzieci nie byly zaproszone? tez byc nie
        pojechala (dodam, ze chrzciny blisko, 1.5 godziny autem)

        > 3.
        > A pytalas mamy jak wedlog niej powinnas sie zachowac?

        no pytalam wlasnie - opinia, ze ABSOLUTNIE nie wypada ciotki samej wyslac do
        domu autobusem pochodzi od mojej mamy i siostry (one sa jednak bardzo podobne do
        siebie, rozmawialam z nimi osobno, powiedzialy w zasadzie to samo wink

        > Uwazam ze pewne konwenanse sa istotne. Okazujemy w ten sposob
        > szacunek . Ale nie przesadzajmy .

        ja tez uwazam, ze szacunek jest bardzo wazny. ale uwazam tez, ze mozna go okazac
        zupelnie inaczej, niz poprzez konwenanse. konwenanse to dla mnie wlasnie
        SZTUCZNE okazywanie szacunku, na sile, "bo wypada". mysle, ze mozna to zrobic
        duzo lepiej i naturalniej innymi sposobami. i tak staram sie postepowac. ale
        widze, ze moge byc zupelnie zle odczytana...
        • bunny.tsukino Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:49
          Też tak mam Kuro.. I jedno Ci powiem, ciężko się żyje.

          Ja nie widzę nic niestosownego w w/w sytuacjach, ba ja nie widzę powodu do
          obrazy, ale już np mój tata czy babcia tak..

          sytuacje z mojego życia:
          Taksówka zamówiona, żeby odwieść Babcię z wesela, taksówkarz czeka, ale Babcia
          się nie ruszy, bo...z wesela trzeba wziąć ciasto i wódkę,a kuzynka w ferworze
          zabawy, zapomniała o tym i babcia stoi z zaciętą miną. I się gniewa..ale nie
          powie..czeka aż ktoś jej to ciasto osobiście przyniesie i przeprosi. następnego
          dnia dokupuje ciasta, bo mało..i jak ona sąsiadki poczęstuje. Nie muszę dodawać,
          że do dzisiejszego dnia Babcia na kuzynkę jest śmiertelnie obrażona.

          sytuacja 2. Tata ma imieniny dziś. I już popełniłam fo pa. Zadzwoniłam z
          życzeniami, ale szef mi przerwał w pilnej sprawie. Musiałam odłożyć słuchawkę
          ledwo wypowiedziałam ":wszystkiego najlepszego" i już jest że spuściłam ojca po
          bandzie. zadzwoniłam wytłumaczyć, ale ojciec już jest oburzony..

          sytuacja 3. Niedługo pierwsza wypłata smile) chciałam zapłacić sobie studia, parę
          innych rzeczy, ale muszę to odwlec, bo za pierwszą wypłatę się 'stawia' i pewnie
          będę musiała się postawić dla najbliższych na gustowny obiad, alkohol, ciasta na
          wynos, nie że jestem skąpa, ale zje mi to 1/3 pensji. ..
          • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:56
            Bunny, sytuacja z weselem jakby z mojej rodziny wyjeta! wink
        • tosina Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:10
          1.No a korona bym im z glowy spadla gdyby zadzwonili i za logodzili
          sytuacje.? Czesto jest tak ze ludzie lubia byc podejmowani jak
          Krolowa Anglii a szczegilnie ludzie starsi z wysokim mniemaniem o
          sobie."Bo co to ona nie jest"
          2 No a pytalas mamy jak widzi powrot ciotki? No i co one boja sie ze
          nie trafi do domu?A moze ze ja ktos skrzywdzi?.
          3. A co do nie pojscia bo nie zaproszono doroslych dzieci. Nie
          rozumiem takiejs sytuacji zbytnio ale mialam taka w rodzinie. Wojek
          alkocholik nie zostal zaproszony na chrzest a tym samym babcia nie
          przyszla(oboje mieszkaja razem).Było mi przykro ,
          przebolalam.Starszych osob czesto nie zmienisz.

          • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:27
            tosina napisała:

            > 1.No a korona bym im z glowy spadla gdyby zadzwonili i za logodzili
            > sytuacje.?

            ale oni nawet nie wiedza, ze jest afera! nikt im szczerze nie powirdzial.
            oficjalne powody sa inne...

            > 2 No a pytalas mamy jak widzi powrot ciotki?

            ciotka musi wracac z nimi, czyli one nie moga zostac dluzej...

            > No i co one boja sie ze
            > nie trafi do domu?A moze ze ja ktos skrzywdzi?.

            nie. takie rozwiazanie jest NIEELEGANCKIE...
    • bea116 Świat n/t 24.10.07, 12:20
    • croyance Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:28
      Zaproszenia na slub, oficjalne surprised
      Ja mojej rodzinie wyslalam po prostu maila: slub w sobote, takiego i
      takiego, wyjde po Was na lotnisko. I tyle w kwestii zaproszen.
    • morgen_stern Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:44
      Może i jestem prostaczką z rodziną pochodzącą ze wsi tongue_out ale czuję
      lekki niepokój, kiedy sztywne konwenanse dotyczące chociażby sposobu
      zapraszania przesłaniają sam fakt doniosłości i powagi imprezy -
      ślubu, chrzcin.. Dajmy trochę na luz, często takie drobne gafy (w
      mniemaniu zaproszonych gości) są wynikiem zabiegania i zamieszania
      towarzyszącego nieodnmiennie takim uroczystościom.
      A już niepójście (kurna, razem czy osobno to się pisze??) na
      chrzciny, bo sposób zaproszenia nam nie odpowiadał jest dla mnie
      dowodem wyjątkowej małostkowości i głupiego zacietrzewienia.
      • croyance Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:51
        Morgen, co Ty opowiadadz, to wlasnie nuworysze najbardziej dbaja o
        konwenanse. Arystokracja sie nie przejmuje big_grin
      • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 12:54
        morgen_stern napisała:


        > A już niepójście (kurna, razem czy osobno to się pisze??) na
        > chrzciny, bo sposób zaproszenia nam nie odpowiadał jest dla mnie
        > dowodem wyjątkowej małostkowości i głupiego zacietrzewienia.

        to samo staralam sie delikatniej powiedziec mojej mamie na jej rewelacje, ze
        nikt nie jedzie... ich zdania, oczywiscie, nie zmienilam sad ale ja, choc NIE
        zaproszona, wyslalam kuzynce i coreczce zyczenia na chrzciny i malutki prezent smile
    • dirgone Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:14
      Pięknie to Jacek Dehnel powiedział:
      "Fumy to mieli i mają nuworysze, którzy cały czas się boją, że ktoś im uchybi".

      Moja rodzina zapewne wiecznie komuś "uchybia", bo my jesteśmy bezpośredni i
      bezkonwenansowi w ogóle. Nikt się na nikogo nei obraża i jak coś chce, to po
      prostu o to prosi, a nie czeka, aż ktoś mu dogodzi. Ja też taka jestem i pewnie
      osoby spoza rodziny mogą mieć mi to za złe, ale postanowiłam się tym nie
      przejmować, bo szkoda mi życia na to.
      • dirgone Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:15
        Od razu chciałam dodać, że nie chcę nikogo przy tym krytykować - po prostu ja
        się wychowałam w takiej rodzinie. Może jakbym się wychowała w innej, to też bym
        konwenansowa była...
        • elske Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:45
          Ja nowe obyczaje wprowadzilam do rodziny mojego meza.U niego zawsze na wszystkie
          uroczystosci jechalo sie do ciotki (wdowy bezdzietnej), na wszystkie imprezy
          zapraszalo sie cala rodzinke, bo inaczej nie wypada.
          A tutaj po slubie ze mna, maz na imprezy zaczal przyjezdzac na 2-3 godz i do
          domu, w swieta tez tylko na kilka godzin (poruszenie bylo jak na Wielkanoc po
          slubie wcale nie pojechalismy,ale wtedy nikogo nie odwiedzilismy).Na chrzciny
          zaprosilam tylko dziadkow i rodzenstwo i chrzestnych (i tak wyszlo 18 osob z
          dziecmi).
          Za to u mnie w domu jest przyjete, ze jak ktos ma urodziny lub imieniny, to
          dzwonimy do tej osoby z zyczeniami i mowimy o ktorej na kawe przyjdziemy.Kazdy
          po drodze kupuje ciastka, kawalek ciacha, panowie cos mocniejszego (jak maja
          ochote),i robimy spontaniczna imprezke.I zawsze jest bardzo milo i na luzie.
      • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:29
        dirgone napisała:

        > Ja też taka jestem i pewnie
        > osoby spoza rodziny mogą mieć mi to za złe, ale postanowiłam się
        > tym nie przejmować, bo szkoda mi życia na to.

        no widzisz, a u mnie taka jest MOJA rodzina, wiec trudno mi sie nie przejmowac...
        • dirgone Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:59
          Dlatego też współczuję. Nie tego, że taką masz rodzinę, tylko tego, że źle się z
          tym czujesz. I raczej nic nie poradzę, przy współczuciu tylko mogę zostać
    • lila1974 Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 13:39
      Konwenanse w ścisłym tego słowa znaczeniu, to nie, ale czasami moi
      rodzice wypowiadają tę czarowną formułkę "tak wypada"
      ewentualnie "nie wypada".

      Nie ukrywam, że jestem im wdzięczna, że wyznaczyli mi w ten sposób
      pewne standardy zachowania, ale bywa, że czasami musimy machnąć ręką
      na ich obiekcje. Ja i moje rodzeństwo uczymy ich wówczas, że nie ma
      potrzeby tak się spinać, jakby mieli mieć do czynienia z angielską
      królową.

      Z drugiej strony wiem i widzę, że krewni starają się być dla siebie
      życzliwi i uważni, więc jesli komuś zdarzy się nietakt, to po prostu
      przymykamy na to oko lub ktoś najbardziej zaprzyjaźniony delikatnie
      wytyka błąd.

      Myślę, ze nie ma nic złego w zważaniu na pewne konwenanse, jak
      wszędzie zła jest przesada.
    • 4dzieciimy A ja lubię po trosze 24.10.07, 13:42
      Może nie wszystko bym chciała widzieć w swojej rodzinie, ale sporo z
      tych rzeczy ma zastosowanie u nas.
      Oboje z mężem pochodzimy z bardzo tradycyjnych i rodzinnych rodzin
      (masło maślane smile )
      Kiedy ktoś wychowuje się w takiej rodzinie, pewne rzeczy stają się
      normą i nie są uciążliwe, a wręcz miłe.
      Takie np, zaproszenie na ślub. Po pierwsze to moi potencjalni
      goście, więc skoro ich zapraszam, to chcę to zrobić osobiście a i im
      będzie miło, że zostali odwiedzeni.
      Przykłady można by mnożyć.
      U nas np. dzieci wstając od stołu pytają czy mogą odejść, ale dla
      nas nie jest to zniewolenie człowieka tylko szacunek do pozostałych.
      Ale u wielu naszych znajomych dzieci latają, wstają w trakcie i
      widocznie u nich takie są zasady.
      Po wizycie u kogoś zawsze się dzwoni i dziękuje za gościne -
      przecież to bardzo miłe zarówno dla jednej jak i drugiej strony.
      Może jesteśmy trochę staroświeccy, ale dobrze nam z tym

      Pozdrawiam

      aldona
    • maxxt Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 14:07
      szczerze mowiac troche wspolczuje takiej rodziny. a poradze nastepujaco:
      - rób tak jak uwazasz za słuszne nie pytajac sie nikogo o zdanie (poza np. mezem)
      - zdystansuj sie do reszty rodziny której , z tego co piszesz,ciezko dogodzic.
      ja oszalalabym gdybym miala przed podejmowaniem kazdej decyzji zwiazanej z
      rodzinka rozwazac kwestie milion-aspektowo.
    • becbec5 Ja też współczuje ale komuś zupełnie innemu 24.10.07, 14:47
      Ja na odwrót bardzo współczuję ludziom, którzy się nie szanują.
      Jak zaprraszają kogoś to na odwal, nawet za pośrednictwem. No proszę
      Was, to nie są wyśrubowane konwenase tylko elementarne zasady
      kultury osobistej.
      Ludzie z tej rodziny osiągnęli najwyraźniej nieco wyższy pułap tej
      kultury i dlatego tak razi ich postawa autorki.
      A co do zastanawiania się czy mam tak czy inaczej postąpić, to
      ludzie którzy wynieśli jakieś (nawet) zaplecze kulturalne nie muszą
      się nad tym zastanawiać, bo mają to jakby we krwi, co się robi, a co
      jest kompletnym dnem.
      Mnie odobiście drażni ignoranctwo.
      • titta Re: Ja też współczuje ale komuś zupełnie innemu 24.10.07, 18:56
        Chyba warto odroznic zasady kultury od smiesznych regul
        utrudniajacych tylko zycie. Wiele takich regul utarlo sie przez
        pokolenia w rodzinach mieszkajacych w malych miejscowosciach (nie
        chodzi o "mala miejscowosc" jako taka, tylko o fizyczna bliskosc
        pomiedzy czlonkami rodziny). Schody zaczynaja sie jak rodzina
        rozjezdza sie po swiecie, a targedia juz jest mieszanie sie z innymi
        kulturami, gdzie przyjete zasady bywaja czasem sprzeczne...
        Czasem tez w imie "dobrego wychowania" ludzie torturuja sie latami:
        nie wypada na przyklad powiedziec, ze czegos tam sie nie lubi. No i
        moja babcia prze lata wypruwala sie robiac skaplikowany deser (tzw.
        leguminki), ktorego zadne z jej wnuczat nie znosilo, ale jesc
        musialy, bo rodzice nie pozwalali odmowic, bo "nie wypada". Dopiero
        kiedys mi sie poskarzyla ile z tym zachodu, i ze ona sama nie lubi
        ale robi "specjalnie dla nas". A o ilez latwiej jak ludzie mowia co
        im na watrobie lezy, a nie obrazaja sie bo "wypada" lub "nie
        wypada". Troche luzu!
        • burza4 Re: Ja też współczuje ale komuś zupełnie innemu 24.10.07, 20:18
          titta napisała:

          > Chyba warto odroznic zasady kultury od smiesznych regul
          > utrudniajacych tylko zycie.

          tak w ogóle, to cały ten savoir vivre można uznać za śmieszne
          reguły, a jednak się je stosuje.

          zapraszanie na "poważne" uroczystości powinno mieć rangę odpowiednią
          do imprezy. Jeśli ktoś nie robi pompy, to może i zaproszenia
          telefoniczne by uszły. Jeśli robi gigantyczne weselicho czy chrzciny
          (a na to wskazuje opis) - to jeśli okoliczności uniemożliwiają
          osobiste zapraszanie - to jak dla mnie wypadałoby w ślad za
          zaproszeniem zadzwonić.

          tym gorzej w tej sytuacji wyglądają telefony od dziadka - to tak,
          jakby jemu zależało, a gospodarzom - niespecjalnie, bo skoro
          dziadkowi chce się dzwonić, a najbardziej zainteresowanym już nie...?

          Z kolei - narzucanie tego, jak ma wyglądać i kto powinien być na
          czyimś weselu czy ślubie, fochy i komentarze - z zasadami kultury
          nie mają nic wspólnego.

          ostatnia sprawa, kwestia dojazdu - wg mnie nie ma nic wspólnego z
          savoir vivre, a jedynie z brakiem asertywności. Savoir vivre nie
          wymaga, żeby w każdej sytuacji poświęcać swoje potrzeby i
          dostosowywać się do innych.
          • kura17 Re: Ja też współczuje ale komuś zupełnie innemu 25.10.07, 12:08
            burza4 napisała:


            > tak w ogóle, to cały ten savoir vivre można uznać za śmieszne
            > reguły, a jednak się je stosuje.

            ja nie twierdze, ze wszytskie zasady trzeba wywalic, zwlaszcza w kontaktach z
            osobami, ktore malo znamy. chodzi mi o rodzine i to bliska, gdzie powinno byc
            jasne, co jest konwenansem, a co szczera checia i dobra wola. chodzi mi o
            PRZEROST konwenansow, przerost formy nad trescia. bo, wg mnie, opisane przeze
            mnie sytuacje, tak wlasnie sie kwalisikuja.

            > zapraszanie na "poważne" uroczystości powinno mieć rangę
            > odpowiednią do imprezy. Jeśli ktoś nie robi pompy, to może i
            > zaproszenia telefoniczne by uszły. Jeśli robi gigantyczne weselicho
            > czy chrzciny (a na to wskazuje opis) - to jeśli okoliczności
            > uniemożliwiają
            > osobiste zapraszanie - to jak dla mnie wypadałoby w ślad za
            > zaproszeniem zadzwonić.

            nie, to nie byly gigantyczne imprezy z pompa, zle zrozumialas opis smile
            chrzciny w knajpie, bo pewnie mlodym sie nie chcialo samemu robic jedzenia, a
            "wesela" w naszej rodzinie to ostatnio po prostu wystawne, troche dluzsze obiady
            w jakims fajnym lokalu.
            a zaproszenia byly, tylko nie takie, jak sobie rodzina wyobrazila...

            > tym gorzej w tej sytuacji wyglądają telefony od dziadka - to tak,
            > jakby jemu zależało, a gospodarzom - niespecjalnie, bo skoro
            > dziadkowi chce się dzwonić, a najbardziej zainteresowanym już
            > nie...?

            dziadek dumny, ze ma pierwsza wnuczke chcial telefonicznie SAM zaprosic swoja
            najblizsza rodzine (siostry i mame). to naprawde taki grzech? mlodzi wyslali
            odpowiednie zaproszenia poczta. wg mnie to zupelnie wystarczy

            > ostatnia sprawa, kwestia dojazdu - wg mnie nie ma nic wspólnego z
            > savoir vivre, a jedynie z brakiem asertywności. Savoir vivre nie
            > wymaga, żeby w każdej sytuacji poświęcać swoje potrzeby i
            > dostosowywać się do innych.

            no widzisz, a wg mojej rodziny to wybitnie sytuacja, gdzie nalezy koniecznie
            zachowac sie ELEGANCKO. (szczerze mowiac nieznosze tego slowa wink
    • englishinter Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 20:23
      Kuro, przepraszam ze byc moze sieje stereotypy, ale czy ty
      pochodzisz z Polski pn-wsch? Moj tata stamtad pochodzi i takie same
      zachowania: jedna cala rodzina wychodzi z wesela nagle a
      niespodziewanie bo babcia -nestorka rodu, haha- sie zle bawi (nikt
      nie chcial na dluzsza mete sluchac jej przyspiewek), synom na nowa
      droge zycia sie daje "wyksztalcenie" ale oni potem maja ci odplacac
      monetarnie do konca zycia, itp.

      W rodzinie mamy (polska centralna) - nie do pomyslenia sa takie
      zachowania.

      Za to moja bratowa, Kanadyjka, specjalizowala sie na college'u w
      savoir vivre i do tej pory cholera mnie bierze jak dzwoni tesciowa
      zebym wyslala mamie bratowej, w ramach utrzymania dobrej atmosfery w
      rodzinie, jakas "thank you card" bo dala naszemu nowo narodzonemu
      dziecku ubranko w czasie odwiedzin. W ogole te "thank you cards" za
      wszystko doprowadzaja mnie do szalu.
      • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 25.10.07, 12:13
        englishinter napisała:

        > Kuro, przepraszam ze byc moze sieje stereotypy, ale czy ty
        > pochodzisz z Polski pn-wsch?

        nie smile jestem z poludnia (krakow)

        > Za to moja bratowa, Kanadyjka, specjalizowala sie na college'u w
        > savoir vivre i do tej pory cholera mnie bierze jak dzwoni tesciowa
        > zebym wyslala mamie bratowej, w ramach utrzymania dobrej atmosfery
        > w rodzinie, jakas "thank you card" bo dala naszemu nowo narodzonemu
        > dziecku ubranko w czasie odwiedzin. W ogole te "thank you cards" za
        > wszystko doprowadzaja mnie do szalu.

        w niemczech (tutaj teraz mieszkamy) tez te "danke" odpisywania sa bardzo
        popularne wink maz wlasnie bedzie odpisywal na wszelkie prezenty, ktore dostalismy
        dla nowonarodzonego synka... ale to nie jest jeszcze takie straszne. mnie bardzo
        przygnebilo, jak tesciowa, po smierci swojej corki, musiala odpisac na tone
        kartek z kondolencjami sad na kazda jedna... dla mnie to tylko poglebia smutek,
        ale jej chyba prznosilo ukojenie, ze tak wiele ludzi o niej i rodzinie myslalo w
        ten bardzo smutny czas.
    • kubona Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 21:15
      Kurkosmile))
      swoje pisklaki pod skrzydła schowaj i pisz częściej, bo zupełnie nie
      wiemy co u Ciebie słychac.

      a co do tematu - doskonale Cie rozumiem, wychowałam się w takiej
      rodzinie -konwenanse, wypada, nie wypada, szacunek dla siwej głowy,
      ma byc jak trzeba, elegancko, właściwie, odpowiednio......
      pamiętasz pisałamm kiedys o urodzinach Kubusia, gdy nie przyszła
      moja ciotka zaproszona jako jedna z pierwszych i jedyna osobiście,
      bo nie podałam jej dokładnie godziny? i tak dalej....

      wiesz co u nas czasem pomaga?
      taka konfrontacja, będziesz miała już je trzy obok siebie, bęDa
      napomykały coś o wyjeździe, zapytaj czy nie będa mogły zostac
      dłużej, że tęsknisz, pomogłyby Ci, itd.....
      i wtedy pytanie do cioci, czy tez mogłaby zostać? jeŚLi nie, czy nie
      byłoby jej przykro gdyby mama i siostra zostały troche dłużej? może
      to coś da, u nas czasem, czasem skutkowało, choć to więcej ceregieli
      niz ze śmierdzacym jajem.
      ale gdy zależało nam na świętym spokoju i gdy nie chcieliśmy
      świętego oburzenia reszty rodziny poświęcaliśmy się....

      ps: zauważam u siebie żę czym skorupka za młodu nasiąknie.....
      czasem,w pewnych kwestiach konwenanse staja sie ważniejsze niż moje
      odczucia i poglądy. ale ja młoda jestem więc jeszcze jakas nadzieja
      istnieje
      • kura17 Re: konwenanse w rodzinie... 25.10.07, 12:02
        kubona napisała:

        > Kurkosmile))
        > swoje pisklaki pod skrzydła schowaj i pisz częściej, bo zupełnie
        > nie wiemy co u Ciebie słychac.

        Kubona smile maluch ostatnio kiepsko sypia w dzien (ale w nocy jest ok smile, wiec
        czasu zupelnie nie mam... troche sie ostatnio poprawia, wiec moze bede zagladac
        czesciej smile

        a co do konwenansow - widze, ze mnie rozumiesz... smile
    • kali_pso Re: konwenanse w rodzinie... 24.10.07, 21:24
      Wyjątkową masz rodzinkęwinkP
      Rodziny, gdzie nie ma miejsca na spontaniczne gesty, gdzie wymaga
      się, pod groźbą śmiertelnej obrazy, pełnej etykiety, tracą swój
      charakter małej grupy, gdzie poszczególni członkowie powiązani sa
      przez nieformalne więzi. Pojawia się ten formalizm, a brak często
      prawdziwych, głębokich uczuć.
      Osoby, które tychże konwenansów przestrzegają z obsesyjna
      dokładnością, to często osoby niepewne swojej wartości jako członka
      tejże rodziny, egocentryczne, zakompleksione....

      generalnie- współczuję....wink
      • rauxa odpisujesz na moje mysli;) 25.10.07, 00:19
        moja rodzina polityczna to przyklad istnego szalenstwa, braku regul
        i spontanicznosci.. dla mnie wychowanej w konwenansach, milczeniu i
        powstrzymywaniu sie, to byl szok... teraz widze ich niesamowita sile
        i elastycznosc, zawsze moga na siebie liczyc
        (jest to jedyne ,,zawsze,, którego jestem pewna),tak bliskie wiezi
        wymagaja duzego zaangazowania emocjonalnego (czego ja jako
        emocjonalne drewno czyli introwertyk musialam i musze sie uczyc)
        wybieram wiec i polecam spontanicznoscsmile
    • volta2 Re: konwenanse w rodzinie... 25.10.07, 14:46
      u mnie w rodzinie nikt nikomu kartek na święta nie przysyła i życzeń
      jakoś nieskłada, a jednak gdy coś się dzieje to wszyscy są gotowi do
      jakiegoś tam wsparcia. jak są kwasy, to się je wyjaśnia, itd. nie
      jest sielankowo, ale jest powiedziałabym nromalnie.
      w rodzinie męża dnie można spędzić na myśleniu, co wypada, a co nie.
      jednak są w tym wszystkim tacy jacyś nieporadni, że aż śmieszni -
      żadna z nich arystokracja, ale może jakieś aspiracje mają?

      jeden z przykładów:
      kuzynka rodzi w wawie, jej mama jest na południu polski w gotowości
      do przyjazdu, gdy wyjdzie ze szpitala, aby pomóc.
      w tym czasie jej ciocia deklaruje, że to ona, skoro jest na miejscu
      będzie doglądać położnicy, zawiezie kompocik, itd, bo ZASTĄPI JEJ
      MATKĘ!
      po miesiącu, gdy położnica już do siebie doszła, mama wyjechała na
      południe ciocia zaprasza na obiad na 14. położnica oddzwania o 14 że
      jednak nie przyjdzie, bo dzieciątko w nocy spało źle, muszą to
      odespać!
      no, takiego oburzenia u cioci to ja nie widziałam! aż para leciała z
      gęby, jak tak można GOSPODYNIĘ potraktować! to ona się narobiła o 2
      kotlety więcej a oni odmówili przyjścia! i to z TAKIEGO powodu, że
      odespać im się chce? no jeszcze gdyby odmówili ELEGANCKO, że są
      chorzy, albo co? ale odespać? noż w policzek prawie dostała.
      tacy ludzie, a jeszcze miesiąc wstecz chciała matkę zastąpić!
      • kubona Re: konwenanse w rodzinie... 25.10.07, 18:45
        wiesz, gdyby mnie ktoś zaprosił na obiad to gdybym przyjśc nie
        mogła - a wiem to od rana ze dziecko źle spało i jestem zmęczona to
        dzwonię RANO i przepraszam, ale nie przyjde gdyż to i to. umawiam
        się tez na inny termin bądź zapraszam te osobe do siebie w ramach
        rekompensaty w innym terminie.

        zaproszona na 14 w zyciu nie mogłabym zadzwonic o 14 i się wymówić
        (no chyab,że nagłą koniecznością typu dziecko do szpitala)
        tu pokutuja resztki dobrego wychowania jakie odebrałam w
        dzieciństwie i konwenanse rodzinne. staram się w takich sutyacjach
        uprzedzac wczesniej, szanujac czas i wysiłek osoby mnie
        zapraszajacej.
        • volta2 Re: konwenanse w rodzinie... 25.10.07, 19:44
          wiesz, ale sytuacja była trochę inna, czyli na ten obiad było
          zaproszonych ok. 8-10 osób, czyli kwestia ubycia 2 + noworodek nie
          była w tym wypadku żadną sprawą, to nie byli jedyni oczekiwani
          goście. i jak sądzę, zadzwonili i powiedzieli, żebyśmy zaczynali
          zajadać.
          podejrzewam też, że może mieli zamiar przyjść, mogli liczyć, że
          dziecię zaśnie o 11-13 i się wybiorą?
          no i to mnie rozwalało, że ciocia kiedy jej wygodnie to chce być jak
          matka(wściubić swój nos na porodówkę) a kiedy jej coś nie pasuje to
          chce być traktowana jak hrabina.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja