Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka...

03.08.03, 00:31
to nie są ci sami faceci. Ojciec mojego dziecka ( słodkiej i mądrej
dziewczynki 7 m-cy) jest moim mężem. Jest super dla naszej córeczki i według
kryteriów przedstawianych na tym forum jest też mężem prawie doskonałym ( w
ogóle nie znam trosk typu: On mi nie pomaga, nie zajmuje się dzieckiem, gada
z koleżankami, zrobił sobie ze mnie służącą itd). Jest mądry, ma pasje i ma
tylko jedną wadę: nie kocham go tak jak tamtego. A tamten po prostu wybrał
inną, więc z wyrachowaniem postanowiłam mieć dziecko z facetem nr 2. I teraz
to jest moje życie i staram się być dobrą żoną (matką jestem na medal i o
tym nie muszę nawet pisać, bo chyba każda z nas taka jest). Ale widzę jakie
to trudne czasami, jak do głowy przyklejają się myśli: Jak by to było teraz
iść po plaży z dzieckiem i "tamtym", pewnie byłabym szczęśliwsza. Zastanawiam
się czy zawsze już będę miała poczucie odrzucenia i tego, że szczęście ma
tylko kobieta, z którą teraz jest tamten. Tak właśnie sobie trochę zakręciłam
życie. Czy Wam też się tak zdarzyło? I kiedy sobie z tym poradziłyście? Ja
się z tym męczę już trzeci rok i chyba jescze daleko do końca.
    • joa_boa Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 03.08.03, 09:11
      Przeczytaj sobie "Noce i dnie" - postać Barbary Niechcicowej to właśnie taka
      kobieta, która przeżyła całe życie marząc o pierwszym ukochanym, a na starość
      uświadomiła sobie, ile czasu zmarnowała oddając się neurotycznym fantazjom a
      nie żyjąc.
      • basiabasia1 Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 03.08.03, 23:03
        Oj dziewczyny, bardzo dla mnie ważne te wszystkie odpowiedzi. Sama to sobie
        powtarzam, ale wiecie jak to jest z wyrzucaniem niepotrzebnych myśli z głowy.
        To wcale nie jest łatwe, ale wciaż i wciąż próbuję. To co napisała jedna z Was
        o Nocach i Dniach wywołało ciarki na plecach. Muszę się starać, żeby mi to
        życie nie przeciekło przez palce, jak Niechcicowej, bo byłoby BARDZO szkoda.
        Bardzo dziękuję, że się odezwałyście. Pozdrawiam Was gorąco i trzymajcie za
        mnie kciuki w mojej małej bitwie. Basia.
    • agusiakraj Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 03.08.03, 09:11
      Droga Basiu skoro meczysz sie juz tak dlugo to na pewno jest to wielka
      milosc,ale pomysl sobie,ze moze gdybys byla z tamtym to wcale by nie musialo
      byc tak rozowo.Skad mozesz wiedziec,czy bylo by Ci z nim dobrze,czy by Cie
      kochal do konca zycia,czy bylby wspanilaym ojcem i dobrym mezem.Moze umawialby
      sie z kolegami bez przerwy,moze wcale by Ci nie pomagal w domu(wieczne
      proszenie o wyniesienie smieci,umycie naczyc-te rzeczy sa Ci zupelnie obce,ale
      wierz mi ten problem istnieje...)Pomysl tak:mam wspanialego meza,cudownego
      ojca dla dziecka,czego mozna chciec wiecej.Ciesz sie tym czym masz,bo moze byc
      gorzej i wtedy bedziesz cierpiala duzo bardziej.Ja wiem ze na pewno Ci nie
      pomoglam bo milosc to milosc,siedzi w glowie i sercu,ale mysl chociaz tak,ze
      moglo byl duzo gorzej.Tzn. Twoj maz moglby Cie nie kochac,byc zlym ojcem itd.
      Mam nadzieje,ze kiedys zapomnisz o tamtym uczuciu,czas goi rany i oby u Ciebie
      tez tak bylo.
      Zycze Ci jak najlepiej.
      Agnieszka-mama Michalka(18.02.2003r.)
    • adasari Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 03.08.03, 14:49
      Zawsze marzymy o tym czego nie mamy.
      A to co piękne przechodzi obok nosa.Nie zauważone.
      A może to nie miłość tylko urażona duma,odrzucenie,niespełnienie tamtego
      uczucia powoduje idealizację.
      Miłość szybko ulatuje,potem zostaje praca i pięlęgnacja uczucia.Codzienne
      życie,troski,kłopoty,życie ze sobą-bez maski.
      Z jednej strony czujesz,że tamto było miłością.Nie wiesz jak byłoby po
      ślubie.Ta niewiadoma Cię nęci.
      Z mężem wiesz jak jest.
      Pokochaj tę pewność.
    • maggz2 Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 03.08.03, 21:12
      Hej Basia,
      Ja coprawda wyszlam za maz z milosci, ale przed moim
      mezem kochalam Leszka. Kochalam go jakies trzy lata.
      Nawet jak juz poznalam meza to jeszcze mi Leszek chodzil
      po glowie. Rozmawialismy, bo nie wiedzialam co czuje.
      Bylismy razem(ja i Leszek) razem przez troszke, a potem
      sie skonczylo. A ja dalej go kochalam - a przynajmniej
      tak mi sie wydawalo.
      Przez niedopowiedzenie niebylismy razem, a bylismy.
      Ciagle sie gdzies spotykalismy. To tu to tam. A ja go
      wyidealizowalam. Kochalam wyobrazenie, a nie jego samego.
      Mialam niedosyt i dlatego chcialam wiecej. Kilku fajnych
      facetow zranilam przez niego.
      Jak poznalam meza czulam sie zagubiona. Bo przeciez
      kochalam Leszka(juz przyzwyczajenie) i nie moglam
      doposcic do siebie wiadomosci, że zaczęło rodzić sie
      uczucie do mojego obecnego meza.
      Moja rada: przyjrzyj sie dokladnie swojej milosci, nie
      jest taki jak ci sie wydaje. Wybral tamta wiec masz
      niedosyt.
      Maz dzidziunia, slodka perelke. On jest dobrym mezem i
      ojcem(zazdroszcze, ze nie zrobil z ciebie sprzataczki,
      widzisz my sie kochamy a i tak teraz przechodzimy burze i
      to wieeeelkie)
      Sprobuj na niego spojrzec z innej strony. Nic na sile.
      Ale pozwol sie delikatnie i powolutku oczarowac nim,
      zakochac sie.
      Nie mysl ze to i tamto robi dobrze. Popatrz na niego jak
      na chlopaka.
      A z tamtej milosci wyleczysz sie tym rodzacym sie
      uczuciem. BO co jest w tamtym takiego?....Mow sobie jest
      zwylkym facetem i nie idealizuj go.
      Pozdrawiamy: mama i Kubus(tez 7 miesiecznysmile)))
      • mamaolenka Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 03.08.03, 22:29
        Moim zdaniem, ten drugi wydaje Ci się aż tak atrakcyjny
        właśnie dlatego, że jak piszesz, to on Cię rzucił. Tak
        działają nasze mechanizmy obronne, które nie dopuszczają
        do naszej świadomości tego co nieporządane. Łatwiej
        przyjąć, że rzucił Cię ktoś wspaniały niż ktoś
        beznadziejny (nawet taki miałby nas nie akceptować?). Ja
        miałam kiedyś taką sytuację, że spotykałam się z pewnym
        mężczyzną, ale wcale nie było to coś dla mnie ważnego i
        nie dbałam o ten związek. Dopiero jak mnie rzucił to
        zaczęło mi się wydawać, ze go kochałam... Tak się
        potoczyło zycie, że on się ożenił , ale kiedyś mi
        powiedział, że gdyby jeszcze raz miał dokonywać pewnych
        wyborów, to zrobił by to inaczej. Właściwie gdybym tylko
        kiwnęła palcem mogłabym mieć go spowrotem... jakiż wydał
        mi sie wtedy żałosny i cała bańka mydlana nazwana przeze
        mnie miłością mego zycia prysła... Nie zyj złudzeniami i
        fikcją, bo Twoje życie zawieszone jest już w
        rzeczywistości, która nazywa się rodzina. NIe pozwól by
        takie myśli zniszczyły coś co jest wspaniałe. Pozdrawiam
        - Alex
    • anastazja2003 Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 05.08.03, 10:03
      Napiszę Ci jak było u mnie. Prawie 2 lata byłam z facetem w którym odkąd
      pamiętam-chyba od podstawówki byłam zakochana-wreszcie sie udało, byłam
      szczęśliwa, naprawdę szaleńczo zakochana, pewna ze to ten.Po 20
      miesiącach zaszłam w ciążę i nadal byłam szczęśliwa choć to troszke
      pokrzyżowało moje plany.A potem zrozumiałam ze kochałam nie jego, ale starannie
      pielęgnowane przez wiele lat wyidealizowane wyobrażenie o nim, przez cały ten
      czas jego złe cechy były przytłumione, nie dostrzegałam ich bo w pamieci miałam
      idealny obraz tego człowieka, który jednak sama sobie namalowałam- nie był
      prawdziwy.Kiedy przyszły powazne problemy - on zupełnie sobie z nimi nie radził-
      Przez 4 miesiace mojej ciązy rano szedł do pracy...a tak naprawdę w ogóle nie
      pracował, wracajac opowiadał bardzo barwnie o tym co wydarzyło sie w pracy. I
      chociaz wczesniej mozna było zauwazyć ze wielu rzeczy się boi to nikt-moja
      rodzina, nasi wsólni znajomi, jego rodzice z którymi do dzis mam bardzo dobry
      kontakt-nikt nie zauwazył ze taki z niego tchórz i mitoman. Bo kłamał ze
      strachu, ze go zostawię jak nie bedzie miał pracy.No i zostawiłam, ale nie z
      powodu braku pracy tylko dlatego że taki człowiek to nie jest partner na całe
      zycie. Choc z pozoru był dla mnie idealny -jestem plastyczką, on bardzo dobrym
      muzykiem, wrażliwym artystą, troche ekscentrycznym-wydawało mi sie ze tylko z
      kims takim-troche dziwnym( ale ta dziwnośc mi odpowiadała )jestem w stanie
      sobie ułozyć zycie.Tak sie skończyła moja wielka miłość. Teraz mam 1,5 rocznego
      synka i od ponad roku nowego faceta. Też muzyka, ale zupełnie normalnegowink
      Układa nam sie cudownie, w ogóle sie nie kłócimy, a z wczesniejszym facetem
      zwiazek był bardzo burzliwy-kłóciliśm się często, mi to wtedy wydawało się
      ciekawe-myslałam-przynajmniej sie tak szybko sobą nie znudzimy,a miło było sie
      godzić. Teraz jestem z meżczyzną bardzo ciepłym, czułym,spokojnym, opiekuńczym-
      takim który doskonale mnie rozumie i zna. Ale to nie było od poczatku tak
      bardzo szalone uczucie, moje uczucie do niego rozwijało sie powoli i nadal się
      rozwija.Do tego jestesmy idealnie do siebie dopasowani pod wzgledem wzajemnych
      oczekiwań, mamy podobne spojrzenie na zycie, podobne plany, wartosci, doskonale
      się rozumiemy. On kocha mojego synka jakby to był jego i choc na razie nie
      mieszkamy razem chodzimy razem wszędzie, spedzamy w trójke mnóstwo czasu, on
      czesto zostaje z synkiem jak gdzies wyjezdzam na pare dni czy mam cos do
      załatwienia, jest dla Grzesia cudownym ojcem a dla mnie wspaniałym
      facetem.Wcześniej wiecej burz było w moim zyciu niz słońca, jak pokłóciłam się
      z poprzednim facetem - on zamykał sie w swoim świecie i grał albo słuchał
      muzyki a ja czułam sie wtedy strasznie samotna. Teraz jest zupełnie inaczej,
      czuje sie rozumiana, doceniana,szanowana, kochana.Zrozumiałam ze zyjac
      spokojnie mozna byc naprawde szczęsliwym, ze wiele więcej rzeczy sie dostrzega,
      przeżywa, ze tylko żyjąc spokojnie mozna rozwijać siebie-swoje zainteresowania,
      swoją wrażliwość,cieszyć się ładnej pogody,usmiechu swojego dziecka-kiedy nic
      tego nie zakłóca. W momentach burzliwych wzotów i upadków nie ma na to czasu,
      nie to nam w głowie, mijają lata a my wciaz gonimy niedoścignione. Myslę ze to
      bardzo ważne i tylko z kims takim uda się stworzyc trwały zwiazek. Myślę
      podobnie jak pozostałe dziewczyny że kochasz swoje wyobrazenie o tym facecie, a
      nie jego samego-takiego jaki jest naprwadę z jego wadami i zaletami.
      prawdopodobnie gdyby po poczatkowej fazie szaleńczego uczucia szczescia
      przyszłaby szara rzeczywistośc zastanawiałabyś się czy nie lepiej by było
      gdybys na ojca swojego dziecka wybrała swojego obecnego męża. Mysle ze z takich
      rzeczy zdajemy sobie sprawę zawsze za pózno i Niechcicowa jest dobrym tego
      przykładem. Spróbuj sie nauczyć kochać to co masz, pomysl jakbys sie czuła
      gdyby Twojego meza nagle zabrakło-pewnie dopiero wtedy zrozumiałabys jak bardzo
      go kochasz.Naucz się cieszyć z małych rzeczy, carpe diem i tak dalej...Doceń
      swoje spokojne szczęście.

      Pozdrawiam.

      anastazja
    • haszlo Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 07.08.03, 23:27
      Wiesz, czytałam wszystkie wcześniejsze listy i zgadzam się z nimi, ale ja też
      mam podobne uczucia do Twoich.
      Ja też miałam takiego chłopaka,4 lata, właściwie nigdy nie byliśmy razem. Po
      prostu szalałam za nim. A on za mną wcale, był wręcz nieprzyjemny...i tak
      długo za nim szalałam, on nie zwracal na mnie uwagi, ze wyszlam za pierwszego
      faceta ktory na mnie spojrzal..Maz jest wspanialy, kochany, opiekunczy itp.
      Kocham go. Ale to nie to samo co Tamten. I czesto jak Maz juz zasnie, ja leze
      kolo niego i mysle sobie: kocham meza, ale jakby to bylo z Tamtym?
      Ale nic nie zrobie. Jest to okropne uczucie.
      wiem natomiast, ze tamten nigdy by mnie tak nie kochal, nie mialabym takiego
      fantastycznego dziecka. I staram sie jak najszybciej zasnac (a wtedy Tamten
      zawsze mi sie snicrying)
    • miola Re: Miłość mojego życia a ojciec mojego dziecka.. 08.08.03, 14:02
      Myślę, że wiele z nas wzdychało do kogoś z przeszłości. Ja jestem prawie 10 lat
      po ślubie. Mąż - ideał. Dzieci 2 - cudowne. Dom. Zero problemów, ale na
      początku tez myślałam o kimś, z kim się rozstałam. Wydawało mi się że to nie
      jest w porządku w stosunku do mojego męża, a jak poprzednik mi się przyśnił, to
      czułam się tak jakbym męża zdradziła. A teraz wszystko przeszło, chociaż jak
      gdzieś mi tamten mignie, to serce pika (minęło 14 lat od rozstania!). Teraz po
      latach myślę, ze to trochę jak wstać od zastawionego stołu bez deseru: żal ale
      tak naprawdę nie wiesz czy by smakował. życie weryfikuje nie raz bardzo
      brutalnie nasze wyobrażenia.Czytujesz te posty, to pewnie sie domyslasz, ze ci
      od sprzataczek tez byli kiedys cud-malina, prawda?

Pełna wersja