temat o ojcach, tatkach i tatusiach.

27.12.07, 10:49
Ja miałam ojca. Surowy, wymagający ale i dobry, kochający, sprawiedliwy. Z dzieciństwa pamiętam, że przestał w czasach kartek jeśc słodycze, słodzić i palić, nie kupił naparstka alkoholu, żeby mama mogła się na kartki powymieniać i kupić mi słodycze. Zawsze dbał, żeby były pieniądze nie tylko na jedzenie i ubranie, ale i na zabawki, wyjazdy, moje zainteresowania, dodatkowe lekcie. Ale nie pamiętam, żeby mnie zabrał na lodowisko, bawił się ze mną, grał w coś. Od takich rzeczy była mama. Tata ograniczał się do zaniesienia,zaprowadzenia, zawiązania wrotek czy łyżew, pociągnięcia na sankach, pokazania palcem w atlasie, czy ksiązce. Wiem, że jestem przez tatę kochana, że jestem dla niego ważna ale wylewny to on nie był. Szczególnie gdy już przestałam być małym dzieckiem.
Mój mąż jest zupełnie innym tatą. Wczorajszy ranek i południe mieliśmy dla siebie i tak sobie moich chłopaków poobserwowałam. Mąż poświęcał małemu sporo uwagi, najpierw oglądał z synkiem bajkę, potem zrobili szpadę muszkietera, bo bajka była o muszkieterach. Potem poszliśmy na spacer, większość drogi targał małego na rękach, bo siadła bidulkowi kondycja po ostatnich chorobach. Ledwie przyszliśmy zaczął z małym robić ciasteczka, bo obiecał małemu, że będą robili (spodobało się wycinanie kółek z ciasta przy okazji lepienia wigilijnych pierogów), póżniej się z nim bawił na podłodze, a wieczorem pokazywał mu jak się kiedyś lakowało koperty. Tata lakował, mały odciskał stmpel. Czyta mu bajki. Gra z nim w rózne gry, pokazuje mu co robi, robią dla mnie pierścionki z drutu. Robią naleśniki. Jeżdzą na wycieczki, skaczą na trampolinie, mąż go wozi na plecach i udaje traktor. Często zabiera go do swoich kolegów, którzy mają dzieci. I to wszystko robi mój mąż, który ani nie jest, ani nie wygląda na ciepłe kapcie czy misiasmile
Jak patrzę po znajomych to widze samych tatusiów. Pędzą po pracy, żeby zdążyć dziecku przeczytać bajkę, wykąpać, właczają w swoje hobby.
Czy tacierzyństwo Waszych ojców i Waszych mężów się różni?
    • demonii Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 27.12.07, 11:21
      Różni się i to bardzo. Mimo iż mój ojciec miewał i nadal miewa dobre chwile, mój
      mąż jest lepszym ojcem od niego - przyczyna jest prosta, mój mąż nie jest
      alkoholikiem.
    • koza_w_rajtuzach Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 27.12.07, 11:39
      Mój mąż jak córka była noworodkiem i niemowlakiem trzymał się od
      niej z daleka i nigdy nie zgodził się z nią zostać, czy wykąpać.
      Teraz dorósł już do ojcostwa. Zabiera ją na zakupy, przytula, czasem
      narysuje jakiegoś kotka, czy pokaże rysunki w książeczce, a jak jest
      w sklepie to zawsze przytarga dla niej jakieś chrupki czy coś innego
      co mała lubi. Nie jest jednym z tych ojców, którzy potrafią
      wygłupiać się godzinami z dzieckiem, wymyślać zabawy, ale kocha
      bardzo swoją córkę.
      Mój ojciec właściwie to był bardzo podobny..
    • lola211 Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 27.12.07, 19:31
      Moj ojciec to byla osoba w zasadzie mi obca.Jego ojcostwo
      sprowadzalo sie do przyniesienia do domu kasy i chyba tylko
      tego.Obraz jaki pamietam, to ojciec na kanapie czytajacy ksiazki w
      kłebach papierosowego dymu.Byl zyciowa niezgula,gapowaty, za to
      mocny w gebie.Za cholere nie zrozumiem, dlaczego moja matka sie z
      nim zwiazala.
      Natomiast mojego dziecko ma tate, ktory przede wszystkim o nie dba,
      organizuje rozne atrakcje, uczy, pokazuje.Nie bawi sie z nia, bo do
      tego zadne z nas nie ma predyspozycji.Ale spedza z nia sporo czasu,
      nigdy nie ignoruje i jest synonimem bezpieczenstwa.
    • zuzanka79 Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 27.12.07, 19:56
      Tacierzyństwo mojego ojca i mojego męża różni przede wszystkim
      kwestia wychowania i tego co obydwaj wynieśli ze swoich domów.
      Pamiętam jak mój dziadek śp. ze strony taty zawsze miał dla nas (
      swoich wnuków) mnóstwo czasu, poświęcał nam wiele uwagi bawił się z
      nami uczył tego co ważne i dobre. Nie zapomnę jak bawiliśmy się w
      Indian w szałasie z gałęzi. Mój ojciec tak samo poświęcał mi wiele
      czasu, może dlatego, że mama niewiele go miała ( mam młodszą
      niepełnosprawną siostrę i ona przede wszystkim potrzebowała mamy).
      Zabierał mnie na ryby, nauczył jeździć na rowerze i na nartach. Gdy
      dorosłam potrafił przyjechać po mnie o trzeciej w nocy na dyskotekę,
      odwożąc przy okazji inne koleżanki. "Szukając" męża chciałam by był
      trochę taki jak mój tata, by o mnie dbał i dawał mi poczucie
      bezpieczeństwa. Niewątpliwie mój mąż taki jest, ale jest zupełnie
      innym ojcem, chociażby dlatego, że jego ojciec ( mój teść) dał mu
      inne wzorce do naśladowania. Ojciec w domu mojego męża miał zapewnić
      byt materialny rodzinie, miał mieć po pracy czas na piwo z kolegami
      i święty spokój, a do tego usłużną żonę (czy raczej posłuszną i
      pokorną służącą) Teraz z perspektywy tych kilku lat naszego
      małżeństwa widzę jak ojcostwo mojego męża przybiera inny, lepszy
      wymiar. Z całą odpowiedzialności mogę stwierdzić, że mój syn ma
      wspaniałego tatę i będzie miał z kogo brać przykład.
      • symplegada Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 00:05
        Mam wspaniałego tatę. Związałam się z człowiekiem, który potrafi być doskonałym kochankiem, towarzyszem, pedagogiem, przyjacielem, pracownikiem. Nie potrafi być tatą. Niewątpliwie kocha swoje dzieci, ale nie potrafi się z nimi bawić (= organizować zabawy na ich poziomie), zaproponować im nic atrakcyjnego, poświęcić im czas, zrezygnować dla nich z jakichś swoich zajęć, myśleć, jak sprawić im radość. Nigdy nie zabrał ich w żadne atrakcyjne miejsce, nigdy nie kupił im ubranka, kilka razy kupił im zabawki (zawsze ceduje to na mnie). Nie do końca wie, gdzie trzymam ich skarpetki, jakie biorą stale leki. Nigdy nie został z nimi obydwoma (2 i 5 lat) na dłużej niż 2 godziny, a z jednym dzieckiem na pół dnia. I tak dalej.
        Nie pije, nie bije, pracuje, nie żałuje pieniędzy na potrzeby dzieci. Nie jest dobrym ojcem. Czy jest złym? Czy byłoby nam lepiej bez niego?
        Wszystko to moja wina, znałam go wystarczająco długo, aby przewidywać,że tak będzie. Ale nie myślałam wtedy o dzieciach, myślałam tylko o sobie, a było mi z nim jak w niebie (o mnie potrafił dbać). Z drugiej strony - moich cudownych dzieci nie byłoby bez jego udziału, niewątpliwie.
        Ech, smutne te refleksje poświąteczne.
        • symplegada postscriptum 28.12.07, 00:07
          A mój tata był tak wspaniałym tatą, jakich opisujecie, w czasach, gdy na pewno nie była to typowa postawa. Więc to nie tylko kwestia trendów, choć od pewnie wiele należy.
    • lila1974 Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 07:49
      Mój tata to jest TATA z prawdziwego zdarzenia.
      Odkąd pamięcią sięgnę widzę siebie na jego kolanach, plecach,
      rękach, na barana, jako kulę u nogi itp. smile Zawsze miał dla mnie
      czas, jak nie mial, to znalazł. Nic nie było ważniejsze ode mnie.
      Każdą robotę mógł przerwać, jeśli tylko do niego przyszłam.

      Pamiętam różne przygody z tatą w roli głównej. A to zabrał mnie i
      mamę na wycieczkę do lasu, gdzie nasz "gazik" zakopał się w błoto i
      tata ruszył na wieś po pomoc. Zabierał mnie ze sobą w trasę, kiedy
      był kierowcą ciężarowego samochodu. Biegał ze mną na sankach i
      chodzil na górkę - jedna z takich wypraw skończyła się dla niego
      skręceniem nogi, gdy puścił się z górki pędem za mną, bo zbyt póxno
      zauważył, ze nie ajdę po śniegu a po lodzie smile

      Kiedy miałam 4 lata zaczął pływać, więc automatycznie miałąm go dużo
      mniej, ale te pierwsze cztery lata naszego współnego życia
      wystarczyły, by dać mi przekonanie, ze tata mnie kocha i jestem dla
      niego kimś ważnym.

      Uczył mnie pływać, wygłupiał się i płataliśmy wspólnie różne figle
      mamie, objaśniał świat, zwoził widokówki, bo wiedzial że zbieram,
      zawsze trafiał z prezentem ... wręcz idealnie, aż w którymś momencie
      wzbudziło to we mnie przekonanie, że nadajemy na tych samych falach.

      Mama spokojnie mogła nas samych zostawić, bo wiedziała, że tata ze
      wszystkim sobie poradzi - ugotuje, posprząta, pobiegnie do ekarza
      (co było wóczas bardzo istotne, bo chorowałam na potęgę).

      O moim tacie mogłabym pisać godzinami ... do niego zresztą też. Do
      rodzinnej legendy przeszła nasza korespondencja, którą wymienialiśmy
      przez lata jego pływania.

      Gdy tylko zamknął za sobą drzwi ja biegłam do kalendarza i
      odliczałąm na nim 180 dni, po czym każdego dnia pierwsze co robiłam
      to skreślałam kolejny dzień.

      Kiedy byłam nastolatką mogłam wypłakać mu się w rękaw. Nigdy nie
      odczułąm, ze moje problemy są śmieszne. Kibicował mi, gdy widział,
      ze się zakochałam ... z jednym drobnym wyjątkiem, gdy mój wybór
      (zresztą wieloletni) jego zdaniem był błędem ale nawet wówczas nie
      działał metodą zakazu i nakazu a rozmowy i próbował zrozumieć moje
      racje.

      Jestem pewna, że to jaka dziś jestem zawdzięczam w ogromnym stopniu
      własnie relacjom z tatą.

      Do dziś czujemy ze sobą szczególną więź. I z wielką przyjemnością
      obserwuję, że to co mnie z nim łączy obecnie jest udziałem moich
      dziewczynek. Zapytawszy Konstancję kogo najbardziej z rodziny kocha
      zawsze odpowie "dziadka Rysia".


      Nie ukrywam, że myśląc o mężu chciałam spotkać kogoś, kto dałby mi
      podstawy do wiary, że będzie podobny do mojego taty, że nasze
      małżeństwo będzie podobne do małżeństwa moich rodziców. I tak
      własnie wybrałam.

      Myślę, że mąż padł nieco ofiarą mojej wizji ojcostwa i wysoko
      stawiam mu poprzeczkę. Ja widzę jeszcze dużo do zrobienia w jego
      relacjach z dziewczynkami, ale być może dlatego, ze dążę do ideału.
      Mój mąż jest tatą od przygód, wycieczek, pływania, nart itp.
      Powinien wg mnie więcej czasu poświęcać na zwykłe bycie z
      dziewczynkami i wykrzesać z siebie trochę energii na ich "babskie"
      zabawy. Z drugiej strony wiem, ze można zwariować od tych dialogów
      między kucykami i lalkami barbie smile

      Jakim jest na prawdę tatą, to ocenia za kilka - kilkanaście lat jego
      córki.
      • kraina.marzen Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 13:00
        Moj tata?
        Usmiechniety, cieply i ja jako jego corunia...potrawil byc
        stanowczy, surowy-ale mniej niz mama jednoczesnie wyrozumialy i
        chetnie pomocny. Organizowal rodzinne wycieczki, wysylal nas na
        kolonie, zarazil mnie chcecia podrozowania....
        Teraz juz jako dorosla kobieta z tata moge porozmawiac o problemach,
        zawsze mi pomoze. Jest wspanialym dziadkiem-takim jak byl moim tata.
        Umie sie bawic- w sumie ma praktyke (5 dzieci)

        Mój mąż jako tato?
        Zakochany w synu, czasami brakuje mu wspolnego jezyka z dzieckiem,
        swoja nieobecnosc chce zastapic spelnianiem zachcianeek syna- w
        roznym skutkiem. Mimo,iz jest ojcem- czasami widze w nim duzego
        chlopca....
      • piastka Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 14:54
        Hej Lila1979, jak bym czytała o swoim Tacie smile Wzór i ideał; pewnie
        trochę wyidealizowany przez długie lata nieobecności, kiedy "pływał".
        Zawsze troszczący się o byt swojej rodziny. Z dzieciństwa pamiętam
        mnóstwo wyjazdów krajoznawczych po Polsce, wielką frajdę z wypadów
        na łyżwy po zlodzonych jeziorach, spływy kajakowe, wspólne spędzanie
        czasu na pływalni... Zazdrościły nam go wszystkie kuzynki.
        I taki też jest mój mąż; nie mam mu nic do zarzuceniasmile
    • gorzkasweetie Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 13:45
      Nie miałam ojca. Po rozwodzie z mamą uznał, że jestem zbędnym
      balastem, a on ma swoje życie, i wybył w świat. Praktycznie go nie
      pamiętam i nie znam. Szkoda. Dziś się właściwie cieszę, że nie
      utrzymywał ze mną kontaktów na siłe, niepotrzebny w życiu taki
      ktoś... Mój mąż też ojca nie miał, choć z innych przyczyn. A więc
      teoretycznie dość marnie. Żadnych wzorców. Mimo to, mój mąż radzi
      sobie nieźle w roli ojca. Bardzo nasze dziecko kocha. Umie się córką
      dobrze zajmować. Umie jej powiedzieć, że ją kocha, przytulić, bawić
      się, zająć, pogadać. Tak, bywa zniecierpliwiony i znudzony długim
      przebywaniem z lekko upierdliwą kilkulatką, ale suma sumarum ja
      oceniam jego dotychczasowe ojcostwo na 5+ I bardzo mnie to cieszy,
      wielkim szczęściem jest widzieć, że moja córka ma to, o czym ja tak
      beznadziejnie marzyłam jako dziecko - wielką miłość taty smile))
    • nasyceni Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 14:04
      moj maz to calkowite przeciwienstwo mojego ojca,ten pierwszy kocha i
      wychowuje dziecko a ten drugi niestety zawiodl
    • rotera Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 15:35
      moj tesc/moj maz obaj jako ojcowie mieli inna postawe, moj tesc nie
      byl tatusiem, ale zywicielem rodziny, kontakt z dziecmi zwyczajny,
      nie rzucaly mu sie w ramiona,
      moj maz tata pełna geba, cuowny, ciepły, troskliwy, dzieci w oknie
      czy juz idzie, dzieci w oknie z buziakami na papa

      moj tesc jako ojciec jak wyzej, jako dziadek...wow...nadrabia
      garsciami, dziadzius z niego ukochany, bawi sie, szaleje, rozmawia,
      troszczy sie, wszystko naj

      moja tata jako ojciec przewijajacy, kapiacy, bawiacy sie, troskliwy
      itd, jako dziadek...brak energi, cieple kapcie i gazeta,
      czasem cos drgnie, ale nie na stałe, faworyzuje mlodszego

      i tesc i moj tata w tym samym wieku

      babcie obie cieple kapcie, tylko przed rodzina ujawniaja energie do
      zabawy, a tak najwazniejsze dla nich czynnosci, to nakarmic,
      przewinac, uspac
      wiec z czworki dzieci tak naprawde maja jednego dziadka, ktory jest
      ich i dla nich z pokladami cierliwosci nieskonczonymi i pomyslami na
      zabawe, a do tego z zasadami (bez klapow i krzywko -tak popularnych
      w ich czasach) ma autorytet.
    • madziaaaa Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 15:44
      Ja mam tatusia. Do tej pory tak do niego mówięsmile
      Wiem, że kocha mnie bardzo i zawsze byłam jego oczkiem w głowie.
      Moja córka do męża mówi"tatka"albo "tatuś".

      I nie jest to tylko kwestia nazewnictwa. Wypowiadane słowo zawsze jest pełne
      miłości.
    • mathiola Re: temat o ojcach, tatkach i tatusiach. 28.12.07, 15:50
      Różni się i to tak bardzo, że nawet nie ma o czym mówić.
      Mój ojciec był w domu po to, żeby pilnować porządku, karcić nas za złe
      zachowanie, pilnować, żebyśmy odrabiali lekcje - a i to wszystko za
      pośrednictwem mamy, bo z nami raczej nie wdawał się w dyskusje.
      Tak był wychowany i takie wychowanie przekazał swoim dzieciom. Nie zna słowa
      kocham, nie umie przytulić, powiedzieć nic miłego, nie umie z dziećmi rozmawiać.
      Nigdy nie zmienił dziecku pieluszki, nie nakarmił, nie pobawił się. Chociaż
      teraz, jako dziadek jest już o sto razy lepszy.
      A mój mąż... no cóż, mój mąż potrafi dziećmi zająć się od strony pielęgnacyjnej
      jak i rozrywkowej. Jest dobrym tatą, fajnym towarzyszem zabaw.
Pełna wersja