zazoo
24.11.07, 18:01
Od razu zaznaczam, ze to zadna podpucha ani wymysl, choc niektorym
mogloby sie tak wydawac. Otoz wczoraj byla u mnie przyjaciolka. Nie
widzimy sie czesto, ale zawsze mozemy na siebie liczyc. I w pewnym
momencie ona mowi, ze chyba bedzie musiala sie rozwiesc. Nie, nikt
nie zdradzil; tak, on pomaga, kocha, zajmuje sie dzieckiem. Po wielu
naleganiach wyjawila problem. Otoz pan domu codziennie , z
reularnoscia szwajcarskiego zegarka miedzy pierwszy a drugim daniem
obiadu musi zrobic sobie przerwe na... dluzsze posiedzenie w
ubikacji. I ja ten fakt niesamowicie obrzydza , tak ze on ja zaczal
niesamowicie obrzydzac. Ona mowi, iz starala sie wszelkimi sposobami
to zignorowac , ale po prostu jest to silniejsze od niej. Po
poczatkowych probach opanowania wybuchu smiechu zastanowilam sie nad
jej slowami i doszlam do wniosku, ze rzeczywiscie ma dziewczyna
problem. Bo co ma mu powiedziec? Jestes kochanie swietnym mezem i
wspanialym ojcem, lecz rozwodze sie z Toba gdyz mnie obrzydzasz,bo -
za przeproszeniem- s_rasz w nieodpowiednim momencie? I co on
biedaczek mialby poczac na takie dictum? Przeciez z fizjologia nie
wygra...A Wy co o tym myslicie? Czy to powod do rozwodu?