szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej...

24.02.08, 23:44
Nie śpię kolejną noc. To nic, bywało, ze nie spałam więcej. Nie
wiem, ile jeszcze takich nocy przede mną. Piłam dziś. I nic to nie
dało, jestem rozpaczliwie trzeźwa. Nie umiem nie pamiętać.
zadzwoniła do mnie. Powiedziala, że cię kocha, że ty kochasz ją. Że
się rozwiedziesz, że weźmiesz Maciusia. Ze to moja wina, że jest
chory. Ze nie jestem dobrą matką, bo nic nie robię, żeby on wyszedł
z tej choroby. Że powinnam zrzec się praw rodzicielskich, bo ona
będzie lepsza matką niż ja. Jej słowa ciągle dzwięczą mi w głowie. A
TY... Ty nie zaprzeczyłeś, chociaż wydawało mi się to
nieprawdopodobne, chociaż nie wierzyłam, że tak może być. prawie od
razu przyznałes się. Jesteś z nią od 3 lat. Chociaż ona jest
starsza ode mnie prawie 15 lat. ma córkę , która moglaby być moją
siostrą. Urodziłam chore dziecko. Czy to moja wina? zamiast sypiać z
Tobą jezdziłam po szpitalach. Nie mialeś czasu. by jexdzić ze mną.
Wiem - pracowałeś. Nie powiedziałeś mi tylko, że gdy ja byłam z
Maciusiem w szpitalu TY byłeś u kochanki. Gdy ja na badaniach , na
które wozili nas znajomi mojego taty, bo ty nie mialeś czasu, TY u
kochanki. Gdy pokazywałam Ci wyniki badań - nie wierzyłeś. Uważałeś,
że jestem przewrażliwiona, że to urojenia. Nie jeżdzileś z nami. Bo
po co, wolełeś czes spędzać z nią. Znalzłam w Twoim telefonie
dziesiatki smseów do niej. O tym, jak kocha, jak tęskni, jak dobrze
jej w Twoich ramionach. Nie sypiasz ze mną od prawie roku. W
zasadzie w lutym upływa rok. Powiedzialeś mi, że nie chcesz, bo
czujesz, że sypiając ze mną... zdradzasz ją. Znalazłam w Twoim
portfelu 3 tyś zł. Na adwokata. Na rozwód. Wiesz, że nie pracuję. Ze
mam zasiLku na Maciusia 153 zl. Że prawie nie jem, bo zarabiasz tak
mało. że musiałam ostatnio prosić o 100 zł od Twojej znajomej, bo
nie dajesz mi na życie. Przecież uwazasz, że 700 z., jakie mi dajesz
na miesiąc, to tyle pieniędzy. Dziwisz się, że kupuje sobie ubranie
w taniej odzieży i noszę spodnie za parę złoty przez rok.
Nie winię Cie. Pracujesz po 12 godzin na dobę za 3000 zł. Co prawda,
mowileś mi, że pracujesz w soboty... To nie jest prawda, wtedy
jeżdzisz do niej,...Dziwisz się, że nie jestem umalowana, że
ostatnio źle wyglądam... że nie wygladam jak dawniej, ze 15 kg to
taka róznica... Tak Cię prosiłam: nie odchodż, kocham Cię, daj mi
sznasę, spróbujmy jeszcze raz... Powiedzialeś, że to już
postanowione, że nie zmienisz decyzji. że to moja wina. że jestem
brzyda, ważę nie tyle, co trzeba, dziecko jest idiotą... Problem w
tym, że nie potrafię przestać Cię kochać z dnia na dzień... Kocham
Cię. Nie rozumiem, dlaczego mnie zdradzasz. Dlaczego robisz mi
krzywdę. dlaczego odchodzisz???? Dlaczego nie chesz mnie dotykać????
Dlaczego placzesz za nią???
Byłam z Toba 8 długich lat. 5 lat temu urodził się Maciuś.
pamiętasz, jak przyjechalismy ze szpitala? był tak cicho, miesiąc po
porodzie kochalismy się. Nie wiedziałam, ze już wtedy mnie
zdradzałeś.
Dobrze wiesz, że nie mamy gdzie pójść. Moja mama kazała mi... uwieść
Cię,... i powiedziała... ze wlasne bródy pierze się we własnym domu.
Poza tym.... nie chce Maciusia, pozwala mi wrócić, ale bez niego...
Ty wiesz, że ja nie pracuję, bo jak, nie dało się pogodzić choroby
Maciusia i pracy,,,
PlAKAŁAM W NOCY, Maciuś jeszcze nie spał, nie chciałam, żebyś
słyszał, ale Maciuś powiedział: mama, nie płacz, przescieradło? Tak
płakałam, że pewnie chusteczka by nie wystarczyła...
Usłyszaleś, powiedzialeś, że to moja wina, że odchodzisz.
    • demarta Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 00:04
      nicku na jeden raz... aktualnie napewno masz wrażenie, że całe zło
      tego świata skupiło się na twojej osobie. muszę przyznać, że
      faktycznie jest tego dużo. nie sposób tego ogarnać...

      płacz ile wlezie i wyrzucaj te złe emocje. one szybko nie miną, ale
      kiedyś i dla ciebie zaswieci słońce. ja wiem, ze dzisiaj, kiedy jest
      tak beznadziejnie nie sposób w to uwierzyć. w najbliższym czasie
      czeka cię sporo trudnych dni. ale one nie będą trwać wiecznie.

      trzymam za ciebie kciuki i życzę, żeby los odwrócił się o 180%
      najszybciej jak to możliwe!
    • 5aga5 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 00:12
      Załóż sprawę o alimenty dla siebie i chorego Maciusia.
      Mam tu małą niejasność - Maciuś ma 5 lat, on jest z kochanką od 3
      lat, a piszesz że jak Maciuś się urodził to on miał kochankę.
      Albo ja źle zrozumiałam, albo może Ty.
      Dlaczego tolerujesz taką sytuację od 5-ciu lat ?
      Dziecko jest wspólne i wspólnie powinniście o niego dbać, zwłaszcza
      jeśli jest chore.
      Jeśli on ma to gdzieś, to nie pozyczaj kasy od jego znajomych tylko,
      jak pisałam na początku, staraj się o alimenty.
      a co jego i Twoja rodzina na to ?

      • nickk_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 09:26
        powiedział mi, że zdradzał mnie, jak byłam w ciąży z jakąś inną
        babką, a co sobie miał żałować. Nawet dokładnie pamiętał, kiedy -
        jak pisałam pracę magisterską w wakacje ( chciałam się obronić przed
        porodem, nic z tego nie wyszło - ciążę znosiłam nie najlepiej,
        leżałam trochę na patologii ciązy, no a po ciązy to już na studia
        nie miałam jak wracać )
        Przecztałam jej smsy do niego - jak idiotka nigdy nie sprawdzałam
        jego telefonu. I jak idiotka nigdy nie sprawdzałam jego poczty - a
        tam maile od tej... baby.

        Dlaczego toleruję? Nie wiem, czy toleruję sad Najpierw to zyłam w
        zasadzie tylko dzieckiem - może to moja wina, fraktycznie nie
        sypialiśmy ze sobą, i bolalo mnie i chodziłam niewyspana, sama męża
        z łózka wywaliłam do drugiego pokoju bo spałam z malym sad Co rusz
        mnie nie było, pomieszkiwałam u rodziny, bo od nich było bliżej do
        Centrum zdrowia dziecka. On przyjeżdzał na weekendy- przyjeżdzał
        późno, jak się okazało, najpierw jechał do baby.Twiedzi, że ona
        nawet po niego przyjeżdzała. A w ogole to jest w nim zakochana,
        wrażliwa i on musi o nią dbać, bo to taka dobra kobieta. I
        powiedział, że to nie możliwe, żeby ona ze mną niegrzecznie
        rozmawiała, że na pewno ją sprowokowałam, bo kłótkiwa jestem uncertain

        Ba, ja mu mogę mowić, że to nasze dziecko - a on od zawsze twiedził,
        że bardziej moje, bo to ja je chciałam. I twierdzi, że z inną mamą
        byloby zdrowe uncertain

        Ja świetnie wiem, że muszę się pozbierać. Ale... kiepsko mi idzie.
        Przeraża mnie to wszystko. Nie pracuję, jednocześnie nie mogę dostać
        świadczenia pielęgnacyjnego bo slubny zarabia nieprzywoicie za duzo.
        Nikogo nie interesuje, że połowa forsy to koszty wynajęcia
        mieszkania. Tu jest kolejny problem - mieszkanie. Moja mama nie chce
        słyszeć o naszym powrocie - nie i już, nawet się biedna raczyła
        zmartwić, gdzie ja pójde mieszkać. Zresztą sugerowała, że faktycznie
        może on weźmie małego. Weźmie, zobaczy, że nie da rady i szybko
        odda. Nie wiem, jak kolosalnych alimentów musialabym się domagać,
        żeby było mnie stać na chociaż kawalerkę. Myslałam o pokoju, ale to
        w zasadzie odpada, gdzie z chorym małym dzieckiem do obcych ludzi,
        ludzie chcą mieć spokój w domu... Z drugiej strony wiem jakie są
        realia i jakie alimenty zasądzają nasze sądy. Szczególnie, że on już
        wyposazył się w prawnika. Próbowałam z nim rozmawiać, stwierdził, że
        już postanowił, zresztą powiedział, że "kochanka jest skutkiem
        mojego parszywego charakteru a nie przyczyną problemu" Czyli: to ja
        jestem winna. Co ciekawe, uznał, że mały jest zdrowy, a to ja mu
        wymysliłam chorobę, żeby mieć powód do nie pracowania i żeby na nim
        pasozytować. Powiedział, że jezdziłam po szpitalach, jezdziłam to w
        koncu mu zdiagnozowali. Jak ja mam mu tłumaczyć, że do szpitala
        wysłał nas pediatra a chorobę potwierdziła ordynator chirurgii? On
        nie słyszał diagnozy, bo go tam po prostu nie było...
        A w ogole to kochanka jest na medal, bo podobno lubi trójkąty a on
        zawsze o tym marzył, a ja się nie zgadzam ;p
        Z jego rodziną jestem w kiepskich stosunkach, jego rodzice rozwiedli
        się wiele lat temu, zresztą pamiętam, jak tesciowa też uważała, że
        chorobę sobie wymyśliłam i jak kazała sobie płacić za parorazową
        kilkugodzinną opiekę nad małym u niej w domu. Nawet nie chce mi się
        tego komentować.
        Szczerze mowiąc, to boję się zmian - zawsze się och balam. Jestem
        typem samotniczki, domatorki, jak doszło co do czego, to okazało
        się, że nawet nie mam z kim pogadać. Na gg mam całe trzy kontakty -
        mamę, męza i duzo mlodszego brata ( oczko w głowie mamusi )

        Może i on ma trochę racji. Uważa, że jest mi potrzebny tylko do
        dawania pieniędzy ( powiedział mi, że najrozsądniej będzie znaleść
        mi drugiego frajera, co mnie bedzie utrzymywał) że jestem
        roszczeniowa, że ciągle tylko daj i daj. Fakt. Tylko skąd ja mam
        wziąć? Mowi, że mam iść do pracy - fajnie, tylko co z małym? ze musi
        wszystko sam. Jasne - w domu samo się sprząta, pierze, gotuje,
        zmywa. Argument męza : na sprzataczkę wyda się mniej a w barze
        większy wybór dań. Ręce mi opadają...

        Sorry, że tak dlugo, ale musiałam się wygadać ( wypisać ? ) I już mi
        trochę lepiej...
    • gacusia1 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 01:59
      Nie martw sie,SLONCE!!! Nie wart Ciebie taki gnojek.
      Tak,jak mowi Aga-zaloz sprawe o alimenty na siebie i dziecko!!! Nie
      ponosisz zadnych oplat z tym zwiazanych.Tobie przysluguja alimenty z
      racji,ze nie pracujesz a nie pracujesz bo choroba Maciusia nie
      pozwala.
      Dasz sobie rade,zobaczysz.Poszukaj w internecie dodatkowej pomocy
      finansowej.
      Nie ma w tej calej sytuacji Twojej winy.A dran-Twoj maz,mowi tak by
      siebie oczyscic z wyrzutow sumienia.
      Glowa do gory!Jutro bedzie lepszy dzien!
      • gacusia1 Jeszcze o alimentach 25.02.08, 02:01
        Nawet jesli nie macie rozwodu,masz prawo zlozyc w sadzie wniosek.I
        pamietaj-na siebie tez!!!
        • czukczynska Re: Jeszcze o alimentach 25.02.08, 07:15
          Smutno mi się zrobiło.
          Gnojek jeden...
          Walcz o alimenty i się trzymaj...
          • miruka Re: Jeszcze o alimentach 25.02.08, 07:46
            zasiłek pilęgnacyjny to na pewno nie jest jedyne świadczenie do
            jakiego masz prawo, walcz o każde pieniądze dla dobra swojego i
            dziecka, ze wszystkiego: zasiłek, świadczenie, alimenty uzbiera się
            jakaś podstawowa sumka, potem jakaś praca w domu i wyjdziesz na
            prostą, zobaczysz, a my trzymamy kciuki, nie tkwij w tej sytuacji,
            rozwód jest ci niezbędny żeby się usamodzielnić i stworzyć z synem
            pełnowartosciową rodzinę
    • be_em wiesz... 25.02.08, 08:23
      bardzo, bardzo Ci współczuję... faceci to jednak marny podgatunek i
      większości przypadków nie stają na wysokości zadania.. bardzo dobrze
      zrobiłas, że zajęłaś sie Maciusiem, że jeździłaś na badania, na
      leczenie, że dbasz o swoje chore dziecko! opowiadanie pierdoł, że
      rozpad pożycia to Twoja wina doprowadza mnie do pustego śmiechu...to
      ciekawe, że facetom przeszkadza 15 kilo, nieumalowane rzęsy, chore
      dziecko itd.itp. a podobno sie czlowiek wiąże na dobre i na złe? to
      znaczy ze jak za 10 lat będziesz miala zmarszczki tez by Cię rzucił?
      ech... wiem, że dzis świat Ci sie wali na glowe, ale..naprawde go
      kochasz? za to, ze go przy Tobie nie było? za to, ze tak Cie
      skrzywdził? że Maciusia krzydzi? że Ty zajmowalas sie chorym
      dzieckiem a on sobie baraszkował z jakąś babą? neeee.... nie
      wierzę...to "kocham" to bardziej znaczy "nie poradzę sobie, nie chce
      być sama"...drogi nicku na jeden raz...nie warto żyć byle jak aby z
      nim, bo po co? nie chce - niech idzie! teraz niech pracuje po 18
      godzin, żeby zarobić na Ciebie, na dziecko, absolutnie rozwód z jego
      winy, alimenty na Was oboje. Nikt Ci dziecka nie zabierze! Jak
      kochanica dzwoni, odłóż słuchawkę, przeciez nie bedziesz sie z obca
      baba licytowac o wlasne dziecko!! ci faceci, jaj nie mają, jak mąz
      ma Ci coś do powiedzenia to niech sam powie, a nie babą sie wyrecza!
      jak trzeba mieć we łbe nastukane, zeby zadzwonić do żony kochanka i
      grozić jej odebraniem syna?! matko jedyna!!! spokojnie...
      wypłacz sie, wyżal, otrzyj łzy, podnieś głowe wysoko i dasz radę!!!
      nie chce Ciebie - Was to nie! poradzisz sobie bez zbędnego balastu w
      postaci męża, który wpedził Cię w emocjonalny dołek. On pewnie sie
      spodziewa rozpaczy, łez, szlochu i błagań o litość, a guzik! nie daj
      mu tego, zaskocz go, niech sobie nie myśli gnojek jeden! nie
      będziesz żebrać o uczucia! nie będziesz skamleć o to by łaskawie
      zwrócil na Ciebie uwage!
      I jeszcze jedno! To NIE JEST TWOJA WINA, że on odchodzi! To jest
      JEGO WINA, ze sobie nie poradził, stchórzył, podkulil ogonek i
      wczołgał się pod kołdrę starej baby, bo go bolesna rzeczysistość
      (chore dziecko) przerosła! to TY DAŁAŚ RADĘ!
      nie poddawaj sie proszę! nie poddawaj sie...
      • croyance Re: wiesz... 25.02.08, 10:48
        Wszystko pieknie, ale jesli chcemy, zeby nas traktowano powaznie
        (nas, kobiety) nie powinnysmy glosic takich oto kwestii:

        'faceci to jednak marny podgatunek i
        większości przypadków nie stają na wysokości zadania.. '

        Seksistowskie i stereotypowe; cos, z czym walczymy, jesli chodzi o
        nas. Boze, gdyby ktos tu napisal jakiemus chlopu 'nie martw sie
        stary, wszystkie baby to k.'!
        Samego watku nie komentuje, ale stanowczo protestuje przeciwko takim
        opiniom!
        • be_em Re: wiesz... 25.02.08, 12:16
          croyance napisał:

          Samego watku nie komentuje, ale stanowczo protestuje przeciwko takim
          opiniom!

          schylam głowę pełna pokorysmile masz racjęsmile
          • croyance Re: wiesz... 25.02.08, 12:19
            Bardzo dziekuje - pozdrawiam Cie serdecznie.
            • be_em Re: wiesz... 25.02.08, 13:41
              croyance napisał:

              Bardzo dziekuje - pozdrawiam Cie serdecznie.

              I wzajemniesmile
        • rita75 Re: wiesz... 25.02.08, 13:57
          stanowczo protestuje przeciwko takim
          > opiniom!

          ja rowniez...zreszta, juz sie kiedys wypowiadalam na ten temat
          • be_em Re: wiesz... 25.02.08, 14:08
            rita75 napisała:

            ja rowniez...zreszta, juz sie kiedys wypowiadalam na ten temat

            eee...no już sie pokajałam przeczieżsmile
            • rita75 Re: wiesz... 25.02.08, 14:15
              > eee...no już sie pokajałam przeczieżsmile

              no wiem...ale przeczytalam to pozniej niz napisalambig_grin
    • morgen_stern Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 09:20
      Obawiam się, że to troll. Ten Maciuś.. i jak słusznie jedna
      zauważyła, nie zgadzają się lata.. Kolejna niespełniona pisarka tongue_out
      • nickk_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 09:27
        Wiesz co, sama jesteś troll. Do tego podly.
        • morgen_stern Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 09:36
          To nie ja mam jednorazowy nick i nie ja snuję mało wiarygodne
          opowieści wink
          Po prostu nie trzyma się to kupy.
          • nick_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 27.02.08, 16:35
            Bardzo się cieszę, że moja historia jest nieprawdopodobna. To
            znaczy, że może większości kobiet się nie przytrafi.

            A co do anonimowości - przekonałam się, że internet jej nie
            zapewnia. Że bardzo łatwo mnie "namierzyć". Było już tak kiedyś, że
            mój mąż wiedział ( nie wiem czy sam czytał czy ktoś mu powiedział )
            co pisałam. A ja nie chcę, żeby wiedział.

            Najłatwiej jest zarzucić komuś kłamstwo - a co, prawda? Łatwo,
            prosto i przyjemnie.
        • kachwi1 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 14:06
          zaraz, zaraz. dlaczego nazywasz inną osobę podłą? czy zrobiła ci coś
          złego? to, że ma wątpliwości co do tego, co ktoś napisał w
          internecie, nie oznacza, że można tę osobę obrażać.
          zgadzam się z komentarzami na końcu wątku - nie wiemy, na co choruje
          twój synek, ale trzeba po prostu wziąć się w garść i iść do pracy.
          jeśli dziecko wymaga stałej opieki - płacić opiekunce. nie może być
          tak, że twój mąż ma z tobą być tylko dlatego, że inaczej nie
          miałabyś się jak utrzymać. nie na tym polega małżeństwo. a opiekunce
          możesz zacząć płacić z alimentów na chore dziecko. z pensji na pewno
          starczy na wynajęcie kawalerki. nie musisz przecież od razu mieć
          cyfrowej telewizji i internetu, prawda? od czegoś trzeba zacząć.
          musisz wziąć życie w swoje ręce. trzymam kciuki!
          -
      • ewcia1976 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 09:35
        A ja myślę, ze to nie troll, chyba nawet wiem kto pisze.
        A ty kochana trzymaj się, pomoc społeczna w naszym kraju nie dażyć
        ale nie da też umrzeć. Zorientuj się co Ci przysługuje, i zrób
        wzystko zeby wrócić do równowagi psychicznej , wtedy napewno m nie
        odbierze ci Malca. A jemu solidny kopniak się należy.
        • nick_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 27.02.08, 16:36
          Ewcia, jestli to Ty... No to wiesz, co pisałam na innym forum o
          naszej pomocy społecznej sad
      • spacey1 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 10:14
        Jakie lata ci się nie zgadzają? Napisała, że zdradzał, ale czy napisała, że z tą
        samą kobietą?
        • morgen_stern Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 10:57
          Nie, więc niech może uporządkuje fakty?
    • deela Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 09:30
      > razu przyznałes się. Jesteś z nią od 3 lat.
      (...)
      > Byłam z Toba 8 długich lat. 5 lat temu urodził się Maciuś.
      (...)
      > miesiąc po
      > porodzie kochalismy się. Nie wiedziałam, ze już wtedy mnie
      > zdradzałeś.

      zdecyduj się
      • nickk_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 09:32
        Na co?
        • driadea Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 09:42
          No i czym się przejmujesz?
          Niech idzie (kochasz go i przecież chcesz, żeby był szczęśliwy - dobrze wiesz,
          że z Tobą mu się to nie uda...), w domu niczego nie ubędzie (i tak nie było go
          całymi dniami, nie dawał pieniędzy, oparcia, pomocy), a przynajmniej będziesz
          miała szanse na normalne życie (nie pytaj jak - to zależy od Ciebie), zresztą,
          nie tylko Ty, bo i mąż i dziecko i być może nawet tamta kobieta (choć domyślam
          się, że średnio Cię to obchodzi).
          O pieniądze się nie martw, będą alimenty (wyższe niż te marne comiesięczne 700
          zł, więc suma sumarum wyjdziesz na tym in plus), zasiłek, może jakaś zapomoga -
          dasz radę.
          Wszystko okrzepnie i będziesz wdzięczna losowi, zobaczysz.
      • spacey1 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 10:15
        kurczę, czy napisała, że zdradzał ją z tą samą kobietą?
        • morgen_stern Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 12:49
          spacey1 napisała:

          > kurczę, czy napisała, że zdradzał ją z tą samą kobietą?


          Ale tez nie napisała, że zdradzał z więcej niż jedną, więc może nie
          nadinterpretuj?
          • asocial Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 13:18
            no przeciez napisala, ze zdradzal ja z inna jak autorka pisala prace magisterska
            w wakacje.

            (czuje sie jak komentator marnej telenoweliwink)

            ale historia faktycznie nieciekawa.
            ja sie tylko zastanawiam, dlaczego ludzie decyduja sie na tak powazny krok jak
            np dziecko bez przemyslenia czegos sie naprawde od zycia chce.
            w twoim watku nie ma aboslutnie nic o milosci, jest tylko zal, ze tracisz zrodlo
            utrzymania.
            a maz nie jest zly.
            pomijajac fakt zdradzania ciebie w czasie ciazy i utrzymywania relacji z inna
            kobieta nie jest zly: jego argumenty sa dobre, bardzo konkretne i przemyslane.
            moze cos w tym jest?
            gdzie placz, rozpacz za utracona miloscia, gdzie? jak na razie opisalas tylko
            jaki to z niego ch.., ze go nigdy nie bylo( fakt) i ze nie bedziesz miala pieniedzy.


            • nick_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 27.02.08, 16:40
              Wiesz, akurat o miłości też tam jest. Z drugiej strony mój mąż
              bardzo skutecznie przez dłuzszy czas zabijał we mnie wszystkie
              pozytywne uczucia.
              I powiem Ci, że dla mnie "miłość" jest równie dużo warta co
              poczucie, że mamy gdzie jeść i mieszkać. Poza tym nie masz pojęcia,
              czy płaczę za ta miłością czy nie. Raczej za utraconymi złudzeniami,
              bo jak przyszło co do czego to okazało się, że żadnej miłości nie
              ma. Miłości jednostronnej nie można nazwać miłością.
    • iwles Może tutaj znajdziesz pomoc ? 25.02.08, 10:00

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=571
      • tosina A na co choruje syn? 25.02.08, 10:13
        Piszesz tyle o chorobie syna,ze uniemozliwila Ci studia, pojscie do
        pracy itd wiec na co choruje syn?
    • qunegunda Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 12:48
      Nie jesteś winna rozpadu małżeństwa, ale jesteś sama sobie winna że
      znajdujesz się w tak rozpaczliwym położeniu.

      Każda kobieta, która nie pracuje zawodowo jest NIEODPOWIEDZIALNA.
      Na rezygnację z pracy nie ma żadnego wytłumaczenia, chorobą dziecka
      nie nalży się zasłaniać.

      Faceci to wybrakowany podgatunek, trzeba wielkiej naiwności żeby
      liczyć na samca. Cóż kobiety są naiwne.
      • spacey1 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 13:10
        I tu się nie zgadzam. Owszem, życie bywa okrutne i zaufanie bywa, że zostaje
        zawiedzione. Ale nie zawsze rezygnacja z pracy jest nieodpowiedzialnością.
        Czasem aby zaopiekować się chory, dzieckiem trzeba zrezygnować z pracy. Są
        choroby i choroby.
        • qunegunda Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 14:42
          tja, kiedy dziecko jest chore ryzyko porzucenia przez partnera
          WZRASTA
          Jesli kobieta ma chore dziecko TYM BARDZIEJ powinna zadbac o
          bezpieczenstwo finansowe
          kwestie opieki nalezy rozwiazac WSPOLNIE z partnerem, rozwazyc pomoc
          osob trzecich, takze odplatna

          Kobieta, ktora rezygnuje z pracy zawodowej jest glupia i
          nieodpowiedzialna. Bez dwoch zdań.
          • spacey1 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 15:10
            Bzdura! Jeśli małżeństwo nie miałoby do siebie krztyny zaufania (a tak
            postrzegam umowę w małżeństwie - ty pracujesz zawodowo, a ja prowadzę dom), to
            po co w ogóle się wiązać? Poza tym rezygnacja z pracy w przeszłości nie jest
            czymś nieodwracalnym. Może podjąć pracę teraz, kiedy tego potrzebuje.
      • croyance Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 13:42
        'Faceci to wybrakowany podgatunek, trzeba wielkiej naiwności żeby
        liczyć na samca. Cóż kobiety są naiwne.'

        A ja, jak ta policja mysli, chodze po watkach i prostuje tego typu
        sformulowania. Moze ktos da mi etat? smile

        Nie bede sie powtarzala, bo juz wyzej napisalam, co sadze o takich
        opiniach.

        • margo_kozak Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 13:48
          Dziewczyno dostałaś szanse od zycia aby ułożyć sobie Zycie na nowo.
          Facet cie zdradza, nie kocha, nie dotyka a ty go błagasz o powrot???
          Ale po co? Zebys mogla patrzec na niego.
          Musisz koniecznie wziąć się w garść, zaczac działać a nie czekac na
          niego.
          Skladaj pozew o alimenty, może udaloby ci się pojsc do pracy? Bo po
          kilku latach siedzenia w domu z chorym dzieckiem na pewno troche
          zdziczałaś. Uniezaleznilabyc się finansowo.
          • verdana Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 13:57
            A mnie jednak nęka pytanie.
            Dlaczego taki s... chce zaopiekowac się chorym synem? Jaka kochanka
            bierze dobrowolnie ciężko chore dziecko, przy ktorym trzeba
            zrezygnowac z pracy?
            Zwykle albo facet jest skonczonym łajdakiem i zostawia matkę z
            chorym dzieckiem, albo chce walczyc o chore dziecko i osobiscie się
            nim zająć - uważajac slusznie czy nie - że bedzie miało lepsza
            opiekę.
            Mnie się też cos tu nie zgadza.
            • iwles Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 14:16

              Czasami w takich sytuacjach - facet - chcąc zwalić całą winę i
              odpowiedzialność za rozpad małżeństwa - szuka winy w żonie. Tak więc
              na pierwszy rzut idzie - jesteś złą żoną złą matką itp....
              A chcąc "dowalić" obecnej żonie - wysuwa argument o odebraniu
              dziecka. Liczy na to, że złamie zonę i ta, aby tylko zostawić jej
              dziecko - zgodzi się na wszystkie jego warunki.
              Często - jet to zwykła złośliwość i chęć dokopania leżącemu!
            • nick_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 27.02.08, 16:47
              Nie wiem. Służę telefonem do owej damy. Może przedstawi Ci swój
              punkt widzenia. Mnie powiedziała, że... lubi dzieci. A powaznie, to
              uwazam, że to ona nakręca spiralę : zobacz, jaka jestem cudowna,
              wezmę cię z tym balastem, zobaczysz, damy radę, to wina twojej żony
              ze jest jak jest. I myslę, że świetnie wie, że w naszych warunkach
              dziecka na pewno nie dostanie, więc niczym nie ryzykuje, a wychodzi
              na świętą...Ale to tylko moja teoria.
      • nick_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 27.02.08, 16:43
        Ależ dziękuję bardzo.

        Rozumiem, że z pozycji pracodawcy bardzo chętnie zatrudniasz
        pracownika, ktory kilka razy w tygodniu wychodzi na kilka godzin bo
        z dzieckiem leci na leczenie.

        Pracowałamo, dokąd skończyłam szkołę średną. Na poczatku studiów
        nawet w McDonaldzie. Potem w biurach. Teraz nie pracuję - akurat
        ludzi z takim wykształceniem ( humanistyczne ) jjest dużo, pracy w
        biurze - mało. Woliałabyś zatrudnić mnie czy pannę bez dziecka i
        zobowiązań?
    • rita75 Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 13:55
      "Powiedzialeś, że to już
      postanowione, że nie zmienisz decyzji. że to moja wina. że jestem
      brzyda, ważę nie tyle, co trzeba, dziecko jest idiotą... Problem w
      tym, że nie potrafię przestać Cię kochać z dnia na dzień... Kocham
      Cię. Nie rozumiem, dlaczego mnie zdradzasz. Dlaczego robisz mi
      krzywdę. dlaczego odchodzisz???? Dlaczego nie chesz mnie dotykać????"

      Rozumiem, ze kochasz, ale gdy ponizasz sie w ten sposob- to az sie
      prosi, by cie kopnac.
      • dlania Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 25.02.08, 16:45
        Konkretnie:
        Przysługuje Ci (po rozwodzie) swiadczenie pielęgnacyjne (430 zł) , zas.
        pielegnacyjny (153zł), może jakis dodatek dla samotnych matek (mozna pytac w
        MOPSie, składac podania o zasiłki na konkretne potrzeby - leki itd) + alimenty
        na Ciebie i dziecko = calkiem solidne dochody, za które mozna wynając kawalerke
        i w miare zyc.
        Nie wiem, jaka to choroba i dlaczego nie możesz pójśc do pracy.
        Jesli obłożna (chyba nie, skoro Twój mąż i tesciowa ja kwestionują) to postaraj
        sie o pomoc pielęgniarki środowiskowej.
        Jesli nie oblozna, to dlaczego dziecko nie chodzi do przedszkola (integracyjnego
        np.)? za rok i tak pójdzie do obowiązkowej zerówki.
        • nick_na_ten_jeden_raz Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 27.02.08, 16:50
          Nie mowię, że nie mogę, tylko że nie pracuję.

          I że trudno mi pójść do pracy ze wzgledu na brak dyspozycyjnosci. W
          tej chwili wynajmujemy mieszkanie - prawda, że nie kawalerkę. Ale
          faktem jest, że wynajęcie kawalerki dużo tańsze nie będzie. I że
          mnie na to nie stać.

          faktem też jest, że na razie tylko sama piętrzę przed sobą problemy
          i nakręcam się - ale faktem tez jest, że się boję. I tyle.
          • pieskuba Re: szukam winy w sobie i nie mogę odszukać jej.. 27.02.08, 17:58
            Eeeee, jakoś nie mogę się doczytać... Na co choruje Twój syn? To
            dość istotne, kilka razy Cię pytano... Czyli co to za schorzenie?
    • 18_lipcowa1 jezu jaka ckliwa telenowela........ 25.02.08, 16:25
      szczerze? na wymioty mnie zbieralo jak to czytalam.
      • prawdziwy.kobus szczerze? 25.02.08, 21:05
        mnie na wymioty zbiera jak ciebie czytam.
        • liwia2004 Re: szczerze? 26.02.08, 15:43
          Mnie też i to za każdym razem, jak ty to robisz lipcowa?
          • prawdziwy.kobus lipcowa dawaj swoje zdjęcie 26.02.08, 15:57
            i zdjęcie męża.
            Mam ochotę się pośmiać.Miś Uszatek i Plastuś to małe uszysmile)))))))))
            Śmiejesz się ze wszystkich więc daj pośmiejemy się z
            ciebie.Zasługujesz na to.

            Kto chce fotkę w/w pary zapraszam na privsmile))
            • kropka_nadii Re: lipcowa dawaj swoje zdjęcie 26.02.08, 17:16
              Lipcowa się kiedyś już pokazywała. Bardzo przeciętna dziewczyna, która sądzi, że jest piękna, mądra i w ogóle smile Niestety...
              • zebra12 Może to lipcowa siostra Dody? 26.02.08, 19:04
                ?
                • kali_pso Re: Może to lipcowa siostra Dody? 26.02.08, 19:07
                  Mentalnie- jak najbardziejwink
                  Identyczne samouwielbienie....
    • zebra12 Do Nick na ten jeden raz! 26.02.08, 19:08
      Słuchaj, przede wszystkim posłuchaj mądrych dziewczyn: to nie Twoja
      wina!
      A nie słuchaj tych, co Cię posądzają o trolowanie. Mnie pisały te
      same osóbki identycznie to samo! Niektórym przez myśl nie
      przechodzi, że takie rzeczy dzieją się w życiu. A wszelkie
      nieszczęscie kojarzą z serialami i to kiepskimi. Widać yakie tylko
      oglądają.
      Ja też przeżywam nieciekawe małżeństwo. Jestem w trakcie rozowdu.
      Napisz do mnie na gg, jesli chcesz pogadać: 244 68 65
      Podam Ci tez link do fajnego forum, gdzie nikt Cię o trolowanie nie
      posądzi, bo tam same babki znające twarde życie, nie telenowele!
      Trzymaj się!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja