A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie....

    • masandra6 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 15:43
      Cud, ze się jeszcze uchowałam. Lubiłam chodzić na dorosłe spotkania, a byłam
      dzieckiem żartym, gadatliwym, coś zawsze musiałam wylać, zepsuć. Uch zabiłabym
      bachora. ale to jeszcze nic. moja kuzyneczka będąc w fajnym mieszkaniu zsikała
      się na sosnową klepkę, a ja jej rodziców powiadomiłam po fakcie. Boję się
      takowych atrakcji w domu dlatego kochani do mnie bez dziatwy.
    • anna_karolina_76 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 15:49
      Uwazam, ze pewne imprezy nie sa przeznaczone dla dzieci i powinno to byc
      oczywiste dla zapraszanych gosci, nawet jesli gospodarze nie zastrzegli tego na
      zaproszeniu. Do takich imprez naleza spotkania sluzbowe i przede wszystkim
      wesela. Jak bylam mala (a mam teraz 31 lat) raz koniecznie chcialam wraz z
      rodzicami pojsc na wesele kuzyna. Rodzice, mimo mojego niezadowolenia
      powiedzieli, ze dzieci moga isc na slub ale wesele jest dla doroslych, glownie
      ze wzgledu na biesiadowanie do pozna, alkohol i zabawy, ktore dzieci by nudzily.
      Jesli organizowana imprez jest luzna, np. grill, to ewentualnie mozna spytac
      organizatorow, czy mozna przyjsc z dzieckiem ale trzeba wziac pod uwage, ze
      gospodarzom moze byc niezrecznie odmowic a wcale nie zycza sobie goscic dzieci.
      Poza tym - bedac sami na imprezie jest zrozumiale, ze chemy sie zabawic a nie
      zajmowac dziecmi, nawet wlasnymi. Po co wiec z nimi przychodzic? Tak samo inni
      goscie - chca imprezowac a nie cwiczyc sie w roli nian. Nie mowiac juz o
      dzieciach, ktore musza sie strasznie nudzic - zabawy i rozmowy doroslych sa dla
      nich niezrozumiale, nikt sie nimi nie zajmuje, sa odsylane od jednej osoby do
      drugiej aby sie nimi zaopiekowala choc przez chwile. W koncu z nudow zaczynaja
      szalec i impreza przeksztalca sie w koszmar. Nie wiem, dlaczego wspolczesnym
      rodzicom tak bardzo brakuje wyczucia i kultury. Nie mowie, ze na zadna impreze
      nie mozna przyjsc z dziecmi - jesli organizuja ja osoby z najblizszej rodziny,
      np. babcia abo ciocia spotaknie imieninowe/urodzinowe/swiateczne, to oczywiscie
      dzieci sa mile widziane, lub tez gdy organizatorzy wyraznie wyraza zgode na ich
      obecnosc. Biorac wiec pod uwage beztroske rodzicow gospodarze zawsze powinni
      wyraznie poinformowac, czy mozna przyjsc z dziecmi czy tez nie. Wtedy nie bedzie
      niedomowien ani - pozniej - niemilych "zgrzytow".
    • figrut Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 16:29
      Lipcowa, jako matka trójeczki muszę powiedzieć, że jak mało kiedy całkowicie się
      z Tobą.... zgadzam big_grin Mnie też wkurzają dzieci na typowo dorosłych imprezach.
      Nawet na wesele, gdzie mamy zaproszenie razem z dziećmi, staram się jechać tylko
      na sam ślub, albo upchnąć moje smoki u mojej Mamy na czas imprezy. Dzieci na
      weselu potrafią być zabawne, ale niestety do czasu, aż za bardzo się nie
      rozkręcą i nie zaczynają urządzać biegów między tańczącymi parami. Takie
      sytuacje, kiedy dzieci jest dość sporo, niestety bardzo trudno opanować, bo
      dziecka do krzesła nie przywiążesz, a nawet przywiązane będzie piszczeć z nudów
      tongue_out To żadna atrakcja dla dzieci i dla rodziców, kiedy maluchy co chwila trzeba
      napominać, wyprowadzać do ubikacji, a znudzonego z sercem w gardle szukać wśród
      dziesiątek tańczących, dorosłych nóg.
      Absolutnie nie przeszkadzają mi dzieci na jakimś spotkaniu na działce, gdzie
      dorośli grillują, a dzieciaki mają full wypas kulając się po trawie lub łażąc po
      drzewach, o ile gospodarze nie mają nic przeciwko takim zabawom i dzieci są tam
      mile widziane.
    • minkipinki Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 16:30
      Nie mam dzieci, ale mam siostrzenicę, którą ubóstwiam i którą często się
      zajmuję. Na jednym z wesel do tego stopnia okazywała mi swe uczucia, że nie
      odstąpiła mnie na krok. Siostra próbowała się nią zająć, ale kiedy mała traciła
      mnie z oczu, krzyczała strasznie. Tak więc uwieszona mnie dotrwała do 10, nie
      miałam potem ochoty na zabawę.
      • ledzeppelin3 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 16:51
        Nie wiem, gdzie jest problem. Może leży w zakłamaniu? W tym, że
        jedna strona nie powie otwrcie: "to jest impreza bez dzieci", a
        druga albo się dostosuje, albo obrazi, albo nie pójdzie, bo nie ma z
        kim dzieci zostawić? Albo na odwrót: dzieciaci mogą SPYTAĆ, czy na
        imprezie są dzieci mile widziane, a gospodarze POWIEDZIEĆ wprost,
        jak jest. Normalna komunikacja i nie ma problemów, podziałów
        na "niedzieciatych" i "dzieciatych", kwasów, płaczów po kątach i 200-
        postowych wątków
    • kali_pso Ju-sss... kwestia techniczna:) 22.04.08, 16:50
      Widać, żes tutaj nowa...nie cytuj całego fragmentu wypowiedzi, bo
      robi się niezły miszmasz- kawka napisała, że mama kotula napisała,
      że ktos tam jeszcze coś napisałwinkPPP

      To co chcesz skomentować, zaznacz lewym przyciskiem myszy na
      niebiesko, nacisnij prawy- KOPIUJ- , kliknij- ODPOWIEDZ- znowu prawy
      i WSTAW..i już pojawi Ci się fragment, który chcesz komentować. Po
      co cały tekst, kiedy np. bulwersuje Cię jedno zdanie? Jak widzisz to
      forum to również radywinkP
      • ledzeppelin3 Re: Ju-sss... kwestia techniczna:) 22.04.08, 16:52
        smile))) Byłam szybszasmile
    • mlody-inwestor Panowie z Hamburga chetnie zajma sie dziecmi 22.04.08, 18:21
      > Ludzie czasem sprawy sobie nie zdaja, ze ich dzieci zwyczajnie
      > przeszkadzaja.

      Jak przeszkadzaja ci dzieci to panowie z Hamburga chetnie sie nimi zajma na czas trwania imprezy...

      Wnioski ? Dzieci nigdy nie powinny "przeszkadzac". Jak tak wogole mozna powiedziec. Wiecej tolerancji. Dzieci zachowuja sie tak nie dlatego ze sa zle, lecz dlatego ze sa po prostu dziecmi.
      • mama_kotula Re: Panowie z Hamburga chetnie zajma sie dziecmi 22.04.08, 18:31
        mlody-inwestor napisał:

        > Wnioski ? Dzieci nigdy nie powinny "przeszkadzac". Jak tak wogole mozna powiedziec. Wiecej tolerancji. Dzieci zachowuja sie tak nie dlatego ze sa zle, lecz dlatego ze sa po prostu dziecmi.

        Oczywiście, ależ nikt tu nie twierdzi, że dzieci są złe - wszyscy są zgodni co do tego, że dzieci zachowują się na miarę dziecka.
        Co nie znaczy, że to zachowanie nie może przeszkadzać.

        I ja z pełną świadomością stwierdzam, że zachowanie moich dzieci mi przeszkadza. Właśnie teraz, kiedy mam do oddania ważny projekt "na wczoraj" i muszę go dokończyć (jak np. w tej chwili) - rozpraszają mnie krzyki i hałasy dzieci skaczących na materacu za mną (dlatego zlewam projekt na jakąś godzinę i jestem tu na forum suspicious). Nie odmawiam im prawa do takiego zachowania, natomiast jest ono dla mnie uciążliwe w tej chwili.
        I podobnie jest na imprezie. Nie da się ukryć, że zachowanie dzieci bywa uciążliwe. Absorbuje czas i uwagę. Tyle.

        I moja sygnaturka się tak ślicznie w ten wątek wpasowuje, tak sobie myślę smile)))
        • nisar A mnie do ciężkiej cholery doprowadzają wszyscy, 22.04.08, 18:46
          którzy uważają, że ich dziecko to nie tylko pępek ICH świata, ale pępek świata
          ogółu. I dlatego mam ochotę zabić mamuśki, które uważają, że ja mam obowiązek
          zaakceptować ich dzieci tam, gdzie nie są one we właściwym miejscu (czytaj: w
          eleganckiej restauracji, na weselu, na imprezie nie będącej kinderbalem itp),
          oraz NIE MOżE mi przeszkadzać wrzask, ganianie dookoła, skakanie, macanie
          wszystkiego brudnymi łapami "bo to przecież dziecko".
          Mam w domu czternastolatkę i nawet tu, jeśli jestem zapraszana przez
          bezdzietnych znajomych to ustalam, co będzie lepsze dla ogółu i czy oni biorą
          pod uwagę moje przybycie z nastolatką. Za moment będę dodatkowo matką niemowlaka
          co niewątpliwie znacznie ograniczy moje życie towarzyskie. Trudno. Moi znajomi
          mają prawo do spokojnych spotkań z dorosłymi bez konieczności przerywania w
          połowie pasjonującego roberka bo ja muszę zmienić pieluchę albo dać cyca. Bo
          prawa na tym świecie mają TAKżE dorośli (nawet - o zgrozo- ci bezdzietni), choć
          niektórym mamuniom ciężko się z tym pogodzić.
          • gonia28b to ja współczuję ludziom, którzy... 22.04.08, 21:56
            robią straszny problem z tego, że trzeba przerwać "pasjonującego
            roberka" czy cuś, bo na przykład trzeba dziecku dać jeść.

            dzieci w żaden sposób nie zmienimy, tak już to z nimi jest.
            I nie od dziś wiadomo, że mając dziecko na głowie niewiele da się
            zrobić - mówimy, że dziecko nam w czymś przeszkadza, chcielibyśmy
            coś innego robić, a odkładamy, to na inną godzinę - to nazwałabym
            raczej dobrą organizacją, a nie przeszkadzaniem przez dziecko.

            Co do imprez, spotkań: ja powiem, że spotykamy się całymi rodzinami,
            nasze dzieci też mają swoje "spotkanie" obok nas, bawią się razem aż
            miło popatrzeć. My zaś nie patrzymy na zegarki i sami sobie też nie
            przeszkadzamy. A jak w "kupie" jesteśmy, to też łatwiej, któreś z
            nas dopilnuje, żeby na przykład jedno drugiemu oka nie wydłubało ;P
            Naprawdę nie rozumiem w czym problem smile
            • ju-sss Re: to ja współczuję ludziom, którzy... 22.04.08, 21:58
              gonia28b napisała:

              > robią straszny problem z tego, że trzeba przerwać "pasjonującego
              > roberka" czy cuś, bo na przykład trzeba dziecku dać jeść.
              >
              > dzieci w żaden sposób nie zmienimy, tak już to z nimi jest.
              > I nie od dziś wiadomo, że mając dziecko na głowie niewiele da się
              > zrobić - mówimy, że dziecko nam w czymś przeszkadza, chcielibyśmy
              > coś innego robić, a odkładamy, to na inną godzinę - to nazwałabym
              > raczej dobrą organizacją, a nie przeszkadzaniem przez dziecko.
              >
              > Co do imprez, spotkań: ja powiem, że spotykamy się całymi
              rodzinami,
              > nasze dzieci też mają swoje "spotkanie" obok nas, bawią się razem

              > miło popatrzeć. My zaś nie patrzymy na zegarki i sami sobie też
              nie
              > przeszkadzamy. A jak w "kupie" jesteśmy, to też łatwiej, któreś z
              > nas dopilnuje, żeby na przykład jedno drugiemu oka nie wydłubało ;P
              > Naprawdę nie rozumiem w czym problem smile
              popieram
            • sir.vimes A grałaś kiedyś w brydża? 22.04.08, 22:53
              lub robiłaś cokolwiek pasjonującego?



              "Re: to ja współczuję ludziom, którzy...
              > robią straszny problem z tego, że trzeba przerwać "pasjonującego
              > roberka" czy cuś, bo na przykład trzeba dziecku dać jeść."
              • mozambique Re: A grałaś kiedyś w brydża? 23.04.08, 10:10
                sir, vimes - daj spokój, dla goni najbardziej pasjonujacą rzezca w
                całym zyciu i na całym jest zakupkana pielucha jej młodego i swieży
                przecier z marchewki w butelce a ty tu o brydżyku

                tak od razu z grubej rury ? bez znieczulenia ?
                • gonia28b och przepraszam najmocniej, że śmiałam... 23.04.08, 21:16
                  urazić fanów brydża!
                  w brydża kiedyś grać próbowałam, ale karty najzwyczajniej w świecie
                  mnie nudzą - taka już jestem i nie poradzę na to nic smile

                  sucha pielucha i przecier z marchewki są koniecznością, a nie żadną
                  pasją, bo to że twierdze, że dziecko mi w niczym nie przeszkadza nie
                  oznacza, że nie posiadam żadnych pasji. poza tym ja swoje dziecko
                  nie "chowię" (jak cielątko), ale wychowuję - dlatego o ile to
                  możliwe zabieram je ze sobą smile
            • mama_kotula Re: to ja współczuję ludziom, którzy... 22.04.08, 22:59
              gonia28b napisała:


              > Co do imprez, spotkań: ja powiem, że spotykamy się całymi rodzinami, nasze dzieci też mają swoje "spotkanie" obok nas, bawią się razem aż miło popatrzeć.

              Goniu, no nie żartuj.
              To bardzo fajne, kiedy dzieci bawią się razem "aż miło popatrzeć".
              Co w przypadku, gdy dzieci NIE bawią się razem, ponieważ
              a) nie przypadły sobie do gustu
              b) jedno dziecko nie przypadło do gustu reszcie grupy i nie chcą się z nim bawić
              c) dzieci nie mają ochoty na wspólną zabawę
              d) i tak dalej...?


              > Naprawdę nie rozumiem w czym problem smile

              W tym, że czasem chce się poimprezować (porozmawiać, pośmiać się, pobluzgać tongue_out) BEZ dziecka, a są osoby, które tego nie respektują i wszędzie ciągną za sobą małoletni ogon.

              BTW, odnośnie do pasjonującego roberka - nie wiem, czy grałaś kiedyś w brydża... ale idąc robić dziecku jedzenie, zmuszasz towarzystwo (nie tylko siebie) do przerwania pasjonujacej rozgrywki, zmuszasz je do czekania na ciebie, aż przygotujesz dziecinie jedzenie i - jak dziecina jest młodsza, przypilnować je przy tym jedzeniu. Wiesz, jak ciężko jest przerwać i potem wrócić do gry?
    • yanca1 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 19:18
      Ja myślę, że może niekoniecznie zabierać dzieci na imprezy gdzie będzie
      obserwować jak coraz bardziej wyluzowani wujkowie obmacują wyluzowane ciocie wink
      Tj na wesela, byłam na kilku takich na których dzieci były dokąd dały radę, szły
      spać do samochodu i wracały "na tort" i to dzieci w wieku przed-szkolnym. Na
      różnego typu grilach (widziałam nad jeziorem) gdzie tatusiowie żłopią koszmarne
      ilości piwa kręci się mnóstwo dzieci, które tak dla żartu dostają łyczek piwa -
      to jest dla mnie paranoja. W naszej alkoholowej niestety kulturze dziecko na
      imprezie dla dorosłych dostaje czytelny przekaz - jak się chcesz bawić musisz
      się napić. Nie jestem przekonana, że dzieciom to potrzebne. Oczywiście zaraz
      odezwą się rodzice abstynenci, ale przecież nie tylko tacy istnieją ;P
    • minka5 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 19:37
      O i tu pies pogrzebany w tym co napisala Yanca1. Mnie to zupelnie
      nie obchodzi czy ktos lubi moje dzieci czy nie, czy komus one
      przeszkadzaja czy nie. To jego problem a nie moj. Wiadomo, najlepiej
      wychowuje sie cudze dzieci...
      Ale dzieci na imprezy dla doroslych nigdy nie zabieralam i nie mam
      takiego zamiaru. Nie uwazam, aby to byly odpowiednie okazje dla
      moich dzieci. Po pierwsze, z reguly na czas imprezy. Moje dzieci o
      tej porze zwykle spia. Po drugie, nie chce aby moje dzieci
      przebywaly w dymie. Po trzecie, nie moge oczekiwac, ze impreza dla
      kazdego bedzie przy wodzie mineralnej. No i znalazloby sie jeszcze
      pare innych spraw.
      Wiec to ze wzgledu na DZIECI nie zabieram ich na imprezy dla
      doroslych, a nie ze wzgledu na preferencje doroslych.
      • agrafka111 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 19:52
        Dorzucę swoje 3 grosze. Mam 22 lata i jeszcze nie mam dziecka, ale kiedy
        wyobrażam sobie, że będę je miała to oczywiście nie widzę zabierania dziecka na
        "imprezy dla dorosłych", z drugiej strony jeśli chodzi o wesela to "są one
        przede wszystkim dla rodziców" wg mnie ;, dla młodych to chyba ślub jest głównym
        momentem i jeśli zaprasza się znajomych to nie ma w tym nic złego jeśli zaprasza
        się ich samych ale jeśli zapraszamy rodzinę a nie zapraszamy dzieci w tym
        wypadku jest dla mnie przejawem złego wychowania i nie dziwię się, jesli ktoś
        się w takiej sytuacji obraża. I jescze jedno, kiedy będę mamą i nie bedę mogła
        zostawić dziecka ze sztabem babć, niań lub cioć( nie każdy ma zawsze takie
        możliwości)- moi znajomi bedą musieli się pogodzić, że albo spotykamy się u mnie
        bądź gdzieś na kawie w towarzystwie dziecka albo wcale.
        Pozdrawiam.
        • mama_kotula Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 20:07
          agrafka111 napisała:



          > jeśli zapraszamy rodzinę a nie zapraszamy dzieci w tym
          > wypadku jest dla mnie przejawem złego wychowania i nie dziwię się, > jesli ktoś się w takiej sytuacji obraża.

          Złego wychowania?
          Złe wychowanie to jest imho uważanie, że nie mam prawa nie życzyć sobie określonych osób na MOJEJ imprezie, organizowanej przeze MNIE, której koszty ponoszę JA - i że jak już rodzina, to bezapelacyjnie trzeba zaprosić wszystkich, bo inaczej nie wypada.

          Są różne powody "niechcenia" dzieci na weselu.
          Jednym z nich są np. koszty - jeśli ktoś jest osobą myślącą i lubiącą dzieci, będzie się czuł zobowiązany zapewnić im osobne menu (koszty, koszty, koszty!) oraz np. osobną salę z atrakcjami i np. opiekunką organizującą zabawy (koszty po raz kolejny)

          Na litość boską, czy tak ciężko zrozumieć, że NIE ma obowiązku zapraszania CAŁEJ rodziny?
          Ja mogę zaprosić np. siostrę mojej mamy, ale nie mam obowiązku zapraszania kuzynki z przychówkiem. To jest MOJA impreza, JA ją organizuję i to JA ustalam, kto ma się na tej imprezie bawić.
          I szczerze mówiąc, nie interesuje mnie, czy ciocia Ziutka z wujkiem Marianem strzelą wielkim fochem, bo nie zaprosiłam ich szóstki potomstwa.

          Nota bene na moim zbliżającym się wielkimi krokami przyjęciu poślubnym nie przewiduję nawet własnych dzieci tongue_out
          Przewiduję siebie, męża oraz świadków big_grin



          > I jescze jedno, kiedy będę mamą i nie bedę mogła
          > zostawić dziecka ze sztabem babć, niań lub cioć( nie każdy ma zawsze takie możliwości)- moi znajomi bedą musieli się pogodzić, że albo spotykamy się u mnie bądź gdzieś na kawie w towarzystwie dziecka albo wcale.

          Nikt nic nie MUSI.
          I rozumiem, że szanujesz prawo znajomych do własnego zdania i nawet nie kwękniesz, jeśli wasz kontakt ulegnie duużemu rozluźnieniu ze względu na to, że wszędzie bierzesz ze sobą dziecko?

          Istnieją też opiekunki. Jak się chce to się może.
    • deela Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 20:56
      a ja tez nie lubie: jak chce sie zresetowac to mlody nocuje u tesciowej
      a jak idziemy na impreze z mlodym to jedno z nas nie pije i zajmuje sie dzieckiem
      a na moim weselu dzieci nie bylo bo sobie nie zyczylam
      kto sie obrazil ten sie obrazil kto burczal ten burczal ale nikt (oprocz
      jednego!!!! przypadku - ale dziecko zostalo wyproszone - zreszta jakie tam
      dziecko - na maxa rozpuszczony 6 latek) z dzieckiem nie przyszedl bo wesele to
      MOJ dzien a nie gosci - ma byc po mojemu i basta
      osobiscie uwazam ze wesele to nie miejsce dla dzieci i tyle
      • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:01
        Sześciolatek to już nie dziecko? Kurcze, wyprosić?
        • mama_kotula Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:12
          kropkacom napisała:

          > Sześciolatek to już nie dziecko? Kurcze, wyprosić?

          Kropka, a wyobraź sobie, że na twoją imprezę przychodzi ktoś, kogo wyraźnie nie zapraszałaś, bo nie życzysz sobie jego towarzystwa (nie wnikam w powód - nie lubisz go, denerwuje cię czy ostatnio nadepnął na łapę twojemu pieskowi, obojętnie).
          Przebywanie w towarzystwie tej osoby powoduje u ciebie zły nastrój i dyskomfort psychiczny.

          Wyprosiłabyś z imprezy, czy poświęciłabyś swój dobry humor w imię bycia "dobrze wychowaną" osóbką? wink

          Nie przyjmuję do wiadomości, że to "przecież dziecko i będzie mu przykro, jak go wyrzucimy z imprezy" - wina leży po stronie rodziców, a nie po stronie dziecka i mądrzy rodzice po wyproszeniu z imprezy powinni zapewnić mu atrakcję przynajmniej dorównywalną imprezie, z której został razem z nimi wyproszony. Jeśli tego nie zrobią, tylko zaczną przy dziecku pomstować i żalić się, jaka to ciocia Kotula nieużyta i okropna, to znaczy, że i tak nie byli warci tego, aby być na mojej imprezie - jeśli wg nich ja mam obowiazek szanować ich dziecię, a oni nie mają obowiązku szanować moich ustaleń co do tego, kogo chcę na imprezie gościć.
          • deela Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:18
            > Nie przyjmuję do wiadomości, że to "przecież dziecko i będzie mu przykro, jak g
            > o wyrzucimy z imprezy" - wina leży po stronie rodziców, a nie po stronie dzieck
            > a i mądrzy rodzice po wyproszeniu z imprezy powinni zapewnić mu atrakcję przyna
            > jmniej dorównywalną imprezie
            sory ale nigdy nie zrozumiem jakaz to atrakcja moze byc dla dziecka wesele -
            dorsli zachowuja sie idiotycznie - chleja pala udaja ze potrafia tanczyc....
            ooo to nie sa widoki dla dziecka :F
            • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:30
              > sory ale nigdy nie zrozumiem jakaz to atrakcja moze byc dla dziecka wesele -
              > dorsli zachowuja sie idiotycznie - chleja pala udaja ze potrafia tanczyc....
              > ooo to nie sa widoki dla dziecka :F

              Jak się ma takich gości i takie wesele to faktycznie nie jest to miejsce dla
              dzieci.
            • mama_kotula Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:30
              deela napisała:

              > sory ale nigdy nie zrozumiem jakaz to atrakcja moze byc dla dziecka wesele - dorsli zachowuja sie idiotycznie - chleja pala udaja ze potrafia tanczyc.... ooo to nie sa widoki dla dziecka :F

              Deela, ale wiesz - ktoś mógł obiecać dziecinie, że np. będzie mogło się najeść słodyczy i ciasta do wyrzygania włącznie, że będzie mogło poszaleć z kuzynostwem i tak dalej. Ja w ten sposób pojmuję ewentualną "atrakcyjność" wesela dla dziecka. Bo poza tym, to się z tobą zgadzam, że wesele NIE jest imprezą dla dziecka. Choćby ze względu na to, że rozmowy dorosłych (nawet w rodzinie) często nie są przeznaczone dla dziecięcych uszu big_grin
          • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:28
            Już mi sie nie chce gadać. Na moje wesele też przyszedł nadprogramowi goście
            (których średnio trawiłam) i nie wyprosiłam. Już to widzę: przepraszam ale jak
            śmieliście przyprowadzać tu tego dzieciaka, albo sie go pozbędziecie albo fora z
            dwora. Piękne. Narażę się pewnie wszystkim ale to większy brak wychowania niż
            przyprowadzenie kogoś kto nie był zaproszony. Rozumiem wkurzyć sie można ale
            wypraszać? Nie. Róbta co chceta wsze podwórko. Dobranoc.
            • mama_kotula Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:37
              kropkacom napisała:

              > Już mi sie nie chce gadać. Na moje wesele też przyszedł nadprogramowi goście (których średnio trawiłam) i nie wyprosiłam. Już to widzę: przepraszam ale jak śmieliście przyprowadzać tu tego dzieciaka, albo sie go pozbędziecie albo fora z dwora. Piękne. Narażę się pewnie wszystkim ale to większy brak wychowania niż przyprowadzenie kogoś kto nie był zaproszony. Rozumiem wkurzyć sie można ale wypraszać? Nie. Róbta co chceta wsze podwórko. Dobranoc.

              Asertywność u ciebie leży i kwiczy, niestety.
              Ja wiem jedno - jeśli jesteś gotowa popsuć sobie ten jeden, jedyny najważniejszy dzień w życiu tylko w imię dobrego wychowania, to ja ci serdecznie współczuję.

              >ale to większy brak wychowania niż przyprowadzenie kogoś kto nie był zaproszony.

              Ja bym nie nazwała tego brakiem wychowania tylko nieasertywnością, uległością, jak zwał tak zwał.
              A oburzanie się, że ktoś wyprasza mnie z imprezy, na którą nie byłam zaproszona - no sorry, to jest mentalność (nota bene bardzo na czasie tongue_out) czyli "bezprawnie zajmę sobie nie mój pustostan i potem będę wielce oburzona, że chcą mnie z niego wyrzucić" ;PPPP
              • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:42
                > Asertywność u ciebie leży i kwiczy, niestety.
                > Ja wiem jedno - jeśli jesteś gotowa popsuć sobie ten jeden, jedyny najważniejsz
                > y dzień w życiu tylko w imię dobrego wychowania, to ja ci serdecznie współczuję

                Nie wytrzymałamsmile Nie miałam popsutego dnia a już na pewno nie miałabym z powodu
                jakiegoś jednego dziecka. Chyba musiałabym być nieźle cięta i przewrażliwiona.
                Brak asertywności? Hmmm... A może niechęć do robienia afery i scen w tym dniu?
                Ty i tak wiesz lepiej.
              • ju-sss Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:43

                >
                > Asertywność u ciebie leży i kwiczy, niestety.
                > Ja wiem jedno - jeśli jesteś gotowa popsuć sobie ten jeden, jedyny
                najważniejsz
                > y dzień w życiu tylko w imię dobrego wychowania, to ja ci
                serdecznie współczuję
                > .
                >

                kobiety ale po co wy sie o takie rzeczy klocicie..wasze wesela i
                robicie jak chcecie..wasza spotkania z kolezankami i idzieci same
                lub nie..kogo to obchodzi?? i tak kazdy indywidualnie ustala co
                robic...a z tego co widze i tak wolne chwile spedzacie przed
                kompem....nie lepiej to teraz sie do mezow poprzytulac??? moj
                niestety w jordani siedzi az do piatku sadsad dobrej nocy
      • kali_pso Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:04
        Rozumiem, że rodziców tego 6-latka też wyprosiłaś?wink
        • deela Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 22.04.08, 21:10
          to nie bylo dziecko tylko POTWOR a jego rodzice nienormalni - oni go traktowali
          caly czas jakby mial z rok
          i mowilismy przy zapraszaniu WYRAZNIE ze prosimy zeby bez dzieci (swoja droga
          szczeniak mial 16 letniego brata ktory spokojnie by sie nim zajal)a ta mamuska
          po slubie podchodzi do mnie z rzeczonym szczeniakiem (bo gnojka wyjatkowo nie
          trawie - mowie wam rozpuszczony jak maslo na goracej patelni)i sie pyta slodkim
          glosikiem czy michalek moze jednak przyjsc na wesele - a ja mowie babie normalnie
          - sluchaj, nikt nie przyszedl z dzieckiem, kazdy uszanowal nasza prosbe - jesli
          ty nie potrafisz jej uszanowac to pomysl jak poczuja sie inni ktorzy zalatwili
          sobie opiekunki na ten dzien zeby nam nie robic wbrew a ty i tak przyszlas z
          dzieckiem????
          jakos do babska dotarlo i odwiozla dzieciaka taksowka
          na weselu byli i dobrze sie bawili
          czy maja zal czy nie to do dzisiaj w zasadzie nie wiem i gie mnie to obchodzi
    • lila1974 Kolejny wydumany problem 22.04.08, 21:59
      Wszystko jest kwestią dogadania się, postawienia w skórze tej
      drugiej osoby. Porozumienia się co do oczekiwań i możliwości.

      Nie masz ochoty na spotkanie wyłacznie z koleżanką a nie jej
      dziecmi, to jej o tym powiedz ale zrób to w sposób taktowny i
      życzliwy a nikt do nikogo nie będzie miał pretensji.
      • sympatyczna1980 Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 22:50
        wiesz lipcowa z takimi pogladami to nie powinnas miec w ogole dzieci.........
      • minka5 Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 22:52
        Pieknie byloby, gdyby taka byla rzeczywistosc. Iluz to rodzicow
        obrazi sie za to, ze ktos w sumie mowi 'wy tak, ale nie wasza
        dziatwa'?. Bo taki jest podtekst zapraszania bez dzieci.
        Sa przeciez ludzie, ktorzy postrzegaja siebie i dzieci jako jednosc.
        Jak nie chcesz mojego dziecka, to i mnie nie chcesz.

        Dla scislosci - nie zaliczam siebie do tej grupy, ale spotkalam sie
        z tym w gronie znajmoych (a raczej bylych znajmoych).

        To nie tylko kwestia dogadania sie, ale i oczekiwan. Jesli dzwoni do
        mnie przyjaciolka, wiedzaca, ze mam dzieci i wymaga dla siebie
        czasu 'teraz i juz', bo wlasnie musi ze mna dlugo i doglebnie omowic
        swoj problem, to moze byc rozczarowana. Bo niby co mialabym w tym
        momencie zrobic z dziecmi? Do komorki upchac? Wiec moja przyjaciolka
        moze oczekiwac, ze poswiece jej jakis czas, a na dlasze rozmowy
        mozemy sie umowic np. na wieczor kiedy dzieciaczki juz spia. Czyli i
        dogadanie sie, ale tez i oczekiwanie, ze nie jestem dyspozycyjna na
        zawolanie.

        A jesli juz koniecznie ktos zabiera dziecko na impreze dla
        doroslych, to to dziecko i jego zachowanie rowniez pozostaje
        odpowiedzialnoscia rodzica. Od tego nie ma urlopu i zadna sytuacja
        tego nie tlumaczy. Bo niby co? Ja mam chwile spokoju, niech inni sie
        zajma. A z jakiej racji?
        • lila1974 Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 23:02
          Obrazi się? To znaczy, że prezentuje poziom przedszkolaka. Jakoś nie
          dostrzegam problemu w swoim otoczeniu - spotkania sa obgadane - z
          dziećmi, czy bez? u Ciebie czy u mnie? na wódkę, karty, tańce czy
          pogaduchy?

          A sytuacje niespodziewane - oni mnie zrozumieją jak podrzucę
          dzieciaka (tu ukłon w stronę erin, tennessee i kryniakkk), a i ja
          zrozumiem jak nieoczekiwanie wjada na chatę lub będą potrzebowali
          mojego towarzystwa natentychmiast i to bez dzieci!

          Stawiajcie sprawy jasno, nie skazujcie ludzi na domysły, sami też
          nie wymyślajcie czegoś czego nie ma, to się wszystkim będzie
          zdrowiej zyło.
        • wizadora Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 23:16
          a ja mam problem z tym ze za wszelka cene chce - musze byc "dobrze
          wychowana osobka". Dlatego kiedy znajomi zwalaja sie w niedziele na
          sniadanie (zostaja do ok 16) z dwojka wrzeszczacego przychowku
          dzialajacego jak najlepsza antykoncepcja, nie potrafie powiedziec
          szczerze: sorry ale chcemy wypoczac, albo zostawcie ich z dziadkami
          albo nici ze spotkania. Podobnie jest ze szwagierka i jej
          niesamowicie rozpuszczana i absorbujaca coreczka. Przy czym za
          kazdym razem jak widze mala wiem ze POWINNAM pozachwycac sie jaka
          fajna a jaka madra a jak klocki wysypuje (tak zachwyca sie moja
          tesciowa i pyta: a widzialas jak Pola fajnie klocki rozsypuje?)

          Chyba czas popracowac nad asertywnoscia.
          Ale faktem jest ze ludzie czasem naprawde nie maja z kim dzieciorow
          zostawiac. Tylko te ich wizyty z przychowkiem skutecznie zniechecaja
          mnie do posiadania wlasnego potomstwa.

          A tak BTW to madre opinie niektorych tu na forum (np. mama kotula)
          przekonuja mnie ze to nic nienormalnego nie piac z zachwytu nad
          kazdym dzieciakiem. Bo juz zaczynalam popadac w paranoje co ze mna
          nie tak.
          • lila1974 Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 23:25
            Oczywiście, że popracuj.
            Nikt nie ma prawa zwalać Ci się na chatę, jeśli Ty nie lubisz
            niezapowiedzianych wizyt.

            Oczywiście, że nie masz obowiązku zachwycania się i ciumkania nad
            każdym dzieckiem, możesz się do niego uśmiechnąc na powitanie i wsio.

            A tak to robisz dobrą minę do złej gry, zapewne uśmiechasz się
            promiennie, choć w środku szlag Cię trafia, to jak oni się mają nie
            zwalać skoro robią Ci taką radochę? tongue_out

            Jasno acz z humorem określa się granice własnej wolności a potem je
            swobodnie egzekwuje.
      • mama_kotula Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 23:01
        lila1974 napisała:
        > Nie masz ochoty na spotkanie wyłacznie z koleżanką a nie jej
        > dziecmi, to jej o tym powiedz ale zrób to w sposób taktowny i
        > życzliwy a nikt do nikogo nie będzie miał pretensji.

        Liluniu, tak by było w świecie, gdzie wszyscy są asertywni i uznają prawo do
        asertywności.
        Niestety, świat w którym żyjemy jest nieco inny.
        I nawet za taktowne i życzliwe zwrócenie uwagi można spotkać się z megafochem i
        ciężką obrazą, jeśli ktoś ma klapeczki na oczach odnośnie do swojej słodkiej
        pociechy.
        • lila1974 Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 23:04
          Jak ma takie klapeczki i zero dystansu do siebie to po co się z nim
          spotykać?
          • mama_kotula Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 23:45
            lila1974 napisała:

            > Jak ma takie klapeczki i zero dystansu do siebie to po co się z nim
            > spotykać?

            Ja nie wiem. Nie spotykam się z takimi osobami. Mam grono przyjaciół, którzy
            myślą podobnie jak ja.

            Ale wiem, że dużo ludzi tak robi - patrz post wyżej o zwalaniu się w niedzielę z
            dziećmi wink - bo nie potrafi inaczej, bo chce kontynuować mimo wszystko
            znajomość, bo być może w tej kwestii mamy rozbieżne poglądy, ale poza tym to
            jest naprawdę fajna osoba, z którą nie chcę tracić kontaktu.
            Wiele osób tkwi w sidłach "bo wypada" (zaprosić na wesele na przykład). To też
            powoduje takie, a nie inne sytuacje.
            • lila1974 Re: Kolejny wydumany problem 23.04.08, 00:00
              Dlatego własnie pisałam, że trzeba ze sobą rozmawiać i różne kwestie
              dogadywać, a nie liczyć, że ktoś się domyśli, co mi po głowie chodzi.

              Z całą pewnością wymaga to odrobiny asertywności ale nie należy
              zapominać również o kompromisie.
          • phantomka Re: Kolejny wydumany problem 22.04.08, 23:45
            Ja tam nie rozumiem rodzicow, ktorzy lubia z dziecmi chodzic na
            imprezy czy kawke z kolezanka. Nie znosze cory ciagac na takie
            spotkania, bo chce tam po prostu odsapnac. A niestety moja corka ma
            owsiki w tylku i na jezyku i ciezko jej wytrzymac sekunde w ciszy i
            spokoju.
            A w weekend mialam taka sytuacje odnosnie dziecka: jedziemy w
            pociagu, corka dotknela kapciem pewnego pana, na co pan zrywa sie na
            rowne nogi i mowi "prosze cos powiedziec dziecku, zeby mnie nie
            dotykalo, bo mnie dzieci obrzydzaja" No i co mialam zrobic? Tekst
            mnie wkurzyl, bo chamski, ale przeciez ma prawo czuc obrzydzenie do
            dzieci. Po prostu nie zakladam, ze wszyscy musza dziamdziac do
            mojego dziecka.
            • lila1974 Re: Kolejny wydumany problem 23.04.08, 00:04
              Różni są ludzie, różne mają poglądy na rozrywkę czy inne sprawy. Po
              co kisić się w chorych układach koleżeńskich? Nie pasuje mi to się
              nie umawiam i basta.

              A panu, powiedziałabym, że on też do szczególnie apetycznych nie
              należy. A dziecku bym powiedziała "nie dotykaj pana, bo się
              spocisz" tongue_out
              • seniorita_24 Re: Kolejny wydumany problem 23.04.08, 14:51
                Albo żeby nie jeździł pociągiem, bo może tam spotkać dzieci wink
      • falka32 Re: Kolejny wydumany problem 23.04.08, 01:13
        Ja nie mam stacjonarnej opiekunki, bo nie potrzebuję jej na codzień, na ogół
        dzieciaki zostają z ojcem albo z którąś z babć. W takiej sytuacji, gdyby było w
        rodzinie wesele "bez dzieci" byłabym udupiona. Bo jeżeli babcie też idą na
        wesele, to nie mamy ich z kim zostawić. To nie są przedszkolaki, tylko niespełna
        3-latek i niemowlak. Znalezienie opiekunki, obcej osoby, która zostałaby z nimi
        NA NOC (zakładam, że wesela odbywają się niekoniecznie w strefie rozsądnej ceny
        za taryfę od mojego miejsca zamieszkania), byłoby przedsięwzięciem kosztownym
        (bo musi przyjść parę razy wcześniej, poznać choć trochę dzieci, ja muszę poznać
        ją), skomplikowanym i jednorazowym, bo co ja potem zrobię z tą opiekunką? Nawet
        zakładając, że będę w stanie zaufać, że zajmie się dziećmi w sposób sensowny,
        nie mając perspektywy dłuższej fuchy niż ten jeden wieczór na rok lub dwa lata.
        W takiej sytuacji nie zjawimy się na weselu wcale, co może zostać odebrane jako
        afront, jeżeli rodzina jest bliska. Bo przecież... mogłam zostawić dzieci z
        opiekunką... a jeżeli nie przyszłam, to znaczy, że olałam rodzinne wesele.

        I nie rozumiem, Kotula, czemu tak uparcie tłumaczysz, że wolisz się bawić bez
        dzieci. Kurde, w zasadzie każdy woli. Ale nie każdy zawsze może i do tego się
        sprowadza problem. Ci z moich znajomych, którzy nie byli w stanie zaakceptować,
        że prowadzę teraz inny tryb życia i mam ograniczenia, których oni nie mają,
        zniknęli z mojego życia, bo nie mamy kiedy się spotkać na ich warunkach a moje
        warunki im nie odpowiadają i nie są skłonni się zmusić do spotkania w warunkach
        nieidealnych. I nawet niespecjalnie żałuję, bo dzięki temu się okazało, że nasza
        znajomość była zależna od tego, czy spełnione będą ich warunki.
        Mam koleżankę, która sama wychowuje małe dziecko, dość upierdliwe z charakteru i
        naprawdę nie ma go z kim zostawić. Jeżeli robimy jakieś kobiece nasiadówki z
        rozmowami o życiu i alkoholem, jej dziecko jest jedynym dzieckiem na sali. Ale
        nasza grupa zaakceptowała to, bo przyjemność cieszenia się jej obecnością jest
        ważniejsza, niż to, że mamy lekki dyskomfort z powodu kręcącego się dziecka
        (zwłaszcza, że my w większości też mamy dzieci, których się starannie pozbywamy
        na tę okazję)i że ona z tego powodu mniej pije albo jest mniej skoncentrowana na
        rozmowie. Dokładnie na tej samej zasadzie umawiamy się w knajpie dla
        niepalących, jeżeli któraś jest w ciąży, zamiast stawiać ją przed koniecznością
        wyboru, czy woli nasze towarzystwo, czy też już z niego wypadła, bo przecież nie
        będziemy się ograniczać i psuć sobie poważnych rozmów wychodzeniem na fajka na
        dwór, tylko dlatego, że ktośtam jest w ciąży, bo to jej problem a nie nasz.
        Albo, jeżeli wiemy, że ktoś, kogo lubimy, nie ma za bardzo kasy, to nie umawiamy
        się w miejscu, gdzie piwo jest po 10 zł, choć odbiera nam to możliwość
        delektowania się niepowtarzalną atmosferą miejsca i nas na to piwo stać bez
        problemu.
        Dzieciaki mają to do siebie, że dorastają w końcu, przestają być takie
        upierdliwe a nasze znajomości mają szansę to przetrwać. Ja wolę się pomęczyć
        przez rok - dwa z upierdliwym dzieckiem koleżanki (lub swoim)po to, żeby w
        przyszłości nadal móc się cieszyć swoim towarzystwem bez niesmaku.

        No i dla mnie stawianie ludzi twardo w sytuacji "nie bierzesz dziecka albo nie
        przychodzisz, bo nam to przeszkadza", bez wzięcia pod uwagę ich możliwości czy
        sytuacji, jest tak samo fajne, miłe i sympatyczne, jak powiedzenie komuś, kto
        stracił właśnie robotę "spotykamy się jutro w najdroższej restauracji w mieście
        na lanczyk i przyjdź koniecznie, bo tęsknimy za tobą, ostatnio tak rzadko gdzieś
        wychodzimy razem" (w domyśle, każdy płaci za siebie). Takich znajomych
        wykasowałam z telefonu w czasach, kiedy byłam bez roboty, choć naprawdę miło
        wcześniej spędzałam z nimi czas a rozmowy były bardzo inspirujące. I tak samo
        jest z ludźmi, którzy uważali, że moja nowa życiowa sytuacja nie powinna im
        zakłócać żadną miarą wyśrubowanego komfortu wspólnych spotkań. Inaczej jeszcze
        mówiąc (zaraz się zaplączę), jeżeli komfort spotkania/zabawy/kawki jest
        ważniejszy, niż któryś z jego uczestników, to znaczy, że ten uczestnik jest tam
        zbędny i kawka/imprezka równie dobrze może się odbyć bez niego.

        Wyłączam z tego sytuację, kiedy jest przygotowana jakaś konkretna konwencja
        większej imprezy. Wtedy jasna informacja "z dziećmi" lub "bez dzieci" jest
        cenna, bo wiadomo, czego się spodziewać. Ale co innego jest powiedzieć "impreza
        będzie dla dorosłych, bo będzie ostro i nie będzie warunków do przechowywania
        dzieci" a zupełnie co innego "nie życzę sobie tu dzieci, bo mi przeszkadzają".
        To pierwsze jest racjonalne i potrzebne (ja czasami sama pytam, czy na imprezę
        przychodzą jakieś dzieci i można swoje zabrać, czy też charakter imprezy jest
        wybitnie dla dorosłych i nie będzie jak zagospodarować dziecka), a to drugie
        jest mało, ekhm, zachęcające jak na zaproszenie kogoś, kogo towarzystwo lubisz
        i cenisz.
        • jkk74 Re: Kolejny wydumany problem 23.04.08, 10:23
          falka32 napisała:

          > Ja nie mam stacjonarnej opiekunki, bo nie potrzebuję jej na codzień, na ogół
          dzieciaki zostają z ojcem albo z którąś z babć. W takiej sytuacji, gdyby było w
          rodzinie wesele "bez dzieci" byłabym udupiona. Bo jeżeli babcie też idą na
          wesele, to nie mamy ich z kim zostawić. To nie są przedszkolaki, tylko niespełna
          3-latek i niemowlak. Znalezienie opiekunki, obcej osoby, która zostałaby z nimi
          > NA NOC.....

          Wybacz ale wesela na które idą OBIE BABCIE dzieci to jednak niesamowita
          rzadkość. Zazwyczaj wesele odbywa się w jednej lub drugiej rodzinie i wtedy
          jedna babcia może (o ile chce) pomóc.

          Niemniej masz rację - koszt opiekunki na noc do dwójki dzieci to spory wydatek.
          Wiem conieco, bo sama załatwiałam opiekę dla 9-miesięcznego synka jak sama ślub
          brałam. Córa wtedy dwuletnia była na weselu, ale opiekunka była uprzedzona, że
          ją ew dowieziemy jak padnie.
          • falka32 Re: Kolejny wydumany problem 23.04.08, 12:21
            > Wybacz ale wesela na które idą OBIE BABCIE dzieci to jednak niesamowita
            > rzadkość. Zazwyczaj wesele odbywa się w jednej lub drugiej rodzinie i wtedy
            > jedna babcia może (o ile chce) pomóc.

            No to w takim razie u mnie właśnie ma miejsce taka niesamowita rzadkość, bo
            siostra mojego partnera bierze ślub i ups, zaproszono na wesele również moją
            mamę... mam jej powiedzieć, żeby nie poszła? Czy szwagierce napomnkąć, żeby
            odwołała zaproszenie albo zdecydowała, kogo woli zaprosić? W niektórych
            rodzinach po prostu w dobrym tonie jest zapraszanie głównych osób z drugiej
            strony rodziny, jeżeli są zaprzyjaźnieni.
            >
            > Niemniej masz rację - koszt opiekunki na noc do dwójki dzieci to spory wydatek.
            > Wiem conieco, bo sama załatwiałam opiekę dla 9-miesięcznego synka jak sama ślub
            > brałam. Córa wtedy dwuletnia była na weselu, ale opiekunka była uprzedzona, że
            > ją ew dowieziemy jak padnie.

            No cóż, ja nie pisałam o tym tylko w sensie kosztów, tylko o tym, że nie
            chciałabym zostawiać małego dziecka na całą noc z obcą osobą, która jest
            zatrudniona jednorazowo do opieki nad nim. Zwłaszcza dziecka, którego nikt nigdy
            nie usypiał poza rodzicami. Zwłaszcza dziecka, które na przykład ząbkuje. Gdyby
            to była opiekunka, z której i tak regularnie korzystam, to co innego. Ale jeżeli
            takiej opiekunki nie mam, zabawa na weselu nie jest warta stresu, jaki by mnie
            to kosztowało. A już na pewno nie na weselu osób, które dały do zrozumienia, że
            moja obecność z dzieckiem popsuje im ten ważny dzień bardziej, niż moja
            nieobecność.
        • aretaheb Re: Kolejny wydumany problem 23.04.08, 10:44
          Falka! Kocham Cię za ten twój głos rozsądku (nie tylko na tym forum
          zresztą). Nareszcie odezwał się ktoś normalny.
    • fioretti Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 00:01
      Ja tu raczej czytam,niz pisze i nie przeczytalam nawet poprzednich wypowiedzi.A
      co?big_grin Ale twierdze,zes Lipcowa znalazla wreszcze sposob na bycie slawnabig_grinDD jak
      nic.Ehhh...ludziebig_grin Pozyjeta,zobaczyta,a nie prowkujta;P
    • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 12:36
      A mi na imprezie przeszkadzają: uchlewający sie na umór w pierwszej godzinie
      znajomi, chamskie zachowania różnego typu. Przeszkadza mi to bo niestety nie ma
      się na to wpływu. Owszem można przeprowadzić selekcje ale czasami ma człowiek
      ochotę żeby po prostu ktoś sam umiał sie zachować. I jeszcze apropos ślubów,
      najczęściej takie uroczystości psują właśnie dorośli.
    • burza4 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 12:46
      och, jak dogłębnie podzielam zdanie Lipcowej.

      i tu nie chodzi o zachowanie, ale swobodę.
      Przeszkadzają nawet te dzieci, które zachowują się poprawnie. Po
      prostu uniemożliwiają normalną rozmowę na dorosłe tematy. Wkurza
      mnie, że umówione od dawna spotkanie na pogaduszki w zasadzie
      mogłoby się nie odbyć, bo nie ma klimatu do rozmowy. Nie będę się
      wywnętrzać przy jakimś obcym dzieciaku, który MUSI siedzieć obok i
      przysłuchiwać się wszystkiemu.

      na szczęście większość moich znajomych ma dzieci nastoletnie, więc
      teoretycznie problemu nie ma, ale jednak parę wyjątków się zdarza.
      Głównie dotyczy to rodziców symbiotycznych, a że dzieci duże - tym
      bardziej nie mogę pojąć po kiego grzyba wszędzie ciągną je ze sobą.

      niedawno przeżyłam cięzki szok, zaprosiwszy dalszą rodzinę na obiad.
      Dzieci mają dorosłe, więc nawet mi do głowy nie przyszło, że
      wybierają się wszyscy i obiad przygotowałam z myślą o dwójce
      dorosłych gości, a nie 4; rozmowa żadna, te "dzieci" siedzą plackiem
      bez słowa, beznadzieja. Niepojęte jest dla mnie również to, że ich
      dzieci chcą jeździć z rodzicami! co interesującego jest dla 19- czy
      20-latka w siedzeniu parę godzin u obcych mu ludzi? trzeba mieć
      wybitnie żałosne życie żeby w czymś takim znajdować rozrywkę.


      • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 12:50
        Proponuje na drugi raz wyprosić wszystkie dzieci albo zafundować im bilety do
        kina. Proste.
        • burza4 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 13:50
          kropkacom napisała:

          > Proponuje na drugi raz wyprosić wszystkie dzieci albo zafundować
          im bilety do kina. Proste.

          jeśli wiem o planach wcześniej - reaguję odpowiednio. Systematycznie
          wymiguję się od spotkania z koleżanką, która wszędzie wlecze ze sobą
          córkę, bo spotkanie z jej udziałem to dla mnie strata czasu. Ale
          dość trudno reagować z klasą, jeśli cię ktoś zaskakuje takim
          pomysłem. Powinnam na ich widok gości z nieplanowanym przychówkiem
          zatrzasnąć im drzwi przed nosem?
          Brak ogłady gości nie usprawiedliwia chamstwa gospodarzy, niestety -
          raczej robi się dobrą minę do złej gry i wyciąga wnioski na
          przyszłość.

          nie bardzo rozumiem, czemu miałabym cudzym "dzieciom", które
          notabene są już na studiach fundować bilety do kina?
          • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 13:56
            To była ironia. Ale jedna pani na tym forum wyprosiła ze ślubu małolata. I o ile
            można sie zgodzić że miała do tego prawo to o dobrym wychowaniu i wyczuciu
            czegokolwiek to nie świadczy.

            Systematycznie
            > wymiguję się od spotkania z koleżanką, która wszędzie wlecze ze sobą
            > córkę, bo spotkanie z jej udziałem to dla mnie strata czasu.

            Nie skreślałabym tez koleżanki bo mnie odwiedza z dzieckiem.
            • nocarka Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 15:41
              Ja również nie popieram brania dzieci. Duszno od dymu, alkohol (nieważne jakie
              ilości i czy ktoś się słania na nogach czy nie), huk i głośna muzyka. Dziecko
              zaśnie, oczywiście, na krzesłach albo płaszczach, ale jaki to będzie sen? sad No
              i poza tym, są imprezy dla dzieci, są dla dorosłych, a zaproszeni goście powinni
              uszanować życzenie gospodarza ( w końcu on za nich płaci, to jego impreza, on
              może zorganizować ją tak jak chce). Nie rozumiem obrazy czy focha. To nie ja
              jestem najważniejsza spośród 200 gości tylko organizator czy Państwo Młodzi,
              jeśli chodzi o wesele.

              Popieram zwrócenie uwagi na jedyne na imprezie dziecko. Rodzice postąpili
              wyjątkowo nietaktownie, zabierając je, mimo iż byli uprzedzeni o tym że nie
              należy tego robić. Jak Młodzi wyglądaliby w oczach innych ludzi, którzy
              postarali się spełnić ich życzenie? Osobiście wolałabym, żeby obraziła się na
              mnie jedna osoba niż piętnaście par, których dzieci jednak nie było. Tekst jakim
              zwróciła się Młoda do tej matki nie brzmiał: won mi z bachorem, tylko: jak ja
              będę wyglądać w oczach innych. Nie był ani chamski, ani grubiański. Zasady to
              zasady, obowiązują wszystkich, jeśli przyjmujemy takie a nie inne zaproszenie.
              Jak idziemy na bal kostiumowy, to się przebieramy, jak na przyjęcie dla
              niepalących to nie palimy. Nie rozumiem dysputy..
              Rodzice owszem, uważają na dziecko, tracąc całą zabawę, mając oczy dookoła
              głowy, ale to ich sprawa, póki gościom ani organizatorom to nie przeszkadza.

              Nie owszem, nie skreślałabym znajomości. Ale jeśli masz znajomą która np
              zachowuje się okropnie i nie zdaje sobie z tego sprawy a jak ją o tym
              poinformujesz i dalej nic z tym nie robi, to znaczy ignoruje i ma w... poważaniu
              Twoje zdanie to co? Dalej z równą chęcią się z nią spotykasz? Nie sądzę.
            • nocarka Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 15:42
              Aha i nie wyprosiła ze Ślubu tylko po Ślubie. Miała do tego pełne prawo.
              Pomyślałą ta matka że w restauracji będzie określona liczba krzeseł?
            • nocarka Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 15:46
              I jeszcze co do "znikania dzieci o 8-10" jak napisała kropkacom.

              A co się z nimi dzieje jak znikają? Przechodzą do innego wymiaru? Robią Puff i
              nie ma ich? Rodzice kończą zabawę i wychodzą, albo jadą i odwożą i wracają,
              przerywając zabawę.
              Zawsze mi było szkoda jak z imprez ktoś wychodził i żegnając się mówił:
              zostałbym/łabym dłużej, bo jest super, ale wiesz.... przepraszam....
              • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 16:00
                W mojej rodzinie wesela to uroczystość gdzie spotyka się głównie rodzina. A że w
                rodzinie są dzieci więc ich zaproszenia też się tyczą. Ja chodziłam na wesela
                moich wujków, ciotek a teraz chodzę na kuzynek. I po pierwsze, nie ma sytuacji
                że dziecko zostaje na cała noc. Ostatnio po ósmej zawieźliśmy maluchy do mojej
                mamy (wesele było ze strony mojego męża) a sami bawiliśmy potem się tak długo
                jak chcieliśmy. Podobnie zrobiła reszta rodziców. Nie mieszkamy w Polsce i
                cieszyłam się ze maluchy poznały swoje kuzynostwo. Jeśli nie miałabym z kim
                zostawić później swoich dzieci to by był dla mnie koniec imprezy. Proste.
                • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 16:09
                  Potem wesele okazało się średnio udane ale winić dzieci za to nie można już
                  było. Zawinili dorośli.
                • nocarka Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 16:10
                  Ja też chodziłam i nie wspominam tego najlepiej, zwłaszcza jak wesele było poza
                  miastem gdzie mieszkamy. Zmęczona, śpiąca, ogłuszona, zwykle z płaczem
                  zasypiałam gdzieś w kącie. Tak samo moja młodsza siostra.

                  Twoja wola, jeśli kończysz wtedy imprezę. Ja bym wolała być do końca i nie
                  męczyć dziecka jednocześnie.
                  • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 16:53
                    A ja dobrze wspominam. Gdybym miała zakaz przyprowadzenia dziecka a nie miała
                    komu go zostawić to rodziny bym w ogóle nie zobaczyła. Wyskoczyć na pół godzinki
                    i małe zawieść do babci to był żaden problem.
                    • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 16:54
                      > i małe zawieść do babci to był żaden problem.

                      Bo potem wróciłam na wesele pełna nowych sił. I tyle.
                  • falka32 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 18:35
                    > Ja też chodziłam i nie wspominam tego najlepiej, zwłaszcza jak wesele było poza
                    > miastem gdzie mieszkamy. Zmęczona, śpiąca, ogłuszona, zwykle z płaczem
                    > zasypiałam gdzieś w kącie. Tak samo moja młodsza siostra.
                    >


                    Dlatego ja się cieszę, że niektórzy ludzie, organizujący imprezy typu wesela,
                    biorą pod uwagę to, że zapraszają ludzi, którzy mają dzieci. Jeżeli jest
                    przewidziane dla nich jakieś miejsce, możliwość spania, możliwość zabawy bez
                    pałętania się pod nogami dorosłych (a można to tak zorganizować), to ja to
                    odbieram jako gest m.in. w moją stronę - że ktoś nie zmusza mnie do nieciekawych
                    wyborów, tylko uwzględnia moje potrzeby na imprezie. Wtedy czuję się mile
                    widziana, nawet, jeżeli nie mam z kim zostawić dziecka i muszę je zabrać. A przy
                    okazji jest to też gest w stronę dzieci, które też są ludźmi przecież.

                    > Twoja wola, jeśli kończysz wtedy imprezę. Ja bym wolała być do końca i nie
                    > męczyć dziecka jednocześnie.

                    a ja bym wolała być młoda, piękna i bogata, ale niestety, życie jest brutalne smile
                    • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 20:03
                      > a ja bym wolała być młoda, piękna i bogata, ale niestety, życie jest brutalne :
                      > )

                      Brutalne okropnie. Zwłaszcza w kontekście dzieci i tych wesel. Kobieto nie masz
                      lepszych zmartwień? smile))
            • burza4 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 16:33
              kropkacom napisała:

              > Nie skreślałabym tez koleżanki bo mnie odwiedza z dzieckiem.

              toteż ja nie skreślam koleżanki - natomiast skreślam takie
              spotkania.

              Utrzymuję z nią kontakt głównie telefoniczny, bo po prostu nie mam
              ochoty przy jej 10-letniej córce opowiadać o swoim życiu, albo
              czekać pół godziny aż mała na chwilę wyjdzie do kibla, to wtedy
              będzie okazja, żeby koleżanka zreferowała własne problemy
              małżeńskie. Nie ukrywam, że nie mam najmniejszej ochoty zapraszać
              jej do siebie, bo wiem, że przyjedzie z dzieckiem, które będzie się
              nas trzymać jak przyklejone. Każda propozycja zawsze kończy się tak
              samo "wiesz, będę musiała wziąć Kasię" - NIGDY się nie zdarzyło,
              żeby padła sugestia, że np. lepiej spotkajmy się w czwartek, będę
              się mogła sama urwać, pogadamy sobie na luzie. Niezależnie od daty -
              Kasia jest w tle, a babcię mają tuż obok i zerowy problem żeby ją
              zostawić.

              naturalnie kiedy nie dzwonię, to słyszę "musimy się wreszcie spotkać
              i SPOKOJNIE pogadać...". Tiaa, pewnie jak Kasia się wyprowadzi...
              • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 16:57
                Jeżeli koleżanka ma taką dłuższą sytuacje że nie ma z kim dziecka zostawić to
                raczej byś ją skreśliła. Ja teraz mam taką sytuację.
                • burza4 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 10:58
                  kropkacom napisała:

                  > Jeżeli koleżanka ma taką dłuższą sytuacje że nie ma z kim dziecka
                  zostawić to > raczej byś ją skreśliła. Ja teraz mam taką sytuację.

                  ale ona NIE MA takiej sytuacji, rodziców ma obok. Bez najmniejszego
                  trudu może małą zostawić, a jednak przez 10 lat nie udało mi się z
                  nią spotkać bez dziecka. No to się prawie nie spotykam, bo nie mam
                  ochoty snuć wynurzeń przed czyimś dzieckiakiem, który robi
                  za "spółdzielnię-ucho".

    • krmargo Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 17:24
      Ciekawe czy jak będziesz mieć dzieci to też tak będziesz sądzić? smile
      • mama_kotula Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 17:27
        krmargo napisała:

        > Ciekawe czy jak będziesz mieć dzieci to też tak będziesz sądzić? smile

        A czytałaś cały wątek? wink
        • kawka74 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 17:29
          Przypuszczam, że koleżanka nawet porządnie pierwszego postu Lipcowej nie
          przeczytała ;p
      • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 23.04.08, 17:34
        > Ciekawe czy jak będziesz mieć dzieci to też tak będziesz sądzić? smile

        Jak zdarzy jej sie sytuacja że nie będzie przez dłuższy czas miała komu
        "podarować" dziecka to pewnie zmieni. Są imprezy że dzieci faktycznie pod żadnym
        pozorem wprowadzać nie należy ale po tym wątku to mam wrażenie ze najlepiej
        nigdzie z nim nie wychodzić bo zawsze można kogoś "urazić" swoim bachorem.
    • pan_z_wasami wogole 24.04.08, 08:32
      tylko ludzie nie potrafia dzieci "zintegrowac" z impreza.
    • karola1008 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 09:01
      Lipcowa to Ameryki szczególnie nie odkryła smile)). Są imprezy na które
      spokojnie można zabrać dzieci, a są takie, na które nie można. I
      tyle. Ja tam nie jestem zwolenniczką zabierania dzieci ze sobą
      wszędzie, bo a ostatecznie też mam prawo się zabawić w spokoju.
      Problem moim zdaniem jest nie tyle w imprezach, co w spotakaniach,
      powiedzmy indywiduwalnych. Np. mam koleżankę, która towarzystwa
      dzieci po prostu nie lubi. Jej święte prawo. Jak tylko mogę, staram
      się nasze postkanie tak zorganizować, żebyśmy mogły razem spędzić
      trochę czasubez dzieci. Mnie też to dobrze robi. Tyle, że nie może
      to być często, bo nie nie zawsze mogę dzieci z kimś zostawić. a poza
      tym ona nie jest moją jedyną koleżanką, z którą chciałabym się
      widywać bez dzieci. Były czasy, że spotykałyśmy sie w parku, albo w
      knajpkach z placami zabaw. Zabierałam ze sobą synka. Onjest naprawdę
      grzeczny i nieuciążliwy, ale czasem podbiegnie, przytuli sie, wlezie
      na kolana, przerwie w pół słowa. jak to dziecko. Moja koleżanka za
      każdym razem przewracała oczami, więc sobie odpuściłam. szczerze
      mówiac trochę mi przykro.
      • kurczak1 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 11:26
        Hehe, a ja to w ogóle nie mam problemu od kiedy mi sie znudziły
        pijackie imprezy konczace sie na drugi dzień. Nie każdy ma babcie
        itp., a dzieci to nie kłopot i garb tylko część życia. Jak sie
        spotykam z kolezanka zeby pogadac o problemach łóżkowych to robimy
        to w takim miejscu zeby młody miał zajecie i mógł sie wybiegac.
        Najlepsze są te kolezanki które maja dzieci w tym samym wieku, wtedy
        w ogóle przez pare godzin nie mamy dzieci. Myśle ze poroblem tkwi w
        nieustannym byciu przy... niektórych mam, znam to z autopsji.
        • freeme Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 13:34
          dokładnie. dla chcącego nic trudnego. zawsze można się spotkać w takim miejscu
          gdzie dzieciaki nie przeszkadzają. z moimi koleżankami często siedzimy na kawce,
          a dzieciaki szaleją w sali zabaw. wszystko w jednym miejscu w Hulakula w
          podziemiach BUWu.
    • anthonka Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 12:44
      Żeby nie było - lubię dzieci i nie mam nic przeciwko ich obecności
      na spotkaniach rodzinnych, grillach, imprezach gdzie

      To naturalne, że dla mnie moje dziecko jest ósmym cudem świata, ale
      nie uważam, że w związku z tym należy wszystkich uszczęśliwiać na
      siłę jego towarzystwem. Wiadomo, że nawet najgrzeczniejsze dziecko
      jest absorbujące, bo chce pić/uderzyło się i płacze/chce się
      pochwalić nowym rysunkiem itp. itd. Jeżeli mam ochotę na pogaduchy
      od serca z przyjaciółką, to nie zabieram dziecka, bo wtedy ani
      młodemu ani przyjaciółce nie poświęcę tyle uwagi ile bym chciała, a
      poza tym pewne treści niekonieczne przeznaczone są dla dziecięcych
      uszu. Nie mówiąc już o tym, że może, o zgrozo, mam ochotę pogaduchy
      odbyć w knajpie przy piwie, a to nie jest miejsce dla dzieci.

      Odnośnie dzieci na weselach – byłam na ślubie, gdzie nudzony
      dzieciak zaczął głośno płakać w kościele, przez co skutecznie
      zagłuszył moment składania przysięgi małżeńskiej. Mamuśce nawet nie
      przyszło do głowy wyjść z dzieckiem na zewnątrz. Na innym weselu
      podczas pierwszego tańca pary młodej, kiedy cała uwaga powinna
      skierowana być na nich, jakiś dzieciak zaczął tarzać się im pod
      nogami, ku wielkiemu zachwytowi mamuśki, jakież to ona ma
      umuzykalnione dziecko. I mimo, że ogólnie lubię dzieci to wcale się
      państwu młodym nie dziwię, że byli wściekli…
    • spacey1 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 14:08
      Nie spotkałam się jeszcze, aby ktoś przyszedł na imprezę z dziećmi wbrew woli
      gospodarzy. Mam mieszane pod względem "dzietności" towarzystwo. Jeśli się
      spotykamy, to zawsze jest ustalone, czy to impreza z dziećmi czy bez i zależy to
      od gospodarzy. I wtedy zdanie tych, którzy nie lubią dzieci zwyczajnie mnie nie
      interesuje. Czasem tylko jest mi przykro w imieniu koleżanki, która nie może
      mieć dzieci, że może ona będzie smutna. Natomiast każdy z naszego grona wie,
      jakie są reguły i akceptuje je.
      Na wesela idę z dziećmi, jeśli są proszone, lub bez dzieci, jeśli nie są. Dla
      mnie to proste.
      • tosina Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 14:43
        A u nas pisze sie na zaproszeniu .

        Panstwa iksinskich z dziecmi. Jesli niema dopiski to znaczy ze
        zapraszaja eksinskich jedynie.
        Tego sie trzymamy.

        Jednak co do jednego sie nie z godze w tym watku . Ktos pisal ze
        dzieci nie zabiera sie do eleganckich restauracji..A moge wiedziec
        dlaczego?? MAm dzieci cywilizowane i nie rozumiem dlaczego maja
        jadac w barze mlecznym. Restauracja jedna od drugiej moze roznic sie
        standardem oraz cenami ale chyba w kazdej powinno zachowywac sie
        odpowiednio.

        Dlatego dal mnie teskty ze dzieci nie zabiera sie doeleganckich
        lokali to juz naprawde przesada.Jeszcze troche bedziemy zostawiac je
        na trawniku ,zeby tylko komus nie przeszkadzaly.
        • spacey1 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 15:00
          Pełna zgoda, przecież dziecko to nie osobny gatunek, tylko człowiek! Kiedy ma
          się nauczyć bywać w tych restauracjach?
        • kropkacom Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 15:02
          > Panstwa iksinskich z dziecmi.

          U nas identycznie smile
        • mama_kotula Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 15:09
          tosina napisała:


          > Dlatego dal mnie teskty ze dzieci nie zabiera sie doeleganckich
          > lokali to juz naprawde przesada.Jeszcze troche bedziemy zostawiac
          > je na trawniku ,zeby tylko komus nie przeszkadzaly.

          Uściślijmy - dzieci oczywiście zabiera sie do eleganckich restauracji.

          Ale niech owo przyjęcie weselne nie będzie pierwszym pobytem dziecka w takiej restauracji - jeśli wcześniej nie nauczyliśmy dziecka zachowania w niej przy innych, mniej uroczystych/mniej oficjalnych okazjach, to lepiej odpuścić, dla dobra swojego, współbiesiadników oraz dziecka smile
          • tosina Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 24.04.08, 15:21
            Kotula ja juz nie o szczesnym weselu.Poprostu ktos wposcie napisal
            ze sa miejsca gdzie dzieci nie bierzemy i tu wymienil elegancka
            restauracje. Az chce sie zapytac czy do meliniarskiej juz mozna?..
            Dla mnie restauracja to tez jadlodajnia. A do jako takich zabieram
            dzieci . ALE nie zabieram do reastauracji czy lokali dzieci np po 18-
            19. Wtedy gdy ludzie czesto spotykaja sie wieczorowo. Dla mnie tonie
            pora na wypady z dziecmi.Moje zima zazwyczaj sa juz w pizamach a
            latem jeszcze czesto w ogrodzie.
          • lila1974 Pozwolisz, że się z Tobą nie zgodzę? 24.04.08, 15:26
            Jedynym kryterium jakie obowiązuje rodzica, to ZAPROSZENIE - jeśli
            Państwo młodzi nie przewidują dzieci na weselu, to ich nie zabieram,
            jeśli są zaproszone, to je zabieram bez względu na to, jak
            zaawansowana jest ich nauka zachowania przy stole.
    • samira33 Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 07.05.08, 00:25
      Mnie się zdarzyło odmówić pójścia na imprezę, na której miało być
      pięcioletnie dziecko. Miał to być Sylwester u znajomego w domu i mój
      szwagier uparł się, że zabierze ze sobą dziecko. Na dodatek ja z
      mężem mieliśmy ich tam zabrać swoim samochodem. Jak tylko szwagier
      dowiedział się, że my nie jedziemy, to też na tego Sylwestra nie
      pojechał - żal mu było na taksówkę.
      Cała rodzinka szwagra, a zwłaszcza moja teściowa, była wzburzona jak
      ja mogłam coś takiego zrobić i co ja chcę od dziecka, no i że przeze
      mnie szwagier nie był na tym Sylwestrze (mógł zostawić dziecko z
      dziadkami). A to dziecko jest wybitnie źle wychowane, rozpuszczone,
      po prostu nie do wytrzymania.
      Niestety niektórzy ludzie mają obsesję na punkcie swoich dzieci - tu
      obsesję ma cała rodzinka mojego męża - i nie potrafią zrozumieć, że
      niektóre imprezy nie są dla dzieci lub że ktoś może nie chcieć być
      na imprezie gdzie są dzieci.
      • minerallna Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 14.07.08, 01:53
        Podziwiam chęć grzebania w tak starych wątkach...
        Choć i ja pamiętam,nie tu,ale takiego gajowego,wątek żyje do dziś,a lata mijają ;P
        • faga Re: A mi przeszkadzaja dzieci na imprezie.... 15.07.08, 11:03
          Nie będę się rozpisywać ale imprezy nie są przeznaczone dla dzieci, wentualnie
          wesela na które dzieciaki są wyraźnie zaproszone. Jak idę na imprezę to po to by
          się bawić swobodnie a nie zajmować się swoimi czy cudzymi dziećmi. Jeśli ktoś
          nie ma z kim zostawić dzieci - niech nie idzie na imprezkęsmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja