e-milia1
24.02.08, 19:21
razem ze szwagrem mamy urodziny w tym samym dniu. nigdy nie robilam
imprezy (co tez za zle czesto miala mi zona szwagra). w tym roku
zdecydowalismy sie na wspolna impreze razem ze zwagrem u nas w
domu. ja mialam zrobic czesc rzeczy, reszta mial zajac sie szwagier
i jego zona(mieli przywiezc tort, napoje, alkohol). dwa dni
przygotowywalam wszystko. mam male dziecko, ktore ciagle domaga sie
towarzystwa, do tego maz mial nadgodziny wiec wszystko robilam sama
gdy mala juz spala. wczoraj popoludniu czekam na gosci, jedni
skontaktowali sie, ze juz sa w drodze i zaraz beda. nagle zadzwonil
piecioletni syn szwgra i mowi, ze nie przyjada bo rodzice sie
kloca, powiedzial, ze da mi mame, ale ta odlozyla sluchwke.
wkurw... sie niesamowicie, bylam zla na siebie, ze dalam sie tak
wrobic. zostalam bez tortu i reszty i z masa zarcia....chcialo mi
sie ryczec bo troche czasu stracilam na przygotowywanie
wszystkiego. rozumiem, ze ludzi sie kloca. tez czasem z mezem tak
sie popstrzykamy, ze nie mam ochoty nigdzie z nim isc. wkurzylo
mnie jednak to, ze dorosli ludzie nie potrafili sami zadzwonic i
powiedziec o co chodzi, tylko kazali dziecku dzwonic...zla jestem
jak osa!