germaine2
02.12.07, 14:48
noż mam dość. 10 lat po ślubie a oni swoje i swoje. oprócz mega
perypeti, złośliwości, jakich trudno sobie wyobrazić (teściowa nawet
na msze dała, abyśmy się nie pobrali+ że mnie poinformowała o tym)
jakoś ten nasz związek przetrwał. nie mówię, że to kompletna
sielanka, ale jeżeli spory istnieją to albo na temat postępowania
szanownej rodzinki męża lub na tym tle robi się wybuchowo i kłócimy
się o pierdoły. teraz znów jesteśmy na tapecie, bo mój facet nie
potrafi wybaczyć bratu, że ten nas rąbnął na niezłą sumkę (odp.
mamusi: no bo mu potrzebne były, on taki biedny, a jak będzie miał
to odda)i trwa agitacja nt. wybaczyć bratu i dlaczego ta zołza
(czyli ja w ich mniemaniu) cię buntuje. oprócz realizacji zapowiedzi
tego, że nam nie pomogą, tego, że mój facet wyszedł z domu tak jak
stał, i że nogdy nie pomogli nam w jakikolwiek sposób teraz na
każdym kroku udowadniają jaką to ja jestem przyczyną naszego złego i
okrutnego losu, bo dom mamy ale bez basenu, nie jeździmy na wakacje
4 razy w roku a dzieci nie chodzą w ciuchach adidasa. normalnie
jesteśmy żenadą tej rodziny.teraz nie zostaliśmy zaproszeni
ostentacyjnie na imprezę rodzinną, na którą zaproszeni zostali
wszyscy inni z rodzeństwa mojego faceta.
A ja już inie wiem jak postępować. póki nie było dzieci zwisało mi,
że były mega kłótnie, nie opdzywałam się do nich tygodniami, ale
teraz staram się byc tolerancyjna, rozumiem, że dla niektórych ludzi
największa wratoscią jest zasobnośc konta bankowego, nie włączam się
więc w dyskusje, na które mam skrajnie inne poglądy, uśmiecham się
na coniedzielnych obiadkach, ale mnie juz szlag trafia, że oni tak
traktują mojego faceta, który z jednej strony jest tym już załamany,
a z drugiej chętnie by się odwrócił plecami od tego
teatru.Tłumaczenie, że nam jest dobrze tak jest nie zdaje egzaminu.
nie tłumaczenie również. dzisiaj na Mszy pomyślałam sobie, że ten
mój facet faktycznie ma ten cały bigos przeze mnie, bo gdybym ja
wtedy dała za wygraną (chiałam się rozstac przed ślubem i zwiać na
drugi koniec świata)to może teraz miałby spokój, a ja nie musiałabym
tłumaczyć, dlaczego ciocia powiedziała, że mamy taki mały, niemodny
domek (brzydki wręcz).jak się uspokoję to napisze resztę. teraz ryczę