walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyństwo

26.03.08, 14:06
Zauważyłam, że wiele mam traktuje swoje macierzyństwo, jak jakąś
katorżniczą pracę. Jak czytam o siedzeniu z dzieckiem przy piersi
przez 24h na dobę (tu narażam się pro-piersiowcom), poświęceniu we
wstawaniu w nocy co pół godziny, kilkugodzinnym lulaniu przed snem,
restrykcyjnych dietach karmiących (tak na wszelki wypadek - pomijam
skazę, czy alergie), separacji od znajomych, itd, to włosy jeżą się
na głowie.
Moim zdaniem podanie butelki - czy to z mlekiem własnym, czy
modyfikowanym nie jest żadną porażką. Poza tym wiele mam na tym
forum udowodniło, że dziecko można nauczyć jeść (najadać się) o
określonych porach, czy kłaść je spać bez ceregieli. Dzieci mają też
tatusiów, babcie, ciocie, którzy też świetnie radzą sobie z dziećmi,
a mama nie musi być na każde zawołanie.
Dziecko jest najważniejsze, ale mama też ma prawo do prywatności,
przyjemności, czy przespanej nocy. Nie chcę, żeby moje dziecko
kiedykolwiek pomyślało, że jego dzieciństwo to czas mojej walki lub
poświęceń.
    • dorianne.gray Brawo! n/t 26.03.08, 14:35

      • o_ulus Re: Brawo! n/t 27.03.08, 09:51
        no ja sie zgadzam mozna sporo zrobic przy dziecku ale nie zawsze nieraz mlody
        jest marudny i tylko na raczki do mamy i klops tyle do zrobienia i nic bo na
        chwilke posadzisz i placz. Ja mam meza tylko na wekendy a i wtedy on ma sporo
        do zrobienia nieraz mam dosc ale niech sie ta kluseczka moja usmiechnie i
        wszystko jest ok nieraz sobie odpuszczam to co mialam zrobic to poczeka a to
        slodka dzidzka nie smile
        • sokolasty Re: Brawo! n/t 30.03.08, 20:37
          Zbiorę zaraz bęcki, ale trzeba trochę dystansu. Jakiś czas temu, moja córka
          miała wtedy 3 miesiące, miałem cieżkie chwile. Dwie godziny nieprzerwanego
          placzu, bujania, tulenia, noszenia itp. Z nerwów waliłem pieścią po ścianach. W
          końcu wyszedłem z siebie na balkon na papierocha, bo - jak napisałem wyszedłem z
          siebie. Wracam - nie to dziecko. Spokój, cisza, daj jeść, połóż spać, wsio.
          • fammpirella Re: Brawo! n/t 30.03.08, 21:44
            za co becki? za to, ze zabraklo ci pomyslow jak ulzyc dziecku,
            ochlonales (w sposob szkoliwy dla zdrowia, ale twoj wybor, szkoda
            tylko ze potem pewnie smierdzialeswink, ale rozwiazles "problem"
            maluszka? walenie piescia w sciane nie jest oznaka spokojuwink, a
            dzieciacki to czuja i chlona te nasze emocje jak gabka. cos o tym
            wiem...i czasem nie trzeba robic nic tylko... uspokoic SIĘ.
            • darekf5 dzieci to Szczęście 31.03.08, 10:20
              wiem, bo mam dwójkę. I nieważne, że czasem mają gorszy dzień.
              Są takie cudowne. I powiem wszystkim jedną radę, spokój pomaga
              zawsze. Gdy dziecko płacze, po prostu trzeba je uspokajać. Nigdy nie
              denerwować się na nie.
              To nie takie trudne. Dziecko wyczuwa nasz spokój, nasze emocje. A
              gdy je coś boli (ząbek, brzuszek) i jest niespokojne to POTRZEBUJE
              naszego spokoju.
              Wychowanie dzieci to nie jest praca. To dar. Najcenniejszy na
              świecie.
              • mamadzieci-2 Re: dzieci to Szczęście 31.03.08, 11:12
                realnie oceniając wychowanie dzieci to baaaaaardzo ciężka praca a
                my rodziece musimy mieć właśnie tego świadomość od samego początku.
                Nie, nie mówię tego w jakimś "negatywnym" kontekście. Oczywiście
                dzieci to szczęście, ale żeby one mogły nazwać się w przyszłości
                dziećmi szczęścia - wieeeelki nasz w tym udział musi być.
                • darekf5 Re: dzieci to Szczęście 31.03.08, 11:22
                  A ja będę się upierał, że dzieci to nie jest praca.
                  Rónie dobrze można napisać, że oddychanie to praca. Albo patrzenie w
                  telewizor. Wstanie z łózka.
                  Dzieci to szczęście. Ogromne, piękne, niepowtarzalne. Przebieranie
                  dziecka, gotowanie dla niego, ukladanie porozrzucanych zabawek,
                  patrzenie na jego uśmiech, słuchanie jego paplania, bycie z
                  dzieckiem. TO SZCZĘSCIE.
                  • mamadzieci-2 Re: dzieci to Szczęście 31.03.08, 11:37
                    darekf5 napisał:

                    > A ja będę się upierał, że dzieci to nie jest praca.
                    > Rónie dobrze można napisać, że oddychanie to praca. Albo patrzenie
                    w
                    > telewizor. Wstanie z łózka.
                    > Dzieci to szczęście. Ogromne, piękne, niepowtarzalne. Przebieranie
                    > dziecka, gotowanie dla niego, ukladanie porozrzucanych zabawek,
                    > patrzenie na jego uśmiech, słuchanie jego paplania, bycie z
                    > dzieckiem. TO SZCZĘSCIE

                    ja też sie nie zgadzam,że dzieci to praca, i tak też nie piszę. Nie
                    zgadzam się tez z osobami, które parę postów wyżej piszą że bycie
                    matką to ich kolejna funkcja , jedna z wielu. Oczywiście że to
                    szczęście mieć rodzinę, dzieci, to siłą rzeczy całkiem
                    przewartościowuje nasz świat. Mówimy tu jednak o wychowaniu,jak ja
                    je postrzegam, takim w pełnym tego słowa znaczeniu , którego efekty
                    mozemy widzieć dzięki pracy, nie takiej "katorżniczej" ale
                    świadomej, budującej, odpowiedzialnej, wspólnej, z refleksjami .Nie
                    można wychowywać na totalnym luzie, z głową w chmurach, bez
                    patrzenia w przyszłość. Nie odbierz tego jako odbicie piłeczki w
                    twoją stronę. Pozdr
    • aannaa6 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 26.03.08, 14:40
      Też tak myślałam... zanim nie miałam dziecka. Życie moje poglądy zweryfikowało.
      Niestety, nie wszystkie dzieci to książkowe wzorce. Mimo pomocy dziadków i
      znajomych ja z mężem byliśmy wykończeni przez pierwsze pół roku.
      • margo_kozak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 26.03.08, 14:53
        to ja jeszcze dodam ze niegotowanie i niesprzatanie, bo przeciez
        jest dziecko.
        a pojscie do fryzjera?? to dopiero wyzwanie
        • ammazuko Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 26.03.08, 15:58
          i odepchnięcie męża od siebie, bo przecież mam dziecko!smile
          Ja mam dwoje i jakoś udało mi się wprowadzić stałe pory karmienia i spania, a ja
          mam też czas dla siebie.
          Właśnie za kilka minut wychodzę sobie z domku.
          Ugotowane i posprzątane też mamsmilePrzy dobrym planie wszystko można
          • betty842 aannaa6 ma rację! 26.03.08, 21:49
            Moja mama zawsze mi powtarzała:"Nie mów ze przy nim(małym) nie
            umiesz posprzątać,wyprać i ugotować!Ja miałam Was troje i jakoś
            wszystko musiałam i mogłam zrobić!" Do czasu...Byłam zmuszona
            wyjechać na 1 dzień,więc poprosiłam mamę zeby została z małym.Po
            powrocie usłyszałam:"To było straszne!Przy nim nic nie mozna
            zrobić!" Od tego czasu mama nie zgodziła sie juz więcej na
            przypilnowanie mojego dziecka.Otwarcie mowi:"Nie!Nim się ciągle
            trzeba zajmować a ja muszę ugotować(wyprać/posprzątać)."
            • pollla Re: aannaa6 nie ma racji! 27.03.08, 09:36
              Mój synek też jest towarzyski (musi być cały czas w kontakcie
              wzrokowym, słuchowym, dotykowym), ale nie znaczy, że ma to mi
              dezoganizować dzień. Jak był malutki nosiłam go w huście, albo
              przenosiłam w leżaczku. Teraz siedzi w foteliku, huśtawce lub na
              macie. Wszystkie czynności domowe można zamienić w świetną zabawę.
              Pranie to przecierz masa kolorów, warzywa na obiad też. Szczotka
              świetnie podskakuje, a odkurzacz wciąga różne drobiazgi.
              Poza tym można sobie gadać, śpiewać, robić miny, śmieszne ruchy,
              połaskotać, czy dać buziaka. I wszystko się da.
              A co do mamy - no cóż, to że 20 czy 30 lat temu ktoś był w stanie
              wychować dzieci, nie znaczy, że dzisiaj ma na to siłę.
              Trochę kreatywności. Czasami warto zejść do poziomu dziecka.
              • betty842 Re: aannaa6 nie ma racji! 27.03.08, 12:31
                Wiesz,moj synek nie był towarzyski tylko płakał prawie non stop (jak
                cos musiałam zrobić to kosztem tego ze on cały czas płakał-nawet w
                lezaczku obok mnie).Teraz jest juz troche lepiej (ma 9m).A co do
                mojej mamy to ona ma więcej wigoru i sił niz ja (ciągle jest w ruchu
                i nienawidzi siedzieć bezczynnie),więc jak juz ona powiedziała ze
                nic przy malemu nie mogła zrobic to naprawde tak jest.
            • silje78 Re: aannaa6 ma rację! 29.03.08, 15:44
              podpisuję się pod tym. co prawda moja córka jest naprawdę
              bezporblemowa to wiem, że są dzieci z którymi tak łatwo nie jest.
              nie każdy rodzić ma grzeczne poukładane dziecko i nie jest temu
              winien. moja olka z nami to aniołek. trochę pomarudzi, ale nie jest
              źle. jak została u teściów to p 9h byli wypompowani. jedynie moja
              mam nie odczuwa tego jao katorgęwink
    • adria-3 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 27.03.08, 09:57
      to nie jest takie proste
      1. nie każda mama ma na kogo liczyć z rodziny a na nianię może jej nie stać
      2. nie każda ma doświadczenie z małymi dziećmi
      3. dzieci są różne
      Ja zupełnie nie radziłam sobie z najstarszą, w nocy co godzinę do niej
      wstawałam, nikt nie chciał z nią zostawać (dziś jest duża i nadal bardzo żywotna
      smile) Z drugą córką miałam zero problemów, najbliżsi bez problemów z nią
      zostawali. Najmłodsza ma kilka miesięcy i też jest spokojna. Świetnie daję sobie
      teraz radę z całą trójką a przy najstarszej zupełnie nie radziłam sobie, choć
      miałam tylko ją.
      • margo_kozak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 27.03.08, 11:00
        adria-3 napisała:

        > to nie jest takie proste
        > 1. nie każda mama ma na kogo liczyć z rodziny a na nianię może
        jej nie stać

        ja bylam sama ttylko z M. (ktory pracuje na zmiany), rodzice 150 km
        dalej, tesciowa pracujaca

        > 2. nie każda ma doświadczenie z małymi dziećmi

        to moje pierwsze dziecko, i uwazam ze poradzilam sobie swietnie,
        tymbardziej ze nie mialam nikogo, kto moglby mi sluzyc rada. za to
        mialam łeb na karku i wlasny rozum

        > 3. dzieci są różne

        tak dzieci sa rozne, ale tak naprawde to my rodzice uczymy ich
        wielu przyzwyczajen. np. to ze mama jest z dzieckiem 24h/dobe, ze
        tatus sie nie zajmuje dzieckiem

        gdy gotowalam moje dziecko asystowalo mi w lezaczku, gdy odkurzalam
        lezal sobie poprostu na kanapie albo macie


        gdy chcialam wyjsc to M. podawal dziecku bebilon. moje karmienie
        piersia wcale na tym nie ucierpialo, bo karmilam ponad 9 miesiecy
        • dragon_fruit Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 18:02
          moja w leżaczku, to się darła w niebogłosy (w chuście też)

          ogolnie goowniany wątek w pseudowzniosłym stylu

          wychowanie jest również pracą -tyle
    • netka6666 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 27.03.08, 10:14
      Urodziłam synka gdy miałam 35 lat. Przez 35 lat miłam czas na
      sprzatanie, spanie 20 h/dobę, na szaleństwa, fryzjerów i zawsze
      świeże firanki. Od dzieciństwa zalezy przyszłość dziecka, czy
      wyrosnie na wierzącego w siebie, dobrego człowieka. Pól roku przy
      cycu? A niech wisi przy cycu. Byleby przez nastepne kilkadziesiat
      lat był szczęśliwym człowiekiem. Ja dzieciństwa nie miałam. rodzice
      nie byli zainteresowani poświęceniem sie. Zimny chów w strasznym
      wydaniu. i mnie i bratu odbiło sie to na psychice i na charakterze.
      ja poświęciłam cały mój czas macierzyństwu. teraz Kuba ma 9,5 m-ca.
      jest usmiechniętym, pogodnym słoneczkiem. I oby tak dalejsmile
      • kasiapfk Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 27.03.08, 12:56
        Netka, a nie sądzisz, że przegięcie w drugą strone tez jest
        szkodliwe?
        Nie piszę żeby urazić, albo Cię pognębić. Tak tylko, dla refleksji.
        Byc może twoje przyzwolenie na półroczne wiszenie przy cycu, to jest
        wynik własnie zimnego wychowania jakie Ty odebrałaś. A może nie i
        fajnie jesli Tobie i maleństwu odpowiada taki układ smile

        Moim zdaniem: kazdy ma inny punkt wytrzymałości.
        Mam 3 synów. Każdy inny. wiem doskonale co to znaczy nie móc wyjśc
        do wc czy nie móc sie umyć. Ale wiem tez co znaczy uśmiechnięte
        wiecznie zadowolone z życia dziecię smile
        Wiem, co to ponad 2 lata nieprzespana ANI JEDNA noc, ale wiem co to
        trzymiesięczniak przesypiający KAŻDĄ noc od tego czasu. Dzieci są
        baaardzo różne.
        Moi trzej synowie bardzo się od siebie różnią.
      • owocoskala Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 14:06
        Od dzieciństwa zalezy przyszłość dziecka, czy
        > wyrosnie na wierzącego w siebie, dobrego człowieka. Pól roku przy
        > cycu? A niech wisi przy cycu. Byleby przez nastepne kilkadziesiat
        > lat był szczęśliwym człowiekiem.
        Jako mama już 8-latki, szczęśliwej, bardzo odważnej i mądrej mogę
        się pod tym tylko podpisać. Wisiała przy piersi, kiepsko spałam rok,
        byłam wykończona psychicznie i fizycznie ale warto było i niczego
        nie żałuję.
    • d.hassenpflug Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 27.03.08, 10:28
      Zgadzam sie.
      U nas pierwszy miesiac byl ciezki, no ale musielismy sie jakos wszyscy zgrac. Od poczatku jednak przyzwyczajalam syna do obecnosci innych osob. I tak po miesiacu bylam w stanie wyskoczyc juz do fryzjera, czy na samotne zakupy.
      Teraz dziecko (odpukac) mam uregulowane. Ma 5.5 miesiaca. Jest towarzyski i nie lubi zostawac sam, ale wystarczy byc w zasiegu jego wzroku czy tez gadac z nim z drugiej czesci mieszkania. Sam domaga sie kapieli i polozenia spac wieczorem (tak sobie tlumacze ;p) poczym zasypia bez ceregieli (ODPUKAC). Az sie chce miec drugie dziecko, serio.
    • zona_mi Bez uogólnień proszę. 27.03.08, 10:56
      Karmienie piersią nie musi być (i często nie jest) jednoznaczne z
      zatraceniem siebie i skierowaniu się wyłącznie na dziecko.

      Dzieci karmione butelką n.i.e są mniej absorbujące, marudne,
      wymagające, płaczące niż karmione piersią, tylko na okoliczność
      sposobu karmienia.

      Organizacja opieki nad dzieckiem przy zaangażowaniu (lub nie)
      rodziny nie ma bardzo dużo wspólnego ze sposobem karmienia, ale
      raczej z ogólnym podejściem do tematu, oraz samym dzieckiem - jego
      potrzebami i wymaganiami.
    • budzik11 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 27.03.08, 11:19
      ninoczke napisała:

      > Zauważyłam, że wiele mam traktuje swoje macierzyństwo, jak jakąś
      > katorżniczą pracę.
      > Dziecko jest najważniejsze, ale mama też ma prawo do prywatności,
      > przyjemności,

      Jeśli dla matki zajmowanie się dzieckiem jest "katorżniczą pracą", to jasne, że
      lepiej podać butlę, wyjść na imprezę itd., dzieckiem może zająć się ktoś inny.
      Ale są też matki, dla których opieka nad dzieckiem jest po prostu przyjemnością.
      Co kto lubi.
      • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 18:14
        budzik11 napisała:

        > ninoczke napisała:
        >
        > > Zauważyłam, że wiele mam traktuje swoje macierzyństwo, jak jakąś
        > > katorżniczą pracę.
        > > Dziecko jest najważniejsze, ale mama też ma prawo do
        prywatności,
        > > przyjemności,
        >
        > Jeśli dla matki zajmowanie się dzieckiem jest "katorżniczą pracą",
        to jasne, że
        > lepiej podać butlę, wyjść na imprezę itd., dzieckiem może zająć
        się ktoś inny.
        > Ale są też matki, dla których opieka nad dzieckiem jest po prostu
        przyjemnością
        > .
        > Co kto lubi.

        Szkoda dziecka, naprawdę, jeśli mama postrzega je jako "katorżniczy"
        obowiązek... a może te matki, które krzyczą o zdrowym egoizmie,
        karmieniu butelką, na rzecz uczestnictwa w imprezach, powinny były
        być szczere wobec siebie i nie decydować się na dziecko? bo po co?
        aby się męczyć? aby od niego uciekać?
        • biaga Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 14:36
          > Szkoda dziecka, naprawdę, jeśli mama postrzega je
          > jako "katorżniczy" obowiązek... a może te matki, które krzyczą
          > o zdrowym egoizmie, karmieniu butelką, na rzecz uczestnictwa
          > w imprezach, powinny były być szczere wobec siebie i nie
          > decydować się na dziecko? bo po co?
          > aby się męczyć? aby od niego uciekać?

          A moze tak zobaczylabys cos posrodku miedzy cycem a imprezami?
          Dlaczego mam byc zachwycona jesli wlasnie kupilam dlugo wyczekiwana
          ksiazke, i musze czekac az dziecko pojdzie spac zeby ja przez chwile
          poczytac? Przez chwile, bo potem padne, jak wiekszosc mam wieczorem.
          Nie tesknisz za weekendem, ktory moglas spedzic na totalnej
          bezczynnosci albo za wakacjami, ktore nie uplywaja na pilnowaniu
          dziecka zeby sie nie utopilo, i kiedy nie jestes zmuszona zawijac do
          domu o godzinie 20?
          Sa plusy i sa minusy, a kto tych drugich nie dostrzega (usiluje nie
          dostrzegac albo usiluje przekonac otoczenie ze nie dostrzega), ten
          jest hipokryta albo poddal sie jakies dziwnej indoktrynacji na temat
          macierzynstwa bez niedogodnosci.
          Uprzedzajac pytania: mam dziecko, cycem karmilam, na imprezy nie
          chadzam, czasem mnie to wszystko cieszy, a czasem doluje. Kogo nigdy
          nie doluje, ten jak dla mnie jest robokopem.
    • patrycja25.live Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 27.03.08, 12:08
      Wydaje mi sie, ze macierzynstwo to nie walka, ale poswiecenie siebie dla dobra dziecka napewno. Nie kazda babcia, dziadek chce sie zajac dzieckiem, nie kazdy ojciec chce lub moze wstawac do dziecka w nocy, nie zawsze dziecko chce byc u drugiej babci, lub dziadka, nikt nie wezmie na dlugi spacer oprocz mamy, nikt poza mama nie wie kiedy dziecku dac jesc, nie kazda mama umie nie myslec co robi dziecko kiedy jej nie ma w domu, nie kazda mama ma spokojne dziecko, ktore sobie posiedzi, sie pobawi kiedy ona sprzata lub gotuje. Zazdroszcze wam kobitki tego, ze umiecie zajac sie i soba, i domem, i dzieckiem, ja tego chyba nie potrafie. Siedze w domu z dzieckiem, jedyna rozrywka to spacer albo zakupy w supermarkecie, no i raz na kilka miesiecy wyjscie do restauracji, ale jaka z tego przyjemnosc kiedy w kazdej chwili moge dostac telefon: kiedy w koncu przyjedziecie do domu, dlugo jeszcze???
    • daisy74 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 12:12
      Normalną sytuacją powinno być,to,że każda kobieta postępuje w
      zgodzie z własnymi przekonaniami.Jeżeli chce karmić piersią to
      podejmuje starania by w taki sposób karmić.Chce karmić butelką to
      karmi butelką.Nigdy o sobie nie pomyślałam,że się poświęcam karmiąc
      piersią.Zresztą dla mnie poświęcenie to sytuacja rozciągnięta w
      czasie i obejmująca znaczną część życia człowieka.Owszem,dwa
      pierwsze miesiące były uciążliwe i pewnie też szukałam wsparcia na
      forum karmienie piersią.Ale żeby zaraz mówić o poświęceniu?Jak mały
      z kolei miał 3 miesiące to z kolei ktoś mógłby powiedzieć,że jestem
      wygodnicka,,bo idąc do znajomych czy do parku nie musiałam pamiętać
      o butli i mleku.Wystarczyło tylko poszukać ustronnego miejsca i
      nakarmić malucha.A,co do diety eliminacyjnej-stosowałam ją i obecnie
      sobie to chwalę(chociaż niektórzy nie mogli się nadziwić-po co)A
      chwalę sobie,bo w ciągu dwóch miesięcy wróciłam do wagi sprzed ciąży
      (a przez ciąże przytyłam 20 kg)przy jednocześnie bardzo dobrych
      wynikach krwi i poziomu wapnia.No i czekolada super smakowała po 4
      miesiącach niejedzenia jejsmileA,co do walki-warto walczyć o to by żyć
      w zgodzie z własnymi przekonaniamismile)
    • urszak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 14:23
      fajnie ze watek jest podpiety na stronie glownej.
      Ninoczke, masz absolutna racje. Pewnie matkipolki nas zjedza, no bo jak to mozna
      zeby Matka miala prawo cos dla wlasnej wygody zrobic, zamiast byz na kazde
      kwekniecie dziecia przez pierwsze nascie lat jego zycia... tongue_out
      Moje jest na butli od urodzenia, i uwazam ze to byla jedna z najlepszych decyzji
      mojego zycia wink Jak czytam czy slysze o matkach ktorych dziecie wisi na "cycu"
      kilka godzin to sie juz tylko smieje.
      A potem sie panie dziwia, ze panowie sobie ida w diably z domu od pani, ktora
      zamiaet z emzxem woli spac z niemowlakiem i nawety prysznica nie wezmie bo dziec
      nie moze 10 minut byc sam wink
      Z jednym tylko sie nie zgadzam: dziecie nie jest najwazniejsze. Jest baaardzo
      wazne, chwilami nawet bardziej absorbujace niz cokolwiek innego na swiecie, ale
      nie NAJwazniejsze. Bycie matka to tylko jedna z moich funkcji. Szkoda mi troche
      kobiet, ktore przez matkowanie definiuja cala siebie, w sumie nie jest to za
      dobre ani dla nich, ani ich dzieci. Na szczescie na forum widze, ze juz powoli
      kobitki ucza sie zdrowego egoizmu.
      • budzik11 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 14:36
        urszak napisała:

        > > Moje jest na butli od urodzenia, i uwazam ze to byla jedna z najlepszych decyzj
        > i
        > mojego zycia wink

        No i super, moje obydwoje na piersi i wcale nie uważam tego za najlepszą decyzję
        mojego życia, tylko za tzw. oczywistą oczywistość. Ja tu nie widzę żadnych wyborów.

        Jak czytam czy slysze o matkach ktorych dziecie wisi na "cycu"
        > kilka godzin to sie juz tylko smieje.

        No i fajnie, bo się możemy obie pośmiać, ja też się śmieję z dzieci butelkowych smile

        > A potem sie panie dziwia, ze panowie sobie ida w diably z domu od pani, ktora
        > zamiaet z emzxem woli spac z niemowlakiem i nawety prysznica nie wezmie bo dzie
        > c
        > nie moze 10 minut byc sam wink

        No świetnie, jak jest idiotą, to niech spada, ważne, że zostawił swój materiał
        genetyczny. Jakbym miała się zastanawiać, czy mój mąż mnie zostawi dla innej, bo
        śpię z niemowlakiem, to sama bym mu się pomogła spakować.

        > Z jednym tylko sie nie zgadzam: dziecie nie jest najwazniejsze. Jest baaardzo
        > wazne, chwilami nawet bardziej absorbujace niz cokolwiek innego na swiecie, ale
        > nie NAJwazniejsze. Bycie matka to tylko jedna z moich funkcji. Szkoda mi troche
        > kobiet, ktore przez matkowanie definiuja cala siebie,

        Nie znam nikogo takiego. No może matkę rodziny pszczół, bo to jej jedyna funkcja wink

        Na szczescie na forum widze, ze juz powoli
        > kobitki ucza sie zdrowego egoizmu.

        No właśnie - cudownie, że mamy wolną wolę - ty uczysz swoje dziecko zdrowego
        egoizmu, a ja swoje bliskości i czułości. I wszyscy są szczęśliwi.
        • urszak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 14:48

          > ty uczysz swoje dziecko zdrowego
          > egoizmu, a ja swoje bliskości i czułości.

          szkoda, ze nie potrafisz sobie wyobrazic dziecka, ktore zna i bliskosc, i
          czulosc, i zdrowy egoizm jednoczesnie. Jesli dla Ciebie jest albo/albo, to
          wspolczuje rodzinie, bo ALBO ich kochasz, a ze wtedy nie wolno Ci byc egoistka
          ani troche, to maja darmowa sluzaca; ALBO dbasz o siebie, nie okazujac nikomu
          czulosci.
          Albo nie przemyslalas tego co napisalas, albo naprawde masz tak ograniczony
          obraz swiata...
          • budzik11 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 15:01
            Egoizm w swojej definicji jest skupieniem się na sobie i swoich potrzebach. To
            JA jestem najważniejsza i MOJE potrzeby stawiam przed potrzebami innych. Nie ma
            czegoś takiego jak zdrowy albo chory egoizm - egoizm to egoizm.
            Współczuję ci, że kojarzysz w ogóle macierzyństwo z jakimś wyrzekaniem się
            siebie, męczeństwem, a posiadanie dzieci uważasz za jakąkolwiek przeszkodę w
            zaspokajaniu własnych potrzeb, że w ogóle widzisz potrzebę "uczenia się zdrowego
            egoizmu". Że karmienie piersią uważasz za "wiszenie na cycu", że uważasz, że
            można nie mieć czasu na wykąpanie się czy miły wieczór z mężem. Masz jakiś
            wypaczony obraz macierzyństwa. Mnie moje dzieci w niczym nie przeszkadzają, nie
            czuję się zaniedbana, moje potrzeby są zaspokojone i mąż na razie nie zamierza
            mnie zostawić wink Posiadanie dzieci i opieka nad nimi jest po prostu
            przyjemnością, a nie nieustanną mordęgą i opędzaniem się od "wiszących non stop
            na cycu" bachorów.
            • little_lola Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 15:32
              Budzik, w ogole nie rozumiem Twojej agresji skierowanej na urszok..
              Dlaczego niby dziecko karmione butelka uczy sie egoizmu? Niegdzie
              nie jest powiedziane, ze bobas karmiony piersia wyrosnie potem na
              wspanialego i cieplego czlowieka a ten karmiony butelka nie..Urszok
              nie wspomina nigdzie, ze dla niej opieka nad dzieckiem jest mordega,
              ani tez, ze sie "opędza" od bachorow.. wszystko to dopowiedzialas..
              Ona tylko stwierdzila, ze podoba jej sie zmiana modelu matkowania z,
              powszechnego do niedawna, typu "Matki Polki" na postawe znacznie
              bardziej dojrzala i swiadoma.
              Poza tym, sposob jaki mowisz o swoim mezu - "wazne zeby zostawil
              material genetyczny" jest dla mnie okropny... Zastanawiam sie czy
              nie jestes jedna z tych kobiet, ktore maja meza tylko po to by
              dokonac "swietego" aktu kopulacji, a gdy ten jest zwienczony
              powodzeniem, maz schodzi na drugi plan...
              To, ze ty karmilas piersia - OK, super - ale nie obruszaj sie na
              innych, ze wybrali co innego ("dla mnie nie ma innego wyboru") i ze
              maja inne podejscie niż ty. Nie masz monopolu na racje i najlepszy
              sposob wychowania.
              • budzik11 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 15:53
                Agresja? jaka agresja?
                to urszok, czy jak jej tam, pierwsza wspomniała o egoizmie. I ja nie pisałam o
                swoim mężu, tylko o jakimś teoretycznym, który mógłby zostawić mnie jeślibym
                spała z niemowlakiem. Taki facet jest nic więcej nie wart.
                Na nikogo sie nie obruszam, nie interesuje mnie jak inni karmią - ja napisałam,
                co sama podkreśliłaś, że DLA MNIE nie było wyboru, w ogóle sie nie
                zastanawiałam, jak karmić. Co kto robi, jego rzecz.
                A ktoś kto macierzyństwo w ogóle kojarzy z jakimś idiotycznym stereotypem "Matki
                Polki" po prostu ma pecha, nie odnalazł się w tej roli rodzica, skoro ma takie
                negatywne skojarzenia. Mnie się macierzyństwo kojarzy jak najlepiej i nie mam
                wcale ochoty uczyć się egoizmu (zdrowego czy chorego).
                • little_lola Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 17:02
                  Wydaje mi sie, ze "Matka Polka", to niestety nieco wiecej niz tylko
                  stereotyp.. Ja bardzo czesto spotykam kobiety (glownie ze starszego
                  pokolenia - to prawda), ktore sa zywym ucielesnieniem
                  tego "stereotypu" oraz osoby, ktore przez takie matki byly
                  wychowywane. Wydaje mi sie, ze urszok mowiac o "zdrowym egozizmie",
                  miala na mysli raczej postawe matki, ktora na rowni stawia i
                  potrzeby dziecka i swoje - nie taka, ktora swoje rozrywki przedklada
                  nad zajmowanie sie dzieckiem, bo dla niej to "mordega". Mam
                  wrazenie, ze kompletnie zle ja zrozumialas. A co do karmienia, nadal
                  uwazam, ze nie ma to wplywu na to, jakim czlowiekiem bedzie potem
                  dziecko, a karmienie butelka nie umniejsza bliskosci pomiedzy mama a
                  bobasem. Pozdrawiam i zycze milego weekendu smile)
              • urszak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 16:00
                Lola, czesto sie spotykam z agresja podobna do kolezanki Budzik - dziewczyny
                karmiace piersia jakos czesto nie potrafia sobie wyobrazic, ze dzieci
                "butelkowe" moga byc kochane przez matki, szczesliwe, przytulane.

                No, wiem ze butelkowych to sie oczywiscie w ogole nie przytula, i generalnie
                matki co to karmia butelka sa wyrodne, wredne i zle, ale praw natury sie nie
                zmieni - ramie mam za krotkie, wiec zeby wcisnac butle, musze sie do tego
                dziecia na ok. metr zblizyc - wiec jakas tam bliskosc jednak jest. wink
                • little_lola Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 17:12
                  Ja tez sie juz z tym spotkalam i zawsze staram sie zrozumiec
                  przedstawiane mi argumenty - wiadomo, ze za kazda metoda stoja i
                  plusy i minusy. Natomiast nieslusznym wydaje mi sie generalizowanie
                  jakie sa dzieci "pobutelkowe" i "pocyckowe" - mysle, ze do
                  stworzenia wiezi i bliskosci pomiedzy mama a dzieckiem potrzeba
                  wielu innych czynnikow - kawalek plastiku ze smoczkiem nie jest tu
                  zadna przeszkoda. Jest przeciez wiele matek, ktore karmia piersia a
                  swoje dzieci traktuja byle jak. Wiem tez, ze sa dziewczyny, ktore
                  chcialyby karmic butelka, ale sie wstydza ulegajac presji rodziny
                  czy znajomych... To jest wszystko naprawde indywidualna sprawa smile
                  Dobra, juz nie przynudzam. Milego, slonecznego weekendu smile
                • budzik11 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 08:49
                  urszak napisała:

                  > Lola, czesto sie spotykam z agresja podobna do kolezanki Budzik - dziewczyny
                  > karmiace piersia jakos czesto nie potrafia sobie wyobrazic, ze dzieci
                  > "butelkowe" moga byc kochane przez matki, szczesliwe, przytulane.
                  >
                  Ale gdzie w moim poście AGRESJA?? Weź, nie przesadzaj i nie nadinterpretuj.
                  Ja nie pisałam o INNYCH dziewczynach, tylko o SOBIE, że nie wyobrażam sobie
                  SIEBIE karmiącej butelką i dla MNIE to oczywisty wybór. Naprawdę nie interesuje
                  mnie jak karmią inne i nie mam nic przeciwko butelce. Ja po prostu bym nie
                  umiała, nie chciałoby mi się męczyć, wolę wygodę. Tyle.
                  • elan-o100 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 09:02
                    Ja nie pisałam o INNYCH dziewczynach, tylko o SOBIE, że nie wyobrażam sobie
                    > SIEBIE karmiącej butelką i dla MNIE to oczywisty wybór
                    juz takie stwierdzenie świadczy o tym że butelka=zło
                    • budzik11 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 09:12
                      elan-o100 napisała:

                      > Ja nie pisałam o INNYCH dziewczynach, tylko o SOBIE, że nie wyobrażam sobie
                      > > SIEBIE karmiącej butelką i dla MNIE to oczywisty wybór
                      > juz takie stwierdzenie świadczy o tym że butelka=zło

                      Nie, takie stwierdzenie znaczy, że uważam, iż karmienie piersią jest lepsze od
                      karmienia butelką. Nie tylko ja zresztą, nie ma chyba osoby, która twierdziłaby,
                      że sztuczne mleko jest dla dziecka zdrowsze od naturalnego?
                      • elan-o100 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 09:38
                        no właśnie i znowu zaznaczasz co jest lepsze a co gorsze. No ale taka dyskusja
                        może się toczyć bez końca.
                        • budzik11 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 15:05
                          elan-o100 napisała:

                          > no właśnie i znowu zaznaczasz co jest lepsze a co gorsze. No ale taka dyskusja
                          > może się toczyć bez końca.

                          Nie widzę nic dziwnego w stwierdzeniu, że mleko matki jest lepsze od sztucznego.
                          To chyba jest oczywiste. Zresztą o tym raczej nie ma co dyskutować, chyba każdy
                          to wie.
                      • moniowiec Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 13:14
                        do czego zaliczysz karmienie butelką mlekiem odciagnietym z piersi?? do typowo butelki czy do typowo piersi?? niedługo urodzę, chcę karmić piersią - z wygodnictwa. bo zawsze mam ciepły przygotowany pokarm. i twierdzę że to moja forma egoizmu. jak bedę chciała wyjść to wcześniej odciagnę pokarm i nauczę dziecko pić go z butelki. nie widze problemu. matki polki istnieją naprawdę. płączą rzewnymi łazami gdy odstawia się dziecko od piersi, mają nerwicę ja mały upadnie, sterylizują smoczki jak spadną na ziemie - są przewrażliwone i poświecone wyłacznie dziecku bo reszta schodzi na drugi plan. moja mama taka jest i do dziś uważa że poświęca się dzieciom bo to jedyne co ma. ja dziękuję za takie poświecenie - rezygnuje z wakacyjnych planów bo córka bedzie rodzic. i co z tego ma? ani mi nie pomoże w porodzie ani w opiece nad dzieckiem bo przeciez pracuje i mieszka daleko. więc po co to poświęcenie? dla idei?? ona własnie nie ma w sobie tego egoizmu - takie matki (nie te ktore lubia zajmowac sie dzieckiem i karmic piersia - a te ktore nie maja nic poza macierzynstwem, ani hobby, ani nawet tematów do rozmów) zajęte tylko karmieniem i dogadzaniem dzieci są później nieszczęśliwe, bo dzieci dorastją i zaczynaja mieć własne życie. właśnie to jest sztuka - kochac na tyle swoje dziecko, by pozwolic mu potem swobodnie odejść, nie zatracać się w samym tylko macierzyństwie, ale miec te 5 minut dla siebie na czytanie, tv, komputer, fryzjera, gotowanie (co kto lubi robic)... twierdze że karmienie mlekiem naturalnym jest lepsze - nie butelką czy piersią a mlekiem matki. bo tylko ono zawiera odpowiednie przeciwciala. dziecko jest zdrowsze - ale czy szczesliwsze to juz musimy bardziej sę starac niz tylko produkujac pokarm.
                        • budzik11 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 15:08
                          moniowiec napisała:

                          > do czego zaliczysz karmienie butelką mlekiem odciagnietym z piersi?? do typowo
                          > butelki czy do typowo piersi??

                          Do karmienia piersią, bo to twoja pierś wytwarza pokarm. Ja sama karmiłam tak
                          rok, bo wróciłam do pracy jak córka miała 3,5 m-ca, a karmiłam piersią do
                          skończenia 14 m-cy. Ściągałam mleko i piła je z butelki.
                          • urszak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 21:53
                            budzik11 napisała:
                            > moniowiec napisała:
                            >
                            > > do czego zaliczysz karmienie butelką mlekiem odciagnietym >
                            > Do karmienia piersią,

                            a co z biednym dzidziusiem ssacym gume? wink
                            jak to slicznie napisala kolezanka w poscie nizej, biedne te dzidziusie ssace
                            gume i w ogole nie kochane przez wredne i wyrodne matki... to i monikowiec i jej
                            dziec sie kwalifikuje.

                            swoja droga, nigdy nie mialam dzidziusa. mialam dziecia, ssaka, potfffora, teraz
                            mam glownie wrzaskuna i podajprosia (to z nauki grzecznosci, zamiast "daj"
                            slyszymy ostatnio "podajprosie" wink
                            Moze dzidziusie to sa te co sie rodza z fasoleczek w brzuszku u mamuni?
                • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 11:51
                  urszak napisała:

                  > Lola, czesto sie spotykam z agresja podobna do kolezanki Budzik -
                  dziewczyny
                  > karmiace piersia jakos czesto nie potrafia sobie wyobrazic, ze
                  dzieci
                  > "butelkowe" moga byc kochane przez matki, szczesliwe, przytulane.
                  >
                  > No, wiem ze butelkowych to sie oczywiscie w ogole nie przytula, i
                  generalnie
                  > matki co to karmia butelka sa wyrodne, wredne i zle, ale praw
                  natury sie nie
                  > zmieni - ramie mam za krotkie, wiec zeby wcisnac butle, musze sie
                  do tego
                  > dziecia na ok. metr zblizyc - wiec jakas tam bliskosc jednak
                  jest. wink


                  ... dzidziuś ssąc kawałek gumy czuje ta codowną bliskość mamy...
                  sorry...
                  jednak mam inne zdanie, jedna z moich koleżanek karmiąca butelką
                  przeszła samą siebie: kładła swoje dziecko (kilkumiesięczne, nie
                  pamiętam ile miało, ale umiało już trzymać butelkę samo) do
                  łóżeczka, samo, dawała mu butlę, i cieszyła się że ono tak samo
                  leży, samo sobie ssie i samo usypia... bez komentarza...
                  • urszak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 22:14
                    Moj dziec #1 w wieku ok 9-10mcy kaszke sam ciagnal, sam sobie butle trzymal.
                    Dziec #2 nie dalej jak pare dni temu przez jakis czas ssal z butli opartej o
                    poduche, musialam leciec pacyfikowac dziecia #1 wdrapujacego sie na regal, wiec
                    przypadkiem odkrylam ze trzymiesieczniak moze sam sie nakarmic.
                    mag, o mnie mam nadzeje nie piszesz (nie ja bylam ta wspomniana kolezanka, nie
                    sadze zebym popelnila kiedykolwiek blad nazwania swoja kolezanka kogos takiego
                    jak Ty). Tak wiec, sa juz co najmniej dwie tak wyrodne kobiety na swiecie. Moze
                    by nas jakos ukamienowac czy co...
                    • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 23:48
                      twoje dzieci wyrosną na kogoś takiego dokładnie jak ty, więc będzie
                      was więcej wink
                      już sam fakt nazywania swoich dzieci "dziec" świadczy, że jesteś
                      osobą conajmniej dziwną, a do tego bardzo zarozumiałą i agresywną...

                      stąd też jest pewne, że nigdy nie zrozumiesz moich wypowiedzi, ani
                      moich poglądów.

                      A twoich dzieci i tak mi żal, maluchy zasługują na bliskość matki
                      (już pominąwszy kontrowersyjne karmienie piersią) - zostawiając je
                      same sobie z butlą wychowujesz je w bardzo zimny i surowy sposób,
                      pozbawione uczuć dzieci nie mają szczęśliwego dzieciństwa.

                      Może to i nie moja sprawa, ale na tym własnie polegają dyskusje na
                      forach, jeden przedstawia swoje poglądy, a drugi wcale nie musi mu
                      przyklasnąć.

                      Ja osobiście jestem zwolenniczką poświęcania dzieciom czasu, uwagi,
                      czułości, ciepła - im więcej tym bardziej procentuje to w
                      przyszłości.
                      Na tym polega macierzyństwo! i wcale nie oznacza to rezygnacji z
                      siebie - to tylko kwestia dobrej organizacji: mam czas dla dzieci, a
                      gdy są na spacerze (z dziadkiem, tatą itp.) lub gdy śpią to pracuję,
                      czytam, robię sobie manicure itd.
                      Oburza mnie publiczne nawoływanie matek do egoizmu, odsuwania od
                      siebie dzieci, podrzucania, imprezowania, przestawiania na butlę dla
                      wygody itp.....

                      urszak napisała:

                      > Moj dziec #1 w wieku ok 9-10mcy kaszke sam ciagnal, sam sobie
                      butle trzymal.
                      > Dziec #2 nie dalej jak pare dni temu przez jakis czas ssal z butli
                      opartej o
                      > poduche, musialam leciec pacyfikowac dziecia #1 wdrapujacego sie
                      na regal, wiec
                      > przypadkiem odkrylam ze trzymiesieczniak moze sam sie nakarmic.
                      > mag, o mnie mam nadzeje nie piszesz (nie ja bylam ta wspomniana
                      kolezanka, nie
                      > sadze zebym popelnila kiedykolwiek blad nazwania swoja kolezanka
                      kogos takiego
                      > jak Ty). Tak wiec, sa juz co najmniej dwie tak wyrodne kobiety na
                      swiecie. Moze
                      > by nas jakos ukamienowac czy co...
                      • urszak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 17:50
                        mag, skoro wytoczylas najciezszy forumowy argument pt. "wspolczuje twoim
                        dzieciom", to ja juz skromnie zamilkne i pojde sobie pilowac pazurki, czy co tam
                        my Matki Wyrodne zwykle robimy...
                        A Ty moze znajdziesz wolna chwile, i pojdziesz gdzies poszukac rozumu...
                        szczerze Ci zycze, zebys kiedys znalazla.
                        • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 21:31
                          Cieszę się, że znalazłaś czas i przeczytałaś moją odpowiedź. Co do
                          twojej odpowiedzi - dokładnie na twoim poziomie, nie spodziewałam
                          się innej, nie oczekiwałam na oklaski wink
                    • mag_internautka do urszak 30.03.08, 13:27
                      przykład z życia cd.: wspomniana już wcześniej koleżanka, super z
                      siebie zadowolona, jak to wygodnie karmi się samo jej dziecko
                      butelką, i jak to super, że wyręcza ją mąż, po pewnym czasie (gdy
                      dziecko miało ok. 2 lat) była bardzo zdziwiona i rozczarowana, że
                      dziecko ją odtrąca i woła na wszystko "nie, mama nie, tata to
                      zrobi...", biegnie się przytulić do taty, itp. Nie mogła zrozumieć
                      dlaczego tak się dzieje.... Może i coś jest w tym "cieple z butelki"
                      które przekazał jej tata...

                      Tu dodam do wszystkich mam:
                      nie promuję "poświęcania się" dla dziecka, ani też
                      przeciwnie "zdrowego egoizmu". Ja osobiście po prostu lubię być mamą
                      i lubię być z moimi dziecmi. Jest to moje szczęście. Poza tym udaje
                      mi się wygospodarować czas na swoje sprawy, nie zaniedbuję się.
                      Uważam, ze zachowuję zdrową równowagę, a jest to możliwe dzięki
                      temu, że gdy robię coś dla dzieci, to dlatego że lubię i chcę a nie
                      muszę.
                      Ja osobiście wykarmiłam swoje dzieci piersią i to były dla nas
                      najpiękniejsze chwile spędzane wspólnie. Nie dyskryminuję matek
                      karmiących butelką, gdyż one też są na pewno matkami najlepiej jak
                      potrafią.
                      Po prostu oceniam karmienie butelką samo w sobie jako środek
                      zastępczy, gdy nie ma innej możliwości, a nie ucieczkę "bo tak mi
                      wygodniej". Uważam, że nie powinno się odbierać świadomie dziecku
                      piersi, bo ono niestety jeszcze nie może powiedzieć co woli - a z
                      natury mały człowiek jest stworzony do piersi, a matka do karmienia -
                      tak, piersi nie są tylko dla ozdoby wink
                      Moje dzieci zdecydowanie odrzucały butelkę (tę z napojami w wieku
                      kilku mies.), poiłam łyżeczką lub kubeczkiem. Podsuwany za namową
                      babci smoczek - uspokajacz też oboje stanowczo i zdecydowanie
                      odrzucili.
                      Różne panują przesądy na temat karmienia piersią, propagowane przez
                      osoby, które nie karmiły, hitem była wypowiedź mojej Tesciowej, że
                      dziecko się nie najada i że mam "puste piersi". Zamilkła, gdy po 1
                      miesiącu na kontroli u pediatry okazało się, że mała przybrała ponad
                      1 kg. na wadze. Wierzyłam wówczas w karmienie piersią i wierzę
                      nadal, i nie pozwoliłam się zniechęcić.

                      W dalszej części dyskusji fammpirella napisała:
                      > i w końcu mam kogos, kto kocha mnie tak bezkrytycznie,
                      > bezgranicznie, komu jestem tak potrzebna, wazna, kto zawsze
                      usmiecha
                      > sie na mój wiodok...
                      > gdzie tu poswięcenie? toz to nagroda od zycia najwiekszasmile.

                      I tego życzę wszystkim mamom.
            • biaga Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 15:02
              > budzik11 napisała:

              > Współczuję ci, [...] że uważasz, że można nie mieć czasu na
              > wykąpanie się czy miły wieczór z mężem. Masz jakiś
              > wypaczony obraz macierzyństwa.

              Hm... A jaka masz recepte na zagwarantowanie 3h spokoju na mily
              wieczor z mezem? Oprocz oczywiscie oddania dziecka gdzies na
              przechowanie, pod warunkiem ze ma sie komu i dziecko jest do tego
              przyzwyczajone. Bo jak nie jest to bedzie wylo, matka bedzie myslec
              ze ono wlasnie wyje i nici z milego wieczoru...

              > Mnie moje dzieci w niczym nie przeszkadzają, nie
              > czuję się zaniedbana, moje potrzeby są zaspokojone i mąż
              > na razie nie zamierza mnie zostawić wink
              > Posiadanie dzieci i opieka nad nimi jest po prostu przyjemnością,

              A ja sobie kiedys pomyslalam, ze wiele kobiet w momencie urodzenia
              dziecka pewne potrzeby automatycznie eliminuje, i stad wrazenie, ze
              juz ich nie maja, wiec tym samym nie przeszkadza im ze nie moga ich
              spelnic.
              Mnie na przyklad przeszkadza, ze:
              1. Jak tatus pojedzie w delegacje to ja musze srednio od godziny 20
              murem tkwic w domu. I nie chodzi mi bynajmniej o wyskok na imprezke
              tylko o prozaiczne zatankowanie samochodu, na ktore rano moge nie
              miec czasu.
              2. Na wakacjach nie moge spokojnie pozwiedzac bo jakie dziecko
              wytrzyma 4h w dajmy na to muzeum. Zaleta: higieniczny tryb zycia,
              wieczorem sie siedzi na kwaterze albo w hotelu bo wieczorne
              wycieczki odpadaja.
              3. Nagle mnostwo rzeczy musimy robic osobno chociaz wolelibysmy
              razem - ale kto sie w tym czasie dzieckiem zajmie. Dochodna
              opiekunka? Nie ufam? No tak, moj problem. Dziecko do obcych nie
              przyzwyczajone? Dla odmiany jego problem. Czy tak?
              4. Jak wracam z pracy to marze tylko zeby wszyscy mi dali swiety
              spokoj. Marzenia scietej glowy.

              Itd. itd. itd.
              Tak, ja wiem ze to tymczasowo, ze to wszak piekny czas dziecinstwa,
              ze wiedzialysmy co to oznacza, ze odpowiedzialnosc, ze milosc, ze te
              usmiechy itd. Ale jak rany kto powiedzial ze mnie nie powinno
              wkurzac ze musze z tylu rzeczy rezygnowac??? Nie zamierzam miec
              poczucia winy z powodu samego faktu, ze mnie to denerwuje. Jak kogos
              nie denerwuje to albo jest aniolem, albo stanowi z dzieckiem calosc
              integralna gdzie potrzeby dziecka = potrzeby matki. Bo sa rzeczy,
              ktorych sie z dzieckiem po prostu NIE DA tak zeby wszyscy w tym
              ukladzie byli wystarczajaco zadowoleni.
      • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 11:41
        urszak napisała:

        > Moje jest na butli od urodzenia, i uwazam ze to byla jedna z
        najlepszych decyzj
        > i
        > mojego zycia wink Jak czytam czy slysze o matkach ktorych dziecie
        wisi na "cycu"
        > kilka godzin to sie juz tylko smieje.

        urszak, a ja ci współczuję, więzi jaka powstaje między matką a jej
        dzieckiem gdy je karmi piersią nie da się opisać, z niczym porównać
        ani niczym zastapić. Nie wiesz co straciłaś, a twój "śmiech"
        sprawia, że to ty własnie jesteś śmieszna...

        a, i współczuję twojemu dziecku, takie bezbronne maleństwo ma
        naturalne i przyrodzone prawo do "cyca" które ty mu bezwzględnie
        odebrałaś. Dla swojej wygody?! szkoda słów...

        A co do odchodzących mężów: jesli mąż preferuje wymuskane i
        wystylizowane egoistki, to jest duuuża szansa, że znajdzie sobie
        jeszcze bardziej "wymuskaną", bo obecna żeby nie wiem jak bardzo o
        siebie dbała to mu się znudzi. Aby stworzyć trwały związek to trzeba
        dbać o uczucia rodzinne a nie przede wszystkim o siebie smile
        • elan-o100 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 11:49
          mag_internautka napisała:


          >
          > urszak, a ja ci współczuję, więzi jaka powstaje między matką a jej
          > dzieckiem gdy je karmi piersią nie da się opisać, z niczym porównać
          > ani niczym zastapić. Nie wiesz co straciłaś, a twój "śmiech"
          > sprawia, że to ty własnie jesteś śmieszna...

          No i następna nawiedzona i.... agresywna matka karmiąca. Litości!
          Karmiłam swoje dziecko piersią 4 miesiące, teraz karmię butelką i co? Czy
          straciłam więź ze swoim dzieckiem????? Paranoja jakaś!!!!!

          >
          > a, i współczuję twojemu dziecku, takie bezbronne maleństwo ma
          > naturalne i przyrodzone prawo do "cyca" które ty mu bezwzględnie
          > odebrałaś. Dla swojej wygody?! szkoda słów...

          Tak ja właśnie przestałam karmić swoim mlekiem bo miałam dość. Czy jestem
          wyrodną matką???? Na to wychodzi.... ojojoj
          >
          • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 12:08
            Nie uważam siebie za osobę nawiedzoną. Karmienie piersią jest rzeczą
            naturalną, trudno u mówić o jakimś nawiedzeniu. A butelka jest
            uzasadniona, gdy mama faktycznie nie może karmić (są nieraz powody
            zdrowtne itp.) a nie dla maminej wygody - wtedy jest to faktycznie
            egoizm, i to wcale nie zdrowy.
            • elan-o100 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 12:19
              mag_internautka napisała:

              > Nie uważam siebie za osobę nawiedzoną. Karmienie piersią jest rzeczą
              > naturalną, trudno u mówić o jakimś nawiedzeniu. A butelka jest
              > uzasadniona, gdy mama faktycznie nie może karmić (są nieraz powody
              > zdrowtne itp.) a nie dla maminej wygody - wtedy jest to faktycznie
              > egoizm, i to wcale nie zdrowy.

              A ja nie uważam siebie za gorszą matkę od tych karmiących piersią. Jak mozna tak
              łatwo oceniac kogos kogo sie nie zna????
              • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 12:25
                Nie oceniam ciebie, jako złą matkę, za bardzo to wziąłaś do siebie.
                Dopisałam się w wątku, gdzie pierwszy post głosił o zaniechaniu
                karmienia piersią na rzecz wygody matki. Uważam to za naganne. I
                tyle. Bo wygoda nie jest dobrą przeciwagą dla wielu argumentów
                przmawiających na rzecz karmienia piersią. Natomiast jeśli matka
                faktycznie nie może karmić piersią, to karmi butelką, realizując sie
                jako matka tak jak może. I jej złego słowa powiedzieć nie można.
        • urszak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 17:07
          dzieki mag, przekaze mojemu dzieciu Twoje wyrazy wspolczucia.
          Dla naszego chomika tez masz jakeis dobre slowa?

          Nie wiem czy pani mag zawsze byla idiotka, czy tylko ze stresu i przemeczenia w
          wyniku opieki nad noworodkiem jej sie tak mozg skurczyl... w kazdym razie,
          zdrowka zycze magusiu, i mniej stresu w zyciu.
          • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 17:55
            urszak napisała:

            > dzieki mag, przekaze mojemu dzieciu Twoje wyrazy wspolczucia.
            > Dla naszego chomika tez masz jakeis dobre slowa?
            >
            > Nie wiem czy pani mag zawsze byla idiotka, czy tylko ze stresu i
            przemeczenia w
            > wyniku opieki nad noworodkiem jej sie tak mozg skurczyl... w
            kazdym razie,
            > zdrowka zycze magusiu, i mniej stresu w zyciu.


            ojoj, po co od razu tak ostro? o moje zmęczenie i stres się nie
            martw, a idiotką nie jestem. Forum polega na prezentowaniu poglądów
            i ja swoje prezentuję, w dodatku poparte swoim doświadczeniem.
            Wykarmiłam piersią dwoje swoich dzieci, małżeństwo (wieloletnie)
            oceniam jako bardzo udane, życie zawodowe mam ułożone super (jestem
            tłumaczem = praca elastyczna + niezłe zarobki), więc jestem żywym
            przykładem, że można karmić dzieci piersią i mieć nadal udane życie
            osobiste i zawodowe.
            Oburza mnie natomiast dyskryminacja niektórych dzieci przez ich
            własne matki, które dla własnej wygody odmawiają im tego co dla nich
            powinno być oczywiste i najlepsze. Kobieta decydując się na dziecko
            robi to (na ogół) świadomie, więc powinna się z tego wywiązywać.
            A dziecko jest ssakiem, mleko matki jest dla niego najlepsze, a czas
            spędzony przy piersi jest budowaniem niepowtarzalnej więzi.
            I co najgorsze wszystkie butelkowe mamy o tym wiedzą, a jeśli
            świadomie dla wygody karmią butelką, to chcąc zagłuszyć poczucie
            winy próbują zakrzyczeć matki karmiące piersią i w ten sposób się
            dowartościować.
            Macierzyństwo jest piękne jeśli ktoś potrafi się nim cieszyć, a
            jesli oceniasz to miarą wyrzeczeń, poświęceń i katorżniczej pracy to
            naprawdę pozostaje tylko współczuć.
          • daisy74 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 18:05
            A Ty,co-dowartościowujesz się,że kobietę o innych poglądach niż ty
            wyzwiesz od idiotek?Z Twojego tonu i stylu wypowiedzi widać
            wyraznie,że chcesz do swojej filozofii karmienia przekonać głównie
            samą siebie.
            • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 18:21
              czytaj ze zrozumieniem - daleka jestem od ubliżania komukolwiek, to
              mnie zarzucono że jestem idiotką, gdyż zdecydowanie popieram
              karmienie piersią. Tak popieram i popierać będę, przekonanie to mam
              tak silne że nie wyobrażałam sobie inaczej karmić moje dzieci. A
              jeśli ktoś zgłasza się na forum i pisze o tym że karmi butelką dla
              wygody to chyba nie liczy tylko na poklask, musi się liczyć też z
              odmiennymi wypowiedziami i pogladami. A potem zdziwienie, że ktoś
              osmielił się to skrytykować... no i na koniec z braku innych
              argumentów - obelgi, taki po prostu poziom zaprezentowała moja
              rozmówczynki, urszak
            • daisy74 do urszak,to co wyżej 29.03.08, 18:34
    • cunning Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 17:26
      Macierzyństwo to JEST poświęcenie, czego zresztą nie każda kobieta decydująca
      się na dziecko jest świadoma, dopóki nie zostanie w domu sama z małym potworem.
      Poświęcenie większe lub mniejsze, ale zawsze jakieś. Nagle okazuje się, że choć
      możesz zrobić wiele, to już nie wszystko co mogłaś kiedyś.
      Dorośli ludzie mają to do siebie, że potrafią wybrać to, co nie zawsze jest
      przyjemne w danej chwili, ale da efekty za jakiś czas. Karmienie piersią nie
      jest moim ulubionym zajęciem, ale wierzę, że dzięki niemu moja córka w
      przyszłości będzie zdrowsza. Chyba warto, prawda?
      • betty842 Co do pierwszej częsci to się zgadzam ale... 28.03.08, 17:42
        akurat kiedy słyszę stwierdzenie "karmię piersią to potem dziecko
        bedzie zdrowsze" uśmiecham się pod nosem.To nie jest powiedziane ze
        bedzie zdrowsze...Syn sąsiadki do 1,5 roku był na cycu,teraz ma 12
        lat i jest takim alergikiem ze szkoda gadać (jest uczulony dosłownie
        na wszystko),dziecko mojej kuzynki tak samo (1 rok na cycu i
        alergik).Ale młodsze rodzeństwo jednego i drugiego jest zdrowe (tez
        na cycu byli).Więc widze ze to czy dziecko bedzie chorowite az tak
        bardzo nie zalezy od sposobu karmienia,tylko juz po prostu takie
        jest.
        • cunning Re: Co do pierwszej częsci to się zgadzam ale... 28.03.08, 18:00
          Napisałam "wierzę" a nie "wiem", że będzie zdrowsza smile Ktoś inny może sobie
          wierzyć, że chodzenie do kościoła go zbawi i też ma do tego prawo. A to wymaga
          jednak pewnego poświęcenia - choćby czasu.
          Więc ja się poświęcam, bo choć nie mam pewności, to w świetle mojej wiedzy, to
          się opłaci
    • magdalena.sz Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 18:15
      Popieram budzika w 100%.

      Sam pomysł tego wątku mnie dziwi. Dlaczego trzeba
      wartościować "rodzaj" macierzyństwa? Każda z nas jest taką matką
      jaką chce. Mówicie o agresji??? Tak naprawdę to dostaje się tym
      mamom, które karmią piersią, noszą i nie stosują Tracy Hogg w
      wychowaniu swoich maluchów. Obraz tych mam w słowach nieMAtekPolek
      jest nieprawdziwy: aseksualne fleje z dzieciem wiszącym u cyca i
      zdradzającym mężem. Masakra!!!! Przecież to nie tak działa. Ludzie
      dobierają się na różnych zasadach i mają wizję różnego modelu
      rodziny. Czy każdy musi być taki sam?????

      Karmię piersią, mały śpi z nami w wielkim łóżku, noszę w chuście -
      więc co? Jestem nieprzystosowana do rzeczywistości? Dziecko jest dla
      mnie NAJważniejsze i nie przeszkadza mi w prowadzeniu bogatego i
      ciekawego życia. Jestem wykształcona, mam własną firmę. Chodzimy do
      muzeów, kina, na basen. Imprezy mogę sobie na razie odpuścić - choć
      jest chętna babcia do opieki. Bycie mamą NIE JEST DLA MNIE
      WYRZECZENIEM ANI MĘKĄ - jest fajnie.
      Pozdrawiam
      Magda
      • morka11 zgadzam sie na macierzyństwo, po prostu!!! 28.03.08, 21:05
        słusznie pisze Magda, że każdy przeżywa macierzyństwo wedle własnych
        upodobań, mozliwości i temperamentu dziecka.Z pierwszym dzieckiem
        było mi trudniej, mimo że było bardzo oczekiwane, ale wcześniej
        żyłam bardzo intensywnie,duzo pracowałam, spotykalismy się z
        przyjaciółmi, wyjeżdzaliśmy i faktycznie po urodzeniu dziecka pewna
        powolnośc życia i stabilizacja mnie zaskoczyła, ale wcale nie
        negatywnie. Macierzyństwo nauczyło mnie pokory, zrozumienia siebie,
        obserwowania i słuchania innych.Czułam sie lepsza, nie gorsza, bo w
        dresie i po uszy w zupce.Dbałam o siebie w wolnej chwili bo chciałam
        a macierzyństwo w niczym mnie nie ograniczyło, imprezy nie zając.
        Przy drugim dziecku po siedmiu latach jest jescze lepiej, bo
        spokojniejsze, pewnie dlatego, że ja mam mniejszy dygot niz z
        pierwszym dzieckiem. Poza tym jest dokładnie tak jak sobie
        zaplanowałam, nawet nieprzewidziane sytuacje są również w planie...
        pozdrawiam aktywne mamy, tez mam firmę, również pracuje, lubie
        dobrze wyglądać i kocham mieć dzieci.
    • zabers Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 21:02
      Wszystkie piszecie tylko o najwcześniejszym okresie - niemowlęctwie. Pamiętajcie jeszcze Kochane, że potem małe robi się duże, jest nastolatkiem i wtedy często dopiero zaczyna się "jazda po bandzie". Wiem, co mówię
    • quadri Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 28.03.08, 22:48
      Jak czytam o siedzeniu z dzieckiem przy piersi
      > przez 24h na dobę (tu narażam się pro-piersiowcom), poświęceniu we
      > wstawaniu w nocy co pół godziny, kilkugodzinnym lulaniu przed
      snem,
      > restrykcyjnych dietach karmiących (tak na wszelki wypadek -
      pomijam
      > skazę, czy alergie), separacji od znajomych, itd, to włosy jeżą
      się
      > na głowie.

      A mnie się jeży włos na głowie jak czytam takie przemądrzałe posty.
      Bo prawdopodobnie masz spokojne, zdrowe dziecko, które pozwala Ci na
      przyjemności, wypady, wysypianie się. I żadna w tym Twoja zasługa-
      to jest zasługa genów, warunków zdrowotnych i innych. smile

      Mam 4 młodszego rodzeństwa, widziałam w swoim życiu zastępy
      niemowlaków smile pracowałam jako weekendowa niania, sądziłam, że mało
      co jest mnie w stanie zaskoczyć, ale życie wie swoje. Moja córka po
      prostu zbiła mnie z pantałyku. Takiego niemowlęcia nie widziała moja
      matka (a wychowała 5 dzieci), nie widziała takiego moja babcia,
      ciotki i inne kobiety w mojej rodzinie (a wszystkie były
      wyznawczyniami "zdrowego egoizmu"). Nie mogłam znaleźć nikogo, kto
      chciałby posiedzieć z małą choćby pół godziny. Nie działały żadne
      metody Tracy Hogg, nic nie działało, poza nieustanną moją
      obecnością. Po raz pierwszy wyszlam do fryzjera, kiedy córeczka
      miała pół roku. W tym czasie moja mama przeżyła najgłośniejsze 2
      godziny swojego życia smile i powiedziała, że sorry, ale następne
      wyjście do fryzjera za pół roku tongue_out To żarty, ale każde moje wyjście
      kończyło się nieprawdopodobną histerią i tym, że dziecko było
      kompletnie rozregulowane przez najbliższy tydzień. Dla swojego i
      córki dobra- dałam sobie na jakiś czas spokój z wyjściami. To był
      wybór- wychodzę i mam trochę swobody, a potem tydzień nieprzespanych
      nocy i histerii na każdym kroku- albo zostaję i obie mamy względny
      spokój.

      Macierzyństwo jest dla mnie właśnie taką szkołą wyborów. Piszecie o
      karmieniu piersią i "wiszeniu na cycku". Kiedy zdecydowaliśmy się z
      mężem na dziecko, wiedzieliśmy, że jest ponad 60% szans, że
      odziedziczy po mężu potworne alergie (wszelkie możliwe odmiany+
      astma). A jednak podjeliśmy decyzję, że to nie jest przeszkodą.
      Sprowadziliśmy więc na ten świat istotę, był to nasz ŚWIADOMY WYBÓR.
      Konsekwencją tego wyboru było to, że już w pierwszych tygodniach
      życia mała była wysypana od góry do dołu, a ja jadłam kilka
      produktów na przemian. I sorry, ale tu się moim zdaniem kończą
      wybory. Podjęłam decyzję, że chcę mmieć dziecko, mając świadomość,
      że może być alergiczne. Biorę za to odpowiedzialność, karmiąc
      piersią i stosując dietę eliminacyjną. To nie jest poświęcenie. To
      jest zwykła odpowiedzialność, jak ktoś napisał wcześniej "oczywista
      oczywistość". Nie potrzebuję za to żadnego pomnika. Daję po prostu
      mojemu dziecku to, co najlepsze, to co mogę mu dać, żeby miało
      lepszy start w życie. Dla mnie to jest norma.

      I jeszcze a propos butelek i karmienia piersią- jestem naprawdę
      daleka od terroru laktacyjnego, uważam, że niektóre kobiety tak
      mają, że karmić z różnych powodów nie mogą i już. Wątpię, żeby
      akurat wybór "pierś czy butelka" był decydujący dla więzi między
      matką i dzieckiem. Natomiast poświęciłabym chwilę refleksji, na sam
      proces dokonywania wyboru. I na powody. Bo jeśli chodzi o fryzjera-
      to sprawdziłam- można przeżyć rok z odrostami tongue_out
    • ridibunda Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 07:07
      Heheh kocham takie wątki na niemowlakusmile Pojawiają się co ok. 2 tygodnie,
      przedtem był o wypuszczaniu dzieci na podłogę, potem o usypianiu na rękach,
      matkach- polkach, teraz o wyrzeczeniach, na pewno wkrótce będzie następnysmile
      A wiec (nie zaczyna się zdania od więc, ale tu mi strasznie pasujesmile, wyobraź
      sobie, że to, co dla Ciebie jest poświeceniem, dla mnie jest właśnie szczęśliwym
      macierzyństwem. Popieram bardzo Netkę6666 - ja tez urodziłam dziecko późno,
      wcześniej miałam czas na studia dzienne i kilka podyplomowych, szaleństwa nocne
      ze znajomymi, zwiedzanie Europy, spanie do południa - a teraz mam dziecko i moja
      sprawa, czy karmie 24 godz. na dobę czy nie, czy trzymam dietę, czy nie, czy
      lulam przy usypianiu czy zostawiam w łóżeczku. Ja teraz się cieszę moim
      szczęściem, bo już myślałam ze nie będzie mi dane i nie przeszkadza mi
      całodzienne karmienie, wstawanie w nocy lub zaczynanie dnia o 5 rano. Na balangę
      jeszcze pójdę niejedną, a moja córka wkrótce urośnie i już nie będzie wtulać się
      w moje ramiona przed snem.
      A równocześnie nie mam zamiaru pisać jakie to inne panie są niefajne, bo
      zostawiają dziecko rodzinie, idą na imprezę do znajomych i podają butelkę. Każdy
      robi, jak uważa i jak mu wygodnie. Dlaczego niektóre z forumowiczek nie mogą
      zrozumieć że to co dla nich jest priorytetem dla innych w ogóle nie ma znaczenia
      i ze każdy może mieć swoje zdanie, swoje zasady i nikt obcy nie powinien sie do
      tego wtrącać??
      • elan-o100 ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 08:00
        Przeczytałam cały ten wątek i najbardziej dziwi mnie ale i przeraża.... agresja!!!!
        Napiszę krótko!
        Żyjmy tak jak chcemy i dajmy żyć innym!!!! tyle.
        • ewa1125 Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 09:09
          A mnie zadziwia brak ojca w waszym zyciu-moje dziecko,moj wybor,a
          gdzie ojciec i jego wybory?Przeciez tez moze decydowac o dziecku,ale
          mam wrazenie,ze im na to nie pozwalacie.Skad wiecie,czy wasz
          malzonek jest zadowolony z tego,ze musi spac z dzieckiem,ze zona
          skupia sie tylko na malenstwie,i ze jest zaniedbana?Kiedys te
          dzieciaki wyfruna z domu i wtedy sie dowiecie co wam dalo
          maciezynstwo tak skupione na dziecku,a co wam zabralo.
          • magdalena.sz Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 10:27
            Stąd wiem, że ROZMAWIAMY i jesteśmy ze sobą blisko. Dziecko jest
            naszym świadomym wyborem i decydujemy razem.
            I skąd znowu to hasło - zaniedbana - nie rozumiem??? Chodzi o tego
            nieszczęsnego fryzjera??? Śmiać mi się chce....
            Jakoś moje życie osobiste nie ucierpiało, wręcz przeciwnie -
            kwitnie smile)
            Jeżeli zaś facet patrzałby na mnie tylko przez pryzmat fizycznej
            atrakcyjności i tego czy jestem w 100 % nastawiona na spełnianie
            jego potrzeb to - sorry - nie!!! To by mnie obrażało.
            Co ludzi łączy skoro te nieszczęsne odrosty mogą zagrozić
            związkowi?? Musi być słaba więź, żeby przez taką pierdołę małżeństwo
            miałoby mieć kryzys. Na ogół sedno tkwi zupełnie gdzie indziej a to
            są tylko preteksty.
            Mam wrażenie, że wogóle więzi międzyludzkie się strasznie spłyciły.
            Zamiast miłości - zaspokajanie potrzeb, zamiast czułości i
            przyjaźni - zdrowy egoizm.
            Dziecko mi nic nie zabiera tylko daje. Wzbogaca życie. Bycie mamą
            karmiącą piersią, noszącą, tulącą etc. nie oznacza pozbawienia mózgu
            i rezygnacji z rozwoju.
            Pozdrawiam wszystkie mamy z ciepłego 3miasta.
            MAgda
          • ridibunda Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 11:31
            Aaallleee pojechałaś:////
            Autentycznie poczułam się urażona. Nie jestem zaniedbana, pracuję, chodzę do
            fryzjera, robie makijaż, w spodnie sprzed ciąży wchodzę bez problemu - skąd taki
            wniosek że jestem zaniedbana??? Gdzie ja to napisałam??? Zszokowała mnie
            nieumiejętność czytania ze zrozumieniem. To chyba taki stereotyp - karmisz
            piersią - jesteś nieuczesana, w rozmemłanym szlafroku i z tłustymi włosami. Nic
            bardziej błędnego.
            A skąd wiem ze mój małżonek jest zadowolony ze spania z dzieckiem? Bo sam mnie
            na to namówił, ja na początku odkładałam do łóżeczka cierpliwie, ale po pewnym
            czasie przekonał mnie ze wygodniej spać będzie razem i tak śpimy. I nie skupiam
            sie tylko na maleństwie. To, że ona jest w tej chwili dla mnie najważniejsza,
            nie znaczy, że nie mam czasu na nic innego. To kwestia charakteru i zorganizowania.
            Poza tym - i chyba najważniejsze - jest to, że my z mężem ROZMAWIAMY. Wspólnie
            omawiamy nasze sprawy, podejmujemy decyzje, pytamy sie o zdanie w różnych
            kwestiach. Z tego wiem, ze dla niego nasze dziecko tez jest w tej chwili
            najważniejsze, a na wyjście na Kościelec, co od lat jest marzeniem mojego męża,
            przyjdzie jeszcze czas. Na razie to nie pora. I jeszcze - on mnie szanuje jako
            swoją kobietę, żonę, matkę jego dzieci i partnerkę, a nie maskotkę do oglądania
            i chwalenia się innym. Nawet gdy mnie zobaczy nieuczesaną to nic sie nie stanie.
            Między nami jest coś więcej niż fizyczny pociąg.
            Radzę trochę mniej uogólniać to co sie wie o życiu.
            I jeszcze jedna sprawa - z Twojego postu wynika, że macierzyństwo nie powinno
            być skupione na dziecku. To na czym, na litość?? Na wizytach u kosmetyczki żeby
            sie dla męża zrobić na bóstwo i na wyjściach ze znajomymi?? Ta część Twojego
            postu jest dla całkowicie absurdalna.
            • mag_internautka Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 12:06
              ridibunda napisała:

              I jeszcze - on mnie szanuje jako
              > swoją kobietę, żonę, matkę jego dzieci i partnerkę, a nie maskotkę
              do oglądania
              > i chwalenia się innym. Nawet gdy mnie zobaczy nieuczesaną to nic
              sie nie stanie
              > .
              > Między nami jest coś więcej niż fizyczny pociąg.
              > Radzę trochę mniej uogólniać to co sie wie o życiu.
              > I jeszcze jedna sprawa - z Twojego postu wynika, że macierzyństwo
              nie powinno
              > być skupione na dziecku. To na czym, na litość?? Na wizytach u
              kosmetyczki żeby
              > sie dla męża zrobić na bóstwo i na wyjściach ze znajomymi?? Ta
              część Twojego
              > postu jest dla całkowicie absurdalna.

              Popieram w 100% twoją wypowiedź. Też uważam, że moje małżeństwo
              opiera się na prawdziwej uczuciowej więzi (i tu dodam, że NIE jestem
              zaniedbana!), a szerzenie poglądów, że mąż porzuci żonę,gdy ta ma
              gorszą fryzurę... no cóż to już zależy od tego co ich łączy, bo
              jesli tylko wygląd, to może faktycznie.

              Dziwi mnie też pojawiący się tu wcześniej tekst o poświęceniu,
              trudach, zdrowym egoizmie: to jest smutne i niezrozumiałe. Po co w
              takim razie starać się o dziecko?? Postarałam się o dzieci, a teraz
              cieszę się, że są, z pełnymi tego konsekwencjami. Czuję zmęczenie po
              nie przespanych nocach, ale i tak jestem szczęśliwa, i nic tego nie
              zmieni.
          • d.hassenpflug Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 13:11
            > dzieciaki wyfruna z domu i wtedy sie dowiecie co wam dalo
            > maciezynstwo tak skupione na dziecku

            Dlatego to sie zwie maciezystwem a nie hodowla.

            Naprawde nie rozumiem dyskusji. Dziecko jest dla mnie najwazniejsze, mysle o nim
            24 godz na dobe, siedze z nim 7 dni w tygodniu, tesknie za nim jak spi (serio).
            Cale zycie czekalam na WIELKA MILOSC i ksiecia z bajki ktory przyjedzie na
            bialym koniu i uniesie do krainy szczesliwosci. I doczekalam sie. I bynajmniej,
            z calym szacunkiem dla meza mego ktorego kocham bardzo, ksieciem okazal sie ten
            maly sraluch 3,5 kilo urodzony w pazdzierniku i ktorego kocham wsciekle i
            dalabym sie pocwiartowac za niego.
            Ale, tez mam czas na swoje rzeczy, na spotkania z kolezankami (na ktore zabieram
            malego lub nie), na fryzjera (do ktorego nie zabieram malego), na wyjscie do
            restauracji (do ktorej zabieramy malego lub nie) i czas dla meza.
            Ktory nomen omen uwielbia spac z malym, ja juz nie umiem bo Jedrek strasznie sie
            rozkopuje w nocy (przez pierwsze 3 miesiace z nim spalismy).
            Karmilam piersia teraz karmie butelka, nie byla to planowana decyzja podjeta z
            pelna premedytacja zeby tylko sie uwolnic od ssaka i miec wiecej czasu dla
            siebie. Uwazam ze spedzam tyle samo czasu z dzieckiem karmiac tak czy inaczej.
            Aha, i na codzien chodze po domu rozczochrana, bez makijażu, w starych dresach i
            rozciagnietych podkoszulkach. I bynajmniej nie ma to nic wspolnego z posiadaniem
            dziecka.
          • budzik11 Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 15:58
            ewa1125 napisała:

            > A mnie zadziwia brak ojca w waszym zyciu-moje dziecko,moj wybor,a
            > gdzie ojciec i jego wybory?

            W języku polskim przyjęte jest (w innych pewnie też?) że wypowiadając się,
            używamy liczby pojedynczej pierwszej osoby, czyli "ja". "My" mówi o sobie
            królowa angielska i chyba papież. "Mamy problem z kupką", "Jedliśmy dziś
            marchewkę" mówią czasem mamuśki identyfikujące się ze swoim dzieckiem. Ja mówię
            o sobie i w swoim imieniu. Za męża też się nie wypowiadam, chociaż skoro mam z
            nim dziecko, to jest chyba oczywiste, że to nasze dziecko, a nie moje, bo sama
            go sobie nie zrobiłam.
            • patrycja25.live Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 17:31
              Macierzynstwo to poswiecenie, poswiecasz dziecku swoj czas, swoja uwage i od kazdej z nas zalezy jak bardzo pozwolimy by dziecko nami "zawladnelo" smile. Niektore kobiety uwazaja, ze macierzynstwo to cale ich zycie i nie moga pozwolic sobie na nic innego jak tylko wychowywanie dzieci(zauwazane w starszym pokoleniu, naszych matek, babc), a niektore traktuja macierzynstwo jako czesc swojego "ja", dopelnienie, a w kazdym razie umieja godzic swoje potrzeby z ogromnymi potrzebami swoich dzieci.
              Denerwuja mnie stwierdzenia, ze mleko mamy jest najlepsze i mamy
              karmiace piersia sa wogole super. To, ze mama karmi butelka(mleko mod.) nie znaczy, ze dziecka nie kocha i ze nie okazuje mu milosci i bliskosci, to ze kobieta karmi piersia nie znaczy, ze daje dziecku to co ma najlepszego. Najlepsza i najwazniejsza jest milosc jaka kazda z nas obdarowuje swoje dziecko. Ja nie mam pretensji, ze moja mama nie karmila mnie piersia, nie jestem z tego powodu gorsza, albo bardziej chorowita. Z kolei ja karmilam syna przez miesiac, po trzech tygodniach nie umial sie najesc i musialam z nim siedziec caly czas, co bylo dla mnie meczace bo przez dwa miesiace po porodzie bolala mnie kosc ogonowa i nie bylam w stanie normalnie siedziec. Dziecko nie spalo normalnie, jedynie przy piersi, balam sie o niego i wolalam dac mu butle niz meczyc go dalej bo, ze niby karmienie piersia jest najlepsze.
              Bycia matka, a w szczegolnosci dobra matka trzeba sie nauczyc, ja dopiero po kilku miesiacach moglam stwierdzic ze macierzynstwo to wspaniala rzecz(pomimo iz dziecko bylo spokojne). Kocham mojego syna nad zycie i mam nadzieje, ze kiedys uslysze od niego: kocham cie mamo, jestes najlepsza na swiecie!! ale do tego czasu czeka mnie jeszcze sporo nauki i pokory smile
              Zycze wam wszystkim drogie mamusie (i sobie) spokoju i radosci z macierzynstwa i obyscie dalej kochaly swoje pociechy tak mocno jak kochacie, a nawet jeszcze bardziej smile (no i nie zapominajmy o naszych mezach big_grin)

              Ps. No i nie piszcie wiecej takich postow, a stwierdznie "katorznicza praca" co do macierzynstwa to juz przesada tongue_out
              • magdalena.sz Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 18:26
                Mleko mamy jest dla dziecka najlepsze co nie oznacza, ze mamy
                karmiące butelka nie sa fajne. Swoje dzieci przecież kochamy
                wszystkie.

                Chodzi o to, że to właśnie mamy karmiące piersią i nie stosujące
                trejsi są traktowane jak flejowate frajerki co to mąż je na pewno
                zdradza (jak nie teraz to później), i są śmieszne i jak ufo - bo
                wolą nie iść na impreze i odpuścić sobie drinka. Takie to straszne
                męki i wyrzeczenie te frajerki same z własnej nieprzymuszonej woli
                znoszą. PRzecież jak się karmi piersią to to mleko uderza także do
                głowy i zaburza procesy myślowe sad
                Tyle się trąbi o terrorze laktacyjnym, ale większość mam wokól mnie
                karmi butlą - bo papierosek, bo drink, bo impreza do rana - i
                dorabiają do tego historie (nie mam mleka, dziecko nie przybiera,
                mam chudy pokarm, tłusty pokarm, przeziębiony pokarm - można mnożyć)
                Zamiast po prostu powiedzieć: nie karmię piersią bo nie chcę lub
                wymaga do ode mnie za dużo wysiłku.
                Pozdrawiam
                Magda
                • d.hassenpflug Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 21:17
                  Nie karmie piersia bo zawalilam sprawe, bo raz ze nie mialam cierpliwosci a dwa
                  jako niedoswiadczona swiezo upieczona matka wydawalo mi sie ze moje dziecko sie
                  nie najada. I jak juz zasmakowal butli tak w 2 miesiacu odrzucil piers.
                  Zalowalam ? Tak. Nawet mialam poczucie winy.
                  Bylo minelo.
                  Teraz karmie butla i co ? Dziekuje za papieroska, mimo ze przed ciaza palilam z
                  2 paczki dziennie. Praktycznie nie pije alkoholu, mimo ze sporo sie go lalo
                  przed ciaza. Na imprezach sie nudze.

                  Nie oceniam nikogo. Kazdy ma swoj sposob na maciezynstwo. Podziwiam kobiety
                  karmiace piersia, mi sie nie udalo. Moze nastepnym razem bedzie inaczej.
                • urszak Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 21:36
                  magda, ja wlasnie mowie ze nie karmie piersia bo nie chce. Nie dorabiam zadnej
                  ideologii wink
                  Z tym, ze ja opinie nawiedzonych "mamus" mam w dooopie, wiec nie mam problemu
                  otwarcie powiedziec ze jestem zla, wyrodna i w ogole be. Jakbym byla mniej
                  odporna na ludzka glupote, to pewnie bym stwierdzila ze wygodniej mi odrobic
                  ideologie, i rozpowiadac wsrod rodziny i znajomych ze nie karmie bo z jakistam
                  powodow nie mam pokarmu - jak by mi wtedy wszscy wspolczuli i zalowali... wink
                  rozumiem, ze sa wrazliwsze dziewczyny, takie ktore maja wystarczajaco udzo
                  pewnosci siebie zeby zdecydowac ze nie beda z siebie robic cierpietnic
                  karmiacych jesli nie maja ochoy karmic, ale jednoczesnie sa wrazliwe na opinie
                  otoczenia - takie moga dobudowac ideologie coby sie od nich inni odczepili.

                  Mamuskom wciskajacym mi lzawe historie o biednym dzidziusiu ssajacym gume moge
                  odpowiedziec historyjkami o mamkach z cycami do pasa wink ale jak ktos jest mniej
                  asertywny, to moze lepiej niech sobie na uzytek publiczny dorobi ideologie o
                  braku pokarmu, niz ma sie stresowac durnymi komentarzami.
                • patrycja25.live Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 22:14
                  Ja nie pale, nie pije (a jak juz to w minimalnych ilosciach), nie chodze na imprezy, nie karmie piersia (wyjasnienie wyzej). Moim zdaniem karmienie piersia nie jest zadnym wysilkiem, latwo wyciagnac cyca jesli trzeba, nie trzeba szykowac mleka, wyparzac butelek i smokow itp.itd. Nie jedna mama karmiaca piersia robi to z lenistwa i dlatego ze szkoda kasy na mleko (znam kilka przykladow), a dzieci zaniedbane, bez czulosci i bez silnej wiezi, i w wieku prawie 12 m-cy maja nadal plaskie glowy od nadmiernego lezenia w lozeczku. To ze karmie butelka nieznaczy, ze nie ma wiezi miedzy mna a dzieckiem!!!
                  A poza tym po domu chodze w naciagnietych koszulkach i dresie, bez makijazu, a caly swoj czas poswiecam dziecku bo wiem, ze mnie potrzebuje, a ja jego, wszystko co robie, robie z milosci.
                  • agandrzej Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 23:06
                    zgadzam sie z Toba, przez zupelny przypadek weszlam na to forum i
                    Twoja wypowiedz i... jakbym siebie slyszala, co prawda 15 lat temu,
                    ale zdania na temat karmienia piersia nie zmienie nigdy ( a jést
                    takie jak Twoje) z tym dodatkiem, ze KOBIETY NIE OSZUKUJMY SIE
                    ZJADAJAC SZTUCZNE WITAMINY I PELNO "E 240" itd nie odzywiamy sie
                    zdrowo dajac tym samym fatalny pokarm ,a w czasach obecnych kiedy
                    kazda mamusia 3 miesiace po porodzie nosi rozmiar xxs tym samym
                    glodzac sie nie dalecie im wartosciowego pokarmu!!!!! ufffffffff
                    meczy mnie ten temat, tak czy siak ja moja coruchne wychowalam na
                    butelkach , dajac jej po dzis dzien cieplo i milosc nie z cyca. a do
                    tego nie bylam egoistka i "cieplo z butelki" otrzymywala tez od
                    taty. pozdrawiam
                    • ridibunda Heheh jaki śmieszny post :D n/t 30.03.08, 08:14

                      • patrycja25.live Re: Heheh jaki śmieszny post :D n/t 30.03.08, 11:15
                        Ze niby co smieszne bo nie zakumalam... Mi jak polozna wyliczyla czego nie moge jesc karmiac to zostal chleb z maslem, woda z sokami, troche gotowanych warzyw, gotowane mieso, a ze to moje pierwsze dziecko to balam sie jesc cokolwiek zeby mu nie zaszkodzilo. To jakie te mleko jest jak duzo mam jest na dietach, napewno nie jest takie pozywne jak powinnoby byc. A witaminy skad sie miaja brac? Dajac mleko mod. jestem pewna ze dziecko dostaje witaminy odpowiednie dla jego organizmu.
                        • ridibunda Re: Heheh jaki śmieszny post :D n/t 30.03.08, 12:29
                          Przykład ekstremalny ale łatwy do zrozumienia: widziałaś kiedyś głodujących
                          ludzi w Afryce? Zwróciłaś może uwagę na widok wychudzonych matek z kwitnącymi
                          dziećmi u boku? A zastanawiałaś sie dlaczego? Bo pokarm produkuje się nawet
                          kosztem organizmu matki, możesz nie jeść odpowiednio wiele a pokarm i tak będzie
                          taki jak ma być. Nie ma czegoś takiego jak "za chude mleko". Takiego sloganu
                          można używać jako wymówki, gdy się nie chce karmić piersią a nie ma sie
                          dostatecznej odwagi by właśnie w ten sposób powiedzieć otoczeniu o rezygnacji z
                          karmienia piersią. Tym bardziej tutaj, kiedy możesz jeść urozmaicone w sumie
                          pokarmy i w dodatku przyjmować witaminy. A ponadto mogłaś poczytać o karmieniu
                          zamiast słuchać tylko jednej położnej, wszędzie teraz trąbią ze dieta
                          eliminacyjna od początku to błąd. Neta masz, wiec co stało na przeszkodzie? Po
                          wpisaniu w Google słów "karmienie piersią" wyskakuje ogrom linków.
                          A rozśmieszył mnie post Twojej poprzedniczki, niestety nie pamiętam nicka, o
                          rozmiarach xxs i "cieple z butelki". No ale 15 lat temu inaczej do tego
                          podchodzono i dostęp do informacji był całkiem inny, wiec jej się nie dziwie tak
                          jak Tobie.
                          Pozdrawiam
                          • patrycja25.live Re: Heheh jaki śmieszny post :D n/t 30.03.08, 19:42
                            ridibunda napisała:
                            A ponadto mogłaś poczytać o karmieniu
                            > zamiast słuchać tylko jednej położnej, wszędzie teraz trąbią ze dieta
                            > eliminacyjna od początku to błąd. Neta masz, wiec co stało na przeszkodzie? Po
                            > wpisaniu w Google słów "karmienie piersią" wyskakuje ogrom linków.

                            Nie bylo raczej mowy o siedzeniu na necie bo musialam siedziec caly czas z dzieckiem, a raczej probowac siedziec bo jak juz wspomnialam kosc ogonowa mnie tak bolala, ze wolalam stac karmiac(co czesto robilam, zreszta nie bede sie dalej rozczulac nad soba bo sa mamy, ktore pewnie byly bardziej obolale niz ja). Poza tym nie wiedzialam, ze karmienie butla jest zakazane i rownoznaczne z potepieniem, gdybym wtedy trafila na te forum to pewnie karmilabym dalej, a w kazdym razie probowala, ale trafilam tu jak dziecko juz dawno na butli bylo. Nie wiedzialam wielu rzeczy a jako mloda i niedoswiadczona mama po prostu balam sie i tyle. Wybralam to co uwazalam za najlepsze dla mojego dziecka. Przy drugim dziecku bedzie lepiej i mam zamiar dluzej karmic. Zadowolona??
                            • ridibunda Re: Heheh jaki śmieszny post :D n/t 30.03.08, 20:47
                              Nie jestem ani zadowolona, ani niezadowolona, ponieważ uczestnictwo w dyskusjach
                              na forum nie wpływa w istotny sposób na moje nastrojesmile Jest to dla mnie raczej
                              mało istotna sfera mojego życia.

                              Jeśli miałaś zamiar karmić dziecko piersią, trzeba było poczytać PRZED jego
                              urodzeniem. Po to już raczej mijało się z celem.
                              Karmienie butelką nie jest bynajmniej zakazane i równoznaczne z potępieniem.
                              Gdzie to w moich postach wyczytałaś?? Ja Ci tylko podałam argumenty świadczące o
                              tym, że nie masz racji pisząc to, co pisałaś. Nic o potępianiu butelki nie było,
                              wręcz przeciwnie, przeczytaj mojego pierwszego posta.

                              > Nie wiedzialam wielu rzeczy a jako mloda i niedoswiadczona mama po prostu
                              balam sie i tyle.

                              Sama napisałaś to, o czym ja mówiłam już wcześniej - niewiele wiedziałaś, więc
                              trzeba sobie było doczytać lub dowiedzieć w inny sposób, nie wierząc
                              bezkrytycznie jednej osobie. Ale dalej popełniasz ten sam błąd, twierdząc że
                              mleko matki może mieć mało witamin i być nieodpowiednie dla dziecka - otóż NIE
                              MOŻE tak być, i warto to zapamiętać, gdy będziesz mieć drugie dziecko i będziesz
                              go jednak chciała karmić piersią. Jeżeli jednak znowu będzie butelkowe, to myślę
                              że też nic złego sie nie stanie.

                              Nie obrażaj się, bo mój post nie był pisany w celu krytyki Twojej osoby. Uważam
                              tylko, że część Twoich poglądów jest nieprawdziwa i dobrze byłoby gdybyś się nad
                              nimi zastanowiła. Ale to już tylko od Ciebie zależy.
                              Nieodmiennie pozdrawiam.
                              • patrycja25.live Re: Heheh jaki śmieszny post :D n/t 31.03.08, 12:59
                                ridibunda napisała:
                                > Karmienie butelką nie jest bynajmniej zakazane i równoznaczne z potępieniem.
                                > Gdzie to w moich postach wyczytałaś??

                                Nie chodziło mi o twój post, mówiłam ogólnie.

                                > mleko matki może mieć mało witamin i być nieodpowiednie dla dziecka - otóż NIE
                                > MOŻE tak być, i warto to zapamiętać, gdy będziesz mieć drugie dziecko i będzies
                                > z
                                > go jednak chciała karmić piersią.

                                Teraz już wiem.

                                Jeżeli jednak znowu będzie butelkowe, to myśl
                                > ę
                                > że też nic złego sie nie stanie.

                                Aż mi ulżyło.


                                Uważam
                                > tylko, że część Twoich poglądów jest nieprawdziwa

                                Jednak prawdziwe bo tak myślałam, ale masz racje zmieniłam zdanie i teraz żałuje bardziej niż wcześniej, że nie karmiłam dłużej. Niestety człowiek uczy się na błędach.

                                Nie mam nic przeciwko mamom karmiącym piersią, mnie tylko denerwują insynuacje, że mamy butelkowe mniej kochają swoje dzieci, to o słabej więźi i różne takie uwagi, które świadczą o tym, że my jesteśmy złe bo zabrałyśmy dzieciom możliwość najadania się za pomocą piersi. Każdy robi jak uważa, najważniejsze jest to, że kochamy swoje dzieci i napewno każda z nas robi co w jej mocy by dziecko było szczęśliwe(mamyn butelkowe też smile)

                                Pozdrawiam.

                                Ps. Mam nadzieje, że jak bede miała następne dziecko to lepiej się przygotuje, albo może poproszę jakąś doświadczoną mamę w karmieniu p. o pomoc (np. Ciebie ,serio) smile




                        • margo_kozak bo to jakas niedouczona polozna byla n/t 30.03.08, 14:29

                        • wik-ii Re: Heheh jaki śmieszny post :D n/t 30.03.08, 23:18
                          ja zanim urodzil sie moj synek bylam przeciwniczka karmienia
                          piersia, tzn nie podobal mi sie caly ten kult karmiacych, a przede
                          wszystkim kobiety z cycami na wierzchu na ulicy...
                          w szpitalu gdzie rodzilam wszystkie lazily z cycami na wierzchu, z
                          dzieckiem przy boku dumne... a ja lezalam i karmilam butelka i mialo
                          juz tak zostac, ale przyszlado mnie pani dr i tak ze mna
                          porozmawiala bym jednak sprobowala i ze jesli koccham mego synka to
                          tylko dla jego dobra (przytaczajac fakty, ze dzieci karmiane piersia
                          znacznie mniej choruja niz dzieci na mleku mod), przekonal mnie to
                          zaczelam karmic malego nie lubilam tego, tymbardziej ze nie chce
                          ssac smoka i ssanie smoka rekompensuje sobie godz przy cycu(co
                          najmniej godz), bardzo mnie to irytowalo i przez pierwszy misiac
                          czesto jak mi sie go nie chcialo karmic dawalam mu mleko mod.

                          obecnie karmie go tylka piersia, jego czas przy piersi sie skrucil,
                          podchodze do tego inaczej, wiem ze dla niego to najlepsze, a nawet
                          polubilam karmienie piersia, przede wszytkim wytworzyla sie nie od
                          razu ale po miesiacu niewyobrazalna wczesniej dla mnie wiez z moim
                          synkiem
                          ta wiez nie jest fikcja

                          choc bym chciala pojsc na impreze, pobawic sie itd wole karmic
                          mojego synka bo on jest wazniejszy ode mnie NAJWAZNIEJSZY!!!
                          kocham go!!!
                    • magdalena.sz Re: ridibunda- zgadzam się!!! 30.03.08, 09:47
                      Każda z nas mówi o jakichś własnych doświadczeniach, o ludziach,
                      których spotykamy wokół. Konkluzja moja jest taka - ludzie poprostu
                      są różni. Problem robi się wtedy, kiedy ktoś próbuje narzucać innej
                      osobie swój sposób na życie i popiera to jakimiś wydumanymi teoriami
                      deprecjonując metody tej drugiej strony. I nie ma znaczenia czy
                      karmimy piersią czy butlą - jedna strona dowala drugiej. Po co???
                      Ja się oburzam, gdy dziewczyny pieprzą bez sensu o tych flejowatych,
                      zdradzanych kobitach z wiszącymi do pasa cyckami i wściekam się jak
                      ktoś neguje fakt, że u ssaków mleko matki jest najlepszą (ale nie
                      jedyną) metodą karmienia twierdząc, że to jest badziew i krowie
                      lepsze dla człowiekasmile)). Butelkowe mamy się oburzają, jeżeli ktoś
                      im zarzuca, że słabo kochają swoje dzieci. Przecież to jak karmimy
                      nie świadczy o tym jakimi jesteśmy mamami, tylko, że z jakichś
                      względów wybrałyśmy taki a nie inny model.
                      Powinnyśmy chyba bardziej się nawzajem szanowaćsmile))

                      A co do Ecośtam i odchudzania - czytam etykiety, w miarę możliwości
                      ograniczając te świństwa i się nie odchudzam - choć waga sama leci w
                      dół smile
                      Pzdr, u nas super słońce
                      MAgda
                      • patrycja25.live Re: ridibunda- zgadzam się!!! 30.03.08, 11:22
                        magdalena.sz napisała:
                        I nie ma znaczenia czy
                        > karmimy piersią czy butlą - jedna strona dowala drugiej. Po co???

                        No wlasnie!!! Wydaje mi sie ze ciagle sie tu tylko klocimy o to, ktore mamy sa lepsze w macierzynstwie te co karmia piersia czy butelka.


                        Przecież to jak karmimy
                        > nie świadczy o tym jakimi jesteśmy mamami

                        Racja, racja, racja....!!!!!!!!!!!!


                        Pozdrawiam u nas tez slonce smile
          • daisy74 Re: ridibunda- zgadzam się!!! 29.03.08, 18:16
            A skąd ty możesz wiedzieć co myślą mężowie kobiet ,które karmią
            piersią???Robiłaś badania socjologiczne?Jesteś z nimi w
            domu,podsłuchujesz ich?Ciekawa jestem ile kobiet karmiących piersią
            znasz w swoim życiu,z iloma się przyjaznisz żeby "mieć wrażenie",że
            nie pozwalają mężom na decydowanie o dziecku.Twoja wypowiedz
            świadczy o braku tolerancji i ograniczonych horyzontach
            myślowych.No,ale cóż niektóre kobiety tak mają
    • mili_vanili Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 19:39
      Choć rozumiem spadek samopoczucia przy długotrwałym zajmowaniu się
      dzieckiem (szczególnie małym) to odnoszę wrażenie,
      że niektórzy rodzice mają taki "sposób bycia":

      narzekanie na dzieci...

      I to nie tylko małe, ale w ogóle: nie je (lub je za dużo), jest
      niegrzeczne lub "memeja", zaszywa się w książkach lub wzrdyga się na
      sam szelest zadrukowanego papieru ;P

      Odbieram wrażenie, że to taki "styl". Ale ja się tym ciągle
      narzekającym rodzicom pytam: to po co im dzieci?! Czy tak trudno we
      własnych dzieciach znaleźć pozytywy i się tymi dziećmi po prostu
      cieszyć?
    • romanm5 Macierzystwo to najgorsza kara 29.03.08, 19:42
      Moj syn za tydzien skonczy 2 lata. Za kazdym razem kiedy ktos pyta
      kiedy drugie lub mowi "jakie wielkie szczescie mnie spotkalo" to mam
      ochote napluc tej osobie w twarz.

      Cala rodzina mieszka za oceanem, jestesmy z zona zdani tylko na
      siebie. Po tym jak urodzil sie moj syn moje zycie sie skonczylo. To
      prawie tak jabym umarl - nie mam juz czasu na nic. Karate, kino
      cokolwiek to juz tylko przeszlosc. Zona pracuje wieczorami i w
      weekendy. Cale szczescie moge sie wyrwac do pracy w ciagu dnia i
      troche odpoczac od obowiazkow bycia tata.

      Do tego wszystkiego jakies pol roku temu okazalo sie ze moj syn ma
      autyzm. Nie wiem czy kiedys w ogole stanie sie samodzielny, czy bede
      musial mu zmieniac pieluchy do konca zycia.

      Jezeli ktos sie zastanawia czy zostac rodzicem to stanowczo odradzam.
      Jezeli juz koniecznie musisz sie kims opiekowac to kup sobie psa. W
      razie czego mozna psa bez problemu oddac do schroniska.

      Jestem totalnie wyczerpany, coraz czesciej mam ochote sie polozyc i
      juz nigdy sie nie obudzic.
      • mag_internautka Re: Macierzystwo to najgorsza kara 29.03.08, 19:50
        Myślę, że przemęczenie przez Ciebie przemawia. Twój syn jest częścią
        Ciebie, a Ty jesteś dla niego niemalże całym światem i na pewno
        kocha Cię całym swoim serduszkiem. Dodatkową trudnością w waszych
        kontaktach jest niezaprzeczalnie autyzm, to powoduje, że trudno jest
        Ci oczuwać taki bezpośredni i bliski kontakt z synkiem, co wpływa z
        kolei na Twoje postrzeganie. Życzę Ci abyś odnalazł z czasem radość
        i szczęście z posiadania dziecka.

        Mag_internautka, mama Julii (4) i Bartusia (1,5)
    • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 20:39
      ninoczke napisała:

      > Moim zdaniem podanie butelki - czy to z mlekiem własnym, czy
      > modyfikowanym nie jest żadną porażką.

      Czy to rzeczywiście przypadek, że taki post ukazał się pod reklamą
      butelki/ smoczka (jw "karmienie miłością") ???
      • magdalena.sz Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 20:48
        Teraz akurat palnęłas....
        Jak ja lubię teksty w stylu: permanentna inwigilacja czy światowy
        spiseksmile)))))
        PZdr
        • 1r1 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 05.04.08, 21:18
          poświecić dziecku rok -to jest nic! a karmienie piersia w życiu
          dziecka to epizod-oczywiscie to wszystko dla zdrowia-dajmy diecku to
          co najlepsze i cieszmy sie,że jest zdrowe i szcześliwe!jak można
          pisac ,ze smieje sie z matki w głos-jak słyszy ,że wisi na cycu?!to
          dziwne dla mnie nie kwestionuję decyzji innych matek dotyczących
          sposobu karmienia ,kazda odpowiada za siebie matka- ale tu wyrażnie
          ktoś sieje antagonizm...no i po co?
    • ma-rzena Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 29.03.08, 21:11
      jestem normalną, jak sądzę, matką. i nie widzę nic dziwnego w tym, że nie stoję
      nad kuchnią godzinami tworząc dania dla swojej pociechy. moim zdaniem naprawdę
      nie ma nic złego w tym, że dam maluchowi na obiadek słoiczek gerbera, a w zamian
      za to zyskam na czasie i będę mogła iść do fryzjera czy na zakupy. nie ma nic
      gorszego niż zaniedbana matka, która zapomina o sobie, kiedy pojawi się dziecko.
      • magdalena.sz Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 09:56
        ma-rzena napisała:
        nie ma nic
        > gorszego niż zaniedbana matka, która zapomina o sobie, kiedy
        pojawi się dziecko <
        a ja bym jednak znalazła kilka gorszych rzeczy smile)))
        • wik-ii Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 22:39
          chociazby zaniedbane dziecko przy odpicowanejsmile matce
    • fammpirella Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 00:37
      karmilam piersia 7 m-cy. obecnie, w 9 piers jest tylko rano. dziecko
      mi sie nie najadalo, slabo przybieralo, wiec jest butla sad. nie wiem
      jeszcze jak to nastapi, że piersi juz w ogóle nie bedzie, no ale to
      juz inna sprawa....bo tego karmienia chyba bardziej potrzebuje ja
      niz onasmile mamy ktore piersia karmily i to lubily wiedza o czym
      piszesmile co prawda moglam wisiec z nia przy piersi 24h/7, karmilabym
      pewnie dalej, ale wolalam nakarmic w tym czasie i ja i siebie i
      meza. to taki rodzinny egozimsmile.
      od urodzenia mojego Najwiekszego Szczescia w Zyciu nigdzie nie bylam
      poza zakupami. Przed ciaza dawalam tzw. czaduwink Czasami mysle, że
      juz czas, że chcialabym wyjsc, ale jak pomysle, ze moze sie obudzic
      przed polnoca (co jej sie zdarza, zabkuje:/) i na rece wezmie ja
      tata, nie mama i bedzie straszny zal i wolanie mamy (autentycznie
      wola: mama mamama.wiem jak wyciaga w takich sytuacjach raczki, jak
      calym cialkiem rzuca sie w moim kierunku kiedy zamiast mnie wejdzie
      do niej maz, a potem pojawiam sie ja) to mi sie odechciewa.
      u frzyzjera bylam raz. mam koltun po pas, wiec nie musze sie
      fryzowac, a do nalozenia szamponu kloryz. tudziez farby wcale nie
      trzeba byc fryzjerem. ja robie to sama a la maisonsmile tapetuje sie
      codzienniesmile mama na spacerku z dzidzia musi sie godnie
      reprezentowacsmile pamietam, ze dzien przed planowana data indukcji
      porodu umylam wlosy (z cewnikiem Foleya w srodku - pewnie niektore
      mamy wiedza, co to za "pieszczota"),zeby Sloneczko zobaczylo mnie
      pierwszy raz zabana, a nie z jednym wielkim dreadlokiem na lbie.
      córcia usypia bez "ceregieli", nauczyla sie tego od pierwszych dni
      urodzenia. jemy o stalych porach, nie jemy w nocy. Pisze w 2 os.
      l.mn. bo jesli ona cos robi, to zazwyczaj towarzysze w tym jej jasmile.
      i na razie nie chce tego zmieniac. maz zostaje ze Skarbem w soboty
      na 3-4h, ja szaleje po sklepach. czasem tez w tyodniu po pracy. ach,
      ale mam rozrywkewink marzy mi sie przespana noc i pobudka o ktorej JA
      sobie zazycze, ale na to przyjdzie czas. na razie weekend u dziadkow
      odpada, poniewaz ja bez Niej umre. tesknie po 3 h spedzonych w
      sklepie.....ja nie jestem na to gotowa.
      nie czuje, ze walcze. poswiecam sie owszem, z wlasnej
      nieprzymuszonej woli dla istoty ukochanej, wystaranej, wyczekanej,
      ktora jest sensem mojego zycia i czescia mnie. to tak, jakbym
      poswiecala sie dla siebie albo sobie robila dobrze (bez skojarzen;,
      a kysz!) zaden to patos, po prostu jak ona jest happy, to mi sie
      micha cieszy, jak jej jest zle, to mi rownolegle.
      jestem na wychowawczym. przed ciaza do glowy tego nie bralam.
      dziecko do zlobka, a ja z powrotem do pracy, bo rynek finansowy
      mknie do przodu szybko, ucieka, kazdy tydzien off jest nie do
      odzyskania...
      przeszlo mi na szczesciesmile
      wciaz mysle, wiem/wierze, czuje, ze kopnął mnie jakiś zaszczyt, że
      Ją mam.
      i w końcu mam kogos, kto kocha mnie tak bezkrytycznie,
      bezgranicznie, komu jestem tak potrzebna, wazna, kto zawsze usmiecha
      sie na mój wiodok...
      gdzie tu poswięcenie? toz to nagroda od zycia najwiekszasmile.
      przesadyzmow w postaci lulania do snu (poza zabkowaniem) czy
      karmienia w nocy co pol godziny nie mamy wdrozonych
      od znajomych sie nieco odseparowala, ale od tych bezdzitnych. coz,
      wspolne tematy dotycza przeszloscia, ja teraz bardzo intensywnie
      zyje przyszlosciasmile
      i dobrze mi. jestem egositka, bo chce JEJ dla siebie jak najwiecej,
      bo ONA czyni mnie szczesliwa.
    • roma57 Dobra mama 30.03.08, 13:33
      Drogie Panie, wszystkim Wam gratuluje posiadania dziecka i zwiazanego z tym faktu bycia mamami. O tym jakimi mamami jestescie (lub bedziecie w przyszlosci) nie decyduje sposob karmienia malego czlowieka, Wasz wyglad itd.. O tym zadecyduje za kilanascie lat ten maly czlowiek, kiedy juz bedzie dorosly. Jezeli majac dwadziescia pare lat przyjdzie i powie: "Mamo bardzo Cie kocham, jestes wspaniala (najlepsza, cudowna, najukochansza), dziekuje Ci za wszystko" to znaczy ze wasze wybory i postepowanie bylo wlasciwe i ze jestescie dobrymi matkami.
      Bo tylko dziecko ma prawo i moze ocenic jaka matka jestesmy (bylysmy).

      • arlet07 Re: Dobra mama 30.03.08, 14:17
        w 100% zgadzam się z roma57. tak w ogóle to o czym wy piszecie......
        znam osoby które dałyby wszystko aby mieć takie problemy...... aby
        mieć dziecko.........
        refleksja.........
        doceniajmy to co mamy.....drogie mamy!
    • mamadzieci-2 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 16:00
      dziewczyny po co w ogóle wkręcać się w taką dyskusję?
      Widać, że autorka wątku od razu w treść wcisnęła poddanie
      anlizie matkę karmiącą piersią,ironicznie nazwaną przez inne ( i to
      też matki smile)"matką Polką", a matkę karmiącą butelką. Tak się
      składa, że jestem mamusią podwójną, i tak się składa,że jednego
      syna, który teraz ma 13 lat karmilam butelką a drugi (10mies) jak
      do tej pory jest na cycu. I co teraz, mam siebie definiować jako
      dobrą czy złą matkę? Bo już zgłupialam ? Czytałam tu parę
      wypowiedzi, takich "perełek" dosłownie, ale nie ma sensu wchodzić w
      kłotnie bo to dyskusją trudno nazwać. Powtórzę za nielicznymi
      dziewczynami , które napisaly, że nie jest najważniejsze jak
      karmimy ,butelką czy cyckiem, ale jak podchodzimy do macierzyństwa.
      Nie uważam się za "matkę Polkę" w tak zironizowanym znaczeniu
      podawanym przez Matki te nie-Polki oczywiście. Uważam się po prostu
      za Matkę i staram się żeby to było przez duże M , ale czy w tym ma
      mi pomóc butelka albo cycek? Popatrzmy wzajemnie na siebie drogie
      Mamy trochę bardziej obiektywnie i z obustronnym zrozumieniem bo
      podobno macierzyństwo wyzwala w kobiecie pokłady życzliwości i
      łagodności. A mnie się wydaje,że usiadłyśmy w piaskownicy i kłócimy
      się czyje zabawki są ładniejsze. pozdr
      • franja Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 20:50
        No właśnie. Dziewczyny/ Kobiety, łączy nas to, że jesteśmy matkami, dzieli to, że jesteśmy różne (he, he, ale odkryciesmile) Mogłybyśmy okazać sobie więcej zrozumienia i skorzystać ze swoich doświadczeń, a nie kłócić się o to co było pierwsze - jajko czy kura?
        Wydaje mi się, że myślenie o sobie nie wyklucza troski o dziecko. Nie zgodzę się też jednak z poglądem, że dziecko nie stawia przed mama żadnych ograniczeń i jest to tylko kwestia woli i organizacji.
        Mam na myśli to, że kocham swoje dziecko (prawie 2 lata) i nie wyobrażam sobie, żeby go w ogóle miało nie być, rozwija się dobrze, jest wesołe i zadowolone. Zajmuję się dzieckiem, realizuję zawodowo, spotykam się z przyjaciółmi. Jednak miałam też kryzysy i chwile buntu, kiedy czułam się wyczerpana, zaniedbana i rozżalona i miałam ochotę rzucić wszystko. Myślę, że nie dlatego, że jestem złą matką. Myślę, że dlatego, że jestem matką pierwszy raz, że zmieniło się moje/nasze życie, że do wielu rzeczy trzeba się po prostu przystosować i odnaleźć. To przecież nowa rola w moim życiu myślę, że cudowna, ale i wymagająca.
        Pozdr
    • dorianne.gray Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 30.03.08, 22:18
      W wątku rozgorzała walka na śmierć i życie między zwolenniczkami
      cycka i zwolenniczkami butli, ale z jakiego powodu?...

      Pięć razy przeczytałam pierwszy post i nijak nie widzę w nim żadnego
      nawoływania do karmienia butlą zamiast piersią. Widzę tylko
      nawoływanie do tego, aby macierzyństwa nie traktować jak męki i
      poświęcenia. By, między innymi, nie karmić piersią, jeśli jest to
      męką dla matki, bo podanie butelki nie jest zbrodnią. Przestańcie
      się tak spinać, bo to jest kompletnie bez sensu.
      • mamadzieci-2 Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 30.03.08, 22:30
        dorianne.gray napisała:

        > Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie)

        inteligentnie, inteligentnie. Z konkretami może smile
        • dorianne.gray Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 30.03.08, 22:35
          A co, nie wyświetliła Ci się treść postu?...
          • mamadzieci-2 Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 30.03.08, 22:50
            dorianne.gray napisała:

            > A co, nie wyświetliła Ci się treść postu?...
            >
            > chodzi mi o to "no prawie". Napisz na kim się wzorować mam, to
            chętnie jeszcze raz poczytam smile
            • dorianne.gray Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 30.03.08, 22:54
              Rozprawki piszę tylko za wynagrodzeniem.
              • mamadzieci-2 Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 30.03.08, 23:02
                ok smileale po co być "gołosłownym"? pozdr
                • dorianne.gray Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 30.03.08, 23:12
                  Ty też jesteś porąbana!...
                  • mamadzieci-2 Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 30.03.08, 23:37
                    no to żeś mi dowaliła! buuuu! choć mało na temat. znikam na dzisiaj
                  • patrycja25.live Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 31.03.08, 12:31
                    Te "no prawie" odnosi sie pewnie do ciebie co? Jedyna mądra na tym forum...(tak sobie myśl dalej).
                    • patrycja25.live Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 31.03.08, 12:39
                      Miałam na myśli dorianne.gray.
      • urszak Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 31.03.08, 16:16
        dorianne, dla niektorych mamek wlasnie podanie butli JEST zbrodnia, jak mozna tu
        w tym watku wyczytac. Stad cala dyskusja.
        Wiekszosc normalnych kobiet wie, ze sposob karmienia nie ma wplywu na relacje
        miedzy matka a dzieckiem. Niestety, sa tez takie dla ktorych butla to zbrodnia,
        biedny dzidzius ssacy gume jest nieszczesliwy i w ogole juz ma zycie
        przechlapane...
        ja osobiscie takie glupoty moge sobie olewac, ale wiem ze niektore kobitki sie
        stresuja, dlatego uwazam ze takie dyskusje sa bardzo potrzebne. Im wiecej
        dziewczyn przeczyta, ze karmienie butelka jest rownie dobre jak karmienie
        piersia i matka butelkowa jest rownie dobra jak ta "cycujaca", tym mniej, mam
        nadzieje, wpadnie w rozne depresje i schizy ze im karmienie nie wychodzi.
        Wiem, ze fanatycznym zwolenniczkom karmienia piersia sie nie da lopata do glowy
        rozsadku wlozyc, ale i tak dydkutowac warto - dla postronnych obserwatorek,
        ktore moga miec rozne rozterki.

        OT: coraz wiecej kobiet juz wie, ze mamy wybor, i jesli z jakichkolwiek powodow
        chcemy, mozemy rodzic przez CC. A ciagle bardzo malo sie mowi o tym, ze
        karmienie piersia nie jest obowiazkiem dobrej matki, i jesli ktos nie chce to ma
        prawo z czystym sumieniem podac butle i dziecku sie zadna krzywda nie stanie.
        • mamadzieci-2 do urszak 31.03.08, 17:58
          z całym szacunkiem ale jaki sposób karmienia ty preferujesz .
          Piszesz - "coraz wiecej kobiet juz wie, ze mamy wybor, i jesli z
          jakichkolwiek powodow chcemy, mozemy rodzic przez
          CC"
          Nie wprowadzaj ludzi w błąd tymi słowami, bo tak się dzieje może
          tam, gdzie ty mieszkasz, bo tu gdzie ja nie ma tak, że na byle
          kaprys robi się cesarkę. Akurat jestem po takich porodach, ale jak
          najbardziej zasadnych. To nie jest pobieranie krwi z paluszka ale
          poważna operacja. pozdr
          • dorianne.gray Re: do urszak 31.03.08, 23:41
            ...którą można sobie zafundować w prywatnej klinice na życzenie bez
            jakichkolwiek medycznych wskazań.
            • mamadzieci-2 Re: do urszak 01.04.08, 08:47
              dorianne.gray napisała:

              > ...którą można sobie zafundować w prywatnej klinice na życzenie
              bez jakichkolwiek medycznych wskazań.

              ok. tu się zgodzę , moja wiedza takich informacji jeszcze sięga. Po
              co jednak błędnie "edukować ludzi" , że mamy wybór. W szpitalch nie
              mamy takiego wyboru, a ciekawe ile dziewczyn na tym forum stać na to
              zafundowanie sobie cesarki prywatnie. Ale to już na zupełnie inny
              wątek
        • dorianne.gray Re: Wy jesteście porąbane wszystkie (no prawie) 31.03.08, 23:43
          No i właśnie o to chodziło w tym wątku, żeby się nie schizować w
          roli matki, a nie o to, żeby się pobić o sposób podawania dziecku
          mleka.
    • fryderyk2007 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 30.03.08, 23:38
      Jezeli ma sie dotep do babc, dziadkow, cioc, wujkow itp. A co zrobic jak sie nie
      ma takiego komfortu? Wychowywanie malego dziecka zeb zadnej pomocy jest naprawde
      bardzo trudne.
      • kobraluca Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 04:42
        zgadzam sie i mysle,ze malo ktora kobieta zdaje sobie sprawe z tego
        jak bardzo zmieni sie jej zycie po urodzeniu dziecka. Nie
        myslalam,ze bedzie tak ciezko, najbardziej dobija mnie permanentny
        brak snu,ale jakos daje sobie rade,mimo ze pomocy, oprocz meza nie
        mam. Sa dni lepsze i gorsze kiedy dopada mnie depresja, kiedy mysle
        o tym,by ulatwic sobie zycie i przerzucic sie na karmienie butla,
        ale na szczescie daje sobie jakos rade. Nie chce odbierac malemu
        pokarmu stworzonego przez nature, ktory calkowicie zaspokaja jego
        potrzeby w imie swojej wygody. Dam rade i planuje miec trojke
        dziecismile

        Nie potepiam wcale matek karmiacych butelka, dla mnie po prostu od
        poczatku bylo oczywiste,ze karmic bede piersia, bo wydaje mi sie ze
        oprocz ciepla i milosci jest to najlepsze co moge synkowi dac
      • netka6666 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 13:25
        Zgadza się. Wychowywanie dziecka bez żadnej pomocy jest bardzo
        trudne. Ja nie mam dostępu do babć i dziadków. Sama wychowuję
        Kubusia bo choć jego tata mieszka z nami, pożytku z niego nie mamy
        żadnego. Jedyne co robi to zawozi go rano do naini a wieczorem
        przypilnuje go łaskawie 10 minut (dosłownie), żebym mogła wziąść
        prysznic. Jest mi chwilami bardzo ciężko. Zwłaszcza, że aby utrzymać
        siebie i małego, muszę pracować. Mały płacze po nocach bo ząbkuje.
        To ja przy nim czuwam a potem wstaję o 6 rano razem z nim. Ale żal
        mam tylko do ojca dziecka, że ma nas w du... Kubuś to sens mojego
        życia i wystarczy, gdy sie usmiechnie - a zapominam o tych nocach
        nieprzespanych, o tym, że nie pamietam, kiedy miałam chwilę tylko
        dla siebie. A mojego słoneczko usmiecha sie prawie przez cały czas.
        Więc często przynosi mi chwile zapomnienia i złe emocje odchodzą
        jakoś w dal.....
Pełna wersja