magda2303
17.08.03, 11:30
Mój miły wraca dwa tygodnie później niż planowaliśmy, czyli dopiero w połowie
września, a ja już tylko tym żyję. Te dwa dodatkowe tygodnie będą chyba
dłuższe od trzech poprzednich miesięcy. Ciągle myślę, co to będzie, trochę
się czuję jak przed randką w ciemno, bo naprawdę zdążyłam już zapomnieć,
jakie to uczucie mieć faceta w domu. Przez to teraz czas mi się
niemiłosiernie wlecze, a tu jeszcze cały miesiąc muszę wytrzymać...
Dla naszej dzidzi to tez się robi już męczące. Ostatnio zaczęła marudzić, ze
chce do swojego tatusia, pyta w kółko, kiedy wróci- a mi się serce kraje.
Najgorzej było, kiedy dzwonił ostatnio- mała zaczęła mu płakać do słuchawki.
Skończyło się tak, że on prawie płakał i ja też. Chyba już go nigdy z domu
nie wypuszczę...
Jak sobie radzicie z tym wszystkim towarzyszki niedoli? A może już wasi do
was wrócili? Napiszcie.