mm_1975
28.05.08, 23:20
Witam dziewczyny kochane może Wy mi coś doradzicie...wiem,ze każda z was ma swoje problemy...ale moze ..mieszkam ze swoim partnerem od 5 lat,wszystko było pieknie cudnie ale najwidoczniej sie skonczyło jego uczucie do Mnie a raczej do Nas mamy dziecko ,ktore skończy niedługo 3 latka...od jakiegos czasu mam w domu piekło bicie,wyzwiska w moim kierunku ,rzucanie we Mnie czym popadło...wynikiem tego było chowanie siniaków w pracy przed kolezankami i szefem..niestety nie mam tutaj bliskiej rodziny do której mogłabym sie udać i wyżalić jestem z tym wszystkim sama ...Dla niego liczy się to co powie jego przyjaciel,który niestety ma na niego duży wpływ,,,,,jego zdaniem to moje jakieś widzimisie,ze niby tak jest...no cóż może jestem za głupia zeby to zrozumieć

niestety mam już naprawdę dość mam prawie nie mogę się nikomu wyżalić jedynym przyjacielem jest moja poduszka która przyjmie łzy ale nic nie doradzi...serce mi pęka ,ze nasze dziecko patrzy na to co się dzieje,naprawde niewiem co robić...odejść od niego? ale gdzie się podzieje z małym dzieckiem?on niechce się wyprowadzić ...nastawił przeciwko mnie nawet swoja mamę (gdzie miałam z nią bardzo dobry kontakt...niestety kiedy dzwonię do niej i mówie co się dzieje dostaje odp,ze muszę to wszystko przetrzymać bo to moja wina,że nie pozwalam mu na co tygodniowe wyjścia z przyjaciółmi na piwo czy coś w tym stylu....Pytam jak to mam pozwolić na to i dostawać po głowie bo zawsze przychodzi pijany i zaczyna awantury...padła odp juz tak musi być..więc juz nawet do niej nie dzwonię ....bo po co mam sie denerwowac i tak juz jestem kłębkiem nerwów....nieraz w nocy zastanawiam się czy może byłoby lepiej jak nie byłoby Mnie na tym świecie,ale przeciez mam dziecko,które jest moim całym zyciem i nie mogę zrobić mu takiej krzywdy....ma tylko Mnie...przepraszam,ze tak się rozpisałam i jeszcze do tego tak nieskładnie,ale muszę to robic tak,zeby On nie słyszał (śpi)ale kto go tam wie...zaraz byłoby,ze piszę z jakimś facetem....i wybaczcie jeśli zawracam Wam głowy swoim losem...Pozdrawiam