jomamma
14.04.08, 11:06
Mowa o mojej koleżance. Dziewczyna mieszka na obłożonym Tarchominie
w Warszawie, ma dwójkę małych dzieci (1,5 i 3,5). Ma męża i myśle,
ze jest szczęśliwa, tylko zaczyna im się naprawdę komplikować życie
przez głupie przedszkole. W zeszłym roku oboje pracowali. jakos nie
było źle, starszy chodził do żłobka, z małym siedziała babcia. Ale
gdy odrzucono podanie o przyjęcie do przedszkola cały system opieki
domowej się załamał. babcia nie dawała rady z dwójką małych dzieci,
opiekunka chciała tyle, że..., no koniec końców koleżanka
postanowiła zrezygnowac z pracy (trochę to było też wymuszone przez
szefa, któremu nie podobało się, że jest zaangażowana w sprawy
domowe, dzieci chorują itd). Dziewczyna przesiedziała rok z dziećmi
w domu, i cóż, niestety źle to znosiła..., postanowiła wrócić do
pracy, znalazła druga, do której ma iść za miesiąc, ale historia
powtórzyła się, mimo, że do podania dołączyła informację o ich
sytuacji, nie nalegała na to akurat przedszkole, podała 7
opcjonalnych i ...nici z żadnego. Jest w szoku, siedzi, ryczy i nie
wie, co ma zrobić. Ja też, dlatego tutaj piszę w jej sprawie. Macie
może jakieś pomysły?
Joanna