Matka rozbiła moje małżeństwo:(

31.12.07, 11:04
Wczoraj mój mąż spakował torbę i się wyprowadził. Powiedział, że
bardzo mnie kocha, ale nie wytrzyma już zachowania mojej matki. Ona
ma jakąś obsesję na jego punkcie, tak bardzo go nie nawidzi, że
staje się już psychozą. No i wczoraj dała upust swojej głupocie.
Zadzwoniła do moich teściów i zażądała, aby teściowa pomogła mężowi
bo on mało zarabia, a ja muszę na niego pracować. A ja tak zostałam
sama i nie wiem co dalej. Czy on miał prawo tak nie zostawić?
    • triss_merigold6 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:11
      Trzeba było lata świetlne temu mamunię troszkę z buta potraktować
      aby zaprzestała udzielania cennych komentarzy.
      Czy on miał prawo tak Cię zostawić? Ano miał.
      • nadja11 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:15
        Kolejna po mojej zaburzona matka.Ehhhh dlaczego jest ich tak dużo?
        Czemu te kwoki despoty tak sie wtrącają i chcą sterowac zyciem
        dorosłych dzieci?
        • triss_merigold6 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:18
          Chętnie odpowiem:
          - mają właśnie klimakterium i nie biorą prochów
          - nie mają chłopa więc koncentrują się na dzieciach
          - mają chłopa ale beznadziejnego więc koncentrują się na dzieciach
          - mają ogolnie beznadziejne, nudne życie i zero zainteresowań
          • ibulka Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:21
            triss_merigold6 napisała:

            > Chętnie odpowiem:
            > - mają właśnie klimakterium i nie biorą prochów
            > - nie mają chłopa więc koncentrują się na dzieciach
            > - mają chłopa ale beznadziejnego więc koncentrują się na dzieciach
            > - mają ogolnie beznadziejne, nudne życie i zero zainteresowań


            - chcą za wszelką cenę jak najlepiej dla swoich dzieci, tylko im nie wychodzi...
    • kawka74 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:15
      Nikt nie ma nieograniczonej cierpliwości i tolerancji.
      Też bym nie wytrzymała i poszła precz, byle dalej - niestety straty przeważyły
      nad zyskami.
    • hrabina_murzyna Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:18
      Wiem doskonale, że tak dalej się nie da, ale co ja mam robić? Ja
      nawet nie wiedziałam, że ona taki telefon wykona. Jak mam sobie
      pomóc dziewczyny?
      • triss_merigold6 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:20
        Przeprosić męża, odizolować mamunię, poinformować wszystkich, żeby
        odkładali słuchawkę słysząc jej głos. Jeszcze zmienić nr telefonu i
        nie podawać mamuni.
      • burza4 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:20
        hrabina_murzyna napisała:

        > Wiem doskonale, że tak dalej się nie da, ale co ja mam robić? Ja
        > nawet nie wiedziałam, że ona taki telefon wykona. Jak mam sobie
        > pomóc dziewczyny?

        wyprowadzić się razem z mężem? zrobić potężną awanturę i raz na
        zawsze uświadomić mamuni, żeby nie wpieprzała się w twoje życie?
        • hrabina_murzyna Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:24
          Awanturę zrobiłam, mieszkamy oddzielnie. Mąż nie odbiera
          telefonów... Jednym słowem własna matka robi mnie nieszczęśliwą. I
          jeszcze jej tekst wczoraj może przyjadę córeńko? Naprawdę wydaje mi
          się, że ona zwariowała.
          • triss_merigold6 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:25
            Niezła baba. Nie ukłuje a krew wyssie. Potraktuj ją Wujkiem
            Staszkiem i powtarzaj Wujka Staszka tak długo aż zrozumie. Albo nie
            zrozumie ale skojarzy bodziec z reakcją.
        • ibulka Re: hrabino 31.12.07, 11:27
          przede wszystkim - usiądź spokojnie, zastanów się co robić, przemyśl wszystko.
          później spotkaj się z matką i porozmawiajcie. nie daj się ugiąć! powiedz jej
          stanowczo i tylko jeden raz, że to twoje życie, twój mąż i rodzina, jesteś
          dorosła i masz prawo robić co chcesz!
          doceniasz bardzo to, że się o ciebie martwi, ale nie potrzebujecie pomocy i
          jeśli kiedyś zaistnieje taka potrzeba - dacie znać i będzie miała szansę się
          wykazać. to może być drobnostka, cokolwiek!
          [tylko pod warunkiem, że matka zrozumie warunki i będzie się do nich stosować.
          dopiero wtedy można mówić o jakichkolwiek zmianach i układzie partnerskim.]

          później spotkaj się z mężem. pogadajcie, przeproś za matkę i przede wszystkim -
          powiedz o tych pieniądzach. to, że twoja matka tak uważa wcale nie znaczy, że
          tak jest, prawda? a mąż na pewno poczuł się dotknięty. TRZEBA to wyjaśnić, dla
          waszego wspólnego dobra - kochacie się przecież, jesteście małżeństwem, nie parą
          gó..arzy!


          nie wiem co jeszcze dopisać, ja postąpiłabym właśnie w ten sposób.
          trzymaj się kochana, ściskam za was mocno kciuki! smile))))))
    • wieczna-gosia Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 11:49
      Zostawic prawo mial.

      Co zrobic? Dac mezowi czas. I dac mu swoja bezwzglednoa lojalnosc- wyslij mu
      SMSa, nagraj sie na poczte- ze wyciagasz lape na zgode, ze czekasz, chcesz
      pogadac i ze on jest wazniejszy niz mama i zrobisz wszystko by jednak byc z nim
      a nie z nia.

      Z moich tesciow wylaza demony- ogolnie moi rodzice sa beznadziejni w sytuacjach
      codziennych- ani specjalnie goscinni, ani pomocni, oboje mocno zaplatani i
      nieszczesliwi, dzieci nie lubia, no kicha z mogila. Natomiast musze uczciwie
      przyznac ze w sytuacjach podbramkowych dostaje zwiezly komunikat z oferta
      pomocy. Do dawania rad kompletnie sie nie nadaja, natomiast do konkretnej
      pomocy- finansowej niestety tylko, ale coz taki maja styl- jak najbardziej. A co
      najwazniejsze- o moim mezu najwyzszej opinii nie maja i raczej sie nie lubia,
      ale slowem ani gestem nie dali mu odczuc ze jest gorszy, odkad nie ma pracy, ani
      mi ze zle wybralam ze chlop do rzyci itd.
      Tesciowa jest aniolem dnia codziennego- pomoze, uwielbia dzieci, funkcjonujemy w
      duzej mierze dzieki niej na codzien, ale WLASNEGO SYNA tak kastruje
      emocjonalnie, podsuwajac mu wory dobrych rad oraz prace ponizej jego
      umiejetnosci i ambicji zawodowych, beczac co chwila, krzyczac nastepnie, tak ze
      maz tam sie w zasadzie nie pojawia, a ja zupelnie mu nie przekazuje czego sie
      naslucham.
      • guderianka Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 12:07
        mamę zapisz do lekarza psychiatry albo całkiem wyeliminuj z
        twojego/waszego życia


        p.s. mężowi się nie dziwię
        • amilos Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 13:11
          niech zgadnę? nie odmówiłaś mamusi i wigilie spędziliście razem. Ja na miejscu
          twojego męża dawno bym tak zrobiła, każdy ma swoje granice. odetnij pępowinę,
          rozluźnij kontakty z matka, bo to szkodliwe. daj mężowi czas, niech zobaczy, ze
          rzeczywiście matka nie jest dla ciebie ważniejsza niż on.
    • kasper68 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 13:06
      Tak na marginesie. Ciekawe relacje są w tej rodzinie: matka żony
      nabroiła a mąż zamiast z pretensjami do teściowej to karze swoją
      żonę odejściem.
      • leonie26 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 13:25
        Musisz porozmawiac z matka, i wtedy przerwac kontakt z nia, a z
        mezem, pisz do niego nagraj sie na sekretarke, napewno sie oddezwie.

        U nas tez byla taka sytuacja, tylko ze na odwrot tesciowa moja trula
        mezowi non stop glowe i gadala bez sensu plotki opowiadala, az
        wkoncu maz sie wkuzyl i zerwal z nia kontakt. Teraz widzimy ja 2razy
        w roku i jest spokuj.

        pozdrawiam
    • panna.sarabella Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 13:27
      a ty tak po prostu pozwalałaś swojej matce traktowac męża????

      Moja matka również "nie darzy sympatią" mojego meża, nie raz mi coś
      na niego mówi - jeśli jest to uzasadnione to przyjmuję bez słowa,
      ale jak sie czepia zeby sie czepiać to jej powiem co myślę. Obrazi
      się, ale trudno. Ale chyba bym wyszła z siebie i zrobiła piekielną
      awanturę, gdyby zadzwoniła do teściów w jakiejkolwiek sprawie.

      Pewnie ze miał prawo od ciebie odejsć, bo jeśli jesteś pod spódnicą
      mamusi i dzieki temu moze nim pomiatać, to jak ma z tobą żyć?
      • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:34
        nie chcę absolutnie stawać w obronie matki autorki wątku, wiem że zdarzają się
        toksyczne przypadki.

        moje pytanie brzmi: jak możecie proponować autorce, żeby zapisała matkę do
        psychiatry?!
        ja rozumiem, że matka się wtrąca, obraża, niszczy, ale jednak w dalszym ciągu to
        MATKA, najbliższa osoba dla każdego z nas, i wszystko co robi chce zrobić jak
        najlepiej, zadbać o swoje dziecko i dać mu to, co najlepsze. fakt - czasem nie
        wychodzi, wychodzi odwrotnie, ale żeby od razu wysyłać do psychiatry...?

        dla mnie to jest brak szacunku.
        pomijam, że matka opisywana w tym wątku nie ma szacunku do rodziny swojej córki,
        ale cholera - skąd wiecie, czym są podyktowane jej działania?
        • karin_ka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:46
          O kurcze, nie wiedziałam, że wizyta u psychiatry to coś zdrożnego.
          To taki sam lekarz jak ginekolog czy proktolog (no chyba że
          wysyłanie do tych dwóch to też brak szacunku).
          • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:51
            jeśli dolega ból serca- dobre dziecko zapisze matkę do kardiologa,
            jeśli boli głowa i są mroczki przed oczami-do neurologa. Ale jeśli
            matce siada psychika i jej zachowanie odbiega od szeroko pojętej
            normy to należy jej pomóc i zapisać do psychiatry. Jeśli nie pomoże
            terapeutyczne gadanie to może pomogą leki.
            • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:54
              guderianka napisała:

              > jeśli dolega ból serca- dobre dziecko zapisze matkę do kardiologa,
              > jeśli boli głowa i są mroczki przed oczami-do neurologa. Ale jeśli
              > matce siada psychika i jej zachowanie odbiega od szeroko pojętej
              > normy to należy jej pomóc i zapisać do psychiatry. Jeśli nie pomoże
              > terapeutyczne gadanie to może pomogą leki.


              ale NA CO te leki?
              mówię przecież, że każda matka dla swojego dziecka chce jak najlepiej, i to jest
              logiczne! a to, że nie wychodzi - no cóż, tak też się niestety zdarza...

              patrząc na swoje dzieci jestem w stu procentach pewna, że będę się starała być
              dobrą mamą i fajną teściową, a nie potworem z kawałów, ale jeśli zobaczę, że
              druga połówka krzywdzi moje dziecko, nie będę bała się zareagować. i tak samo
              będzie w drugą stronę - jeśli to moje dziecko będzie przyczyną zmartwień swojego
              męża czy swojej żony, stanę w obronie poszkodowanego...

              i mam nadzieję, że nikt nie wyśle mnie od razu do psychiatry...
              • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:57
                ibulko-autorka sama napisała że jej mama "chyba zwariowała". Czy to
                nazywasz troską ? Czy troską nazywasz doprowadzenie do rozpadu
                małżeństwa?


                Leki- może mama ma schizofrenię? Może depresje?-leki moga przywrócić
                prawidłową pracę mózgu
                • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:59
                  guderianka napisała:

                  > ibulko-autorka sama napisała że jej mama "chyba zwariowała". Czy to
                  > nazywasz troską ? Czy troską nazywasz doprowadzenie do rozpadu
                  > małżeństwa?
                  >
                  >
                  > Leki- może mama ma schizofrenię? Może depresje?-leki moga przywrócić
                  > prawidłową pracę mózgu


                  odejście męża to skutek ubocznej tej troski, która była ładowana w autorkę w
                  zbyt dużych dawkach... takie jest moje zdanie.

                  a leki mogą pomóc, owszem.
                  • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:00
                    odejście męża to skutek ubocznej tej troski, która była ładowana w
                    autorkę w
                    > zbyt dużych dawkach...

                    no i to jest normalne? Ładowanie takiej troski? Bo dla mnie nie-a
                    skoro coś nie jest normalne to należy to leczyć. A zachowania
                    nienormalne leczy psychiatra
                    • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:01
                      guderianka napisała:

                      > odejście męża to skutek ubocznej tej troski, która była ładowana w
                      > autorkę w
                      > > zbyt dużych dawkach...
                      >
                      > no i to jest normalne? Ładowanie takiej troski? Bo dla mnie nie-a
                      > skoro coś nie jest normalne to należy to leczyć. A zachowania
                      > nienormalne leczy psychiatra

                      i właśnie w tym celu wysłałabym matkę do psychiatry.

                      tamta propozycja - nie pamiętam w tej chwili kto to rzucił - zabrzmiała raczej
                      jak atak: jesteś nienormalna mamo, idź do psychiatry...
                      • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:03
                        sama nie wiesz o czym piszesz i się motasz


                        a o wizycie mamy u psychiatry napisałam ja
                        • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:05
                          guderianka napisała:

                          > sama nie wiesz o czym piszesz i się motasz
                          >
                          >
                          > a o wizycie mamy u psychiatry napisałam ja

                          nie uważam, żebym się motała smile
                          i wiem o czym piszę.
                          • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:06
                            tia
                            że wysłanie do psychiatry to brak szacunku bo to matka
                            a potem że wysłanie do psychiatry to dobry pomysł

                            wskaż konsekwencję
                            • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:34
                              guderianka napisała:

                              > tia
                              > że wysłanie do psychiatry to brak szacunku bo to matka
                              > a potem że wysłanie do psychiatry to dobry pomysł
                              >
                              > wskaż konsekwencję

                              chodziło mi raczej o sposób wysłania do tego psychiatry.
                              twój post zabrzmiał jak oskarżenie: mamo, jesteś chora/nienormalna, idź do
                              psychiatry.

                              wysłanie do lekarza w celu zdiagnozowania ewentualnej choroby to co innego.
                              • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:37
                                nie było moją intencją by zabrzmiało to jak oskarżenie
                                • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:39
                                  guderianka napisała:

                                  > nie było moją intencją by zabrzmiało to jak oskarżenie

                                  cieszę się bardzo smile
                                  zależało mi tylko na wyjaśnieniu tego.
              • marianna73 Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 21:47
                ibulka napisała:



                > mówię przecież, że każda matka dla swojego dziecka chce jak najlepiej, i to jest
                > logiczne! a to, że nie wychodzi - no cóż, tak też się niestety zdarza...
                >

                kpisz sobie? dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane...takie teksty niczego nie
                tłumaczą, zazwyczaj toksyczne matki(lub teściowe) tłumaczą sie ,ze chciały tylko
                dobrze,a niechybnie niszczą czego się dotkną...IMO jeśli matka chce autentycznie
                dobra swojego dorosłego dziecka to porozmawia najpierw z nim, pozna jego
                oczekiwania i pragnienia i nie bedzie go uszczęśliwiać na siłę na swoją modłę
                tylko na sposób taki ,którego oczekuje dziecko(to oznaka szacunku dla jego
                odrębności,dziecko nie jest klonem ani przedłuzeniem rodzica)
                matka autorki tak naprawdę dobrze chce dla siebie(z duzym prawdopodobieństwem
                chce być w dalszym ciągu niezastąpiona i najważniejsza w zyciu swojej córki)
                • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 01.01.08, 14:11
                  marianna73 napisała:

                  > ibulka napisała:
                  >
                  >
                  >
                  > > mówię przecież, że każda matka dla swojego dziecka chce jak najlepiej, i
                  > to jest
                  > > logiczne! a to, że nie wychodzi - no cóż, tak też się niestety zdarza...
                  > >
                  >
                  > kpisz sobie?


                  nie kpię sobie.

                  nie unoś się tak, bo ci krew z nosa pójdzie.
        • kawka74 Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:56
          > moje pytanie brzmi: jak możecie proponować autorce, żeby zapisała matkę do
          > psychiatry?!

          normalnie
          małomiasteczkowy lęk i wstyd chyba już minęły...?

          ja rozumiem, że matka się wtrąca, obraża, niszczy, ale jednak w dalszym ciągu t
          > o
          > MATKA,

          Ibulko, przeczytaj jeszcze raz to, co napisałaś. Włos się jeży.

          > pomijam, że matka opisywana w tym wątku nie ma szacunku do rodziny swojej córki

          A dlaczego to pomijasz?

          > ale cholera - skąd wiecie, czym są podyktowane jej działania?

          A co to kogo obchodzi? Dobrymi chęciami piekło wybrukowano.
          Skutek matczynej troski o córkę jest taki, że mąż dał nogę, bo już nie mógł
          wytrzymać. Cudnie, po prostu cudnie.
          • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:58
            może nie cudnie, ale coś tej kobiecie po prostu nie wyszło.
            jakoś nie wierzę, że zrobiła to specjalnie, żeby unieszczęśliwić własne dziecko...
            • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:01
              pewnie

              ona to zrobiła żeby je USZCZĘŚLIWIĆtongue_out
              • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:04
                guderianka napisała:

                > pewnie
                >
                > ona to zrobiła żeby je USZCZĘŚLIWIĆtongue_out
                >

                o rany, przestań tongue_out

                wiesz o co mi chodzi.
                żadna matka nie chce nieszczęścia swojego dziecka. ta kobieta z pewnością nie
                wiedziała, że tak to wyjdzie.
                porozmawiałabym z nią, dała do zrozumienia co i jak, potem z mężem i wszystko
                cacy, pisałam już wyżej mój sposób rozwiązania problemu.

                może i jestem optymistką, ale zawsze staram się zrozumieć drugą stronę.
                • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:05
                  nie wiem o co ci chodzi


                  a myślisz że pedofil myśli że robi coś złego ? On robi to przecież
                  dla dobra gwałconych przez siebie dzieci tongue_out
                  • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:32
                    guderianka napisała:

                    > nie wiem o co ci chodzi
                    >
                    >
                    > a myślisz że pedofil myśli że robi coś złego ? On robi to przecież
                    > dla dobra gwałconych przez siebie dzieci tongue_out

                    yyyy, no teraz to pojechałaś po całości.

                    otóż nie, moja droga. zależności między matką przesadzającą z troską, a
                    zwyrodnialcem nie ma. pech.
                    • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:33
                      a jeśli pedofilem jest tatuś albo wujek ? tongue_out
                      • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:35
                        guderianka napisała:

                        > a jeśli pedofilem jest tatuś albo wujek ? tongue_out

                        to i tak w dalszym ciągu nie ma związku!

                        czym innym jest skutek uboczny [wyprowadzenie się męża] nadmiernej troski, od
                        myślenia pedofila: a, poobmacuje se cipkę tej małej, nic jej nie będzie...

                        uncertain
                        • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:38
                          mylisz się

                          gwałt na psychice (matka na córce) jest tak samo zły jak gwałt
                          fizyczny
                          • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:40
                            guderianka napisała:

                            > mylisz się
                            >
                            > gwałt na psychice (matka na córce) jest tak samo zły jak gwałt
                            > fizyczny

                            tak, ale w dalszym ciągu nie jestem w stanie postawić przewrażliwionej i zbyt
                            troskliwej matki obok zboczonego zwyrodnialca śliniącego się na widok pupy
                            trzylatki.
                            • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:54
                              może dlatego że trywializujesz rolę toksycznej matki i
                              przejaskrawiasz pedofila Jakby nie było- i jedno i drugie wyrządza
                              dziecku krzywdę
                • kawka74 Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:06
                  > żadna matka nie chce nieszczęścia swojego dziecka. ta kobieta z pewnością nie
                  > wiedziała, że tak to wyjdzie.

                  Głupia jest? Myśleć nie umie? Rozsądek uleciał?
                  Usprawiedliwianie każdej głupoty, jaką wykona matka, tylko z tego tytułu, że to
                  matka, prowadzi do jakichś koszmarnych absurdów.
                  • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:36
                    kawka74 napisała:

                    > > żadna matka nie chce nieszczęścia swojego dziecka. ta kobieta z pewnością
                    > nie
                    > > wiedziała, że tak to wyjdzie.
                    >
                    > Głupia jest? Myśleć nie umie? Rozsądek uleciał?
                    > Usprawiedliwianie każdej głupoty, jaką wykona matka, tylko z tego tytułu, że to
                    > matka, prowadzi do jakichś koszmarnych absurdów.

                    ja NIE USPRAWIEDLIWIAM, pisałam o tym w swoim pierwszym poście.

                    chcę tylko zrozumieć chociaż trochę tą drugą stronę, nic poza tym, naprawdę smile
                    • kawka74 Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:41
                      No dobrze, ale co wynika z zaspokojenia potrzeb poznawczych?
                      • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:43
                        kawka74 napisała:

                        > No dobrze, ale co wynika z zaspokojenia potrzeb poznawczych?

                        hmm, może kiedy się zrozumie chociaż w pewnym stopniu tą drugą stronę, łatwiej
                        jest porozmawiać...?

                        przynajmniej ja tak mam. zawsze staram się zrozumieć, a nie od razu oskarżać itd.
                        • kawka74 Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:49
                          > przynajmniej ja tak mam.

                          a ja nie
                          mam, jak to wczoraj nazwała moja przyjaciółka, cierpliwość Ghandiego, ale do czasu
                          jeśli ktoś mi w końcu nadepnie na odcisk, nie ma zmiłuj, bez względu na to,
                          jakie miała ta osoba intencje i jakie są między nami relacje

                          ja bym raczej nie próbowała bawić się w rozumienie matki, która nienawidzi
                          mojego męża, robi mi wstyd przed teściami i jest przyczyną rozpadu mojego
                          małżeństwa
                        • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:55
                          czepnę się

                          skoro ZAWSZE starasz sie zrozumieć to zrozum pedofila..
                          • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 15:04
                            guderianka napisała:

                            > czepnę się
                            >
                            > skoro ZAWSZE starasz sie zrozumieć to zrozum pedofila..


                            ehhh, rozumiem.
                            jest to człowiek z zaburzeniami emocjonalnymi. czerpie radość z obmacywania
                            dzieci, stosunków z dziećmi itd.
                            żal mi go, bo jest chory, i wyrządza krzywdę innym, niewinnym istotom.

                            tak samo rozumiem przewrażliwioną matkę.
                            i to, że może być chora i wymagać opieki lekarza - także.
                            i tak samo jest mi jej żal. próbuje pomóc, a jej nie wychodzi.
                            • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 15:17
                              dobra jesteś

                              ja tak nie umiem

                              zachowanie pedofila jest poza granicami mojego zrozumienia
                              • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 15:21
                                guderianka napisała:

                                > dobra jesteś
                                >
                                > ja tak nie umiem
                                >
                                > zachowanie pedofila jest poza granicami mojego zrozumienia
                                >
                                >

                                gdyby pedofil połakomił się na moje dziecko, pewnie też nie umiałabym zrozumieć.
                                podałam ci tylko przykład, tok mojego rozumowania w różnych sprawach smile

                                pozdrawiam serdecznie i udanego wieczoru życzę.
                                • guderianka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 15:26
                                  rozumowanie to jedno
                                  a zrozumienie to drugie

                                  również życzę udanego Sylwestra wink
                • marianna73 Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 21:54
                  ibulka napisała:


                  > może i jestem optymistką, ale zawsze staram się zrozumieć drugą stronę.
                  >
                  >

                  to nie jest optymizm, to niebezpieczna tolerancja patologicznych zachowań, matka
                  nie jest świętą krową z załozenia i nie należy wspaniałomyślnie wszystkiego jej
                  wybaczać i pokrętnie tłumaczyć jej niewłaściwych zachowań
                  • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 01.01.08, 14:12
                    marianna73 napisała:

                    > ibulka napisała:
                    >
                    >
                    > > może i jestem optymistką, ale zawsze staram się zrozumieć drugą stronę.
                    > >
                    > >
                    >
                    > to nie jest optymizm, to niebezpieczna tolerancja patologicznych zachowań, matk
                    > a
                    > nie jest świętą krową z załozenia i nie należy wspaniałomyślnie wszystkiego jej
                    > wybaczać i pokrętnie tłumaczyć jej niewłaściwych zachowań
                    >
                    >

                    pomiędzy STARANIEM SIE ZROZUMIEC, a WYBACZENIEM - jest przepaść.
                    nie dopisuj do moich wypowiedzi czegoś, czego nie powiedziałam.
            • kawka74 Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:03
              na litość
              matka zniszczyła jej małżeństwo
              jeśli komuś się wydaje, że wie, co jest dla mnie dobre, i usiłuje mnie na siłę
              uszczęśliwić, a przy tym rujnuje mi życie, urywam mu łeb przy samej dupie - bez
              względu na to, co mnie z tą osobą łączy i jakie były jej intencje
        • burza4 Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 13:59
          ibulka napisała:


          > ja rozumiem, że matka się wtrąca, obraża, niszczy, ale jednak w
          dalszym ciągu to> MATKA, najbliższa osoba dla każdego z nas, i
          wszystko co robi chce zrobić jak> najlepiej, zadbać o swoje dziecko
          i dać mu to, co najlepsze.

          NAJBLIŻSZĄ OSOBĄ POWINIEN BYĆ MĄŻ/własne dzieci, a nie matka - po to
          się zakłada własna, odrębną rodzinę.

          A co do starań - no to tej wyjątkowo nie wyszło... matka, która
          ustawia życie córki jedynie pod kątem tego, co SAMA uważa za dobre i
          słuszne, niszcząc tym samym jej rodzinę - nie zasługuje
          na "automatyczny" szacunek a w najlepszym wypadku na współczucie
          jakie się okazuje emocjonalnym kalekom. Ona nie bierze pod uwagę
          potrzeb córki, utożsamia je z tym co sama czuje, chce nią zawładnąć.
          To jest chore i nie wolno na to pozwolić.

          fakt - czasem nie
          > wychodzi, wychodzi odwrotnie, ale żeby od razu wysyłać do
          psychiatry...?

          a gdzie? do kosmetyczki?

          > dla mnie to jest brak szacunku.

          Po pierwsze - nie wszyscy rodzice zasługują na szacunek, po drugie -
          szacunek nie oznacza ślepego podporządkowania się i godzenia na
          wszystko. Po trzecie - to jest przejaw starań o dobre i ZDROWE
          relacje w rodzinie.

          > pomijam, że matka opisywana w tym wątku nie ma szacunku do rodziny
          swojej córki

          a szkoda, bo jeśli już hołdujesz zasadom szacunku, to obowiązuje on
          obie strony.

          > ale cholera - skąd wiecie, czym są podyktowane jej działania?

          to bez znaczenia, ważniejsze są skutki.
          • ibulka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:00
            masz rację burza, ale twoja ironia z kosmetyczką nie była tutaj potrzebna.
            • miruka Re: nie rozumiem tylko jednego... 31.12.07, 14:11
              gdyby ludzie naprawdę uswiadamiali sobie, że to mąż a nie matka i
              ojciec są najbliżsi żonie, nie byłoby żadnego kawału o teściowych,
    • qunegunda Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 16:41
      Facet zachował się jak gó..arz.

      BTW Nie można nikogo "wysłać" do psychiatry.
      • arioso1 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 31.12.07, 19:45
        ja mojej nie zapraszam na komunie chrzciny wigilie uriodziny na
        nic kompletnie nic-telefonuje do niej raz w miesiącu z budki zeby
        numeru nie znala , nie ma mojego adresu nie przychodzi dzieci nie
        widuje moich- nie chce jej znac , nie obchodzi mnie ona , niech robi
        jak chce byle nie przyznawala sie ze jest moja matka.
        dlaczego? napiszę wam w punktach te kilka najewazniejszych
        - najmlodsza córka to dziecko z drugiego związku i moja matka
        podczas wizyty teściów powiedziala im ze ja daje dzieciom leki
        homeopatyczne które są powiązane z satanizmem i ze ja nie chodzę do
        kosciola i pewnie od tych leków jestem juz satanistką,
        - mój poprzedni partner znęcal sie na de mną okropnie na co moja
        mama rozpowiada ze jestem narkomanką i lekomanką bo kobieta bez
        prochów i leków nie wytrzymalaby i zalamala się psychicznie- dodam
        ze ja nawet piwa nie piję,
        -powiedziala ze moja najmlodsza córka jako ze mana imię laura ,to
        dobrze by bylo gdyby ja poswięcić bogu i zeby umarla w wieku 13 lat
        jak jej patronka
        - podala mnie do sądu abym ją utrzymywala- nie pracuje od 10 lat ma
        dziecko z facetem który ją zostawil a ona nie ma za co zyc a ze ja
        mam swoją firmę i mąż ma duże przedsiębiorstwo więc ja ma jej dawac
        na chleb-sąd ją olal na moje szczescie-nie nie jestem wyrodna
        dawalam jej kase myslalam że na chleb ale ona wydawala wszystko w
        domu wysylkowym qelle
        -moja matka jest wariatką ,nienormalna baba którą nalezy izolować ,
        i gdybym mieszkala z nią dawno bym już nie zyla- stalam na moscie
        pilsudskiego w krakowie 5 lat temu- dzieki mojej mamie
    • kicia031 Nie, nie mial prawa cie zostawic! 31.12.07, 20:26
      Maz nuie mial prawa cie zostawic z powodu rozmowy osoby trzeciej, na ktorej
      zachowania ty nie masz wplywu. Zwlaszcza ze osoba to powiedziala to nie do
      niego, tylko jeszcze do kogos innego. Twoja matka, jak kazdy czlowiek w wolnym
      kraju ma prawo wyrazac swoje zdanie, a wy macie prawo z tym zdaniem sie
      oczywiscie nie zgadzac.
      Zachowanie meza to gowniarstwo, nie wierze, ze takie bylo swietne mal;zenstwo,
      ze wystarczyl czyjs durny tekst i juz koniec.

      Nawiasem mowiac, zastanow sie nad glebokim sensem slow swojej matki, uklad, w
      ktorym zona utrtzymuje meza nie jest ukladem zdrowym, moim zdaniem.
      • epiphany Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 03:21
        kicia031 - co do dwóch pierwszych akapitów, w sumie zgoda.
        Co do trzeciego - co sądzisz w takim razie o układzie, w którym mąż utrzymuje żonę?
        • kali_pso Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 13:52
          epiphany napisała:


          > Co do trzeciego - co sądzisz w takim razie o układzie, w którym
          mąż utrzymuje ż
          > onę?

          Wtedy to sie nazywa "normalna kolej rzeczy"winkP
        • kicia031 Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 13:55
          > Co do trzeciego - co sądzisz w takim razie o układzie, w którym mąż utrzymuje ż
          > onę?

          Tak samo niezdrowy wink)

          Uwazam, ze zwiazkowi nie sluza sytuacje w ktorych wystepuje nierownosc - jesli
          oboje wnosimy podobny wklad w zwiazek, mamy tez podobna motywacje, by go
          podtrzymywac, starac sie o niego... W naszej kulturze mezczyzna, ktory zarabia
          mniej od zony jest postrzegany jako nieudacznik ( nie zgadzam sie z tym, ale
          mnostwo ludzi tak to widzi). Stad mopga brac sie rozne gwaltowne, niewspolmierne
          do problemu reakcje...
          Natomiast, gdy kobeta jest na utrzymaniu meza, czesto oczekuje sie od niej
          zachowan, ktore wlasciwsze sa oplacanej pomocy domowej,niz zyciowej partnerce. I
          choc pracujaca w domu kobieta na ogol wykonuje wiecej zadan niz mezczyzna, to sa
          to prace nieodplatne, w przypadku zakonczenia malzenstwa (niekoniecznie przez
          rozwod - smierc, kalectwo, inne nieszczescia) zostaje bez srodkow do zycia,
          oszczednosci, emerytury. jednym slowem - kanal - za lata ciezkiej a
          niedocenianej pracy.

          Jest jeszcze mnostwo argumentow przemawiajacych za praca zarobkowa kobiet, ale
          przeciez sa ogolnie znane, wiec nie bede ich przytaczac. Da mnie to kwestia
          zyciowego rozsadku.
        • ibulka Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 14:15
          a dlaczego układ, w którym to żona zarabia, jest niezdrowy?
          • kawka74 Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 14:45
            bo zdrowszy jest taki, w którym zarabia mąż ;p
            • ibulka Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 14:51
              kawka74 napisała:

              > bo zdrowszy jest taki, w którym zarabia mąż ;p

              aaaha, no to już wiem, ale dlaczemu? big_grin
              • kawka74 Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 14:57
                Bo kiedy zarabia mąż, a żona dzielnie dzierży klucze od gospodarstwa, ego
                mężowskie pozostaje nienaruszone. Po co rozdrażniać tygrysa? ;p
                • ibulka Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 15:26
                  kawka74 napisała:

                  > Bo kiedy zarabia mąż, a żona dzielnie dzierży klucze od gospodarstwa, ego
                  > mężowskie pozostaje nienaruszone. Po co rozdrażniać tygrysa? ;p

                  aaaahaaaa... big_grin
                  no fakt, lepiej nie ryzykować. ja bym się bała big_grinD
      • qunegunda Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 13:36
        > Maz nuie mial prawa cie zostawic z powodu rozmowy osoby trzeciej,
        na ktorej
        > zachowania ty nie masz wplywu. Zwlaszcza ze osoba to powiedziala
        to nie do
        > niego, tylko jeszcze do kogos innego.

        Otóż to!
        Mama powiedziała coś teściowej, ta przekazała synusiowi swoją
        wersję, a on spakował walizki. Żenada.
        • ibulka Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 14:16
          qunegunda napisała:

          > > Maz nuie mial prawa cie zostawic z powodu rozmowy osoby trzeciej,
          > na ktorej
          > > zachowania ty nie masz wplywu. Zwlaszcza ze osoba to powiedziala
          > to nie do
          > > niego, tylko jeszcze do kogos innego.
          >
          > Otóż to!
          > Mama powiedziała coś teściowej, ta przekazała synusiowi swoją
          > wersję, a on spakował walizki. Żenada.


          a skąd wiesz, że swoją wersję, a nie powtórzyła słowo w słowo to, co usłyszała
          od matki autorki wątku?
          • qunegunda Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 14:32
            ibulka napisała:

            > a skąd wiesz, że swoją wersję, a nie powtórzyła słowo w słowo to,
            co usłyszała
            > od matki autorki wątku?
            >
            jasne, nagrała se na dyktafon ,a potem nauczyła się słowo
            recytować smile

            tak, czy owak pozostaje pytanie: po co powtarzała?
            • ibulka Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 14:35
              qunegunda napisała:

              > ibulka napisała:
              >
              > > a skąd wiesz, że swoją wersję, a nie powtórzyła słowo w słowo to,
              > co usłyszała
              > > od matki autorki wątku?
              > >
              > jasne, nagrała se na dyktafon ,a potem nauczyła się słowo
              > recytować smile
              >
              > tak, czy owak pozostaje pytanie: po co powtarzała?

              bo jej się przykro zrobiło, że inna kobieta obraża jej dziecko?
              • qunegunda Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 15:30
                ibulka napisała:


                >
                > bo jej się przykro zrobiło, że inna kobieta obraża jej dziecko?

                aha, jako że nie chciała być osamotniona w swoim bólu, pobiegła
                podzielić się nowiną z "dzieckiem": Krzysiu, a mama Joasi
                powiedziała, że jesteś głupi big_grinD
                >
                >
                • ibulka Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 16:33
                  qunegunda napisała:

                  > ibulka napisała:
                  >
                  >
                  > >
                  > > bo jej się przykro zrobiło, że inna kobieta obraża jej dziecko?
                  >
                  > aha, jako że nie chciała być osamotniona w swoim bólu, pobiegła
                  > podzielić się nowiną z "dzieckiem": Krzysiu, a mama Joasi
                  > powiedziała, że jesteś głupi big_grinD

                  eh, nie zrozumiemy się, nie będę już tłumaczyć smile
      • kawka74 Re: Nie, nie mial prawa cie zostawic! 01.01.08, 13:44
        Mam niejasne wrażenie, że rozmowa matki z teściami była raczej gwoździem do
        trumny, a nie jednorazowym wybrykiem.
        Swoją drogą podziwiam talent do budowania eufemizmów, naprawdę.
    • g0sik Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 01.01.08, 16:25
      >Maz nuie mial prawa cie zostawic z powodu rozmowy osoby trzeciej,
      >na ktorej zachowania ty nie masz wplywu.

      Miał. Pewnie nie mógł już wytrzymać bierności żony….Nie był to
      zapewne jednorazowy incydent mamusi a ciągłe wpieprzanie się w nie
      swoje sprawy. Coś mi się wydaje, że wizyta u psychologa przydałaby
      się przede wszystkim autorce wątku. Dorosła kobieta która akceptuje
      trójkąt z własną mamusią i nie potrafi się jej skutecznie
      przeciwstawić potrzebuje opieki dobrego specjalisty.
    • qunegunda Hrabino Murzyna 01.01.08, 17:29
      Moja Mam powiedziała mi kiedyś, kiedy nie mogłyśmy się
      porozumieć: "Chciałabym abyś popatrzyła na mnie też jako człowieka,
      a nie tylko Mamę", te słowa okazały się znaczące nie tylko dla
      poprawy naszych kontaktów, ale i mojego rozwoju osobowego.
      Wprawdzie moja Mam nigdy nie zabrała mi kluczy od domu, jednak ja
      nie wyszłam za mężcznę, który zarabia 7,5 zł/godz. Gdybym wydała się
      za tak ubogiego gentlemana to Mam pewnie by tylko westchnęła, ale za
      Tatę nie ręczę wink A serio to nie dziwię się Twojej Mamie, że się o
      Ciebie martwi, wykazuje co prawda zbyt daleko idącą desperację, ale
      to już Twoja w tym głowa aby ją uspokoić, bo Mama jest takż po
      prostu człowiekiem, a nie tylko Twoją Mam, Ty zaś jesteś już dorosła
      ponosicie więc równą odpowiedzialność za jakość waszych kontaktów.
      Twoja teściowa to niestety kretynka, a Mąż sprawia wrażenie
      nieodpowiedzialnego i słabego psychicznie człowieka. Pisząc te słowa
      mam cichę nadzieję, że przynajmniej On zakończył już tę swoją
      żałosną demonstrację z walizkami. Trzymaj się.
    • asia06 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 02.01.08, 16:51
      No cóż, to chyba tak bardzo cię nie kocha, skoro cie zostawił. Matka
      najmądrzej nie robi, ale mąż nie kocha. Należy poszukać wspólnie
      rozwiązania. Powody odejścia męża są na pewno inne. Sytuacja, którą
      opisujesz, jest tylko dobrym pretekstem dla męża.
      • ibulka Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 02.01.08, 17:58
        asia06 napisała:

        > No cóż, to chyba tak bardzo cię nie kocha, skoro cie zostawił. Matka
        > najmądrzej nie robi, ale mąż nie kocha. Należy poszukać wspólnie
        > rozwiązania. Powody odejścia męża są na pewno inne. Sytuacja, którą
        > opisujesz, jest tylko dobrym pretekstem dla męża.

        no, jasne. mąż jej nie kocha, na pewno smile)))
        za to znosi cierpliwie nie wiadomo od jakiego czasu docinki teściowej.

        na jakiej podstawie wywnioskowałaś, że mąż NIE KOCHA?
        bo nie wytrzymał presji? smile
        • asia06 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 02.01.08, 18:45
          Oczywiście, że nie kocha. Nie odchodzi się od żony z powodu
          teściowej. Bierze się za to za robotę, szuka innego miejsca do zycia
          z dala od teściowej, zwija się rodzinkę i żyje w swiętym spokoju.
          Dla mnie facet - dupa, który zadbać o rodzinę nie potrafi i
          wykorzystuje pretekst do odejścia.
          • ibulka Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 02.01.08, 20:15
            asia06 napisała:

            > Oczywiście, że nie kocha. Nie odchodzi się od żony z powodu
            > teściowej. Bierze się za to za robotę, szuka innego miejsca do zycia
            > z dala od teściowej, zwija się rodzinkę i żyje w swiętym spokoju.
            > Dla mnie facet - dupa, który zadbać o rodzinę nie potrafi i
            > wykorzystuje pretekst do odejścia.

            albo ma dosyć i nie potrafi już sobie poradzić z problemem.
            nie znasz całej sytuacji, tylko opisany kawałek, więc bardzo cię proszę - odpuść
            sobie zabawy w proroka i nie decyduj, czy mąż autorki ją kocha, czy też nie smile

            akurat ty możesz na ten temat wiedzieć najmniej.
            • asia06 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 02.01.08, 22:05
              Cóż, wszyscy tutaj niestety prorokują, bo wiedzą tyle, co autorka
              napisała i wyciągają swoje wnioski. Niby dlaczego mam sobie darować
              swoje wnioski, a inni nie.

              Jeśli mąż nie radzi sobie z problemem, to powinien zacząć coś z tym
              robić, ale na pewno nie zostawiać żony, skoro ją kocha. Jak ją
              zostawia, to jej nie kocha po prostu, albo jest nieodpowiedzialnym
              szczeniakiem.
              • g0sik Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 02.01.08, 22:45
                >Jak ją > zostawia, to jej nie kocha po prostu, albo jest
                >nieodpowiedzialnym szczeniakiem.

                Bla, bla bla...A co z siłą uczuć żony? Zamiast stać murem za mężem i
                bronić niezależności własnego małżeństwa, toleruje zachowanie swojej
                matki i pozwala jej na wchrzanianie się we wszystko i pomiatanie
                mężem? Co Twoim zdanie powinien zrobić facet w imię miłości do
                żony – może od czasu do czasu bzyknąć teściową, bo najwyraźniej
                fiksuje? Gdyby mój mąż pozwalał swojej matce na takie wycieczki
                wykopałabym go bez względu na siłę łączącego nas uczucia….

                • asia06 Re: Matka rozbiła moje małżeństwo:( 02.01.08, 23:06
                  >A co z siłą uczuć żony? Zamiast stać murem za mężem i
                  >bronić niezależności własnego małżeństwa, toleruje zachowanie
                  >swojej matki i pozwala jej na wchrzanianie się we wszystko i
                  >pomiatanie mężem?

                  A zgadzam się w zupełności. Ja pisałam, co sądzę o mężu. Nie
                  powiedziałam ani słowa, co sądzę o żonie. Oczywiście, że żona
                  powinna stać za mężem, tylko że żona nie zabroni dzwonić swojej
                  matce do teściowej, bo to już o zachowanie matki chodzi, a nie żony.
                  Żona jak najbardziej powinna być z mężem.


Inne wątki na temat:
Pełna wersja