poród - rozczarowanie (nacięcie)

12.05.08, 21:24
Mam problem, ponieważ odkąd urodziłam (4 m-ce temu) paraliżują mnie kobiety w
ciąży, zawsze o nich myślę, że są biedne i będą musiały się namęczyć ( no i z
czego się tak cieszą, przecież nie wiedzą co je czeka), Ja swój poród mile
wspominam i nie rozważam go w kategoriach bólu tylko zmęczenia, chociaż jestem
sobą ROZCZAROWANA, ponieważ zawsze się uważałam za osobę silną i wytrzymałą na
ból, a poród rozłożył mnie na łopatki, mimo iż rodziłam tylko 4,5h. Nic nigdy
mnie tak nie wykończyło. Doszłam do siebie dopiero następnego dnia rano, a
urodziłam w południe. Nie wiem czemu tak się dzieje, może dlatego, że do
szpitala byłam przyjęta wcześniej i spędziłam noc na sali porodowej przyjmując
3 porody (za murkami)i słyszałam jak kobiety się męczą. Czy któraś z was miała
takie przeżycie i czy mój strach o inne zupełnie mi obce kobiety w ciąży minie??

No i jeszcze nacięcie krocza oraz bardzo nieudolnie zszyte, gdyż w 11 tygodni
po porodzie byłam jeszcze raz nacinana (źle się zrosłam i miałam ziarninę
którą trzeba było wyciąć) i zszywana ponownie, do dziś żyje w czystości
WYMUSZONEJ, gdyż ból uniemożliwia współżycie.
W jakim czasie po porodzie wróciłyście do sexu??
    • deela Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 12.05.08, 21:28
      sory to ziarnine sie wycina? moj gin mi wypalil, przytknal jaims swinstwem i
      poszlo :F
      tyle ze ja na brzuchu mialam, nie wiem czy to roznica :o
      a co do pozostalych rzeczy... kolo mnie za parawanem babka rodzila dobre 12 h
      (tak podsluchalam bo przy mnie to po 5 h urodzila) a o inne babki sie nie boje
      :o porod porodowi nierowny
    • krwawakornelia ok. 8 tygodni 12.05.08, 22:00
      nie bylam cieta, peklam i po dwoch tygodniach (chyba nawet nie calych)
      sie zagoilo.
    • mathiola Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 12.05.08, 22:02
      Ale ja nie rozumiem...
      Czemu ty się o obcie baby troszczysz??
      A jakbyś mnie spotakała, nie daj Boże ciężarną (tfu tfu, na psa
      urok), to też byś się bała o mnie??? Bo ja już mam za sobą dwa
      porody, w tym jeden podwójny i JA WIEM na czym to polega. Może te
      inne, które mijasz na ulicy też wiedzą??
      I w ogóle - czy ty nie masz ważniejszych problemów na głowie?
      Wszystkim mogę się przejmować, ale obcymi babami w ciąży, żeby ich
      nie bolało... no nie, do głowy by mi nie przyszło smile
      Kiedy wpadam na jakiś pomysł... to jeszcze nie wiadomo, co sobie o
      niego rozbiję
    • gonia28b Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 12.05.08, 22:15
      A ja myślę, że dobrym materiałem dla Ciebie będzie forum "Ciąża i
      poród" a na nim wątek, który ostatnio się pojawił o akcji fundacji
      Rodzić po Ludzku pt. "Nie daj się naciąć"
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=79272232

      możesz się tam "naciąć" również na posty innych kobiet, którym na
      sercu leży nie tyleż los kobiet w roli matki, acz bardziej losy ich
      dzidź, które nie będą w stanie urodzić się drogą naturalną bez
      wykonania zabiegu nacięcia krocza - ale nie przejmuj się tym...

      mnie też nie udało się urodzić bez nacięcia krocza, mimo, że bardzo
      chciałam tego uniknąć i myślę, że gdzyby nie to, gdyby nie ten ból i
      straszny dyskomfort, którego przyczyną było nacięcie krocza, ogólnie
      jako matce łatwiej by mi było podołać wszystkim zadaniom
      i obowiązkom, i po prostu moje macierzyństwo wyglądałoby inaczej...
      • blekitny.zamek Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 08:27
        mnie też nie udało się urodzić bez nacięcia krocza, mimo, że bardzo
        > chciałam tego uniknąć i myślę, że gdzyby nie to, gdyby nie ten ból i
        > straszny dyskomfort, którego przyczyną było nacięcie krocza, ogólnie
        > jako matce łatwiej by mi było podołać wszystkim zadaniom
        > i obowiązkom, i po prostu moje macierzyństwo wyglądałoby inaczej...

        Boże,jakie ty głupoty piszesz...czujesz się gorszą Matką,bo miałaś nacinane krocze??
        Ja miałam nacinane krocze dwa razy,nie próbowałam udawać bohaterki,cięcie było w
        takim momencie,że nawet nie poczułam. Chyba trafiłaś na kiepskich lekarzy.
        • gonia28b Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 10:03
          Nie, to Ty się doszukujesz w mojej wypowiedzi jakiegoś drugiego dna.
          nie czuję się żadną gorszą matką, ale istotnie trafiłam na
          beznadziejną lekarkę...
          nie chodziło mi o sam fakt nacięcia, wykonania go w trakcie porodu,
          bo to jest tylko chwila cierpienia łącznie ze wszystkimi skurczami,
          bólami partymi itd. itp.
          ale uważam, że stwierdzenie, iż nacięcie krocza to nic takiego, nie
          ma żadnego problemu, jest czystą hipokryzją...
          bardziej chodziło mi o to jaki to może mieć wpływ, na to co dzieje
          się później. nie da się ukryć, że cięta rana krocza po prostu musi
          się zagoić i trwa to dosyć długo i to już nie jest kwestia kilku
          godzin, ani nawet dni...
          Popieram jak najbardziej akcję fundacji Rodzić po Ludzku.
          nie dam się naciąć po raz kolejny tylko dlatego, że-tak-się-robi.
          • blekitny.zamek Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 19:27
            bardziej chodziło mi o to jaki to może mieć wpływ, na to co dzieje
            > się później. nie da się ukryć, że cięta rana krocza po prostu musi
            > się zagoić i trwa to dosyć długo i to już nie jest kwestia kilku
            > godzin, ani nawet dni...

            A mi się zawsze wydawało,że po to nacinają krocze,żeby uniknąć popękania i
            związanego z tym bólu.
            Nie bolało mnie ani podczas cięcia,ani gojenia,które trwało góra 4
            tygodnie,następnego dnia po porodzie biegałam po szpitalu,aż się lekarz zdziwił.
            Wolę nie myśleć co by było,gdyby nie nacinali,szczególnie,że moje dziecko miało
            wielka głowę.
            Ale ja rodziłam dopiero dwa razy,więc może mało wiem..

            --
            • gonia28b Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 14.05.08, 21:35
              blekitny.zamek napisała:

              > A mi się zawsze wydawało,że po to nacinają krocze,żeby uniknąć
              popękania i
              > związanego z tym bólu.

              To najbardziej bzdurne stwierdzenie jakie znam - choćby tylko tak na
              logikę. Krocze kobiety, podobnie jak inne miejsca nie jest jakąś tam
              jednolitym tworem, ale składa się ono z wielu różnych warstw. Nie
              mam zamiaru tu wygłaszać wykładu z anatomii, bo nie znam aż tak
              dokładnie budowy krocza, ale ogólnie wiadomo, że jest to nie tylko
              skóra, ale i mięśnie. Samo nacięcie krocza odpowiada pęknięciu II-go
              stopnia i dlatego kompletnie bezsensowne jest dla mnie
              stwierdzenie "naciąć by nie pękło".
              Ponadto do myślenia dają statystyki: u nas w polskich szpitalach
              krocza nacina się u prawie wszystkich pierworódek, a tylko trochę
              lepiej ta statystyka wypada wśród kobiet rodzących kolejne swoje
              dzieci, co daje średnią około 60-80 procent kobiet rodzących siłami
              natury. W innych krajach europejskich te statystyki wyglądają
              zupełnie inaczej. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała
              natomiast, iż jedynie w maksymalnie 20% porodów odbywających się
              siłami natury epizjotomia jest zabiegiem rzeczywiście uzasadnionym,
              czyli w do 20% przypadków jest ono konieczne.
              Wszytskie te informacje można znaleźć w poniższym artykule:
              www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79332,5207349.html
              oraz na stronach fundacji Rodzić po Ludzku

              Z mojego własnego doświadczenia mam bardzo negatywne nastawienie do
              nieuzasadnionego wykonania zabiegu nacięcia krocza z przyczyn, które
              już wyżej przedstawiłam. Ja się męczyłam z tym okropnie przez
              conajmniej kilka tygodni, a dla mnie to i tak stanowczo za długo,
              jakiś tam dyskomfort w miejscu cięcia/blizny odczuwałam przez około
              pół roku.
              Jak dotąd mam za sobą tylko ten jeden poród. Ale mam jeszcze dowód
              na to, że można urodzić siłami natury bez nacinania krocza i nawet
              nie pękając - a jest nim przykład mojej Mamy. Urodziła nas dwoje,
              z moim bratem - i wcale "małymi" dziećmi nie byliśmy: 3650 i 3750 g.
              jakoś się dało i żyjemy wszyscy...

              Oczywiście, dziś po 2 latach mogę powiedzieć, że żyjemy wszyscy (ja
              i moje dziecko) dzięki temu, że byłam nacięta - tylko po co, jeśli
              nie było to konieczne?

              Będę mimo wszystko walczyć z rutynowym nacinaniem krocza podczas
              porodu i współczuć kobietom, które tego doświadczyły. Teraz po 2
              latach nie ma to dla mnie większego znaczenia, ale WTEDY miało -
              ogromne. Sobie i innym życzę, żeby uniknąć tego procederu, o ile
              będzie to możliwe.
    • beata7305 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 12.05.08, 22:21
      Leżałam na porodówce trzy razy po 12 godzin (poród wywoływany, maluchowi jednak się nie spieszyło). Urodziłam dopiero za czwartym razem. Nie zliczę ile kobiet urodziło w czasie gdy ja tam przebywałam. Mimo, że był to mój drugi poród i do szpitala szłam nastawiona optymistycznie, przebywanie na porodówce napędziło mi stacha. Ja jednak uważam, że cały poród to nic w porównaniu z tym co dzieje się po porodzie (brak pokarmu, nawał pokarmu, bolące piersi, zapalenie piersi, depresja, ból brzucha, zmęczenie itd.). Przynajmniej ja to tak odbieram, ale innych kobiet mi jakoś nie jest żal.
    • malgra Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 12.05.08, 22:23
      jestem w ciąży i wiem czym ,,pachnie'' poród.
      Nie mam złych wspomnień po pierwszym,mimo,że też byłam nacinana więc i do tego
      podchodzę całkiem spokojnie.
      Do seksu po porodzie wróciliśmy chyba po 3 miesiącach albo i dalej.
    • majmajka Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 12.05.08, 22:24
      OK. Rozumiem, ze Cie boli, bolalo i ze brak Ci bliskosci ze swoim facetem(itd)...Rozumiem, ze jestes zmeczona i ze nie masz ochoty myslec o nastepnych porodach...Ale...Dlaczego Ty martwisz sie o obce kobiety? Nie potrafie zrozumiec. Silna empatia?...Ale bez przesady. Moze faktycznie powinnas na tamto forum zajrzec o ktorym ktos wyzej wspomnial.
      Ja mialam dwa ciecia, wiec nie wiem jak boli(i caaaale szczescie). Porodow widzialam wiele, ale procz wzruszenia i czasem napiecia zadne inne odczucia mi nie towarzyszyly. Wspolzycie chyba po 6 tygodniach dozwolone, ale pewna nie jestem.
    • ik_ecc Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 12.05.08, 22:27
      Strach minie (przyznam, ze pierwsze slysze jesli chodzi o strach o
      obce kobiety), w ogole te najgorsze wspomnienia porodu mina, zarowno
      jak i najgorsze wspomnienia z ciazy oraz najgorsze wspomnienia z
      pierwszych miesiecy. wink

      Ja nie bylam cieta ale peklam (niewiele), tez mialam ziarnine
      (wypalana), nie pamietam po jakim czasie wrocilam do wspolzycia. 3
      mies? Nie pamietam. Nic z tamtego okresu nie pamietam. wink
      • portala1 Nie martw sie 12.05.08, 23:04
        Niepotrzebnie sie martwisz, nie kazda kobieta przechodzi meki. Ja
        jestem przykladem na to: wody odeszly mi o 12.30 w nocy, pojechalam
        do szpitala gdzie lekarz blednie ocenil termin porodu, bo
        powiedzial, ze za 8 godzin, a ja urodzilam za godzinke - sam czas
        porodu 10 minut, po tylko dwoch skurczach , dziecko urodzilo sie
        3.10 w nocy - czyli niecale 3 godziny glowe mi zajmowal porod liczac
        od odejscia wod i do trzymania dziecka w ramionach.
        Nawet powiem wiecej: zalowalam, ze trwal tak krotko, bo to bylo tak
        szybko, ze oboje z mezem stwierdzilismy, ze to bylo jak sen.
        I jeszacze jedno: bez NACINANIA smile

        Jestem chyba stworzona do porodow smile

        Ale rozumiem Cie, bo mialam kolezanke , ktora jeszcze po roku od
        porodu patrzyla ze strachem na kobiety w ciazy.

        Acha, jej maz i ojciec powiedziali, ze porod nic nie boli i tylko
        kobiety idealizuja siebie ze niby robia cos wielkiego, a urodzic nie
        jest nic wielkiego. Ja natomiast nastawilam sie na bol
        wielogodzinny - a wyszlo calkiem odwrotnie.
    • gacusia1 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 12.05.08, 23:10
      Po nacieciu-poltora roku
      Bez naciecia-3tyg
    • michasia24 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 08:00
      ja tez wspolczułam babkom w ciąży jak urodziłąm heeheh ale to przez ból
      • guderianka Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 08:30
        Ja zazdroszczę kobietom w ciąży. Poród traktuję jako naturalną
        konsekwencję ciąży i ..cud. W obu ciążach byłam nastawiona
        pozytywnie co do porodu, nie nakręcalam się, nie bałam, afirmowałam
        sobie że pójdzie dobrze a ja szybko dojdę do siebie. I tak było. W 2
        godz po porodzie szłam pod prysznic, nie miałam problemu z siadaniem
        ani karmieniem.Zatem nie martw sie wink
        • elske Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 09:55
          A ja urodzilam synka tydzien temu,waga 4200g.I porod bardzo milo wspominam,mimo
          ze maly zaklinowal sie barkami i polozne musialy szybko go wyciagac,bo zaczal
          sie dusic.Porozrywaly mnie przy tym troche.Jak tylko zobczylam syna,juz nic mnie
          nie bolalo,a 2 godz pozniej poszlam sama sie wykapac (polozne w szoku ze tak
          dobrze sie czuje).a kiedy wyszlam z lazienki to zastanawialam sie po jaka
          cholere mam siadac na wozek inwalidzki,przeciez moge sama isc do pokoj.
          Maz po wszystkim stwierdzil,ze ma zone twardzielke.

          Ja milo wspominam oba porody (ten byl drugi).Kazdy byl inny,ale wspomnienia
          bardzo mile.
        • galela Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 10:48
          Natsaiwnie to za mało. Ja byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Nie
          mogłam się doczekać, niczego się nie bałam, szłam rodzić z usmiechem
          na ustach. Po godzinie całe nastawienie szlag trafił.
    • rotera Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 10:44
      2 porody, 2 cesarki ze wskazań, z komlikacjami, z zatrzymanymi
      odchodami i czyszceniem codziennie przez 3 tyg, nie licytuje się,
      ale uwierz mi to dopiero boli...plus moja normalna choroba, ktora
      wiadomobyło odezwie się przy porodzie...
      karminie dziecka, czytanie starszemu książeki, zastrzyk, wizysta w
      szpitalu na czyszczeniu, zastrzyk z oksytocyny, dom - noworodek i
      2,5 latek i tak przez 3 tyg, potem mi minęło, ale okazało się ze
      noworodek chory i centrum zdrowia dziecka, potem instytust i tak do
      dziś.
      a i w gabinecie zabiegowym na czyszceniu nie mogłam krzyczeć bo pod
      drzewiami dostawał histeri moj 2,5 latek, że mama znów w szpitalu,
      że mame mu zabiorą, więc wychodziłam z uśmiechem na twarzy.

      więc przepraszam, ale o czym Ty mówisz?
      niczego nie żałuje, nic bym nie zmieniła, było minęło nie ma nad
      czym czasu tracić, pogody dziś nie ma i nie pójdziemy na lody i to
      mnie marwti.

      a dobijają mnie baby rozprawiające o swoich porodach, wysłuchuje
      tego chodząc na szczepionki do ośrodka, całe szczeście młodszy
      rośnie i została nam już tylko jedna!
      • ciociacesia dzisas 13.05.08, 15:29
        bardzo mi przykro.
        rozumiem rozzalenie, ale twoje przezycia chyba nie odbieraja autorce
        prawa do odczuwania rozczarowania i przykrosci?
        • rotera Re: dzisas 13.05.08, 19:12
          <twoje przezycia chyba nie odbieraja autorce
          > prawa do odczuwania rozczarowania i przykrosci?>

          nie, ale z drugiej strony ile można ten jeden ból/poród wałkować,
          z doświadczenia szczepionkowego mam wrażenie że w nieskończoność,
          a moje doświadczenia czy doświadczenia innych dziewczyn też nie
          bajkowe, mam nadzieje pozwolą nabrać dystansu do swojego problemu,
          nie aż tak traumatycznego moim zdaniem

          i obawianie się w ten sam sposób o każdą ciężarną?
          no nie, jak na nie patrze mam ochote powiedzieć 'skocz dziewczyno na
          impreze, poleż 2 dni jak masz ochote, zarwij noc na książke, a potem
          odeśpij...bo jak już się dziecko urodzi to masa z tych rzeczy
          pojdzie w odstawke
          • michasia24 Re: dzisas 14.05.08, 19:16
            to ze kogos bolało cos innego oznacza ze nie można wyzalic sie na swoj poród
            nawet i długo? bezsens
            • rotera Re: dzisas 15.05.08, 08:19

              Michasia odpowiem cytując samą siebie....
              nie, ale z drugiej strony ile można ten jeden ból/poród wałkować,
              z doświadczenia szczepionkowego mam wrażenie że w nieskończoność,
              a moje doświadczenia czy doświadczenia innych dziewczyn też nie
              bajkowe, mam nadzieje pozwolą nabrać dystansu do swojego problemu,
              nie aż tak traumatycznego moim zdaniem

              na szczepionkach jest to wałkowane w nieskończoność,
              czy matka 1,6 roczniaka nie przebolała tego faktu przez 1,6 roku?
              czy nie ma/ nie miała innych wrażeń do opowiadania? nic
              się 'ciekawego' nie wydarzyło przez ten czas?
              jej syn mając 4 lata/ 16 będzie tego wysłuchiwał?
              jak urodziłam sąsiadke odwiedziła babka i też jej opowiadała jak to
              jej ciężko było ze szczegółami co akuszerka robiła, a babcia na oko
              około 70...
              no ile można?
              czy matki mają prawo przez całe swoje życie opowiadać o bolesnym
              porodzie, najpierw dziecku, potem wnukom...
              no nic innego się w ich życiu nie zdażyło....

              wiesz dla mnie w tych przypadkach to takie wieczne cierpiętnice,
              nawet jak ma 70 lat wytknie dziecku (pewnie ok 50) jak to ciężko
              było, i to dziecko ma pokutować wiecznie za moment narodzin.
              Jak to dziecko to kobieta i odszczeknie że też rodziła, też ją
              bolało i skończmy temat, to ma szczęście, jak to dziecko to facet to
              przesrane do końca.

              autorke jakoś jeszcze rozumiem, 4 mies, ale czas już by przejść do
              codzienności, a nie żyć przeszłością,
              no ale te szczepionkowe, te matki 50lataki, które na szczepionke
              pierwszą przychodzą z córka i pierworodnym wnuniem, już naprawde
              powinny sobie darować.

              • michasia24 Re: dzisas 15.05.08, 09:50
                a ja uważam że jeżeli ktoś ma potrzebe opowiedzenia o tym że było cięzko to
                czemu nie, fakt po 70 latach juz sie chyba nie pamięta, no ale to pewnie są w
                kontekstach że wnuczka mówi jak było cięzko a babcia mówi: a za naszych czasów...
    • betticzka Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 10:45
      Różnie to bywa jedne kobiety rodzą bez większego wysiłku,jedne z
      wielkim a jeszcze inne z komplikacjami. Mój poród był koszmarem (24
      h) najgorsze były ostatnie 6 godzin gdzie myślałam,że zejdę z tego
      świata (przerażliwy ból nerek). Lekarz odbierający poród nie słuchał
      mnie i tak doczekałam do pełnego rozwarcia i nawet kazał przeć. Gdy
      już (po obniżaniu) ciśnienie podskoczyło mi do bardzo wysokich
      granic zdecydował sie na cesarkę (wtedy dopiero latali jak na ostrym
      dyżurze). Jak się okazało miałam odmiedniczkowe zapalenie (nie wiem
      czy fachowo to napisałam). Poród wspominam bardzo źle ale jakoś nie
      specjalnie rozczulam się nad sobą i innymi kobietami w ciąży. Było
      minęło a teraz przecież mam najwspanialszy cud świata-mojego synka.
      • ledzeppelin3 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 13:09
        Rodziłaś z nierozpoznanym odmiedniczkowym zapaleniem nerek?
        Dżizas, to jakiś horror, w głowie mi się nie mieści
        • betticzka Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 15:12
          E długa-straszna moja własna historia. Tak niestety działa służba
          zdrowia, już w ciąży czułam się fatalnie a ginekolog mawiał wszystko
          w porządku (choć wyniki już wtedy były złe,ale ja o tym nie
          wiedziałam). Oj działo się na sali operacyjnej... A ten ból
          myślałam,że w pewnym momencie zejde z tego świata na szczęście
          skończyło się natychmiastowym podaniem antybiotyków mnie i
          noworodkowi i leczeniem. Wszystko mogło być inaczej gdybym trafiła
          do normalnego,kopetentnego ginekologa...
    • bullterierka Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 15:31
      To bardzo przykre mieć takie wspomnienia z porodu... ale myślę, że
      to minie.
      Ja miałm 2 porody bardzo lekkie, ze znieczuleniem, nic nie bolało,
      położna dobrze mnie zszyła (a nawet lepiej niż przed bo mąż
      zadowolony ;P), szybko się zagoiłam. Wspominam cudownie ciążę, poród
      i niemowlęctwo dzieci.
      Mnie to nie byłoby czego współczuć, chyba tego, ze już więcej dzieci
      nie urodzę sad
      A co do sexu to wróciłam dość szybko, nie pamiętam dokładnie, mniej
      niż 6 tygoni.
    • skubany_kotecek Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 15:35
      Ja tam Cie z tym wspolczuciem wobec kobiet w ciazy troche rozumiemsmile
      Sama mialam koszmarny blisko 40 godzinny porod , tak koszmarny ze
      marzylam o szybkiej smierci- i nie ma w tym przesady. Po wyjsciu ze
      szpitala patrzylam na ludziska i nie moglam sie nadziwic w jaki
      sposob ludzkosc jeszcze nie wyginela ,przeciez zadna normalna
      kobieta swiadomie nie zdecydowalaby sie na takie przejscia jak porod
      he he.Dlugo psychicznie dochodzilam do siebie , ale dalej porod dla
      mnie = trauma i inaczej sie kojarzyc nie bedzie.
    • gaja78 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 17:01
      Szczerze - takie rozczarowanie sobą i silne współczucie dla innych kobiet
      włączyłoby mi lampkę alarmową w temacie depresji poporodowej. Nie mówię, że na
      pewno ją masz, ale może warto zainteresować się tematem, porozmawiać z lekarzem.

      Współczucie dla innych rodzących kobiet - skłamałabym, gdybym powiedziała że w
      ogóle go nie mam. Poród to potencjalny silny ból, współczuję każdemu, kto przez
      ból musi przechodzić. Ale współczuję racjonalnie, nie "całą sobą" - w sensie
      paraliżu na widok ciężarnej kobiety.
      • bazylea1 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 14.05.08, 14:42
        gaja78 napisała:

        > Szczerze - takie rozczarowanie sobą i silne współczucie dla innych
        kobiet
        > włączyłoby mi lampkę alarmową w temacie depresji poporodowej. Nie
        mówię, że na
        > pewno ją masz, ale może warto zainteresować się tematem,
        porozmawiać z lekarzem
        > .

        zgadzam się, ja miałam depresję i podobne odczucia - nie poród ale
        poczatki macierzyństwa były dla mnie koszmarem i patrząc na kobiety
        w ciąży myslałam że je to też czeka (a przecież wiele kobiet cieszy
        się dzieckiem od pierwszego dnia). nawet niedawno gdy poszłam
        odwiedzić przyjaciółkę na porodówce i wzięłam na ręce noworodka oraz
        pooddychałam szpitalną atmosferą to przeszedł mnie niemiły dreszcz.
        mi przeszło samo, w tym temacie akurat czas leczy rany ale jeśli
        możesz sobie pomóc to zrób to, pogadaj z psychologiem chociażby. nie
        każdy "zwykły" lekarz będzie na tyle taktowny i delikatny żeby nie
        zbyć kobiety mówiącej o takich rzeczach. na ogół odpowiedz jest
        [cytat z pielęgniarki na oddziale gdzie urodziłam pierwszego syna]:
        czego ryczysz kobieto, masz zdrowe dziecko to ciesz się.
        • bazylea1 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 14.05.08, 14:44
          współzycie po nacięciu bolało dłuuugo (+bariera psychiczna). po
          drugim porodzie bez nacięcia a z pęknięciem komfort był dużo wyższy
          ale potem miałam kłopoty z tym pęknięciem więc w sumie nie wiem co
          lepsze. oczywiscie najlepiej urodzic bez nacinania i pekania ale
          trzeba miec farta, mnie mimo masaży olejkami sie nie udało
    • scarlett.o-hara Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 18:02
      Nie martw się tym. Ja urodziłam po 5,5 godzinach 7 maja 2008 (mój pierwszy
      poród) i też nie jestem osobą bardzo wrażliwą na ból, ale poród też mnie
      wymęczył. Nie spodziewałam się, że to tak cholernie może boleć. Same parcie to
      nie bardzo, ale te skurcze i czekanie na rozwarcie - coś okropnego. Wiem, że w
      czasie porodu "achałam", a jak przychodził skurcz, to mnie aż trzęsło z bólu i
      ściskałam poręcz łóżka z całej siły. Jednak już o tym nie pamiętam tak
      szczegółowo. I nie myślę o tym tak jak Ty. Każda kobieta ma inny próg
      wytrzymałości na ból... Pozdrawiam.
      • scarlett.o-hara Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 18:07
        Aha, ja chciałam nawet chronić krocze, ale lekarz mi powiedział, że jeśli tak
        chcę, to poród się przedłuży, bo to inaczej trzeba działać. Ja miałam już tak
        dość bólu i tego wszystkiego, że po prostu powiedziałam, żeby mnie nacięli i za
        3-4 parciem urodziłam. Więc czy też mam się czuć winna i pełna wstydu, że nie
        dotrzymałam sobie przyrzeczonego słowa? Pozdrawiam serdecznie.
    • triss_merigold6 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 18:24
      Wyrazy współczucia.
      Nie przypominam sobie obaw o stan ducha innych kobiet w ciąży ale ja
      jestem bardzo skoncentrowana na sobie.
      Poród miałam super: zaplanowany, umowiony dzień, wywoływanie,
      znieczulenie, cięcia nawet nie zauważyłam. Szybko sprawnie, dobra
      obsługa medyczna. Byłam sobą zachwycona a nie rozczarowana.
    • reteczu Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 13.05.08, 18:28
      mcdelon napisała:
      odkąd urodziłam (4 m-ce temu) paraliżują mnie kobiety w
      > ciąży, zawsze o nich myślę, że są biedne i będą musiały się
      namęczyć

      Wyczuwam tu rodzaj swoistej depresji.
      Daj na luz! Ich ciąże, ich porody, nie urodzisz za nie.

      Czy któraś z was miała
      > takie przeżycie i czy mój strach o inne zupełnie mi obce kobiety w
      ciąży minie?

      Nie, nie miałam tak. Od Ciebie, wyłącznie od Ciebie zależy, kiedy
      wrócisz do psychicznej normy. Urodziłam dwie niewiasty, siłami
      natury, żyję, mam się dobrze smile


      No i jeszcze nacięcie krocza oraz bardzo nieudolnie zszyte

      Nacięcie krocza miałam przy pierwszym porodzie. Szew dokuczał mi na
      pewno jakieś pół roku. Nadżerkę wypalono mi chyba pół roku po
      porodzie (dokładnie nie pamiętam, kiedy). Teraz nawet nie pamiętam,
      po której stronie mnie nacięto (od porodu minęło prawie 5 lat). Po
      pierwszym porodzie wróciłam do regularnego. ognistego seksu po 6
      tygodniach.

      Drugi poród. Nie nacięto mnie. Popękałam. Założono mi ponad 20
      szwów. Było "fajnie". Kobieta z tęgimi parametrami - 4,6 kg, 62 cm.
      Do ognistego seksu wróciłam po 4 tygodniach od porodu. Na kontroli
      ginekologicznej okazało się, że mam nadżerkę i trzeba mnie doszyć.
      Załatwię to w lipcu, biorę urlop i się doszyję.

      Wszystkiemu winna Ewa wink
      "Księga Rodzaju 3,16
      Do niewiasty powiedział: Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej
      brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci(...)".
    • evee1 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 14.05.08, 08:07
      Ja rodzilam dwa razy i w obu przypadkach bylam nacinana. Po
      pierwszym (i latwiejszym) porodzie nie moglam na tylku usiasc przez
      3 tygodnie, a po drugim mimo dodatkowego popekania bylam prawie od
      razu na chodzie. Wiec to moze nie zalezy od tego czy sie bylo
      nacinanym, tylko od wielu roznych czynnikow.
      Nawet do glowy by mi nie przyszlo martwic sie az tak o inne kobiety.
      W gruncie rzeczy porod to (relatywnie) bardzo krotki okres. A jak
      sie ma taka schize porodowa, to mozna poszukac lekarza, z ktorym
      mozna urodzic ze znieczuleniem (ja akurat rodzilam bez).
    • daga_j Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 14.05.08, 09:58
      Mogę Ci tylko życzyć byś zagoiła się dobrze i mogła bez innych zabiegów wrócić
      do życia seksualnego. Normalnie po prawidłowym nacięciu po porodzie większość
      kobiet może się kochać już po połogu (6 tygodni).

      A co do martwienia się o inne kobiety w ciąży, pomyśl logicznie i spróbuj to w
      sobie "wyłączyć". Argumenty na uspokojenie:
      - jak widzisz ciężarną to pomyśl, że może to jej kolejna ciąża i wie już jak
      wygląda poród a jednak zdecydowała się kolejny raz to przeżyć
      - zdaj sobie sprawę, że niektóre kobiety miały całkiem przyjemne porody, wolą
      rodzić niż w ciąży hodzi na przykład
      (ojej jedna literka na klawiaturze przestała mi działa bo wylałam trohe herbaty!
      ups)
      - nagrodą za poród jest dziecko więc wkróte zapomina się o bólu i trudah, bo
      jest ukohany dzidziuś
      (nie no,razsipisząlitrkiraznizpsułamsklaiatur
    • lubie.garfielda Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 14.05.08, 22:02
      Wykrzycz się
      Powiedz o swoich obawach najbliższym

      A z mojej skromnej obserwacji wynika, że najbardziej traumatycznie
      zapamiętują poród kobiety najbardziej poukładane, te które mają
      wysokie wymagania w stosunku do... samych siebie.

      Więc pozwól sobie nie byc idealną... tylko po prostu człowiekie,
      którego czasem coś boli i nie idzie wg ustalonego planu.
      • pamana Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 15.05.08, 10:51
        A ja mam wrazenie ze za chwile bedzie akcja :"rodzimy same w polu"

      • haganna Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 17.05.08, 19:02
        A ja myślę, że chodzi o kobiety, które mają wysokie wymagania nie
        tylko w stosunku do siebie, ale też w stosunku do INNYCH.
        To nie jest "czasem coś boli" - to jest potworny ból.
        To nie jest "czasem coś nie idzie wg ustalonego planu", bo tak
        naprawdę plan jest ustalony: "tniemy wszystkie jak leci".
        Rodziłam 2 razy. Nigdy nie byłam nacięta. Starannie wybrałam położną
        i powiedziałam jej jakie mam życzenia. Poprowadzenie porodu
        oszczędzającego krocze wymaga doświadczenia i wiedzy.
    • mcdelon Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 17.05.08, 17:33
      Dziękuje za wiele odpowiedzi i miłe słowa. Mam nadzieje że będzie lepiej smile
      jednak nie sądzę żeby to moje odczucie wobec ciężarnych było depresją, bo jestem
      szczęśliwą mamą,a tylko poród i to nie mój kojarzy mi się z wielkim bólem.
      Pozdrawiam wszystkie nacięte i zazdroszczę tym, które wróciły do sexu zaraz po
      połogu. Mam nadzieję, że i ja w niedługim czasie dam radę baraszkować z mężem smile
    • fergie1975 Re: poród - rozczarowanie (nacięcie) 17.05.08, 20:41
      e tam rozczarowanie, ja rodzilam 26 godzin ze znieczuleniem i wstydzę sie swojej
      bezwolnej "wiązanki"...., którą potraktowałam bardzo przemiła i swietna polozną.

      A cięcie, byłam cieta (w chwili cięcia poczułam rozkoszną ulgę! i dziecko zaraz
      potem wyskoczyło, po 25 godzinach i 59 minutach było to jak blogoslawienstwo),
      wszystko sie zagoilo i nie pamietam nawet, po ktorej stronie to mialam, bo nijak
      do wyczucia czy zobaczenia - to tez dzieki lekarce, ktora mnie zszywala.

      Tak wiec nie ma co sie obawiac o inne przyszle mamy i nie ma co im wspolczuc, a
      bynajmniej nie nalezy tez ich straszyć.
Pełna wersja