karola1008
02.12.07, 16:02
Jakiś czas temu Morgen założyła wątek o wibratorach. Napisałam
wtedy, jak to kupiłam sobie gadżecik w sex-hurtowni. Tę historię
musiałam opowiedzieć jeszcze komuś w nietypowych (a może typowych
właśnie) okolicznościach. A było to tak:
W czwartek jechałam do pracy. Na przystanku zostawiłam torebkę i
oczywiście ktoś się nią zaopiekował, a konkretnie-wyjął z niej
portfel z kartą bankomatową i dowodem. Miał pecha, bo sfilmowały go
kamery monitoringu miejskiego. Centrum monitoringu wezwało Policję
i -voila-odzyskałam swoją torebkę, a złodziej został zatrzymany.
Musiałam pojechać na komendę złożyć zeznania. Jechałam
policyjną "suką", razem z tym zatrzymanym, z nami siedział gliniarz,
a ja popatrywałam sobie dyskretnie na gościa i wzdychałam w
duchu:"Ech, stary, no i na co ci to było?".
Na komendzie przesłuchiwał mnie miły pan policjant ( i
przystojny

). Podałam imię, nazwisko i nazwy Dwóch Poważnych
Urzędów w których pracuję. Skończyłam zeznawać, a on mówi, że
jeszcze oględziny tej torebki. POłożyłam ją na stole i wyjmowałam
kolejno: prawo jazdy, dyskietki, jakieś papiery. Włożyłam rękę do
torebki ponownie i palce zacisnęły mi się na tymże sex-gadżeciku-
skaczącym penisku nakręcanym korbką. Aż się spociłam z wrażenia na
myśl,że teraz będę musiała to wyjąć i pokazać gliniarzowi. Przez
myśl przebiegało mi tysiąc pomysłów, jak by ten gadżecik deykretnie
schować, a każdy pomysł był gorszy od poprzedniego. Musiałam
naprawdę źle wyglądać, bo gliniarz zapytał, czy chcę wody.
Ja: Eee, nie. Ja eee..., miałam maskotkę...
On (zaintrygowany): I co, maskotki nie ma?
Ja (rozpaczliwie): Nie, jest. To ja lepiej już panu wszytsko powiem
od początku, żeby pan nie pomyślał, że mam coś z głową. MOja siostra
ma knajpkę z dysktrenym podtekstem erotycznym. Dyskretnym-żeby pan
nie pomyślał, że ona też ma nie po kolei. Jakiś czas temu pojechałam
z nią do hurtowi artykułów erotycznych i tam kupiłam sobie gadżecik.
No i wyjęłam tego ptaka z torebki.
Gliniarz się uśmiał i powiedział, że nie takie rzeczy u ludzi
widział.
A potem zadzwonił telefon. Policjant odebrał, a potem powiedział do
mnie:
-Portfel, dwowód i kartę na razie zatrzymamy, a oględziny torebki
nie są potrzebne.
Ja (ponuro): Teraz to może pan sobie robić oględziny, ile pan chce.
Morał: nie pokazuj zawartości torebki, dopóki nie będziesz
absolutnie pewna, że jest to naprawdę niezbędne.
Z serdecznościami dla Policji

).