czy za takie coś byście się wkurzyły na swojego mę

27.10.07, 23:41
męża? Pokrótce opowiem moją historię.
Otóż tydzień temu w piątek mąż umówił się na sobotę rano na ryby z
kolegami (planował to od dawna). Wieczorem nasza córcia dostała
bardzo wysokiej gorączki i całą noc nie spałyśmy (z resztą ja też
byłam lekko schorowana). Rano mąż pojechał, a ja z małą poleciałam
do lekarza. Od razu na usprawiedliwienie dlaczego z gorączką
poleciałam do lekarza odpowiem, ze pare dni wcześniej córka miała
bliski kontakt z dzieckiem chorym na anginę, nigdy przy żadnej
chorobie nie miała gorączki i to mnie zaniepokoiło, a poza tym to
był weekend, wiec nie chciałam w niedzielę zawracać lekarzom głowy).
Oczywiście diagnoza - angina. Córka dostała antybiotyk i podałam
pierwszą dawkę. Mąż miał wrócić na 13. Niestety samochód im się
popsuł w szczerym polu i jego powrót przedłużył się o kilka godzin.
W miedzyczasie córka dostała drgawek z utratą swiadomości i
wylądowałyśmy w szpitalu.
Byłam przerażona i ... sama. Miałam żal do męża że pojechał na te
ryby wiedząc, że obie jesteśmy chore. Ale gdy emocje opadły
stwierdziłam, że w sumie on pracuje całe tygodnie i należała mu się
rozrywka.
Ale później nakręcił znowu mnie mój tato, ze on nigdy by nie
zostawił mojej mamy i mnie chorych samych w domu, że zostałby i
opiekował się.
Znowu zaczęłam myśleć, że w sumie może mieć rację.
I siedzę teraz i myślę kto ma rację. Czy jestem moze za łaskawa dla
swojego M.?
    • haja197222 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 27.10.07, 23:44
      Jstem pewna, że gdyby wiedział jak rozwinie się sytuacja olał by te ryby i kolegów.
      • iwonag25 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 27.10.07, 23:50
        Pewnie tak, bo potem całe dnie siedział z nami w szpitalu, wyganiał
        mnie do domu żebym się przespała. Ale mi chodzi o sam fakt
        pojechania na te ryby kiedy ja byłam chora i miałam zarwaną noc, a
        córka miała gorączkę nie do zbicia i wiedział że będę z nią szła do
        lekarza.
        Nie szukam pretekstu do kłótni z mężem, bo czasu nie cofnę.
        Wyjaśniliśmy sobie wszystko, powiedziałam co mi leży na sercu i on
        to uszanował. Chciałabym poznać tylko wasze opinie w tej sprawie.
        Chciałabym żebyście się postawiły na moim miejscu i jakie byłyby
        wasze reakcje.
        • burza4 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:09
          Rozwoju sytuacji (atak choroby) nie da się przewidzieć, ale wiesz, w
          takiej sytuacji (partner po nieprzespanej nocy musi zajmować się
          chorym dzieckiem) ja bym sobie odpuściła wyjazd relaksujący.

          i miałabym żal do męża (o ile on nie zwrócił na to uwagi, a nie np.
          miał wątpliwości, a ty go wypychałaś).

          chyba panowie uważają nas za herod-baby, które wszystko zniosą, w
          związku z tym oni poniekąd czują się zwolnieni z obowiązku.
          Tylko dlaczego same miałybyśmy podtrzymywać w nich to przekonanie?
      • dorcia1234 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 27.10.07, 23:53
        a dzieci najczęściej chorują gdy mąż wyjdzie. Moja córka miała swoją pierwszą i ostatnią ( ale za to jaką ) kolkę wtedy gdy mój mąż udał się na parapetówę do kolegi. Jak wrócił w środku nocy to poleciał szukać apteki i czegoś na kolkę, pomimo zmęczenia.
        Wydaje mi się że nie masz co być zła na męża, co najwyżej masz żal do niego. I powiedz mu to, niech się nie domyśla..
    • demarta Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 27.10.07, 23:56
      Autor: iwonag25 27.10.07, 23:51 Dodaj do ulubionych Skasujcie
      Odpowiedz cytując Odpowiedz

      A ja tez nie śpię i myślę o głupotach i wymyślam sztuczne problemy;p

      chyba sama sobie odpoweidziałaś na to pytanie.
      • haja197222 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 27.10.07, 23:57
        Prawda?
      • iwonag25 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 00:18
        Nie nie nie! Akurat nie o ten problem mi chodziło! To dla mnie nie
        głupi ani sztuczny problem.
        Myślę o tym co się stało i ciekawi mnie wasze zdanie. A sztuczne
        problemy mam inne. Absolutnie nie traktujcie tego wątku jako żart.
    • redmiss Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 00:24
      w ogóle bym się nie wkurzyła. wcale nie jesteś łaskawa, jesteś
      normalna, nie daj sie nakręcać!
    • lola211 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 00:31
      Nie, nie wkurzylabym sie.Jego obecnosc nie na wiele by sie zdala, bo
      przeciez dziecko lepiej sie przez to nie poczuje?
      • aetas Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 00:37
        pewnie bym sie wkurzyła na bieżąco, ale zaraz by mi przeszło, na
        pewno nie miał pojęcia, że ze zwykłej gorączki tak się sytuacja
        rozwinie, gdyby przewidział, na pewno by nie pojechał
    • wieczna-gosia Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 00:57
      pare razy sama wyjezdzalam zostawiajac chore dziecko na glowie meza. Dziecko
      mialo goraczke zadnych dodatkowych objawow, oczywiscie ze na ryby by pojechal, a
      ja ym nie oczekiwala ze nie pojedzie.
      To ze twoj tata postapilby inaczej nie znaczy ze postapilby lepiej. Inaczej, bo
      innym jest czlowiekiem i tyle.
    • gacusia1 Moj maz tez nie zostawilby mnie 28.10.07, 02:47
      w takiej sytuacji.Poza tym,ja nie zyczylabym sobie by on sie
      bawil,gdy dziecko i ja chorzy.
      • e_r_i_n Re: Moj maz tez nie zostawilby mnie 28.10.07, 09:52
        Wszyscy maja solidarnie cierpiec?
        • gku25 Re: Moj maz tez nie zostawilby mnie 28.10.07, 10:42
          Jak pies ogrodnika smile)
    • atra1 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 08:22
      NIe obraź się, ja bym miałą raczej anse do ojca, że, komentując,
      choby niewinnie, nakręca mnie przeciw męzowi. Wg mnie rodzice jeżeli
      mają interweniowac lub komentowac zachowanie mażonka swojego dziecka
      to w rzeczywiście drastycznych przypadkach - typu bicie, alkoholizm,
      przemoc fizyczna.

      A poza tym, w takiej sytuacji, jak znam siebie byłabym zła jak osa,
      ale nie na niego, ale na samą sytuację, tym bardziej, że zaangażował
      się w opiekę nad dzieckiem w szpitalu.
      • mamagapka tak, wkurzyłabym się 28.10.07, 08:35
        człowiek chory jest osłabiosny i nie ma siły sobą się zajmować a co
        dopiero dzieckiem. nie mówiąc o tym że stres dochodzi że młody
        chory. kiedyś mieliśmy taką sytuację, też chodziło o ryby,
        powiedziałam mężowi że wolę żeby nie jechał bo nie wieadomo czy
        samochod w nocy nie będzie potrzebny a poza tym, przede wszystkim
        liczy się wsparcie . i nie pojechał. i wiecie co? w nocy córka
        dostała takiej gorączki że 3 godziny na zmianę okłady jej
        zmienialiśmy bo czopki z pyralginy nie działały. gdybym była wtedy
        sama chyba dostałabym zawału. i mąż się cieszył że jednak został.
        więc- powiedziałabym mężowi że wolę żeby nie jechał. a gdyby jednak
        pojechał- hm... byłaby jatka, niestety
        • lola211 Re: tak, wkurzyłabym się 28.10.07, 08:41
          gdybym była wtedy
          > sama chyba dostałabym zawału
        • lola211 Re: tak, wkurzyłabym się 28.10.07, 08:43
          gdybym była wtedy
          > sama chyba dostałabym zawału

          O, i to jest sedno.Jak ktos nie potrafi sam sobie radzic w trudnych
          sytuacjach to faktycznie- ma pozniej zal, ze drugiej osoby zabraklo.
          A jesli radzic sobie umie, to wie gdzie szukac ma pomocy i nie
          potrzebuje asysty.
          • michalina7 Re: tak, wkurzyłabym się 28.10.07, 10:19
            > O, i to jest sedno.Jak ktos nie potrafi sam sobie radzic w
            trudnych
            > sytuacjach to faktycznie- ma pozniej zal, ze drugiej osoby
            zabraklo.
            > A jesli radzic sobie umie, to wie gdzie szukac ma pomocy i nie
            > potrzebuje asysty.

            Ale czasami prościej i sprawniej jest z czyjąś pomocą.
            Moje dziecko też kiedyś się rozchorowało gdy maż był w delegacji i
            na domiar złego zabrał nam samochód. Z ponad 40-stopniową goraczka
            taksówką do szpitala. W szpitalu zrobili podstawowe badania i
            odesłali do domu. Po północy ze spiącym dzieckiem na rękach szłam na
            pieszo do domu bo pod szpitalem nie było taksówek na postoju, ja z
            nerwów nie wzięłam telefonu komórkowegi i po prostu nie miałam już
            siły wracać do szpitala i prosić kogoś o wezwanie taksówki. Nie
            mieszkałam daleko. W domu miałam pobrać mocz małego (w szpitalu nie
            chciał zrobic siusiu) i natychmiast go przynieść do badania.
            Musiałam prosić znajoma o popilnowanie mojego dziecka a ja w środku
            nocy pognałam z tym moczem do szpitalnego ambulatorium, po pół
            godzinie z wynikami na oddział. Rano z dzieckiem taksówka znowu do
            szpitala bo temperatura nie spadła. O ile łatwiej, sprawniej i bez
            takich emocji odbyłoby się wszystko gdyby maż był na miejscu.
            • lila1974 Re: tak, wkurzyłabym się 28.10.07, 10:27
              Oczywiście, że jest łATWIEJ, ale nie to jest SEDNEM sprawy w tym
              wątku.

              Kwestia zasadnicza, na którą na razie nie znamy odpowiedzi, choć
              między wierszami można się domyślić jak było, czy nasza autorka
              POPROSIŁA męża o POZOSTANIE w domu? Wygląda na to, że nie. Przystała
              na jego plany bez większych oporów. Nie sądzę, by jej mąż wyszedł z
              domu trzaskając drzwiami i okrzykiem: "Radź sobie sama" - to
              zmieniałoby postać rzeczy.

              Mamy tu klasyczny przypadek wysyłania sprzecznych sygnałów - żona
              WOLAŁABY obecność męża, ale obecność ZAPROPONOWANĄ przez niego
              samego. Mąż się jednak NIE DOMYŚLIŁ, a brak sprzeciwku odebrał za
              przyzwolenie.
              Czyż nie tak?

              To o co mieć pretensje? O to, że się dziecku pogorszyło a mąż tego
              nie wziął pod uwagę?
          • lillika Re: tak, wkurzyłabym się 28.10.07, 16:20
            lola211 napisała:

            > gdybym była wtedy
            > > sama chyba dostałabym zawału
            >
            > O, i to jest sedno.Jak ktos nie potrafi sam sobie radzic w
            trudnych
            > sytuacjach to faktycznie- ma pozniej zal, ze drugiej osoby
            zabraklo.
            > A jesli radzic sobie umie, to wie gdzie szukac ma pomocy i nie
            > potrzebuje asysty.
            chyba po to są razem, by RAZEM iść przez życie i RAZEM sobie
            pomagać. Gdybym ja w trudnych chwilach musiała liczyć tylko na
            siebie (z wyjątkiem sytuacji mąż na naradzie u szefa, w delegacji,
            szpitalu itp.) to nie potrzebowałabym w ogóle wychodzić za mąż. Bo
            po co?
            Wyjazd na ryby nie był jakąś pilną potrzebą.
            • lola211 Re: tak, wkurzyłabym się 28.10.07, 19:50
              Sa sytuacje, gdy ta pomoc jest bardzo potrzeba i gdy nie
              jest.Wszedzie zawsze RAZEM? To musi byc straszne, a jak tej osoby
              zbraknie, to co?
              Jak razem z corka mialysmy wirusa i bylysmy zielone na skutek
              sensacji zoladkowych, bo moj facet sie nami troskliwie zajmowal.Ale
              gdy tylko corke dopadly takie dolegliwosci nie widzialam powodu,
              bysmy razem musieli sie nia zajmowac.Sprawna jestem, dam sobie rade
              sama.
              • lillika Re: tak, wkurzyłabym się 30.10.07, 14:02
                lola211 napisała:

                > Sa sytuacje, gdy ta pomoc jest bardzo potrzeba i gdy nie
                > jest.Wszedzie zawsze RAZEM? To musi byc straszne, a jak tej osoby
                > zbraknie, to co?
                no co za argument? i do tego nie na temat, bo przecież nie rozważamy
                sytuacji, co będzie gdy drugiej osoby zabranie, bo w omawianej
                sytuacji są 2 osoby. Obie odpowiedzialne.

                > Jak razem z corka mialysmy wirusa i bylysmy zielone na skutek
                > sensacji zoladkowych, bo moj facet sie nami troskliwie
                zajmowal.Ale
                > gdy tylko corke dopadly takie dolegliwosci nie widzialam powodu,
                > bysmy razem musieli sie nia zajmowac.Sprawna jestem, dam sobie
                rade
                > sama
                i znowu nie na temat. W omawianej sytuacji dolegliwości były u
                dziecka i mamy (cyt. "ja też byłam lekko schorowana"), do tego matka
                nie spała całą noc, podobnie jak w poście na który wcześniej
                odpisywałaś (cyt. "w nocy córka dostała takiej gorączki że (...)").
                Człowiek niewyspany i nieprzytomny ze zmęczenia (a tym bardziej
                zmęczony i chory) to średni opiekun dla chorego dziecka. Pisanie w
                tym wypadku o braku radzenia sobie w trudnych sytuacjach jest nie na
                miejscu. Gdyby obie mamy były samotne, to co innego, ale nie były. I
                nie widzę żadnego sensu, by udawadniały loli211 jakie są dzielne i
                mimo zmęczenia potrafią sobie radzić w trudnych sytuacjach, bo "pan
                i władzca"-egoista myślący wyłącznie o własnych przyjemnościach ma
                ochotę na ryby. Właśnie bycie razem polega też na tym, aby sobie
                razem pomagać, też w trudnych sytuacjach, a nie ulatniać się na
                ryby, gdy dziecko jest chore a matka pada na twarz ze zmęczenia.
                I nie ma to nic wspólnego z sytuacją "co by były gdyby drugiej osoby
                zabrakło"
    • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 08:30
      Nie wkurzylabym sie.
      • fogito Re: wkurzylabym sie 28.10.07, 09:06
        ze zostawia mnie sama z chorym dzieckiem i jedzie na ryby. Bo w
        koncu ryby to przyjemnosc a nie spotkanie biznesowe.
        Nie usparawiedliwialabym niczym braku odpowiedzialnosci u meza i
        ojca niezaleznie jak dziecko bylo chore. Noc byla sygnalem, ze nie
        dzieje sie dobrze i wystarczajacym powodem do pozostania w domu.
        Wydaje mi sie, ze za czesto kobiety traktuja facetow ulgowo a potem
        sie dziwia co tez oni wyprawiaja.
        • e_r_i_n Re: wkurzylabym sie 28.10.07, 09:51
          O moj Boze, mi sie zdarzylo wyjsc do knajpy, zostawiajac chore
          dziecko z jego ojcem. Oboje jestesmy dorosli i wiemy, co zrobic, jak
          sie dzieje cos niedobrego.
          • lillika Re: wkurzylabym sie 28.10.07, 16:24
            a gdy zostawiałaś chore dziecko to czy ojciec dziecka też był chory
            i po nieprzespanej nocy? Bo troszkę inaczej wygląda zajmowanie się
            dzieckiem, gdy jest się wyspanym i zdrowym a inaczej, gdy jest się
            chorym i zmęczonym po bezsennej nocy.
            • lillika Re: wkurzylabym sie 28.10.07, 16:26
              a swoją drogą to nie umiałabym iść do knajpy wiedząc że dziecko jest
              chore. W takiej sytuacji takie wyjście byłoby dla mnie fanaberią.
              • e_r_i_n Re: wkurzylabym sie 28.10.07, 16:42
                Nie był chory, niewyspany pewnie tak, bo ciagle jest niewyspany.
                A wyjscie to fanaberia? Czy ja wiem? Dziecko pod dobra opieka,
                krzywda mu sie nie dzieje - niczego zlego w moim wyjsciu nie widze.
                • lillika Re: wkurzylabym sie 28.10.07, 16:51
                  wiesz, to raczej różnica gdy człowiek jest chory albo zdrowy.
                  Inaczej też jest gdy ktoś niedospał 1 godzinę a inaczej, gdy ktoś
                  niespał całą noc. Połączenie choroby z niewyspaniem to wykańczająca
                  mieszanka. Moim zdaniem zostawianie chorego dziecka z chorym i
                  niewyspanym współmałżonkiem to egoizm i nieodpowiedzialność. Ja bym
                  została choćby po to, aby mąż mogł się wyspać i podleczyć.
                  W tej sytuacji wyjazd na ryby to fanaberia.
    • brunerek12 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:12
      Byłabym wściekła na swojego meża, gdyby tak sie zachował. Na
      szczęście mój jest prawdziwym ojcem, a nie dzieciakiem wymagajacym
      troski. No ale jak widać rozrywka typu ryby ważniejsza. Myślę, że
      jesteś też winna, bo widocznie przyzwalałaś na to od początku "że mu
      sie należy" rozrywka....
      • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:14
        A nie nalezy?
        • brunerek12 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:24
          Na pewno nie za to, że pracuje całe tygodnie. Bez sensu.
          • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:25
            To kiedy ma prawo do rozrywki?Jak łaskawie zona zezwoli?
            • brunerek12 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:29
              Rozrywki? Jak dziecko i żona chora? Gó..arskie podejście i tyle.
              • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:40
                Wiem,wiem powinien sie biczowac skoro dziecko i zona chore...
                Autorka poradziła sobie,przynajmniej wie,ze w kryzysowych sytuacjach nie musi czekac na meza,bo sama zachowuje zimną krew.
            • lillika Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 16:30
              gryzelda71 napisała:

              > To kiedy ma prawo do rozrywki?Jak łaskawie zona zezwoli?
              a kiedy ona ma prawo do rozrywki?
              Choroba to chyba nie czas by na pierwszym miejscu były własne
              przyjemności.
      • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:55
        brunerek12 napisała:

        > Myślę, że jesteś też winna, bo widocznie przyzwalałaś na to od
        > początku "że mu sie należy" rozrywka....

        A potem dziwne, ze sie facecic z malzenstw wykrecaja, bo jawia sie
        im one jakie 'przykre obowiazki' <mur>.
    • lila1974 Nie 28.10.07, 09:43
      Nie, nie wkurzyłabyś się w TEJ sytuacji.
      Stany chorobowe moje lub dziewczynek mnie nie przerażają, w razie
      czego dam sobie radę.
      Nie miał raczej powodów przypuszczać, że sprawy mogą przybrać
      niepokojący obrót.

      Nie dawaj się nakręcać na męża!


      Pierwsza złość jest tu wytłumaczalna, ale tak jak napisałaś, po
      zastanowieniu opadły z Ciebie złe emocje i zrozumiałaś, że mąż nie
      chciał źle. Byłoby super, gdyby zaproponował zostanie w domu, ale z
      drugiej strony wierzę, że nie spodziewał się niczego złego.

      Sama wiesz najlepiej, czy Ty i córka jesteście dla męża ważne.
      Słuchaj swojej intuicji.
    • aniael Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:43
      Wkurzyłabym się strasznie, niestety. Zreszta to działa w dwie
      strony - gdy zaczełam studia podyplomowe po latach siedzenia w domu
      w dzieckiem, po zajęciach miało być wyjście integracyne na piwo z
      ludźmi z roku. Moje pierwsze wyjście do knajpy od lat. Na wieść, że
      Mała gorączkuje wysoko i leki nie działają, olałam piwo i wróciłam
      pędem taksówką do domu. Obowiązki przede wszystkim - oboje rodzice
      je mają, nie tylko matka.
      • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:48
        Jak myslisz,ojciec nie poradziłby sobie sam?
        • kali_pso Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:52
          Gryzeldo, powiedz, czy na wieść o złym stanie dziecka Ty byś z tego
          piwa nie wróciła do domu?
          Ja jestem przekonana, że mój mąz by sobie poradził.
          Ale siedzieć, pić piwa z kolegami, podczas, gdy moje dziecko jest
          chore, po prostu bym nie umiała.
          Nie przesadzajmy z tym lekkim podejściem, bo jestem przekonana, że
          wiekszośc z tych piszących tutaj, pędziłaby do domu.
          • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:54
            kali_pso napisała:

            > Nie przesadzajmy z tym lekkim podejściem, bo jestem przekonana, że
            > wiekszośc z tych piszących tutaj, pędziłaby do domu.

            Pewnie gdyby zaczeloby sie dopiero cos dziac, poszlabym do domu.
            Natomiast dziecko w czasie rekonwalescencji zostawialam. Bez
            wyrzutow sumienia.
            • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:58
              e_r_i_n napisała:
              > Pewnie gdyby zaczeloby sie dopiero cos dziac, poszlabym do domu.
              > Natomiast dziecko w czasie rekonwalescencji zostawialam. Bez
              > wyrzutow sumienia.

              Dokładnie.
          • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:57
            Jasne,ze bym wróciła.Ale sytuacja jakby troszkę inan.
          • lila1974 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:02
            Tak, zrezygnowałabym z nasiadówki w knajpie, gdyby mąż do mnie
            zadzwonił i powiedział, ze nie daje rady zbić gorączki, ewentualnie
            zaordynowałabym wezwanie pogotowia lub wyjazd do przychodni, gdzie
            byśmy się spotkali.

            Gdyby mąż siedzial w knajpie i uznałabym, że jego obecność jest mi
            potrzebna, to również zadzwonilabym i poprosiła o powrót do domu.

            Ale knajpa to nie głusza tylko środek miasta i powrót nie nastręcza
            większego problemu.

            Sprawa nie dotyczy jednak POWROTU a WYJŚCIA. Dopuszczam do siebie
            myśl, że wyszłabym na spotkanie z koleżankami, gdyby mąż zostawał z
            chorym dzieckiem w domu.
        • aniael Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:00
          gryzelda71 napisała:

          > Jak myslisz,ojciec nie poradziłby sobie sam?
          A co to ma do rzeczy?
          • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:14
            Dużo.
            • aniael Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:29
              Dla mnie nie. Jeśli mąż dzwoni przerażony, że termometr pokazuje
              ponad 41 st, leki p/gorączkowe nie działają, dziecko zamroczone,
              lejące przez ręce, trzęsące to moim obowiązkiem i potrzebą jest
              wrócić do domu. Ja bym w tej sytuacji też nie chciała zostać sama.
              Nie wiem,jak wogóle można nad tym dyskutować? Gdyby był samotnym
              ojcem, musiałby radzić sobie sam, pewnie dałby rade. Ale nie jest.
              • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:34
                aniael napisała:

                > Dla mnie nie. Jeśli mąż dzwoni przerażony, że termometr pokazuje
                > ponad 41 st, leki p/gorączkowe nie działają, dziecko zamroczone,
                > lejące przez ręce

                No,a mój zamiast dzwonić do mnie zadzwoniłby lub pojechał na pogotowie.Bo wie co się robi.I jasne,ze wróciłabym,no ale od mojego powrotu ważniejsze jest dobre zaopiekowanie się dzieckiem.
                • aniael Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:43
                  Wiesz co, nie oceniaj bez sensu, bo na pogotowie z gorączką nie
                  latamy, a mąż był w bieżącym kontakcie telefnicznym z naszą pediatrą
                  prywatną. koniec dyskusji z mojej strony.
                  • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:50
                    Trzeba coć napisac,zeby nie było,ze mąz to nieporadny.
                  • gryzelda71 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 12:15
                    Widzisz my z tak wysoka tem i takimi objawami jak opisałas latamy,lub wzywamy pogotowie.Wolimy,zeby dziecko lekarz zbadał,a nie poinstruował telefonicznie.
              • lila1974 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:43
                W takiej sytuacji telefon do współmałżónka powinien być DRUGIM
                wykonanym. Pierwszy wykonuje się na POGOTOWIE lub do współmałżonka
                dzwoni z taksówki, że jesteśmy w drodze do takiej i takiej placówki
                medycznej.
                • aniael Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:44
                  Patrz post powyżej.
    • malila Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 09:47
      iwonag25 napisała:
      > Czy jestem moze za łaskawa dla
      > swojego M.?

      Jeżeli w momencie, gdy Twój mąż wyjeżdżał, czułaś, że to jest w
      porządku, to IMO oznacza, że tak jest i nie ma o co mieć do męża
      pretensji. Po prostu będziecie oboje mądrzejsi na przyszłość. Z
      drugiej strony żal, który się pojawił, gdy okazało się, że sprawa
      jest bardzo poważna - jest najzupełniej naturalny, to efekt stresu.
      Nie warto jednak kierować go pod adresem męża. Warto natomiast mu
      się wyżalićsmile
    • sir.vimes Wątpie, by mój mąż 28.10.07, 10:02
      zostawił mnie chorą z chorym dzieckiem.
      Nie jest to kwestia tego by wszyscy musieli razem cierpieć ale zdrowego rozsądku
      - chory dorosły to średnia opieka dla chorego dziecka.

      Ale nie ma powodu się teraz wkurzać - nikt nie spodziewał sie, że aż tak sie
      choroba rozwinie, mąż po powrocie zajął sie swoimi obowiązkami.
      Zresztą, nie wyjeżdżał na długo - mógł rozumować , ze jak wróci o 1 o wszystkim
      się zajmie. A to, że samochód sie popsuł było przykrym przypadkiem i trudno o to
      mieć pretensje.
    • purpurowa_komnata Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:32
      Nie dziwię się Twojemu zdenerwowaniu sytuacją ale wg mnie mąż nie był świadomy gwałtownwgo przebiegu choroby(u dziecka to częste niestety).Czyli reasumując wymówki tu nic nie dadzą i rozżalenie też. Gdyby wiedział jak będzie to by nie pojechał na ryby tylko został Z Wami.
      • burza4 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:18
        przecież tu nie chodzi o to, że pojechał a dziecko się rozchorowało!

        wkurzyłoby mnie to, że sam z siebie nie widzi potrzeby pomocy -
        autorka miala nieprzespaną noc za sobą i choćby z tego względu
        wyjazd na ryby był nie fair. Bo nie doczytalam, żeby dopytywał się
        jak sobie da radę. A powinien, nie trzeba być Einsteinem, żeby wpaść
        na to, że pomoc by się przydała, kiedy partner podpiera się nosem.
        • lila1974 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:28
          DOMYŚLANIE SIĘ i MYŚLENIE ZA INNYCH jest główną przyczyną
          nieporozumień między ludźmi.

          Jeśli widzę, że mąż się nie domyśla czegoś, co mnie byłoby na rękę,
          przyjemne, potrzebne ... itd., to po prostu go PROSZĘ!
          W ten sposób unikam niepotrzebnych nerwów, ze się NIE DOMYŚLIŁ.

          W sprzyjającej zaś chwili, nieco później uświadamiam mu, że byłoby
          miło, gdyby się sam domyślił, ale bez pretensji, ot, taka informacja
          na przyszłość w identycznej sytuacji.

          Jeśli natomiast się DOMYŚLI i wyjdzie na przeciw moim oczekiwaniom,
          to nie przechodze nad tym do porządku dziennego, tylko dziękuję
          mężowi, że wykazał się taką przenikliwością i daję wyraz swojej
          radości. Myślę, że to działa lepiej niż fochy i głupie dąsy.

          Teoria o różnicy w postrzeganiu świata przez mężczyzn i kobiety
          bywała tu na forum wyśmiewana, jednak wydaje mi się, ze tak własnie
          jest. Kobiety odbierają rzeczywistość nieco subtelniej niż
          mężczyźni. Kwestia DOMYŚLNOŚCI jest u nas chyba bardziej wdrukowana
          w geny. Nie uważam, że mężczyźni są jej pozbawieni, ale myślę, że
          tylko poszczególne jednostki dorównują kobietą w tej materii,
          większość potrzebuje jasnych i klarownych komunikatów.
          • sir.vimes Przykro by mi było 28.10.07, 11:36
            gdybym musiała prosic o rzeczy oczywiste. I gdyby mnie musiano o nie prosić.
            A np. to, ze zdrowy dorosły lepiej zajmie się chorym dzieckiem niz chory dorosły
            jest dla mnie sprawa oczywistą.
            • lila1974 Re: Przykro by mi było 28.10.07, 11:54
              Oczywiście, że człowiekowi jest przykro, jeśli druga strona nie
              domyśla się rzeczy oczywistych (według naszych standardów), ale to
              jeszcze nie znaczy, że musimy uświadamiać to tej osobie przy pomocy
              złości i wyrzutów.

              Po prostu wówczas jest trudniej, bo normalnym odruchem w takiej
              sytuacji jest odpieranie natarcia.

              Uważam jednak, że skoro nie oponowałam przed wyjściem, to tym
              bardziej nie mogę wyzlośliwiać się na męża po jego powrocie i psuć
              mu miłych wrażeń. Zapewne dla niego wystarczającą karą będzie fakt,
              ze nie przewidział takiej sytuacji i nie było go przy żonie i córce,
              gdy go potrzebowały.

              Jesli w dodatku zamiast ataku w stylu "Następnym razem nigdzie nie
              pojedziesz! Jak mogłeś nas zostawić, przecież widziałeś, ze jesteśmy
              chore!!!!", wystarczy powiedzieć: "Kochanie, następnym razem, gdy
              będziemy gorączkować, proszę byś został w domu, bo jak widzisz
              sytuacja rozwinęła się nieciekawie i twoja pomoc bardzo by się
              przydała".

              Szalenie miło jest, gdy idzimy, że ta druga osoba myśli tak jak my,
              stawia się w naszym położeniu, wyprzedza bieg wydarzeń i trwa w
              pogotowiu, ale czy to taka ujma na honorze, by poprosić o pomoc?
              • sir.vimes Re: Przykro by mi było 28.10.07, 12:20
                "Kochanie, następnym razem, gdy
                > będziemy gorączkować, proszę byś został w domu, bo jak widzisz
                > sytuacja rozwinęła się nieciekawie i twoja pomoc bardzo by się
                > przydała".

                Chodzi mi właśnie o to by taki tekst nie był potrzebny - by ta drufga osoba sama
                potrafiła wyciągnąć oczywiste wnioski (zdolne do tego są już małe dzieci... Nie
                widzę powodu by w przywołanej sytuacji robić awanture mężowi ale twoja sugestia,
                ze dokumentnie wszystko trzeba wykładać kawa na ławę , punt po punkcie i na
                dodatek w tonie prośby jednak mnie dziwi.
                Jeżeli np. dziecko zapomni zaleconych przez nauczycielkę materiałów - nie widzę
                powodu by prosić je by następnym razem nie zapomniało. Zdrowie dziecka to też
                sprawa męża. Zajmując się tą sprawą nikomu nie pomaga ani nie czyni łaski.
                • lila1974 Re: Przykro by mi było 28.10.07, 12:37
                  Założyłam, że mąż wyciągnie SAM nauczkę. Czy to zrobił autorka
                  poznała zapewne po tym co powiedział, gdy wrócił i dowiedział się o
                  wszystkim.

                  Prośba, o której wspominasz jest tylko PODKREŚLENIEM.

                  Tak, jestem ogromną zwolenniczką wykładania sprawy kawa na ławę.
                  Może dzięki temu udaje mi się żyć z mężem w dobrej atmosferze?

                  Bywa, ze mam wrażenie, że gdybym to ja była facetem w związku, to
                  zedecydowanie lepiej bym się DOMYŚLAŁA, ale pewności nie mam. Może
                  gdybym była facetem, to tę sferę miałabym nieco upośledzoną?

                  Również jestem zdania, że to DOMYŚLANIE się w pewnym stopniu
                  świadczy o uczuciach, jakie łączą dwoje ludzi, ale dopuszczam do
                  siebie tę myśl o pewnym upośledzeniu facetów w tym względzie, stąd
                  moje starania o przekazywanie jasnych i czytelnych komunikatów.

                  Gdybym chciała, aby mąż został w domu, a widziałabym, że on
                  podchodzi do tego nieco inaczej, to po prostu bym go o to poprosiła.

                  Gdzieś wyżej jakaś userka napisała, że tego typu podejście do
                  sprawy, to uczenie męża, ze wszystko mu się należy. Userka wyraziła
                  swoją dezaprobatę na takie stawianie sprawy.

                  Ja natomiast nie widzę w tym nc złego, ze pozwalam mężowi pomyśleć
                  nie tylko o mnie i dzieciach, ale o nim samym. W ten sposób daję mu
                  do zrozumienia, że jego potrzeby również są dla mnie ważne.

                  Jesli jestem chora i nie czuję się na siłach, by zostać w domu sama,
                  to go o tym informuję. Są jednak momenty, że mimo kaszlu, goroączki
                  i kataru, czuję się na siłach, by podołać domowym obowiązkom i
                  dlatego powiedziałabym mężowi: "Idź, jeśli masz ochotę" i nie miała
                  pretensji, gdyby poszedł, zaś ucieszyłabym się bardzo gdyby został.

                  A wydaje mi się, że w tym wątku wyjście tego pana na ryby przez
                  niektóre userki jest utożsamiane z brakiem uczuć w stosunku do żony
                  i dziecka.
                  • sir.vimes Re: Przykro by mi było 28.10.07, 13:29
                    Nie rozumiemy się - ja nie sugeruję , ze facet powinien domyslic się , ze żona
                    ma potrzebe by został. Uważam, ze raczej sam powinien PO PROSTU MIEĆ potrzebę
                    zając się swoim chorym dzieckiem (bo nie była to normalna sytuacja czyli po
                    prostu jeden rodzic zostaje, tylko bardziej skomplikowana - drugi rodzic ma
                    gorączkę , więc moze gorzej funkcjonować.)
                    I w sumie ten pan potrzebę miał - wrócił najwcześniej jak mógł i dzieckiem się
                    zajął. Po prostu nie zastanowił się dostatecznie.
                    Ale nie jest to kwestia tego, ze koś powinien za niego zadecydować...
    • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:34
      Penie tak zwyczajnie , po ludzku, wśiekałabym sie,ze go nie ma. Ale, w sumie
      sama pozwoliłam na wyjazd-a ztego co rozumiem to wyjazd nie był długi(parę
      godzin), zepsucie samochodu to sytuacja nieprzewidziana,więc pewnie by mi
      przeszło i nie gniewałabym się.
      • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:14
        Tak sobie jednak przemyśłałm i skoro w nocy miałybyśmy wysoką gorączkę i
        podejrzenie o angine to nie jestem już taka pewna czy nie gniewałabym się. Chyba
        jednak twój tata ma rację. Mój mąż w takiej sytuacji zapakowałby nas do
        samochodu i pojechał da dyżur i po lekarstawa i ewentualnie wtedy na ryby.
        • lila1974 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:18
          Ryby to takie durne istoty, że aby dały się złowić, to się na nie
          czyha od bladego świtu smile

          Będę się upierała, dopóki mnie autorka nie naprostuje - sytuacja nie
          była podbramkowa, a mąż dostał błogosławieństwo żony, choć dusza
          żony jęczała bezgłośnie, ze wolałaby jego obecność w domu smile
          • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:30
            Będę się upierała, dopóki mnie autorka nie naprostuje - sytuacja nie
            > była podbramkowa, a mąż dostał błogosławieństwo żony, choć dusza
            > żony jęczała bezgłośnie, ze wolałaby jego obecność w domu smile



            hmmm a mąż rozumu własnego nie posiadawszy-dziecko i żona gorączka , kontakt z
            anginą. szalenie wygodne dostać błogosławieństwo zony.
            • lila1974 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:44
              Wygodne? Nie sądzę, by o to chodziło.

              Rozpatruję tę sytuację w takich ramach:
              Żona i córka przegorączkowały noc. Żona nie zdecydowała się na
              wezwanie lekarza, ani nie zaproponowała wyjazdu do przychodni, więc
              sytuacja nie jest zła. Ryby umówione od dawna, być może rzadka
              okazja do spotkania ze starymi kolegami. Żona nie wnosi sprzeciwku,
              zatem mąż jedzie.

              Kocie, znasz swojego męża i zakładasz, że po prostu zapakowałby was
              do samochodu i zawiózł do lekarza. Ale Twój mąż to nie mąż iwonag25.
              Nie można z góry zakładać, że tylko czyhał na okazję, by wyrwać się
              z chałupy, nie zważając na stan żony.

              Żona kobita dorosła, tak? Jezyk w gębie posiadająca, tak? To znaczy,
              że gdyby potrzebowała wyjazdu do lekarza, to by powiedziała, tak?
              Pan nie pomyślał, że sprawa może przybrać groźbniejszy obrót, ale to
              jeszcze nie czyni z niego potwora - za co się zatem na niego złościć?

              Na tyle, ile znam sytuację autorki, to mieszka ona w normalnym
              mieście, w otoczeniu rodziców, teściów, telefonów, pogotowia i
              taksówek, zatem nie została bezradna i bez możliwości ruchu.

              Nauczka na przyszłość:
              1. Kominikowac swoje potrzeby! - żona.
              2. Choroba miewa niespodziewane oblicza, więc lepiej zostać w domu -
              mąż.

              Moim zdaniem mąż zasługiwałby na zrypkę, gdyby wyszedł z domu wbrew
              mojej prośbie, by został, bo czuję się źle lub czuję, że sprawa się
              może skomplikować.

              • sir.vimes CZyli nawet chora żona 28.10.07, 12:25
                jest nadal bardziej odpwiedzialna, bardziej decyzyjna od zdrowego, wyspanego męża?
                Gdyby bełkotała pod wpływem gorączki - też mąż powinien czekać na instrukcje?
                Sam mysleć nie potrafi i wymaganie od męża własnej oceny sytuacji (nie czekania
                aż żona sytuację oceni i weźmie za całość odpowiedzialność) jest jakimś nietaktem?
                Ciężko się chyba żyje z takim podejściem.
                • e_r_i_n Re: CZyli nawet chora żona 28.10.07, 12:28
                  Dziewczyna pisze, ze byla lekko chora (pewnie podziebiona), nie byla
                  wiec ledwo zywa.
                  Mysle, ze gdyby powiedziala, ze jest padnieta, to maz by zostal.
                  Nie przeginajmy.
                  • sir.vimes No właśnie, nie przeginajmy. 28.10.07, 13:17
                • lila1974 Re: CZyli nawet chora żona 28.10.07, 12:57
                  Sirvimes smile
                  Mąż, który rzuci w diabły swoje plany, na wieść, że żona ma
                  gorączkę, źle spała i ogólnie jest rozbita, to na prawdę cudowny mąż.

                  Bywają jednak panowie, którzy nie są aż tak empatyczni i po prostu
                  potrzebują jasnego postawienia sprawy. Skoro dorosła, odpowiedzialna
                  osoba, nie wyraziła sprzeciwu, by mąż pojechał na ryby, to widocznie
                  nie uznała, ze jego obecność będzie NIEZBĘDNA, więc pan wedki
                  spakował i ruszył na wyprawę.

                  Podejrzewam, że następnym razem już tego błędu nie zrobi, bo widzi,
                  że jego kobiety są "nieprzewidywalne" smile

                  Piszę prawie z doświadczenia.
                  W zeszłe wakacje w rodzinie naszych przyjaciół była taka oto
                  historia:
                  Kilka par przyjaciół była umówiona na wspólny wyjazd nad jezioro na
                  weekend. W dzień wyjazdu synek naszych najbiższych przyjaciół
                  rozchorował się na szkarlatynę. Rodzina ta stwierdziłą, ze nie
                  pojadą, bo ich synek musi siedzieć w domu. Jednak po pewnym czasie
                  żona stwierdzila, ze to ona zostanie w domu, a mąż ma jechać do
                  wszystkich, by przynajmniej on oderwał się od miasta.

                  Byłoby sprawą nader miłą ze strony owego męża, gdyby został przy
                  żonie, prawda? Ale z drugiej strony, skoro żona udzieliła
                  błogosławieństwa, to sumienie męża zostało nieco uspokojone. W
                  sytuacji ATRAKCJI tego typu nie dziwię się, że ta druga strona
                  jednak czeka na podanie wyraźnego komunikatu NIE JEDŹ, albo JEDŹ.

                  Przyjaciółce i synkowi zawieźliśmy eurobiznes, a zabraliśmy
                  przyjaciela nad jezioro.

                  Przy postawie, jaką Ty reprezentujesz wydaje mi się, że
                  oczekiwałabyś od męża, by został mimo wszystko. I odnosze wrażenie,
                  że nie powiedziałabyś mu tego wprost, tylko czekałabyś na rozwój
                  sytuacji, a gdyby zdecydował się pojechać, to miałabyś pretensje.

                  Podejrzewam też, że po prostu jesteś pewna, ze Twój mąż, by nie
                  pojechał, choć byś mu nawet walizkę spakowała i stąd ciężko Ci
                  postawić się w sytuacji kogoś, kto ma inne układy.

                  Wbrew temu, co napisałaś, żyje mi się na prawdę dobrze, bo po prostu
                  nie zakładam z góry, że ktoś (niekoniecznie mąż) DOMYŚLI się, czego
                  ja oczekuję. Jeśli ktoś się domyśli zanim ja powiem, to jest mi
                  niezmiernie miło. Czasami daje owej osobie czas na domyślenie się,
                  ale kiedy widzę, ze może być z tym problem, to po prostu proszę lub
                  informuję, dzięki temu nie przytłacza mnie później rozczarowanie.

                  Uwierz, ze takie podejście bardzo ułatwia mi życie smile
                  • sir.vimes Re: CZyli nawet chora żona 28.10.07, 13:26
                    > Sirvimes smile
                    > Mąż, który rzuci w diabły swoje plany, na wieść, że żona ma
                    > gorączkę, źle spała i ogólnie jest rozbita, to na prawdę cudowny mąż.

                    Kurczę , moim zdaniem zwyczajny. Zresztą , pomijasz fakt, ze nie tylko była
                    chora ale miała zajmować się dzieckiem. Ja niekoniecznie chciałabym by moim
                    dzieckiem opiekował się chory, niewyspany tatuś czy , dziadek czy babcia jeżeli
                    może zrobć to osoba zdrowa i wyspana.

                    A, jeszcze jedno - nie mam zwyczaju pakować mojemu mężowi walizki. Umie sam. Nie
                    muszę się też DOMYŚLAĆ czy mąz oczekuje instrukcji - bo nie oczekuje. Nie musimy
                    udzielać sobie pozwoleń czy wydawać dyspozycji - bo rozmawiamy.

                    > Byłoby sprawą nader miłą ze strony owego męża, gdyby został przy
                    > żonie, prawda? Ale z drugiej strony, skoro żona udzieliła
                    > błogosławieństwa, to sumienie męża zostało nieco uspokojone.
                    Nie kumam tej sytuacji.
                    Co to znaczy "żona udzieliła błogosławieństwa", "sumienie zostało uspokojone"?.
                    To jest dokładnie to o czym pisałam - niedecyzyjny mąz czekający aż żona weźmie
                    za wszystko odpowiedzialnośc.
                    • lila1974 Re: CZyli nawet chora żona 28.10.07, 14:00
                      Nie rozumiemy się, bo każda z nas patrzy ze swojego punktu
                      widzenia smile

                      Ponieważ należę do kategorii "samodzielna", to nie mam nic przeciwko
                      temu, aby mój mąż pojechał na ryby z dawnymi kolegami, szczególnie
                      takimi których rzadko widuje, kiedy ja jestem chora i mam pod opieką
                      dwójkę dzieci. Gdybym wiedziała więc, że mąż czekał na ten wyjazd z
                      wielką radochą, to powiedziałabym mu "jedź, poradzę sobie". Gdyby
                      mimo wszystko został, to po prostu by mnie rozczulił. Gdyby zaś
                      pojechał nie miałabym absolutnie żadnych pretensji. Gdybym jednak
                      uznałą, ze jest to dla mnie obowiązek zbyt ciężki, to poprosze o
                      pozostanie w domu. Czy musiałabym prosić, nie wiem, bo nigdy się w
                      takiej sytuacji nie znalazłam.

                      Nie podejmuję za niego decyzji, tylko wyrażam swoje stanowisko w
                      sprawie, tak aby nie skazywać go na domysły.

                      Nie widzę również powodu, by moim dzieckiem zajmowała się
                      niedysponowana babcia, czy dziadek, kiedy mogę ja lub mąż. Natomiast
                      moim przejawem uczuć do męża jest to, że powiem mu "jedź, ja sobie
                      poradzę" (jeśli rzeczywiście tak jest).

                      Na czym polega błogosławieństwo żony? A no na tym, że mówi: "jedź i
                      baw się dobrze". Sumienie męża, które było rozdarte, bo chciało i
                      zostać z żoną i pojechać z przyjaciółmi jest "uspokojone" w
                      przypadku wybrania opcji "jadę". W sumie to w tym konkretnym
                      przypadku, to sumienie nie było tak całkiem spokojne, bo przyjaciel
                      wciąż wisiał na telefonie i wypytywał zonę, czy aby przypadkiem nie
                      jest potrzebny.


                      Dlaczego odbierasz tę sprawę tak kategorycznie - niedecyzyjny mąż.
                      Jak najbardziej decyzyjny, tylko zwyczajnie w kropce, co robić. Żona
                      swoim stanowiskiem może ułatwić podjęcie decyzji.

                      Osobiście nie miałabym nic przeciwko temu, by mojego męża spotkało
                      coś miłego tego dnia, gdy ja z dziećmi jestem uziemiona. Jesli
                      odrzuciłby jakąś fajną propozycję, by zostać z nami w domu, to
                      jeszcze lepiej, ale przymusu nie ma.
                      • sir.vimes Re: CZyli nawet chora żona 28.10.07, 14:24
                        > Ponieważ należę do kategorii "samodzielna",

                        Ja nie należę do żadnej kategorii.

                        >
                        > Dlaczego odbierasz tę sprawę tak kategorycznie - niedecyzyjny mąż.
                        > Jak najbardziej decyzyjny, tylko zwyczajnie w kropce, co robić. Żona
                        > swoim stanowiskiem może ułatwić podjęcie decyzji.
                        >
                        To ty piszesz o niedecyjnym męzu - człowieku , który nie potrafi sam zadecydować
                        czy jedzie czy zostaje, który musi być "poproszony" o dokumentnie wszystko,
                        który musi mieć "błogosławieństwo żony" by "uciszyć sumienie". Moim zdaniem
                        człowiek powinien SAM decydować o swoich czynach tak by mu sumienie nie
                        piszczało, nie wyręczać się partnerką czy partnerem.
                        To proszenie zresztą jest sprytne - bo jeżeli człowiek sam decyduje to może na
                        tak lub na nie, a proszony zazwyczaj zrobi zgodnie z wolą drugiej osoby. Czyli
                        jednak nie ma żadnego wyboru. A jakoś perspektywa bycia z kimś kto zajmie się
                        chorym dzieckiem "bo go poprosiłam" jest chora. W sytuacji tego pana od
                        szkarlatyny dokładnie widać , ze kierując się własną intuicję zostałby, nie
                        musiałby się stresować i wisieć na telefonie. Możliwe, że jednak wygodniej było
                        by zdecydował kto inny. Może też rola "proszonego" i wykonujacego dyspozycję
                        zaburza zdolność oceny własnych emocji i sytuacji.

                        Myślę jednak , ze dyskutujemy jakby o kilku różnych wątkach czy aspektach.
                        • malila Re: CZyli nawet chora żona 30.10.07, 20:03
                          sir.vimes napisała:
                          > To ty piszesz o niedecyjnym męzu - człowieku , który nie potrafi
                          sam zadecydowa
                          > ć
                          > czy jedzie czy zostaje, który musi być "poproszony" o dokumentnie
                          wszystko,

                          Najwyraźniej nie o wszystko biorąc pod uwagę ciąg dalszy - już w
                          szpitalu.
                          Choroba dziecka nie jest dla mnie sytuacją wymagającą z definicji
                          obecności obojga rodziców ani też rezygnacji z umówionych wcześniej
                          spotkań - o ile nie spotyka się to ze sprzeciwem współmałżonka.
                          Sytuacja ta, rzecz jasna, ulega zmianie, jeżeli stan dziecka
                          zwiastuje poważniejsze bądź bardziej uciążliwe kłopoty. Maż autorki,
                          jak rozumiem takich kłopotów sie nie spodziewał, Iwona chyba takze
                          nie (jeżeli nie liczyć podejrzenia, że to angina - ale angina raczej
                          zwykle nie wymaga niczego ponad podawanie antybiotyków). Skoro żadne
                          z nich nie spodziewało się kłopotów, to dlaczego zostanie w domu
                          miało być oczywistą oczywistością? Dlaczego podejmowanie decyzji za
                          partnera nazywa się samodzielnym decydowaniem o swoich czynach? Bo
                          jeśli w rodzinie panuje zasada, że w czasie choroby dziecka wyjścia
                          są dopuszczalne, ale konsultowane przez obojga, to samodzielne
                          podjęcie decyzji o wyjściu czy pozostaniu, jest podjęciem decyzji za
                          tę drugą osobę. Jeśli więc jemu można zarzucić uciekanie od
                          odpowiedzialności, to równie dobrze można zarzucić to jej, jeśli się
                          na to wyjście zgadza. Oczywiście pod warunkiem, że nie bredzi w
                          malignie - ale takie daje się rozpoznać na pierwszy rzut oka. nie
                          sądzę więc, że istnieje niebezpieczeństwo, iżmąż będzie czekał z
                          wezwaniem karetki na decyzję żony, która straciła przytomność.
                          Człowiek może się źle czuć i mimo to wyglądać kwitnąco. O takich
                          rzeczach się mówi. ZTCW faceci wychodzą z założenia, ze jeśli ktoś
                          potrzebuje pomocy, to o nią prosi. Jak nie prosi, znaczy, że nie
                          potrzebuje. Pewnie dlatego, że sami zwykle tak robią. Dlaczego
                          kobiety tak często czekają aż ktoś się domyśli? Bo nauczono je, że
                          należy zgadywać cudze życzenia, więc wymagają tego od siebie i
                          innych? Bo przekonano je, że zgłaszanie swoich potrzeb to
                          niegrzeczność i egoizm? Bo wolą sie poświęcić i potem grzać w blasku
                          własnego wizerunku? Czy może to nasza cecha biologiczna? Nie wiem. I
                          nie zamierzam nawoływać do naśladowania mężczyzn. Chciałabym jednak,
                          by kobiece "nie" znaczyło "nie".
                          W przypadku Iwony nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem, tylko
                          przedyskutować kwestię chorób dziecka i ewentualnie popracować nad
                          komunikacją, jesli jest taka potrzeba.

                          Jedno mnie tylko zastanawia: dlaczego w nocy chorym dzieckiem
                          zajmowała się matka? Ale to już osobny temat.
    • bea.bea Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 10:36
      nie.....
      ponieważ mam męza introwertyka, na którym chyba tylko moja smierc zrobiłaby
      wrazenie...smile

    • mma_ramotswe Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 11:13
      Nie. gdyby mój mąż w takim przypadku wybrał ryby, to potem musiałby
      spać z rybami, ryby musiałyby mu gotowac obiady, prać i prasować.
    • lola211 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 14:03
      Gdyby choroba dziecka miala byc powodem obecnosci faceta w domu, to
      napewniej nigdzie by moj facet sie nie ruszal, a to dlatego ze
      dziecko nam chorowalo bardzo czesto.I o ile wymagalam jego obecnosci
      podczas mojej choroby, o tyle jego towarzystwo w trakcie choroby
      córki uwazalam za zbedne.Sama doskonale potrafie poradzic sobie z
      dzieckiem, ktore wysoko goraczkuje, ktore ma wysypke, wymioty,
      biegunke czy inne tego typu dolegliwosci.Po co mi facet do mierzenia
      temp czy chlodnych okladow? Zawiezc na pogotowie tez potrafie sama.
      Ale gdybym sie upierala, bo by facet przy mnie trwal, pewnie po to ,
      by trzymac mnie za reke- bo po co wlasciwie?
    • iwonag25 lila1974 i inne dziewczyny 28.10.07, 15:01
      Dziękuję za tak liczny odzew. Chciałabym odpowiedzieć lila1974, bo
      widzę że nie może doczekać się mojej odpowiedzismile
      Otóż masz rację - nie powiedziałam mężowi, żeby został w domu.
      Cieszyłam się że jedzie na te ryby (widziałam jakie to dla niego
      ważne. Przygotował kamerę, aparat - miała to być taka przygoda), bo
      bardzo dawno na nich nie był, gdyż od dłużeszego czasu wszystkie
      weekendy pracował.
      Dopiero jak wylądowałam z małą w szpitalu odezwało się we mnie
      jakies licho i miałam mu za złe, ze nas rano zostawił, że się nie
      domyślił (!!!) że może przyda mi się pomoc. Jak na złość, nikogo w
      tym dniu nie było w domu.
      Więc przyznaje - moja wina, że mu nie powiedziałam, że ma zostać,
      ale w tamtej chwili o tym nie myślałam.
      Poza tym spanikowałam, gdyż moja córka nigdy w życiu nie miała
      gorączki (max. temp. 37,3). Owszem, jakimś sposobem (nawet nie
      pamiętam jak) zachowałam resztki zimnej krwi i poradziłam sobie. Ale
      gdyby mąż był ze mną byłoby łatwiej. I o to miałam pretensje.
      Teraz z perspektywy czasu wiem, ze byłam wściekła na sytuację a nie
      na męża.
      Jednak jak już pisałam ojciec mnie nakręcił i mysli z tamtego dnia
      powróciły.
      Oczywiście powiedziałam o tym wszystkim mężowi i myślę, że taka
      sytuacja już raczej się nie powtórzy. Sam potem nawet powiedział,że
      żałuje że pojechał na te ryby (szczególnie że te ryby też dla niego
      były pechowe).
      • lila1974 iwonag25 28.10.07, 22:37
        Bardzo dziękuję, ze masz wzgląd na moją ciekawość smile

        Pozwolę sobie zauważyć, ze racje miałam czyli - mąż dostał
        błogosławieństwo żony tongue_out

        Następnego razu zapewne nie będzie, bo mąż zapewne myśli teraz o
        sobie brzydko i pluje w swoją brodę, ze zostawił Cię z tym
        ambarasem, ale jakby co, to tak jak pisałam słuchaj swojej
        intuicji smile

        Nie byłabym sobą, gdybym nie nawiązała do osobistych doświadczń tongue_out
        Mnie podjudzanie taty zburzyło piękną miłość. Niby wiedziałam, z
        etata mojego ówczesnego chłopaka zwyczajnie nie trawi i starałam się
        nie słuchać tego co wygaduje, ale jego słowa gdzieś zapadały na dnie
        serca, a potem pęczniały i sprawiały, że nagle zaczynałam patrzeć na
        swoją sympatię oczyma taty i to co widziałam mi się nie podobało.
        Potrafiłam wówczas z nim zerwać. Wracałam stęskniona, ale w ten
        sposób traciłam zaufanie kochającej mnie osoby.

        Nie pozwól, by ktokolwiek podkopywał Twoją wiarę w męża, jeśli Twoja
        dusza mówi Ci, że wszystko jest ok smile
    • alfa36 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 15:03
      Wkurzyłabym się... Mnie maż zostawil kiedys z 40 stopniowa gorączką i 2 tygodniowym dzieckiem, bo studia były wazniejsze. Do dzis wspominam to ze złością, a meżowi wydaje się, ze nic złego sie nie stało. Ale cóż.... to tylko facet.
      • sylki Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 16:51
        W sytuacji gdy ja jestem chora i dzecko również, mąż nie pojechał by
        na ryby, do knajpy czy gdziekolwiek indziej. Z tego wzgledu, że ja
        nie jestem sie wstanie w tym wypadku zając dzieckiem.
        Inaczej by sie sprawa miała, gdy zdrowa, nie widziałabym wtedy
        problemu w jego wyjsciu.
    • jdylag75 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 16:51
      mieliśmy ostatnio dość podobną sytuację, ponieważ widziałam, ze dziecko zaczyna
      się źle czuć podobnie jak ja, a mąz miał w planie po południowo-wieczorne
      wyjście poprosiłam go żeby wszystko odwołał. Pod wieczór pojechaliśmy z
      dzieckiem do lekarza. Nie mam żadnych wyrzutów, że mu zabrałam rozrywkę.
      Rozrywkę ma co tydzień, a niejednokrotnie częściej, zdrowie nas wszystkich jest
      ważniejsze.
      Gdyby poszedł,po fakcie raczej nie robiłabym wyrzutów, chociaż pewnie zależałoby
      to od stopnia mojego zmęczenia i grozy sytuacji.
    • aluc nie 28.10.07, 18:16

      • wieczna-gosia ty nie masz meza 29.10.07, 00:21
        a wiadomo- na papier sie nie zlapalo, to nie mozna sie wkurzac trzeba wylacznie
        podziwiac i uprawiac wyrafinowany seks....
    • sowa_hu_hu Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 18:35
      nie wyobrażam sobie żeby facet mnie zostawił samą z chorym
      dzieckiem. gdyby to było przeziębienie to rozumiem. ale wysoka
      gorączka to już co innego... poza tym ty w nocy sie nią zajmowalas a
      on co? spał zmacznie a rano na ryby pojechał?
    • agniesia1973 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 19:39
      E_r_i_n napisała "A potem dziwne, ze sie facecic z malzenstw wykrecaja, bo jawia
      sie im one jakie 'przykre obowiazki' <mur>.

      Pewnie, mężczyźni zazwyczaj są tak baaardzo zmęczeni pracą, obowiązkami domowym,
      opieką nad dziecmi, gotowaniem, itp, itd... Należy się im odpoczynek. Oczywiście
      wiekszośc żon dba o to, żeby mężuś się nie przepracował. Dzieci najlepiej żeby
      nie denerwowały tatuśka.... bo ona taki zmęczony ...
      (potem potrzebna jest pomoc superniani -
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=71199351&v=2&s=0)
      Wyjście na piwo, ryby... no pewnie, niech chłop się zrelaksuje! Należy mu się!
      Bo się jeszcze chłop zbiesi i poleci do innej baby, która go specjalnie nie
      będzie przemeczała ....
      Co tu się jednak dziwic... Tak większosc mężczyzn jest wychowanych a my same też
      nic nie zmieniamy.
      Trudno, takie jest życie. Jak się chce miec rodzinę, dzieci to się co nieco
      zmienia. Biedna iwonag25 ma wyrzuty sumienia, że śmiała miec pretensje do mężą,
      że zdecydował się jednak w takiej sytuacji pojechac. Jeszcze się usprawiedliwia
      przed nami. Obydwoje jesteście rodzicami a nie tylko ty!
      • lola211 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 19:46
        No ale to nie ona miala wyjscie na te ryby tylko on.
        Pytam sie- po co choremu dziecku obydwoje rodzicow przy sobie? Nie
        choremu jakos ciezko, tylko na pospolita angine? Czy kobiety sa na
        tyle niesamodzielne, ze taka sytuacja je przerasta? A jak nie daj
        Boze ten maz wyjedzie, nie beda w stanie sie dziecmi zajac?
        • agniesia1973 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 19:58
          Wiem, że większosc z nas to same Matki-Polki i z wszystkim same doskonale sobie
          radzimy. Wydaję mi się jednak, że autorka postu ma żal do męża, że on nie
          pomyślał o niej i dziecku.
        • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 19:59
          Wsztstko sie zgadza tylko, przed wyjazdem męża na ryby nie było wiadomo czy to
          angina, lekarstwo nie było przepisane. Skoro było wiadomo,że dziecko ma goraczke
          i jest prawdopodobieństwo anginy czyz nie rozsądniej byłoby najpierw zapewnić
          dziecku pomoc medyczną a dopiero potem udac se na ryby? w sumie wygląda to tak ,
          to moje kobieyki macie goroączkę, ale dacie sobie rade bo wiecie te rybki.....no
          żenada.Wcale nie wymagam aby obydwoej rodzice trzymali dziecko za rączke , ale w
          sytuacji kiedy nie mają lekarstw, nie wiadomo co dolega jechac ze spokojnym
          sumieniem na ryby???? Pewno że większośc sobie poradzi, zapewne tak ,tylko
          pytanie po co wogóle być parą-rodzicami, skoro w pojedynke świetnie dajemy sobie
          radę a przyjemnośći stoja wyżej niż zdrowie najbliższych.
          • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:03
            Mowimy o wyjezdzie na kilka godzin, nie kilka dni! Wyjazd sie
            przedluzyl, bo sie nieszczesny samochod zepsul.
            • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:06
              Jak widac w tarkcie tych kilku godzin wydarzyło sie wiele złego, a można było
              pomyśleć ,ze dziecko z goraczka wymaga najpierw pomocy lekarskiej a nie własne
              przyjemności przedkładać nad zdrowie dziecka.
              • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:08
                Jakby tata wiedzial, ze tak sie stanie, to jestem pewna, ze by nie
                pojechal.
                Dziecko nie zostalo ze starsza siostra, tylko z matka, ktora jak
                widac poradzila sobie swietnie.
                • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:11
                  Widzisz dla mnie jest to wyraz nieodpowiedzialności równy stwierdzenie,ze
                  gdybynm wiedział,ze dziecko wychylajac sie przez okno wypadnie,nigdy bym nie
                  pozwolił. Wybacz, od tego ma sie rozum i doświadczenie życiowe,że w wprzypadku
                  gdy dziecko,które zwykle nie choruje ma bardzo wysoka goraczkę , wymaga
                  natychmiastowej pomocy.Postawa "jakoś to będzie" bo własnie mam co
                  przyjemniejszego na oku.Własnie takie podejście do życia kończy się często źłe,
                  szkoda,ze dla dzieci.
                  • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:12
                    Wiesz, w takim razie mozna uznac, ze oboje rodzice zachowali sie
                    nieodpowiedzialnie, nie jadac z dzieckiem do lekarza od razu w nocy.
                    Powtorze: w momencie wyjazdu ojca dziecka Iwonag nie widziala
                    problema, tzn. uznala, ze sobie poradzi. Skoro matka dziecka tak
                    uznala, to w czym problem?
                    • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:14
                      Owszem, można.
        • sir.vimes Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:03
          Lola, nie doczytałaś - dziewczyna też była chora. To nie ma znaczenia?
          • lola211 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 29.10.07, 12:47
            Lekko schorowana to nie chora-z goraczka, sensacjami
            uniemozliwiajacymi normalne funkcjonowanie.
            • bebelunia Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 29.10.07, 22:42
              a ja wiem ze moj maz by nie pojechal za nic w swieciesmile jestem tego
              pewna na 100%. moze dlatego ze my mamy dwoje malych dzieci i
              jestesmy sami w wielkim miescie ok 120 km odrodziny... przykro by mi
              bylo poprostu...
      • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:01
        agniesia1973 napisała:

        > Pewnie, mężczyźni zazwyczaj są tak baaardzo zmęczeni pracą,
        > obowiązkami domowym, opieką nad dziecmi, gotowaniem, itp, itd...
        > ależy się im odpoczynek. Oczywiście wiekszośc żon dba o to, żeby
        > mężuś się nie przepracował. Dzieci najlepiej żeby nie denerwowały
        > tatuśka.... bo ona taki zmęczony ...

        Warto jeszcze zacytować, na jaki post odpowiedziałam tak, a nie
        inaczej.
        Stosuje w zyciu prosta zasade - nie rob drugiemu, co tobie niemiłe.
        Uwazam, ze kazdy czlowiek, takze ten w malzenstwie, ma prawo do
        czesci zycia swojej i tylko swojej.
        Ja wychodze sama (bo mi sie nalezy) i maz wychodzi sam (bo jemu sie
        nalezy). Ja opiekuje sie dzieckiem, on tez. Nie ma tutaj ukladu on
        zarabia - ja usluguje, czy innego tego typu 'handlu wymiennego'.
        Razem zarabiamy, razem prowadzimy dom, razem wychowujemy dziecko.
        Chore dziecko to nie jest cos, z czym jeden rodzic sobie nie
        poradzi - mowimy o pospolitej chorobie, a taka jest angina.
        • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:04
          W chwili kiedy pan domu pojechał na rybki, mama została sama w domu z
          rozgorączkowanym dzieckiem bez pomocy lekarskiej. Uważasz ,ze to w porządku? ja
          uważam,ze nie. Nie wyobrażam sobie spokojnego samotnego wyjścia z domu nie
          wiedząc co mojemu dziecku dolega i nie mającemu pomocy medycznej. Zupełnie
          inaczej sprawa sie gdy gdzu dziecki jest zdiagnozowane i leczone. sama wtedy
          wychodziłam i byłam "na telefonie" z mężem. tu jego kobiety zostały same bez pomocy
          • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:06
            To samo by sie stalo, gdyby poszedl do pracy.
            Chore dziecko to nie jest cos, z czym sobie nie mozna poradzic, co
            powtarzane jest po raz enty. I nie jest to zadna matkopolkowosc czy
            inne herodbabowanie. Skoro Iwona w momencie wyjscia meza nie
            widziala problemu, to widac problemu nie bylo.
            • kotbehemot6 Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:13
              Ale nie był w pracy, tylko wybrał przyjemnośc nad opieką nad najbliższymi.Praca
              to obowiązek, pójście na ryby nie. Z pracy w przypadku choroby najbliższych
              można się zwolnić , na ryby mozna nie pójść. Kwestia priorytetów.
              • e_r_i_n Re: czy za takie coś byście się wkurzyły na swoje 28.10.07, 20:18
                Juz wiem, dlaczego mi sie dosyc latwo i przyjemnie zyje - nie
                wymozdzam za mocno wink.
Pełna wersja