zabcia_m
30.07.03, 11:06
Już kilka razy trzymałam słuchawke w ręku i odkładałam...
Rzecz dotyczy tego o czym w szczegółach napisałam w poscie na
forum "zdrowie" "BIAŁACZKA - rokowania - pocieszcie". W skrócie chodzi o to,
że tydzień temu dowiedziałam się od przyjaciółki, a własciwie od jej męża, bo
ona chyba jest w strasznym dołku psychicznym, że u ich 3 letniego jedynego
synka zdiagnozowano białaczkę ostrą... wiem, że rokowania u dzieci mogą byc
dobre, ale jestem w kropce, bo nie wiem jak najlepiej się zachować...
Problem tkwi w tym, że zawsze się zastanawiam jak można pomóc ludziom, którym
tak naprawdę nie ma się jak pomóc. Chorzy często mówią, że nienawidzą
litości... jak wyczuć różnicę między okazywaniem litości a troski. Rzecz
wydarzyła się w ubiegłą srodę, czy już czas zapytać, czy dać im spokój -
teraz przyjaciółka jest w akademii medycznej z małym w innym mieście, oni
sami są lekarzami, więc o rokowaniach wiedzą więcej niż ja... Nie wiem jak
się zachować, żeby nie czuła sie osamotniona, a z drugiej strony żeby jej
głowy własną osobą nie zawracać... Dodam, że byłyśmy ze sobą blisko, za
tydzień planowałyśmy wspólny wyjazd nad morze. Chyba zadzwonie...
Poczekam jeszcze, może mi coś doradzicie, może byłyście w podobnej sytuacji
do mojej koleżanki, co wtedy jest lepsze: zainteresowanie bliskich, czy
człowiek się wkurza, że inni zawracają mu głowę...
Pozdrawiam i dziękuje dziewczynom, które mnie pocieszyły na forum "zdrowie".
Zabcia