Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej;)

28.11.07, 12:43
Tak na fali świąteczno-rodzinnych wątków. Byłam z chłopakiem kilka
lat (licealna miłość), mieszkalismy ze sobą. Koleś miał matkę, ktora
od pierwszego "dzień dobry" darzyła mnie szczerą niechęcią, swojej
synowej zresztą też nie znosiła.D I któryś dzień świąt, my
zaproszeni, obiad, generalnie miło, rozmowa o tematyce studia/praca
aż nagle pani zaczyna płakać i zwraca się do mnie z pytaniem czy
UWAGA "jak będzie chora na starość to będę ją pielęgnować". Opadła
mi szczęka i - ponieważ byłam znacznie mniej asertywna niż dziś -
powiedziałam coś bardzo wymijającego.

Do dziś nie wiem dlaczego pani pojechała takim tekstem do mnie:
obcej, nielubianej kobiety. Dodam, że miałam dwóch zdrowych synów i
równie zdrowego męża... Tupeciara? Chora psychicznie? Rzut
klimakterium?
    • bsl Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 12:47
      może gdzieś pod skórą czuła ze jest wiedźmą i szukała deklaracji
      opieki na starosc ?
      teściowa moje mamy miała to samo sad
    • aska2000 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 12:49
      triss_merigold6 napisała:

      >
      > Do dziś nie wiem dlaczego pani pojechała takim tekstem do mnie:
      > obcej, nielubianej kobiety. Dodam, że miałam dwóch zdrowych synów i
      > równie zdrowego męża... Tupeciara? Chora psychicznie? Rzut
      > klimakterium?

      Eee tam, stereotypowe rozumowanie po prostu (niedoszłej, uściślę ;P)- co z tego,
      że dwóch synów i mąż, i tak baba (nielubianą synową pod ten termin wszak można
      podciągnąc, czyż nie ?wink na koniec tyłek podcierać 'mamusi' będzie musiała..

      Żeby nie było - sama drżę na myśl o tym,że i mnie taki los może dotknąć crying(
      Mam nadzieję jednak,że stać mnie będzie na opłacenie odpowiedniej 'siły', ehhhh
      • triss_merigold6 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 12:56
        Musiała? Pardon a kto by mnie zmusił tym bardziej, że autentycznie
        mnie nie trawiła a ja ją olewałam i widywałam ze 3x w roku. Pani
        była pełnosprawna i miała wypracowaną emeryturę a do tego liczną
        rodzinę więc halooo... niemniej urocze to było.P
        • ledzeppelin3 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 12:58
          Triss bo ty nie masz Szacunku do Matki Twojego partnera. A przecież
          Ona dała Ci go, winnaś jej przynajmniej Szacunek. I pewnie Ty
          niedobra na Święta nie jeźdźiłabyś wcale do niej, a to przecież
          Matka.
          • triss_merigold6 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 13:01
            Niemniej jestem tej pani dziś głęboko wdzięczna, bo zaszczepiła mnie
            przeciwko MatkoPolkowym klimatom bardzo skutecznie wyrabiając
            postawę, że rodzice partnera to są JEGO rodzice i JEGO problem. Do
            mnie proszę z uprzejmym dystansem.
            • adellante1 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 13:11
              tego samego nie potrafią do dzisiaj zrozumiec moi teściowie. Jakoś nie dociera
              do nich że dla mnie są tylko rodzicami mojej żony i nic więcej.
              W zwiazku z powyższym do mnie z dystansem. Nie dociera ze polecenia to moga
              sobie wydawać a ja z ich zdnaiem nie muszę się liczyc wcale.
              To tez zostało gdzieś tam kiedys zaszczepione wiele lat temu przez rodziców
              mojej dziewczyny ze szkoły sredniej.
            • aska2000 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 13:40
              triss_merigold6 napisała:

              > rodzice partnera to są JEGO rodzice i JEGO problem.

              Wiesz, zasadniczo trudno się z tym nie zgodzić, tylko.. jakby CI to w delikatny
              i zdystansowany sposób powiedzieć ?wink

              Hmmm, może tak - byłoby Ci równie miło, gdyby Twój partner w podobny sposób
              ustosunkował się do TWOICH staruszków i TWOJEGO problemu?

              Bo mnie nie, i to pomimo, iż 'mojego' matka ma również dobrą sytuację finansową,
              synów dwóch, a dodatkowo, a może przede wszystkim ! - przez wszystkie (ok, nie
              liczmy wink naście lat naszego małżeństwa delikatnie mówiąc nas (mnie, swego
              syna, i nasze dziecko )olewała - natomiast moi rodzice pomagali i pomagają nam
              nadal (obecnie w najważniejszy sposób, czyli 'w naturze', opiekując się naszą
              Małą, ale kiedyś i finansowo), w zamian nie oczekując niczego, ba, odżegnując
              się od moich sporadycznych, przyznam, ofert pomocy!
              Natomiast Pani Matka Mężowa i owszem,a odkąd owdowiała szczególnie, spodziewa
              się wszelakich usług, typu transport do oddalonej o 250 km rodziny, naprawa
              płotu tamże,i tym podobne. Szczęśliwie sprawna nadal jest, czego jej naturalnie
              i we własnym, egoistycznie rozumianym, heh, interesie życzę!

              Reasumując - mimo powyższego uważam,że przynajmniej wspierać współmałżonka w
              JEGO obowiązkach obowiązek mam.
              Mimo wszystko.
              Chyba mało asertywną mnie Mama wychowała crying(
              Czasem żałuję..
              Ale częściej j e d n a k nie!
              • triss_merigold6 No sorry... 28.11.07, 13:54
                Dla owej pani byłam obcą kobietą, studiującą i dorabiającą 20+
                latką. Jej tekst uważam za głęboko bezczelny. Tym bardziej - jak
                podkreślam - nie lubiła mnie ani synowej, w ogóle nie lubiła z
                założenia młodych kobiet, bo jej ukochani synowie zasługiwali na co
                najmniej księżniczki będące jednoczesnie kurami domowymi.

                Nigdy nie oczekiwałam od partnerów, że zadeklarują jakąkolwiek
                pomoc/opiekę na starość moim rodzicom, ten tok myslenia jest mi po
                prostu obcy. Nigdy też moi rodzice nie wykazali się takim tupetem,
                żeby od moich partnerów oczekiwać czegoś ponad zwykłą uprzejmość i
                normalne, dorosłoludzkie relacje.
                • aska2000 Re: No sorry... 28.11.07, 14:14
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Dla owej pani byłam obcą kobietą, studiującą i dorabiającą 20+
                  > latką.

                  Jasne- sytuacja zgoła odmienna.

                  > Jej tekst uważam za głęboko bezczelny.

                  Heheh- myślę,że cokolwiek dała się ponieść atmosferze świąt i wybiegła myślami
                  wprzód wizualizując sobie Ciebie w roli przyszłej wink)

                  >Tym bardziej - jak
                  > podkreślam - nie lubiła mnie ani synowej, w ogóle nie lubiła z
                  > założenia młodych kobiet, bo jej ukochani synowie zasługiwali na co
                  > najmniej księżniczki będące jednoczesnie kurami domowymi.

                  Ooooooo, kogoś mi ten typ przypomina ;P

                  > Nigdy nie oczekiwałam od partnerów, że zadeklarują jakąkolwiek
                  > pomoc/opiekę na starość moim rodzicom, ten tok myslenia jest mi po
                  > prostu obcy.

                  Deklaracje słowne? Przed, w trakcie, czy podczas obrządku zaślubin? wink

                  Eeee, coś Ty, ja przecież nie o tym - najzwyczajniej w świecie uważam,że będąc z
                  kimś (formalnie bądź nie) uwzględniamy jego uczucia względem rodziców chociażby.
                  I wg starej jak świat zasady 'Jak Bóg Kubie..' przykro by mi było, abstrahując
                  od konkretnej i 'arytmetyczno-jakiejbądź' oceny czy dana osoba/osoby na ową
                  pomoc zasługują, gdyby mój partner wyznawał zasadę 'Twoi starzy/Twój problem'!
                  Wot i cała filozofia!


                  >Nigdy też moi rodzice nie wykazali się takim tupetem,
                  > żeby od moich partnerów oczekiwać czegoś ponad zwykłą uprzejmość i
                  > normalne, dorosłoludzkie relacje.

                  OK- życzę Tobie, jak i Twoim rodzicom, aby nigdy od nikogo czegoś więcej
                  oczekiwać/potrzebować nie musieli.
                  Może będzie Wam dane.
                  >
              • sol_bianca Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 14:33
                aska2000 napisała:

                > triss_merigold6 napisała:
                >
                > > rodzice partnera to są JEGO rodzice i JEGO problem.
                >
                > Wiesz, zasadniczo trudno się z tym nie zgodzić, tylko.. jakby CI to w delikatny
                > i zdystansowany sposób powiedzieć ?wink
                >
                > Hmmm, może tak - byłoby Ci równie miło, gdyby Twój partner w podobny sposób
                > ustosunkował się do TWOICH staruszków i TWOJEGO problemu?

                nie jestem triss ale
                jest jedna sprawa: MOI rodzice nie rzucaja takimi tekstami
                gdyby rzucali, sama pierwsza bym ich zabila smiechem
                niby drobna roznica, ale jednak
                • aska2000 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 14:38
                  sol_bianca napisała:

                  >
                  > nie jestem triss ale
                  > jest jedna sprawa: MOI rodzice nie rzucaja takimi tekstami
                  > gdyby rzucali, sama pierwsza bym ich zabila smiechem
                  > niby drobna roznica, ale jednak

                  Abstrahując od 'rzucania tekstami' - czy Twoi rodzice/teściowie (ewentualni)
                  pomagają Ci/Wam w jakikolwiek sposób ?
              • gooochab Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 07:11
                Widzisz, dużo zależy od więzi z rodzicami. Tobie Twoi pomagają, więc niejako
                czujesz się obowiązana- ok. Moi nie pomagają nam- mało tego wymagają ode mnie
                pomocy (mycie okien, podłogi, lodówki, pożyczenie kasy, etc... zawsze odmawiam-
                mam swój dom i swoje okna do pomycia). Do tej pory po 1,5 roku od ślubu nie
                dostaliśmy prezentu ślubnego-obiecanego. Nie lubią mojego męża, ale od Niego
                wymagają uwielbienia, mają 18. letniego syna, a męża chcieliby za robotnika u
                siebie pańszczyźnianego. Nie przeszkadza mi brak więzi mojego męża z moimi
                rodzicami, mało tego, nie zabiegam o kontakty z Nimi sama. A asertywności
                właśnie teraz się nauczyłam - o dziwo- na własnych rodzicach!!!
                • aska2000 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 09:36
                  gooochab napisała:

                  > Widzisz, dużo zależy od więzi z rodzicami. Tobie Twoi pomagają, więc niejako
                  > czujesz się obowiązana- ok.

                  Jasne - moi rodzice tak, ale już teściowa 'nie poczuwa się' ani-ani.
                  Nie zamierzam tutaj katalogu żalów tworzyć, powtórzę tylko to, co już napisałam-
                  olała równo CAŁĄ moją rodzinę, w tym własnego syna sad
                  Co ciekawe drugiego (i jego familię) traktuje inaczej - ja się z tym już dawno
                  pogodziłam, w sumie cieszę się nawet,że te nasze kontakty takie
                  zdystansowano-okolicznościowe (no, poza sytuacjami, kiedy to Pani-Matka czegoś
                  potrzebuje wink, ale widzę, jak mojego to boli - czemu trudno się dziwić, prawda?

                  Niemniej powtarzam, jeśli zajdzie taka konieczność, POCZUWAM się , mimo
                  wszystko, do włączenia się w pomoc jej.
                  I już.
                  Jakoś tam w 'karmę' wierzę wink, chociaż mam nadzieję,że sama nie dożyję momentu,
                  kiedy mogłabym się stać dla kogoś ciężarem.
                  AMEN.

                  • gooochab Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 09:44
                    Jeśli to prawda, to podziwiam Cię. Ja tak bezinteresowna i dobra nie jestem,
                    jakoś nigdy nie lituję się i nie poczuwam do pomocy innym, nawet bliskim. Mi
                    nikt nie pomógł, sama do wszystkiego dążyłam, może to dlatego- jestem egoistką i
                    już.
                    • aska2000 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 11:24
                      Wiesz, Gooochab, podziw to ja rezerwuję dla naprawdę dużego formatu osób, a z
                      własnego 'podwórka', to na taki podziw zasłużyła sobie niewątpliwie moja własna
                      Mama, która przez niemal 30 lat swojego małżeństwa (dopóki nie zmarli moi
                      dziadkowie ze strony taty) mieszkała pod jednym dachem z taką toksyczną teściową.
                      Nie zawaham się tak napisać,gdyż mimo,że jako babcia miała swoje zalety (m.in.
                      fantastycznie się potrafiła ze mną, jako małym dzieckiem, bawić), to jako
                      teściowa musiała być nie do wytrzymania, z wielu powodów sad W mocno posuniętym
                      już wieku, tuż właściwie przed śmiercią, doceniła wreszcie poświęcenie mojej
                      Mamy - późno, prawda, ale lepiej niż wcale!
                      Ja wyprowadziłam z tego takie wnioski- po pierwsze NIGDY z nikim mieszkać nie
                      będę (poza partnerem życiowym wink, po drugie - NIE BĘDĘ się poświęcać
                      (nienawidzę, organicznie!!), po trzecie jednak- tak staram się postępować by
                      przy porannym makijażu móc na siebie bez obrzydzenia spojrzeć wink
                      Tyczy się to także mojej teściowej.
            • croyance Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 14:46
              Oj, czy ja wiem. Ja bym sie chetnie zaopiekowala jakby co rodzicami
              mojego faceta; mam tez nadzieje, ze jakby co, on pomoglby moim
              staruszkom.
    • jowita771 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 13:28
      jak przeczytałam tytuł wątku, to przypomniała mi się moja niedoszła teściowa.
      byłam kilka lat z facetem, na początku się ostro tępiłysmy, a potem zapanowała
      przyjaźń. do tej pory jesteśmy w kontakcie, widujemy się rzadko, bo się
      przeprowadziłam, ale tęsknię za tą kobietą. pamiętam taki wątek na jakimś forum,
      że czyjaś teściowa spotykała się z byłą żoną czy dziewczyną swojego syna i jego
      obecna partnerka miała jej to za złe. i tak myślę, że żona mojego eks też
      mogłaby mieć zastrzeżenia, gdyby wiedziała o moich spotkaniach z jej teściową. a
      to nie ma związku z eksem, do niego czuję sentymentu, tylko jego mamy mi brakuje.
      ale nie mogę narzekać, bo teściową też mam super, tylko, że zupełnie inny typ.
      • myelegans Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 14:37
        Gdzies, tam kiedys obilo mi sie o uszy, ze prawnie tesciowie moga
        domagac sie alimentow od synowych, czy zieciow, nawet uwaga, jak
        para jest po rozwodzie. Prosze o weryfikacje, bo wiem, ze dzwonia,
        ale nie wiem gdzie....

        MOja niedoszla kandydatka na potencjalna tesciowa zapodala tekst
        przy stole swiatecznym patrzac obok mnie na syna "mam nadzieje, ze
        dasz mamusi wnuczka (sic! chlopca), mamusia pojdzie na emeryture i
        zaopiekuje sie Wami".
        To byly pierwsze i ostatnie swieta w tej rodzinie, bardzo szybko
        drzwi za soba zamknelam.
        • jowita771 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 14:55
          myelegans napisała:

          > Gdzies, tam kiedys obilo mi sie o uszy, ze prawnie tesciowie moga
          > domagac sie alimentow od synowych, czy zieciow, nawet uwaga, jak
          > para jest po rozwodzie.

          nie słyszałam o czymś takim i obym nie usłyszała. mój mąż ma byłą teściową,
          która swych rąk pracą nie skalała i na emeryturę nie ma co liczyć. ale myślę, że
          gdyby nawet tak było, to powtórne małżeństwo byłego małżonka zdjęłoby ewentualny
          obowiązek wobec eksteściów. skoro nawet były małzonek nie może domagać się
          alimentów na siebie w takim wypadku, to jego rodzice chyba tym bardziej.
    • mooh Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 28.11.07, 14:34
      triss_merigold6 napisała:

      > Do dziś nie wiem dlaczego pani pojechała takim tekstem do mnie:
      > obcej, nielubianej kobiety. Dodam, że miałam dwóch zdrowych synów
      i równie zdrowego męża... Tupeciara? Chora psychicznie? Rzut
      > klimakterium?


      To bardzo proste. Żeby ta obca, nielubiana kobieta sama wzięła nogi
      za pas i uciekła, gdzie pieprz rośnie. Gdybym (podkreślam - gdybym -
      tryb baaaaardzo warunkowy) chciała pogonić kandydatkę na żonę
      swojego syna (którego nie mam), to lepszego sposoby bym nie
      znalazła. Chapeaux bas dla niedoszłej teściowej za inwencję smile
      • gryzelda71 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 07:29
        mooh napisała:
        > To bardzo proste. Żeby ta obca, nielubiana kobieta sama wzięła nogi
        > za pas i uciekła, gdzie pieprz rośnie

        No tak,najtrudniejsze są najprostsze rozwiązania.
      • mamaivcia Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 10:52
        myślałam, że nikt tego nie napisze big_grinDDDD
        to jasne, że chciała Cię skutecznie spłoszyć
      • zebra51 Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 11:27
        też tak myślę i, jak widać, dała radę smile))
        dobry tekst, będą go stosować w obecności przyszłych potencjalnych
        synowych.
    • melka_x Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 10:51
      > Tupeciara? Chora psychicznie? Rzut klimakterium?

      Nie. Chciała Cię pogonić.
    • czarna.porzeczka Re: Świąteczna historyjka o niedoszłej teściowej; 29.11.07, 11:06
      nie, ona chciala Cie zniechecic...
Pełna wersja