Problem na linii babcia-mama-dziecko

22.04.08, 12:30
Mam problem z moją mamą. Chciałabym się z Wami nim podzielić i prosić o radę.
Moja mama mieszka w innym mieście i widujemy się tak ok. co 1-2 m-ce. Do tej
pory uważałam, że spotkania są na tyle rzadkie, że przymknę oko na pewne jej
zachowania, ale po ostatnim weekendzie stwierdziłam, że nie dam rady. Moja
mama uwielbia mego synka, który ma teraz 4 lata. Jednak to ONA ZAWSZE WIE
LEPIEJ. Zachowania mojej mamy, które strasznie mnie drażnią:
1. Kupuje memu synkowi drogie zabawki, głownie samochody, którymi on pobawi
się chwilę i już go nie interesują i stoją nieużywane w naszym domu. Na mój
argument, żeby kupować mu coś bardziej edukacyjnego, czy ew. nawet samochód,
ale dostosowany do jego wieku słyszę, że babcia jest od tego żeby
rozpieszczać, wnuczek ma babcię zapamiętać do końca życia, a prezenty dla
niego mają być duże i robić wrażenie. Ok. odpuściłam, bo w sumie to mojej mamy
pieniądze i jak chce go tak rozpieszczać to ok., edukacyjne zabawki będę mu
kupować sama.
Ale nie mogę znieść tego, że jak synek rozmawia z babcią przez telefon przed
przyjazdem to babcia już opowiada, że czeka na niego prezent, albo też pyta
jaki tym razem chce dostać. Po takiej rozmowie moje dziecko nie może się już
doczekać przyjazdu do babci i mówi i myśli tylko o tym prezencie. Boję się, że
wyrośnie z niego materialista.

2. W naszym domu panuje zasada, że syn je słodycze tylko w niedzielę.
Natomiast babcia bez względu na to jaki jest dzień podtyka memu dziecku
słodycze, chociaż wie o panującej u nas zasadzie. Co więcej, ostatnio uknuła z
moim dzieckiem spisek i na moich oczach, dobrze się bawiąc, zamyka się z
wnuczkiem w pokoju i "po kryjomu" coś mu podtyka. Później oboje wychodzą z
zadowolonymi minami. Na mój argument że nie chcę żeby tak robiła słyszę " A my
się tylko tak bawimy". Czyli mamusia jest niedobra a babcia super. Ale babcia
swoją pozycję buduje na podważaniu mojego autorytetu !

3.Jest jeszcze wiele podobnych spraw, podobnych ale mniej istotnych więc nie
będę o nich pisać.

Dodam tylko, że moja mama jest osobą bardzo apodyktyczną, nie potrafiącą
przyznać się do swojego błędu i nieakceptującą tego, że ktoś może myśleć
inaczej lub jej zwrócić uwagę. Na moje próby rozmowy z nią reakcja zawsze jest
taka sama, czyli:
- "uważasz, że chcę zaszkodzić mojemu wnukowi ?"
- "uważasz, że jestem złą babcią/matką ?"
do tego jeszcze czasami dochodzi obrażanie się lub płacz.
Zresztą takie metody "rozwiązywania problemów" zawsze były stosowane na mnie
od kiedy pamiętam. Wyrosłam w przekonaniu, że mojej mamie lepiej nigdy nic nie
mówić, nie zwracać uwagi, nie sprzeciwiać się. Ja sama z tego powodu mam dużo
problemów w moim dorosłym życiu, chodziłam na warsztaty wychowawcze żeby nie
kontynuować takich zachowań w moich relacjach z dzieckiem.
W ostatni weekend rozstałam się z mamą w lekkiej kłótni, po tym jak winą za
to, że moje dziecko spadło pod jej opieką z krzesła zrzuciła całkowicie na
nas, ponieważ jej zdaniem dziecko spadło, bo jest zmęczone a my jeszcze nie
możemy się wybrać do wyjazdu, podczas którego by usnęło.
Co robić? Rozmawianie nic nie daje, jeśli znowu sobie odpuszczę, to znowu będę
się wściekać od wewnątrz. Nie mam już sił.
    • lola211 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:41
      Babcia raz na 1-2 mies. da dziecku slodycze w inny dzien niz
      niedziela i to jest powod do nerwów???
      Nigdy tego nie zrozumiem, serio.
      Tych sztywnych zasad, regul bez odstepstw.
      • bea.bea Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:44
        babcia jest po to by rozpieszczac i psuć dziecko....

        a my by potem je prostowac...smile
        i tyle
        • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 20:07
          bea.bea napisała:

          > babcia jest po to by rozpieszczac i psuć dziecko....
          >
          > a my by potem je prostowac...smile
          > i tyle

          Właśnie
          Mamunia naprostowała autorkę wątku, aż miło
          Stąd teraz wszystkie problemy.
      • papryczka_ag Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:44
        Nie chodzi o słodycze tylko o wieczne łamanie zasad. I brak szacunku
        do własnej córki.
        • lola211 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:46
          Zasady, zasady, zasady..
          Jak ktos sobie tak sztywno zycie uklada i swoim bliskim to
          permanentnie bedzie w kims w konflikcie.
          • papryczka_ag Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:55
            to jest niesamowite... dziewczyna pyta o konkretna sprawę a tutaj
            zaraz jej postepowanie ogólne jest brane na tapet.. Nie Twoja
            broszka droga lolu jakie ona ma zasady, czy sztywne, czy luźne czy
            na drutach. Nie jest to Twój dom i Twoja rodzina. Nie masz jej nic
            do powiedzenia z sensem to nie mów.
            Ona pyta co ma zrobić z matką. A nie czy dobrze robi organizując
            sobie życie w taki czy inny sposób.
            • bea.bea Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:59
              Ona pyta co ma zrobić z matką. A nie czy dobrze robi organizując
              > sobie życie w taki czy inny sposób.

              chciała oceny..to ma...

              moze tylko bardziej ogóla...

              a szczegółowa...rada...zerwij kontakty z matka , jak cie nie szanuje, i zabroń
              spotkań z dziecmi, bo ci male potwory wyrosna..
            • lola211 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 14:05
              Ona pyta, a ja odpowiadam- niech poluzuje.


              > Ona pyta co ma zrobić z matką.

              Nic.Lepiej zrobic cos ze soba.


              --------------------------------------------------------------
              Jędza zjadła księdza, krew wypiła, tylko kości zostawiła
              • wiol.a80 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 24.04.08, 14:29
        • bea.bea Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:47
          smile)
          smile)
          smile)

          uwialbiam te argumenty...
          bo zaden z nas nie mial babci , która w tajemnicy przed mama wtykała nam
          slodycze, zabawki , kase...

          ja miałam. a nawet jeszcze mam to szczescie..smile

          stara jestem , a babcia zawsze w tajemnicy przed matka, ( czyli totalny brak
          szacunku)...daje mi kase do kieszeni...

          a ja biore, bo widze jaka jej to frajde sprawia...czyli tez sie mamusi nie
          słucham..smile
          • bea.bea Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:49
            nie wnikam co moje dziecko u babci i z babcia robi...

            wraca zdrowe, szczęsliwe i teskni za nastepnym spotkaniem....a moze za kolejna
            wyprawa z dziadkiem do sklepu zabawkowego...smile..co to ma za znaczenie..smile
            • wiol.a80 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 24.04.08, 14:32
              masz rację ja też nie interesuje się najważniesze żeby było szęśliwe
              i chętnieszło pod opiekę babci
    • papryczka_ag Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 12:43
      To jest twoje dziecko i Ty decydujesz o tym w jaki sposób będzie
      wychowywane.
      Jesli matka pyta czy uważasz że chce zaszkodzić swojemu wnukowi,
      odpowiedz stanowczo że uważasz że jedze4nie słodyczy codziennie mu
      szkodzi i że w związku z tym owszem,tak chce mu zaszkodzić.
      Umów się z matką sama, bez latorośli i wytłumacz jej mimo lamentów
      że albo dostosuje się do twoich zasad albo wasze relacje i spotkania
      niestety będą głównie telefoniczne.
      I tak - powiedziałabym jej że jest złą babcią - bo sama bardzo
      dobrze o tym wiesz. Dobra babcia zdaje sobie spawę, że od ustalonych
      w domu norm nie odchodzi się z powodu jej fanaberii.
      Mam podobna sytuację w rodzinie - ale po stanowczym tupnięciu nogą w
      końcu się cos zmieniło. To jest twoja matka i nawet jak się obrazi
      to jej przejdzie. Jeśli nie... No cóż... Wtedy chyba nie ma co mówić
      o prawdziwie rodzinnych stosunkach.
      • loganmylove Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 13:08
        Ale jakie codzienne jedzenie słodyczy jak autorka pisze, że z matką
        widuje się raz na miesiąc? Mogę tylko powiedziećco ja bym zrobiła -
        problem prezentów odpuścilabym-dziecko nie wyrośnie na materialiste
        dostając prezenty od babci zwłaszcza, że większość czasu spędza z
        Wami. jego osobowości nie złamią tez te nieszczęsne słodycze-no
        chyba, że jest uczulone i mu ewidentnie szkodzą. Niech sobie zachowa
        miłe wspomnieniasmile Mamie na teksty czy jest złą babcią
        odpowiedziałabym, że takie mówienie to próba manipulacji i nie dam
        się sprowokować. U mnie zadziałał kompromis-moja teściowa jest
        bardzo apodyktyczną osobą ale grzecznie i z szacunkiem udalo nam sie
        wypracować bardzo poprawne stosunki. Młoda czasem nocue u babci a
        wtedy ja nie wnikam co razem robią. Uszczerbków na zdrowiu ani
        zwiększającego się braku szacunku w stosunku do nas u córki nie
        zauważamwink)
        • papryczka_ag Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 13:34
          Ciekawe... bo ja kiedyś miałam do czynienia z dzieckiem które jadało
          słodycze od święta i mało. I jak dostało trzydniową serię batonów,
          czekoladek i innych paskudztw to chorowało potem tydzień.
          Juz lepiej żeby dostawało batona codziennie niż było raz na jakis
          czas napychane dawką zatrważającą.
          Ponadto tu nie o słodycze chyba chodzi tylko generalnie - babcia wie
          lepiej a córcia się do wychowywania nie nadaje i tylko by
          przesadzała.
          Matka jest od wychowywania dziecjka, a babcia niestety od
          respektowania jej zasad póki przebywa pod jej dachem. Pod swoim
          zreszta tez powinna.
    • bea.bea Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 13:11
      jakos dziwnie te mati i corki dogadac sie nie potrafia...popatrz czy
      podswiadomie nie powielasz obrazu matki, chocby tymi sztywnymi regułami...

      czy ta rywalizacja z matka nie przeniosła sie na front dziecka...

      matka jest apodyktyczna, zawsze byłas jej podporzadkowana, i teraz jej miłośc do
      wnuka odbierasz jako jakąs nieokreslona agresje w stosunku do ciebie...
      po co..
      rozdziel te dwa swiaty , a własciwie tzy..
      ty i matka...wnuk i babcia ..i ty i ziecko...

      daj na luz, nie szukaj podtekstów, a jesli takie sa to je olej...i bedziesz
      zdrowsza...
      ty...bo tak napradee to nie chodzi o relacje babcia wnuk...tylko o relacje córka
      matka
    • karolcia86 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 13:21
      Tez mi sie wydaje, że trochę przesadzasz. Z babciami tak już jest że
      robią masę rzeczy, których rodziców drażnią. Wiem co mówię, moja
      mama na co dzień zajmuje sie moimi chłopakami. I tez mnie wkurza
      kupowanie im słodyczy w nadmiarze, nauczyła ich, że jak wchodzi to
      zawsze musi miec cukierka dla nich. I co ? i nic - po paru rozmowach
      odpuściłam, bo jak grochem o ścianę. Ostatnio jak ich kąpała
      pozwoliła im wylać pod prysznicem mydło, mój szampon, odżywkę, bo
      jak stwierdziła nie umiała im zabrać, bo taką mieli frajdę. A oni ją
      nie będa lubili jakby im zabrała. Wyobrażacie sobie jaka byłam
      wściekła, zwłaszcza że następnego dnia nie miałam nawet czym głowy
      umyć...
      Ale co, czasem trzeba przymknąć oko, bo inaczej trzebaby zabronic
      kontaktów.
      Nasi rodzice są już starsi i wszelkie próby reformowania sa skaznane
      na niepowodzenie. I albo to "przełkniemy" albo trzeba zerwać
      kontakty.
    • wieczna-gosia Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 13:46
      widuje sie z babcia raz na miesiac lub dwa?

      puscic na zywiol i nie zamartwiac sie pie..mi. Co najwyzej poinformowac
      babcie ze jak kiedys przyjedzie bez prezentu to zapewne odbierze zaplate od wnusia.

      Daj spokoj- dziecko widuje sie z babcia raz na miesiac- CO ona jest mu w stanie
      zrobic?
      Chlopak sie pobawi i w kat rzuci? schowac, wyrzucic, oddac.
      Ona wie le[piej raz na miesiac. A niech sobie wie. moja tesciowa wie lepiej raz
      na tydzien- prosze bardzo gania za dziecmi z lyzeczka, sprzata po nich, wszystko
      im wybacza a potem zdziowko ze lekko olewaja jej autorytet? Reformuje sie
      kobieta i w zeszly weekend nie dala sie namowic by nocowaly gdyz stwierdzila ze
      chce odpoczac. Nie sadzilam ze dozyje smile ty mozesz nie dozyc bo masz jadna, ja
      potrzebowalam 5 zrobic by miala dosyc smile

      2. W naszym domu panuje zasada, że syn je słodycze tylko w niedzielę.
      > Natomiast babcia bez względu na to jaki jest dzień podtyka memu dziecku
      > słodycze, chociaż wie o panującej u nas zasadzie.
      a na ile babcia przyjezdza? na dzien? przesuncie dzien slodyczowy na dzien
      wizyty babci. Przyjezdza na dwa dni? zrobcie dwa dni slodyczowe pod rzad a potem
      dwa tygodnie bez slodyczy. Moja droga co to za aksjomaty- elastycznym trzeba byc smile
    • malila Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 13:48
      To, co mi się nie podoba i co uważam za głupie, to robienie tego
      typu rzeczy po kryjomu. Nie chciałabym się znaleźć w sytuacji, gdy
      moje dziecko wymiotuje, a ja nie mam pojęcia, że to od dwóch
      tabliczek czekolady. Poza tym mam obawy, czy babcia nie uczy wnuczka
      oszukiwania rodziców. Bo jeśli dba o to, żeby matka nie wiedziała,
      to zapewne zależy jej, żeby wnuczek się nie wygadał.
    • wieczna-gosia Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 13:49
      Moja babcia w tajemnicy przed mama do kieszeni dlugo mi dawala- starsznie ja
      kocham, nie tylko za to, ale ze to tez smile
      w zaden sposob nie podwaza to autorytetu mojej mamy smile
      moja matka nie ma tendencji do dawania dzieciom w kieszen i lamania moich zasad
      i mam jej to za zle- powiem wiecej- jest babcia sztywniara, do ktorej dzieci
      srednio chetnie jezdza bo jest zasadnicza nic tylko w miod wsadzic i pierzem
      obsypac smile
      • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 19:50
        wiecznasmile gosiusmile tusmile problemsmile nie polegasmile nasmile humorystycznym
        dawaniu wnusiowi do kieszonkismile. Tu jestsmile krzywda, którą matkasmile
        wyrządziła córcesmile i co przenosi sięsmile na kolejnesmilepokolenie.
        • wieczna-gosia Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 20:04
          led smile
          zdaniesmile sobiesmile sprawy smile z problemusmile ktorysmile niesmile istniejesmile tezsmile jestsmile
          sposobemsmile nasmile poradzeniesmile sobie smile z nimsmile

          nie dam rady smile
          nie no serio- ja rozumiem ze szantaz emocjonalny, ze matka apodyktyczna i
          dzungla- ale rozmawiamy o wizycie raz na miesiac. Mam oczywiscie nadzieje ze jak
          zaczne sie corkom wpieprzac to mnie ochrzania, ale z drugiej strony mam nadzieje
          ze jak zrobie to raz na miesiac to nie zrobia sobie jazdy pod tytulem podwazanie
          autorytetu. I oczywiscie szantaz emocjonalny i przewrazliwienie, ale z tym mozna
          walczyc w emocjonalnym starciu a mozna podchodem- czyli nie braniem do siebie.
          papatkismile dlasmile ciebiesmile led smile zeppelin smile
          • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 20:16
            zaczne sie corkom wpieprzac to mnie ochrzania, ale z drugiej strony
            mam nadziej
            > e
            > ze jak zrobie to raz na miesiac to nie zrobia sobie jazdy pod
            tytulem podwazani
            > e
            > autorytetu.
            Bo Ty im autorytetu podważać nie będziesz- tego jestem pewna- a tu
            babka ewidentnie podważa a to jest zasadnicza różnica. To nie jest
            tak, ze autorka wątku sobie wymyśliła fochy. Ludzie raczej fochów
            sobie nie roją, bo mają dość realnych zmartwień. A jak roją- to
            problem lezy gdiześ i trzeba go znaleźć. Tu jest kwestia- brak
            szacunku dla córki i glanowanie jej poczucia wartości od takiego (tu
            pokazuję ręką, od jakiego). No i co, ma się kobita nie wk..wiać, że
            matka przyjeżdża i zaprowadza porządki jak w domu rodzinnym? I uczy
            dzieciaka, że ma się z matką nie liczyć, bo po kryjomu wszytsko się
            da? Pewnie, problem błahy, bo mały co najwyżej puści pawia. Ale
            chodzi o pryncypia, nie o Milkę raz w miesiącu. Przewrażliwienie?
            Tak, na pewno. Jak ktoś był udupiany w kwestiach istostnych, to
            będzie spazmował o Milkę, tak to już jest. Zresztą, jesli chodzi o
            szczerość, to ch.j z taką babcią, co nie szanuje matki dziecka.
            Pozdrawiamsmile)))tongue_out
    • lucerka Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 13:51
      Pfffff.....nie wiem, moze jesli to takie wazne dla ciebie zeby jadl slodycze
      tylko raz w tygodniu (pewnie masz swoje powody) to powiedz babci przy malym ze
      jesli teraz maly dostanie slodycze to za to w niedziele nie bedzie nic sldkiego.
      Moze syn zaoponuje? Albo babcia sie zreflektuje?

      Ale szczerze mowiac to....kurcze jesli syn nie jest otyly i nie ma alegii ani
      innych przeciwwskazan to moze jednak odpuscic babci? A ta zasada, ze tylko raz w
      tyg. cos slodniego przestanie miec racje bytu jak tylko dziecko bedzie
      przebywalo poza domem i mialo dostep do slodyczy...
      • betty_julcia O kurcze... 22.04.08, 14:42
        to rzeczywiscie problem że zje nadprogramowo raz na miesiąc lub raz
        na dwa miesiące czekoladkę.
        Wiesz, ja myslę ze to nie twoja mama jest problemem, tylko twój upór
        i charakter. Ale współczuje ci, ze tak nie potrafisz odpuścić i się
        wyluzować. Ja rozumiem że trzeba wprowadzać zasady i je respektować.
        Ale nie popadając w skrajność. Szkoda życia na takie bzdury.
        • myelegans Re: O kurcze... 22.04.08, 14:57
          A powiedz jaki masz realny plan na przyszlosc? Mama sie nie zmieni
          jest apodyktyczna i "swoje wie" wiec, na Twoje argumenty nie
          pojdzie. Masz do wyboru albo wrzucic na luz i puscic na zywiol, albo
          zerwac kontakty, ktore i tak juz sa rzadkie.
          Uklad dziadkowie-wnuki jest bardzo szczegolny, tam sa inne zasady i
          inna dynamika. TO sie wlasnie pamieta na cale zycie z nostalgia
          wielka: te wkladane do kieszeni pieniadze w tajemnicy przed
          rodzicami, te prezenty, chocby byly najbardziej badziewne, te lizaki
          i cukierki podtykane przez babcie, robienie rzeczy zakazanych,
          ogladanie TV do 22 itd.. Ja nie mialam dziadkow i zawsze bardzo
          innym dzieciom zazdroscilam powyzszego.

          Nasza babcie tez widujemy raz na miesiac i zasady ida inna droga,
          przywozi slodycze, i to te ktorych w domu nigdy nie ma: zelki,
          lizaki, mordoklejki, zabawki niektore fajne, niektore badziewne, ale
          to sa zabawki dla dziecka, nie dla mnie, nadaja sie, lubi sie bawic,
          to sie bawi, nie lubi to wedruja do innych dzieci. Ja wrzucam na
          luz, bo jak widze, jak tych dwoje sie dogaduje i jaka maja radosc,
          to mi zwisa, ze nazre sie zelek. W ten sposob babcia zapenila sobie
          trwale miejsce w jego zyciu, i tak ma byc...
          • verdana Re: O kurcze... 22.04.08, 16:31
            Moim zdaniem masz powazny problem - z soba.
            Czy naprawde sadzisz, że jest obowiazkiem wszystkich wykonywać Twoje
            polecenia? Ty cos postanowiłaś i tak ma być, bezdyskusyjnie. zadnych
            kompromisów, bo racja jest Twoja i dziecko jest Twoje.
            babcia może oczywiscie widywac wnuka, ale tylko na Twoich warunkach.
            Nie sa wazne kontakty , milość, nie sa wazne uczucia matki i
            dziecka - wazne jest tylko t, co Ty zarzadzilas.
            Wolalabyć , aby Twoja mama zostala pozbawiona kontaktu z wnukiem, a
            wnuk nie spotykal się z babcia, bo nie robią dokladnie tego, co dla
            nich sobie wymyslilas? Zastanow się nad swoimi priorytetami.
            Bo na razie najwazniesze dla Ciebie - to posluch.
    • mim288 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 17:03
      Dziewczyno, czy ty masz problem ze sobą? Jak w ogóle mozna sądzić,
      że babcia (dająca słodycze, czy nie i w ogóle jaka by nie była )
      podważy Autorytee MAMY u czterolatka (przecież mam jest w tym wieku
      naj, największym autorytetem). Babcia ma trochę racji, babcie są od
      rozpieszczania, a żadne dziecko nie straciło od zjedzenia
      nadprogramowej czekolady raz na miesiąc, ani od nowej zabawki.
      Twój syn spotka w życiu, w tym w dzieciństwie mnóstwo ludzi, nie
      wszyscy będą za Tobą jak za panią matką wszystkie zasady
      wychowawcze kopiować (w przedszkolu, szkole) i rozpaczanie nad tym
      stanem rzeczy może doprowadzic najwyżej do frustracji.
      Powiedziałabym dziecku jasno - "Ja i tata dajemy Ci słodycze raz w
      tygodniu, a jak dostaniesz od Babcie (cioci, wujka etc.) to
      oczywiście podziekuj i możesz zjeść kiedy Ci sie podoba, byle nie
      za duzo na raz bo się pochorujesz", a od samych prezentów od Babaci
      na materialistę na pewno nie wyrosnie.
    • katrio_na Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 17:39
      Asiu, Wez gleboki oddech i idz na spacer.
      I przestan szukac problemow tam gdzie ich nie ma.
      Masz fajna rodzine z fajnymi relacjami i ciesz sie z tego.
      Nie - Twoje dziecko nie bedzie materialista, Nie - nie jest
      podwarzany Twoj autorytet.
      Babcia to Babcia, jest uklad babcia - wnuczek, nie wciskaj na sile
      tam Matki.

      Nie psuj sobie zycia na sile.
      Pogody ducha zycze.


      • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 18:16
        Prezenty- sama fajnie sobie odpowiedziałaś, można przymknąć oko.
        Materialista nie wyrośnie.
        Ale co mnie niepokoi, to szantaże emocjonalne babci typu 'uważasz,
        że jestem złą babcią"- i obrażanie się, bo to podchodzi pod
        wykorzystywanie emocjonalne Ciebie. Zasadę dotyczącą słodyczy
        powinna uszanować i to nie ulega kwestii(pomijając fakt, czy
        słusznym czy nie jest dawanie dziecku słodyczy tylko w w wybrany
        dzień). Wydaje się, ze podkopuje Twój autorytet, a Ty pewnie
        czujesz, że robi to specjalnie (choć jak jest naprawdę, nie
        wiadomo). Ona jest autorytarna, a Ty chcesz się jej przeciwstawić-
        bo pewnie zawsze ona ustawiała Ciebie. No a poza wszystkim, ona nie
        zachowuje się całkiem w porządku. Ty zresztą też musisz kontrolować
        swoją, że tak powiem, "zasadniczość"- żebyś nie poszła w ślady
        autorytarnej mamuśki. Jednak powinnaś z nią porozmawiać. Jak ona
        zacznie żale i płacze, że robisz z niej babkę-potwora, to powiedz
        spokojnie, że nie dasz się wbić w poczucie winy, Twoim obowiązkiem
        jest wyłuszczenie i egzekwowanie zasad dotyczących Twojego dziecka,
        i tyle.
        katrio_na napisał:
        > Asiu, Wez gleboki oddech i idz na spacer.
        Strasznie nie lubię takich protekcjonalnych rad. Katrio_na, weź
        głęboki wdech i pobzykaj od tyłu.

        > Masz fajna rodzine z fajnymi relacjami i ciesz sie z tego.
        > Nie - Twoje dziecko nie bedzie materialista, Nie - nie jest
        > podwarzany Twoj autorytet.

        Strasznie fajna rodzina, z mamuśką - emojonalną trrorystkątongue_out Nie
        zazdroszczę autorce wątku, nie znoszę bab typu "Jak możesz córeczko,
        przez ciebie dostanę zawału"
        • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 18:46
          >Co więcej, ostatnio uknuła z
          moim dzieckiem spisek i na moich oczach, dobrze się bawiąc, zamyka
          się z
          wnuczkiem w pokoju i "po kryjomu" coś mu podtyka.



          Ciekawe, dlaczego 99% pań wypowiadających się w tym wątku tak bardzo
          boi się ustalić zasady z własnymi matkami, dotyczącymi spraw
          podstawowych, jak np karmienie dziecka. Czy to jest naprawdę tak
          straszna ujma dla babci, usłyszeć "mamo, wolałabym wiedzieć, co
          zjada moje dziecko". To taki dyshonor? Tak uderza w opokę-rodzinę, w
          Instytucję Babci? Jeśli będe w przyszłości nadgorliwą babunią, która
          mogłaby spowodować biegunkę u wnusia, to mam nadzieję, że moje córki
          ustawią mnie do pionu. Że moje relacje z nimi będa na tyle szczere,
          że nie będą bały się obrazy majestatu i naruszenia dóbr rodzinnych z
          powodu ustalenia zasad. Że nie będę miała problemu z akceptacją
          faktu, że w kwestii wychowania dziecka głos decydujący mają rodzice,
          bo dziadkowie już się wyżyli na swoich dzieciach. Nie wyobrażam
          sobie fochów mojej matki, która by reagowała spazmami na moje "mamo,
          nie rób tak". No, ale ona jest mądra babką i ma poczucie humoru na
          swój temat, a hasła "Babcie sa od rozpieszczania, ale rodzice od
          wychowywania" nie wykorzystuje do zlewania ustanowionych przeze mnie
          i ojca dzieci reguł.
          • myelegans Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 19:05
            Bo czasami pomimo ustalenia zasad babcie sa niereformowalne i juz.
            Beda swoje robily, ale jak dla mnie to "swoje" to wojny nie jest
            warte. Zycie jest rowniez sztuka kompromisu i trzeba wybierac co tak
            na prawde jest istotne, podanie zakazanego jedzenia dziecku z
            choroba metaboliczna jest istotne, danie dziecku zdrowemu czekolady
            raz w miesiacu u mnie jest w kategoriach "nieistotnych".
            O ile bezposrednio nie zagraza zdrowiu, nie warto sie szarpac.

            Z tego co autorka doniosla, to babcia z tych wszystkowiedzacych i
            apodyktycznych, wiec walka niewiele da, oprocz ograniczenia
            kontaktow na linii wnuk-babcia. I komu to na dobre wyjdzie?
            • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 19:18
              myelegans napisała:

              > Bo czasami pomimo ustalenia zasad babcie sa niereformowalne i juz.
              > Beda swoje robily, ale jak dla mnie to "swoje" to wojny nie jest
              > warte. Zycie jest rowniez sztuka kompromisu i trzeba wybierac co
              tak
              > na prawde jest istotne, podanie zakazanego jedzenia dziecku z
              > choroba metaboliczna jest istotne, danie dziecku zdrowemu
              czekolady
              > raz w miesiacu u mnie jest w kategoriach "nieistotnych".
              > O ile bezposrednio nie zagraza zdrowiu, nie warto sie szarpac.


              Nie chodzi o wojny. Autorka wątku jest szantażowana emocjonalnie
              przez swoją matkę. Oczywiście, w imię "dobra" wnuczka, można na to
              pozwalać. Ale czy myślisz, że matka dziecka cieszy się na wizytę
              swojej matki? Nie, jest zestresowana, bo wie, że znów zostanie zlana
              ciepłym moczem, a babunia wykorzysta swoją wizytę do kolejnego
              utarcia jej nosa (może nawet nieświadomie, wsio rawno). W tej
              sytuacji dzieciak wyczuje matki napięcie, stres związany z
              przyjazdem babci, wyczuje niechęć obu kobiet do siebie, będzie
              zawsze pamiętał, ze mama z babcią się nie lubiły, i to mu
              najbardziej zostanie w pamięci, a nie ta czekolada opchnięta po
              kryjomu. I nie wiem, jak można wymagać od autorki wątku jakiejś
              niezdrowej wspaniałomyślności w takim momencie. To jest nieludzkie.
              Jesli matka wyrządziła autorce wątku krzywdę, na przykład glanując
              jej poczucie własnej wartości (wspomina, że leczy się
              psychoterapią), to nie ma bata, żeby teraz autorka watku
              wspaniałomyślnie i z łezką w oku patrzyła, jak babunia "rozpieszcza"
              wnusia. Nie ma innej możliwości, niż taka, że autorka patrzy na to
              jak na łamanie reguł, które ona sama, jako dorosła i niezalezna od
              matki kobieta, ustanowiła. Dlatego dziwią mnie te (nie Twoje, twój
              post jest mądry i wyważony)protekcjonalne gadki, że to autorka ma
              problem, że jest gupia i się czepia. No ma problem. Z apodyktyczną
              mamunią, która jej w życiu cokolwiek nabruździła i dalej nie wygląda
              na to, aby szanowała ją jakoś przesadnie. A przy własnym dziecku to
              boli. I tyle, nic tu nie ma do wydziwiania.

              Acha, według najnowszych badań, kobiety zbyt ugodowe mają większą
              szansę umrzeć z powodu raka sutkatongue_out
              • myelegans Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 19:32
                wiec problem jest w relacji matka-corka, nie babcia-wnuk. A jak
                dojsc do kompromisu, gdzie z dziecka robi sie amunicje pomiedzy
                doroslymi?
                Ja jakos nie wyczulam, zeby to dziecku sie krzywda dziala, raczej to
                nierozwiazane problemy corki z matka. O ile to nie przenosi sie na
                kontakty z dzieckiem i nie jest ono postawione w srodku tych
                relacji, to ja bym to olala. Moze lepiej zostawiac wnuka babci, zeby
                sobie pobyli razem, bez obecnosci rodzicow. A sprawy dorosle
                rozwiazac z doroslymi.

                Poza tym dzieci intuicyjnie ustawia sobie relacje z ludzmi ktorych
                kochaja, czy beda to rozwiedzeni rodzice, czy babcia i matka z
                konfliktem, pomimo napiecia ktore miedzy osobami dramatu istnieje.
                Zaloze sie, ze wnuczek wolalby miec kontakty z babcia pomimo
                napiecia istniejacego pomiedzy kobietami, niz byc tych kontaktow
                pozbawiony. IMO, te relacje miedzypokoleniowe sa bardzo wazne, na
                tyle wazne, ze pod warunkiem jezeli nie ma w tym patologii, to warto
                nad pewnymi rzeczami przejsc do porzadku dziennego i odpuscic.
                Babcia sie nie zmieni, moge Ci to zareczyc.
                • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 19:45
                  > wiec problem jest w relacji matka-corka, nie babcia-wnuk. A jak
                  > dojsc do kompromisu, gdzie z dziecka robi sie amunicje pomiedzy
                  > doroslymi?

                  Może się robi. Pewnie tak. Ale dziwi mnie to całkowite odpuszczenie
                  babci, a wymaganie całkowitej wspaniałomyślności od matki. IMHO
                  stroną najbardziej pokrzywdzoną jest tu autorka wątku. Bo ona
                  oberwała od matki, a to relacje rodzic-dziecko a nie babcia- wnuczę
                  są podstawą zdrowia lub okaleczenia psychicznego. Są krzywdy na
                  linii matka-córka i albo zostaną wyjaśnione, albo przeniosą się na
                  dziecko. Nie można wymagać tylko od jednej strony. Tak się nie da.
                  Babcia musi okazać minimum dobrej woli, żeby z tej mąki był chleb.
                  Inaczej wymagania pełnego "grzechów odpuszczenia" od matki
                  Poświęcającej Się W Imię Dobra Dziecka jest ..nierealne.
                  Pewnie, najlepiej byłoby dla autorki wątku, gdyby potrafiła
                  uniezależnić się emocjonalnie od toksycznej mamusi i zlewała ją od
                  góry do dołu. Ale nie sądzę, aby było to możliwe bez grama dobrej
                  woli drugiej strony. To tak, jak przy rozwodzie- obie strony muszą
                  pójść na kompromis, inaczej dziecko będzie cierpiało. No i to jest
                  nieludzkie podejście, dziwne, że inne kobiety- matki tak je
                  propagują: kobita zbierała całe życie cięgi od mamuni i teraz ma
                  nadal "przymykać oko" w myśl hasła "wszystko dla dziecka". Ideał
                  Matki-Polki wiecznie żywy?
                  • myelegans Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 20:36
                    >Babcia musi okazać minimum dobrej woli, żeby z tej mąki był chleb.
                    >Inaczej wymagania pełnego "grzechów odpuszczenia" od matki

                    I tu jest chyba pies pogrzebany, ze to OBIE strony powinny
                    dostrzegac i chciec. A jak autorka mowi "rozmowy nic nie daja" ,
                    matka nie widzi konfliktu i rozbieznosci, to mysle, i obstawiam przy
                    swoim, ze w takim przypadku babcia jest niereformowalna, skoro
                    autorka "juz nie ma sily" bo nie dociera. Sa dwie mozliwosci: albo
                    odpuscic i pozwolic isc swoim torem relacji babcia-dziecko, a zeby
                    sobie nie podnosic cisnienia, to autorka z tych wizyt powinna
                    zrezygnowac, albo zerwac uklady. No i kto na tym wygrywa? ONa w
                    dalszym ciagu bedzie miala wyrzuty sumienia, syn bedzie pozbawiony
                    jeszcze jednej osoby do kochania, a babcia znajdzie droge szantazu z
                    daleka.
                    • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 22:44
                      myelegans napisała:

                      ONa w
                      > dalszym ciagu bedzie miala wyrzuty sumienia, syn bedzie pozbawiony
                      > jeszcze jednej osoby do kochania, a babcia znajdzie droge szantazu
                      z
                      > daleka.

                      Myślę, że nie jest możliwe takie całkowite odcięcie się emocjonalne
                      z układu: "moja matka, która mnie zraniła- a moje dziecko", choćby z
                      uwagi na obawę, czy matka, skoro zraniła mnie, nie zrani też mojego
                      dziecka- na dłuższą metę. I to byłaby nawet odpowiedzialna postawa-
                      bo niby na jakiej podstawie ma autorka watku całkowicie zaufać matce
                      i zostawiać jej wnuka, skoro doznała od niej krzywdy? Na
                      zasadzie: "To babcia, więc krzywdy nie zrobi"? To tak nie działa.
                      Skoro nie zadziałało "To matka, więc krzywdy nie zrobi"...

                      Co do tego wygrania- w sytuacji, gdy autorka gwałci siebie i na siłe
                      zostawia dzieciaka z babcią, wbrew swoim uczuciom, wbrew swoim
                      obawom- to mały na 100% zrozumie, że mama tak naprawdę nie jest
                      zadowolona z tego, że on babcię kocha.
                      A babcia? Tak strasznie kocha wnusia, czego dowodem jest czekolada
                      wpychana w niezgodzie z decyzją matki? Nie bardzo w nią wierzę.
                      Babcia chyba przede wszystkim kocha siebie i znów coś próbuje
                      udowodnić- może to, że ona wie lepiej, co dziecku potrzebne. Jakaś
                      ta miłość kulawa.
                      • malila Lepiej bym tego nie ujęła, Led n/t 23.04.08, 09:51

              • bea.bea Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 19:44
                jej matka sie nie zmieni...i autorka dobrze o tym wie...zawsze bedzie próbowała
                wykorzystywac ta swoja moc ..matki...
                jej matka to zapewne typ głoszacy opinie dzieci i ryby głosu nie maja...

                autorka ma jedna przewage...jest swiadoma charakteru matki, swiadoma chorych
                relacji, i powinna te wiedze wykkorzystac, w sposób korzystny dla siebie.
                Taka matka swietnie wyrabia w dziecku poczucie nizszej wartosci, a skoro autorka
                była programowana od dziecka, wiec trudno wymagac od niej nagłej zmiany.

                podejzewam, ze nie łatwo jest jej wytyczyc jasno granice swojej matce...bo to
                zawsze jej wyznaczano granice, albo nawet tylko zadania.

                Do tego skłonna jestem sadzic , ze kazda przegrana bitwa z matka , w temacie
                dziecka, jeszcze bardziej burzy jej dobre zdanie o sobie...co zreszta czytamy....

                Dlatego uwazam, ze powinna sobie odpuscic....zwłaszcza , ze z matka nie mieszka
                i rzadko ja widuje
                • to.ja.kas Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 21:10
                  Matko jedyna, gdzie Wy tu te patologiczne relacje na jakiejkolwiek
                  linii widzicie?
                  Moja mama od zawsze ma doskonały kontakt z moją córką, daje jej to
                  na co ja na codzien nie pozwalam, jak moja juz nastolatka ma doła bo
                  sie pokłócimy dzwoni "na skargę" do mojej mamy i gadają, gadają,
                  gadają. Moja mama opowiada jej jaka ja byłam nieznosna w jej wieku.
                  Zabawne jest to, ze jak Mała mnie tak wkurzy, że mam ochotę urwac
                  jej głowę, to dzwonie do mamy zanim zrobię dziki dym i ona pozwala
                  mi spojrzec na sprawę spokojniej (oj pare razy uchroniło mnie to
                  przed katastrofą gdy miałam ochotę wyrwać małej nogi z tyłka i
                  zrobiłabym gdyby nie mama, a okazywało się ze potem musiałabym
                  przepraszać). Oczywiście, że Mała dostaje od babci zaskórniaki, że
                  na Mała nie mogę krzyczec przy rodzicach bo zaraz słyszę "jak mozesz
                  krzyczec na dziecko, jak sie zachowujesz!!!" i to nawet nie moja
                  mama, ale mój tata ma na punkcie moje córki totalny odjazd....

                  Efekty? Z Mała mam dobry kontakt, bo te raz na kilka miesiecy
                  rozpuszczania przez babci nie wpływa na nasze relacje
                  Dziadkowie szczesliwi bo Mała ich ubóstwia nad zycie, Mała
                  szczesliwa i poza dziadkami nie widzi świata - a mi łza się w oku
                  kreci bo nigdy nie miałam dziadków i zawsze marzyłam o tym , że mam
                  i że są tacy jak moi rodzice dla Małej. smile))
                  • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 22:36
                    No i co z tego?
                    Sytuacja, którą opisujesz, jest zupełnie inna, niż autorki. Nie
                    widzę tu analogii.
                  • aandzia43 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 22:38
                    Pewnie takie macie rodzinnie temperamenciki i może jest czasem trochę głośno i
                    niepoprawnie politycznie, ale dzikie dymy, jakie robicie, nie robią kreciej
                    roboty, jak śmierdzące dymki puszczane przez mamusię asi.

                    Nie sądzę, żeby twoja mama była osobą, o której nawet ty, jako dziecko
                    wiedziałaś, że nic nie można jej na poważnie powiedzieć, że lepiej ją okłamywać
                    w trudnych sprawach itd. Bo i tak jest za głupia i zbyt zajęta swoimi gierkami z
                    całym światem, by rozegrać mądrze jakikolwiek dylemat i rozwiązać domowy
                    problem. A na taką wygląda mi matka asi.

                    Poza tym ludzie, nawet niemłodzi, mają zaskakującą zdolność przystosowania się
                    do nowej sytuacji, jeśli przeprowadzi się sprawnie akcję ustalania nowych, mniej
                    korzystnych dla nich granic. Jak nie mają innego wyjścia, zaczynają stosować się
                    do reguł i są grzeczni. To jest do zrobienia w większości przypadków. Pasiona
                    latami święta krowa wywalona z pastwiska najpierw głośno ryczy, podgłodzona
                    wraca na pastwisko i cichutko skubie trawkę na wyznaczonym kawałku. Z matką asi
                    można by spróbować, ale asia musi sama do tego dojrzeć.
                    • to.ja.kas Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 23:03
                      Ja nigdzie nie wyczytałam, że mama autorki wątku robi to co jej tu
                      zarzucacie. Jak czytam jej pierwszy post to jakbym widziała swoją
                      mamę....tylko, ze ja przeszłam nad tym do porządku dziennego
                      bo..."babcie są od rozpieszczania". smile))
                      Oczywiście, że od zawsze z Małą miały swoje tajemnice i do tej pory
                      jej mają. Są sytuacje w których Mała najpierw albo tylko do niej
                      pojdzie. Nie martwie sie tym, bo wiem, że moja Mama chce dla niej
                      dobrze i nie chodzi tu o zasokojenie mojego ego jako matki, ale by
                      moje dziecko miało ludzi którym ufa...również babcię. Moja mama nie
                      raz dawała Małej po kryjomu coś na co ja na codzień nie pozwalam i
                      na zwróconą uwagę, że "wiem i widzę", machała ręką i mówiła "oj
                      marudzisz".

                      Nigdy mojej mamy nie traktowałam jak świętej krowy i nie czułam
                      potrzeby by ja skądkolwiek wywalać. Ona kocha moją córkę, kocha ja
                      tak bardzo, że wiem, że zrobiłaby dla niej wszystko...a że uwielbia
                      ja rozpuszczać wbrew temu jakie zasady panują w moim domu? a NIECH
                      ROZPUSZCZA, NIECH MAJĄ wspólny front, niech się ze mna przekomarzają
                      gdy ja grożę palcem a one z uśmieszkiem ida do pokoju Małej
                      i "knują" jak mnie podejść.
                      Bo wiele ciepła w tym wszystkim i więzi a wiem, że jakby co każda z
                      nas skoczyłaby za druga w ogień.
                      Co ciekawe tak samo sądzi mój facet, chowany w domu z zasadami.
                      Twierdzi, że czuje się z nami dobrze i ciepło.
                      A zasady? Zasady są na codzień, wizyta babci to w końcu święto nawet
                      jak przestawia na okres jej przyjazdu wszystko do góry nogami smile)))
                      • aandzia43 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 23:28
                        Dodam tylko, że moja mama jest osobą bardzo apodyktyczną, nie potrafiącą
                        przyznać się do swojego błędu i nieakceptującą tego, że ktoś może myśleć
                        inaczej lub jej zwrócić uwagę. Na moje próby rozmowy z nią reakcja zawsze jest
                        taka sama, czyli:
                        - "uważasz, że chcę zaszkodzić mojemu wnukowi ?"
                        - "uważasz, że jestem złą babcią/matką ?"
                        do tego jeszcze czasami dochodzi obrażanie się lub płacz.
                        Zresztą takie metody "rozwiązywania problemów" zawsze były stosowane na mnie
                        od kiedy pamiętam. Wyrosłam w przekonaniu, że mojej mamie lepiej nigdy nic nie
                        mówić, nie zwracać uwagi, nie sprzeciwiać się. Ja sama z tego powodu mam dużo
                        problemów w moim dorosłym życiu, chodziłam na warsztaty wychowawcze żeby nie
                        kontynuować takich zachowań w moich relacjach z dzieckiem.
                        W ostatni weekend rozstałam się z mamą w lekkiej kłótni, po tym jak winą za
                        to, że moje dziecko spadło pod jej opieką z krzesła zrzuciła całkowicie na
                        nas, ponieważ jej zdaniem dziecko spadło, bo jest zmęczone a my jeszcze nie
                        możemy się wybrać do wyjazdu, podczas którego by usnęło.
                        Co robić? Rozmawianie nic nie daje, jeśli znowu sobie odpuszczę, to znowu będę
                        się wściekać od wewnątrz. Nie mam już sił.



                        Przestań patrzec na sytuację asi tylko przez pryzmat swojej rodziny. Twoja mama
                        i mama Asi to dwie całkiem różne osoby. To widać, słychać i czuć.
                        Dla porządku dodam, że sama jestem zwolenniczką rozpieszczania wnuków przez
                        babcie. I swojej mamie na to pozwalamsmile I mój mąż też. I jest wesoło, sielsko i
                        rodzinnie (amen). Są kobiety mądre, ciepłe i komunikatywne i są przebrane za
                        babunie panie o emocjonalności kilkulatki. Postaraj się wyłapać te subtelne z
                        pozoru różnice.
                        • to.ja.kas Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 22.04.08, 23:43
                          Andzia a Ty przestan parzec na sytuacje Asi przez pryzmat własnej
                          rodziny....bo strasznie przerysowałas to co mozna wyczytac w watku
                          Asi...

                          z Twoją mamą tez sie zgadzam...napewno nie chce zaszkodzić wnukowi i
                          napewno jest dobra babcią, albo stara sie byc.
                          Ja po prostu nie biore sobie do serca kazdej krytycznej uwagi mojej
                          mamy...no czasem marudzi, czasem przesadza...mam nadzieje, a
                          właściwie wiem,że ona też daje mi duzy margines na niestosowne
                          zachowania wobec niej...swięte nie jesteśmy ale bardzo wyrozumiałe
                          wobec siebie.
                          • aandzia43 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 23.04.08, 00:43
                            Wyraźnie napisałam, że ja pozwalam rozpieszczać i co nie co działać za moimi
                            plecami mojej mamie. Wiem, że nie przekracza pewnych granic. Moje dziecko ma już
                            20 lat, więc sprawdziłyśmy się jako mama i babcia.
                            Żebyśmy mogły sobie ciepło i wyrozumiale patrzeć na nasze mamy, dzieci, mężów i
                            cały świat, to ktoś nas tego musiał nauczyć. Ktoś, kto mimo swoich wad i
                            upierdliwości był bardziej rozsądny i dojrzały niż infantylny i uparty jak muł.
                          • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 23.04.08, 10:06
                            to.ja.kas napisała:

                            > Andzia a Ty przestan parzec na sytuacje Asi przez pryzmat własnej
                            > rodziny....bo strasznie przerysowałas to co mozna wyczytac w watku
                            > Asi...
                            >
                            HyHyHY...Pozwolisz, to.ja.kas, że Cię zacytujętongue_out

                            "Matko jedyna, gdzie Wy tu te patologiczne relacje na jakiejkolwiek
                            linii widzicie?
                            Moja mama od zawsze ma doskonały kontakt z moją córką, daje jej to
                            na co ja na codzien nie pozwalam, jak moja juz nastolatka ma doła bo
                            sie pokłócimy dzwoni "na skargę" do mojej mamy i gadają, gadają,
                            gadają. Moja mama opowiada jej jaka ja byłam nieznosna w jej wieku.
                            Zabawne jest to, ze jak Mała mnie tak wkurzy, że mam ochotę urwac
                            jej głowę, to dzwonie do mamy "...itepe

                            Andzia przez pryzmat własnej rodziny patrzy, powiadasz?
                            tongue_outPPPP
                            • to.ja.kas Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 23.04.08, 10:13
                              Oczywiście, że tak..tak jak ja przez pryzmat swojej..tylko, że moje
                              patrzenie nie burzy spokoju mojego, Małej i mamy a niesie harmonie i
                              zrozumienie...a Wy proponujecie dziewczynie rozwiązania które niosą
                              same straty i ból dla każdej z trzech osób: jej, mamy i wnuka.

                              Od takich dobrych rad strzez mnie Panie.
                              • malila Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 23.04.08, 11:48
                                to.ja.kas napisała:

                                > Oczywiście, że tak..tak jak ja przez pryzmat swojej..tylko, że
                                moje
                                > patrzenie nie burzy spokoju mojego, Małej i mamy a niesie harmonie
                                i
                                > zrozumienie...

                                Dla tego wątku nie ma znaczenia, czy Twoje patrzenie burzy spokój
                                Twój, Twojej Małej i Twojej mamy. Dla tego wątku ma znaczenie, czy
                                nie dokonujesz projekcji cech charakterystycznych dla Twojej rodziny
                                rodzinie Asi i co za tym idzie - czy nie zniekształcasz obrazu i nie
                                proponujesz błędnego rozwiązania.
                                • malila korekta 23.04.08, 11:50
                                  Dla tego wątku nie ma znaczenia, czy Twoje patrzenie burzy spokój
                                  Twój, Twojej Małej i Twojej mamy. Dla tego wątku ma znaczenie, czy
                                  nie dokonujesz projekcji cech charakterystycznych dla Twojej rodziny
                                  na rodzinę Asi i co za tym idzie - czy nie zniekształcasz obrazu i
                                  nie
                                  proponujesz błędnego rozwiązania.
                                  • to.ja.kas Re: korekta 23.04.08, 12:15
                                    50% do 50% ze ktoś tu robi taką projekcje i konia z rzedem jak
                                    dojdziesz kto....ja zakładam wersje optymistyczna i prowadzącą do
                                    zgody...zreszta nie tylko ja tam mysle, po jak przeczyta sie cały
                                    watek to wiele osób mysli podobnie. Czasem wystarczy wyluzowac by
                                    problem zniknął
                                    • ledzeppelin3 Re: korekta 23.04.08, 15:51
                                      Zgoda za wszelką cenę?
                                      Nie widzę wartości "zgody" samej w sobie.
                                      Spokój może przynieść TYLKO zaduśćuczynienie krzywd przez winowajcę.
                                      Inaczej to nie jest spokój, tylko marazm. Czyli samooszukiwanie się.
                                      • to.ja.kas Re: korekta 24.04.08, 13:05
                                        Gdzie Ty w tym co napisała autorka postu widzisz winowajcę, ofiarę,
                                        toksyczne stosunki itd to ja się zastanawiam.
                                        Nawet połowy tego co napisałaś nie dostrzegam.
                                        • demarta Re: korekta 24.04.08, 13:56
                                          to.ja.kas napisała:

                                          > Gdzie Ty w tym co napisała autorka postu widzisz winowajcę,
                                          ofiarę,
                                          > toksyczne stosunki itd to ja się zastanawiam.
                                          > Nawet połowy tego co napisałaś nie dostrzegam.

                                          może jednak nie do końca przeczytałaś wątek założycielki?

                                          przeczytaj ten fragment i powiedz, naprawdę nie czujesz tu
                                          toksycznego posmrodku?

                                          "Dodam tylko, że moja mama jest osobą bardzo apodyktyczną, nie
                                          potrafiącą
                                          przyznać się do swojego błędu i nieakceptującą tego, że ktoś może
                                          myśleć
                                          inaczej lub jej zwrócić uwagę. Na moje próby rozmowy z nią reakcja
                                          zawsze jest
                                          taka sama, czyli:
                                          - "uważasz, że chcę zaszkodzić mojemu wnukowi ?"
                                          - "uważasz, że jestem złą babcią/matką ?"
                                          do tego jeszcze czasami dochodzi obrażanie się lub płacz.
                                          Zresztą takie metody "rozwiązywania problemów" zawsze były stosowane
                                          na mnie
                                          od kiedy pamiętam. Wyrosłam w przekonaniu, że mojej mamie lepiej
                                          nigdy nic nie
                                          mówić, nie zwracać uwagi, nie sprzeciwiać się. Ja sama z tego powodu
                                          mam dużo
                                          problemów w moim dorosłym życiu, chodziłam na warsztaty wychowawcze
                                          żeby nie
                                          kontynuować takich zachowań w moich relacjach z dzieckiem."
                                          • ledzeppelin3 Re: korekta 24.04.08, 14:45
                                            > to.ja.kas napisała:
                                            >
                                            > > Gdzie Ty w tym co napisała autorka postu widzisz winowajcę,
                                            > ofiarę,
                                            > > toksyczne stosunki itd to ja się zastanawiam.
                                            > > Nawet połowy tego co napisałaś nie dostrzegam.
                                            Widzę tu dwa wyjścia: albo nie przeczytałaś dokładnie pierwszego
                                            postu, albo działają 2 najpowszechniejsze mechanizmy ochronne
                                            psychiki: mechanizm zaprzeczenia i mechanizm wyparcia.
                                            • to.ja.kas Re: korekta 24.04.08, 14:53
                                              Tak, tak, moja matka która kocham, kochamoja córka i z która mam
                                              rewelacyjne stosunki jest zła matka, toksyczną i tylko dzieki
                                              wyparciu i zaprzeczeniu stawiam ja na piedestale smile))))

                                              Mam wrazenie, ze rozumujecie w systemie czarno - białe
                                              Mamusia albo jest doskonała i nie popełnia błedów jako babcia (a to
                                              niemożliwe), albo jest toksyczną matka i babcią i zabrac jej wnuka
                                              bo olaboga zatruje go czekoladką raz na miesiąc.

                                              Dla mnie EOT, w koncu ja naprawde nie mam problemu z mamą, córką i
                                              światem...może dlatego, ze nieupieram się by sobie ten problem
                                              znaleźć
                                              • demarta Re: korekta 24.04.08, 14:55
                                                to.ja.kas napisała:

                                                >> Dla mnie EOT, w koncu ja naprawde nie mam problemu z mamą, córką
                                                i
                                                > światem...może dlatego, ze nieupieram się by sobie ten problem
                                                > znaleźć

                                                nie, ty się upierasz, że klapki na twoich oczach są ok i nie chcesz/
                                                nie umiesz dostrzec problemów, bo skoro u ciebie nie występują, to
                                                jak u innych mogą.
                                              • ledzeppelin3 Re: korekta 24.04.08, 15:05
                                                > Tak, tak, moja matka która kocham, kochamoja córka i z która mam
                                                > rewelacyjne stosunki jest zła matka, toksyczną i tylko dzieki
                                                > wyparciu i zaprzeczeniu stawiam ja na piedestale smile))))

                                                Ale wątek jest o asi, czemu tak forsujesz obraz swojej rodziny? Co
                                                on ma do rzeczy?
                                                Chcesz się pochwalić, że masz wspaniałe stosunki, no dobrze,
                                                wierzę,przysięgam, nie trzeba płodzić 10 postów na ten temat (bo
                                                wątek jest o czym innym). Czy po prostu nie umiesz w najmniejszym
                                                stopniu wczuć się w sytuację autorki wątku- co świadczy o
                                                przysłowiowych klapkach na oczach. Uwierz, nie chodzi o czekoladkę.
                                                Polecam dokładną lekturę wątku.
    • rycerzowa Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 23.04.08, 01:47
      To babcia ma problem z sobą.
      Babcia chce być kochaną. I nie wie, jak to "załatwić".
      Zatem próbuje najprostszych, najłatwiejszych metod, karmienia łakociami,
      przekupywania prezentami, pozwalania na wszystko, budowania więzi z dzieckiem w
      opozycji do matki (nic tak nie łączy, jak wspólny wróg).
      Innych sposobów załatwienia sobie sympatii dziecka babcia nie zna.

      Na nic zda się gadanie, tłumaczenie, przekonywanie.
      Trzeba ruszyć głową. Znaleźć jakiś rodzaj aktywności, wspólnego spędzania czasu,
      prezentu, który by cieszył dziecko, nie szkodził mu,
      rozwijał go, a nie był zbyt trudny dla babci.
      Na przykład chodzenie z małym na basen, do kina, do teatrzyku, uczenie obsługi
      komputera, pieczenie ciast, odwiedzanie ciekawych znajomych - coś, co dziecko
      bardzo lubi, a jest zarezerwowane tylko dla babci. Żeby czekało na wizytę babci
      z niecierpliwością, cieszyło się z jej obecności właśnie ze względu na te
      atrakcje, a nie na słodycze.
      Jeśli babcia musi kupować drogie prezenty, niech to będą zestawy klocków lego.
      Niech się mały koniecznie ucieszy. Babci chodzi właśnie o ten okrzyk radości, o
      który trudno przy nudnych zabawkach edukacyjnych.
      Wysłanie obojga do kuchni, by wspólnie usmażyli naleśniki, będzie połączeniem
      przyjemnego z pożytecznym.

      Widać, że starsza pani jest bardzo niepewna siebie, wbrew pozorom.
      Gdy ją przekonasz, że wnuczek ją uwielbia ze względu na nią samą, że nie musi
      sobie kupować jego uczuć, wasze wzajemne relacje na pewno się poprawią.
      • ledzeppelin3 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 23.04.08, 15:53
        Wydaje się, że nie kojarzysz profilu psychologicznego osoby
        apodyktycznej i przekonanej o swojej racji.
        Tu żadne propozycje matki nie będą brane pod uwagę, bo żeby brać
        czyjeś zdanie pod uwagę, to trzeba tego kogoś szanować. A babcia nie
        szanuje matki zbytnio. I to jest cały problem.
    • fizia-kulawa Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 23.04.08, 16:36
      Stawianie wnuka w sytuacji wyboru między mamą a babcią (a wciskanie
      czekolady w tajemnicy przed mamą i nakazy utrzymywania tej
      tajemnicy) jest perfidnym okrucieństwem. Jest to celowe działanie
      wymierzane nie tylko przeciw mamie, ale i przeciw samemu dziecku.
      Babcia, która nie szanuje własnego dziecka nie daje dobrego
      przykładu wnukowi. Wnuk, który uczy się zlewać zdanie mamy i jest za
      to oklaskiwany przez babcię będzie koszmarnym nastolatkiem, który na
      wieść o tym, że mama za karę nie kupi mu telefonu komórkowego
      pojedzie do babci i dostanie telefon od babci. Zadzwoni do mamuśki i
      powie "mam cię w dupie, matka- teraz będę mieszkał u babci".

      Jeśli nie będziesz chronić swojego autorytetu teraz, to za kilka lat
      będzie już na to za późno.
      • falka32 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 23.04.08, 17:52
        Fizia ma rację. Ja mieszkałam niestety przez kilka lat ze swoim dzieckiem i moją
        matką, identyczną jak matka autorki wątku. Mój syn prędziutko załapał, jaka jest
        kolejność dziobania i kto faktycznie rządzi a kto się słucha. Skoro matka
        protestuje, a babcia robi i tak swoje, to znaczy, że babcia w hierarchii stada
        stoi wyżej od matki i jeżeli z matką czegoś nie da się załatwić, to idzie się to
        załatwiać do babci i babcia postawi matkę przed faktem dokonanym i jeszcze z
        niej zrobi przewrażliwioną kretynkę na oczach dziecka. Dopóki nie miałam
        możliwości nie tylko wyznaczyć granic, ale przede wszystkim ich wyegzekwować (bo
        mieszkałam tam), nie dało rady nic z tym zrobić.

        Z mojego doświadczenia radzę:
        1. ostrzec babcię, co zrobisz, jeżeli jeszcze raz oleje twoją prośbę w
        upokarzający dla ciebie sposób (podać przykład, bo nie zrozumie). Nazwać to co
        robi, po imieniu.
        2. Ostrzeżenie wydajesz tylko z takimi sankcjami, które jesteś w stanie
        zrealizować (np. Jeżeli jeszcze raz będziesz namawiać dziecko do oszukiwania
        mnie, to będę musiała z przykrością poprosić cię, żebyś nie przyjeżdzała w ciągu
        najbliższych 3 miesięcy).
        3. Nie liczyć na to, że pierwsze ostrzeżenie zostanie potraktowane poważnie,
        ponieważ matka jest nauczona od wielu lat, że z twojego gadania nie wynika nic
        oprócz gadania.
        4. Na szantaż emocjonalny "czy uważasz, że jestem złą babcią", "to ja dla ciebie
        tyle lat, żmiję na własnym łonie itd", "zobaczysz, będzie ci wstyd, jak do
        ciebie dotrze", "chcesz dziecku odebrać babcię dla udowodnienia własnej
        wartości" i inne odpowiadać zdartą płytą "przykro mi, że tak to widzisz, ale
        takie jest moje zdanie w tej sprawie"
        5. Zrealizować to, co zapowiedziałaś.
        6. Przygotować się na to, że babcia się obrazi i 3 miesiące przeciągnie się na
        pół roku.
        7. Jeżeli sytuacja powtórzy się jeszcze raz, wydać następne ostrzeżenie z
        bardziej dotkliwą sankcją i postępować jak powyżej. Do skutku.
        8. Pamiętać, że jedno niezrealizowane ostrzeżenie nie tylko wraca cię do punktu
        wyjścia, ale cofa parę kroków wstecz.
        9. mieć przygotowane kilka odpowiedzi na klasycznie pojawiające się zarzuty, na
        przykład:
        "przez twoje fochy dziecko nie ma babci" - "przykro mi z tego powodu, ale to był
        też twój wybór"
        "jak długo zamierzasz się tak wygłupiać kosztem dziecka" - "to zależy od
        ciebie/od tego, kiedy zdecydujesz się przestać namawiać dziecko do oszukiwania mnie"
        "jesteś faszystką/terrorystką/egoistką/inne" - "przykro mi, że tak to widzisz"
        "dlaczego mi/nam to robisz" - "dlatego, że taką podjęłam decyzję"
        "no nie wiem, czy mogę teraz do wnuka się w ogóle odezwać" - "oczywiście, że
        możesz, jeżeli nie będziesz go namawiała do oszukiwania mnie"

        Te mi na razie przyszły do głowy, w razie czego służę przykładami odpowiedzi na
        inne pytania retoryczne, które nieuchronnie się pojawią w takich rozmowach.
        • kiraout Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 24.04.08, 12:26
          Hm..., można próbować, ale żeby zaraz babcia na skrzydłach pofrunęła
          do kuchni robić naleśniki z wnuczęciem, to nie wydaje mi się...

          Dziewczyny tutaj dziwią się: w czym problem z babcią, z którą widzi
          się raz, dwa razy na miesiąc. Otóż jest to problem, moim zdaniem. Co
          dwa tygodnie (miesiąc) autorka spina się maksymalnie. Nie
          zauważyłyście? To przecież nie chodzi wcale o jakieś cukierki czy
          łakocie wciskane po kryjomu. a o instrumentalne traktowanie, babcia
          tak traktuje opisane osoby, włacznie z sobą.
          Mama autorki jest głucha na potrzeby swojej córki, jak i wnuka. To
          jest trochę tak: o popatrzcie, jaka ze mnie dobra babcia, przynoszę
          duże prezenty! - kupuję sympatię wnuka tym i słodyczami, a
          i "ludzie" widzą, że ma gest!
          ja na ten przykład dostałabym szału po kolejnym dużym
          samochodzie/rowerku., No ile można?
          I to jest problem. Babcia powinna usłyszeć stanowcze: niet,
          najlepiej może nie od samej autorki, a od jej męża/ojca
          dziecka/współmieszkańca., bo z córką to już przerabiała i nie
          działa. Dziewczyna może sobie co najwyżej pogwizdać i tak nie zmieni
          sytuacji. Tu powinna się włączyć (oczywiście moim zdaniem) trzecia
          osoba, nie na zasadzie konfliktu, tylko uporządkowania sytuacji.


          Nie znacie takich osób, co to wszystko, nawet relacje z najbliższymi
          traktują tak, żeby potem nie było wątpliwości?: ja tyle Wam daję, a
          Wy tacy niewdzięczni... To osoby, które mają ogromnie zaburzone
          relacje z innymi. Nie dziwię się Asi, że ma tego dość. Moja babcia
          zachowywała się podobnie i powiem Wam, to jest problem!
          • rycerzowa Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 24.04.08, 13:43
            Co z tego, dziewczyny, że macie rację?
            Ochrzanić babę ? Owszem.
            A skoro stanowcze "niet", czyli tłumaczenie jak komu mądremu, absolutnie nie
            działa, to co?
            Amputacja? Czyli zerwanie kontaktów?
            Można amputować kończynę z powodu sporadycznych bólów mięśni (raz w miesiącu),
            czemu nie. Ale po pierwsze to bez sensu, a po drugie ponoć po amputacji i tak boli.
            No, coś trzeba wymyślić, jakiś sposób na babcię.

            Babcia pójdzie z wnuczkiem smażyć naleśniki, jeśli wnuczek na to będzie czekał,
            tym się cieszył. Ale to wymaga odpowiedniego przygotowania dziecka przez matkę.
            Na razie obie panie rywalizują o względy małego księcia.

    • izabela_741 Re: Problem na linii babcia-mama-dziecko 24.04.08, 15:06
      1. wyluzuj - jej pieniadze i jej problem w przyszlosci jak kiedys
      zapomni sie i pojawi u Was bez zabawki to zrozumie swoj blad w mig
      2. zasady sa by je zmieniac - ustal nowa - jest babcia wiec wnuk
      moze jesc slodycze ale potem babcia dokladnie myje mu zeby/
      ewentualnie idzie gratis na pierwsze łatanie zebow

      naprawde nie masz wazniejszych problemow? zajmij sie soba jak babcia
      zajmuje sie wnuczkiem: idz do kosmetyczki, do fryzjera, do
      kawiarni/pubu z kolegami
      nie zyj tylko tym dzieckiem!
Pełna wersja