szyszunia11
24.05.08, 17:41
w mojej byłej pracy miałam kiedyś taką sytuację:
zostałam wydelegowana na coś w rodzaju szkolenia (jednodniowego) do Warszawy z naszej siedziby w Krakowie. Pamiętam, że spytałam, czy powinnam, wcześniej kupić bilety - moja szefowa zasugerowała, ze z powodzeniem zrobię to rano przed odjazdem pociągu. I tu klops - był wyjątkowy nawał ludzi i okazało się, ze skończyły się bilety na druga klasę. Może być miejsce stojące. Miałam przed sobą drogę prawie 3 godziny. Kupiłam bilet stojący do klasy drugiej, ale po zastanowieniu doszłam do wniosku, że dopłacę i siądę sobie w klasie pierwszej. Tak też zrobiłam. Znając już trochę moja przełożoną brałam pod uwagę taką opcję, ze tę różnicę będę musiała pokryć z własnej kieszeni. Tak też się stało. najbardziej zdziwiło mnie, że ta, dość wygodna osoba, zareagowała czymś w rodzaju zgorszenia...była bardzo zdziwiona, powiedziała, ze nie wie jak by się zachowała, być może siadła by sobie w korytarzu, na tym wysuwanym czymś

(już to widzę

)
przpomniała mi sie ta sytuacja, bo ponownie czytam moją ulubioną książkę "Grzeczne dziweczynki nie awansują" i natknęłam się na ten temat.
Co Wy na to?
---------------------------------------------------------------------
www.galilea.pl/muzyka/t_zoltko_poprostuzjezusemzyc.mp3