potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady

16.01.08, 15:33
Emamy,

Ciężko okres w życiu przechodzę obecnie…pięć lat małżeństwa…kryzys…
dwójka zdrowych i kochanych dzieci. Praca, własny dom….wszystko.
Ale mąż, który po pół roku małżeństwa uległ zmianie…cryingto nie to, że
mi klapki z oczu spadły) był innym człowiekiem… A teraz przyszla
chwila skupienia, zastanowienia nad losem…czy ja zasłużyłam na taki
zywot?

Moja cała rodzina obserwując jego zachowanie w stosunku do mnie i
do moich rodziców jest zaskoczona zmianą (niedawno dowiedziałam się
co myślą, jakoś nie dało się z ich strony zauważyć) Od zawsze był
zazdrośnikiem o wszystkich…chciał mnie tylko dla mnie. Gdy miesiąc
po ślubie chciałam wyjść z siostrą na basen on przez telefon rzekł:
już nie usiedzisz na dupie, siedzeic w domu i czekac na meza…wink i
nie poszlam i to był mój blad…od tego czasu mu ulegalam…gdy dzwonil
a bylam poza domem dochodzil gdzie i z kim jestem…

Wyjscia służbowe (kilka razy do roku)-problem, po co i czemu tak
pozno?
Gdy odbieram dzieci od rodzicow i posiedze godzinke i nie odbieram
telefonu to zły, gdzie jestem a jak się dowie ze u nich to marnuje
czas zamiast zajac się domem.

Teraz coraz czesciej się klocimy bo ja się nie daje. Chce postawic
na swoim …

Mam lepsza prace, to ja utrzymuje dom i może on nie czuje się
spełnionym mezczyzna?
Pracuje na zmiany i zajmuje się w wolne dni nasza corka,gotuje.Za
to go chwale. Na razie takie rozwiązanie jest najlepsze.

Nie musi harowac od rana do nocy, ma duzo wolnego. A mnie traktuje
z gory, ma mnie za nic. Gdy ja cos ugotuje to nie potrafi
pochwailc,nie jest czuly. A gdy cos się nie powiedzie to wyzywa się
na mnie.Nie docenia tego co ma.

Gdy w pracy nie odbiore telefonu to jest zły, a przeciez nie zawsze
da się rozmawiac.
Na wyjazdach służbowych wieczorem miałam się meldowac ze jestem w
pokoju i nie wlucze się gdzies.

Moich rodzicow lekceważy,gdy przyjda do nas w odwiedziny to potrafi
nie odewac się słowem, zapytany odpowiada ale sam nie podejmuje
rozmowy. Przykre to. A mamy im duzo do zawdzięczania, dom, pomagaja
w opiece nad dzieckiem, SA na kazde zawolanie, pozyczyli kase na
wiekszy zakup… i wszystko za nic. Chca usmiechu i dobrego slowa w
podziece …mnie to boli i coraz bardziej przeszkadza. Ktos powie ze
maz najważniejszy, on jest teraz twoja rodzina ale gdy czujesz ze
robi zle a twoich uwag nie przyjmuje i traktuje cie jak wroga? On
ma swoje racje i nikt nie jest w stanie go przekonac. Moi rodzice
nie sa mu do niczego potrzebni… wszystko cokolwiek powie ktos z
mojej rodziny jest krytykowane i poddane dezaprobacie..Przy swojej
rodzinie jest mily, inny, rozmowny. W pracy tez maja obraz inny
jego osoby. Jak jakas kolezanka cos poleci i powie jest ok., ale
gdy to samo (np. wpływ jakiegos produktu na zdrowie) powie moja
mama lub ja, to NIE, od razu jest skreślone. Ona nie może mice
racji.

Dlaczego on tak nienawidzi mojej strony?!

Gdy po slubie mieszkaliśmy w moim rodzinnym domu przez rok,
zdarzaly się klotnie i pewnego razu mnie wyzwal, ja wtedy wybuchlam
i powiedziałam moim rodzicom…w tym samym momencie…oni zareagowali,
co się dzieje (mieli siedzieć wtedy cicho???)on uwaza ze się wtedy
wtrącili i oni namieszali nam w zyciu… bo jak byśmy byli osobno to …
wtedy dalby mi popalic…bylabym wiezniem. Przeciez nieraz ludzie
żyją cale zycie z teściami pod jednym dachem , dogaduja się umia
zyc w kolektywie… a tu? Z nim się nie da…to jakis izolator. A jak
chodziliśmy to gdy przyjeżdżał wital się ladnie, mame calowal w
reke (teraz twierdzi ze tak wypadalo) a mnie otwieral drzwi w
samochodzie (po to żeby zabłysnąć, jak sam twierdzi, trzeba się
było strarac…winkrzeczywistość weryfikuje wszystko…hm..
A fakt, ze mnie okłamał,ze ma mature, co jak się pozniej okazalo
nie jest prawda???

Co mam zrobic w takiej sytuacji…oddalamy się, przestaje mi zależeć…
wiecej chyba jest tych złych stron niż dobrych…nie takiego go
pokochałam…cryingnie widzialy galy co braly)

Coraz czesciej placzę, boje się żeby nie wpaść w depresje.Gdy mam
zły humor on nie potrafi mnie pocieszyc, przutulic, trace cala
swoje dobra energie przez niego, przez jego frustracje itp.


    • 18_lipcowa1 Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 16.01.08, 16:12
      kompletnie nie rozumiem twojego meza, ale jeszcze bardziej nie
      rozumiem ciebie. dlaczego mu sie nie postawisz?
      matko boska jakby facet do mnie takie teksty sypal to bym smiechem
      zabila.
    • tosina Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 16.01.08, 19:22
      Droga emamo, powinnas sie zastanowic czy aby napewno chcesz tak juz
      zyc.Do Konca , do ostatniego swojego dnia. Jesli nie to prosze zrob
      cos z swoim zyciem..
      Rozmowa z mezem,terapia wspolna. A jesli on jest ciagle na nie jesli
      wszystkiemu tylko i jedynie TY jestes winna i on nie pojdzie na
      zadna terapie.To zadbaj o siebie dzieci i o to by zabezpieczyc sie
      materialnie jeszcze przed rozwodem. Pisze calkiem powaznie. Nie
      wyobrazam sobie zycia bez ciepla, za angazowania, tolerancji i
      akceptacji. A Ty tego nie dostajesz. Osobiscie nie znosze
      malkontentow i wampirkow emocjonalnych.

      Pozdrawiam
    • mysza301 Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 17.01.08, 22:51
      Mam bardzo podobną sytuację w domu. U mnie dochodzą jeszcze
      rękoczyny.Co zrobić z domem, ktory wybudowaliśmy, co powiedzieć
      dzieciom?. Czy schować dumę do kieszeni i dalej trwać w chorym
      zwiazku dla dobra dzieci, czy zafundować im "rewolucję życiową".
      Bardzo łatwo napisać "zostaw go i wyprowadź się" ale jak są dzieci
      to już nie jest takie proste.
      • rudy_wyjec Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 17.01.08, 23:05
        Nigdy tego nie zrozumiem. Pasuje Ci rola niewolnicy i worka
        treningowego?... To nie kwestia "schowania dumy do kieszeni", tu
        chodzi o zwykły ludzki szacunek do drugiego człowieka. A taki
        związek nic dobrego dzieciom nie da.
        • mysza301 Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 17.01.08, 23:29
          Nie pasuje mi taka rola. Powoli tracę szacunek dla siebie
          samej.Wiem, że tego związku nie da się posklejać ale po prostu boję
          się radykalnych działań. Nie mam samochodu, zarabiam marne grosze.
          Nie wiem czy sobie po prostu dam radę z dwójką dzieci. Boję się
          szarpaniny, prania brudów, przepychanek o dzieci. Mój mąż nie należy
          niestety do kulturalnych facetów.
          • tosina Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 17.01.08, 23:38
            No onjuz wygrywa bo zaszczepil Ci poczucie nizszosci.

            Kobietko a pytalas sie swoich dzieci czy chca sie bac?Czy widzialas
            kiedys w ich oczach wielki strach.CZy po siusialy sie z emocji i
            strachu?.. Jeszze nie? Jesli nie to tylko i jedynie kwestia czasu .
            Przepraszam ale nie zal mi kobiet ktore swiadomie godza sie na to
            ale zal mi dziecka ktoremu nie dano mozlisowci zyc godnie i
            normalnie.
            • mysza301 Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 17.01.08, 23:57
              Nie dośc,że zaszczepił we mnie poczucie niższości to jeszcze
              poczucie winy, że to ja jestem winna wszystkiemu. Widziałam mojego
              5 letniego syna jak chciał mnie bronić i wierz mi , że to był
              straszny widok. To było kilka dni temu a ja widzę go cały czas. Nie
              chcę, żebyś mnie żałowała ale nie oceniaj pochopnie kobiet, które
              może nie mają tyle odwagi co Ty.
              • tosina Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 18.01.08, 00:03
                Nie oceniam Cie jako kobiety bo sie nie znamy ale przez pryzmat tego
                co piszesz oceniam Ciebie jako matke. Nie napisze ze beda mialy do
                Biebie zal ze nic nie zrobilas bo Ty to podswiadomie wszystko
                wiesz , tylko co musi sie stac , jaki cud bys chciala cos zmienic?..
                Bo jesli bol i strach dzieci nei dzialaja inie sa bodzcem do
                dzialania to co?..


                NO i nie byłam ta kobieta ale tym dzieckiem i te reakcje znalam jako
                dziecko z autopsji. Ale to bajka nie na to forum.
                • mysza301 Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 18.01.08, 00:13
                  Tosina, dziękuję.
    • lila1974 Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 18.01.08, 01:15
      Wierzę, ze się tak radykalnie zmienił, bo dokładnie taki sam
      scenariusz obserwuje z bardzo bliska uncertain

      Moja rada - szykuj grunt pod "ucieczkę". Zgłoś się do Kryzysowego
      Centrum Pomocy rodzinie. Tam dostaniesz wsparcie psychologa i
      prawnika. Centrum może być w przyszłości Twoim "świadkiem" w sprawie.

      Najgorsza jest ta niemoc. Masz do czynienia z wyjatkowo
      wyrafinowanym padalcem, który wpędza Cię w poczucie winy (bo nie
      jesteś wobec niego lojalna) i maltretuje psychicznie (wmawianie
      zdrad, kochanków itp.). A z drugiej strony oglądasz jego cudnie mile
      oblicze, gdy jesteście wśród obcych. Nikt nie zaświadczy za Tobą, za
      to powie "to taki sympatyczny człowiek".

      Nie daj się. Nie walcz, nie daj się prowokować, nie wrzeszcz, nie
      pokazuj, co najbardziej w jego słowach Cię boli. Jest wielce
      prawdopodobne, ż emasz do czynienia z człowiekiem o nadszarpniętej
      psychice (choć z pozoru na to nie wygląda).

      Olej go. Prowadź życie w miarę normalnie a jednocześnie obok niego.
      Niech odczuje, że masz go gdzieś. I pomalutku acz sukcesywnie
      zbieraj na niego dowody.

      Myślę, że przyjdzie moment, ze zacznie się z Tobą szarpać, być może
      Cię uderzy. Wzywaj policję, szczególnie wóczas, gdy jest po jakimś
      alkoholu, ale nie ostentacyjnie przy nim, aby nie zdążył sprzątnąć,
      bo jeśli będzie wiedzial, ze wezwałaś policję to będzie grzeczniutki
      i mily a policji powie, że to z Tobą coś nie tak.

      Nie licz na jego poprawę. Oczywiście warto spróbować namówić go na
      terapię małżeńską, ale idę o zaklad, ze Cię wyśmieje i odeśle w
      diabły.

      Ja wiem, jak jest ciężko położyć dotychczasowe życie na szali, ale
      pomyśl, jak wiele masz do stracenia, jak wile do stracenia mają
      dzieci, jakie przechlapane masz życie teraz ...

      Rodzice mają prawo wiedzieć, co się u Ciebie dzieje. Nie słuchaj
      jego oskarżeń, ze jesteś peplą i nie potrafisz utrzymać języka za
      zębami. Sprawy rozwiązuje się w małżeństwie, gdy są one problemami,
      a nie przemocą. Oprawcy zawsze liczą na wstyd, strach, poczucie winy
      swej ofiary, bo są wóczas bezkarni.

      Jeśli ma kto stanąć za Tobą (brat, szwagier) to niech mu powiedzą
      parę rzeczy do słuchu, ale niech nie grożą. On musi wiedzieć, że nie
      jesteś na niego skazana.

      Trzymam kciuki.

      Pisz proszę, jak się sprawy mają.


      • slonkozzachmur Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 18.01.08, 10:13
        Dziekuje,dziekuje,dziekuje za opinie i rady!Za czas posiwecony na
        napisanie wypowiedzi! Jestem silniejsza,lila1974 ujelas to 100%-owo.
        On nie zdaje sobie sprawy jak mnie niszczy...jak mnie zmienil...
        Teraz jestem obok,mila jak zawsze ale taka troche o mniejszych
        emocjach...obserwuje.Mam wielu przyjaciol,na ktorych moge liczyc.

        I co na dzien dzisiejszy:jakis taki sploszony,nie
        podskakuje,stosuje sie do moich wczesniesjzych uwag...ale czekam
        jak dlugo wytrzyma w takiej pokornosci i niepewnosci, bo robi to na
        pokaz zeby mnie uspokoic i wyciszyc...ale ja juz sie nie nabiore.

        Trzymajcie kciuki.
        • joasol26 Re: potrzebuje wsparcia,nie daje juz rady 18.01.08, 11:29
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49461
Pełna wersja