co trzyma kobiety?

26.04.08, 10:48
mlode, niezalezne, wyksztalcone ,nie zwiazane kredytem ani wspolnym
obowiazkami, bez dzieci z facetami ktorzy pija za duzo, sa wulgarni,
sa damskimi bokserami, gdy maja wyrazne sygnaly ze cos jest nie tak,
gdy ktos z boku o tym im mowi?????????

Co je przy nich trzyma?

Pytam bo mam naoczny przyklad i nie moge zrozumiec?
    • kawka74 Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 10:54
      jakiś zylion rozmaitych zależności powstałych z zyliona powodów w zylionie
      rozmaitych konfiguracji
      zresztą było to już wałkowane kilkakrotnie i, zdaje się, odpowiedzi nie było smile
    • morgen_stern Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 10:58
      - miłość "w sumie nie jest taki zły", "czasem się stara", "mamy
      piękne wspomnienia, jeszcze będzie lepiej" itd.

      - strach "bo-ja-sobie-sama-nie-poradzę"

      - strach nr 2 "nie-umiem-być-sama-bez-chłopa"

      - marazm, utknięcie w beznadziejnej sytuacji, jakieś takie
      upupienie, brak siły do wykonania zdecydowanych kroków.

      I nie mądrz się lipcowa, bo naprawdę nie wiesz, co dzieje się w
      psychice takiej kobiety i jak czasem trudno jest się wyplatać z
      toksycznego układu. Komuś, kto przez to nie przeszedł, wszystko
      wydaje się proste - weź go kopnij w dupę i odejdź. To NIE JEST
      proste, jest cholernie trudne nawet wtedy, kiedy nie jesteś
      obarczona dziećmi, masz niezależność finansową itp. A kiedy jeszcze
      dochodzą dzieci, brak mieszkania i pieniędzy to robi się megatrudna
      sytuacja i trzeba wielkiej siły, by odejść.

      Wiem coś o tym - mąż wcale nie bił, nie pił, generalnie to raczej ja
      byłam ta niedobra wink a podjąć decyzję o rozstaniu było koszmarnie
      ciężko. A wierz mi, do strachliwych kobietek nie należę.
      W końcu to on powiedzial "te słowa" i stało się.
      Od tej pory nie oceniam tego typu sytuacji i tobie tez nie radzę, bo
      g.. na ten temat wiesz.
      Jesli chcesz pomóc, to bądź, wspieraj i nie oceniaj. To w niczym nie
      pomaga, a tylko utwierdza kogoś w przekonaniu, że jest beznadziejny
      i sobie nie poradzi.


      -
      • 18_lipcowa1 Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 11:05
        Ale ona jest z nim dosc krotko, wczesniej byla dlugo sama i
        prowadzila radosny tryb zycia singielki. Ma 23 lata, skonczone
        studia, zna 4 jezyki, ma prace, przyjaciol, jest ladna.Nie ma z nim
        dzieci, obowiazkow a widzi to co widzi.

        >
        > I nie mądrz się lipcowa, bo naprawdę nie wiesz, co dzieje się w
        > psychice takiej kobiety i jak czasem trudno jest się wyplatać z
        > toksycznego układu.

        Uklad trwa jakies 6 miesiecy.DOPIERO


        Komuś, kto przez to nie przeszedł, wszystko
        > wydaje się proste - weź go kopnij w dupę i odejdź. To NIE JEST
        > proste, jest cholernie trudne nawet wtedy, kiedy nie jesteś
        > obarczona dziećmi, masz niezależność finansową itp.

        Ale ja tez bylam z gosciem ktory pil i byl wulgarny.
        I odeszlam. Ciezko bylo ale zrobilam to dla siebie.


        A kiedy jeszcze
        > dochodzą dzieci, brak mieszkania i pieniędzy to robi się
        megatrudna
        > sytuacja i trzeba wielkiej siły, by odejść.

        A ja pisze ze ona nie ma dzieci z nim ,mieszkania ani nic.

        >

        > -
        • marianna72 Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 13:19
          18_lipcowa1 napisała:

          > Ale ona jest z nim dosc krotko, wczesniej byla dlugo sama i
          > prowadzila radosny tryb zycia singielki. Ma 23 lata, skonczone
          > studia, zna 4 jezyki, ma prace, przyjaciol, jest ladna.

          No to ja mam tu odpowiedz 23 lat jeszcze mloda daj jej kilka lat jak
          sie nie wpakuje w dzieciaki to go zostawi.

    • aluc Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 11:02
      nie rozumiem również, co trzyma niektóre wykształcone, z kasą, bez
      dzieci i kredytu, z facetami też wykształconymi i z kasą

      ale ja w ogóle mało ludzi rozumiem, a kobiety to już w ogóle
    • olivya Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 11:02
      milosc
    • kawka74 Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 11:03
      jasne, rozumiem, tylko problem jest taki, że tych zależności czasem dostrzec nie
      można na pierwszy ani nawet na drugi czy trzeci rzut oka na przykład dlatego, że
      nie pasują one w żaden sposób do profilu dziewczyny
      zdziwiłabyś się, jak różne obciążenia i kompleksy mogą mieć młode, atrakcyjne,
      wykształcone i zdecydowane kobiety, które sam na sam ze swoim misiem tracą rozum
      i pewność siebie
    • aurinko Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 11:07
      Nie zrozumiesz, jeśli sama nie znajdziesz się w takiej sytuacji. Dopóki sama
      tego nie przeżyjesz, wszystkie argumenty będą Ci się wydawały nielogiczne i bez
      sensu, będziesz się dziwiła jak tak można żyć i nie zmieniać swojej sytuacji,
      ale nigdy nie zrozumiesz co tak naprawdę siedzi w głowie takiej kobiety.
    • kawka74 Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 11:10
      > Znam ja sprzed czasow JEGO, nie jest zakompleksiona, nie szukala
      > faceta na sile, nie sadze by czula sie niewazna bez niego.

      Możesz nie sądzić.
      Może być również tak, że ona doskonale wszystko widzi, tylko głupio myśli, że
      zmieni swojego misia w księcia. Może myśli, że jest wujowo, ale na razie da się
      wytrzymać; a jak się zrobi jeszcze bardziej wujowo, to zawsze zdąży odejść.
      Może, może, może...
    • peggy.lee Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 13:41
      mlode, niezalezne, wyksztalcone ..

      Mlode, niezalezne, wyksztalcone, ladne, z potencjalem i
      perspektywami itd. nie oznacza wcale pogodzone ze soba, z wysoka
      samoocena, nieposzukujace akceptacji za wszelka cene, nastawione
      idealistycznie, dojrzale, kontrolujace swoje emocje itd. itp. A z
      takich i podobnych elementow sklada sie osobowosc czlowieka, a nie z
      mlodosci, niezaleznosci, wyksztalcenia, znajomosci jezykow i urody.
      To, ze Ty kiedys odeszlas nie dowodzi niczego wiecej poza tym , ze
      Ty kiedys odeszlas.
      • rybka.marcowa Czuję się wywołana do tablicy(dłuuugie)... 26.04.08, 19:07
        Tak sobie Was podczytuję ale w tym wątku poprostu musze się odezwac...
        Przez 7 lat byłam żona takiego własnie gościa.Przed ślubem 5 lat
        "chodzenia",potem wpadka,ślub pod naciskiem mojej rodziny.
        Studiowałam wtedy w mieście odległym o 300 km,przez 3 lata bylismy małżeństwem
        na odległosc.Po skonczeniu studiów urodziłam drugie dziecko,zamieszkaliśmy w
        końcu razem i wtedy dopiero zaczęłam poznawać mojego męża.
        W niedługim czasie okazało się ze duzo pije a po alkoholu jest agresywny.Ile
        razy dostałam?Nie wiem,pewnie kilkanaście.Mieszkaliśmy z teściami których
        "niewtrącanie się" było cichym przyzwoleniem na wyczyny synalka.
        Ale nie pijackie awantury i rękoczyny(także przy dzieciach) były w tym
        najgorsze.O wiele gorsze było poniżanie mnie przy rodzince-przy teściach i
        braciszkach z którymi liczył się bez porównania bardziej niż ze mna.
        Nie macie pojęcia ile razy chciałam odejśc.Tyle że niebardzo miałam jak i gdzie...
        Dwójka małych dzieci,brak pracy,brak mieszkania.U swojej matki nie miałam czego
        szukać,w odp na na nieśmiałe skargi odpowiadała"TAKIEGO SOBIE WYBRAłAś TO Z NIM
        SIEDż".
        Nie zgadzał się nigdy na to abym pracowała.Z domu wyniósł wzorzec kobiety która
        zajmuje się wyłącznie domem(jak moja teściowa).W domu męczyłam się strasznie-nie
        nadaję się na "kurę domowa",siedząc latami z dziećmi wykańczałam się.
        Aby nie zwariowac poszłam na nastepne studia-zaoczne tym razem.
        Zrobiłam to wbrew woli "pana",po raz pierwszy tak naprawdę się "postawiłam" bo
        czułam że tego nie wytrzymam.Do tej pory pamiętam jak się wściekał gdy
        wyjeżdzałam z domu na weekend.Oczywiście nie dostawałam od niego
        grosza-odkładałam z pieniędzy "na zycie" no i matka mi pomagała(także przy
        dzieciach,zajmowała sie nimi gdy wyjezdzałam).
        Dokuczał mi przez te szkołe strasznie,do tego stopnia ze chowałam ksiązki zeby
        nie lezały na wierzchu i nie drażniły go swoim widokiem.
        Dodam że na zewnątrz uchodził za obywatela "powszechnie znanego i
        szanowanego"-dom,firma,elegancki samochód,ładna zona,dwie śliczne córeczki...
        Nikt z jego znajomych nie przypuszaczałby ze żonę stłamsił,chciał zabić jej
        plany,marzenia,osobowość.Chciał z niej uczynic bezwolny automat do
        gotowania,sprzątania i rozkładanie nóg na zawołanie.
        Nikt nie wiedział że wyzywa ją od k...,debili,wmawia ze "jest nikim i zostanie
        nikim" i ogólnie jest"ch...warta"(to są cytaty)...Ze gdy popije rzuca nią po
        scianach,wyzywając od najgorszych
        (zabije cie k....o).
        Myslę ze gdybym się z tym wszystkim pogodziła to do konca zycia jeżdziłabym na
        szczocie i gotowała panu obiadki,niewykluczone że podczas którejs awantury
        poważnie by mnie uszkodził.
        Nigdy nie pogodziłam ze swoją sytuacja,nie zrezygnowałam z siebie,z nauki,z
        własnych planów i wkoncu...odeszłam.
        Wyjechał za granice otwierac druga firme...Ta która miał tutaj była
        zarejestrowana na mnie(chociaz nie miałam dostepu do papierów,klientów ani tym
        bardziej konta)
        Po wyjeżdzie okazało sie ze mam potworne długi o których mi nie powiedział.Na
        moje pytanie co to ma znaczyc odpowiadał po swojemu-że jestem taka głupia ze nie
        chce mu sie ze mna dyskutowac.Firma jakos działała,rzucona na głęboką wode
        musiałam sobie poradzic.
        Zostałam bez żadnej pomocy,bez samochodu,opieki do dzieci,za to z trzydziestoma
        tysiącami długu i komornikiem na karku.
        Dodam jeszcze że co zarobiłam to błyskawicznie zabierał mi z konta .Jedyne
        wytłumaczenie jakie usłyszałam brzmiało:MOJA FIRMA,MOI KLIENCI,MOJE PIENIADZE.
        Po miesiącu łażenia do Urzedu Skarbowego,użerania sie z komornikiem i rozmaitymi
        ludzmi którzy żadali odemnie pieniedzy miałam dosyc-złozyłam pozew.
        Powiadomiłam go o tym,powiedział ze bdb bo on juz tyle razy o tym mówił a ja
        siedziałam z nim na siłe(fakt,wyp...j słyszałam setki razy).
        W tym czasie poznałam kogos kto mi bardzo pomagał,załatwiał różne sprawy,pomógł
        nie zwariować,zaciągnął do lekarza gdy z tego wszystkiego dostałam okrutnej
        anginy(mąz wtedy interesował sie wyłącznie moim kontem).Nie dzwonił do mnie,nie
        odpisywał na maile gdy pytałam co z nami dalej bedzie.Powiedział tylko ze na
        rozwód przyśle pełnomocnika bo nie bedzie sie fatygował.
        Uznałam ze z mężem jest koniec i zaczełam byc z tym człowiekiem.
        Po niedługim czasie mąz wrócił-z podkulonym ogonem,bez grosza.Zobaczył puste
        mieszkanie i...postanowił zatruć mi zycie które zaczełam sobie powoli
        składac.Wszystkim naopowiadał jaka to jestem niewdzieczna k...ą ze go zostawiłam
        gdy pojechał zarabiac ciężka kase...
        Ja nikomu sie nie skarzyłam,o wszystkim wiedziały tylko najblizsze kolezanki no
        i ten facet z którym sie związałam...
        Plotki zatruły mi zycie do tego stopnia że chciałam do niego wracać,nawet po
        rozwodzie,byle tylko miec spokój.

        Nie wróciłam.
        Mam trzecią córke,pracę i cudownego
        drugiego) męża.Moje zycie zmieniło się tak bardzo ze brak mi słów.Brak pijackich
        awantur,terroru,poniżania,oddechu szwagrów i teściów na plecach...
        Mam spokój,szacunek,miłość.Do tej pory nie mogę się z tym oswoic.
        Od jesieni znów planuje zaczac edukacje i juz nikt mi tego nie zabrania.
        Dodam jeszcze że mój mąz jest cudownym ojcem dla moich dzieci-traktuje je na
        równi ze swoim i poświęca więcej czasu niż biologiczny ojciec.
        Tyle plusów.A minusy?
        Strasznie zryta psychika,tak bardzo ze momentami nie moge normalnie funkcjonowac.
        Dziś wiem że byłam ofiara przemocy domowej która kat latami,krok po kroku
        uzależniał od siebie.Nikt nie wie co zieje sie w psychice takiej kobiety...
        Plotki które zatruły mi zycie-wśród znajomych męża jestem naczelna "k...ą która
        BEZ POWODU zostawiła dobrego faceta.
        Wyrzuty sumienia-zawsze byłam mocno wierząca,a z pierwszym mam slub kościelny.
        Były od jakiegos czasu znów przypuścił na mnie atak.Skamle zebym
        wróciła,twierdzi że sie zmienił,że bedzie mnie szanował a nawet ze bedzie
        wychowywał cudze dziecko.Wie ze ciąży mi życie w związku cywilnym i szafuje
        nawet sakramentem małżenskim.
        Nosze sie z zamiarem próby unieważnienia tego małżenstwa,gdyż było zawarte pod
        przymusem,zreszta mąż był wtedy z inna dziewczyna(spotykał sie z nią takze po
        naszym ślubie) i ożenił sie ze mna tylko dlatego ze byłam w ciąży.
        On twierdzi że sie na to nigdy nie zgodzi i nie zrobi nic przeciwko temu
        małżenstwu,hahasmile.A kto rozbił je własnymi pięściami?
        Nie wróce bo swoim zachowaniem udowadnia że owszem,zmienił sie ale na
        gorsze.Chla teraz bez opamietania(oczywiscie przezemnie),w firmie została JEDNA
        maszyna,a co najgorsze wiele razy złapałam go na kłamstwach(szpetnie okłamuje
        tez własne dzieci-umawia sie ze je wezmie po czym wyłącza telefon).
        Nie kocham go.Zniszczył mi psychike,zabrał młodość i radość zycia,z młodej
        ambitnej kobiety próbował zrobic psa grzecznie szczekającego na łańcuchu w
        kuchni. Rozwazałam powrót dla spokojnego sumienia i co tu ukrywac-"dla
        ludzi".Ale nie wróce głównie ze względu na swoje bezpieczenstwo.Zreszta moje
        dzieci naoglądały sie juz wystarczająco duzo.Zasługuja na cos więcej niz ojca
        wyzywającego matke i rzucającego nią po ścianach.
        A drugi mąż który był i jest cudowny nie tylko dla mnie ale i dla moich
        córek?Nie mogłabym mu zrobic takiego numeru.A nasza wspólna córka?Boje sie ze
        były w pijackim amoku mógłby zrobic krzywde nie tylko mnie ale i jej...Wiem że
        on powinien się leczyc,ale o terapii nie chce słyszeć.Twierdzi że najlepsza
        terapia dla niego będę jasmile).


        Uff,mam nadzieje ze Was nie zanudziłam.Długa historia,ale zastanawiałyscie sie
        co trzyma kobiety przy takim facecie-napisałam więc jak to często wygląda z
        drugiej stronywink
        Dziewczyny,nie dajcie sie!Nikt nie ma prawa was niszczyc,tłamsic i zabierac
        marzeń.Szkoda że sama zrozumiałam to o pare lat za pózno.

        Pozdrawiam.







        • drie Re: Czuję się wywołana do tablicy(dłuuugie)... 26.04.08, 19:23
          Rybka.... respekt. Historia z happy endem i mam nadzieje, ze
          przeczytanie jej pomoze komus.

          Ale... mysle, ze nie na temat tego watku akurat. Jesli dobrze
          zrozumialam, to tu chodzi o dziewczyny niezalezne finansowo (a nawet
          stojace super na nogach), bezdzietne, niezamezne, zero presji
          rodziny, itp.

          • rybka.marcowa ;0) 26.04.08, 19:35
            Wiem,wiem.Ale pozwoliłam sobie poszerzyc temat o te bez kasy,bez mieszkania,z
            dziećmi.Te które najczęściej sie poddaja.
    • vibe-b Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 15:39

      moze ci faceci posuwaja tak dobrze ze to wynagradza wszystko
    • nutka07 wzorce otrzymane w domu rodzinnym? 26.04.08, 16:05

    • s.z-n Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 18:28
      Socjologia sie kłania, można o powodach dyskutować a niekoniecznie motywy rozumieć smile
    • drie Re: co trzyma kobiety? 26.04.08, 18:37
      poczucie niskiej wartosci
      desperacja
      wiek
      te dwa ostatnie - rosna wprost proporcjonalnie do siebie.

      tez mam taki przyklad pod nosem.
      kariery na szczycie, kasy jak siana, zwiazek lezy i kwiczy, najpierw
      decyzja o rozstaniu. a potem ... o robieniu dziecka. bo:
      gdzie ona chlopa znajdzie, przeciez nigdzie nie chodzi, tylko praca.
      a tego to juz zna i wie na co go stac.
      lepiej miec kogos niz nikogo.

      ech.. szkoda slow.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja