walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyństwo

    • mak752 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 10:08
      wybieram szczęśliwe macierzyństwosmile karmiałam piersią wyłącznie do
      6 miesiaca (chociaz wszyscy wokol krzyczeli , ze jetsem przez to
      uwiazana), lulam córkę do snu, czasami jak jest bardzo zmęczona
      lulam ją jak niemowlaczka (chociaz ma juz 1,5 roku)przestrzegam zeby
      jej dzien byl rutynowy i harmonijny, nie wlocze jej po sklepach i
      hipermarketach, wychodze z odwiedzin u znajomych kiedy corka jest
      zmeczona. tak, zyje pod dykando mojego dziecka smile. nie czuje ze
      jestem meczennica, ani ze sie poswiecam. a przy tym daje rade z
      ogarnieciem domu i ogrodu, pracuje, wygladam dobrze (zeby corka
      miala dobre wzrocesmile a ja poczucie, ze jestem sexi mama. jak sie
      wkurzam to na mojego meza, ze do pomocy przy dziecku trzeba go
      zmuszac. ale on jest właśnie produktem zimnego chowu i
      niepoświęcania się dzieckusmile
    • aameet Re: Tacierzyństwo 31.03.08, 17:28
      Brak macicy też zobowiązuje - pomyślcie o tym!
      Nie tyylko kobiety potrafią się opiekować dziećmi.. pokażmy, że też potrafimy to robić, istnieje coś takiego jak tacierzyństwo smile
      menforum.pl/content/view/579/87/
    • alicja0 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 22:34
      Czytam, ten wątek, czytam (i kurcze, tracę czas wink)
      I oczywiście część tekstów mnie wpienia, ale nie chce mi się
      wchodzić w główny nurt wypowiedzi - odezwę się na te "poboczne":
      1. któraś z mam (piersiowych) napisała, że dzieci w Afryce mają
      wychudzone matki, bo te karmią je piersią (prawda), a dzieki temu
      dzieci kwitną - i tu nieprawda. Dzieci w Afryce nie kwitną (piszę
      oczywiście o tych z głodujących rejonów, gdzie te wychudzone,
      karmiące piersią matki występują) - dzieci w Afryce mają spuchnięte
      brzuchy z głodu. Te wydatne brzuszki to nie efekt dobrego
      nakarmienia, ale po prostu głodu, więc proszę więcej nie wprowadzać
      w błąd czytelnika.
      2. uważam tzw. "więź piersiową" za mit. A teraz uzasadnienie wink
      Nie jestem matką o wylewnych uczuciach, stąd mimo iż kocham moje
      dzieci, to przytulanie itp. nie było u mnie wrodzonym odruchem.
      Oboje dzieci karmiłam przez 6 mcy piersią, potem butelką (nie będę
      tłumaczyła dlaczego, bo o czym innym piszę).
      Pierwsza córka ma problemy rozwojowe, więc wymagała (i nadal wymaga)
      duzo większej uwagi niz standardowy niemowlak (mogę porównać z
      drugim dzieckiem - opieka nad przeciętnie zdrowym, nawet nadaktywnym
      dzieckiem to po prostu relaks w porównaniu do dziecka wymagajacego
      szczególnej opieki lekarskiej itd.). Z faktu, że wymagała wiele
      uwagi pod wzgl zdrowia, niejako wymusiło to na mnie bliskość
      fizyczną z córką. Ona była super spokojnym niemowlakiem, więc gdyby
      nie jej problemy zdrowotne, najprawdopodobniej brałabym ją na ręce
      sporadycznie, bo "zawsze było coś innego do zrobienia".
      Drugie dziecko jest żywiołowe i to też wymusiło na mnie częste, choć
      już nie tak bardzo, branie na ręce itd. Drugie dziecko ma przez 2
      dni w tygodniu opiekunkę i zauważyłam, że przywiązał się do niej -
      wynika to z prostego faktu, że ona poświęca mu całą swoją uwagę,
      przytula go itd. A PRZECIEŻ NIE KARMI GO PIERSIĄ.
      Dlatego uważam, że więź dziecka z matką nie jest zależne od tego,
      jak się karmi (piersią czy butelką), ale od częstości i bliskości
      kontaktów matki z dzieckiem. Pierś niejako wymusza naturalnie tą
      bliskość, stąd matki piersiowe będą pisały o niezwykłej więzi z
      dzieckiem. Butelka może stanowić pokusę do ograniczenia tego
      kontaktu z dzieckiem, bo zawsze może ktoś zastąpić np. opiekunka,
      ojciec itd. a to już utrudnia wytworzenie tej więzi.
      Utrudnia, ale tylko wtedy, gdy matka z bliskości rezygnuje. Jeśli
      dziecko przytula, bawi się z nim, poświęca mu czas, to ta więź
      będzie i tak - niezależnie od ssania gumowego smoka. Tylko, w
      przeciwieństwie do matek piersiowych, matki butelkowe muszą (jeśli
      nie mają takiego naturalnego odruchu, a ja nie miałam) wysiłkiem
      woli zapracować na tą więź wynikającą z bliskości.
      Piszę o więzi wynikającej z bliskości, bo jak dziecko dorośnie, to
      ta więź piersiowa naprawdę nie wystarczy. Są matki piersiowe, które
      wychowały gangsterów - co mi z tego, że ona z synkiem bardzo się
      kochają i jest między nimi "więź", jak syneczek to egoista i
      bandyta, "a to takie dobre dziecko przecież" bleee jak słyszę w TV
      gadki takich mateczek.
      Dlatego powtórzę dla jasności: uważam, że nie ma jakiejś mitycznej
      wiezi piersiowej, ale jest po prostu więź tworząca się między matką
      a dzieckiem z samego faktu poświęcania mu uwagi, otaczania uściskami
      i całusami, a więc więź nie tylko emocjonalna, ale też po prostu
      fizyczna. I jeśli matki o to dbają (pewno piersiowym jest łatwiej),
      to ta więź będzie. Jesli nie dbają (a tu butelkowym łatwiej), to ta
      więź będzie gorszej kategorii. Na tej więzi można potem budować
      wychowanie itd. Sama więź piersiowa, tu gloryfikowana przez niektóre
      mamcie, nie wystarczy do wychowania szczęśliwego, dobrego człowieka
      z tego małego dziecka, więc nie piszcie bzdur o jakiejś super
      przyszłości wynikajacej z karmienia piersią. Wasze dzieci będą
      szczęśliwe, gdy będzie więź, a potem dobre wychowanie. Sama pierś
      nie wystarczy - to jakby oczywiste, ale w tych wpisach w wątku jakoś
      to nie brzmi zbyt wyraźnie.
      Ja z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że moja więź z dziećmi
      wynika z poświęcania im uwagi, z bliskości fizycznej i wpierw
      rzeczywistość w moim przypadku musiała na mnie wymusić takie
      zachowanie, które z pewnych zaszłości nie pojawiło się spontanicznie.
      Dziś majac 3 letnią córkę i 1 rocznego syna, wiem, że więź z dziecmi
      mam silną, ale nie gloryfikuję tu swojego karmienia piersią przez
      pół roku, bo źródło tej więzi wyraźnie dostrzegam gdzie indziej.
      • urszak Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 23:13
        ala, ladnie napisalas. Ja dodam tylko jedno:

        > Oboje dzieci karmiłam przez 6 mcy piersią, potem
        > butelką (nie będę
        > tłumaczyła dlaczego, bo o czym innym piszę).

        ja bym chciala, zeby wreszcie mentalnosc ludzi zmienila sie na tyle, ze nie
        musiaslabys dodawac tego nawiasu. Karmilas 6 mcy i tyle, nie musisz sie nawet
        tlumaczyc ze sie nie tlumaczysz. wink
        To tak jak z cesarka - wiele kobiet, ktore nawet maja odwage powiedziec ze cc
        nie jest gorsze, ba, nawet moze byc lepsze niz porod sn, zwykle jednak dodaja ze
        ich cesarka byla "ze wskazan medycznych". Jakby sie usprawiedliwialy.
        Przytpuszczam, ze jakbym tu zalozyla watek ze mam dpereche bo musialam miec cc z
        jakis-tam-powodow i nie dane mi bylo przeciskac melona przez dziurke od klucza,
        a potem jakas zla choroba pozbawila mnie mozliwosci rozkosznego "cycania", to by
        sie posypaly glosy wspolczucia. A jakbym napisala, zgodnie z prawda, ze mialam
        cesarke bo tak chcialam, i nie karmie piersia bo tak chcialam, to jestem ta zla
        i wyrodna. wink
        ot, relatywizm. tongue_out
      • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 23:34
        alicja0 napisała:
        uważam tzw. "więź piersiową" za mit.
        (...)Dlatego uważam, że więź dziecka z matką nie jest zależne od
        tego,
        jak się karmi (piersią czy butelką), ale od częstości i bliskości
        kontaktów matki z dzieckiem.

        Dlaczego piszesz ogólnie, że coś jest lub nie ma? Skąd możesz
        wiedzieć jak jest u wszystkich?
        alicjo, to, że Ty nie poczułaś szczególnej więzi z dzieckiem karmiąc
        je piersią, to wcale nie znaczy, że tej więzi nie ma!
        Nie możesz wiedzieć co czują inne matki.
        Ja taką szczególną i niepowtarzalną więź czuję u siebie - i widzę u
        dziecka, karmiąc piersią, nie wiem, czy to będzie rzutować na całą
        przyszłość czy nie, nie o to też chodzi, po prostu to jest piękne smile
        Każda matka spędzając czas ze swoim dzieckiem wypracowuje więź z nim
        w różny sposób, jak również ojciec, dziadek, opiekunka, itd. A
        szczególną i wyjątkową spośród tych różnych więzi jest więź między
        matką karmiącą piersią a jej maleństwem. Nie jest ona jedyna, ale
        jest wyjatkowa. I nie można jej zaprzeczyć.
        Karmienie piersią wcale nie jest nieraz łatwe - miałam przy obu
        moich dzieciach cc, potem nawał pokarmu, ale walczyłam o to aby
        karmić i udało mi się, bo wierzyłam, że tak będzie najlepiej.

        I taki jeszcze drobiazg, piszesz o butelce, bliskości i przytulaniu,
        a co sądzisz o technice karmienia niemowlęcia butelką poprzez
        wręczenie mu butli na zasadzie "zjedz sobie sam"? Jaka tu wytwarza
        się więź?
        • alicja0 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 01.04.08, 14:23
          do mag_internautka:

          Ależ ja mam więź z dziećmi smile
          Tylko, że jej źródła nie upatruję w karmieniu piersią, bo np. po
          zaprzestaniu karmienia piersią poczułam, że w jakiś sposób tą więź
          tracę, więc dla jej "poratowania" nie zaczęłam ponownie karmić
          piersią, ale poświęciłam więcej uwagi dziecku i ... więź się
          odnalazła smile
          Dlatego nie przekonuje mnie teza, że warunkiem koniecznym dla
          tworzenia więzi jest karmienie piersią. Dlatego, że po usunięciu
          przesłanki "karmienie piersią" i wstawienie opcji "bliskość
          (przytulanie, czas, skupienie na dziecku itd.)" więź po chwilowej
          destabilizacji wróciła do normy wink)
          Podkreślam, że nie chodzi mi o zmianę jedzenia, ale o zachowanie
          bliskości, stąd podany przykład "samotne jedzenie z butelki przez
          niemowlaka" nie ma tej opcji bliskości, bo fizycznie brakuje tam
          przytulania i po prostu ludzkiej obecności osoby, która kocha (np.
          matki smile)
          Dotyk dla człowieka jest bardzo istotny i co więcej, nie chodzi o
          sam dotyk jako dotyk, bo przecież nie raz w autobusie itp. dotykamy
          się o obcych ludzi, ale chodzi o taki dotyk, za którym idzie
          osobiste zaangażowanie drugiego człowieka. Dlatego czasem dotyk
          drugiej osoby będzie dla nas naruszeniem granic, a ten sam dotyk od
          kogoś innego będzie czymś kojącym.
          Gdy ktoś płacze, przytulamy go (również dorosłych); zaleca się
          dotykanie wcześniaków w inkubatorach, bo jakoś tak "przez skórę"
          czują, że dotyka jest kochająca ich osoba itp. itd.
          Piszesz, że nie mogę zaprzeczyć wyjątkowej więzi innych matek
          piersiowych. Nie zaprzeczam jej, bo na pewno istnieje, skoro ją
          przytaczają. Tylko jeśli nie miały okazji, żeby tą
          więź "przetestować" tj. sprawdzić, czy w innych okolicznościach ta
          więź nadal by trwała czy rozwijała się, to w sumie nie są w stanie
          nic więcej powiedzieć, poza tym, że więź matki z dzieckiem jest
          wyjątkowa - bo jest. Ale nie tyle sposób jej powstania czyni ją tak
          wyjątkową, co to, że po prostu wieź matki z dzieckiem jest wyjątkowa
          i z niczym innym nieporównywalna.
          Pierwsze dziecko rodziłam przez planowe cc, drugie poród naturalny.
          Oboje karmiłam piersią, choć przy pierwszym dziecku o pczątkowych
          trudnościach zadecydował brak doświadczenia oraz obniżone napięcie u
          dziecka. Z drugim dzieckiem i karmieniem było prościej, bo
          wiedziałam jak sobie radzić. WIem co to walka o karmienie piersią
          (pierwsze dziecko) i jak każdy normalny człowiek, ktory poradził
          sobie z trudnościami, jestem w jakimś sensie dumna, że je pokonałam,
          bo to po prostu są emocje i ulga, że się udało smile))
          Ale nie chciałabym z tego powodu matkom butelkowym dokuczać smile)
          Sądzę, że ten spór butelkowo-piersiowy po części wynika z tego, że
          matki wypowiadając się trochę ubarwiają stawiając się gdzieś w
          skrajnościach - nie sądzę, żeby matki butelkowe po prostu były tak
          egoistyczne, jak próbują się przedstawić. To taki odruch, żeby
          trochę podjudzić te piersiowe wink)
          Faktycznie wyrodna matka, egoistycznie nastawiona w 100% do życia,
          moim zdaniem nie potrafiłaby pisać o jakiejkolwiek opiece nad
          dzieckiem, bo po prostu by jej nie znosiła.
          Dlatego raczej są tu pewne "odcienie egoizmu", różne priorytety w
          macierzyństwie, gdzie na jednym końcu są tzw. matki-polki, które
          tracą własną tożsamość zanurzając się w macierzyństwo upatrując w
          tym jedynej możliwości podreperowania sensu własnego istnienia,
          które męża odstawiają na margines, a na drugim końcu są matki-
          egoistki, które z niczego w życiu nie zrezygnują, jakby dziecko
          przytrafiło się "po drodze" i niczego w ich życiu nie zmieniło,
          jakby było nikim.
          Moim zdaniem na tym forum takich skrajnych matek raczej nie ma - są
          matki, które w więszym lub w mniejszym stopniu poświęcają się
          dziecku. Wytykanie, że za bardzo lub za mało ktoś się poświęca nie
          prowadzi do żadnych zmian w postawie, a jedynie do kłótni w
          internecie smile
          Jeśli chcemy komuś faktycznie coś przekazać "dla jego dobra", to
          chyba najlepiej podzielić się swoim doświadczeniem, radością i
          ugryźć się w język, gdy ktoś zaatakuje, bo: źle zrozumie intencje,
          bo chce podjudzić, bo ma wyrzuty sumienia, bo przez terror
          laktacyjny miał niepotrzebnie wywołaną depresję itp.itd.
          Tak jak niektóre matki panicznie boją się porodu naturalnego, tak
          niektóre matki w karmieniu piersią upatrują jakiś koszmarów. Każde
          obawy mają swoje źródło, nie zawsze tak zupełnie bez sensu - poród
          naturalny i karmienie piersią poza plusami, też niesie pewne
          trudności, a jeśli ktoś patrzy na to przez szkło powiększające, to
          przy różnej kondycji psychicznej, różnym doświadzeniu życiowym,
          różnych okolicznościach pracy, małżeństwa itp. - podejmuje się
          czasem kontrowersyjne decyzje.
          Jestem zwolenniczką stopniowego przekonywania osób do
          podjęcia "większego wysiłku w macierzyństwie", niż robienie prania z
          mózgu na temat karmienia piersią, porodów naturalnych itp.
          Kiedyś z koleżanką (ona 4 dzieci) zgadałyśmy się, że przy pierwszym
          dziecku dostałyśmy wręcz "kota" na punkcie karmienia piersią tj.
          robiłyśmy co trzeba, ale te emocje, ten stres - jakiś obłęd. Zgodnie
          stwierdziłyśmy, że chyba ktoś nas tak nakręcił, bo można było robić
          to samo, ten sam wysiłek, ale bez histerii, bez obłędu w oczach.
          Do tego potrzeba kogoś z boku, kto doda optymizmu, zachęty, ale nie
          pognębi, jak są porażki. Taką rolę mogłoby mieć to forum, ale to
          trudne, bo nikt z nas nie jest aniołem smile
          Rozpisałam się strasznie, pewno nikt tego nie doczyta do końca ups wink
          • mag_internautka Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 01.04.08, 19:23
            doczytałam do końca smile bardzo rozsądnie piszesz i masz bardzo
            wyważone poglądy, niespotykane raczej na dyskusjach internetowych,
            gdzie jak słusznie zauważyłaś nieraz się coś uwypukla dla
            podkreślenia swoich argumentów.
            Kochajmy zatem nasze maleństwa ile tylko się da smile)
      • ridibunda Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 01.04.08, 22:08

    • wik-ii Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 31.03.08, 23:04
      bedac w ciazy nie sadzilam ze czeka mnie tyle pracy i
      odpowiedzialnosci, ale nie sadzilam rowniez ze moge tak mocno
      pokochac...
      mam 23 lata zawsze duzo sie bawilamsmile,chodzilam na fitness, basen itd
      w tej chwili nie chce bo wole spedzac wolny czas z moim synkiem,
      powiem wiecej moge z nim siedziec 24h na dobe. i byc moze popelniam
      blad ale przestalo mnie interesowac wszytsko procz mojego synka i
      absolutnie nie jest to dla mnie katorżnicza praca, a
      najlepiekniejszymi chwilami mego zycia
      choc pierwsze tygodnie byly bardzo ciezkie(nigdy wczesniej ne mialam
      kontaktu z malymi dziecmi")
      zamierzam karmic do 6msc i rozpieszczac synka maxymalnie mozliwie!
      KOCHAM GO PONAD WSZYSTKO I ZROBIE DLA NIEGO WSZYSTKO
    • gizmo-4 Re: walka i poświęcenie, czy szczęśliwe macierzyń 01.04.08, 08:47
      WITAM JESTEM NA TYM FORUM PORAZ PIERWSZY POZDRAWIAM WSZYSTKIE
      SZCZĘŚLIWE MAMUSIE UWAŻAM ŻE MACIEŻYŃSTWO NIE JEST ZADNYM
      CIRPIĘTNICZYM POSWIECENIEM ALE NAJWIĘKSZYM SZCZĘŚCIEM I RADOSCIĄ
      KTÓRA NIE ZDARZA SIĘ KAZDEJ KOBIECIE/wiele maży o tym by wziąć w
      ramiona swoje maleństwo a nie jest im to dane/WIĘC CISZCIE SIĘ
      SWOIMI POCIECHAMI ŻYCZĘ WAM WIELE MIŁOSCI I CIERPLIWOŚCI
    • marushka jestem wyrodną matką 01.04.08, 11:28
      Ckliwy, ale prawdziwy początek: moje młode jest najbardziej
      wyczekanym i wykochanym dzieckiem jakie mogę sobie wyobrazić.
      czekałam na nie kilka lat, straciłam kilka ciąż, mam za sobą chemię
      związaną z ciążą poazamaciczną. I od początku, od zawsze młode jest
      wyczekane z utęsknieniem

      Nikogo nie oceniam, do nikogo nie kieruję tej wypowiedzi osobiście.
      Nie wiem co jest lepsze dla Was, dla Waszych dzieci. Mogę napisać
      jak jest u mnie i jak - wg mnie - jest najlepiej dla młodego.

      To młody wszedł w nasz ( mój i męża ) świat a nie odwrotnie dlatego
      wszyscy we troje musieliśmy się dostosować do nowej sytuacji. Od
      zawsze były dla mnie rzeczy z których wiedziałam, że są ważne ale na
      czas niemowlęctwa będę musiała zrezygnować ( np. praca zawodowa ) i
      są takie z których nie zrezygnuje ( to, że łóżeczko młodego jest
      gdzieś indziej niż łóżko małżeńskie rodziców ). Młody od pierwszych
      chwil wie, ze są zasady, reguły pewne rzeczy, których na mnie nie
      wymusi - i nie ma z tym związku fakt, iż karmie go cycem, nosze w
      huście i spędzam większość dnia. Chodze do fryzjera, porzucam
      młodego z ojcem i nianią, więcej - w chwili największego kryzysu
      zawiozłam go do poznania do rodziców a sama pojechałam nad morze
      żeby - uwaga - się wyspać. Wierzę, że będąc szczęśliwą, zadbaną i
      zrelaksowaną mamą mogę same pozytywne emocje oddać mojemu dziecku.
      Nie jestem perfekcyjną mamą ani idealną panią domu i.... dobrze mi z
      tym !! Wole sie przespać niz myć naczynia i wole się pobawic z
      młodym niż froterowac podłogi.
      Jestem najlepszą matką dla mojego młodego bo jestem jego matką.

      • kobraluca Re: jestem wyrodną matką 01.04.08, 19:39
        marushka napisała:


        > Jestem najlepszą matką dla mojego młodego bo jestem jego matką.

        Amen
      • dorianne.gray Brawo po raz drugi! n/t 02.04.08, 01:01

    • mamadzieci-2 moze już wyjdźmy poza to błędne koło 02.04.08, 09:01
      polecam link dla lekkiego relaksu, myślę adekwatny do całej tej
      nadmuchanej sytuacji forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
      f=566&w=77660102
    • mamadzieci-2 raz jeszcze 02.04.08, 09:04
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=77660102
Pełna wersja