agagacek2
12.09.03, 15:17
OD kilku tygodni zastanawiam się co zrobić z pewną sprawą która na początku
wydawała mi się rewelacyjnym rozwiązaniem naszych problemów-przede wszystkim
finansowych.
Otóz chociaż oboje z mężem pracujemy co w dzisiejszych czasach jest już
dużym "sukcesem" to nasze pensyjki są lekko mówiąc marniutkie. Do tego
wynajmujemy mieszkanie, spłacamy raty za samochód, przedszkole, opłaty itp,
same wiecie... No i ostatnio mąż dostał ofertę wyjazdu do pracy na statku
wycieczkowym który pływa po Hawajach, Majorkach, Seszelach i Bóg wie gdzie
jeszcze. Taki rejs trwa z reguły 6 - 8 miesięcy. Na początku byłam
wniebowzięta. Nareszcie coś się zmieni - myślałam. Odłożymy na mieszkanie,
spłacimy ten cholerny kredyt, bedzie nas stac na wakacje. Faktycznie , kasa
za taka prace to ok. 2 - 2,5 tys $ miesięcznie!!! Wyobrażacie sobie? No i
napaliłam się zeby jechał. A teraz sama nie wiem czy dobrze postanowiłam, bo
kilkoro moich znajomych (kobiety i mężczyźni) pływali juz na takich statkch
no i trochę sie od nich dowiedziałam szczegółow. TZN chodzi o życie
towarzyskie które ponoc kwitnie w czasie takich rejsów. Po pracy wszyscy sie
bawią, bawia i jescze raz bawią. Wiem że kilka małżeństw sie rozpadło z tego
powodu, kilka par sie rozeszło. No bo same powiedzcie, czy normalny,
przystojny, zdrowy mężczyzna, z dość duża i częstą potrzebą seksu jest w
stanie wytrzymać pół roku bez kobiety? Mnie się wydaje że chyba nie. Tym
bardziej że może do tego dojść pewnie alkohol, dobre towarzystwo, samotne
panienki i sfrustrowani koledzy.
Wiem że powinnam mu ufać.....i ufam, ale jest tzw. zasada ograniczonego
zaufania. Wiecie o co chodzi. Nie sądzę że mąz będzie zdolny do ryzykowania
jakiegoś romansu czy miłości kosztem utraty rodziny. Tego sie raczej nie
obawiam, wiem że bardzo nas kocha. Ale jakaś głupia przygoda, jedna nic nie
znacząca noc, o której pewnie i tak się nie dowiem. I żeby np. przez cos
takiego nie wpadł lub się czymś nie zaraził! Może przesadzam i wyolbżymiam
problem ale spędza mi to sen z oczu.
Poradźcie co robić? Mąz powiedział że jeżeli obydwoje w takim samym stopniu
nie będziemy za tym żeby jechał to zrezygnuje. Ale z drugiej strony...
Dodam że podzieliłam sie z nim swoimi uwagami ale on oczywiście (jak każdy
facet) powiedział że jastem głuptas, mam wybujała wyobraxnie itd. I że ze
swoim popedem bedzie sobie w ostateczności radził w inny sposób (kiedy
zapytałam w jaki nazwał to delikatnie "sterowanie ręczne"). Mam jednak cały
czas opory, tym bardziej że 3 naprawde super facetów, moich i Maćka kumpli
właśnie przez taki rejs zostawili swoje długoletnie partnerki dla jakichś
parumiesięcznych romansów ze znajomą z pracy.
Ach, sama nie wiem. Może macie lub miałyście podobny problem z wyjazdem meża?
Napiszcie. Czekam z niecierpliwością.