volta2
23.11.07, 09:40
Ale mi się ciśnienie podniosło!
aż się muszę wypisać...
zamawiałam pokój w korbielowie na święta BN, czwórka, nie ma oferty
w necie, pani do której dzwoniłam poleciła dom swego syna(syn ma już
dzieci, i to odchowane)
po rozmowie z panem i ustaleniu ceny za ten pokój i ustaleniu, że
będę mogła z kuchni skorzystać, by podgrzać mleko/parówki wzięłam
adres, by wysłać zaliczkę. zakończyłam słowami, że jeśli będę miała
jakieś jeszcze pytania, to rano zadzwonię.
no i do rana uzbierało mi się tych pytań kilka:
czy pokój ma tv?
ile ma metrów kwadratowych?
czy teren jest ogrodzony i dzieci nie wybiegną wprost na ulicę?
czy w pokoju jest stół i krzesła czy ława i fotele?
zadzwoniłam, i od żony tego pana uzyskałam odpowiedzi, zaznaczając
za każdym razem, że ok, że poradzimy sobie bez tv, czy foteli.
po 10 minutach od rozmowy dzwoni pan i mówi:
ale niech pani do nas nie przyjeżdża, bo pani jest za wygodna! tyle
wygód pani potrzebuje, my nie mamy, proszę se szukać tu i tu.
ogólnie gość spuścił mnie na drzewko

wytłumaczyłam gościowi, że nie potrzebnie się denerwuje, że gdyby
miał opis i zdjęcia w necie, to bym nie dopytywała osobiśćie, ale
skoro nie ma, to dlatego wypytuję.
ale gość nie chciał ze mną rozmawiać!
w sumie dobrze, po co mi kwasy w czasie urlopu, ale nigdy bym nie
powiedziała, że zadając pytania o ogrodzenie terenu czy tv i fotel
narażam się na zarzut bycia wygodną!
do tej pory zazwyczaj wyznawałam zasadę, że wygodnie i komfortowo to
mam mieć w mieszkaniu, bo tu spędzam większość życia, na wakacjach
nawet jak przez tydzień będzie coś nie tak, a cena będzie adekwatna
do komfortu, to nic nam się nie stanie.