aż trudno uwierzyć...

26.11.07, 23:54
Przeczytajcie,co mi się wczoraj(w niedzielę) przydarzyło...
Ok 14.00 poszłam do sklepu na szybkie zakupy bo wyszedł chleb,wędlina,mąż upominał się o gazetę z programem i ,,coś słodkiego". W jednym osiedlowym sklepiku oddalonym o jakies 20 m są trzy oddzielne stoiska i każde z nich odwiedziłam,a na końcu kupowałam kit kata i marsa de lighta dla małża.Ponieważ było to stoisko monopolowe róznież i wokół stało stado na alkoholowym głodzie zamiast do kieszeni włożyłam potfel do jednorazówki z zakupami.Będąc w połowie drogi zauważyłam,że gazeta z programem rozcięła tę nieszczęsną reklamówkę,ale nic nie podejrzewałam.
W domu stwierdziłam,że...nie ma portfela!!!!! Kij tam z kasą,bo była tam reszta która została mi ze 100 zł,jakieś niewiele ponad 80 zł,ale najbardziej chodziło mi o dowód,kartę chip do lekarza i receptę na cilest....
Za tydzień zaczynam nowa pracę-jakbym to miała zrobić bez dowodu????
Ruszyłam w te pędy z powrotem i przeszukałam całą trasę i zapytałam też w sklepie...Niestety nic..
Wróciłąm do domu,popłakałam się jak dziecko,a mąż mnie ejszcze opieprzył...Wyszedł szukac mopjego portfela w okolicznych koszach na śmiweci w nadziei,że ktoś go porzuci...
Po chwili wyszłam za nim-wychodzę z bloku i widzę,że na przeciwko mnie idzie facet z moim portfelem w ręku!!!!!!
Zaskoczona zapytałam,gdzie go znalazł-a on,że na schodach sklepu....
Zajrzał do środka i znalazł dowód,w nim adres i najzwyczajniej w świecie mi go odnióśł!!!!Po 10 minutach po zgubieniu portfel do mnie wrócił z kompletną zawartością!!!!!
Pan absolutnie nie chciał znaleźnego,powiedział,że nie ma żadnej sprawy,że na pewno się zmartwiłam zgubą,a na moje słowa ,,jestem panu ogromnie wdzięczna" rozpostarł ramion i nie miałam innego wyjścia jak w nie paśćsmile))
To drugi taki przypadek - w zeszłym roku kasjer z osiedlowego oddziału banku odniósł mi po pracy 50 zł reszty,których nie zabrałam!!!Byłam święcie przekonana,że kasę zgubiłam,a ja po prostu zgarnęłam z okienka bilon,a banknotu już nie...


Dacie wiarę???? Jest jeszcze uczciwość na tym świecie...
Sorry,że tak długo...
    • ania1500 Re: aż trudno uwierzyć... 26.11.07, 23:57
      jednak sa jeszcze uczciwi ludzie.
      • ibulka Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 00:05
        jestem w szoku. pozytywnym.

        kilka dni temu na poczcie wypadło mi z portfela 20 zł. stojący za mną w kolejce
        młody (na oko 20 - 22 letni) mężczyzna skoczył, podniósł banknot i... uciekł
        czym prędzej.
        w drzwiach zatrzymał go jakiś starszy jegomość. niestety, na prośbę oddania mi
        banknotu młodzieniaszek odparł zjadliwie, że 'znalezione nie kradzione', i...
        wyszedł.

        ehhh. smile
    • mamarazydwa1 Staram się postępowac wobec innych tak jakbym 27.11.07, 08:01
      chciała żeby postępowano wobec mnie.
      Jakieś 2 m-ce temu znalazłam portfel - dokumenty, karta do bankomatu, karta
      płatnicza, prawko itd. Próbowałam jakoś skontaktować się z właścicielką, ale pod
      danym adresem nie było telefonu stacjonarnego. Było to daleko a ja sama z 2
      dzieciaków i nie miałam jak iść. Wpadłam na pomysł, żeby zadzwonić do banku i
      podać nazwisko i nr konta i poprosić ich żeby skontaktowali się z właścicielką
      (bo mi oczywiście nr by nie podali) i podali jej mój nr tel z info, że znalazłam
      dokumenty. Minął cały dzień i zadzwoniła. Podała jej mój adres i przyszła.
      Kobieta ok 30-tki w 7 m-cu ciąży. Dziękowała chyba kilkanaście razy - na koncie
      miała oszczędności na wiadomy celsmile
      Mam nadzieję, że jak ja kiedyś (tfu! tfu!) zgubie dokumenty to też mi ktoś je
      zwrócismile Wierzę, że jeśli złe uczynki wracają to dobre też !
    • lola211 Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 08:22
      Ze sa uczciwi to wiem, bo sama nieraz oddawalam zgube.
      Jakas dobra dusza przyslala mi zgubiony przeze mnie DO.
    • mackowy4 Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 08:40
      Ja też w ciągu ostatniego półrocza dwa razy zgubiłam swój portfel:
      raz w sklepie Netto przy kasie, drugi raz zostawiłam go jakimś cudem
      na fotelu w kawiarni. Za każdym razem nie było w nim za dużo
      pieniędzy, za to były wszystkie możliwe karty, dowody (mój i syna),
      sieciówka, przypustka, jakieś recepty - słowem, gdybym zgubiła go
      nieodwracalnie miałabym duży problem z szybkim odtworzeniem
      wszystkich dokumentów. W sklepie portfel na mnie czekał nastepnego
      dnia do odbioru, a Pani, która znalazła moją zgubę w kawiarni
      osobiście przyjechała do mnie do domu, żeby mi go oddać (z drugiego
      końca dużego miasta). Więc potwierdzam,że uczciwi ludzie są i obyśmy
      tylko z takimi mieli do czynienia.
    • mathiola Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 08:44
      Też znam taki przypadek, z tymże w tamtym portfelu była cała wypłata... serio.
      Znalazła i odwiozła moja koleżanka. I ja bym tako samo postąpiła, tego akurat
      jestem pewna smile
    • lila1974 Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 08:51
      Potwierdzę ... mój mąż zostawił plecak w przydrożnej restauracji i
      zorientował się dopiero po 50 km. Wrócił na to miejsce tylko
      dlatego, by nie pluć sobie w brodę, że tego nie zrobił. Zawartość
      plecaka wycenił na 1.000 zł, więc był przekonany, że go już nie
      odzyska. Opad szczęki zaliczył, gdy na jego widok kelnerka
      rozświetliła się uśmiechem i w te pędy poleciala po jego plecak,
      który schowała na zapleczu.


      Kiedy bylam kasjerką w firmie, gdzie pracuję, podszedł do okienka
      jakiś pan i powiedział "pani się pomyliła" ... włos mi się zjeżył na
      ręku, bo już widziałam oczyma wyobraźni, że będę miała komisyjne
      liczenie kasy, a tu się okazało, że pomylilam się ale na korzyść
      pacjenta i on mi przyszedł zwrócić pieniądze. Na kasę nabiłam 80 zł,
      a ze 100 reszty wydałam 92 zł surprised

      Pan przyszedł po godzinie, bo kiedy wyciągnął portfel, by kupić
      sobie gazetę z zaskoczeniem stwierdził, że ma za dużo kasy.

      Cud nie człowiek - miałabym manko smile
    • e_r_i_n Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 09:13
      Juz pare razy przekonalam sie, ze ten swiat wokol nas nie jest taki
      zly.
      Kiedys zgubila portfel z odebranym dopiero co stypendium, ktore
      wtedy bylo dla nas kasa ogromna. Po zrobieniu zakupow wrzucilam
      bezmyslnie portfel do kosza pod wozkiem, skad wypadl przy wnoszeniu
      na gore. Po przeszukaniu calego domu, trasy sklep - dom znalazlam na
      klatce kartke z informacja, ze znaleziono portfel. Sasiadka znalazła
      moj portfel i oddala mi go z cala zawartoscia.
      Moj maz z kolei w przejsciu podziemnym w centrum Warszawy zostawil
      na bankomacie komorke. Po chwili wrocil - na kiosku obok wisiala
      kartka z informacja, ze telefon jest do odbioru.
    • jowita771 Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 09:53
      ja też zawsze oddaję.
      kiedyś miałam niemiłą sytuację. znaleźliśmy z moim chłopakiem portfel z
      dokumentami. postanowiliśmy odwieźć. teraz myślę, że mogliśmy wysłać pocztą, ale
      wtedy nie przyszło nam to do głowy. na miejscu babka powiedziała, że w portfelu
      były jeszcze pieniądze i że jesteśmy złodziejami. przykro mi było jak diabli.
    • agafi2 Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 09:56
      Mój sześcilatek latem tego roku wykopał w piaskownicy komórkę, działającą,
      oddaliśmy właścicielce, która w nocy w stanie wskazującym ją tam zgubiła, była
      bardzo szczęśliwa a mały dostał od niej zabawkę jako nagrodę.Mój mąż dwa
      miesiące temu znalazł portfel a w nim 800zł i dowód, znalazłam tą Panią (
      starsza emerytka) te osiem stów to była jeje cała emerytura, wdzięcznościom nie
      było końca.Często do nas przychodzi z domowymi wypiekami.Miło prawda?
    • matkapolka06 Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 14:46
      Czyli jak śpiewał Niemen-,,ludzi dobrej woli jest więcej"smile))
      To bardzo dobrze- od razu świat wydaje się być piękniejszy. Jeszcze nigdy niczego nie znalazłam,ale gdyby tak się stało,z pewnością postaram sie,aby zguba wróciła do włściciela.
      • pelagia_pela Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 14:59
        W czasach kiedy komorki nie mial jeszcze kazdy zgubilam moj sluzbowy
        telefon.Wielka rozpacz! Wypadl mi z torby w autobusie. Znalazca
        wytropil mnie dzwoniac pod rozne numery telefonow ze spisu i oddal
        mi ja.

        Kilka lat pozniej ja znalazlam czyjac komorke w autobusie.
        Oczywiscie zwrocilam ja wlascicielowi smile. Wdziecznosc byla ogromna.
    • zagrasia Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 15:11
      super sie czyta o takich zdarzeniach ale... to chyba powinno byc norma a nie szczegolnymi wypadkami uczciwosci ludzi...
      • ta-sama Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 15:18
        Kiedyś zaczynając pracę kasjerki, wydałam gościowi przez pomyłkę
        100pln. Zorientowałam się, jak wrócił i zaczął do mnie krzyczeć "co
        pani zrobiła! przecież pani mi wydała 100 złotych". Nawet nie
        wiedziałam jak mu podziękować.
    • butelnia Re: aż trudno uwierzyć... 27.11.07, 22:54
      mi też się zdarzyła taka historia.Parę lat temu wracałam z uczelni i
      w autobusie we Wrocławiu zgubiłam portfel z dokumentami(kasy prawie
      nie było).Mieszkałam w miasteczku pod Wrocławiem,więc nawet przez
      myśl mi nie przeszło,że się znajdzie.Po tygodniu do mojej mamy
      przyjechał ktoś ze wsi obok oddać zgubę,bo znalazł ją jakiś student
      stamtąd,nie miał czasu przyjechać,a że moja mama zna wszystkich w
      okolicy,ktoś mu podpowiedział,że to jej córka i może oddać przy
      okazji pobytu w miasteczku.Niezły fart.

      Teraz mieszkam w Szkocji.Ostatnio na imprezkę kuzynkę męża
      przywiozła taksówka w której wyleciał jej telefon.Przyjechała prosto
      z pracy o pierwszej w nocy.Na drugi dzień rano taksówkarz przywiózł
      telefonsmileNo,ale ona jest śliczną laską,nie dziwię się,że ją
      zapamiętał i mu się chciałosmile
      • mamakk1 i odwrotnie 27.11.07, 23:18
        Kraków - jeden z barów, jadłodajni. Kolejka do kasy, trzy dziewczyny stoją,
        gadają. Kupiły kawę, zapłaciły, odchodzą. Zatrzymały się, patrzą na jeden ze
        stolików. Leży tam samotny portfel. Jedna z nich bierze go, oddaje barmanowi. 20
        sekund później krzyk z kolejki. Babcia wrzeszczy, że ukradli jej portfel. Jedna
        z dziewczyn, które jeszce nie zdążyły wyjść podchodzi do babci, mówi jej, że
        oddała go barmanowi, tłumaczy, że myślały,że ktoś zapomniał. Babcia wrzesczy "po
        co go pani ruszała!!!", patrzy na nią jak na złodziejkę. W ten ineligentny
        sposób babcia zajęła sobe chyba miejsce przy stoliku. W kolejce poruszenie,
        karcące spojrzenia w kierunku dziewczyn. Część tych ludzi widziała zajście od
        początku. Pomogą następnym razem? Wątpię.
    • joanekjoanek Re: aż trudno uwierzyć... 28.11.07, 00:31
      Lat temu 12 - Krynica Morska, ja zalana w trupa wracam "na stopa" z kolegą, paręnaście kilometrów. Zostawiłam torbę. Nic cennego tam nie było, ale dokumenty owszem, i jakieś drobiazgi. Pan mnie znalazł po numerach telefonu zapisanych w kalendarzyku - okazało się, że był z Warszawy (ja wówczas też mieszkałam w Warszawie) i że bardzo pragnie oddać zgubę.

      Rok temu - mieliśmy wypadek, po którym samochód został rozwalony na drzewie, mąż koczował w oczekiwaniu na policję, a mnie z dwojgiem dzieci odwieźli przypadkowi ludzie "złapani" na drodze. Zawieźli mnie do mieszkającej blisko znajomej, bo nie chciałam pojechać sama, roztrzęsiona, do domu, a zależało mi, żeby razem z kimś przytomnym upewnić się, że dzieciom nic nie jest. Znajoma mieszka w domu przy błotnistej, nieoświetlonej drodze, do którego naprawdę trudno jest trafić, jeśli nie zna się dobrze okolicy. W dodatku jest zima i ciemna noc. No i w tym przygodnym samochodzie zostawiłam aparat foto - nie dość, że sprzęt za 2,5 tysiąca, to jeszcze ze zdjęciami urodzinowymi dziecka. I ci ludzie po dwóch dniach znaleźli ten dom, do którego przywieźli mój aparat! Podobno bardzo błądzili i poszukiwali, a poznali dom tylko dlatego, że jako jedyny wśród sąsiednich miał domofon przy bramie. Złoci ludzie cały dzień chyba zmarnowali, żeby tylko oddać mi zgubę.

      No pewnie, że są cudowni ludzie wokół nas, i że jest ich dużo. Ja tam wierzę w ludzi. Sama bym tak samo postąpiła, dlaczego mam zakładać, że akurat trafię na szuję?
    • nini6 A ja już nie bedę uczynna 28.11.07, 09:13
      Przeklaejam z innego forum to co przydarzyło się mnie kilka tygodni temu:
      Wczoraj wybiegajac z domu jak zwykle 7.03 zobaczyłam przed drzwiami klatki
      schodowej torebkę. Czarna, niewielka, przybrudzona; w pierwszej chwili
      pomyślałam,że to "Pana z wózkiem" - bezdomny, który tutaj gdzieś
      pomieszkuje.Bardzo sie spieszyłam ale podniosłam toto i zajrzałam do srodka. W
      środku były kosmetyki, papiery - doszłam do wniosku, ze ktoś ja zgubił.
      Ponieważ czas naglił pomyslałam, ze wezmę ją z ulicy i zidentyfikuję
      właścicielkę jadąc do pracy. Okazałao się przy bliższuch oględzinach, że w
      srodku jest dowód osobisty, karta do bankomatu, telefon komórkowy, złoty
      łańcuszek, jakieś drobne - porfela nie było. W dowodzie było zdjęcie osoby,
      która przypominała mi sąsiadkę z piętra (mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu,
      często zmieniają się lokatorzy w tym domu, jest 15 mieszkań.)Zadzwoniłam do
      syna i poprosiłam go, żeby sie do niej przeszedł i zapytał, czy nazywa się XY
      a jeśli tak, to ma powiedzieć, że mama ma jej torebkę. Jeśli nie, to ma
      przeprosić, spadać i napisać duże ogłoszenie na drzwiach "znaleziono torebkę"
      i mój numer telefonu. Syn oddzwonił, że u sąsiadki nikt nie otwiera. Napisał
      kartkę i przykleił na drzwiach klatki schodowej.
      W torebce był rachunek telefoniczny z tepsy , zadzwoniłam na informację i
      podali mi numer telefonu, ale jak zadzwoniłam pod niego okazało się, że pani
      XY tu nie mieszka i ktoś po drugiej stronie rzucił słuchawką - uuuuuu......
      Dochodziła 8.30.
      Zadzwoniła komórka w torebce. Odebrałam. To była właścicielka torebki.
      Wyjaśniłam jej ,że ją znalazłam, że szukałam właścicielki, to jednak była ta
      sąsiadka o której myślałam. Trochę dziwnie mi się z nią rozmawiało,
      powiedziała "proszę mi przynieść moją torebkę", wyjaśniłam, że jestem w pracy
      i moge to zrobić dopiero o 17.00. Ona powiedziała "to czekam".
      O 17.00 zadzwoniłam do jej drzwi. Otwarła, ja jej podaję torebkę, mówię "dzień
      dobry, mam pani.." a ona w tym samym momencie rzuca "dzięki" i zamyka drzwi.
      Zatrzaskuje raczej.
      Jak już pozbierałam szczękę z podłogi, podeszłam do swoich drzwi i szukałam
      klucza, sąsiadka otwarła ponownie swoje drzwi.
      I zapytała "Wszystko jest w środku?"
      .....................................
      Odpowiedziałam "nie wiem, co tam pani miała, ja oddałam pani torebkę ze
      wszystkim, co w niej było jak ją znalazłam" Mruknęła mhmmm i znikła.

      Dziewczyny, ja nie oczekiwałam czołobitnych ukłonów, ale potraktowała
      mnie...dziwnie. Czułam się przez chwilę jak złodziej torebek, jakbym zrobiła
      coś paskudnego. Już otwierając tą torebkę w celu szukania właścicielki czułam
      się niezręcznie, myszkowanie po cudzych rzeczach napawa mnie wstrętem.
      Wczoraj dość długo nie mogłam dojść do siebie.
      A może ja przesadzam?
      W każdym razie następną leżącą na ulicy torebkę oleję sikiem prostym.
    • drugijasmina24 Re: aż trudno uwierzyć... 28.11.07, 09:17
      Piekne co tu piszecie,ale niestety nie wszyscy maja tyle szczecsia.Moj maz do
      tej pory "pokutuje" po tym jak zgubil portfel ze wszystkimi dokumentami.Ktos
      zalozy na niego firme,nabral na kredyt komorek i
      kredyty.Masakra,windygatorzy,sprawy tysiaca wyslanych pism,ze to nie on .sprawcy
      oczywiscie ni eodnaleziono.Przykre.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja