konstancja351
14.05.08, 12:25
Wczoraj rozmawialismy;ja i mąż(po wielu kłótniach, cichych dniach
przez ostatnie 2 lata....) , jesli mozna nazwać to rozmową i ;
Nie da sie z nim dojść do kompromisu, on uważa, że nic nie umiem i
nic nigdy nie robie, tak mi powiedział i jeszcze doszło wczoraj,że
nie umiem NAWET prasować....(to wszystko czesto powtarza)
I do moich obowiązków powinno należec;cała opieka nad dzieckiem(ale
to zbyt mało zajęcia wg niego) więc jeszcze sprzatanie i pranie i
cała reszta.Pracuję i wracam do domu o 17ej, on 18-19.
jak mu powiedziałam,że to niech on robi od rana do wieczora to co ja
powinnam , a ja zrobie zakupy, to powiedział,że nie umiałabym zrobic
zakupów.
Zakupy i odprowadzanie dziecka do przedszkola to jedyne jego
obowiązki, ja nawet od 4 latach nie moge pospać nawet do 8-mej . bo
on nie wstanie, jak mu powiedziałam,ze w weekend żeby raz wczesniej
wstał to powiedziął; że nie da rady.NIGDY nie wstał rano do niego.
W domu mam straszny syf, bo od paru dni nie sprzatam, bo i tak
przeciez nigdy nie sprzatałam, więc po co mam sie wysilać.Nie?
Chyba nikt psychicznie by tego nie wytrzymał.Ciagle - codziennie
słysze ,że nic nie umiem,.
na serio mam go dosyc, zberam dokumenty do pozwu i składam po
wypłacie.Trudno,nie dam się poniżać i nie zostane wołem pociagowym
na 3 etaty.
To wszystko mu mówiłam, NIE DOCIERA DO NIEGO NIC, nawet jak
dokładnie mówiłam co ja robie i dlaczego tylko ja mam sie poczuwać
do tego by to wszystko robic, rozmawialismy tez o tym na
spokojnie.....