Jak załatwiacie takie sprawy?

09.04.08, 23:29
Byłam z córką (2,5) na placu zabaw w galerii handlowej, mało dzieci,
więc się ucieszyłam, że sobie pohasa. Niestety, bardzo zaopiekowała
się nią 5-latka, miła, ale dosyć apodyktyczna. Skończyło się tak, że
moje dziecko unikało miejsc, gdzie była ta dziewczynka albo uciekało
z placu do mnie, nie pomogło łagodne zachęcanie z mojej strony ani
tłumaczenie, że ta dziewczynka chce się z nią bawić, ale nie będzie
jej zmuszać, a Ania wcale nie musi się z nią bawić, jeśli nie chce.
Problem polega na tym, że owszem, moje dziecko ma prawo pobawić się
w spokoju, ale i ta dziewczynka miała prawo ją zachęcać do wspólnej
zabawy. Nie była agresywna tylko troszeczkę apodyktyczna i namolna,
ale naprawdę miła. Nie potrzebowała, żeby na nią nakrzyczeć, tylko
żeby jej łagodnie wytłumaczyć, że dziecko jest małe, boi się i chce
się pobawić samo.
A ja się bałam to zrobić, bo kiedy tylko przyszłyśmy na plac, ta
mała podeszła do wózka i zaczęła zaczepiać Anię, łapiąc ją za
rączki, ja lekko zaprotestowałam i wtedy jej mama prawie na nią
wrzasnęła "Co ty jesteś nienormalna?". Potem jeszcze obiło mi się o
uszy, że coś jej mówi, że przebije jej balon szpilką. Tak, że bałam
się, że jeśli zwrócę dziecku uwagę albo poproszę o to matkę, to
dziecku się mocno od matki oberwie. Poza tym matka utrzymywała, że
zaraz idą, choć w sumie to my poszłyśmy pierwsze (bo córka miała już
dość), kiedy tamta mama przeszła z etapu "Chodź natychmiast, bo
porozmawiamy inaczej" na "Zaraz dam twojego balona dziewczynce".
Przyznam, że zwiewałam dość szybko, bo bałam się, że balon może być
w celach wychowawczych mojemu dziecku wręczony, a potem odebrany i
będzie afera, bo moje dziecko lubi balony.
No i teraz pytanie - jak sobie z czymś takim radzicie? Jeżeli miłe,
nieagresywne dziecko ewidentnie bez złej woli całkowicie rozwala
waszemu dziecku zabawę, a na jego rodziców nie możecie z jakiegoś
powodu liczyć (oleją albo co gorsza zareagują przesadnie)? Ja wiem,
że to też ma walor edukacyjny dla dziecka, uczy się, że świat nie
zawsze zostawi je w spokoju, uspołecznia się, no ale myśmy tam
głównie pojechały się bawić, a raczej się nie pobawiła. Dało się coś
zrobić?
    • lineczkaa Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 09.04.08, 23:33
      Proponuję wspólną zabawę ze mną i namolność po chwili przechodzi na mnie, a moje
      dziecko już sie tak nie złości. Moja córka jest w tym samym wieku smile
      • asia_i_p Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 09.04.08, 23:47
        Mogłoby zadziałać, następnym razem spróbuję. Tyle, że moja mała się
        nie złościła, tylko uciekała do mnie na ławkę i unikała tych
        urządzeń, gdzie była dziewczynka.
    • broceliande Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 09.04.08, 23:44
      Miałam tak. Mama drąca się z ławki na syna, który chciał się bawić z
      moim małym małym. Czy to nie jest tak, że stłamszone dziecko szuka
      towarzystwa maluszka, żeby trochę podyrygować?
      Nie podobało mi się, ale zaakceptowałam ich zabawę, z tym, że mój
      mały też. Mamie podziękowałam, że jej syn tak się fajnie bawił z
      moim.
    • fajka7 Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 09.04.08, 23:46
      A nie moze stanac na tym, co powiedzialas, ze "Ania wcale nie musi
      się z nią bawić, jeśli nie chce."?
      Kolezanka nie przypadla Twojej corce do serca, choc obiektywnie nie
      byla zla. Dorosli tez nie kazdego lubia, bo tak, chemia nie ta.
      Nie znam sie na malych dziewczynkach, ale teoretycznie wydaje mi
      sie, ze jesli dziecko nie jest 'grozne', to nie ma sie co za bardzo
      wtracac. Zareagowalas, gdy wystartowala "z lapami" i chyba wystarczy.
      Natomiast to, co potem z ta mala zrobila jej matka, to juz ich
      sprawa, choc fajnie to nie wygladalo. Tu pozostaje chyba
      zaakceptowac swoja bezradnosc, a tego dziecko tez sie musi nauczyc.
      W miejscu publicznym raz sie pobawi, a drugi raz nie, bo nie wiadomo
      na kogo trafi, tak juz jest.
    • kasia.karkonosze Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 09.04.08, 23:48
      Noooo, sytuacja ogólnie była dziwna. Ja się nie dziwię że Ty
      uciekłaś. Mama tej dziewczynki to i mnie by wystraszyła. Ja miałam
      taka sytuacje gdy mój synek był malusi tyle że to on zaczepiał
      dzieci i jedynym wyjściem było zrobic sobie drugie dziecko (i tak
      były takie plany) więc co zaplanowaliśmy to zrobilismy i mały się
      uspokoił wink Żartuję oczywiście z tym dzieckiem dla dziecka ale fakt
      taki że po urodzeniu drugiego syna starszy się uspokoił.
      Co do matki tej dziewczynki to ja nie wtrącałabym sie w dyskusje
      ponieważ mogłoby to zaszkodzic dziecku - sama widziałaś reakcję
      matki, i najpewniej tak jak Ty odeszłabym stamtąd czym prędzej. Co
      innego gdyby doszło do przemocy wobec dziecka - wtedy reakcja z
      mojej strony mogłaby byc zupełnie inna.
    • soemi Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 10.04.08, 08:23
      Nic nie poradzisz, że dziewczynka ma głupią matkę, a zachowanie dziecka może być
      wynikiem jej traktowania przez rodziców. Tak naprawdę to nie wiem jak bym się
      zachowała. Może towarzyszyłabym córce w zabawie na placyku, tak by dziewczynka
      poczuła pewien dystans.
      • ibulka Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 10.04.08, 08:39
        tamta dziewczynka chyba na siłę i za wszelką cenę chciała znaleźć sobie kogoś,
        kim będzie mogła dyrygować tak, jak jej mamusia dyryguje nią, albo po prostu -
        kogoś, z kim mogłaby się pobawić. biedna.
        • zales239 Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 10.04.08, 09:00
          U nas różnie z tą zabawą bywa.Mój syn ma 4 lata i raczej nie należy
          do spokojnych.Jest bardzo spragniony towarzystwa dzieci,chociaz
          pilnuję tego aby miał kontakt z rówieśnikami albo na placu zabaw
          albo w salach zabaw.Zdarzyło się nam nieraz ze przyszła mama z
          młodszym dzieckiem i młody chciał koniecznie się z nim bawić nie
          rozumie że taki maluch jest mniej sprawny fizycznie i normalnie nie
          nadaża za nim,ja zawsze reaguję,tłumaczę,nieraz jest bunt z jego
          strony.Ale jest druga strona medalu-nadopiekuńcze mamy,przychodzą do
          sali zabaw i jak ta kura chodzą za dzieckiem krok w krok i
          roztaczaja nad nim parasol rąk,zeby nikt nawet nie dotknął dziecka,
          i nie mógł z nim złapać kontaktu,naprawdę miałam taka sytuację
          niedawno.Oczywiście mamy maluszków ,które są jeszcze naprawdę
          maluszkami muszą być w pobliżu.POZDRAWIAM!
    • selavi2 Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 10.04.08, 12:53
      Albo pilnuje ich zabawy we dwojke i caly czas czuwam(jesli to drugie dziecko nie
      jest agresywne) albo zbieram manatki.
    • daga_j Re: Jak załatwiacie takie sprawy? 14.04.08, 12:39
      Nie napiszę konkretnie bo sama złotej metody nie znam. Ale mnie z kolei
      "denerwuje" a raczej męczy spotykanie na placu zabaw starszych dzieci, które
      szybko wciągają mnie w dyskusję, starsze to takie 5-8 latki. Nie wiadomo czemu
      opowiadają mi coś o swojej szkole, klasie, różne rzeczy - aż przebija przez nie
      potrzeba by ktoś dorosły ich wysłuchał, domyślam się, że ich rodzice nie
      spełniają tego "obowiązku". Aha, i często proszą "pobuja mnie pani" albo coś w
      tym stylu. Ja bym nie chciała by moje dzieci spowiadały się obcym dorosłym ze
      swoich spraw, ja zamierzam zawsze być blisko spraw moich dzieci.
      Myślę, że to takie "niedopieszczone w domu" dzieci mają potrzebę zaczepiania
      innych ludzi (nie rówieśników, bo tych to raczej dobrze, że zaczepiają do
      wspólnej zabawy) i przykre to jest.
Pełna wersja