Rozwód rodzeństwa - co dalej ?

27.03.08, 14:46
Witajcie smile
Mój brat odszedł od żony tzn. po kolejnej kłótni żona poprosiła Go o
opuszczenie domu. Może powiedziała to w nerwach, a jemu to pasowało,
a może uniósł się honorem, tak do końca nie wiem, ale faktem jest,
że od tamtego dnia mieszkają osobno. Bratowa prosiła o powrót, on
nie chce, do tego jest troje małych (9,8 i 4.5 lat) dzieci, w
których wychowaniu aktywnie uczestniczy. Jest z nimi praktycznie
każdego dnia, szykuje posiłki, odrabia lekcje itd.
Dziwne to, ale niech będzie.
Nie wiem jak mam się zachowywać w tej sytuacji. Są chwile, kiedy
bratowa wyraża chęć rozmowy, czy też wspólnego spędzenia czasu, a
np. na drugi dzień jest już na wszystkich obrażona. Jednego dnia
mówi do swoich teściów, że mogą w każdej chwili odwiedzić ją i
dzieci, a drugiego dnia nie uważa za stosowne złożyć życzeń
świątecznych. Nawet ze zwykłego szacunku dla dwojga starszych ludzi,
którzy przez 20 lat byli Jej rodziną i chcą nią nadal pozostać.
Ja wiem, że to wielkie emocje, swego rodzaju życiowa porażka, ale
gubię się w tych Jej sprzecznych zachowaniach.
Zastanawiam się, jak zazwyczaj wyglądają takie wzajemne relacje.
Może macie doświadczenie w podobnej sytuacji ?
Będę wdzięczna za jakieś podpowiedzi.
Pozdrawiam smile
    • mika_007 Re: Rozwód rodzeństwa - co dalej ? 27.03.08, 14:52
      myślę,że i ona jest zagubiona i stąd te huśtawki nastrojów
      i pewnie wizje,że rodzina męża sprzysięgnie się przeciwko niej
      a ona ukaże ich swoim zachowaniem
      złość na męza "jak śmiał" odejsć
      i myślenie o tym jak przypiec żeby bolało najmocniej -nie będę
      dzwoniła,obrażę się,nie pozwolę na spotkania z dziećmi
      emocje,żal,strach itp itd
      a wszystko cąłkiem ludzkie
    • wobbler Re: Rozwód rodzeństwa - co dalej ? 27.03.08, 15:02
      Tam-uniósł się honorem,pasowało mu...
      Akurat!
      Przegięła jędza,miał tego dosyć i poszedł sobie.
      To jest doskonały przyczynek do rozważań dla każdej z nas-jak traktuję swojego
      mężczyznę?
      Później jest płacz i lament-co mam robić?!
      To trzeba myśleć wcześniej,nie ciosać facetowi kołków na głowie ciągłymi
      pretensjami,nie walczyć z nim na każdym kroku o "pozycję" w domu itd.
      Facet też człowiek i w końcu dłużej nie wytrzyma i sobie pójdzie,na długi czas
      mając dość kobiet.
    • lila1974 Re: Rozwód rodzeństwa - co dalej ? 27.03.08, 15:12
      Przede wszystkim porozmawiałąbym z bratem, co się takiego działo w
      ich małżeństwie, ze doszło do takiej sytuacji.

      Uzbrojona w tę wiedzę porozmawiałabym z bratową celem sprawdzenia,
      czy jest jakaś wspólna płaszczyzna od której mogliby zacząć wszystko
      od nowa.

      Obojgu zaproponowałabym wizytę u psychiatry - kazdemu z nich z
      osobna.

      Delikatnie, bez chwilowego opowiadania się po którejś ze stron -
      bądź po stronie RODZINY, DZIECI a moze taktem, zdrowym rozsądkiem
      pomozesz im odnaleźć drogę do siebie.

      Powodzenia smile
      • nutka07 Szwagierka proponujaca wizyte u psychiatry... 27.03.08, 15:32
        to chyba nie jest dobry pomysl. Z bratem jeszcze moglabym porozmawiac ale ze
        szwagierka? W obecnej sytuacji zapewne zaostrzyloby to konflikt. Jezeli chce
        pomoc to moze zaproponowac spedzenie czasu z dziecmi.
        • lila1974 Re: Szwagierka proponujaca wizyte u psychiatry... 27.03.08, 16:00
          Zalezy jakie sa uklady miedzy bratowa a szwagierka.
          Moj szwagier jakos sie na mnie nie obrazil.
          • nutka07 Ukladow nie znamy, 27.03.08, 16:04
            wiec lepiej uniknac 'zderzenia zu lokomotywa'
            • lila1974 Re: Ukladow nie znamy, 27.03.08, 16:05
              Nie rozumiem - prosze jesniej.
              My ukladow nie znamy, ale autorka watku i owszem, wiec bedzie
              wiedziala na co sobie moze pozwolic.
      • mruwa9 zbawczyni swiata sie znalazla.. 27.03.08, 15:45
        wtracanie sie w zwiazek dwojga DOROSLYCH ludzi uwazam za co najmniej
        niestosowny, zeby nie okreslic tego dosadniej. Oni przez lata
        wspolnego zwiazku swoje przezyli i rozjemcow nie potrzebuja. To
        trudna sztuka, ale jesli autorka lubi swoja bratowa, moglaby raczej
        postarac sie utrzmywac poprawne stosunki z obojgiem. Jej -bratowej-
        na pewno nie jest latwo, daleka jestem od oceniania i zrzucania winy
        na kogokolwiek. Prawda (wina?) zawsze lezy posrodku. Im kulturalniej
        uda sie ulozyc bylym partnerom stosunki, tym lepiej dla wszystkich,
        a zwlaszcza dla dzieci. IMHO warto postarac sie nie zrywac kontaktow
        z byla bratowa, jej na pewno jest rowniez ciezko i potrzebuje
        wsparcia. To, ze w malzenstwie sie nie ulozylo nie musi oznaczac, ze
        ona jest jedza.Oczywiscie mozna tak organizowac zycie, zeby starac
        sie unikac wspolnych spotkan bylych wspolmalzonkow. Mysle, ze mozna
        sluzyc wsparciem psychicznym, wysluchac , ale nie oceniac, nie
        krytykowac bylego/bylej. I na pewno nie wysylac nikogo do
        psychiatry, owa para to dorosli ludzie i gdyby im zalezalo na
        ratowaniu zwiazku, znalezliby pomoc bez pomocy osob trzecich chyba,
        ze sami o pomoc prosza.
        • lila1974 Re: zbawczyni swiata sie znalazla.. 27.03.08, 16:04
          Wtracanie a wtracanie.

          Ty mozesz sobie nie zyczyc, by sie ktos interesowal Toba i Twoim
          malzenstwem. Sa osoby, ktorym rozmowa z kims stajacym nieco z boku,
          pozwala spojrzec na swoje problemy z innej perspektywy.

          Jesli sie jest w miare taktowna osoba, to sie po rozmowie z bratem i
          szwagierka zorientuje, czy jest sens proponowania im pomocy lub nie.
          • mruwa9 Re: zbawczyni swiata sie znalazla.. 27.03.08, 17:00
            Ktos stojacy z boku nie wysyla rozmowcy do psychiatry, co
            zaproponowalas. ktos stojacy z boku powinien przede wszystkim umiec
            wysluchac, byc w zasadzie bierny, tj. nie wyskakiwac przed szereg z
            wlasnymi koncepcjami naprawy swiata, bo w sytuacji sypiacego sie
            zwiazku kazda inicjatywa z zewnatrz wymaga balansowania na bardzo
            cienkiej linie,aby nikogo nie urazic.
            • lila1974 Re: zbawczyni swiata sie znalazla.. 27.03.08, 19:10
              Jesli się ma stereotypowe podejscie do kwestii leczenia
              psychiatrycznego, to rzeczywiscie mozna się jeżyć.

              Zauważyłaś, że już w pierwszym swoim poście uczulałam, by zachowanie
              autorki było taktowne?
              To, że wspomniałam o psychiatrze nie oznacza, że nasza autorka ma
              niczym wyrocznia zaopiniować, że taka wizyta jest konieczna. W tak
              delikatnej materii WYCZUCIE cenna rzecz.

              Z drugiej jednak strony, to że TY jesteś przeciwna i być może
              obruszyłabyś się na taką propozycję nie oznacza, że KAŻDY tak
              zareaguje.

              Wyobraź sobie, że w przypadku bardzo mi bliskich osób. Moja
              propozycja nie została odebrana jako NAPAŚĆ na zdrowie psychiczne
              szwagra. Dziś facet jest na leku - kto wie, być może moje WTRĄCENIE
              się pozwoli rodzinie pójść drogą, której dotychczas nie brali pod
              uwagę.
              • mruwa9 nie rozumiesz 28.03.08, 07:05
                tu nie chodzi o stereotypowe czy niestereotypowe podejscie do
                leczenia psychiatrycznego, ale o aktywna probe ingerowania w zwiazek
                innych osob, probe naprawiania go.
    • a.l.o.e.s Re: Rozwód rodzeństwa - co dalej ? 27.03.08, 15:55
      Mój były mąż odmówił leczenia choroby psychicznej,na którą zapadł i przez którą
      stał się agresywny.W związku z tym rozwiodłam się,żeby chronić dzieci i
      siebie.Były mąż ma siostrę,mężatkę z dwójką dzieci.Kuzynostwo było ze sobą
      zaprzyjaźnione i zżyte.Niestety,już w trakcie choroby,jeszcze zanim wniosłam o
      rozwód,ta siostra i jej mąż całkowicie zerwali kontakty z moim byłym, ze mną i z
      naszymi dziećmi.Kiedy teściowa zaczęła dobrowolnie wypłacać mi alimenty,zażądali
      żeby przestała,kiedy odmówiła,zerwali kontakty również z nią.Skutek - wysoki
      poziom frustracji moich dzieci,które nie rozumieją jaki jest związek między
      tym,że tata nie chce się leczyć,a tym,że one nie widują kuzynostwa.Nie rozumieją
      czemu ciocia z wujkiem nie pozwalają im się widywać.Stanęłam na przysłowiowych
      rzęsach,żeby dzieci mogły się widywać i... nic. Nie wiem co ci poradzić,ale
      jeżeli ty masz dzieci i brat ma dzieci,to postarajcie się ułożyć kontakty
      tak,żeby one to w najmniejszym możliwym stopniu odczuły.
      • zebra12 a.l.o.e.s. 27.03.08, 18:39
        Proszę, napisz mi na priva jak objawiła się ta choroba u Twojego męża? Bo z moim
        ostatnio dzieje się coś niepokojącego.
        Jak możesz to daj znać na priva. Będę czekała.
    • 18_lipcowa1 Ty sie nie wtracaj. 27.03.08, 19:42
      brat jest dorosly
      jego zona, jego problem
      • margosia.kr Re: Nie chcę się wtrącać, chociaż ... 27.03.08, 22:01
        nie wiem, czy powinnam pozostać całkiem obojętna. Prawie dwadzieścia
        lat bycia rodziną plus osiem lat znajomości przed małżeństwem, to
        całkiem sporo, by pozostać zupełnie obojętnym.
        Nie chcę ich pouczać (chociaż robię to), ale tylko w stosunku do
        brata. Staram się mu tłumaczyć, że dzieci, że wspólny dorobek i
        sporo wspólnie przeżytych chwil, ale to jego życie i jego decyzje.
        Małżeństwo mojego brata było (jest) typowo włoskie. Wielkie afery i
        równie wielkie czułości przy godzeniu. Uważam, że winę za rozpad
        ponoszą obydwoje. Ona, bratowa, ma swoje słabe strony i mój brat
        również. Każdy z nas je ma, ale starałam się i staram okazać mojej
        bratowej zrozumienie, taką babską solidarność. Nie było między nami
        jakiejś wielkiej zażyłości. Od czasu do czasu lubiałyśmy sobie
        jednak pogadać, ale raczej to ja byłam tą stroną bardziej
        zaangażowaną w dbanie o wzajemne kontakty. W różnych sytuacjach
        sobie pomagałyśmy, chociaż bratowej zawsze z trudem przychodziło
        przyjęcie pomocy. Mimo (tak mi się wydaje) mojej całkowitej
        bezinteresowności.
        Ostatnio, gdy zaproponowałam, że przyjadę, by dzieci nie były w domu
        same, podam im obiad i spędzę z nimi czas to usłyszałam, że ona nie
        chce od nikogo litości i że jak to mną kieruje to mam odpuścić.
        Dosłownie mnie zamurowało, bo nigdy nie postrzegałam pomocy rodzinie
        w tych kategoriach.
        Bardzo mi żal dzieciaczków zwłaszcza, że są to dzieci adoptowane,
        ale to nie ma nic wspólnego z litością. Jesteśmy bardzo do nich
        przywiązani i nie jest dla nas ważne, że zostały adoptowane, choć
        serce tak bardziej boli. Są naszą rodziną i już. Mam z nimi bardzo
        dobry kontakt. Zwyczajnie się lubimy. Dostaję smsy "ciociu kocham
        cię" i staram się te uczucie odwzajemniać.
        Dlatego tak mi zależy, by te wzajemne relacje nie uległy zniszceniu,
        a nie bardzo mogę się w tych skrajnych emocjach bratowej odnaleźć.
        Może potrzeba jeszcze czasu, może powinnam się nie przejmować
        zmiennymi nastrojami bratowej i zachowywać się tak, jak do tej
        pory ? Ale z drugiej strony nie wypada chyba udawać, że wszystko
        jest ok., że nic się nie stało. Sama nie wiem sad
        Pozdrawiam smile
        • 18_lipcowa1 to sie nie wtracaj i juz 27.03.08, 23:32
          • mruwa9 Re: to sie nie wtracaj i juz 28.03.08, 07:14
            ja bym zrobila tak: porozmawialabym osobno z bratem i z bratowa, w
            stylu: szanuje ich decyzje odnosnie dalszego zycia, ale dalej i
            uznaje ich za swoja rodzine, bez wzgledu na okolicznosci, proponuje
            wsparcie, i pomoc, gdyby mieli potrzebe chocby pogadania, sluze
            swoja osoba. Powiedzialabym bratowej (jesli kontakt z nia jest ok i
            jest to szczere), ze nie chcialabym zrywac kontaktu, zwlaszcza,
            gdyby ich dzieci chcialy miec nadal kontakt z kuzynostwem, to byloby
            Wam milo. Ze moze na mnie liczyc i niech sie nie boi odezwac, jesli
            ma taka potrzebe.
            Mysle, ze wazne jest, aby pamietac rowniez o urodzinach/imieninach
            bratowej i dzieci i przynajmniej zadzwonic wowczas z zyczeniami.
Pełna wersja