iwi.k1 03.04.08, 14:26 Mam ostatnio takie wrażenie, kiedy wchodzę na to forum. Coraz więcej pojawia się tu kobiet całkowicie zależnych od faceta, nie znających własnej wartości. Jestem przerażona . Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
graue_zone Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:18 Co masz na myśli? Pozostanie w domu po urodzeniu dziecka czy co innego? Jak ma się wg. Ciebie demonstrować znanie własnej wartości? Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:25 Oznacza: brak pozwolenia na zniewolenie, dominację faceta, bycie rzeczą, jednostką totalnie i we wszystkim podporządkowaną. Sama po urodzeniu pierwszego a potem drugiego dziecka spędziłam 4 lata "siedząc" z dziećmi, ale nawet przez moment nie miałam wrażenia, że muszę swojego męża prosić o kasę, o szacunek czy miłość. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:26 Ich życie,ich sprawa- nie przeżyjesz za kogoś życia, a za dorosłe wybory płaci się z reguły dużą cenę. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:29 Ich życie - mówisz. Tak, ale ja czuję jakąś taką kobiecą solidarność, poza tym gdyby wszystkie kobitki myślały jak Ty, to feministki straciłyby rację bytu. Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:32 iwi.k1 napisała: > poza tym gdyby wszystkie kobitki myślały jak Ty, to > feministki straciłyby rację bytu. i co w tym złego? Odpowiedz Link Zgłoś
dlania Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:34 Ja jestem "mocno zdziwiona" jak czytam, że mąż zamknął żonę w domu na klucz, bo sie za wolno na spacer szykowała... Albo że mąż wyrzuca jedzenie do kosza, jak nie jest wystarczająco dobre... Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:38 dlania napisała: > Ja jestem "mocno zdziwiona" jak czytam, że mąż zamknął żonę w domu na klucz, bo > sie za wolno na spacer szykowała... Albo że mąż wyrzuca jedzenie do kosza, jak > nie jest wystarczająco dobre... Ale coraz więcej jest takich wątków. Zastanawiam się dlaczego: - staje się to normą i łatwiej się przyznać że ma się takiego palanta za męża, - kobiety które się do tego przyznają zaczynają przeglądać na oczy i widzą, że coś jest nie tak, może szukają w jakiś sposób pomocy. Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:39 mnie niewiele rzeczy jest w stanie zdziwić, niestety... w takich przypadkach zastanawia mnie bardziej jak się do tego dopuszcza, dlaczego się na to godzi. większość dziewczyn opowiadających tego typu historie nie pisze, że zauważyły dziwne zachowania męża, tylko, że trwa to ileśtam i one juz nie mają siły, ochoty tego znosić. ale przecież kiedys, jakoś sie to zaczynało. a żelazo trzeba kuć póki gorące. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:35 > i co w tym złego? W czym, w tym że nie byłoby feministek czy w tym że niektórym kobietom jest wszystko jedno jak są traktowane inne kobiety? Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:36 że nie byłoby feministek. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:40 demarta napisała: > że nie byłoby feministek. Gdyby nie było feministek to już chyba nikt by takim kobietom nie pomógł. Bo mimo tego, że wojujące feministki nie we wszystkim popieram, to bardziej jestem z nimi niż przeciw nim. Zresztą sama jestem feministką. Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:43 a ja właśnie je znielubiłam za przesadę? przerysowanie? momentami feministka kojarzy mi się bardziej z kobiecą szowinistką. a to jest ta sama negatywnma postawa, tylko w damskim, nie meskim wydaniu. nie lubię feministek. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:45 Dla mnie feministka to kobieta świadoma swojej wartości, walcząca o lepszą przyszłość dla siebie, może przy okazji dla innych kobiet. Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu przyznanie się do feministycznych poglądów to wstyd. A ja się przyznaję i będę się przyznawać. Myślę, że wszystko rozbija się o definicję feminizmu, bo jest ich wiele. Odpowiedz Link Zgłoś
ledzeppelin3 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:29 Gdyby nie one, fo dziś nie miałbyś praw wyborczych. Postrzegasz feministki bardzo schematycznie, a to wierutna bzdura, że one walczą z mężczyznami i ch nienawidzą. Walczą o równe traktowanie kobiet i mężczyzn, i to cholernie przykre, że wzbudzają agresję nie tylko wśród młodzieży wszechpolskiej, ale i niechęć wśród niektórych kobiet. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:43 Ja bym chciała , żeby nie było feministek. Żeby feminizm przestał być wreszcie potrzebny. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:33 Poza tym oprócz syna mam córkę i chciałabym, żeby żyła w lepszym świecie, bardziej przyjaznym kobietom. A kiedy czytam pewne wątki na tym forum, to przestaję wierzyć w to, że moja córa będzie miała łatwiejsze życie. Mimo tego, że wychowujemy ją na człowieka świadomego swojej wartości trafi pewnie nie raz na takiego patałacha jak mężowie czy partnerzy (hehhehe) niektórych forumek. Na szczęście zawsze będzie miała w nas oparcie. Odpowiedz Link Zgłoś
m.nikla Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:38 mężowie czy partnerzy (hehhehe) niektórych forumek. ??????? o co chodzi z tym heheheeh??? Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 15:41 Faceta który zamyka kobietę w domu, lub traktuje jak rzecz, nie nazwałabym partnerem. Więc to "hehhe" oznaczało w tym przypadku ironię. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes kasa 03.04.08, 15:40 Mnie uderza "brak własnych pieniędzy" u osób nie wykonujących pracy zarobkowej - brak poczucia, że tak jak dziecko jest wspólne (chocby opiekę nad nim sprawowała głównie jedna osoba) tak dom i KASA też jet wspólna. Brak dostępu (patologiczny) do jakichkolwiek pieniędzy u niekórych forumek czyms niesłychanym!!! Moje dziecko w przedszkolu było w lepszej sytuacji bo dostawało te 20 zł na własność... Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: kasa 03.04.08, 15:43 sir.vimes napisała: > Mnie uderza "brak własnych pieniędzy" u osób nie wykonujących pracy zarobkowej > - > brak poczucia, że tak jak dziecko jest wspólne (chocby opiekę nad nim sprawował > a > głównie jedna osoba) tak dom i KASA też jet wspólna. > > Brak dostępu (patologiczny) do jakichkolwiek pieniędzy u niekórych forumek czym > s > niesłychanym!!! Moje dziecko w przedszkolu było w lepszej sytuacji bo dostawało > te 20 zł na własność... Dokładnie. I to jest właśnie ubezwłasnowolnienie, najczęściej na własne życzenie kobiety. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: kasa 03.04.08, 15:45 I to jest właśnie ubezwłasnowolnienie, najczęściej na > własne życzenie kobiety. nie, raczej nie na życzenie. Raczej dlatego, ze nie wie sie co z tą sytuacją zrobić; nie wie sie czy taka sytuacja przypadkiem nie jest nomą... Czasem też zwrotne komunikaty od rodziny czy innych kobiet brzmią "co z tego? to nie jest wielki problem" albo "jak pójdziesz do pracy to będziesz mieć pieniądze". Co jest niemal równie logiczne co powiedzenie młodemu ojcu "jak se urodzisz dziecko to je sobie będziesz mieć" Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: kasa 03.04.08, 15:48 Pewnie obrażę wiele forumek, ale z mojego punktu widzenia godzenie się na taką sytuację oznacza ciasnotę umysłową. Brak wiary w siebie, poleganie na innych. Kurczę, żałuję, że nie potrafię wyrażać się precyzyjniej. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: kasa 03.04.08, 15:52 nie, to nie ciasnota. raczej lęk. Albo przekonanie, że nie jest się "osobą decyzyjną" Albo , zwyczajnie, wpływ jakiegoś pojechanego sposobu wychowania. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: kasa 03.04.08, 16:01 W katolandii dziewczynki wychowywane były na miłe, uprzejme, posłuszne i nieegoistyczne istoty więc efekty są. Niemniej - same wchodzą w taki kanał. Nie ma obowiązku żyć w zgodzie z wychowawczym przekazem mamusi, tatusia, teściów, KK i wszystkich świętych. Można sie wylogować z układu. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: kasa 03.04.08, 16:04 Można, ale trzeba a)mieć taki pomysł (W PORĘ) b)przestać wierzyć , że tylko potulne dziewczynki są dobre i cytując znany tytuł "idą do nieba" a najczęściej takie kobiety sie budza - po kilku latach chorego układu albo z ręką w nocniku gdy pan się właśnie wypina a pani zostaje z kromką suchego chleba i krzyżem na drogę. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: kasa 03.04.08, 16:08 Niesienie krzyża daje duże profity, bo można bezkarnie jęczeć, narzekać i NIC nie robić. Część to lubi, bo czują się takie doskonałe, pokrzywdzone i nie muszą podejmować odpowiedzialności za decyzje. Na żywo widziałam takie układy, że człowiek patrzący z boku by pana nie tknął długim kijem a panie trwały, skarżyły się ale trwały. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: kasa 03.04.08, 16:11 Na żywo widziałam takie układy, że człowiek patrzący z boku > by pana nie tknął długim kijem a panie trwały, skarżyły się ale > trwały. Wiesz, chocby na tym forum namawia się wątpiące do pozostania w takich układ. Wyobraź sobie jak moze nad taką pania pracować rodzina - ciosać jej kołki, wmawiać w nią winę itp. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: kasa 03.04.08, 16:13 Może i zazwyczaj to robi. I pięknie, tak będzie dopóki małżeństwu/rodzinie z definicji będzie przypisywana niesamowita wartość bez względu na jakość tego małżeństwa/rodziny. Codziennie dziękuję dziadkom i rodzicom, że nie sprzedali mi polskokatolickiego kodu. Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: kasa 03.04.08, 21:03 sir.vimes napisała: > Raczej dlatego, ze nie wie sie co z tą sytuacją zrobić; nie wie sie czy taka > sytuacja przypadkiem nie jest nomą... Czasem też zwrotne komunikaty od rodziny > czy innych kobiet brzmią "co z tego? to nie jest wielki problem" Otóż to. Jeśli się wyrosło w środowisku, gdzie takie ubezwłasnowolnienie jest normą (w rodzinie, wśród znajomych swoich i znajomych rodziców), to niestety przekonania pielęgnowane od wczesnego dzieciństwa owocują w postaci takiego a nie innego sposobu na życie. A jakikolwiek sprzeciw już w życiu dorosłym traktowany jest przez środowisko i samą zainteresowaną jak fanaberie, których powinna się wstydzić Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:02 Kwestia kasy skarbie. Własne zaplecze finansowe daje większe możliwości decyzyjne. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:04 Jak są problemy w małżeństwie to i osobne konto nic nie da. Ja się dziwie jednemu, czy te kobiety nie znały mężów przed ślubem? Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:07 o to, to! Pieniadze to tylko wyraz kłopotów jakie ma małżeństwo. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:08 Nie chodzi o osobne konto tylko zazwyczaj o podstawę podstaw - czyli wspólne, małżeńskie, z kasą na dom , którą ta "pani domu" moze zarządzać. Piszę w "pani domu" bo osoba , która nawet chleba i mydła bez asytsty / pozwolenia męża nie moze kupić to nie żadna pani tylko niewolnica. , czy te kobiety nie znały mężów przed ślubem? To nie ma wiele do rzeczy. Niektórym odwala DOPIERO jak zona rzuci pracę, niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:17 > To nie ma wiele do rzeczy. Niektórym odwala DOPIERO jak zona rzuci pracę, niest > ety. A niektórym nie. Niektóry pokazują już przed ślubem na ci ich stać. Czasami wystarczy zrzucić różowe okulary i nie oszukiwać się że zmienimy partnera na lepsze. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:27 Nie wierze w takie odbijanie nagle bez powodu (poza choroba psychiczną). Wszystko ma gdzieś korzenie. Chyba że wychodzisz za faceta po miesiącu znajomości. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:28 > Chyba że wychodzisz za faceta po miesiącu znajomości. Wtedy go po prostu nie znasz. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:35 A ja wierzę. Po pierwsze - widziałam na własne oczy (koleś zamydlił oczy nie tylko zakochanej - więc różowo nastawionej- wybrance ale odgrywał dżentelmena i partnerskiego faceta przed wszystkimi znajomymi - szok przeżyli wszyscy... W tym stare wygi po rozwodach). po drugie - nie tylko w takich sprawach cham potrafi odgrywać czarującego bohatera (a choćby wszyscy oszuści matrymonialni, którzy potrafili odgrywać wielką miłość przed rodzinami oszukanych po czym zwijać się z kasa nie tylko "narzeczonej" ale np . także teścia i szwagra... - nie mów mi, że taki niedoszły szwagier był zaślepiony miłością; to samo dotyczy oszustów w szeroko rozumianym biznesie - jakoś udaje im się oszukiwać doświadczonych ludzi i udawać wiarygodnych) , nie ma co zrzucać winy na oszukane kobiety... Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:40 Piszesz o tym że kobieta po prostu na prawdę nie poznała faceta. Czasami wystarczy pomieszkać przed ślubem i to nawet ponad rok. Na co dzień trudno jest zgrywać kogoś kim się nie jest i to tak długo. Wystarczy jeden kryzys i już widać na czym siedzisz. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:42 Na co dzień trudno jest > zgrywać kogoś kim się nie jest i to tak długo. Wystarczy jeden kryzys i już > widać na czym siedzisz. A skąd. Jeżeli ktoś chce i ma w tym jakiś cel - latami moze udawać kogoś kim nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:45 > A skąd. > Jeżeli ktoś chce i ma w tym jakiś cel - latami moze udawać kogoś kim nie jest. Dla mnie to już symptom choroby psychicznej. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:55 możliwe. Ale - w sytuacji, którą omawiamy kobieta może co najwyzej wyciagać wnioski z deklaracji, nie zachowań.. Bo PRZED ciążą i pojawieniem się dziecka, odejściem kobiety z pracy facet może deklarować dokumentnie wszystko - a potem z tych deklaracji zostanie piana złudzeń. I oprócz tego, ze mogą to być z założenia TYLKO deklaracje - moze to być też kwestia nieporozumienia np. koleś obiecuje , że będzie zaangażowanym tata a ma na myśli, ze chętnie zabierzedziecko raz aw tygodniu na spacer (bo np. u niego w rodzinie to uważało się za maksymalne zaangażowanie ojca) Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 17:00 Czasami warto popatrzeć na rodzinę takiego faceta i stosunki tam panujące. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 17:12 A czasami facet zrobi wszystko by w dorosłym życiu nie powtórzyć syfu , który miał w domu. Też tak bywa. I wtedy obserwację rodziny można połuc o kant. Oczywiście - należy obserwować , poznawać, wyciagać wnioski - ale nawet niezwykła czujnośc może okazać się niewystarczająca. Odpowiedz Link Zgłoś
dirgone Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:27 Żeby naprawdę poznać partnera przed ślubem, to trzeba z nim co najmniej kilka miesięcy pomieszkać. Jeśli się razem nie mieszka, to można chodzić ze sobą i 10 lat, a po ślubie nastąpi niespodzianka. Niestety mnóstwo osób nadal decyduje się na ślub bez wcześniejszego mieszkania, a potem płaczą. Lub decydują się na ślub, ŻEBY razem mieszkać, bo katolicko-umoralniająca rodzina żyć by im bez "sakramentu" nie pozwoliła. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:09 Wielu ludzi zmienia się po ślubie, i wcale to nie musi być mąż. Np. żona po codziennym podczytywaniu emamy w końcu stwierdza, że ma przerąbane i chce się wymiksować . Głupio sobie zażartowałam, ale naprawdę często jest tak, że zakochana kobieta nie widzi wad swojego wybranka, poza tym wszyscy się zmieniamy cały czas, niektórzy niestety na gorsze. Chociaż ja bym jednak obstawiała zaślepienie przed ślubem, ew. nieznajomość życia. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:06 sorry , Triss, ale w normalnym układzie mężowskie zarobki są też kasą siedzącej w domu żony... A niektóre dziewczyny nie mają grosza w gotówce i dostępu do żadnego konta - w XIX wieku większość kobiet była w lepszej sytuacji... Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:11 W normalnym? Owszem ale takich jest mniejszość jak obserwuję więc nie mówmy o tym jak powinno być tylko jak jest w realu. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:13 triss_merigold6 napisała: > Kwestia kasy skarbie. Własne zaplecze finansowe daje większe > możliwości decyzyjne. Trochę w tym racji jest, ale tylko wtedy, kiedy układ jest od początku chory. Bo jeśli małżeństwo jest takie jak powinno, i układy w nim są zdrowe, małżonkowie się szanują wzajemnie, kwestia kasy jako karty przetargowej nie istnieje. Kasa po prostu jest wspólna. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:15 Życia nie znasz. Ludzie się zmieniają, układy ewoluują, na początku fajny związek po X latach może być fatalny. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:19 Napisze Ci to po raz enty dobre układy nie muszą się zmieniać. Czasami wystarczy je mieć. Z pustego i Salomon nie naleje. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:23 Nawet jeśli dobry układ się zmienia (w co wątpię) kobieta będąca w tym układzie a mająca poczucie własnej wartości, nie zastraszona, nie odpuści tak łatwo. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:29 Jeżeli do zmainy układu doda się np. trudną ciążę czy niepewność w roli matki to moze juz nie być prosto... jeśli dobry układ się zmienia (w co wątpię) to nie wątp. Widziałam niesamowite i błyskawiczne zmiany zachowania panów - z partnerów na Władców w dzień po zrezygnowaniu przez żonę w pracy. Oznak wcześniejszych nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:38 > jeśli dobry układ się zmienia (w co wątpię) > to nie wątp. Widziałam niesamowite i błyskawiczne zmiany zachowania panów - z > partnerów na Władców w dzień po zrezygnowaniu przez żonę w pracy. Oznak > wcześniejszych nie było. Ja się z tym nie zetknęłam, więc mam prawo wątpić. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:41 Oczywiście, masz prawo. Ale faktem jest , ze takie rzeczy jak nagła zmiana zachowań się zdarzają. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 16:44 > Ja się z tym nie zetknęłam, więc mam prawo wątpić. Mogę sie pod tym podpisać. Tez nie znam takich sytuacji. Wszystkie dzikie sytuacje w małżeństwach które znam to wcześniejsze bagatelizowanie symptomów że nie jest aż tak różowo. Chociaż wierze że ktoś z boku mógł odnieść inne wrażenie. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 17:36 No, niestety - ale wydaje mi się, że na człowieka ma wpływ nie tylko to, co wyniesliśmy z domu. Cała późniejsza otoczka też: - praca (lub jej brak, a w najgorszym wypadku nagła jej utrata - przez faceta, który jest jedynym żywicielem rodziny - róznie może wpłynąć na jego reakcję i zachowanie) - koledzy z pracy - inni znajomi - sytuacja ekonomiczna w kraju - mieszkanie lub jego brak itp. itd... Naprawdę - uważacie, że człowiek NIE może się zmienić? zawsze jest taki, jak wtedy, gdy miał lat 20 ? Tak - z ręką na sercu - uważacie, że jesteście takie same, że wasze priorytety, poglądy, myślenie, zachowanie itp. - nie zieniły się od ... lat ? Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 18:09 Moze sie zmienic w szczegole, w ogole nie. Ktos kto ma tendencje kontrolujace i lubi poczucie wladzy, to mu sie moze poglebic i przelac na sfere kontroli nad pieniedzmi w zwiazku, a tym samym kontroli nad partnerka, bo go to kreci, bo w pracy niedoceniony i jest podwladnym zamiast przelozonym, to kompleksy w domu leczy. Pewne przeslanki ZAWSZE sa, tylko najczesciej zakochana kobieta tego albo nie widzi, albo zle interpretuje. Ile z nas rozmawialo o finansach otwarcie przed slubem? Ile znalo stan konta naszego wybranka? Ile wiedzialo, ile zarabia, na co i ile wydaje? W okresie randkowania wiele danych mozna zebrac. Ja sie wykrecilam z jednego narzeczenstwa jak sie przygladnelam matriarchalnym stosunkom w rodzinie, a z drugiego, jak zobaczylam, ze nie mam wgladu w zycie niedoszlego. Sekrety, niedopowiedzenia, dziwne interesy, nie chcial powiedziec ile zarabia, ile ma dlugow itd. Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 21:34 kropkacom napisała: > > Ja się z tym nie zetknęłam, więc mam prawo wątpić. > > Mogę sie pod tym podpisać. Tez nie znam takich sytuacji. Wszystkie dzikie > sytuacje w małżeństwach które znam to wcześniejsze bagatelizowanie symptomów że > nie jest aż tak różowo. Chociaż wierze że ktoś z boku mógł odnieść inne wrażeni > e. Zgadzam się. IMHO ludzie za małą wagę przywiązują do potrzeby pilnowania i pielęgnowania związku. "Się zmienia", "samo ewoluuje", "psuje się", "rozpada się". A tak naprawdę to dwoje ludzi czegoś nie widzi, nie docenia, nie pilnuje, coś zaniedbuje. Coś lekceważy i coś bagatelizuje. I nie podejmuje żadnych działań przy pierwszych niepokojących objawach zachowań partnera. Myślę że tkwi w naszej kulturze głębokie przekonanie o tym, że związek sam się robi, sam się zmienia. Przez to czujność jest uśpiona - samo złożenie podpisów w USC jest jak magiczne zaklęcie mające gwarantować sukces. Nie mamy wyniesionej z domu świadomości, że to dopiero początek budowania czegoś dużego i trudnego. Że od teraz jesteśmy odpowiedzialni i za siebie samych, i za relacje z partnerem. Ludzie raczej tkwią w przekonaniu odwrotnym, że związek sam się dzieje, że nie mają wpływu na jego przebieg. A w skrajnych przypadkach: że nie mają wpływu nawet na swoje własne życie, bo życie to jest już podporządkowane związkowi, który przecież sam się dzieje. Trzeba tkwić w chorym układzie, bo tak trzeba i juś. Chory układ to byt nadrzędny nad własnym "ja". Opcja zerwania toksycznego związku jest poza zasięgiem. IMHO to klasyczne przekonanie, prawdopodobnie pielęgnowane w kobiecie od jej najmłodszych dziecięcych lat. Odpowiedz Link Zgłoś
gaja78 Ps. 03.04.08, 21:40 gaja78 napisała: > Nie mamy wyniesionej > z domu świadomości, że to dopiero początek budowania czegoś dużego i trudnego. Powinnam była dodać: "z własnej, nieprzymuszonej woli w sposób nie naruszający poczucia własnej wartości". Odpowiedz Link Zgłoś
figrut Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 18:06 Czy jestem kobietą ubezwłasnowolnioną ? Znoszę awantury, były rękoczyny wraz z uszkodzeniem ciała na okres powyżej 7 dni. Raz na jakiś czas (zależy - raz na miesiąc, raz na trzy miesiące) muszę przyznawać całkowitą rację facetowi z którym jestem, choćby to się kłóciło z wszystkimi ogólnie przyjętymi normami. Zgadzam się na durnowate komentarze wobec mnie, przyznaję się do winy dla świętego spokoju, choć absolutnie winna nie jestem. On pracuje w warsztacie, ja jak trzeba razem z nim choć nie oficjalnie. Nie mam wydzielanych pieniędzy - portfel biorę kiedy mi się podoba i kupuję co mi się podoba, nigdy nie ma awantury o straconą przeze mnie kasę, ale podczas konkretnej awantury z innego powodu nie mam do niego dostępu przez cały dzień, czasem dwa dni. Nie muszę gotować obiadu, sprzątać, prać [choć rzecz jasna to robię dla mnie i dla dzieci]. Nie muszę ekstra wyglądać, bo podobno zawsze jestem atrakcyjna dla niego. O największych problemach nie napiszę, bo ciężko jest je postronnym zrozumieć, ale oceńcie same, czy ja jestem ubezwłasnowolniona ? Dodam, że dziećmi zajmuję się praktycznie sama, ale Teściowa też chętnie ich u siebie gości. Dom jest Teściowej, ale mieszkanie ze strychu w tym domu robiliśmy sami. Dom w testamencie zapisany jest nie nam dorosłym, a naszym dzieciom. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 20:31 Odpowiedz sobie sama, czytając własną wypowiedź z perspektywy kogoś, kto nie ma takich jazd w domuP Figrut, nie brakuje Ci czasami siły na udawanie? Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 04.04.08, 09:13 figrut napisała: > Czy jestem kobietą ubezwłasnowolnioną ? > Znoszę awantury, były rękoczyny wraz z uszkodzeniem ciała na okres powyżej 7 > dni. Raz na jakiś czas (zależy - raz na miesiąc, raz na trzy miesiące) muszę > przyznawać całkowitą rację facetowi z którym jestem, choćby to się kłóciło z > wszystkimi ogólnie przyjętymi normami. Zgadzam się na durnowate komentarze wobe > c > mnie, przyznaję się do winy dla świętego spokoju, choć absolutnie winna nie > jestem. On pracuje w warsztacie, ja jak trzeba razem z nim choć nie oficjalnie. > > Nie mam wydzielanych pieniędzy - portfel biorę kiedy mi się podoba i kupuję co > mi się podoba, nigdy nie ma awantury o straconą przeze mnie kasę, ale podczas > konkretnej awantury z innego powodu nie mam do niego dostępu przez cały dzień, > czasem dwa dni. > Nie muszę gotować obiadu, sprzątać, prać [choć rzecz jasna to robię dla mnie i > dla dzieci]. Nie muszę ekstra wyglądać, bo podobno zawsze jestem atrakcyjna dla > niego. > O największych problemach nie napiszę, bo ciężko jest je postronnym zrozumieć, > ale oceńcie same, czy ja jestem ubezwłasnowolniona ? > > Chwalisz się, czy żalisz? Bo jeśli chwalisz to: jesteś ubezwłasnowolniona a o tym nie wiesz, jesteś masochistką, jesteś skończoną idiotką - prawidłową odpowiedź podkreślić. Jeśli żalisz to rusz tyłek i coś z tym zrób. Odpowiedz Link Zgłoś
figrut Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 05.04.08, 22:49 Nie chwalę się, nie żalę, tylko piszę suche fakty bez emocji Zdaje się, że ja jestem mniej ubezwłasnowolniona niż Ty, choć nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. > Chwalisz się, czy żalisz? Bo jeśli chwalisz to: jesteś > ubezwłasnowolniona a o tym nie wiesz, jesteś masochistką, jesteś > skończoną idiotką - prawidłową odpowiedź podkreślić. Jeśli żalisz to > rusz tyłek i coś z tym zrób. > Cierpliwość jest wielką cnotą, porywczość głupotą. W tym, że z nim nadal jestem mam dwa ważne cele, bardzo ważne, ale o tym nie na forum publicznym, gdyż tu nikt anonimowy nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 06.04.08, 08:04 > Cierpliwość jest wielką cnotą, porywczość głupotą. W tym, że z nim nadal jestem > mam dwa ważne cele, bardzo ważne, ale o tym nie na forum publicznym, gdyż tu > nikt anonimowy nie jest. Czyli zimne wyrachowanie kosztem dzieci, bo NIKT mnie nie przekona, że dzieci wychowywane w takich warunkach będą szczęśliwe. Gratulacje. Chyba że nie macie dzieci (nie doczytałam), wtedy twoja wola. JA bym nigdy na taki układ się nie zgodziła, IMO to sprzedawanie siebie, niezależnie od "ważnych celi". Odpowiedz Link Zgłoś
figrut Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 07.04.08, 00:34 > Czyli zimne wyrachowanie kosztem dzieci, bo NIKT mnie nie przekona, > że dzieci wychowywane w takich warunkach będą szczęśliwe. Gratulacje. Zimne wyrachowanie DLA dzieci. Ty jesteś ubezwłasnowolniona przez swoje wąskie ramki postrzegania problemu - nie ma tylko barw czarnych i białych, są również inne, oraz odcienie bieli i czerni. Tobie się wydaje, że siedzę cichutko jak mysz pod miotłą przez cały czas ?? Błąd, ja tylko wtedy tak robię, kiedy mój facet ma atak. W dalszej części wątku wyczytałam, że często ktoś spotyka się z tym, że koleżanki nie pracujące zawodowo biegają jak trusie obok swojego faceta i proszą o pieniądze na coś wyłącznie dla siebie. Ja nie muszę prosić, ja biorę portfel i kupuję co chcę, choćby kasy brakowało. Jeśli bym wyczyściła portfel na duperele w czasie, kiedy kasy mało, mój facet słowa by nie powiedział, tylko w sytuacjach kryzysowych, kiedy czeka się na zapłatę za robociznę pozbierałby złom z warsztatu i sprzedał, oby tylko w portfelu na moje wydatki było. Ja nie zrywam się aby nałożyć obiad, bo mój "pan i władca" przyszedł do domu po pracy. Jeśli jest to, co on lubi mówię zwyczajnie przygrzej sobie chyba, że akurat nie zajmuję się czymś innym, to ja jemu przygrzeję obiad. Mogę zgarnąć z ulicy matkę z dzieckiem wyrzuconą w czasie awantury z domu przez męża i bez pytania ulokować ją w mieszkaniu do dnia następnego, bo nie muszę się z tego tłumaczyć, tylko robię co postanowiłam. Jadę na spotkanie z kolegami z klasy, to tylko mówię "jadę na spotkanie klasowe", podwieź mnie i przyjedź później po mnie, bo po piwku prowadzić nie będę - zawozi mnie 40 kilometrów na miejsce i po mnie przyjeżdża bez fochów, że z samymi facetami przy piwku do 3 nad ranem siedziałam (chodziłam do szkoły z samymi chłopakami). Nie ma nie smacznego obiadu, nie ma "przesolonej zupy", nie ma żadnych pretensji o zwykłe, codzienne sprawy. Są jedynie ataki agresji raz na jakiś czas - nieokreślony czas. Teraz się leczy u psychiatry i ja razem z nim - on jest na Tegretolu, ja na Asertinie. On się dziwnie uspokoił (wygląda to tak, jak gdyby był po dwóch piwkach, a w zasadzie nie pije), ja jak narazie mam spokój w domu. W takiej sytuacji pewnie spakowałabyś reklamówkę i uciekała do domu samotnej matki droga iwi.k1 ? Co wtedy dalej, jeśli nie masz gdzie mieszkać z dziećmi ? Czekają Cię wtedy 3 miesiące uzależnienia od regulaminu ( w skrajnych przypadkach 6 miesięcy, bo takie domy przepełnione) i później radź sobie sama. Jak sobie nie poradzisz, zabiorą Ci dzieci do domu dziecka. Jeśli ich nie zabiorą do domu dziecka, zawsze jest możliwość, że ojciec z mieszkaniem (matka syna z mieszkania nie wyrzuci) zapewni im lepsze warunki, niż Ty bez mieszkania. Jeśli jednak dzieci zostawią przy Tobie, ojciec ma prawo się z nimi widywać i zabierać do siebie (o ile nie robił im krzywdy fizycznej, a mój facet dzieci nie bije). Jak wielki strach zaczyna Cię ogarniać, kiedy przychodzi godzina o której dzieci powinny być już z Tobą, a dzieci nadal nie ma. Masz 100% pewność, że facet dzieci Ci odda ??? Cholernie łatwo się doradza, jak nie jest się w podobnej sytuacji. W sądzie będzie sprawa ( ja wnosiłam z paragrafu 207). Przyszła do nas pani kurator i mówi do mnie "gdyby mnie mój facet uderzył, oddałabym mu i więcej ani mnie, ani dzieci by nie zobaczył". Ogarnął mnie pusty śmiech na te słowa, bo ja kiedyś mówiłam DOKŁADNIE TAK SAMO, ale życie zweryfikowało się samo. Łatwo jest mówić, dopóki się w takiej sytuacji samemu nie znajdzie. Samej bardzo łatwo odejść - zakładasz kurtkę, buty, bierzesz najważniejsze dokumenty i zawsze gdzieś się ulokujesz. Gorzej, gdy masz dzieci, które trzeba w coś ubrać, położyć do spania, ugotować im coś ciepłego do jedzenia i załatwić opiekę, gdy sama idziesz do pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 06.04.08, 08:07 figrut napisała: > Nie chwalę się, nie żalę, tylko piszę suche fakty bez emocji > Zdaje się, że ja jestem mniej ubezwłasnowolniona niż Ty, choć nawet nie zdajesz > sobie z tego sprawy. > ?? Bo możesz sobie wybrać, czy się na to godzisz czy nie?? A ja nie mam takiego wyboru bo nie muszę? Bo mój mąż jest normalny i nie musi się na mnie wyżywać? Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 18:17 iwi.k1 napisała: > Mam ostatnio takie wrażenie, kiedy wchodzę na to forum. Coraz więcej > pojawia się tu kobiet całkowicie zależnych od faceta, nie znających > własnej wartości. Jestem przerażona . > ja tez jestem przerazona, i na dodatek za rady 'zostaw go' dostaje ochrzan, bo co ja wiem o zyciu, bo przeciez slub, dzieci, bo najlatwiej zostawic, bo trzeba na sile naprawiac i takie tam ` Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 20:25 Całkowicie zależnych nie ma wcale tak dużoP Jakaś tam część jest zależnych od wypłaty mężowskiej lub mężowskich humorów, mężowskiego sposobu patrzenia na świat, mężowskiego spędzania czasu wolnego itp. Oczywiście kumulacja tego wszystkiego równiez może wystapić, ale czy nagminnie? Mnie przeraża coś innego. Piszą tutaj kobiety pracujące, które tylko w pracy potrafią błysnąć, zaistnieć, pokazać na co je stać, po powrocie do domu zrzucają maskę i wskakują w patriarchalny mundurek- gro prac domowych spoczywa na ich barkach, umęczone, cieszą sie z tego, ze mąż śmieci wyniesie w chwili wyjątkowo dobrego nastroju, on im "pomaga" przecież Poczucie własnej wartości to swoista ochrona przed wyzyskiem ze strony drugiej osoby, pozwala nam istnieć i nie dać sobą pomiatać, nie dać się zdegradować do roli bezwolnej kuchty, niewolnicy i seks- lalki. Odpowiedz Link Zgłoś
lila1974 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 21:21 Wiesz, jaka kobieta nie ma własnej wartości? Taka, której nie dano podstaw do jej budowania - ukłony w stronę despotycznych lub nieobecnych ojców. Brak wiary we własną wartość to emocjonalne zaburzenie, które kwalifikuje się do leczenia. Za brakiem tego poczucia własnej mocy idzie cała rzesza nietrafionych wyborów życiowych. I dramat gotowy. Odpowiedz Link Zgłoś
malgra Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 21:29 bo to dlatego,że te które mimo siedzenia w domu nie czują się ubezwłasnowolnione po prostu nie narzekają skutkiem czego nie zakładają postów w tym temacie. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 03.04.08, 21:40 A ja sie zastanawiam ile jest takich malzenstw z przypadku, bo po prostu dany mezczyzna wstrzelil sie we wlasciwy czas. Ile kobiet weszlo w zwiazki nieciekawe intuicyjnie czujac, ze wybor jest do luftu? Widzialam pod koniec studiow ped na zamazpojscie, i widzialam madre, wartosciowe dziewczyny, ktorym jakis hormon odwalal i wiazaly sie z badzo nieciekawymi typami, bo przyszedl czas i pora, bo pozniej szanse ich beda spadaly. Albo te,ktore byly w wieloletnich zwiazkach, tez takich sobie i szly sila rozpedu, zeby tylko obraczke na palec zalozyc i przed 30 dwoje dzieci urodzic, niewiele zastanawiajac sie nad tzw. wyborem partnera. Sorry, ale jak PRZED slubem ukochany naduzywa i uzywa i ma skoki, to po jakiego grzyba intercyze podpisywac i dzieci rodzic? Odpowiedz Link Zgłoś
corkaswejmamy Oj 03.04.08, 21:42 masa moich koleżanek jest rozliczana z niemal każdej godziny. Najlepszy tekst po wczesniej zakończonej pracy(czy wykładach na uczelni) to: -Nie będę do niego dzwonić bo każe mi wracać, a tak mam godzinę dla siebie. Paranoja. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Oj 03.04.08, 21:58 Dlatego za maz powinno sie wychodzic jak juz za soba mamy kilka lat pracy, samodzielnego mieszkania i samostanowienia o sobie i najlepiej rok czy dwa wspolnego mieszkania, zamiast od razu ladowac sie w malzenstwo i dzieci. Latwiej wtedy z toksycznego zwiazku zrezygnowac, bo i sie ma lepsze poczucie wlasnej wartosci i tego, ze spokojnie samemu mozna sobie poradzic, ba nawet lepiej bo bez psychicznego balastu. Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: Oj 03.04.08, 22:27 no to moja niedoszła bratowa poszła po rozum do głowy i zostawiła mojego brata [albo on ja] razem byli niecałe 6 lat mieszkali ze soba jakies 3 lata ślub miał być w sierpniu tego roku już dość dawno nasze stosunki sie popsuły wiec specjalnie nie ubolewam nad tym ale jeszcze nie powiedzialam starszej córce o sytuacji brata choć mi bardzo szkoda to uważam że sobie na to zasłużył chociaz oboje siebie byli warci jest nieodpowiedzialny apodyktyczny drze sie jak jeździ samochodem na innych kierowców dużo przeklina czepia sie byle czego [nawet płaczu czy krzyków naszych dzieci w naszym domu] w jego to bym jeszcze rozumiała a jesli chodzi o kase to już całkowita porazka dziewczyna pracowała zarabiała swoje pieniadze a z kazdej bluzki czy kremu do twarzy czy solarium musiała sie tłumaczyc potem go oszukiwała albo zatajała i ciagle miał pretensje że wydaje na głupoty [swoje zarobione pieniądze] po kilku latach jakos sie w tej kwestii dogadali ale i tak nie do końca tyle że ja mieszkałam z nimi ponad rok i jej też miałam bardzo dużo do zarzucania bo sie napatrzałam na ich związek nie wiem czy sie jeszcze pogodza czy nie ich sprawa ja ile tylko moge to pomoge bratu przejść przez to [obiadki czy dostep do internetu dla relaksu] ale jak patrze na mojego brata to zastanawiam sie która go zechce na stałe no chyba tylko taka ubezwłasnowolniona kobitka wtedy to byłby napewno zadowolony a dodam jeszcze że ma mnóstwo znajomych i jest uważany za super człowieka pomocnego kochajacego i same superlatywy szkoda tylko że on taki kochany dla wszystkich kolegów czy koleżanek a nie potrafi okazać choć w połowie tych uczuć osobom najblizszym np: mi czy swojej narzeczonej ale cóz rodziny sie nie wybiera i mam tylko jego zwłaszcza tutaj za granicą Odpowiedz Link Zgłoś
dirgone Z reguły tego nie robię, ale teraz muszę... 03.04.08, 22:47 Bardzo cię przepraszam sylwiawkk, ale po kolejnym takim twoim poście po prostu NIE MOGĘ się opanować: "No to moja niedoszła bratowa poszła po rozum do głowy i zostawiła mojego brata (albo on ja). Razem byli niecałe 6 lat i mieszkali ze sobą jakieś 3 lata. Ślub miał być w sierpniu tego roku. Już dość dawno nasze stosunki sie popsuły, więc specjalnie nie ubolewam nad tym, ale jeszcze nie powiedziałam starszej córce o sytuacji brata. Choć mi bardzo szkoda to uważam że sobie na to zasłużył - chociaż oboje siebie byli warci. Jest nieodpowiedzialny, apodyktyczny, drze sie jak jeździ samochodem na innych kierowców, dużo przeklina, czepia sie byle czego (nawet płaczu czy krzyków naszych dzieci w naszym domu - w jego to bym jeszcze rozumiała). A jesli chodzi o kasę, to już całkowita porazka. Dziewczyna pracowała, zarabiała swoje pieniadze, a z kazdej bluzki czy kremu do twarzy czy solarium musiała sie tłumaczyc. Potem go oszukiwała albo zatajała i ciagle miał pretensje, że wydaje na głupoty [swoje zarobione pieniądze]. Po kilku latach jakos sie w tej kwestii dogadali, ale i tak nie do końca. Tyle, że ja mieszkałam z nimi ponad rok i jej też miałam bardzo dużo do zarzucania, bo sie napatrzałam na ich związek. Nie wiem czy sie jeszcze pogodza, czy nie - ich sprawa. Ja ile tylko moge, to pomoge bratu przejść przez to [obiadki czy dostep do internetu dla relaksu], ale jak patrze na mojego brata, to zastanawiam sie, która go zechce na stałe - no chyba tylko taka ubezwłasnowolniona kobitka, wtedy to byłby napewno zadowolony. A dodam jeszcze, że ma mnóstwo znajomych i jest uważany za super człowieka - pomocnego, kochajacego i same superlatywy. Szkoda tylko, że on taki kochany dla wszystkich kolegów czy koleżanek, a nie potrafi okazać choć w połowie tych uczuć osobom najblizszym, np: mi czy swojej narzeczonej, ale cóz - rodziny sie nie wybiera i mam tylko jego, zwłaszcza tutaj za granicą." Dodałam tylko kilka przecinków i kropek (sama mam z tym czasami problem, więc może nie do końca poprawnie) i jaka różnica! Błagam cię - używaj ich też czasami, bo naprawdę mnóstwo osób nie potrafi zrozumieć, co chcesz przekazać w swoich postach. Z góry dziękuję Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Z reguły tego nie robię, ale teraz muszę... 03.04.08, 22:51 Nauczycielka polskiego nie wytrzymała? Przyznaje czyta się lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
dirgone Re: Z reguły tego nie robię, ale teraz muszę... 03.04.08, 23:03 Mi tam niewiele przeszkadza, bo mam brata 3xdys i sama posiadam braki w temacie, ale posty sylwiawkk przypominają mi ćwiczenia z języka polskiego. Bez jakichkolwiek znaków interpunkcyjnych nie jestem w stanie zrozumieć, o co jej chodzi. Stąd ta prośba. Odpowiedz Link Zgłoś
fajka7 Re: Z reguły tego nie robię, ale teraz muszę... 03.04.08, 23:14 A ja wszystko zrozumialam. Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: Z reguły tego nie robię, ale teraz muszę... 04.04.08, 09:10 fajka7 napisała: > A ja wszystko zrozumialam. Niby ja też zrozumiałam, ale o ile lepiej się czyta drugą wersję. Tyle było już wątków z prośbami o czytelne pisanie, eh... Czasem myślę, że zamęt w głowie przekłada się na zamęt w poście. Odpowiedz Link Zgłoś
selavi2 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 05.04.08, 10:45 Ja mam nadzieje, ze czesciowo nie masz racji. Dlaczego? Ano dlatego, ze moim zdaniem poczucie wlasnej wartosci nie zawsze zalezy, od tego czy kobieta jest na utrzymaniu meza czy nie. Poczucie wlasnej wartosci to wedlug mnie- wewnetrzne, silne przekonanie, ze jest sie wartosciowa osoba zaslugujaca na szacuneki i na to, co najlepsze bez wzgledu na to, czy i gdzie sie pracuje, ile zarabia i jak wyglada. I mocno wierze w to, ze sa tu kobiety, zajmujace sie domem i dziecmi, na ktore zarabia tylko maz i nie czuja sie zalezne od faceta oraz znaja jak najbardziej wlasna wartosc. Nie badz przerazona. Mozna zyc tylko z pensji meza i nie byc od niego zalezna. Mozna wtedy rowniez byc osoba znajaca swoja wartosc jako czlowiek, jako kobieta, jako zona i mama. Nie zawsze niestey tak jest, ale wcale nie tak rzadko zdarza sie. Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 05.04.08, 21:15 > Mozna zyc tylko z pensji meza i nie byc od niego zalezna. serio ???????????a powiedz mi jak to zrobic, bo od lat kombinuje jak tu miec kase i nie musiec pracowac? Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 05.04.08, 21:25 > serio ???????????a powiedz mi jak to zrobic, bo od lat kombinuje jak > tu miec kase i nie musiec pracowac? A pisałaś chyba że lubisz pracować. A tak poważnie, to czego nie rozumiesz? Czym dla Ciebie jest niezależność? Bo dla mnie tym że mogę w danym momencie zrobić coś na co mam ochotę i nie muszę się z tego nikomu specjalnie tłumaczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 05.04.08, 21:27 > A pisałaś chyba że lubisz pracować. A tak poważnie, to czego nie rozumiesz? Czy > m > dla Ciebie jest niezależność? Bo dla mnie tym że mogę w danym momencie zrobić > coś na co mam ochotę i nie muszę się z tego nikomu specjalnie tłumaczyć. Lubie, ale jesli mialabym wystarczajaco pieniedzy czyli jakas wygrana w totka albo cos, wiadomo ze nie pracowalabym. Pracuje dla kasy, to po pierwsze. Po drugie dla przyjemnosci. A kasa daje niezaleznosc, wlasnie to ze moge robiv co chce, kupic co chce i nie musze sie nikomu tlumaczyc. I to ze jak maz mnie wykopie albo znajdzie sobie inna pania, to nie zostane z niczym. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 06.04.08, 08:48 > A kasa daje niezaleznosc, wlasnie to ze moge robiv co chce, kupic co > chce i nie musze sie nikomu tlumaczyc. I to ze jak maz mnie wykopie > albo znajdzie sobie inna pania, to nie zostane z niczym. Ja tez nie muszę się nikomu tłumaczyć i pracować bo boje się że mnie nagle mąż wykopie. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Ubezwłasnowolnione kobiety 06.04.08, 13:46 lipcowa bo stanem normalnym jest gdy ludzie po prostu sie sobie nie tlumacza. Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 do iwi.k1 05.04.08, 20:58 ubezwlasnowolnione? bez przesady... a autorka watku ile lat jest w zwiazku i jak sobie daje rade z mezczyzna? bo chetnie znalazlabym wzorce jak postepowac. mam nadzieje, ze sie odezwiesz i pokazesz jak nalezy zyc! a jak nie to znaczy, ze tez piszesz o sobie i chcesz wiedziec czy kobiety podzielaja twoj los Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: do iwi.k1 05.04.08, 22:10 > ubezwlasnowolnione? bez przesady... Bez przesady? Uważasz, ze ubezwłasnowolnienie nie jest problemem czy , ze nie występuje? Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 do sir.vimes 05.04.08, 23:13 uwazam, ze nie wystepuje tak nagminnie i w tak duzym stopniu jak pisze autorka. a ja czekam na odp. od autorki... Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: do sir.vimes 06.04.08, 08:22 lilka69 napisała: > uwazam, ze nie wystepuje tak nagminnie i w tak duzym stopniu jak pisze autorka. > > > a ja czekam na odp. od autorki... Czy ja pisałam w jak dużym stopniu?? Przeczytaj uważnie jeszcze raz. Poza tym mam jakieś niejasne wrażenie, że to dla Ciebie bardzo drażliwy temat. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: do sir.vimes 06.04.08, 12:34 Ale występuje..a wrażenie o częstotliwości tego problemu często nasila się lub maleje wprostproporcjonalnie do ilości watków na forumP Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: do sir.vimes 06.04.08, 12:34 Ale występuje..a wrażenie o częstotliwości tego problemu często nasila się lub maleje wprostproporcjonalnie do ilości watków na forumP Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k1 Re: do iwi.k1 06.04.08, 08:15 31 lat, 10 lat w związku, 8 lat po ślubie, dwojka dzieci, starsze 5 lat. Adresu i nazwiska podawać nie zamierzam. Jeli chcesz wiedzieć więcej, wystarczy wpisać mój nick w wyszukiwarkę na emamie i poczytać. Z mężem nie muszę "sobie radzić" bo jesteśmy partnerami i nie musimy walczyć ze sobą. Wystarcza rozmowa w kryzysowych sytuacjach. Coś jeszcze chciałabyś wiedzieć? Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: do iwi.k1 06.04.08, 08:43 > Z mężem nie muszę "sobie radzić" bo jesteśmy partnerami i nie musimy > walczyć ze sobą. Wystarcza rozmowa w kryzysowych sytuacjach. Bo nie wszyscy mają takie szczęście żyć w zdrowym związku. Ja mam. Ale wiem że wiele pan nie wie że można żyć inaczej (normalnie). Odpowiedz Link Zgłoś
kminek69 Re: do iwi.k1 06.04.08, 12:02 Jak się nie zarabia pieniędzy samemu,to zawsze się jest zależnym od osoby która pracuje i te pieniądze ma Ja nigdy nie chciałabym być w układzie,kiedy jestem bez grosza i musze tłumaczyć się z każdego zakupionego przedmiotu,bądź prosić o drobne na podpaski. Jestem po trzydziestce i od lat obserwuję małżeństwa swoich koleżanek.W większosci są to kobiety,które nie pracują.Wygląda to tak,że kiedy tylko mąż przekroczy próg domu lecą do kuchni i nakładają mu obiad na talerz.Nic innego już się nie liczy-aby tylko obsłużyć na czas.O żadnym wyjściu wieczorem na piwo ,czy drinka nie ma mowy-bo co by mąż powiedział,to graniczy nieomalże z przestępstwem.O wyjściu w ciągu dnia na kawę do restauracji też nie ma mowy,bo musi obiad mężowi ugotować na czas. Pieniądze mąż daje i owszem na opłaty i rachunki oraz zakupy.Ale ciuszek czy inne fanaberje to kasa o którą trzeba prosić, bądź kombinowac. Te obserwacje tyczą się koleżanek zamężnych,które nie pracują, te co pracują mają lepsze relacje jak daleko lepsze nie wnikam,ale chodzi mi głównie o ubezwałasnowolnienie drugiego człowieka poprzez pieniądze.Być może dla niektórych są to normalne układy i nie ma nic uwłaczającego w proszeniu o kieszonkowe dla dorosłej osoby; o całkowitą kontrolę tego zarabiającego nad wydatkami tej nie pracującej osoby. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: do iwi.k1 06.04.08, 13:35 > Jestem po trzydziestce i od lat obserwuję małżeństwa swoich > koleżanek.W większosci są to kobiety,które nie pracują.Wygląda to > tak,że kiedy tylko mąż przekroczy próg domu lecą do kuchni i > nakładają mu obiad na talerz.Nic innego już się nie liczy-aby tylko Powtarzasz stereotypy. Więc nie ma sensu po raz wtóry tłumaczyć iż to, że kobieta nie pracuje zawodowo, nie oznacza że musi być w domu służącą i podnóżkiem. Nie chcesz, nie wierz. Odpowiedz Link Zgłoś
mamamonika Re: do iwi.k1 07.04.08, 08:39 Ale sama przyznasz, że w nierównych układach dużo łatwiej o zdominowanie tej słabszej osoby niż w równych. Łatwiej szantażować kogoś, kto wiadomo że sobie nie pójdzie bo nie ma gdzie i za co, nie będzie potrafił się utrzymać i jeszcze z definicji "ma" dzieci - bo wiadomo, że dzieci są matki ( Można się oburzać, że przeliczamy wszystko na pieniądze, ale tak wygląda praktyka. Wszystko jest fajnie, jak jest fajnie, ale jak przestaje, nie zazdroszczę osobie zależnej od kogoś, kto ją wykorzystuje... Stereotyp - tak, ale bardzo silny i często używany. Dlatego ja jestem za symetrią i współpracą. Nie twierdzę też, że nie ma rodzin, które działają OK w takim układzie, ale niech coś się poważniej sypnie (zdrowie, wypadek osoby finansującej) i ten brak symetrii wychodzi bezlitośnie. Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 do iwi.k1 06.04.08, 12:11 a co z tymi kobietami ktore zarabiaja mniej od mezow? tez teoretycznie nie podejma decyzji o kupnie nowszego auta, wiekszego mieszkania no bo...maz decyduje bo wiecej zarabia! ja nie zarabiam teraz bo jestem na urlopie wychowawczym. mam dostep do konta, karty, kupuje co chce( mam znacznie wiecej mozliwosci niz moje kolezanki), mam duzo ubran, torebek, chodze do fryzjera, kosmetyczki, manicure, pedicure i mowie, ze mi sie to normalnie nalezy za sprzatanie, gotowanie i opieke nad dzieckem. i moj maz uwaza, ze mi sie to tez normalnie nalezy a jestesmy malzenstwem 12 lat bardzo dbam o mozliwosc decyzyjna, oboje jestesmy silnymi osobowosciami wiec czesto sa afery ale...nie odpuszczam Odpowiedz Link Zgłoś
kminek69 Re: do iwi.k1 06.04.08, 12:17 kobiety,które zarabiają mniej od mężów-tym się różnią od niepracujących...że ...zarabiająjednak mają swoją gotówkę.Mi nie chodzi o to,czy same mogą zadecydować o kupnie auta, bo jak się jest w związku to się razem takie decyzje podejmuje.Chodzi mi o to,że mąż ma całkowitą kontrolę nad Twoimi wydatkami.Nawet jeśli tłumaczysz je tym,ze Ci się należą. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: do iwi.k1 06.04.08, 12:30 lilka69 napisała: > a co z tymi kobietami ktore zarabiaja mniej od mezow? tez teoretycznie nie > podejma decyzji o kupnie nowszego auta, wiekszego mieszkania no bo...maz > decyduje bo wiecej zarabia! > > ja nie zarabiam teraz bo jestem na urlopie wychowawczym. mam dostep do konta, > karty, kupuje co chce( mam znacznie wiecej mozliwosci niz moje kolezanki), mam > duzo ubran, torebek, chodze do fryzjera, kosmetyczki, manicure, pedicure i > mowie, ze mi sie to normalnie nalezy za sprzatanie, gotowanie i opieke nad > dzieckem. i moj maz uwaza, ze mi sie to tez normalnie nalezy a jestesmy > malzenstwem 12 lat > > bardzo dbam o mozliwosc decyzyjna, oboje jestesmy silnymi osobowosciami wiec > czesto sa afery ale...nie odpuszczam Czyli problem podjęty przez autorkę watku Ciebie nie dotyczy....jaki sens ma więc żadanie od Iwik, aby wykazała się, że ma prawo podnieśc ten temat? czy aby widzieć pewien problem koniecznie trzeba doświadczyć go na własnej skórze? Istnieja kobiety ubezwłasnowolnione i to wcale nie w kwestii finansowej jedynie- i to jest fakt. Odpowiedz Link Zgłoś