gdybanie.

06.12.07, 22:32
Najpierw wstep.:od pol godziny dzieci juz spia .Mam swoj ulubiony
spokoj i lampke wina. Nie , moglam dzis wyslac ich do lozke. Co
chwilke ktores wracalo i mialo do powiedzenia . W ub. tygodniu moj
syn zapytal sie co chcialabym dostac od mikolaja. Powiedzialam ze w
sumie to wszystko mam ale ,ze byloby mi milutko gdyby w dzien
mikolaja przyszli wszyscy rano dac mi buzi. Okazalo sie ze syn ,
pamietal i zmobilizowal reszte. Tak sie tarzalismy ze o malo nie
spoznilismy sie do szkoly. Ale przejdzmy do sedna. Tak myslalam o
tej radiosci i o tym co daje posiadanie dziecka, o tym ze nie da sie
tego porownac lub wymienic na cos innego, gdy na forum macoch
przeczytalam post o tym ze PAn x i pany Y zmieniaja miejsce
zamieszkania i to zdecydowanie dalej. NO i panna X zastanawia sie co
dalej i jak to pogodzic z malym ..cyt."ale
czy to oznacza ze rodzice rozwiedzeni powinni koordynowac swoje
plany zyciowe? jak jedno do Anglii to drugie tez? bez sensu,
uwiazanie geograficzne do miejsca zamieszkania Ex? w konsekwencji
ja mam mieszkac w poblizu Ex? nie, to mi juz zakrawa na paranoje,
ja tu nigdy nie planowalam dluzej zabawic"

I wiecie tak sobie pomyslalam ,ze jestem wstanie wyobrazic sobie ze
maz stwierdza ze pora na inna zonesmile) ale nie jestem wstanie sobie
wyobrazic ze przestaje byc ojcem moich dzieci bo dla mnie tata to
ten ktory jest ,obecny w zyciu.Nawet jesli nie ze mna to w zasiegu
realnym 10mnin-0,5h max1h. Ten , ktory pobawi sie ale i pocieszy gdy
zly dzien badz amluch chory.

A jak u was.?Jestescie wstanie wyobrazic sobie ze mezowie
dobrowolnie rezygnuja z udzialu w zyciu dziecka?..

taka melancholia mnie spotkała.
    • triss_merigold6 Re: gdybanie. 06.12.07, 22:43
      Chciałam zauważyć, że nie wszystkie wypowiadające się miały takie
      zdanie. Po pani widać, że pojęcia o rodzicielstwie nie ma.

      Osobiście to różne rzeczy jestem w stanie sobie wyobrazić ale
      niekoniecznie akceptować. Z mężem parę nie jesteśmy ale funkcje
      rodzicielskie, opiekuńcze, wychowawcze, wypełniamy wspólnie - tata
      przyjeżdża do dziecka często, zajmuje się nim kiedy w weekendy
      pracuję, nieraz zabiera do siebie, karmi, myje, przebiera,
      uzgadniamy wydatki dziecięce etc. Żaden inny mężczyzna nie ma prawa
      zajmować jego miejsca jako ojca. Nie byłabym w stanie pojąć motywów
      nagłego zmniejszenia częstotliwości i jakości kontaktów ojca z
      dzieckiem.
      Ja również dla żadnej nowej miłosci nie zmieniłabym miejsca
      zamieszkania i nie ograniczyła przez to relacji dziecko - ojciec.
      • tosina Re: gdybanie. 06.12.07, 23:06
        WItaj. Dokladnie to mialam na mysli.MOzna przestac byc partnerem ale
        nie rodzicem.
    • demarta Re: gdybanie. 06.12.07, 22:50
      faktycznie gdybanie. nie wszystkie matki są idealne, nie wszyscy
      ojcowie też. chore zwiazki też się zdarzają.

      można sobie generalizować, ale przyznac trzeba, że w jakimś
      procencie przypadków zdrowiej dla psychiki dziecka jest jak któregoś
      z rodziców widuje sporadycznie. albo i wcale.....?
      • demarta Re: gdybanie. 06.12.07, 22:52
        napisałam to tak, żeby za duzo nie napisać. bełkot nie do
        zrozumienia. zapomnijcie o tym co napisałam. to nie miejsce, w
        którym chciałabym wyjaśniać co mam na myśli.
        • tosina Re: gdybanie. 06.12.07, 23:00
          Widzisz , rozumiem ze sa tez rodzice toksyczni ,pedofile badz nie
          zrownowazenie psychicznie z ktorymi to rodzicami lepiej by dziecko
          kontaktow nie mialo, niz gdyby mialo to sie obywac jego kosztem a
          zaspakajac jedynie proznosc rodzica. Ale w tym konkretnym przypadku
          myslalam o tym tacie z postu i moim mezu(to nie te same osobysmile). I
          nie ma nic o tym by tata byl toksyczny.

          NO i mam syna w podobnym wieku co ten chlopczk , ktory ma byc
          porzucony oraz starszego i wiem jakim autorytetem jest dla nich
          taka , jak spjaja wprost co to z nimi robi i czy to sa zimne ognie,
          czy razem graja w cos ale widze jak lgna i jak wielka pustke
          wywolaloby to ze przestalby byc obok, w ich zyciu.(Nie koniecznie ze
          mna) I tego nie umiem zrozumiec, ze mozna dla panienki z tego
          zrezygnowac bo jak dla mnie to rodzicem zostaje sie do smierci i
          jesli ma sie dziecko z kim innym niz partner to ta osoba na stale
          zostaje wlaczona do naszego zycia. Mozna przestac byc mezem ale nie
          ojcem.
          • triss_merigold6 Re: gdybanie. 06.12.07, 23:13
            O rany to ja znam przykłady par, które rozstały się już podczas
            ciąży ale ojcowie są zaangażowani w wychowanie dzieci, mieszkają na
            tyle blisko żeby niemal codziennie móc zajmować się dzieckiem,
            spędzać z nim czas etc. Ani tam ślubów nie było ani długiego stażu
            partnerskiego a faceci jako ojcowie są bardzo ok.

            Nowy pan czy pani bywa, może być długo, może krótko a podważonego
            zaufania dziecka nie da się tak łatwo odbudować. Nie mówiąc o
            skutkach porzucenia, bo dziecko odbiera taką sytuację jako
            porzucenie.
    • demarta Re: Demarta 06.12.07, 22:54
      zara idę się walnąć z prędkością światła w mój barłóg. dzisiaj w
      ogóle ledwo żyję (przedmikołajkowa alkoholizacja i sędziwy wiek dają
      mi się we znaki). wink)
    • demarta Re: Demarta 06.12.07, 22:58
      ty weź mi nie mów nawet. zabiłabym delikwenta i umarła ze zmęczenia
      zaraz po nim.
    • fajka7 Re: gdybanie. 07.12.07, 00:24
      Odpowiadam na pytanie glowne, czyli czy jestem w stanie sobie
      wyobrazic, ze ojciec rezygnuje z udzialu w zyciu dziecka.
      No jestem w stanie sobie to wyobrazic. Moze mi sie to nie podobac,
      ale wyobrazam to sobie, chocby z tego powodu, ze na codzien od czasu
      do czasu spotykam sie z takimi sytuacjami, ze ojciec sie nie
      interesuje choc mieszka blisko, ze matka utrudnia te kontakty, bo
      nienawidzi ojca dzieci, ze ojciec czy matka mieszkaja daleko od
      siebie itd itp
      W zasadzie mam wrazenie, ze sa to dosc powszechne sytuacje wsrod
      rozbitych rodzin i nie ma co tu sobie wyobrazac lub nie, bo
      rzeczywistosc dostarcza wystarczajaco duzo realnych przykladow na to
      jak to bywa.
      A poza tym to chocby czytajac forum, mamy liczne przyklady tatusiow
      jak najbardziej w formalnych zwiazkach z mamusiami, ktorzy dzieci
      olewaja, wiec jak to moze wygladac po rozstaniu bardzo latwo
      przewidziec. I nie jest zadnym odkryciem, ze nie kazdy rodzic nalezy
      do typu, ktory opisujesz, czyli "pobawi sie ale i pocieszy gdy zly
      dzien badz maluch chory. " Po prostu nie kazdy jest dobrym rodzicem
      lub nie kazdy poczuwa sie do tej roli w stopniu takim, jak opisujesz.
    • jowita771 Re: gdybanie. 08.12.07, 06:33
      a ja zapytam autorkę - a co w sytuacji odwrotnej? tzn matka dziecka zakochuje
      się i wyjeżdża z dzieckiem na drugi koniec Europy chociażby, ale może i dalej. i
      co ma ten ojciec zrobić, rzucić wszystko i jechać, bo matka jego dziecka ruszyła
      za kawalerem? czy zostac tatusiem od święta?
    • moofka Re: gdybanie. 08.12.07, 09:50
      nie wiem na ile mój
      ale generalnie malo mam wiary w ojcowskie instynkta i cudownych tatusiow pomimo
      przeszkod
      sama po rozwodzie rodzicow starego widywalam w odstepach kilkuletnich wiec ten
      mdel wydaje mi sie prawdziwszy tongue_out
      fakt - alimenta placil
      modelu opisywanego przez triss nie znam z zycia i obserwacji
      byla zona = byle dzieci w przyrodzie jakby wiecej
Pełna wersja