mathiola
05.02.08, 23:09
I znowu zaczęliśmy dyskusję o prawach różnych grup społecznych i takich tam
innych...
Dyskusja zakończyła się (jak zwykle) kłótnią - on mi zarzuca sofistykę, ja
jemu kompletne oderwanie od rzeczywistości. Zdenerwowałam się w końcu tak (jak
zwykle), że aż go zostawiłam i przyszłam do was.
No żesz... Przecież mamy podobne poglądy, ale kiedy on zaczyna mnie drażnić
swoimi próbami obalenia moich poglądów, przy użyciu wywodów logicznych... No
nie panuję nad sobą, gdybym miała miotłę pod ręką, chyba bym go nią zatłukła
(jak zwykle)!
Ale z drugiej strony jak już ochłonę, zawsze śmiać mi się chce (teraz też).
Czy inne pary małżeńskie też prowadzą takie burzliwe dyskusje o problemach
natury społecznej?
Lubię mojego męża właśnie za to, że mogę z nim podyskutować. Ale nie lubię go
za to, że się ze mną w 100 procentach nie zgadza

)