musze z kims porozmawiac...

02.02.08, 13:18
Cos niedobrego sie ze mna dzieje. Pojawiaja sie dziwne mysli. Coraz
gorsze. To tak jakby oblęd. Nie umiem powstrzymac tej dystrukcji.
Pomozcie mi jakos.

Jestem młodna, mam 27 lat. Malo prawda? Wiem, ze malo i wiem, ze
cale zycie przede mna, ale w mojej glowie sa tylko mysli, ze juz
wszystko za mna, ze zycie zmarnowalam, nic nie osiagnelam, ze jestem
coraz starsza, coraz brzydsza, ze wokol piekniejsze i
atrakcyjniejsze. Nie umiem przetlumaczyc sobie, nie umiem zrozumiec,
ze przeciez taka jest kolej rzeczy, nie umiem sie z tym pogodzic.

Te piekniejsze, mlodsze i atrakcyjniejsze? Skad sie wziely???

Mlodo wyszlam za maz. Uwazana bylam zawsze za ladna, ale cicha
dziewczyne. Malzenstwo rozpadlo sie. Nikt nikogo nie zdtradzal. Po
prostu nie wyszlo. Poznalam innego chlopaka. Bylo to 3 lata temu. On
byl mlodszy ode mnie, ale nie przeszkadzalo mi to. Chyba na poczatku
nie traktowalam tego powaznie, dopiero z czasem zrozumialam, ze
naprawde go kocham i chce z nim byc. Nasza milosc kwiatla. Moge
powiedziec, ze kwitla do czasu!!! Po pierwszym roku znajomosci
przytylam drastycznie ze wzgledu na klopoty zdrowotne, a moze tez z
wlasnego przyzwolenia. Mam teraz 20 kg nadwagi. Walcze ale nic nie
pomaga. Od tamtej pory zaczelam sie zmieniac. Bardzo. Nie wiem co
sie ze mna dzieje, ale nasz zwiazek zamieniam w pieklo. Jestem
zazdrosna o wszystko, a przede wszystkim o wszystkie, o te mlodsze,
bo przeciez Łukasz ma dopiero 25 lat, wiec w sumie moglby byc i z 18
latka i z 30 latka. O piekniejsze, bo przeciez wszedzie takie sa, o
mlodsze, lepiej wyksztalcone. Powiem wam dziewczyny, ze nigdy czegos
takiego nie czulam i wiem ze bardzo zle sie ze mna dzieje. W mojej
glowie ciagle tworza sie jakies dziwne mysli. Ciagle boje sie, ze on
kogos pozna fajniejszego i odejdzie. Kazda kobieta jest dla mnie
zagorzeniem, nie ma mowy o tym zeby on gdzies wyszedl z kolezanka
albo zeby kogos poznal gdzies na imprezie i z nia dluzej
porozmawial, chyba umarlabym. Nie rozumiem siebie ani tego co sie ze
mna dzieje. Czy ktos kiedys przezywal cos takiego? Czy mozna sobie z
tym poradzic?

Wiem, ze to nie jest forum jakis porad psycholiogicznych, ale
pomyslalam sobie ze macie wieksze doswiadczenie, kilka zwiazkow za
soba, potem slub i dziecko, macie w sobie dystans, ktorego mi brak.
Boje sie porozmawiac z kims z wlasnego otoczenia bo boje sie ze mnie
uznaja za wariatke. Przyznam sie, ze sama zaczynam tak o sobie
myslec. Wyszlismy ostatnio do kawiarni, takiego pubu, bylo tam pelno
kobiet i ja caly czas zastanawialam sie czy on na nie patrzy, co
mysli, czy porownuje, czy jakas mu sie podoba, zniszczylam ten
wieczor. Kazdy tak niszcze, bo wystarczy ze gdzies wyjdziemy a ja od
razu gasne i dziwnie sie zachowuje. Lukasz wciaz studiuje i mysli o
kontunuacji studiow na kolejnym kierunku od pazdziernika a ja sie
boje. Dziewczyny z jego otoczenia znam i wiem ze nic tam raczej nie
bedzie, ale nowy uniwersytet i nowa grupa, kolezanki itd. Po prostu
panikuje. U niego w pracy jest dziewczyna ktoa jest ladna,
niecierpie jej... on czasami odwozi ja do domu, a ja swiera dostaje.

Mam problemy z soba. Widze to. Prosze nie smiejscie sie tylko ze
mnie, poniewaz ja naprawde czuje bol i strach i pelno uczuc z
ktorymi sobie nie radze. Rozmawialam o tym z Lukaszem, ale nic z tej
rozmowy nie wyszlo. Zdaje sobie sprawe ze przeciez nie zamkne go w
domu. Chociaz pewnie gdybym mogla to bym to zrobila. Kiedys jak mi
na nim tak bardzo nie zalezalo to on mogl chodzic z kim chcial i
gdzie chcial. Nie czuje sie pewna w tym zwiazku. Nie czuje sie pewna
siebie. Skad te wszystkie mysli? On dzisiaj ma zjazd a ja od rana
mysle czy zartuje, do kogo sie usmiecha, z kim pije kawe na
przerwie? Glupia jestem, ale nie umiem sie od tego uwolnic.

Czy jezeli pojde z tym do psychiatry to mnie wysmieje?
Nie radze juz sobie z ta zazdroscia, zaborczoscia, z tym strachem ze
jestem coraz starasza, ze jest pelno ladniejszych mlodszych
dziewczyn, ze on moze zdradzic - bo teraz wszyscy zdradzaja predzej
czy pozniej, ze moze odejsc. To moje jedyne mysli. Boze swiety sad
    • agatar-m Re: musze z kims porozmawiac... 02.02.08, 14:06
      do psychologa chodziłam , po 1 ciazy jak mialam depresje, bo nasze
      dziecko urodziło sie chore i bardzo polecam, dopiero on mi pomógł, a
      nie rozmowa z bliskimi. wszyscy mnie nie rozumieli, tak mi się
      zdawało....chcesz iść, nie zastanawiaj się , warto i nikt się z
      ciebie nie będzie śmiał. co do twojej zazdrości, to mam tak ( a
      raczej miałam bo mi to mija) po drugim porodzie, zostało mi tego tu
      i tam i mimo,ze karmie piersią to nic nie schodziło, miałam
      beznadziejny nastrój, a jeszcze nasza klasa mnie dobijała, bo co
      koleżanka sie do mojego męża odezwała to już mi debilne myśli
      chodziły po głowie. tutaj on mi pomógł. wziął się za mni, zastosował
      co 2 dni makabryczne zestwy ćwiczeń, a zna się na tym, i zaczęłam
      chudnać, chudnę cały czas, czuję się bosko, rozkwitam na nowo, ale
      to niestety trudna i mozolna praca, poćwicz, pobiegaj, może to coś
      da, ja też jestem leniuszkiem, dleatego mąż wie,że musi być przy
      mnie i zmuszać do ćwiczeń jak już oadam na buźkę, porozmawiaj z
      partnerem ...smile
      • iwonkajoz Re: musze z kims porozmawiac... 02.02.08, 14:17
        ja tez mam problem z nasza klasa, jakie to glupie, ale dobijaja mnie
        komentatrze jakies panienek z ktorymi Lukasz mial cos kiedys
        wspolnego sad

        do tego zbliza sie mu spotkanie podstawowkowe, a te jego kolezanki
        to jakby rozkwitly, wszystkie ladne, autentycznie, mlode, swieze,
        zgrabne, a ja? a ja zaniedbana, gruba, niepewna siebie i jego sad w
        sumie niczego nie pewna. Do tego z niektorymi tymi dziewczynami z
        klasy cos bylo, a to buziak a to trzymanie za reke i teraz na takim
        spotkaniu beda flirty i podpuszczanie czy pamieta itd. a mnie to
        boli.

        Nie radze sobie z konkurencja na rynku. Wiem ze to glupio brzmi, ale
        wlasnie to sobie uswiadomilam.

        Jak wy czujecie sie jak wokol waszych mezow pojawiaja sie
        atrakcyjniejsze dziewczyny? ciagle sie starzejmy i ciagle wyrastaja
        coraz mlodsze, wydekoltowane itd. Nie umiem po prostu. Niedlugo
        znowu wiosna i lato i sie zacznie. Bede szla z Lukaszem chodnikiem i
        ciagle bedzie mijala nas jakas laska, z wszystkim na wierzchu.
        Zawsze zastanawiam sie wtedy co on mysli, co czuje, czy ona mu sie
        podoba, czy gdyby mogl to by czegos chcial, czy porownuje.

        Szalu dostaje. Zlapalam sie nawet na tym, ze myslalam o zakonczeniu
        tego zwiazku chociaz jest to juz 3 lata. Wole cierpiec chyba ze go
        nie mam niz ze go strace.
        • pade Re: musze z kims porozmawiac... 02.02.08, 14:46
          Czujesz się nieatrakcyjna, stąd ta zaborczość.
          Na to wszystko jest prosta rada: weź się za siebie. Nie psuj sobie i
          innym humoru tylko migiem na jakieś sportowe zajęcia. Wykup karnet,
          wtedy będziez musiala chodzić bo będzie Ci żal pieniędzysmileZacznij
          jeść ciutkę mniej, nie jakaś drakońska dieta, bo to Cię jeszcze
          bardziej zestresuje, po prostu postanów sobie zero kolacji, do 18
          jedz co chcesz. I tyle, jak zaczniesz się ruszać, troszkę mniej jeść
          poczujesz się lżej i będziesz miala więcej energii, a stąd prosta
          droga do lepszego humorusmile Idź też koniecznie do fryzjera,
          kosmetyczki, od razu będzie Ci lepiej. Jak to wszystko zaczniesz (to
          co napisalam powyżej) Twoje psychiczne nastawienie do świata się
          zmieni, uwierz w to, na pewno tak będzie. Z wlasnego doświadczenia
          wiem jak doluje przeświadczenie o wlasnej nieatrakcyjności. Ale
          tylko Ty jedna jesteś w stanie coś zmienić. Nikt tego za Ciebie nie
          zrobi. Pisalaś, że jesteś ladną dziewczyną, to polowa sukcesu!!!
          Trudniej przecież wyladnieć niż schudnąćsmile
          Gdy tylko zobaczysz efekty swoich dzialań powoli zaczniesz
          odpuszczać chlopakowi. Poczujesz się atrakcyjniejsza i bardziej
          pewna siebie, i Twoje zmartwienia znikną!
          On na pewno ma dosyć Twoich humorów i być może jego cierpliwość do
          Ciebie jest na wyczerpaniu, więc czas najwyższy, bierz się za siebie!
          Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, ze jesteś osobą inteligentną, z
          charakterem, więc uda Ci się, tylko daj sobie "kopa" i zacznij
          dzialać. Już od dziś, niedlugo wiosnasmile
    • asiek1975 Re: musze z kims porozmawiac... 02.02.08, 23:59
      Ja tez poradzilabym Ci przede wszystkim zabrac sie za siebie-
      schudnac, zaczac chodzic do fryzjera, malowac sie itp. Wiem co
      mowie, bo w pierwszej ciazy przytylam ponad 35 kg i potem nie moglam
      poznac samej siebie...Z atrakcyjnej dziewczyny stalam sie wielka
      baba, bez makijazu, zmeczona opieka nad dzieckiem. Wydawala mi sie,
      ze maz bedzie mial mnie dosc, choc nigdy nie dal mi odczuc, ze
      jestem dla Niego nieatrakcyjna. Ja jednak czulam sie w moim wielkim
      ciele zle i postanowilam ostro wziac sie za siebie- zaczelam mniej
      jesc, stosowalam diete Atkinsa ( polecam) zaczelam sie
      malowac,kupilam pare fajnych ciuchow, poszlam do fryzjera, paznokcie
      tez zawsze wymalowane ( no, nie zawsze ale czesto) no i od razu
      poczulam sie pewniej. Wiadomo, ze schudniecie zabralo mi troche
      czasu i kosztowalo mnie wiele wyrzeczen ale bylo warto. Teraz czuje
      sie ze soba dobrze i czuje sie pewnie, choc mam prawie 33 latasmile
      Tak wiec nie martw sie o swoj zwiazek, tylko bierz sie do roboty!
      Zycie przed Toba !
      • olushia Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 00:48
        a ja Ci polece coś innego,też mam za sobą okres zazdrości o męża o
        młode dziewczyny kręcące sie wokół niego( z racji pracy),że
        chciałam sie z nim rozstać, ale doszłam do wniosku,że skoro i tak
        myśle o rozstaniu z nim to moge to zrobić w każdej chwili i zaczęłam
        to olewać, przestałam sie stresować jego znajomościami z kobietami,
        nabrałam pewności siebie, bo przecież to ze mną jest tyle lat a nie
        z kimś innym.Ale nie zaszkodzi też zadbać o siebie szczególnie,że
        jak piszesz, Ci to przeszkadza.Ale najważniejsza jest zmiana
        nastawienia.Odejść zawsze zdążysz, a po co psuć związek głupią
        zazdrością( z tego co piszesz bezzasadną). A poza tym 27 lat to
        młody wiek i jeszcze wszystko przed Tobą.Pozdrawiam
        • iwonkajoz Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 11:03
          Dziekuje za wszystkie odpowiedzi. Moze macie racje, ze problem tkwi
          we mnie. Jak bylam szczupla, to czesto sie smialam i czulam sie
          seksi. Zreszta nie tylko dla swojego mezczyzny ale czulam sie tak
          rowniez wsrod innych. Rozmawialam o tym z mama i ona powiedziala mi,
          ze sama jestem sobie winna, bo wzielam sobie bardzo przystojnego
          mezczyzne, za ktorym zawsze beda biegaly kobiety sad((
      • asia_i_p Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 12:25
        A ja się z wami dziewczyny nie zgodzę. Jaki jest sens odchudzania
        się, dopóki człowiek ma takie niskie poczucie własnej wartości?
        Można się wpędzic w anoreksję.
        Nie zaczyna się od zmieniania siebie, bo to nic nie zmienia.
        Najpierw trzeba zmienic podejście do siebie, docenic, co się ma w
        sobie dobrego. Jeżeli człowiek zacznie się udoskonalac zanim sobie z
        pełnym przekonaniem powie, że jego wartośc jest w tym, że jest, a
        nie w tym, jaki jest, to może się wpędzic w jeszcze głębszą paranoję
        i kompleksy.
        Odchudzanie, fryzjerka i kosmetyczka są dobre dla tych, którzy to
        traktują jako częśc normalnego dbania o siebie - dbania z miłością o
        swoje ciało. Te same zabiegi mogą byc zabójcze psychicznie, jeżeli
        będą płynąc z niechęci do swojego ciała i z prób dowartościowania
        się za wszelką cenę.
        • marychna31 zgadzam się z Asią 03.02.08, 16:58
          Dodam jescze tylko, e prawdziwa atrakcyjność to coś dużo więcej niż
          rozmiar 34/36....

          Prawdziwie atrakcyjny partner to taki, z kim można się śmiać na
          codzień do łez, jak z nikim, z kim można pogadać o wszystkim i on
          wszystkiego wysłucha i wszystko zrozumie, to ktoś kto dzieli nasze
          marzenia, pasje, fantazje...no ale to dużo trudniejsze niż pójśc na
          siłownie...wink

          Jak pisałą Asia powyżej, pójście na siłownię niczego nie rozwiąże.
          Nawet jakbys na tej siłowni zamieszkała to ZAWSZE najdzie się ktoś
          szczuplejszy, z lepszymi proporcjami, regularniejszymi rysami,
          gęstszymi włosami.... Gdyby takie były kryteria atrakcyjności to na
          świecie szanse na udany zzwiązek i prawdziwą miłość mało by chyba
          tylko kilkanaście osób...

          Taki kult atrakcyjności fizycznej jest infantylny. pRawdziwy, udany
          związek to coś dużo więcej.
          • pade Re: zgadzam się z Asią-a ja nie 03.02.08, 20:44
            pójście na silownie problem rozwiąże-podczas wysilku fiz. wydzielają
            się endorfiny-czyli hormony szczęściasmile
            Autorka nie ma się porównywać z innymi tylko zrobić coś żeby poczula
            się lepiej. Zachowuje się paskudnie bo czuje się nieatrakcyjna. SAMA
            potwierdza, ze gdy byla szczuplejsza byla też szczęśliwa.
            Poza tym nie namawialam nikogo do glodówki czy zamieszkania na
            silowni, tylko do odrobiny ruchu. Podejrzewam, ze autorka przeważnie
            siedzi na kanapie, zamartwia się i zagryza stres lakociamismile
            • iwonkajoz Re: zgadzam się z Asią-a ja nie 04.02.08, 01:32
              jakbys mnie widziala... do tego wlaczony tv sad i glowa pelna glupich
              mysli.

              tak jak dzisiaj, on sie do mnie prawie wogole nie odzywal, byl na
              uczelni juz sobie cos nawobrazalam i chcialam puscic mu zlosliwego
              smsa, ze sie caly dzien odezwac nie umie bo pewnie jest tak zejety
              kolezankami, ale......... wytlumaczylam sobie! Iwona, on ciebie
              kocha wiele razy to udowadnial, to normalne ze chce pogadac i
              posmiac sie z innymi kobietami. Dzien minal. Siedzialam caly dzien
              smutna, to fakt. Duzo myslalam, analizowalam, ale nic nie zrobilam
              glupiego. O godzinie 18:17, czyli zaledwie dwie minuty po skonczeniu
              zajec Lukasz zadzwonil. Zapytal jak sie czuje, co u mnie slychac..
              potem powiedzial, ze strasznie za mna teskni i przeprasza ale nie
              mial kiedy sie odezwac, bo ma juz egzaminy. Fajnie nam sie
              rozmawialo. Ewidentnie to ja niszcze ten zwiazek. Szkoda ze nie da
              sie cofnac ostatnie roku. Bylam nie do zniesienia sad(( Musze cos z
              soba zrobic, zmienic sie albo odmienic, bo jezeli tego nie zrobie on
              odejdzie. Czesto powtarza, ze sie zmienilam, ze zgaslam, pyta o co
              chodzi itd. Glupia jestem. Tylko jak to sobie wytlumaczyc.
            • asia_i_p Re: zgadzam się z Asią-a ja nie 04.02.08, 11:31
              Z endorfinami się zgodzę. Ale wciąż mi się wydaje, że w przypadku
              autorki problem nie do końca tkwi w jej rzeczywistej
              nieatrakcyjności, a w postrzeganiu siebie jako nieatrakcyjnej.
              Jasne, że potwierdza, że gdyby była szczuplejsza, byłaby
              szczęśliwsza. Ale ja w to wątpię. Twierdzę, że znajdzie wtedy w
              sobie jakąś inną wadę. I dlatego uważam, ze najpierw musi się
              docenic taką, jaką jest (a może wtedy przestanie zadręczac partnera
              zazdrością, bo widząc własną wartośc, przestanie się bac tych
              wszystkich innych). Potem może udoskonlac w sobie to, co jej się nie
              podoba, ale najpierw musi się trochę polubic.
    • miminko Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 15:17
      jeśli nie zmienisz postępowania, doprowadzisz do szybkiego rozpadu związku, to
      oczywista oczywistość wink nawet jeśli on odejdzie do kogoś a nie po prostu od
      ciebie, i powiedzmy nawet do przerażającej cię "młodszej i ładniejszej"
      konkurentki to uwierz mi, nie z powodu atutów jej urody, ale charakteru. ty
      zaczynasz zamieniać jego życie w piekło. swoje też.

      przede wszystkim - wiek 27 lat to był pierwszy naprawdę fajny rok mojego życia
      (potem było już tylko lepiej!), poczułam się kobietą, znalazłam swój styl,
      nabrałam poczucia własnej wartości, w koncu zaczęłam uważać się za atrakcyjną.
      ALE też miałam ładnego młodszego chłopaka, za którym szalały inne panny (głównie
      gó..ary, dojrzałe babki nic w nim nie widziały hehe) i też mnie ta zazdrość
      rozwalała. z fajnej wesołej wyluzowanej laski zaczęłam się zmieniać w matkę,
      która ma dla niego tylko rozkazy i zakazy. zwiał do młodszej ale przede
      wszystkim - bardziej wyluzowanej. pocierpiałam, potem poczułam ulgę i
      postanowiłam już nigdy nie być zaborczą i zazdrosną. na razie, z moim
      przystojnym nowym narzeczonym udaje się - mam w nosie inne kobiety bo wiem, że
      on kocha tylko mnie. staram się też poświęcac mu więcej czasu, uwagi i miłości -
      taka nauczka po poprzednim związku.

      zajmij się sobą, a raczej wróć do siebie fajnej. wyładuj swoją frustrację na
      siłce. bądź dla niego dobra, zupełnie jakbyś go kochała smile za każdą zazdrosną
      myśl zadaj sobie karne zadanie - np. 10 przysiadów wink))

      nikt nie będzie cię kochał przecież, jeśli sama się nienawidzisz. będzie dobrze
      tylko zacznij się trochę starać.
      • miminko Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 15:18
        nie mogę z wykropkowanych g ó w n i a r hehehe
        • iwonkajoz Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 15:32
          Miminko, tak jakbys wiedziala w czym rzecz, czyli Twoj mezczyzna
          jednak odszedl, ja tego przerazliwie sie boje. Bardzo go kocham. W
          sumie nie zdawalams sobie z tego sprawy. Teraz gdy to wiem boje sie
          go utracic. Nie chce cierpiec. To mnie paralizuje.
          Tak bardzo zmienialam sie przez ostatni czas, ze teraz juz nie wiem
          co jest normalne, a co juz nie w relacjach miedzy ludzkich. Nie
          umiem wyznaczac granic. Miedzy mna a moim mezczyzna jest coraz
          gorzej. Sama to widze. On zamknal sie na mnie. Juz nie opowiada mi
          wszystkiego bo tak naprawde czepialam sie go na kazdym kroku. Teraz
          moge sie tylko domyslac i jest to jeszcze gorsze. Chyba mam cos z
          glowa. Nie umiem sobie z tym poradzic. Gdybym wiedziala ze cos
          takiego mi sie przydazy to chyba wolalabym go nigdy nie poznac i nie
          przezyc nawet tych pieknych rzeczy, ktore nam sie zdarzyly. Pierwszy
          okres byl wspanialy, teraz on juz nie jest tak za mna jak na
          poczatku, nie ma tylku smskow, dzwonienia. Wiem, ze sama go
          zniechecialam. Powiedzial mi niedawno, ze nie mozna cale zycie byc
          zakochanym, ale przeciez my nie mamy zadnych zobowiazan ten stan
          moglby potrwac dluzej. A ten bark czulosci i zachwytu, brak ciagu do
          mnie odbieram bardzo negatywnie, wtedy jeszcze bardziej wydaje mi
          sie, ze cos nowego i swiezego moze go zainteresowac. Nie wiem czy
          ktos rozumiem mnie. Wiem, ze taka jest kolej milosci, zwiazkow, ale
          ja chyba nie umiem sie z tym pogodzic.
          • miminko Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 16:14
            ja cię rozumiem bardzo dobrze. pamiętam doskonale jak się czułam. chciałabym cię
            jakoś pocieszyć, tylko do głowy same frazesy przychodzą.

            przeżyłam to, wycierpiałam się no. życie przecież też czasem polega na
            cierpieniu, też się wtedy czegoś uczymy, o sobie przede wszystkim.

            kiedyś postanowiłam, że do łózka będę chodzić tylko z mężczyznami, w których
            jestem zakochana (zdradzałam mojego pierwszego chłopaka z mężczyznami, którzy
            niewiele dla mnie znaczyli, to było takie... niepotrzebne, niefajne).
            dotrzymałam sobie tej obietnicy.

            po rozpadzie drugiego związku obiecałam sobie nie być zazdrosną, zaborczą. to
            jest jakiś wysiłek, praca którą należy wykonać dla spokoju umysłu. na razie się
            udaje.

            myślę, że ani ty ani twój chłopak nie jesteście dojrzali do stworzenia trwałego
            związku. tak potwornie boisz się go stracić, że aż podświadomie zaczynasz
            doprowadzać do końca tego związku, znam ten mechanizm. bo przecież kiedy go
            stracisz przestaniesz się bać, że odejdzie prawda? trochę to absurdalne, ale tak
            działa samospełniające się proroctwo.

            jedyna szansa dla ciebie to naprawdę mozolna, u podstaw praca nad sobą - i to
            nie tylko nad szczupłością swojego tyłka.

            a psychoterapeuta się przyda, chociażby jedno czy dwa spotkania. żeby
            zdefiniować to wszystko, ustalić jakiś plan tej pracy nad sobą. tylko proszę,
            nie myśl że jesteś psychiczna, takiej pomocy potrzebuje każdy z nas przynajmniej
            raz w życiu. mi wystarczyły dwie wizyty, było mi po nich duuużo lepiej.
            zrozumiałam wiele swoich błędów.
            • miminko Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 16:21
              errata - oczywiscie twoj lęk przed utrata mezczyzny i proba rozladowania go
              poprzez doprowadzanie zwiazku do kryzysu a co za tym idzie konca nie jest
              samospelniajacym sie proroctwem, za duzy skrot myslowy mi wyszedl wink

              samospelniajacym sie proroctwem jest twoje zalozenie, ze mezczyzna na pewno cie
              zostawi dla mlodszej i ladniejszej, ktore powstalo w momencie kiedy utracilas
              wiare w swoja atrakcyjnosc oraz ustawianie rzeczywistosci i relacji w takich
              sposob, zeby on w koncu cie zostawil. wielce prawdopodobne, ze nie dla mlodszej
              i ladniejszej ale po prostu sympatyczniejszej, jak juz pisalam.
              • iwonkajoz Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 16:29
                jestes madra kobieta! dziekuje Ci za to co napisalas.
                moglbym do Ciebie napisac na maila? wiem, ze to duza prosba, jak na
                dwie kobiety ktore przeciez sie nie znaja, ale chcialabym sie czyms
                jeszcze podzielic tylko juz nie na forum ogolnym. czuje ze mnie
                zrozumiesz.
                • miminko Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 17:44
                  jasne, pisz na gazetowego jak chcesz
                  • alumalu Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 18:35
                    miminko!
                    a co ja mam zrobic, mam troche podobny problem do autorki watku, mam
                    26 lat w grudniu 27 ,maz ma 30 jest srednio przystojny
                    ale mily i niesmialy wink)
                    i tak mam po ciazy mega kompleksywink)
                    tez jestem zazdrosna i robilam awantury! i choc nie przybralam na
                    wadze duzo to tylko 5kg. Kupilam pare ciuchow , kozaki i humor
                    lepszy.
                    moj problem to brak naturalnego zeba 4 u gory, mam zrobiony na
                    moscie przyklejony do 5 i 6(po ciazy i zlym leczeniu kanalowym sie
                    rozsypal)wyglada ok, ale w dziaslo mam wklesle po wyrwaniu korzenia.
                    i do tego moja jedna jedynka gorna sie przekrzywila i 2 mm jest
                    cofnieta.
                    Bylam u ortodonyty to nie jest wada do leczenia.Bo i tak musialabym
                    implanta wstawic. I tak chodze po miescie i w kazda wystawe patrze
                    na mojego zeba i czuje sie jak babcia, a kto nie wie nie rozpozna...
                    • miminko Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 21:38
                      a co ja mam poradzić na to, że każdy ma jakieś kompleksy?

                      krzywe nogi, krzywy ząb, krzywe ściany w domu.

                      nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje od drugiej osoby bycia ideałem. kocha
                      się nie za piękne zęby czy gęsty włos. kocha się mimo wad. kocha się, bo miłość
                      do tej konkretnej osoby daje nam poczucie szczęścia.

                      można zakładać, że facet nas zdradzi, można zakładać że dziecko nam zachoruje i
                      umrze, tylko co to za życie?

                      niedawno usłyszałam bardzo mądrą rzecz - w bycie szczęśliwym trzeba włożyć tyle
                      samo energii ile w bycie nieszczęśliwym. dla mnie wybór jest prosty smile a dla was?
    • lila1974 Wszystko zaczyna się od głowy 03.02.08, 20:56
      więc nie siłownia , kosmetyczka, fryzjer i super zakupy są receptą.
      Z tego, co piszesz wynika, że potrzebujesz wsparcia specjalisty.
      Nie, psychiatra ani psycholog Cię nie wysmieją - koniecznie się do
      któregos z nich wybierz!

      I zrób to szybko, zanim zupełnie zatrujesz siebie i swójego
      chłopaka, zanim rozwalisz wasz związek - jesli tak się stanie, to
      uznasz, ze miałaś rację, Twój facet wybrał kogoś ładniejszego,
      zgrabniejszego i fajniejszego od Ciebie, a prawda będzie taka, że
      sama wepchniesz go w łapy innej dziewczyny, bo on będzie się
      kierował instynktem samozachowawczym i zwieje od kogoś, kto niszczy
      mu życie.

      Wizyta u psychiatry to żaden wstyd!
    • mateoeasy Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 21:08
      ja tez bylam zazdrosna o meza..no moze i jestem nadal bardzo.ale to
      naprawde wynika ze slabej samooceny.ja bylam zazdrosna o dlugonoga
      blondynke..sama mam 5 kg nadwagi i blondynka nie jestem.ale kiedys
      spojrzalam w lustro i powiedzialam sobie ze zawsze jest jakis
      facet,ktoemu i ja moge sie podobac.nie schudlam od razu..bo 4 kg
      jeszcze zostalo,ale zainwestowalam w swoja buzie.mam 28 lat i mialam
      juz duzo siwych wlosow-wiec pasemka.potem jak poszlam do kosmetyczki
      to kobieta az sie ucieszyla ze tyle pracy miala..zaczelam dbac o
      cere,peeling i maseczki przeciwzmarszczkowe..stosuje to dopiero 3
      miesiace,ale jak patrze w lustro to nie widze starej baby no i moj
      maz stal sie zazdrosny!kupilam pare ciuchow takich dla nastolatek i
      ciesze sie tym..naprawde.i nawet ta blondyna teraz wydaje mi sie
      nijaka..jezeli przeszkadza ci otylosc zacznij nad tym pracowac a
      najlepiej zrob sobie plan-tak jest wygodniej.od czego tak przytylas?
      na to pytanie sobie odpowiedz i zacznij cos robic!a poza tym 2 lata
      roznicy to zadna roznica..pozdrawiam..
      • myelegans Re: musze z kims porozmawiac... 03.02.08, 23:10
        Dziewczyny tu nie w cerze i krzywych zebach, czy nadwadze rzecz. Co zrobicie jak
        bedziecie mialy 40, 50 lat? Przeciez mezczyzni zawsze beda sie ogladac za
        mlodszymi i ladniejszymi, niekoniecznie od Was odchodzac. SZkoda zycia, ale jak
        juz przybralo to rozmiary paranoiczne, to konieczna pomoc specjalisty. Nowy
        ciuch i dbanie o siebie i swoje zdrowie tak, ale tak na prawde to czy wstawienie
        nowego zeba = szczescie?
        Tak samo jest z operacjami plastycznymi, to nie one zmieniaja zycie.

        Trzeba po prostu SIBIE lubic i akceptowac, jak my samych siebie postrzegamy, tak
        nas postrzegaja ludzie.
        A co bedzie jak juz bedziecie stare i zapadniecie na jakas chorobe wymagajaca
        zabiegow pielegnacyjnych przez waszych mezczyzn?
    • wieczna-gosia Re: musze z kims porozmawiac... 04.02.08, 08:30
      Czy jezeli pojde z tym do psychiatry to mnie wysmieje?

      nie nie wysmieje. Psychiatra to nie babka z osiedlowej lawki i on zawodowo
      nikogo nie wysmiewa, tylko leczy.
      Zgadzam sie tez z tym, ze problem w glowie a nie w ciele i ze schudnac nie
      zawadzi i na basen pochodzic i fryzjer nie zaszkodzi, ale to sa srodki zaradcze
      krotkotrwale. Bo schudniesz, potem przytyjesz, zapomnisz pojsc do fryzjera i
      problem pozostanie.

      Ja bym sobie zaczela zadawac pytanie dlaczego on z toba jest teraz? Bo w koncu
      jestes przytyta, nieatrakcyjna, zaborcza i nieznosna a on jak slysze z toba
      jest, do p0ubu z toba chodzi, po pracy wraca. Rozwiazania sa dwa- albo on jest
      kompletnym bezmozgiem slepym na dodatek (wtedy nie ma sie o co martwic), albo ty
      przekoloryzowalas swoj obraz brzydkiej i zaniedbanej zlosliwej Hogaty.
    • karola1008 Re: musze z kims porozmawiac... 04.02.08, 11:00
      MOże to co napiszę będzie miało niewiele wspólnego z psychologią,
      ale wiele wspólnego z moimi własnymi doświadczeniami. Jeśli Iwonka
      źle się czuje będąc osobą grubą i zaniedbaną (jak sama pisze) to
      niech coś z tym zrobi. Lepszy wygląd poprawia samopoczucie, sama się
      o tym przekonałam. Zresztą Autorka też twierdzi, że było jej lepiej
      gdy była szczuplejsza. A psychoterapeuta swoją drogą oczywiście, bo
      mam wrażenie, ze dziewczyna tak się zamotala, że pomoc specjalisty
      może być konieczna.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja