zazdrosna zona po 17 latach??

09.01.08, 12:15
17-16 lat temu miałam chlopaka. Dobrze nam sie układało ,
rozumielismy sie nawet nawet jak na takie malolaty .Jednak byłam ta
ktorej rodzina nie znosi bo podobno wywyzszałam sie , nie bylam
gospodarna ( co w przelozeniu znaczylo ze nie chcialam piec gofrow z
jego mama przed impreza) Ogolnie nie dla niego. BYlismy z soba do
czasu gdy on trafil do wojska i po pol roku jego siostra na
opowiadala mu jak to uzywam zycia podczas gdy on jest wojsku.W jej
opowiadaniach bylam krolowa dyskotek itd.Ewidentne bzdury.

Rozstalismy sie wtedy bez podania przez niego powodu. Przebolalam to
i zylam .Skonczylam szkole srednia poszlam na studia i on pojawial
sie w moim zyciu co jakis czas .Miedzy innymi 2 lata od rozstania
bo siostra i znajomi wygadali sie ze klamali. NIE CHCIALAM DO NIEGO
WROCIC BO GO NIE KOCHALAM JUZ.
Niepotrafilabym mu ponownie zaufac tym bardziej ze bylam niewinna.
Zalozylam rodzine, kocham mojego meza, zyjemy z dla siebie ale i z
swiadomoscia ze mamy przyjaciol wlasnych, osobnych . On lubi swoja
prace i wedkarstwo, a ja wizyty na silowni z kolezankami, aerobiki
itd.
Z tamtym utrzymywalalam kontat z okazji swiat -zyczenia itd. Nioc
ponad to zadnych spotkan ani nic. W tym roku poprzez portal nasza
klasa zaczelam myslec o moich zagubionych znajomych w tym o nim ,
zadzwonilam do jego siostry , dostalam nr telefonu i zlozylam mu
zyczenia. PO rozmawialismy Ok 10-15minut , mielismy wymienic sie
mailowo zdjeciami ale on nie ma netu wiec mialam mu zalozyc skrzynke
a on okazjonalnie by odbieral i odpisywal.

NIC wiecej.

Dzis dostalam pelnego pretensji smsa od jego zony. Ze mam sie nie
wpie..c, ze osmieszylam sie piszac sms z zyczeniami nowowrocznymi
(wyslany do wszystkich jakich mam w komorce).

Mam mieszane uczucia. PO 1 zlosc na dura babbe bo jakim prawem mnie
w ciaga w swoje shizy?
2. nic od niego nie chcialam przez te wszystkie lata nawet sie nie
umowilam z nim nie zrobilam krokuby go nie wiem poderwac, zabrac jej
NIC a ona zachowuje sie jak pies. Powinna go osikac moze wtedy by
wyrazniej zaznaczyla ze jest jej.
3 CZy kazda spotkana , przewijajaca sie kobieta musi byc postrzegana
jako potencjalny powod zdrady? CZy naprawde zanikaja normalne
relacje ludzkie.?

Pracuje wsrod facetow w 80% gdyby wszystkie ich zony zaczely mnie
nekac to chyba bym sie wsciekla.

Skad w kbietach taka chec posiadania.?No i nie wiem powiedziec mu o
tych smsach zonki?

    • gagunia Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 12:36
      to po kiego grzyba robisz akcje z wyszukiwaniem nr tel, zakladaniem mu skrzynki
      itp. Dla mnie to ewidentne szukanie okazji do kontaktu. Rozumiem przypadkowe
      spotkanie na ulicy, wymiana tel, uprzejmosci z okazji swiat.
      Skoro nie utrzymywaliscie kontaktu tyle lat, tzn, ze nie znasz jego obecnej
      sytuacji rodzinnej. Moze miedzy nimi zle sie uklada, moze jego zona ma mu cos do
      zarzucenia, moze ja kiedys zdradzil ....
      Na Twoim miejscu po prostu nie szukalabym kontaktu z facetem i tyle.
      • driadea Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 12:39
        Daj mu spokój.
    • pasikonikwro Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 12:55
      ja rozumiem ta kobiete.na jej miejscu wytargalabym za klaki kazda ktora by
      robila takie numery!
      • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:16
        pasikonikwro napisała:

        > ja rozumiem ta kobiete.na jej miejscu wytargalabym za klaki kazda ktora by
        robila takie numery!

        Proszę o informację zwrotną: chciałaś powiedzieć, że wytargałabyś za kłaki (???)
        każdą panią, która wysyła życzenia świąteczne do twojego męża?

        Z jednej strony autorka wątku owszem, sama dąży do nawiązania kontaktu. To
        niezaprzeczalne. W jakim celu - nie wiemy, możemy się domyślać, spekulować, ale
        być może nie chodzi o romans, może chodzi o zwykłe odnowienie znajomości na
        zasadach koleżeństwa.

        Z drugiej strony, z postu tytułowego wnioskuję, że akcja żony była w związku z
        wysłaniem życzeń świątecznych z automatu? No ludzie kochani big_grinDD

        Wniosek nasuwa się taki: żona pana eksa nie jest pewna swojego męża, nie ufa mu
        - i w dodatku wydaje się być niezrównoważona emocjonalnie, ponieważ zaczyna od
        doopy strony, czyli od naskoczenia na rzekomą rywalkę, zamiast od
        zasygnalizowania mężowi, że boi się o przyszłość związku na okoliczność
        odnowienia tej znajomości. Takie jest moje zdanie. Amen.
        • kate0012 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:24

          > Wniosek nasuwa się taki: żona pana eksa nie jest pewna swojego
          męża, nie ufa mu
          > - i w dodatku wydaje się być niezrównoważona emocjonalnie,
          ponieważ zaczyna od
          > doopy strony, czyli od naskoczenia na rzekomą rywalkę, zamiast od
          > zasygnalizowania mężowi, że boi się o przyszłość związku na
          okoliczność
          > odnowienia tej znajomości. Takie jest moje zdanie. Amen.
          >
          a może po prostu chucha na zimne ,bo raz się sparzyła?
          • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:27

            > a może po prostu chucha na zimne ,bo raz się sparzyła?

            To niech chucha w kierunku męża smile i zasygnalizuje mu, że czuje się zagrożona.
            Kolejny wątek o zawodzeniu normalnych form komunikacji?? smile))
            • kate0012 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:28
              a skąd wiesz,że tego nie robiła?
            • kate0012 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:33
              zresztą znamy tylko wersję jednej strony.A zawsze należy wysłuchać
              dwóch stron zanim zacznie się oceniać którąś z nich.
        • ja_inaczej Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:31
          > Z jednej strony autorka wątku owszem, sama dąży do nawiązania
          kontaktu. To
          > niezaprzeczalne. W jakim celu - nie wiemy, możemy się domyślać,
          spekulować, ale
          > być może nie chodzi o romans, może chodzi o zwykłe odnowienie
          znajomości na
          > zasadach koleżeństwa.

          Kontakt z nim uzyskalam na jednym z spotkan kolezenskich gdzie byla
          tez jego siostra.

          Nie chodzilo o zaden romans. Az tak zdesperowana nie jest bez
          przesady z tymi uwlaczeniami. Zwykle jak to nazwalas odnowienie
          kolezenskiej znajomosci. NIC WIECEJ. Kocham mojego meza mamy 3
          dzieci i to jest wystarczajacy powod by nie junakowac.

          MOja firma zaklada fille w miejscowosci w ktorej mieszka wiec chcac
          nie chcac bede ich mijac.No bez przesady .

          A co dziwne reakcja zony na sms wyslany z automatu (nawet biuro
          numerow dostalo a co) nastapila po 10 dniah. rozumiem emocje na
          szybko ale po 10 dniach?.
          Przez te dni od sylwestrowego wieczoru nie napisalam zadnego
          smsu .Przedtem 1 ze jestem w Lodzi i nie moge zalozyc skrzynki w tej
          chwili.Zas sama skrzynka a raczej jej zalozenie to odpowiedz na chce
          jego odwiedzin. Nie mialam nie mam na nie ochoty wiec podsunelam
          takie rozwiazanie jeszcze nie wypelnione.

          Wypowiedzi kolezanek nie komentuje . Nie dostaje spazmow gdy maz po
          pracy podwozi do domu kolezanke ktorej sie popsul samochod, Tak jak
          maz nie robi mi foch gdy po siatkowce ide na kawe z WSZYSTKIMI.

          • syriana Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:36
            no ale to nie była przecież "koleżeńska" znajomość
            łączyło Was coś więcej i takie przypomnienie sobie po latach o człowieku, może
            rodzić podejrzenia
          • ja_inaczej Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:36
            > Kontakt z nim uzyskalam na jednym z spotkan kolezenskich gdzie
            byla
            > tez jego siostra.

            ODrazu wyjasniam dla jasnosci sytuacji ze przedtem dzwonilam do Igi
            by zapytala sie go czy moze mi ten numer przekazac. Spotykamy sie z
            laskami systematycznie co 2-3 tygodnie.
        • pasikonikwro Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:59
          wytargalabym kazda ktora by mojemu konta zakladalasmile
    • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:03
      Duzo wysiłku włozyłas w odnowienie kontaktówsmile
    • fedex2 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:08
      popieram...tyle wysiłku o nic "nie znaczącego" byłego faceta, o
      kontakt z nim, bo wysłanie życzeń to jakby nie było jakaś forma
      kontaktu, choćby przypomnienia się. I po co ?????????????????????
      szczerze ... samej sobie odpowiedz



      pozdrawiam...
    • kate0012 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:21
      ciekawe czy z punktu widzenia jego żony systuacja wygląda
      identycznie?może nie.A może miała już doświadczenie z
      takimi "serdecznymi"koleżankami męża,które też najpierw składały
      tylko życzenia...?Musiała mieć jakiś podwód do takiej reakcji-moim
      zdaniem
    • syriana Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:23
      nie rozumiem zupełnie tej mody na utrzymywanie jakiś absolutnie powierzchownych
      (jak wynika z opisu) kontaktów z byłymi

      jaki one mają cel?
      wysłanie raz do roku życzeń na święta?
      jakaś emocjonalna masturbacja i dopieszczanie się myślami: "och, jakież to ja
      miałam/miałem cudowne, pełne romansów życie"?

      skoro zadajesz sobie trud dzwoniąc po jego rodzinie żeby się o telefon
      dowiedzieć, to dla mnie też jakiś motyw podejrzany krył by się za tym

      zostaw faceta w spokoju, kobieta zareagowała silnie, ale być może jakieś przykre
      doświadczenia miała w tym temacie
    • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:40
      Czemu nie dasz sobie spokoju?Po co tobie taka znajomość?
    • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:42
      Żona ma przykre doświadczenia albo potężne kompleksy. Dostaję i
      wysyłam świąteczne sms-y do panów z ktorymi coś mnie łączyło, do
      żonatych również. Sympatyczne to jest ale bez cienia chęci bliższego
      odświeżania znajomości. Czasem - średnio raz na pół roku albo
      rzadziej - umówię się na kawę. Czy żony/dziewczyny są zazdrosne? Nie
      wiem i wali mnie to.
      • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:56
        > Nie wiem i wali mnie to.

        Tak najprościej. Czasami odrobina empatii jest wskazana. Różnie to w życiu bywa.
        Może facet zdradza/ał żonę i stąd taki a nie inny odzew.
        • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 13:58
          kropkacom napisała:

          > > Nie wiem i wali mnie to.
          >
          > Tak najprościej. Czasami odrobina empatii jest wskazana. Różnie to w życiu bywa
          > .
          > Może facet zdradza/ał żonę i stąd taki a nie inny odzew.

          Kropkacom, ale co mnie obchodzi, że facet kiedyś zdradzał żonę i ona ma złe
          doświadczenia?
          Dlaczego ja na okoliczność tego, ze mój znajomy się z kimś tam kiedyś zabawiał,
          mam rezygnować ze znajomości z nim? Moja wina, że się zabawiał i że żona
          straciła zaufanie?

          Podobnie jak Triss - nie wiem i wali mi to. Mam gdzieś solidarność jajników tongue_out
          • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:04
            Jak już mówiłam czasami odrobina empatii nie zaszkodzi. Oczywiście można być
            skończonym egoistą. Każdy ma wybór. Wolna wola. Tylko po co potem piszecie
            zdziwieni czyjąś reakcją?
            • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:06
              kropkacom napisała:

              > Jak już mówiłam czasami odrobina empatii nie zaszkodzi. Oczywiście można być
              skończonym egoistą. Każdy ma wybór. Wolna wola. Tylko po co potem piszecie
              zdziwieni czyjąś reakcją?

              Rozumiem, że żona tego pana może być egoistką, a ja nie? smile
              Moralność Kalego wink
              • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:07
                A co? Tylko Ty chcesz być egoistką?
            • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:07
              Nie rozumiesz, że przy luźnym i sporadycznym kontakcie niekoniecznie
              jest się wprowadzonym w cudze życie osobiste? Stąd można NIE
              WIEDZIEĆ, że ten akurat pan tę żonę zdradzał czy robił jej gorzej w
              inny sposób.
              Osobiście jestem egoistką i unikam sytuacji powodujących dyskomfort,
              wczuwanie się w ewentualne schizy i uprzedzenia obcej kobiety jest
              zbyt męczące.
              • kate0012 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:11
                Osobiście jestem egoistką i unikam sytuacji powodujących
                dyskomfort,
                > wczuwanie się w ewentualne schizy i uprzedzenia obcej kobiety jest
                > zbyt męczące.
                Taka jesteś przebojowa i pewna siebie?tylko pogratulować tupetu
                • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:13
                  To nie tupet tylko praktyczne, życiowe podejście. Oszczędza cenną
                  energię.
        • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:02
          Nie muszę o tym wiedzieć. Autorka postu również nie musi. Nie ma
          obowiązku uzyskania wstępnej informacji o braku problemów
          małżeńskich przed wysłaniem świątecznego sms-a.
          Sms-y wysyłam neutralne, jeśli jest jakieś spotkanie to również
          neutralne, w kawiarni a nie w domu. Sugestia jakobym chciała być
          bliżej z panem, z którym miałam romans np. 10 lat temu jest wręcz
          komiczna.
          • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:06
            triss, idąc tropem tego co napisałaś ja tez nie muszę wiedzieć jakie masz
            intencje. Kropka.
            • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:12
              Oczywiście. Niemniej agresywna reakcja i bluzgi po otrzymaniu sms-a
              z życzeniami z automatu wydaje się z perspektywy życzącej nieco
              przesadzona, prawda?
              Wiesz, mój pierwszy mąż był zazdrosny - potrafił go zdenerwować
              nawet telefon z info o materiałach od mojego promotora staruszka,
              nie mówiąc o znajomych, kolegach z uczelni, z pracy etc. Jakiś czas
              tłumaczyłam, rozmawiałam itd. a potem uzyskał piękne rogi. Sam sie
              prosił.
    • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:11
      Jakas dawna znajoma zawsze może wysłac zyczenia panu,ma prawo,nic ja nie obchodzi ich sytacja,ale jak obecna żona da jasno do zrozumienia,ze nie zyczy sobie to zaraz ma schizysmile
      • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:15
        Nie życzy sobie życzeń. Pięknie. Rozumiem gdyby nie życzyła sobie
        wirtualnych/realnych czułości, flirtu, spotkań nieneutralnych ale
        życzeń?!
        • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:23
          Ale moze sobie nie zyczyć?Moze.Może wysłac informację o tym?Może.
          • croyance Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 19:29
            Pal licho zyczenia, ale zakladanie komus konta? No wez przestan,
            gdybys sie dowiedziala, ze Twoj facet ma jakas skrzynke wspolna z
            kolezanka, ona mu zalozyla, zeby sie zdjeciami wymieniac.

            Ja tez nie jestem fanka kontaktow z bylymi i ani ja, ani moj facet
            takich nie utrzymujemy. A gdy sie jakis byly/byla odezwie, nie
            odpisujemy.
      • kotbehemot6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:16
        heh bo ma schizy.Wysłac żyzczenia -gest miły. Robic obcej osobie "za bezdurno"
        awanturę-schiza... i tego nic nie zmieni-wiem po sobiesmile))))))
    • kotbehemot6 z drugiej strony 09.01.08, 14:13
      Otóz, nie dalej jak w zeszłym tygodniu zrobiłam kosmiczne awanturę mężowi za
      to,ze koresponduje z dawną szkolną miłością-o której wiedziałam....cóz , po
      chwili przyszło otzreźwienie i stwierdziłam,ze jestem zdrowo powalona-męża
      przeprosiłam. Obecna żona twojej dawnej sympatii tez jest poiwalona-pewnie jest
      przed okresem, jak i ja tydzień temu byłam...innych mozliwości nie biore pod
      uwagę, bo moga być jeszcze bardziej niedorzeczne.
      • triss_merigold6 Widzę zarys frakcji zeschizowanych i wyluzowanych 09.01.08, 14:20
        W takich wątkach pięknie rysują się frakcje zeschizowanych i
        bardziej wyluzowanych.D
        Dostaję życzenia od niektórych eksów. Ba! z eksem jeszcze mężem
        daliśmy sobie drobiazgi pod choinkę. Mój aktualny w sylwestra dostał
        życzenia od swojej eks - brew mi nie drgnęła i nie wypytywałam po
        gwint laska do niego pisze.wink
        • lady.godivia Re: Widzę zarys frakcji zeschizowanych i wyluzowa 09.01.08, 14:24
          triss a jaby sie okazało że nastepny sms to prośba o pomoc w jakieś całkiem
          błahej sprawie
          prosba z która moznaby się zwrócic do 10 innych osób a nie akurat do Twojego
          facetasmilesmile
          • triss_merigold6 Re: Widzę zarys frakcji zeschizowanych i wyluzowa 09.01.08, 14:29
            To co? Dorośli jesteśmy, obydwoje przeszłość mamy bujną, jak
            przestanie grać to się rozstaniemy i tyle a pilnować czy wypytywać
            nie będę. Wiek i liczba doświadczeń leczą z zazdrości.
            • lady.godivia Re: Widzę zarys frakcji zeschizowanych i wyluzowa 09.01.08, 14:38
              to nie chodzi o zazdrość czy pilnowanie,
              ale nie wkurzałoby Cie to?
        • gryzelda71 Re: Widzę zarys frakcji zeschizowanych i wyluzowa 09.01.08, 14:26
          Triss,ale to,ze u ciebie jest tak nie znaczy,ze u kazdego tak być powinno.
          Skoro sama pisałaś,ze wali cię co jakaś zona mysli o zyczeniach,ja napisałm,ze zonę moze walić co ty sądzisz na jej reakcje i juz.
        • kotbehemot6 Re: Widzę zarys frakcji zeschizowanych i wyluzowa 09.01.08, 14:26
          U mnie dały sie weznaki hormony, i musiałam przpeprazsac ..a moje zqachowanie
          było o tyle głupio-perfidne,ze sama koresponduje z facetami a mój mąz nic na
          to...oj nie popisałam sie i w związku z tym koleżanki forumowiczki przed
          podobnymi zachowaniami ostrzegam...bo głupie sa i tyle.
    • lubie.garfielda Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:20
      Zastanów się nad jedną sprawą:
      jego rodzina swego czasu nieźle cię obgadała przed nim. Część z tego
      pewnie dotarło do uszów szanownej małżonki.
      Wyobraź sobie teraz jej pogląd na sytuacje: do męża odezwała się
      najwieksza kur... w okolicy (bo pewnie tak cie opisywali) wiec nic
      dziwnego że bidulka sie przestraszyła.
      Albo odwrotnie: w oczach rodziny żadna kobieta nie jest dość dobra
      dla tego męskiego ideału jakim jest twój eks, więc żona się
      nasłuchała o świetnej byłej dziewczynie która wzgardziła nim ale
      teraz zrozumiała swój błąd i chce go naprawić.

      Tak czy inaczej ja jestem pewna, że za schizy żony możesz dziękować
      jego rodzinie.
      • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:22
        No chyba wszyscy zainteresowani mają obecnie 30+ lat? Wypadałoby
        dorosnąć.
      • ja_inaczej Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:29
        O rany.
        Nigdy nie bylam najwieksza kur w okolicy . Malo tego nasze okolice
        nie sa zblizone nawet bo dzieli nas ok 45km. To co wtedy siostra mu
        na gadała wydało sie i on wiec ,ze ona klamala , podobnie jak
        siostra ma swiadomosc ze jestem jej wdzieczna bo pomimo ze wtedy
        plakalam to teraz jestem szczesliwa zona i matka. I po latach moge
        stwierdzic ze ona miala w tym swoj udzial.

        Nie mam opini kur..bez takich epitetow.

        Nie sadze ze rodzina jego meza pracuje na jej brak zaufania do
        malzonka.

        Tylko co zrobic gdy on zadzwoni i zapyta czy mu przetlumacze papiery.
        Z jednej strony ole schizy zonki nie ja jestem jej problemem tylko
        mezus. A z drugiej nie zamierzam tolerowac takich smsow.

        A napewno nie odpowiem na nie.
        • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:35
          > Tylko co zrobic gdy on zadzwoni i zapyta czy mu przetlumacze papiery.
          > Z jednej strony ole schizy zonki nie ja jestem jej problemem tylko
          > mezus.

          Czyli bierzesz po uwagę że będziecie się widywać? Troche mnie śmieszy ta Twoja
          niewinność smile)
        • lady.godivia Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:36
          a ktos inny nie może mu tych papierow przetlumaczyc?
          to musisz byc Ty?
          skoro tyle lat radził sobie bez Ciebie to teraz tez sobie powinien poradzicsmilesmile
        • lubie.garfielda Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:38
          > bez takich epitetow

          Zastanawiałam się po prostu co rodzina musiała mu nagadać, żeby
          facet zrezygnował ze związku z fajną dziewczyną.
          Pozatym pewnie to gdzieś tkwi w nim przeświadczenie, że mimo
          wszystko nie wyssali tych bzdur na twój temat z palca. Najtrudniej
          odzyskać dobre imie (nawet jeśli zostało zszargane przez bzdurne
          plotki)
          • ja_inaczej Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 15:15
            Wyssali i on o tym dowiedzial sie. MAlo tego pozniej przyjezdzal i
            kajal sie i chcial wrocic. Dla mnie za pozno. Zdecydowanie.
            Mialam wtedy ok 17-18 lat. W moich czasach dziewczyny szanowaly
            sie . Malo tego mialam zdecydowanie rygorystycznych rodzicow i nie
            moglam chodzic nawet na dyskoteki. Mialam wtedy bardziej ksiazki w
            glowie niz dyskoteki.

    • milenium5 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:26
      Ja-inaczej - moim zdaniem oszukujesz samą siebie. Tyle starań o
      zdobycie kontaktu, zakładanie skrzynek (!), bo biedaczek nie ma,
      abyś mogła czasem do niego napisać, telefony do siostry... Za dużo
      zachodu jak na faceta na którym Ci kompletnie nie zależy.Zachowanie
      żony może mieć jeszcze jedno wyjaśnienie: facet tego kontaku nie
      chciał, ale dupa wołowa z niego i nie umiał Ci powiedzieć wprost.
      Wymyślił, że nie ma skrzynki, to Ty, że mu założysz... Poczuł się
      fajnie, że dawna panna tak się o niego stara i opowiadział żonie. W
      stylu "taka nachalna, nie wiem co robić..." W domyśle "zobacz jaki
      jestem atrkaycjny, laski na mnie lecą..." I żona sobie zadzowniła...
      Nie wiem, ale jakoś trudno mi uwierzyć w faceta, któy nie ma
      skrzynki e-mailowej i żonę, która dla rozrywki czyta życzenia
      świąteczne w jego komórce i docieka od kogo są....
      • ja_inaczej Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:37
        Telefon do siostry byl po to by zapytala sie ZAINTERESOWANEGO BADZ
        NIE czy moze mi go przekazac. Spotykamy sie co jakis czas w
        szerszym gronie wiedzialam ze ona tam bedzie wiec poprosilam o
        zalatwienie tego przed.Brałam pod uwage ze zona zazdrosna ,ze moze
        poprostu nie chciec wiec sadzilam ze uczciwiej bedzie jak ona sie
        jego zapyta.

        No coz mi tez ciezko uwierzyc ze nie wszyscy korzystaja z netu ale
        sa tacy .Sa osoby ktore nie maja nawet netu w domu (chlopcy od
        sasiada z naprzeciwka)powaznie wiem ze nie maja bo sa bardziej
        prymitywni i dotychczas ich to nie necilo totalnie.


        ZOna odezwala sie po 10 dniach. i to smsami

        czytaj z zrozumieniem .
        • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:42
          > No coz mi tez ciezko uwierzyc ze nie wszyscy korzystaja z netu ale
          > sa tacy .Sa osoby ktore nie maja nawet netu w domu (chlopcy od
          > sasiada z naprzeciwka)powaznie wiem ze nie maja bo sa bardziej
          > prymitywni i dotychczas ich to nie necilo totalnie.

          Skąd Ty jesteś? Z Marsa? Co w tym dziwnego że ktoś internetu nie ma? Zwłaszcza w
          Polsce?
        • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:45
          ja_inaczej napisała:
          > No coz mi tez ciezko uwierzyc ze nie wszyscy korzystaja z netu ale
          > sa tacy .Sa osoby ktore nie maja nawet netu w domu (chlopcy od
          > sasiada z naprzeciwka)powaznie wiem ze nie maja bo sa bardziej
          > prymitywni i dotychczas ich to nie necilo totalnie.

          A ten twój był to tez prymitywny,ze go net nie nęcismile))
    • brak.polskich.liter Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:28
      Ja bym olala cieplym moczem. Paranoiczne jazdy malzonki Twojego znajomego to jej
      (i jego) problem, a nie Twoj.
      Z Twojej perspektywy to, czy malzonka tego pana ma powody do zazdrosci (zdrada,
      etc), czy tez nie, jest nieistotne.

    • milenium5 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 14:48
      Nie mieć Internetu, a nie mieć skrzynki e-mailowej na darmowym
      serwerze, to różnica. Proponować facetowi na którym Ci kompletnie
      nie zależy, że mu się taką skrzynkę założy, aby móc do niego pisać,
      jest delikatynie mówiąc nietypowym zachowaniem. Czytam ze
      zrozumieniem. Żona odezwała się nie po sms świątecznym, ale 10 dni
      później. w tak zwanym między czasie był jeszcze sms od Ciebie do
      Pana w stylu "nie mogę Ci na razie skrzynki założyć, bo jestem w
      Łodzi", czy coś w tym stylu. Nie najeżaj się smile. Spokojnie się
      zastanów dlaczego aż tak bardzo zależy Ci na kontakcie z tym
      facetem? Do czego to Ci jest potrzebne?
      • ja_inaczej Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 15:09
        A gdzie ja napisalam ze chce do niego pisac. ?

        Za to napisalam ze mialam mu to skrzynke zalozyc jako ze nie
        chcialam by do mnie przyjezdzal .A proponowal to. Powiedzialam ze
        wyjezdzamy wiec spotkanie nawet jesli to trzeba odsunac w czasie bo
        NR spedzamy w gorach a przedtem mam sluzbowy wyjazd. Mialam mu
        wyslac zdjecia w tym jego z wojska mam ich tutaj z 20 bo zostawil .
        A ostatnio robilismy z tz ksiazke i on mi podsunal pomysl ze moze mu
        je podeslac?

        Czy mi zalezy?Nie sadze ale napewno reakcja zony odniosla u mnie
        skutek odwrotny od zamierzonego.

        I chyba go poinformuje o jej wyczynach i podam to jako powod
        zerwania znajomosci.

        Opini nie starcilam . Bo nie bylo powodu , a czy to bylo wyssane z
        palca czy nie to chyba wiem najlepiej prawda?
        • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 15:48
          koniecznie powiedz,może zrobi awanturę żoniesmile
        • jowita771 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:04
          koniecznie go poinformujsmile
          moim zdaniem po Twojej reakcji widać, że nie w smak Ci, że facet o Tobie
          zapomniał i ma rodzinę. nie twierdzę, że chciałabyś z nim być, ale myślę, że
          chciałabyś, żeby on chciał. nie możesz po prostu machnąć ręką i zostawić go w
          spokoju?
          nie uważam, że żona dobrze się zachowała. myślę jednak, że same życzenia
          świąteczne tego nie spoowodowały. Ty wkładasz bardzo dużo wysiłku, aby mieć
          kontakt z tym panem, zabieganie o telefon, zakładanie skrzynki, po co sie
          uganiasz za żonatym facetem?
          • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:14
            jowita771 napisał:

            > Ty wkładasz bardzo dużo wysiłku, aby mieć kontakt z tym panem, zabieganie o telefon, zakładanie skrzynki,

            Rany bossskie, no wykończy się dziewczyna, przemęczy się i padnie w końcu z tego wysiłku. Pięć kliknięć i jedno zapytanie o telefon. Normalnie gorzej niż praca w kamieniołomach.

            > po co sie uganiasz za żonatym facetem?

            Jowita, rozumiem, że twoi koledzy to sami kawalerowie, rozwodnicy i wdowcy? wink))
            • jowita771 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 11:44
              mam też żonatych kolegów, wyobraź sobie. jednak nie zabiegam o kontakt z nimi za
              wszelką cenę.
              z reakcji żony pana można wywnioskować, że przez kontakt z autorką tamto
              małżeństwo ma problem. no, ale ona musi przecież coś zrobić, najlepiej
              powiedzieć mu, niech wsiądzie na żonę. a może wyniknie z tego jakiś kryzys w ich
              związku i będzie fajnie.
              moim zdaniem nie warto się bawić w tę znajomość, ale autorka chyba chciałby
              pokazać żonie pana, że jest dla niego ważna i niech sobie taka żona nie podskakuje.
              • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 11:47
                jowita771 napisał:


                > z reakcji żony pana można wywnioskować, że przez kontakt z autorką tamto
                małżeństwo ma problem. no, ale ona musi przecież coś zrobić, najlepiej
                powiedzieć mu, niech wsiądzie na żonę. a może wyniknie z tego jakiś kryzys w ich
                związku i będzie fajnie.

                Z reakcji żony wynika, że w związku i tak nie jest zbyt różowo tongue_out, a kontakt z
                autorką to ewentualnie kolejny gwóźdź do trumny tongue_out
                Myślę, że nieco przesadzasz.

                > moim zdaniem nie warto się bawić w tę znajomość, ale autorka chyba chciałby
                pokazać żonie pana, że jest dla niego ważna i niech sobie taka żona nie podskakuje.

                IMHO autorka wątku nic nie chce pokazywać żonie tego pana, po co? Jedynie na
                forum wyraża swoją opinię, iż reakcja żony była histeryczna i przesadzona z lekka wink
                • jowita771 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 11:58
                  mama_kotula napisała:
                  > Z reakcji żony wynika, że w związku i tak nie jest zbyt różowo tongue_out, a kontakt z
                  > autorką to ewentualnie kolejny gwóźdź do trumny tongue_out

                  a ten gwóźdź autorka musi koniecznie wbić.

                  > IMHO autorka wątku nic nie chce pokazywać żonie tego pana, po co? Jedynie na
                  > forum wyraża swoją opinię, iż reakcja żony była histeryczna i przesadzona z lek
                  > ka wink

                  autorka ma ochotę powiedzieć panu o wyczynie żony. po co?
                  • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:06
                    jowita771 napisał:

                    > mama_kotula napisała:
                    > > Z reakcji żony wynika, że w związku i tak nie jest zbyt różowo tongue_out, a kont
                    > akt z
                    > > autorką to ewentualnie kolejny gwóźdź do trumny tongue_out
                    >
                    > a ten gwóźdź autorka musi koniecznie wbić.

                    A ekskjuzmi, co autorkę obchodzi, ile gwoździ jest w tej trumnie?
                    Szlachetna dla zasady, dla obcej praktycznie osoby ma być? No, to by była piękna postawa, piękna i taka altruistyczna. Tylko że sęk w tym, że człowiek z natury altruistyczny nie jest wink
                    A nawet jeśli jest, to i tak możemy mówić jedynie o zjawisku altruizmu odwzajemnionego - czyli chęci bycia altruistycznym w wyniku spodziewania się jakiejś korzyści (niekoniecznie materialnej, niekoniecznie od razu). A altruizm odwzajemniony to nic innego, tylko nieco mniej czysty egoizm big_grin


                    > autorka ma ochotę powiedzieć panu o wyczynie żony. po co?
                    Nie zauważyłam, aby gdzieś "miała ochotę". Pyta, czy powiedzieć, czy nie. Ja osobiście bym nie powiedziała, choć to też pewnie zależy od tego, w jakich stosunkach byłabym z tym państwem. Jeśli jego żona byłaby moją znajomą, osobą, którą nieco znam, to pewnie rzuciłabym żartobliwym tonem tekstem w stylu "uspokój Zośkę, że z mojej strony nic waszemu małżeństwu nie zagraża, bo chyba się denerwuje smile))".
                    Jeśli to obca osoba, to pewnie bym nie powiedziała. Dopóki byłyby to tylko smsy. Natomiast jeśli ta pani w jakikolwiek sposób zaczęłaby naruszać publicznie moje dobre imię, to pewnie już bym coś zaczęła w tym kierunku robić - niekoniecznie kablować do męża, prędzej wolałabym to z nią wyjaśnić.
                    • jowita771 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:16
                      co do altruizmu się z Tobą kompletnie nie zgadzam, ale nie będziemy się o to
                      spierać, bo żadna drugiej raczej nie przekona.

                      a co do autorki i tego, czy ma ochotę powiedzieć, czy tylko pyta, to ja myślę,
                      że raczej to pierwsze. co chce osiągnąć?

                      a_inaczej napisała:

                      > I chyba go poinformuje o jej wyczynach i podam to jako powod
                      > zerwania znajomosci.
                      • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:32
                        jowita771 napisał:

                        > co do altruizmu się z Tobą kompletnie nie zgadzam, ale nie będziemy się o to spierać, bo żadna drugiej raczej nie przekona.

                        Odnośnie do kwestii altriuzmu odwzajemnionego, parę słów:

                        "Coś takiego jak całkowita bezinteresowność nie istnieje. Dlaczego? Ano dlatego, że wszystko co robimy ma jakiś cel. Nie chodzi tu koniecznie o jakieś dobra materialne. Pomagamy innym, gdyż czujemy potrzebę niesienia pomocy, obdarowujemy innych gdyż cieszy nas radość obdarowanych, dążymy do osiągnięcia sukcesów nie dla nich samych ale dla podziwu wynikającego z ich osiągnięcia. Tak więc uważam, że mimo iż czasami na pierwszy rzut oka nie widać korzyści płynących z jakiegoś działania, to po dłuższych rozważaniach można do nich dojść, tak więc ciężko mówić o bezinteresowności."

                        "Jako kilkuletni wolontariusz powinnam odpowiedzieć, że jest coś takiego jako czyn bezinteresowny, ale z perspektywy czasu sądzę, że czegoś takiego nie ma. Nie mówię o świadomym oczekiwaniu czegoś w zamian, czegoś materialnego itp, chociaż dziękuję dobrze usłyszeć.
                        Mogę mówić o sobie, mnie do pracy mobilizowały efekty, gdy widziałam że to co robie ma sens, gdy widziałam że jestem oczekiwana i gdy usłyszałam dziękuję za to że jestem. W moim rozumieniu jest to jakaś forma interesowności, oczekujemy chociaż poczucia, że to ma sens.."

                        "Istnieją wyłącznie czyny pozornie bezinteresowne. Zawsze oczekuje się czegoś w zamian - wspomniane "dziękuję", czy choćby uśmiech na twarzy osoby, której się pomogło "bezinteresownie" - wszystko to służy zaspokojeniu własnej hmmm...egoistycznej? potrzeby "bycia potrzebnym", potrzeby akceptacji, czyli działanie tak zupełnie bezinteresowne nie jest, ponieważ dążymy - nawet podświadomie - do jakiegoś skutku, który jest zgodny z naszym indywidualnym interesem.
                        Działając bezinteresownie dokonuje się myślowego uproszczenia "dajesz = otrzymujesz" - oczywiście otrzymuje się różne rzeczy, niekoniecznie materialne, ale otrzymuje się ZAWSZE... i równie często się rozczarowuje pozornym bezsensem swojego działania wink"

                        "Każdy PODMIOT GRA Z OTOCZENIEM. I dokonując takich a nie innych wyborów zwiększa bądź zmniejsza swoje zasoby.
                        (...) uwarunkowania według których postępujemy nie są takie oczywiste jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać - chociażby kwestia czynu bezinteresownego, tak skwapliwie ogołoconego z miłych i wygodnych czasem dla nas złudzeń - ale czy to źle w ostateczności, że coś za coś? Może tak jest zbudowany ten świat (...)"



                        Gwoli szczerości, dodam, że to są cytaty z mojego forum uczelnianego, gdzie omawialiśmy kwestię altruizmu.
                        • jowita771 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:55
                          cytaty te dowodzą, że cztery czy pięć osób z Twojej uczelni myśli tak, a nie
                          inaczej.
                          mnie się te wypowiedzi podobają, być może te osoby mają rację, bo człowiek
                          jednak wiekszość jeśli nie wszystko w życiu robi PO COŚ.
                          jednak nawet jeżeli całkowita bezinteresowność nie istnieje, to widzę różnicę
                          między korzyścią w postaci odpisu od podatku, kiedy coś komuś podaruję, a
                          radością z powodu zrobienia przyjemności osobie obdarowanej.
                          co więcej, myslę, że jeśli całkowita bezinteresowność nie istnieje, to nikt jej
                          od założycielki wątku nie będzie wymagał, ale mogłaby zrezygnować ze znajomości
                          z mężem zazdrosnej zony, mając za korzyść jedynie satysfakcję, że nie
                          przyczyniła się do kryzysu w czyimś związku.
                          • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 13:00
                            jowita771 napisał:
                            > ale mogłaby zrezygnować ze znajomości z mężem zazdrosnej zony, mając za korzyść jedynie satysfakcję, że nie przyczyniła się do kryzysu w czyimś związku.

                            A co w sytuacji, kiedy taka satysfakcja jednak jej nie uskrzydla i szczerze mówiąc, ma to gdzieś? Chodzi mi o to, co w sytuacji, kiedy uzna, że korzyści wynikające z takiej znajomości znacznie przewyższają ową satysfakcję?
                            Człowiek podświadomie dąży do maksimum zadowolenia i korzyści. Choćby świadomie deklarował zupełnie coś innego smile
                            • jowita771 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 13:16
                              > Człowiek podświadomie dąży do maksimum zadowolenia i korzyści. Choćby świadomie
                              > deklarował zupełnie coś innego smile

                              tylko różnym ludziom róŻne rzeczy dają maksimum zadowolenia i korzyści.
                            • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 13:19
                              Osobiście nie czuję się odpowiedzialna za cudze paranoje i gdyby mi
                              odpowiadało to kontynuowałabym znajomość. Gdyby mi nie odpowiadało -
                              nie kontynuowałabym. Proste, jasne, klarowne.
                              • mamaadama4 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 13:23
                                Triss, ale człowiek nie żyje w próżni i wypadałoby jednak
                                uwzględniać innych ludzi tym bardziej jeżeli wpada się w ich zycie
                                bez "dzień dobry".
                                • triss_merigold6 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 13:30
                                  Przymus bycia lubianą, akceptowaną i uważaną za fajną przez
                                  wszystkich minął mi gdzieś w okolicach siedemnastego roku życia.
                                  Jeśli z żoną/partnerką znajomego mam zero koma zero kontaktu to cóż
                                  mnie obchodzi co może myśleć? Nie odgrzebuję starych kontaktów, bo
                                  mi się nie chce zwyczajnie ale te, które mam jakoś podtrzymuję -
                                  chociażby owymi światecznymi życzeniami.
                              • jowita771 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 13:32
                                ja też nie czuję się odpowiedzialna za cudze paranoje, jednak w takim wypadku
                                wzięłabym drugą osobę pod uwagę.
                                dla mnie byłby to dawny znajomy, sympatia i kwestia, czy pogadać z nim od czasu
                                do czasu o pierdołach, czy nie. dla jego żony to problem większy, być może
                                strach, że rodzina się rozleci. nie wiem, czy paranoja, wiem natomiast, że przez
                                takie znajomości czasem się czyjeś małżeństwo rozlatuje. dlatego zrezygnowałabym
                                z tej kawy i pogaduszek z panem.
                                nie bezinteresownie, bo podobno całkowita bezinteresowność nie istniejesmile
                                zrezygnowałabym i miałabym nadzieję, że jeśli kiedyś znajdę sie po drugiej
                                stronie, ktoś pomysli tak, jak ja w tej chwili.
    • kicia031 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 16:46
      Facet ktory nie ma skrzynki mailowej i nie umie sam jej zalozyc to
      zaiste okaz warty zachodu...
      • marina2 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 18:14
        wiesz co kompletnie nie rozumiem tej sytuacji.mój chłopak sprzed
        ponad 20 lat mieszka tym samym mieście.fajny z niego człowiek i
        chćetnie bym z nim pogadała od czasu do czasu,ale kiedy spotkalam
        go z żoną i zobaczyłam ,że moja osoba jest dla niej problemem nie
        wykonałam nawet pół gestu.spotykam go/ich na ulicy dzień dobry i
        uśmiech to wszystko.szanuję go,jego żonę,jej święty spokój,ich
        teraźniejszość.po co zakłócać komuś święty spokój.mam nadzieję,że
        sa szczęśliwi jako i ja jestem-byłominęło.wspomnienia są
        piękne.uszanuj tych ludzi.co chcesz osągnąć?nie rozumiem.
        • brak.polskich.liter Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 18:32
          Ciekawa definicja szacunku... Coz, mam na stanie kilku kolegow, z ktorymi
          niegdys laczyly mnie nieplatoniczne uklady. Wychodzi na to, ze nie szanuje ich
          zupelnie, bo nie dosc, ze wysylamy sobie czasem SMS-y (gratulacyjne, okazyjne,
          swiateczne), to jeszcze - cholera - potrafie sie spotkac na miescie, pojsc na
          kawe, lunch, albo - o zgrozo! - do pubu.
          To, czy ich zonom/partnerkom sytuacja pasuje, czy tez kwasza i grymasza, jest mi
          obojetne. Zakladam, ze panowie nie sa ubezwlasnowolnieni i moga bez problemu
          wylogowac sie z niezbyt zazylej znajomosci, jesli uznaja to za sluszne,
          wzglednie jesli mieli pecha zwiazac sie z zaborcza paranoiczka.
          • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 19:08
            > Ciekawa definicja szacunku...

            A Twoje "jest mi obojętne" to inna definicja tego słowa?
            • brak.polskich.liter Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 19:12
              Nie przypominam sobie, zebym gdziekolwiek deklarowala szacunek do nieznajomych
              kobiet. Na szacunek to trzeba zapracowac IMO.
              • natalia791 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 19:57
                Pierwszy raz się odzywam na tym forum, do tej pory tylko
                przeglądałam. Ale teraz po prostu MUSZĘ, bo oczom nie wierzę.
                Wszystkie, które w tym przypadku bronią żony, wysyłającej durne SMS-
                y - no musiałabym napisać coś brzydkiego.
                Autorka postu nie zrobiła nic złego i nie ma się z czego tłumaczyć,
                a żona jej byłego zachowała się jak zwykła histeryczka i na dodatek
                pokazała swój brak dobrego wychowania (biorąc pod uwagę słownictwo,
                którym się posłużyła).
                Koniec, kropka.
                Życzenia świąteczne są czymś normalnym, tak samo jak obietnica
                założenia skrzynki do sporadycznych kontaktów, bo nie ma się ochoty
                na osobiste odwiedziny.
                A insynuowanie autorce postu chęci nawiązania bliższych kontaktów z
                byłym (w sensie romansu) jest żenujące.
                Naprawdę, nie myślałam, że jest tyle żałosnych kobiet na tym
                świecie, ale po przeczytaniu większości komentarzy - cieszę się, że
                otaczają mnie zrównoważeni emocjalnie ludzie.

                • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 20:34
                  To ciekawe co piszesz,zwłaszcza te zakładanie wspólnej skrzynki do sporadycznych kontaktów.Bardzo ciekawe.
                  • natalia791 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:23
                    Cytuję: "mielismy wymienic sie mailowo zdjeciami ale on nie ma netu
                    wiec mialam mu zalozyc skrzynke a on okazjonalnie by odbieral i
                    odpisywal"
                    Co za problem założyć komuś skrzynkę. Boże, jakieś demonizowanie. Ja
                    sama mam trzy skrzynki (a, jeszcze czwartą służbową) i co z tego?
                    Nawet, jeśli jedna służyłaby mi tylko do kontaktów z jedną osobą.
                    To chyba logiczne - autorka miała założyć tą skrzynkę dla swojego
                    byłego, nie dla siebie!!! Może facet po prostu ma dwie lewe do
                    obsługi kompa (znam takie przypadki). Poza tym dalej dziewczyna
                    napisała, że gość chciał do niej przyjechać (z uzasadnieniem, jak
                    rozumiem, że nie ma netu, więc muszą pogadać osobiście), więc
                    wykręciła się propozycją, że założy mu tą nieszczęsną skrzynkę.
                    Jaki trzeba mieć rozumek, żeby tworzyć z tego romansową historię.
                    A - zresztą autorka pierwszego postu już przestała się tu udzielać i
                    tłumaczyć z tego, że nie jest wielbłądem. To najlepsze, co mogła
                    zrobić. I dziwię się tylko, że ktoś jeszcze w ogóle porusza prywatne
                    sprawy na tym forum, bo to któryś wątek z kolei, gdzie uzyskuje się
                    tak idiotyczne odpowiedzi, że aż trudno uwierzyć w ich prawdziwość.

                    • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:25
                      Natalio o duzym rozumkusmileIle skrzynek masz wspólnych z byłymi chłopakami?
                      Moze autorka przestała się tłumaczyć,ale tobie bardzo dobrze to idzie w jej imieniu.smile
                      • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:29
                        gryzelda71 napisała:

                        > Natalio o duzym rozumkusmileIle skrzynek masz wspólnych z byłymi chłopakami?

                        O patrz, a ja miałam wspólnego bloga - niepublicznego, nikt więcej nie miał
                        dostępu - z mężem koleżanki.
                        Czy już powinnam głowę popiołem sypać za uganianie się za żonatymi facetami? smile))
                        • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:31
                          A zona kolegi wiedziała o tym?
                          • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:42
                            gryzelda71 napisała:

                            > A zona kolegi wiedziała o tym?

                            Nie wiem, może wiedziała, a może nie.
                            Cały wic w tym, że żona kolegi kompleksów nie ma i nie traktuje każdej znajomej
                            jej mężusia jako potencjalnego zagrożenia dla małżeństwa.
                            • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:46
                              > Nie wiem, może wiedziała, a może nie.
                              > Cały wic w tym, że żona kolegi kompleksów nie ma i nie traktuje każdej znajomej
                              > jej mężusia jako potencjalnego zagrożenia dla małżeństwa.

                              Skoro nie wiesz czy wie to skąd ta pewność co do jej reakcji?
                              • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:48
                                kropkacom napisała:

                                > > Nie wiem, może wiedziała, a może nie.
                                > > Cały wic w tym, że żona kolegi kompleksów nie ma i nie traktuje każdej zn
                                > ajomej
                                > > jej mężusia jako potencjalnego zagrożenia dla małżeństwa.
                                >
                                > Skoro nie wiesz czy wie to skąd ta pewność co do jej reakcji?

                                Ponieważ ją dobrze znam i widzę, że nie robi problemów z tego, że jej mąż
                                podwiezie koleżankę z pracy do domu czy że spotka się z inną koleżanką na kawie.
                                • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:56
                                  > Ponieważ ją dobrze znam i widzę, że nie robi problemów z tego, że jej mąż
                                  > podwiezie koleżankę z pracy do domu czy że spotka się z inną koleżanką na kawie

                                  Wiesz, wspólny prywatny blog to jakby coś bardziej intymnego niż podwożenie do
                                  pracy smile)
                                  • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 10:03
                                    kropkacom napisała:
                                    > Wiesz, wspólny prywatny blog to jakby coś bardziej intymnego niż podwożenie do pracy smile)

                                    No, zależy co jest w tym blogu.
                                    Akurat ten był związany ze wspólnym projektem naukowym, tak nam było najłatwiej utrzymywać kontakt, wymieniać materiały i tak dalej.

                                    Oczywiście, żona mogła myśleć, że wymieniamy się tam raczej fotkami organów płciowych tudzież uprawiamy cyberseks. Teraz teoretyzuję, bo nie wiem, czy wiedziała o istnieniu tego bloga, czy nie - ale zakładając, że nie wiedziała, to jakby się dowiedziała, po prostu by go spytała, co to za miejsce, pożartowała, że pewnie ma jakąś netową kochanicę - on by jej pokazał i tyle. Znam ją na tyle, że w 99% jestem pewna, że taka byłaby jej reakcja (no, a teraz forum przyczepi się do tego 1% niepewności, aby tradycji stało się zadość tongue_outPP).
                                    • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 10:08
                                      > się dowiedziała, po prostu by go spytała, co to za miejsce, pożartowała, że pe
                                      > wnie ma jakąś netową kochanicę - on by jej pokazał i tyle. Znam ją na tyle, że
                                      > w 99% jestem pewna, że taka byłaby jej reakcja (no, a teraz forum przyczepi się
                                      > do tego 1% niepewności, aby tradycji stało się zadość tongue_outPP).

                                      Tak jak napisałaś wyżej - teoretyzujesz. Miałam koleżankę (mężatkę) która
                                      dziwiła się że zostawiam mojego ślubnego z nią na kanapie a sama idę robić
                                      kawkę. Stwierdziła ze ona by na to ze swoim mężem nie pozwoliła. A wydawała się
                                      normalna i wyluzowana. Rożnie bywa smile)
                                      • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 10:14
                                        kropkacom napisała:


                                        > Tak jak napisałaś wyżej - teoretyzujesz. Miałam koleżankę (mężatkę) która dziwiła się że zostawiam mojego ślubnego z nią na kanapie a sama idę robić kawkę. Stwierdziła ze ona by na to ze swoim mężem nie pozwoliła. A wydawała się normalna i wyluzowana. Rożnie bywa smile)

                                        A widzisz. A ta koleżanka zostawiała mnie z mężem swoim u nich w domu, wyskakiwała do sklepu na dół, a po powrocie ze śmiechem pytała, czy już zdążyliśmy dojść do meritum, czy jesteśmy dopiero po grze wstępnej, bo jakby co, to ona zapomniała jeszcze kupić śmietanę, to może się wrócić i nam nie przeszkadzać big_grinDD
                                        Stąd uważam, że moje teoretyzowanie jest w tych 99% słuszne.
                                        • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 10:20
                                          > Stąd uważam, że moje teoretyzowanie jest w tych 99% słuszne.

                                          Nadal mnie nie przekonałaś. Pozory na prawdę bardzo mylą. Zbyt dużo już
                                          widziałam babek które tu żarcik tam uśmieszek a potem scena zazdrości.
                                          Wspomniana była znajoma na przykład bardzo otwarcie mówiła w towarzystwie o
                                          sprawach seksu. W pewnym momencie nawet mieliśmy wrażenie ze do jakiś wspólnych
                                          zabaw nas namawia smile)
                                        • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 10:21
                                          A gdyby żonie nie w smak były te spotkania?Gdyby miała do ciebie pretensje,wysyłała obraźliwe smsy to tez by ciebie tak kręciła dalsza znajomość?
                                          • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 10:23
                                            gryzelda71 napisała:

                                            > A gdyby żonie nie w smak były te spotkania?Gdyby miała do ciebie pretensje,
                                            wysyłała obraźliwe smsy to tez by ciebie tak kręciła dalsza znajomość?

                                            Szczerze? Mam gdzieś obrażliwe smsy i pretensje i uważam, że to jest jej problem
                                            (albo raczej: ich problem), a nie mój smile))
                                            • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 10:27
                                              Co kto lubi.Mnie by drażniło,ze ktos na mnie psy bez potrzeby wiesza.Ale wiem,ze sa osoby lubiące takie zabawy i juzsmile
                                        • lady.godivia Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 13:04
                                          no i fajniesmile tylko,ze ten kolega to nie był Two były facet, z którym kiedys
                                          lączyło Cie cos więcej niz projekt naukowy.
                                          A
                            • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:52
                              No i cała prawda :Cały wic w tym, że żona kolegi kompleksów nie ma i nie traktuje każdej znajomej
                              jej mężusia jako potencjalnego zagrożenia dla małżeństwa.

                              Ta zona widocznie ma.Jesli bohaterce sprawia radość otrzymywanie bluzgów na komórke na zdrowiesmile
                              A już pytanie innego typu,naprawdę kobietom zależy na odnowieniu znajomości z kims kto przed laty potraktowała je nienajfajniej?
                              • kropkacom Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:59
                                > A już pytanie innego typu,naprawdę kobietom zależy na odnowieniu znajomości z k
                                > ims kto przed laty potraktowała je nienajfajniej?

                                Po pewnym czasie człowiek wiele zapomina i wybacza. Potem po prostu idealizuje.
                                • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 10:02
                                  No tak jak sie nudno we własnym gniazdku robi....
              • justicess Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 09.01.08, 20:00
                Jestem zdania że autorka złapała sentyment po kilku latach i możliwe, że jest to
                tylko ciekawość ale bardziej skłaniam się ku "odrodzeniu" dawnych uczuć.
                Dlaczego? Dlatego, że za bardzo ten kontakt chciała nawiązać i za bardzo się
                tłumaczy. Gdyby było inaczej krótko by tu na forum napisała a nie rozwleka
                temat. Uważam, że można utrzymywać kontakt z ex, ale pod warunkiem że jest
                obopólna zgoda aktualnych partnerów. Jeśli nie, to nie ma co robić komuś
                przykrości bo skoro tyle lat bez siebie wytrzymali to po co odnawiać kontakt?

                Pozdrawiam.
    • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:22
      No to mam pytanie do tych lepsiejszych,normalnych i wyluzowanychsmile
      Rozumiem jakies kontakty z byłym facetem,była dziewczyna ze są cały czas były i pewnie bedą ok.Jak to napisała Triss sporadyczna kawa,zyczenia itd.
      A ile z was po zakończeniu znajomosci i zerwaniu kontaktu(bohaterka wyrażnie zaprzestała,skoro prosiła rodzine o nr tel)szuka go na nowo,zakłada wspólna skrzynkę mailową i zastanawia się co robic bo zona zbluzgała?Zastanawia się co ma zrobić jak on ją o coś poprosił,choc nie ma pewnośc ze taka prośba bedzie miała miejsce?Czy to nie są schizy?smile
      • milenium5 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 09:32
        Ja myślę, że ona po prostu chce sprawdzić na ile mu na niej jeszcze
        zależy. Sama sobie tłumaczy, że przecież to nic złego, koleżeństwo,
        ma męża dzieci, jest bezpiecznie.... Sama siebie bardzo oszukuje.
        Gdyby to był tylko przypadkowy kontakt po latach, jak piszecie, w
        jej działaniu nie byłoby tyle emocji, które przebiają z każdego jej
        postu na forum.... Działanie żony co najwyżej by ją
        zdziwiło/zniesmaczyło/rozbawiło a nie było powodem do dywagacji "i
        co teraz, co zrobię jak on zapyta czemu mu nie przetłuamczyłam". Ona
        bardzo chciałaby usłyszeć, że ta żona jest histeryczką, a kontak z
        tym byłym chłopakiem to czysta sprawa, bo sama pewnie w środku
        czuje, że tak nie jest. Ale przecież chyba po to pyta o radę, by
        przeczytać jak naprawdę ta jej sytuacja w oczach innych wygląda.
        Przecież z zewnątrz widać zupełnie inaczej niż gdy się jest w
        sytuację zaangażwanym.
    • drie nie zazdrosny maz po 17 latach?? 10.01.08, 09:25
      mysle, ze powinnas sie swego meza spytac czy ta zona nie przesadza. i
      moze popros by jej wytlumaczyl, ze sa to zwykle stosunki ludzkie. nie
      zapomnij mu rowniez powiedziec o zakladaniu skrzynki itp.

      a na serio.. co na to twoj maz?
      • mamaadama4 Re: nie zazdrosny maz po 17 latach?? 10.01.08, 11:58
        A co pomyślałaby autorka wątku, gdyby dowiedziała się, że ex jej
        męża załozyła mu skrzynkę do kontaktu z nim?
        Za dużo tuttaj tłumaczenia...
    • bea.bea Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 11:54
      niezależnie od tego co sie mogłoby wydarzyć...uważam kobiety wykonujące takie
      telefony, za kobiety bez klasy, proste i zakompleksione....

      bo nawet gdybyś spała z tym panem, to rozmowa powinna odbyć sie pomiedzy nia a
      jej mężem.....
      • mamaadama4 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:00
        Hm... autorka wątku natomiast wykazała się klasą, najwyższą.
        • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:08
          mamaadama4 napisała:

          > Hm... autorka wątku natomiast wykazała się klasą, najwyższą.

          Gdzie widzisz brak klasy u autorki wątku? Proszę o konkretny przykład. Oraz o
          twój zakres znaczeniowy pojęcia "posiadanie klasy".
          • mamaadama4 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:13
            Brakiem klasy jest skarżenie się na niewłaściwe jej zdaniem
            zachowanie żony.
            A tak przy okazji - jest na tym forum wątek "z drugiej strony" - o
            sms-ach, które odkryła żona. jakże inne sa tam wypowiedzi.
          • brak.polskich.liter Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:19
            A bo Ty nic nie rozumiesz! Kobieta z klasa to taka, ktora nie ma kolegow - a i
            kolezanek niezbyt wiele. Sama nie ma i pilnuje meza/partnera, zeby on tez nie
            mial - malzonkowie powinni sobie wystarczac, no nie?
            A jak przypadkowo misia swego nie upilnuje i okaze sie, ze on kolezanki jednak
            posiada (albo - tfu! - utrzymuje luzny kontakt z bylymi), to do telefonu
            rzeczonego misia sie dorwie i pindzie nawrzuca, coby harmonii i szczescia
            malzenskiego nie zaklocala. Bez klasy, bez honoru, taka, tfu, wywloka, bedzie z
            jej misiem rozmawiac, a niedoczekanie!
            • jowita771 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:22
              w ten sposób można rozmawiać o wszystkim, ale za wiele to nie wnosi.

              ale rozumiem, że próbowałaś być zabawna.
              • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:33
                jowita771 napisał:

                > w ten sposób można rozmawiać o wszystkim, ale za wiele to nie wnosi.

                Oj wnosi, wnosi.
                Sporo wnosi na temat stereotypów, którymi niektórzy się kierują. Powiem więcej,
                sporo osób się takimi stereotypami kieruje smilesmile
                • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:38
                  Kotula,powiedz prosze po co zadowolona ze swojego zycia mezatka,po 17 latach zapragnęła odnowic znajomosc z panem który bardzo źle ja swego czasu potraktował?smile
                  • mamaadama4 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:39
                    N przecież zdjęcia chciała mu wysłać. Ciekawe po co je tyle lat
                    trzymała? Sentyment?
                    • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:45
                      mamaadama4 napisała:

                      > N przecież zdjęcia chciała mu wysłać. Ciekawe po co je tyle lat
                      > trzymała? Sentyment?

                      Taaa. Zróbmy z nudów teorię spiskową.
                      Zaraz wysnuje się, że autorka wątku nadal skrycie kocha swojego byłego, za mąż wyszła w desperacji, aby zrobić mu na złość, a teraz marzy tylko o tym, aby podstępnie go uwieść, a jego żonę najlepiej do psychiatryka skierować, wmawiając jej schizę.
                      A pan ma na imię Diego Armando, a pani Esmeralda Juana... tongue_outtongue_out
                  • mama_kotula Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:42
                    gryzelda71 napisała:

                    > Kotula,powiedz prosze po co zadowolona ze swojego zycia mezatka,po 17 latach
                    za pragnęła odnowic znajomosc z panem który bardzo źle ja swego czasu
                    potraktował? smile

                    Z ciekawości?
                    Z chęci odnowienia znajomości na zasadach koleżeńskich, uznając, że czas leczy rany?
                    Różne inne przyczyny też wchodzą w grę, łącznie z waszą ukochaną tutaj przyczyną
                    chęci nawiązania romansu tongue_outPP

                    Wiesz, ja nie wykluczam, że za lat 20 nie będę miała chęci dowiedzieć się, co
                    słychać u ojca moich dzieci, mimo, że potraktował mnie zdecydowanie gorzej, niż
                    w przypadku autorki wątku.
                    • gryzelda71 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:47
                      Ja nie napisałam,ze pani romansu szuka,tylko za wielki problem na z cala sytuacją.Inna by po smsie zasmiała się i tyle,a pani zastanawia się co dalej,jaka przyszłośc w zwiazku z tym czeka owa znajomoścsmile
                  • triss_merigold6 A jakie to ma znaczenie? 10.01.08, 13:07
                    Serio, jakie znaczenie ma zerwanie z kimś w wieku lat 17-18 dla
                    osoby 30+ letniej? Dla mnie to prehistoria. Jak ktoś ma kwasy o
                    klimaty sprzed lat nastu to powinien się leczyć.
                    • gryzelda71 Re: A jakie to ma znaczenie? 10.01.08, 13:19
                      Jak nie ma,to jakie ma sms od niezadowolonej zony,zeby az tak zastanawiac sie co teraz będzie.
                      • triss_merigold6 Re: A jakie to ma znaczenie? 10.01.08, 13:22
                        Odebrałam to jako zupełnie luźne rozważanie poirytowanej
                        nieoczekiwanymi jobami osoby. Takie wypisanie swoich myśli w
                        przestrzeń wirtualną bez parcia na realizację w realu. Znaczy - nic
                        serio i ze świętą powagą.
                        Mogę sobie teoretycznie rozważać trzy tysiące kwestii bez zamiaru
                        wcielania projektów umysłu w życie. Ot tak, dla sportu.
                        • gryzelda71 Re: A jakie to ma znaczenie? 10.01.08, 13:24
                          Więc może te mniej wyluzowane tez sobie gdybajasmile
              • brak.polskich.liter Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:40
                jowita771 napisał:

                > w ten sposób można rozmawiać o wszystkim, ale za wiele to nie wnosi.

                Wnosi rownie wiele, jak rada, zeby "z klasa i godnoscia" (czyt. pokornie i w
                milczeniu) znosic bluzgi paranoicznej malzonki znajomego.

                > ale rozumiem, że próbowałaś być zabawna.

                O cholera, wydalo sie! Po czym poznalas? tongue_out
                • triss_merigold6 Wiecie co? 10.01.08, 13:04
                  Wiecie co? Zaczyna się już budowanie skomplikowanej teorii spisku na
                  temat domniemanych przyczyn nawiązania kontaktu. Paranoje są
                  zaraźliwe.
                  Osobiście nie szukałabym kontaktu z chłopakiem z którym byłam w
                  wieku lat 17 ponieważ juz owych naście lat temu uznałam, że nie ma
                  on niczego co mogłoby mnie dalej interesować. To samo dotyczy
                  jakichś 99% znajomych z podstawówki czy znakomitej większości
                  dawnych znajomych z liceum. Skoro ostatnich 15 lat nie mielismy
                  sobie nic do powiedzienia to zakładam, że nadal nie mamy.

                  Niemniej towarzyskie kontakty z niektórymi eksami utrzymuję i nie
                  widzę powodów, żeby je ograniczać ze względu na możliwość urażenia
                  aktualnej żony czy panny. Naprawdę taka zazdrość jest stosowna w
                  wieku 17 lat a nie 30+.
                  • gryzelda71 Re: Wiecie co? 10.01.08, 13:22
                    Czym innym jest utrzymywanie kontaktów,a jakby czym innym odnawianie ich.Bo będzie blizej mieszkac...
                    Prosze...
          • kol.3 Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 10.01.08, 12:39
            Mam wrażenie ze autorka wątku lubi gierki. Wiek jak zrozumiałam
            okołomenopauzalny, toteż postanowiła wypróbować swoje damskie
            możliwości na eksie. Oczywiście nie w celach romansowych, skądże.
            Ona ma zupełnie czyste intencje. I dobrą opinię w okolicy.
            A to, że eks ma jakąś rodzinę, wiadomo żona histeryczka,
            niekulturalna, kogo taka osoba może obchodzić? Wspólna skrzynka
            mailowa, jakieś podejrzenia z tego powodu? Dlaczego ze swoim mężem
            nie założy wspólnej skrzynki mailowej? Może to by ożywiło związek i
            nie trzeba by było szukać obcych chłopów?
            Ja myślę, że żadna żona nie robi histerii z powodu okazjonalnych
            życzeń noworocznych itp. , ale te tańce godowe wokół jej chłopa
            chyba ją lekko zdenerwowały.
    • ally Re: zazdrosna zona po 17 latach?? 11.01.08, 18:07
      wiem co czujesz, nikomu nie jest przyjemnie po ataku wariata.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja