Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych.

17.09.03, 13:44
Podczas spacerów ze swoim synkiem w różnych miejscach, zdarzyło mi się kilka
razy spotkać się z czymś takim.
Otóż idziemy sobie na przykład między jakimiś blokami i widzimy plac zabaw.
Synek oczywiście biegnie z radością, bo widzi huśtawkę, piaskownicę i inne
cuda. Jednak po dotarciu na miejsce, zauważam dużą tablicę z napisem:

"Wstęp tylko dla dzieci członków spółdzielni mieszkaniowej xyz".

Szczerze mówiąć czuję się wówczas nieswojo.
Czy powinnam zatem zabrać dziecko i tłumaczyć mu, że tutaj nie może nie
bawić?
Czy wypisywanie takich rzeczy jest wogóle hmm... taktowne?
Ja wiem, że członkowie spółdzielni płacą za utrzymanie, etc, ale np. na
terenie mojej spółdzielni jest kilka placyków zabaw i nigdzie czegoś takiego
nie ma, szczerze mówiąc nie przyszłoby mi do głowy, żeby wymagać od władz
osiedla wystawienia takowej tablicy.

Co o tym sądzicie?
    • wieczna-gosia Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 14:04
      Addria,
      Ja uwazam takie tam tablice za bezsensowne. Juz komu jak komu ale dzieciom
      zabraniac??
      Z upodobaniem chodze na plac zabaw na zamykane osiedle obok. Spokoj cisza i
      ladne zabawki. i niech mnie wylegitymujawink)
      A wchodze oczywiscie dzwoniac pod dzwonek biura spoldzielni gdzie otwieraja
      bez pytania co podwaza sens zamknietego osiedla w ogole wink) no chyba ze zeby
      samochodu nie wyprowadzili wink))
      • skowroneczek Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 14:50
        Ja uważam, że wchodząc na ogrodzony teren spóldzielni naruszacie cudzą
        własność. Spółdzielnia to znaczy grupa osób, które postanowiły współdziałać.
        Czy przyszło Wam kiedykolwiek do głowy wchodzić komuś na podwórko? Nawet jeśli
        tam jest najwspanialsza huśtawka, to ona jest czyjąś własnością, a własność
        trzeba szanować!
        Mam wrażenie, że nie do końca rozumiecie co to znaczy własnośc prywatna.
        Za te zabawki ktoś zapłacił, ktoś pomyslał o ich ustawiniu i ma prawo
        ograniczać do nich dostęp. Choćby dlatego, że każdy uyżytkownik więcej, oznacza
        szybsze zniszczenie sprzętu.
        Przecież Wy też możecie podjąć próbę zorganizowania w Waszej okolicy
        takiej "spółdzielni" prowadzącej plac zabaw, nie trzeba wchodzić na cudzy!!!.
        Wystarczy w porozumieniu z gospodarzem terenu, kupić kilka zabawek, ogrodizć
        siatką - i już! A jeśli Was na to nie stać, to trzeba naciskać na władze
        samorządowe, żeby na takie miejsce przeznaczyły środki z naszych podatków! To
        właśnie od tego są wybory!!! Nic się nie zmieni w naszym kraju, jeśli wszyscy
        będą myśleli jak mamy, które się tu wypowiedziały!

        • ashan Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 15:09
          Skowroneczek przywaliła z grubej rury... ale chyba ma rację. Ja co prawda nie
          zetknęłam się z takimi tabliczkami. Już prędzej, że to teren zamknięty i "psów
          wprowadzać nie wolno". Nie wyobrażam sobie, że wchodzę do ogródka na
          zamkniętym osiedlu. Mam szacunek do tego, że wspólnota (niewielka zazwyczaj)
          wyłożyła spore pieniądze na wyposażenie placyku i w odwrotnej sytuacji (czyli
          ja płacę, a kto chce z zewnątrz przychodzi i niszczy-bo z tym też trzeba się
          liczyć) byłabym nieźle wkurzona. To faktycznie wygląda tak, jakby wejść do
          cudzego ogródka i nieźle się bawić, bo właściciel tego nie zauważył. Poza tym
          czułabym się zażenowana, gdyby ochroniarz chciał mnie wylegitymować. No i
          ciekawe jak taką sytuację wytłumaczyć dziecku? Że jak nikt nie widzi to wolno;-
          )?
          pzdrw
          ashan
    • judytak Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 15:06
      a) jeśli w okolicy są ładne, dobrze utrzymane powszechne (samorządowe) place
      zabaw, to "prywatne" tak nie kuszą. Jeśli takich nie ma, można spróbować coś
      robić, żeby powstały. Albo, na przykład, zaproponować, żeby miejscowy samorząd
      dopłacał spółdzielni do utrzymania placu zabaw w zamian za otwarcie go dla
      innych mieszkańców.
      b) trochę to dla mnie nieporozumienie, taki zakaz wstępu, bo bardzo ważną
      funkcją placu zabaw jest to, żeby dzieci (i mamy) różne, z różnych rodzin,
      różnych środowisk, w różnym wieku mogły się zapoznać, bawić się razem, albo
      przynajmniej przyglądać się sobie na wzajem, poznając różnorodność świata.
      c) powodem takiego zakazu mogą być problemy, jakie może powodowały starsze
      dzieci, hasające na placu zabaw w sposób nieodpowiedni.
      d) od strony praktycznej: powiedziałabym dziecku, że to jest właśnie czyjś plac
      zabaw, podeszłabym do matek na ławeczkach i zapytałabym, czy możemy z dzieckiem
      wejść. Jak powiedzą tak, to fajnie, jak powiedzą nie, to trudno. Znaczy że i
      tak raczej marna szansa na dobrą zabawę z ich dziećmi...
      Pozdrawiam
      Judyta
      • odalie Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 15:19
        Hej!

        Zgadzam się z powyższym, a jednocześnie z dość ostrymi słowami Skowroneczka.

        Gdy chodziłyśmy z moją małą w odwiedzinki do znajomych (teraz chodzi tam
        minibus), mijałyśmy po drodze sporo ogrodzonych osiedli i placyków zabaw tamże.
        Tłumaczę rzecz po prostu: to jest teren prywatny, cudza własność. Są place
        zabaw otwarte dla wszystkich, są płatne centra zabaw ("kulki"), są ogrodzone
        place przy osiedlach, są zabawki w ogórdkach przy jednorodzinnych domkach, są
        placyki przy przedszkolach, niedaleko nas jest super placyk - ale przy szpitalu
        dziecięcym. Dziecko musi się nauczyć różnic. Nie wszędzie można wejść i to
        chyba powinno być oczywiste. Tak samo przecież nie wszystko można brać bez
        płacenia (są próbki gratis w sklepach, ale za większość towarów się płaci), nie
        każdego psa/maluszka można dotknąć, nie wolno częstować/brać jedzenia bez
        pozwolenia rodziców (swoich albo osóbki częstowanej). To są podstawowe normy
        zachowania w społeczeństwie.

        Własnością należy się _dzielić_, ale należy też własność szanować, takie jest
        moje zdanie. Może to brutalna lekcja, ta że nie wolno wchodzić na śliczny
        placyk na strzeżonym osiedlu, ale takie jest to nasze życie, w takim świecie
        dziecko się znajduje i znajdzie się samodzielne, już bez nas.

        Ale gdybym miała w pobliżu plac ogrodzony, i ni-żadnego dostępnego/publicznego,
        to bym rzeczywiście spróbowała zagadnąć, zapytać mam, które mieszkają w danej
        wspólnocie/spółdzielni.
    • edziecko_kapsel Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 15:25
      Addria, Ty to musisz mieszkać gdzieś koło mnie, he, he, he!
      Ja też, gdzie się nie ruszę widzę płoty, zamki, szlabany, tablice (o treści
      dokładnie takiej, jak przytoczyłaś). Mieszkam w miejscu, gdzie wybudowano
      mnóstwo rozmaitych nowych domów wielorodzinnych, ale miasto dając pozwolenia na
      budowę nie pomyślało o jakimkolwiek placu zabaw - wszyscy robią swoje włąsne i
      je zamykają, albo straszą co wrażliwszych tablicami j/w. Ja na te place chodzę
      z Mikusiem, bo małe dzieci mają to do siebie, że lubią wędrować a nie siedzieć
      w jednej piaskownicy. Uważam, że tworzenie takich zamkniętych placów zabaw jest
      złe, bo uczy nasze dzieci podziałów, których tak naprawdę nie ma (a
      przynajmniej nie musi być).
      pozdrawiam, Asia

      Acha! Jeszcze mi się przypomniało! Równie absurdalnym, co zamykanie podwórek,
      jest moim zdaniem zamykanie śmietników na 7 spustów, "żeby pan z klatki A nie
      wrzucał swoich śmieci do śmietnika klatki B" i "żeby nie grzebali w nich
      bezdomni" - bo niby czemu nie?
      • odalie Śmieci i sprawa polska :))))) 17.09.03, 15:46
        Ja o śmietnikach smile))))

        Wiesz, bardzo często zdarza się, że śmieci w wielguśnych worach podrzucają do
        osiedlowych kontenerów ludzie z domków jednorodzinnych. Mieszkając w akadmiku,
        przez dwa ostatnie lata miałam okno niestety na placyk ze śmietnikiem smile)) i
        mogłam zaobserwować te mercedesy i inne dobre wozy, podjeżdżające aby ich
        właściciele mogli wyładować ogromne, zbite wory ze śmieciami.

        Mieszkam nadal w okolicy tych akademików, i wiem, że już od kilku lat ten
        śmietnik jest zamykany na kluczyk - student jak chce wysypać śmieciuchy, musi
        brać kluczyk pod zastaw legitymacji smile)))) - no, ale czemu uniwersytet miał
        płacić za wywóz śmieci zupełnie obcych osób? (a przybierało to monstrualne
        rozmiary - cały kontener załadowany wielkimi mocnymi worami, na pewno nie po
        studenckich smiotkach typu jogurciki czy serek Hochland)
        • edziecko_kapsel Re: Śmieci i sprawa polska :))))) 17.09.03, 20:31
          No o tym, to - przyznaję - nie pomyślałam. Masz rację. Nie przyszło mi to to
          głowy, bo mieszkam w totalnym blokowisku, w tak dziwnym miejscu, że nawet
          pogotowie nie może do nas trafić a co dopiero mieszkańcy domków
          jednorodzinnych. U nas zamki dorobiono wyłącznie z przyczyn, o których
          napisałam: w odstępach mniej więcej 20-30-metrowaych jest u nas z 5 śmietników.
          Każdy łaził, gdzie mu było bliżej nie myśląc o tym, który śmietnik jest JEGO
          (sądzę, że koszty wywozu się równoważyły wink)) ). Ale tak widocznie było nie po
          bożemuwink.
          A co do włażenia na cudze place: chodzę na nie, bo na działce naszej wspólnoty
          i paru okolicznych developer nie zostawił miejsca nawet na piaskownicę, a jak
          już napisałam, w pobliżu nie ma "WSPÓLNEGO" (tzn.miejskiego) placu zabaw i
          nawet nie ma gdzie go zrobić. Gdzieś chodzić z Małym muszę. Gdyby moja
          wspólnota urządziła sobie placyk nie miałabym nic przeciwko temu, żeby inne
          dzieci się na nim bawiły. Płot dookoła placu zabaw powinien służyć moim zdaniem
          wyłącznie temu, żeby dzieci nie wybiegały na ulicę no i żeby wiadomo było, że
          to plac zabaw a nie melina dla okolicznych lumpów.

          pozdrawiam,
          częściowo skruszona Asia
          • annb w sprawie smieci 18.09.03, 08:15
            wiem że zbaczam z tematu ale...mieszkam w blokowisku gdzie nasz smietnik jest
            akurat tak usytuowany iż mija sięgo idąc na tramwaj lub autobus.Dlatego tez
            mieszkańcy okolicznych bloków właśnie do niego wyrzucają swoje śmieci zamiast
            do swoich....bo ich są dalej i z drugiej strony.jako że nie jest to
            spóldzielnia tylko wspólnota (każdy blok to odrębna wspolnota) i każdy płaci za
            siebie ich smietniki są puste a nam zarządca podniósł cenę za wywóz smieci..bo
            musi częsciej je wywozić.wprawdzie nie jest to duża kwota ale ..dlaczego ludzie
            karzą innym płacićza swoje smieci?na szczęscie na najbliższym spootkaniu
            wspólnoty mamy zamiar przedyskutować tę kwestię.
    • kaktus22 Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 15:44
      ja uważam,że wchodzenie na teren prywatny ze swoim dzieckiem (a raczej teren
      zamkniętego osiedla jest terenem ludzi, którzy za to płacą, za porządek, za
      plac zabaw)jest poprostu lekko mowiac nie w porzadku. Jak by tak wszyscy ze
      swoimi pociechami wchodzili do Ciebie np. na ogródek, nie widzę w sumie dużej
      różnicy między własnym ogródkiem, a zamkniętym placem zabaw na strzeżonym
      osiedlu, to również czyjaś własność, ktoś za to płaci, sprząta, wiem może to
      nie sprawiedliwe, że niektórzy mogą mieszkać w takich osiedlach, bo mają na to
      kasę, ale tak jest i trzeba to uszanować!!!!!
    • addria Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 15:44
      Gosiu, te ogrodzenia robi się właśnie głónie ze względu na kradzieże. Mój blok
      wraz z kilkoma innymi równiez ma wkrótce byc ogrodzony, bo notoryczne
      kradzieże samochodów i włamania do mieszkań są tutaj plagą.
      Przeciwko "obcym" wink dziecoim spokojnie bawiącym się na "moim" wink placu
      zabaw nic nie mam.

      Skowroneczku, zanim coś komuś odpiszesz zwłaszcza tak oskarżycielsko,
      przeczytaj dokładnie co ten ktoś wcześniej napisał. A więc:
      1. Na moim "terenie" są place zabaw, ale nie uważam że nie wolno w związku z
      tym ruszyć mi się poza ten teren, bo to już zakrawa na absurd. Jako dziecko
      zawsze chodziłam z mamą po wielu placach zabaw i to była właśnie atrakcja, to
      zwiedzanie i poznawanie.
      2. Plac z tablicą, o której pisałam, nie był na terenie ogrodzonym, tylko stał
      między blokami na osiedlu (powtarzam - nieogrodzonym). Czy coś napisałam o
      wchodzeniu na ogrodzony teren?
    • aga_rn Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 15:49
      Ja tez podpisuje sie pod slowami Skowroneczka.
      Wlasnosc prywatna to wlasnosc prywatna, nawet jezeli jest to wlasnosc duzej
      liczby osob (ie. czlonkow spoldzielni).
      Mnie takie tablice w ogole nie dziwia, mieszkam w Kanadzie gdzie np. mozna
      spotkac takie prywatne place zabaw czy np. kawalek plazy nad brzegiem jeziora
      ktory nalezy do grupy mieszkancow okolicznych domow, i jest to ich "wlasnosc
      prywatna" o czym informuja tablice. Nieupowaznionym do glowy by nie przyszlo
      wchodzenie na ich teren. Jadac nad jezioro powinno sie dowiedziec z gory gdzie
      sa tzw. plaze publiczne, bo mozna przejechac kilometry i kilometry brzegiem
      jezioro i nie byc w stanie znalezc miejsca na piknik. Z placami zabaw jest
      podobnie. Na szczescie publicznych placow zabaw jest bardzo duzo, wiec nikogo
      prywatny nie neci, poza tym spotyka sie je raczej w mniejszych,
      bardziej "zamknietych" spolecznosciach.
      AgaRN
    • kaktus22 Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 15:54
      jeszcze jedna uwaga, nie żadna personalna, ale taka ogólna dotycząca własności
      prywatnej...jak ktoś za coś osobiście nie płaci, to często tego nie szanuje! i
      jakby tak pielgrzymki dzieciaków przychodziły na strzeżony plac zabaw na
      osiedlu to szybko by uległ zniszczeniu, no może przez te starsze dzieci.
      Zobaczcie jak wyglądają klatki w starych blokach, a jak na osiedlach gdzie za
      wszystko placisz, swojego nie zniszczysz - tak już jest.
    • simsalabim Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 16:37
      ze co??????? to tak jakby sie wystawilo dziecko czekolade, mowiac - nie
      dostaniesz bo ona nalezy do innego dziecka...... smutne bardzo
      • mamaadama4 Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych.- 17.09.03, 17:08
        Mieszkam w takim ogrodzonym bloku, gdzie powstaje plac zabaw. Cały teren
        wewnątrz ogrodzenia, trawniki, drzewa są utrzymywane za pieniądza z czynszów
        jakie każdy z nas mieszkańców płaci co miesiąc.Budowa placu zabaw jak i
        późniejsze jego utrzymanie jest finansowane z naszych własnie pieniędzy. To nie
        są jakies tam pieniądze, ale m.in. moje własne.
        Dlatego za chamstwo uważam bezceremonialne zachowanie wobec własności prywatnej.
        Wchodzę, bo mi sie tak podoba i już. Ciekawa jestem Gosiu dlaczego dzwonisz do
        spółdzielni a nie np do jakiegoś mieszkania? Boisz się, że ktoś ci powie "nie"?
        Jak masz zamiar nauczyć dzieci szacunku do cudzej własności? Uważasz, że to
        sprytne czy zabawne?
        (Przyznaję, satysfakcję sprawiło mi napisanie tego postu. A na drugi raz
        zastanów się zanim komus coś wytkniesz)

        danka
        • wieczna-gosia Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych.- 17.09.03, 19:42
          Po pierwsze- plac zabaw powstal kiedy bloki byly budowane, bez ogrodzenia. To
          nie jest spoldzielnia devloperska jakas prywatna tylko po prostu plac zabaw.
          Nadal teren nalezy do naszej spoldzielni, i jest przez nia finansowany takze
          plac zabaw. Skad to wiem? Ano bo dzwonilam w tym roku zeby piasek
          wymienili wink) to wiem. Czyli de facto mam prawo korzystac z tej piaskownicywink)

          Ogrodzenie powstalo juz z samodzielnej inicjatywy wspolnoty mieszkancow i tu-
          macie racje- powinnam nie niszczyc przez codzienne uzywanie bramy wink)
          Sluchajcie rozdzielmy- co innego gdy widze napis wlasnosc prywatna- nie
          taranuje i nie naruszam. Czyms zupelnie innym jest mania ogradzania grup domow
          na terenie nalezacym do spoldzielni, do ktorej i ja nalezewink) ogradzanie
          spowodowane, jak zreszta napisalam, parkingiem ktory powstal w ten sposob.
          A po domach nie dzwonie bo nie jestem domokrazca wink)) bywalam na tym placu
          zabaw zanim byl ogrodzony i bywam i teraz. Mam tam kolezanki pewnie na
          upartego moglabym zadzwonic do ktorejs z nich, co moze faktycznie powinnam
          czynic .
          A plac zabaw mam kolo domu bardzo ladny i czysty. Ale tam przywyklam chodzic.
          Skladam samokrytyke chodzic nie przestane wink)
          nigdy nie twierdzilam ze krysztalowa jestem wink)
          • wieczna-gosia jak to sie robi u gwm czyli o plotach ;)) 17.09.03, 21:03
            Rzecz wazna bo wyjasnia moj olewczy stosunek do plotow wink)
            Mamy blok (lub kilka). Mamy kawalek terenu.
            Idziemy do spoldzielni z wnioskiem o parking spoleczny. Kilka koniaczkow i
            kopert (jak przypuszczam bo za reke nie zlapalam) zmienia wlascicielawink)
            I oto zgoda jest.
            Wiec grodzimy- na okolo blokow i dalej im dalej tym lepiej, a najlepiej do
            drugiego plota co juz sasiedzi postawili wink)
            W ten banalny sposob za cene ogrodzenia oraz paru koniaczkow i kopert mamy
            osiedle zamykane wink) bez potrzeby bycia wlascicielem czegokolwiek. polak
            potrafi.
            Post pisalam bez zastanowienia nad glebia posiadania plotow, chociaz osiedla
            prywatne widzialam. Ale nie mieszkam to i nie pomyslalam ze ktos mogl sie
            poczuc oburzony. Na moja korzysc niech swiadczy fakt ze na wystepach
            goscinnych u rodzicow chodze na plac zabaw do apartamentowca. Zawsze prosze
            ochroniarza zeby mie wpuscil a tym samym licze se z jego reakcja chociaz nigdy
            nie powiedzial nie wink)Ja to mam urok wink)
            Co wiecej- przed chwila opowiadalam mezowi z wypiekami na twarzy jak to
            posadzono mnie o czyn karalny wink) i on mie oswiecil ze my w tymze bloku na
            tymze osiedlu mamy samochod w garazu. I zamiast dzwonic do spoldzielni
            moglabym chodzic przez garaz przy uzyciu calkiem legalnego pilota wink)
            Juz wiem jak sie czuje przestepca wink))) nieciekawiewink)))) szczegolnie pod
            pregiezem krytyki spolecznej. Ale prawdziwa cnota krytyk sie nie boi.
    • addria Dziewczyny, czytajcie zanim skomentujecie! 17.09.03, 17:04
      To fragment mojego pierwszego postu:

      > "Wstęp tylko dla dzieci członków spółdzielni mieszkaniowej xyz".
      >
      > Szczerze mówiąć czuję się wówczas nieswojo.
      > Czy powinnam zatem zabrać dziecko i tłumaczyć mu, że tutaj nie może nie
      > bawić?
      > Czy wypisywanie takich rzeczy jest wogóle hmm... taktowne?
      > Ja wiem, że członkowie spółdzielni płacą za utrzymanie, etc, ale np. na
      > terenie mojej spółdzielni jest kilka placyków zabaw i nigdzie czegoś takiego
      > nie ma, szczerze mówiąc nie przyszłoby mi do głowy, żeby wymagać od władz
      > osiedla wystawienia takowej tablicy.
      >
      > Co o tym sądzicie?

      Na końcu jest prośba o opinię, za którą wszystkim dziękuję.

      Nie napisałam, że mieszkam w slamsach, gdzie nie ma placu zabaw. Napisałam (w
      drugiem poście), że wkrótce sama będę mieszkać w miejscu ogrodzonym. Nie
      napisałam, że weszłam na teren ogrodzony, bo na takie nie wchodzę.
      Weszłam zupełnie przypadkowo ze dwa razy na plac zabaw na terenie OTWARTYM i
      natknęłam się na taką tablicę. Poczułam się nieswojo, więc się ostatecznie
      zmyłam, mimo że dziecko chciało się bawić, wcale nie lepszych huśtawkach, ale
      INNYCH, a to jest subtelna róznica.

      Skrajną materialistką nie jestem i kiedy nasze osiedle będzie ogrodzone, nie
      będę wyganiać obcych wink dzieci, bo mi zużyją huśtawkę, czy piasek w
      piaskownicy, które to spółdzielnia kupiła za MOJE pieniądze.
      Przeraża mnie takie podejście do sprawy, ja taka nie jestem.
      Niech więc "biedne" dzieci, co ich nie stać na huśtanie się na takiej fajnej
      huśtawce jaka jest dana mojemu dziecku, przyjdą na NASZ PRYWATNY plac zabaw,
      zapraszam. Pod warunkiem, że nie będą go niszczyć, oczywiście wink Ale to już
      temat na inną dyskuję.

      Pozdrawiam wszystkich,
      • odalie Czytamy, czytamy :)))))) 17.09.03, 17:50
        Hej!

        Troszeczkę przepraszam smile))) dlatego tylko troszeczkę, że nie czuję się winna
        aż tak bardzo smile)))). Pod pierwszym postem w wątku był post Gosi i właściwie na
        niego odpowiadałam - no więc przepraszam, że nie ustosunkowałam się do
        pierwszego postu, ale za inne rzeczy nie smile))))

        Nie chodzi o "lepsiejsze" czy gorsze placyki zabaw, ale o poszanowanie
        własności i uczenie się - no twardych i w sumie ponurych - reguł życia w
        kapitalistycznym społeczeństwie. Każdy robi jak uważa za słuszne, ja akurat
        uważam za słuszne przyzwyczajanie mojego dziecka do różnic w statusie
        rozmaitych miejsc - no i podzieliłam się tymi moimi przemyśleniami - głównie
        pod wpływem postu Gosi smile)))

        Któraś z dziewczyn pisała o czekoladce... ale no cóż, a jednak tak jest -
        zdarza się, że dziecko obok ma tę czekoladkę, a nas akurat na nią nie stać
        (taka metafora, aż tak źle nie jest smile chociaż słodyczy unikamy z innych
        powodów). Life is life.

        Jako osoba mieszkająca bynajmniej nie w ogrodzonym osiedlu pisałam także od
        strony "gościa" - no i o sobie - ja chętnie bym skorzystała z zaproszenia (i
        cieszę się, że autorka postu nr 1 nie będzie przeganiać obcych dzieci - no
        poważnie to piszę i nie ironizuję, żeby nie było smile))) ) ale z zasady
        ogrodzone, prywatne placyki omijam.

        I ominęłabym nawet nieogrodzony, ale z tablicą.

        Jeżeli ten teren prawnie nie należy do miasta, to sorry Winnetou, ale trudno,
        konktretna spółdzielnia ma - według mnie - prawo sobie tablicę wywiesić.

        Ja też pamiętam z dzieciństwa wyprawy na dalej położone placyki zabaw...

        No więc nie ma się o co boczyć, prawda? smile)))))) (baaardzo dużo buzieczek, i
        szczerze)
      • odalie Re: Dziewczyny, czytajcie zanim skomentujecie! 17.09.03, 17:53

        > Skrajną materialistką nie jestem i kiedy nasze osiedle będzie ogrodzone, nie
        > będę wyganiać obcych wink dzieci, bo mi zużyją huśtawkę, czy piasek w
        > piaskownicy, które to spółdzielnia kupiła za MOJE pieniądze.
        > Przeraża mnie takie podejście do sprawy, ja taka nie jestem.

        Ja jestem taka, że bym nie wyganiała, ale też i sama się nie pcham smile)))

        I o to mi chodziło.
      • ashan Re: Dziewczyny, czytajcie zanim skomentujecie! 17.09.03, 18:03
        Myślę, że taką ostrą reakcję wywołał post Gosi i jej stosunek do ogrodzonych
        placów zabaw. Oczywiście, że opisywane przez Ciebie tabliczki mogą budzić
        zdziwienie, ale jeżeli taka jest wola właścicieli (w tym wypadku spółdzielców)
        to wg. mnie trzeba ją uszanować. Tym bardziej, że masz niedaleko własnego domu
        place bez takich tabliczek smile. A co do tego, że Ty nie będziesz miała nic
        przeciwko temu, żeby dzieci korzystały z placu pod Twoim domem, to oczywiście
        Twoja wola. Pod warunkiem oczywiście, że większość mieszkańców się z Tobą
        zgodzi smile. I że nie dojdziesz po pewnym czasie do wniosku, że jest to jednak
        obciążenie dla Twojej kieszeni smile.
        A chyba nieporozumieniem jest porównywanie dostępności placów zabaw z
        czekoladąsmile))? Dzieci od małego należy uczyć szacunku do własności i
        przestrzegania prawa. Pokazywać im, że nie wszystko co jest w zasięgu wzroku
        jest dla nich dostępne i tłumaczyć dlaczego.
        pzdrw
        ashan
      • wieczna-gosia Re: Dziewczyny, czytajcie zanim skomentujecie! 17.09.03, 19:54
        aaa... no teraz sobie doczytalam ten moj post- faktycznie wychodzi na to ze na
        czyjes latam wink)))

        O rany wytlumaczyc sie trzeba.

        Otoz stoja sobie bloki TBS czyli W ZALOZENIU nie prywatne lecz nalezace do
        spoldzielni wink) tej ktorej i ja jestem czlonkiem wink) i jest tam biuro tejze
        spoldzielni wink) tam gdzie np czynsz co miesiac place wink)
        Uroczyscie oswiadczam ze nie laze na czjes prywatne podworka i na czyjes
        prywatne osiedla np do morud nie laze chociaz skubana ma ladniejszy plac wink)
        Wspolnota TBSu postawila sobie brame ale wlascicielem terenu nie jest tak samo
        jak zaden z lokatorow nie stanie sie wlascicielem mieszkania, bo taka jest
        idea TBSu wink) Czyli osiedle zamykane ale bynajmniej nie prywatne wink)

        mam nadzieje ze dostane rozgrzeszenie wink)

        A smiecie wyrzucam u siebie wink)
        • ashan Re: Do Gosi 17.09.03, 20:05
          wieczna-gosia napisała:

          > aaa... no teraz sobie doczytalam ten moj post- faktycznie wychodzi na to ze
          na
          > czyjes latam wink)))
          >
          > O rany wytlumaczyc sie trzeba.
          >
          >>

          Oj, Gosiu rozgrzeszona już przecież jesteś (po tym poprzednim poście) smile))))
          A mi kamień spadł z serca, bo chociaż rzadko tu piszę, to często czytam i miło
          mi się zrobiło, ...... oj, po prostu miło smile)))))))))
          pzdrw
          ashan

        • odalie dla odmiany coś wesołego - też o śmieciach 17.09.03, 21:46
          Dostałaś, dostałaś smile)))))

          I historia prawdziwa, która się przytrafiła pewnej osobie z mojej dalszej
          rodziny:

          Otóż ten dystyngowany i bardzo zasadniczy pan w czasie wakacji mieszkał prawie
          non-stop na działce rekreacyjnej pod miastem, w którym miał mieszkanie w takim
          czteropiętrowym bloku, na osiedlu pamiętającym czasy pierwszej pięciolatki.

          Jak był na tej działce, to śmieci zbierał do wieeelkiego wora, bo jakoś mu się
          nie kalkulowało wyrzucać ich na miejscu. Że jest to osoba żyjąca w zgodzie z
          zasadami współżycia społecznego (nooo, powiedzmy, ale to inny temat smile ), nie
          wywalał tych śmieci do lasu - tak jak to wielu, oj wielu posiadaczy działek
          czyni - lecz przywoził je od czasu do czasu do kontenera w śmietniku, który
          stał pod jego blokiem.

          No i raz na wstawianiu wora do konetenera nakryła go pani, wysiadująca w oknie
          na poduszce - i chyba sobie same, dziewczyny, dopowiecie, jaki to potok słów
          popłynął w kierunku owego pechowego pana. Który musiał udowodnić, że nie jest
          wielbłądem, czyli że płaci za wywóz śmieci, bo tam mieszka, choć ostatnio
          rzadko bywa, i opłata wliczona jest w jego czynsz.
        • e.beata Re: Dziewczyny, czytajcie zanim skomentujecie! 18.09.03, 15:11
          Gosiu, skoro tabliczka "Wstęp tylko dla dzieci członków spółdzielni
          mieszkaniowej xyz". a Ty jesteś członkiem tej spółdzielni to nie rozumiem po co
          post i zamieszanie. Korzystasz z placu legalnie i oficjalnie.

    • mamailona Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 17:53
      Jestem mieszkanką osiedla tzw. deweloperskiego. Deweloper sprzedał nam lokale
      wraz z gruntem - teraz ja i moi sąsiedzi jesteśmy właścicielami zarówno
      mieszkań jak i terenu wokół budynku i to my - wspólnota mieszkaniowa
      zapłaciliśmy za powstanie placu zabaw i płacimy za jego bieżące utrzymanie:
      wymianę piasku, ogrodnika dbającego o zieleń itp. Osiedle jest ogrodzone i
      chronione jednak nie dlatego, żeby uniemożliwić wstęp "obcym" dzieciom na plac
      zabaw. Zarówno mi, jak i chyba nikomu z moich sąsiadów, nie przyszłoby do
      głowy wywieszać szyldu z napisem w stylu "ten plac zabaw jest tylko dla
      naszych dzieci". Myślę też, że nie jest dla nas większym problemem szybsze
      zużycie się sprzętów na placu zabaw, jeśli większa ilość dzieci w tym również
      te spoza osiedla będzie z nich korzystała. Chodzi o to, aby plac zabaw był
      użytkowany zgodnie z przeznaczeniem. Jeśli przechodzące obok dziecko ma ochotę
      pobawić sie, a jestem akurat na placu zabaw i to widzę, sama zapraszam mamę z
      pociechą aby podeszła do furtki, przez którą ich wpuszczę. Wpuszczając każdą
      osobę na teren osiedla, biorę na siebie odpowiedzialność względem moich
      sąsiadów, że mój gość nie naruszy zasad Porządku Domowego obowiązującego na
      tym osiedlu.

      Chciałabym w tym miejscu zauważyć, że nie jest to w 100% tak, jak zauważyła
      jedna z moich przedmówczyń, że ludzie nie mieszkający w takich osiedlach muszą
      jakoś pogodzić sie z myślą, że mieszkają tam tacy, którzy mają kasę.
      Przynajmniej na moim osiedlu mieszka b. dużo młodych małżeństw, które pobrały
      kredyty na zakup mieszkań i będą je spłacać jeszcze długie lata. To nie jest
      takie sielankowe, jakby można zakładac na pierwszy rzut oka. Poza tym każdy z
      nas MUSI uczestniczyć w utrzymaniu części wspólnej czyli tegoż właśnie placu
      zabaw i to my podejmujemy wspólnie na zebraniu decyzję, czy stać nas na
      wymianę piasku tylko raz w roku, czy może wymienimy go sobie częściej. Trzeba
      liczyć się z kosztami! Jeśli płot sforsują huligani (miało to już miejsce), po
      czym zniszczą nam rabatki z kwiatami i nasiusiają do piaskownicy zanim
      ochrona im w tym przeszkodzi, to my właściciele będziemy musieli zapłacić za
      zakup nowego piasku i nowych kwiatków. Takie jest nasza rzeczywistość, choć
      zza płotu może to wyglądać bardziej sielankowo np. tak: kasiaści zbudowali
      sobie prywatny plac zabaw dla swoich pociechwink

      Uważam jednak, że wywieszanie szyldu "plac zabaw tylko dla dzieci tej i tej
      spółdzielni" jest oczywistym naruszeniem praw dzieci przez dorosłych. My
      dorośli mamy obowiązek umożliwić każdemu dziecku prawidłowe tj. szczęśliwe
      dzieciństwo, a nie stawiać mu barier, które niczemu dobremu nie służą. Mam
      nadzieję, że nie było intencją tego, kto szyld ten zawiesił, aby bronić
      dostępu do placu zabaw dzieciom. Chyba chodziło o to, że plac ten ma być
      użytkowany zgodnie z przeznaczeniem, tylko nie bardzo udało sie to prawidłowo
      wyartykułować. Pomimo to jednak nie zdobyłabym sie na takie zachowanie, jak
      opisała Wieczna Gosia. Dla mnie byłoby to pokazywanie dziecku, że można
      oszukiwać innych, aby osiągnąć jakieś tam własne korzyści. Poprosiłabym w
      spółdzielni o zgodę na wejście, a nie przemycała sie cichcem wykorzystując
      nieuwagę właścicieli.

      POdkreślam jeszcze raz: płot na naszym osiedlu nie powstał po to, żeby
      oddzielić dzieci mieszkańców osiedla od wszystkich pozostałych. Inne dzieci
      też są mile widziane, wystarczy podejść do płotu, albo w inny sposób dać znać,
      że dziecko ma ochotę się pobawić, a na pewno znajdzie sie mama, która zaprosi
      gościa do środka.
    • addria Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 19:17
      Odalie, nie boczę się tylko dyskutuję wink
      Również ślę przez łącza buziaczki, szczere i dla wszystkich smile
      Szczególne ukłony dla Mamailona (nie wiem czy dobrze odmieniłam nick wink za
      Twój post.
      Jeszcze raz pozdrawiam,
    • iberka Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 17.09.03, 22:43
      a u nas przy blko obok nas zamkneli na koldke placyk zabw.Kubek widzi go
      zodziennie,bo musimy przejsc obok i zawsze placze.....teraz bawia sie tam
      dzieci ale jak kiedys chcialam wejsc zeby Kubek pokrecil sie na karuzeli to
      mnie rodzice wyrzucili,bo nie mieszkam w ich blku i nie place za ta
      hustawke....szok,bo jak mialam to powiedziec kubie,ktory mial wtedy 20 mcy?
      iza
    • adzia_a Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 18.09.03, 08:34
      Oj, to się trochę dziwnie poczułam...chociaż nie do końca wiem, czy to o mnie,
      bo się pogubiłam wink Ja chodzę z córeczką na placyk zabaw przy blokach
      (mieszkam w domku jednorodzinnym) - plac jest nieogrodzony.

      Ale jednak to nie moja własność, niezależnie od tabliczki.

      Jejku, naprawdę, nie chciałabym, żeby ktoś kiedyś mi zarzucił, że moje dziecko
      korzysta z cudzej własności sad

      Od cudzych kontenerów ze śmieciami trzymam się z daleka, to jasne wink

      Słuchajcie, no to nie wiem - mogę, czy nie mogę? Podkreślam - placyk nie jest
      ogrodzony , należy do jakiejś tam spółdzielni i nie ma tabliczek, ale to nie
      zmienia faktu, że ja za niego nie płacę...

      A powiedzcie mi, co w takim razie robić, kiedy się jest w gościach u kogoś, kto
      mieszka na ogrodzonym osiedlu? Niech jego dzieci idą do piaskownicy, a nasze
      mamy trzymać w domu, czy jak?

      Serio pytam, na mojej wiosce ogrodzone osiedla to śpiewka przyszłości, więc nie
      wiem, jak się zachować...Wydaje mi się jednak, że jak cudza własność, to cudza,
      niezależnie od tego czy zamknięta na kłódkę i przypięta do płoty wink No i
      czytając ten wątek strasznie mi się przykro zrobiło. Jeśli dzieciaki
      mieszkające na osiedlu mogą niszczyć drzewa i krzaki, jeśli można wpuszczać na
      plac zabaw pieski, jeśli można śmiecić i pluć - obrzydzając tym życie innym
      członkom spółdzielni, którzy też za to płacą - a mała dziewczynka spoza osiedla
      miałaby komuś wchodzić w paradę...

      Wiecie co, w zyciu bym nie pomuyślała...
      • odalie Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 18.09.03, 08:43
        Hej!

        Ma mój babski rozumek smile))) skoro

        > placyk nie jest
        > ogrodzony

        to jest to teren ogólnie dostępny i każdy może wejść.

        Więc chociaż

        > należy do jakiejś tam spółdzielni i nie ma tabliczek, ale to nie
        > zmienia faktu, że ja za niego nie płacę...

        to gdyby owej spółdzielni/jej mieszkańcom się chciało i gdyby byli w stanie
        (prawnie jak zauważyła Gosia, nie zawsze grodzenie ma podstawy prawne) to by
        się od-grodzili.

        Co do dzieci w gościach - jak już powiedziała któraś z dziewczyn, osoba
        mieszkająca we wspólnocie, która zaprasza gości i ich dzieci jest
        odpowiedzialna za zachowanie tychże osób. Tak na wypadek demolek, hałasów,
        bójek czy pogryzień smile)))) Więc nie posuwajmy sprawy do absurdu.

        Jestem przez kogoś zaproszona na teren prywatny=jestem u niego=mam prawo
        korzystać z placyku.

        Tak ja to widzę.
    • aluc Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 18.09.03, 10:41
      u nas jest tak:

      placyk nieogrodzony
      tabliczka jest
      z placyku korzystają nie tylko dzieci z okolicznych bloków (pięćset
      osiemdziesiąt różnych spółdzielni, deweloperów wspólnot i innego towarzystwa
      zresztą :lolsmile, ale także dzieciaki z prywatnego przedszkola w jednym z bloków
      (z innej spółdzielni niż placyk)

      i mimo tabliczki jednak z Grubym tam przychodzę, bo nigdy nie spotkałam się z
      żadnymi negatywnymi reakcjami, a na inne rzeczy sąsiedzi reagują i to dość
      gwałtownie

      uznałam więc, że tabliczka wygasła przez niestosowanie wink

      ale na ogrodzony niezaproszona bym nie wlazła

      a tak na marginesie - wakacje spędziliśmy w Norwegii, mieszkaliśmy głównie w
      domu na wyspie w fiordzie na południe od Oslo. Tam nie ma w ogóle ogrodzeń
      wokół działek, sąsiedzi przechodzą gdzie chcą, dzieci bawią się gdzie chcą i
      czym chcą i nikt do nikogo nie ma pretensji

      i chociaż sama jestem bardzo prowłasnościowa, to bardzo mi się to podobało,
      choć zwykle okoliczne dzieciaki do nas (a raczej do niemęża rodziny) do ogrodu
      się bawić przychodziły i poczytać w spokoju nie pozwalały, a nawet Grubego z
      południowej drzemki budziły

      oczywiście można powiedzieć, że tam wszyscy się znają i to takie
      dobrosąsiedzkie stosunki, ale z drugiej strony na nowych, niemolochowatych
      osiedlach też z reguły ludzie się znają chociaż z widzenia, a już matki z
      małymi dziećmi to na pewno.... i może dla tych dobrosąsiedzkich stosunków warto
      by te tabliczki na złom wyrzucić kosztem tych paru groszy (w przeliczeniu na
      mieszkańca) więcej na konserwację placyku
      • adzia_a Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 18.09.03, 11:29
        aluc napisała:
        > i chociaż sama jestem bardzo prowłasnościowa,

        No właśnie, ja też (zresztą widać to po tym, na kogo zwykle głosuję wink))))))
        ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że aż tak bardzo można pilnować swojej
        własności.

        Ale w sumie to sama huczę na mieście na deptających trawniki, bo za ich
        utrzymanie płacę osobiście (trawników, znaczy się).
        • skowroneczek Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 18.09.03, 12:28
          No, wczoraj trochę mnie poniosło. Ale chodziło mi o zasady. I tu trzymam się
          tego co nappisałam. Własność trzeba szanować.
          Natomiast obiecuję,że jeśli kiedykolwiek będę miała wspólnotowy plac zabaw, to
          na pewno będę się cieszyła, jeśli odwiedzą nas na nim "obce" dzieci. Bo
          oczywiście uważam, że "obcych" dzieci po prostu nie ma. A im więcej kolegów i
          koleżanek do zabawy będą miały moje córeczki, tym lepiej dla nich!!! Wcale nie
          byłabym szczęśliwa, kiedy moje dzieci siedziałyby samotnie w piaskownicy!!!
          Wręcz odwrotnie w uważam, że to byłoby straszne!!! Ale to już zupełnie inny
          temat.
          Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy
          • pesteczka5 Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 18.09.03, 13:20
            ..."Piotruś pobiegł ze śmiechem naprzód, a stanąwszy, rozejrzał się i spytał:
            - Czyj - jest - ten - las?
            Masz tobie! Czyje to jest? Na każdym kroku co chwilę słyszy się te słowa.
            (...) Złość porwała nagle panią Barbarę, gdy to wspomniała. Słowa 'czyje to'
            wydały jej się czymś niewłaściwym, a nawet prawie zdrożnym. Powiedzieć, że coś
            jest czyjeś, to jakby pozbawić tej rzeczy cały świat, wszystkich innych.
            Piotruś stał i powtarzał pytanie, a pani Barbarze mnóstwo wymyślnych tłumaczeń
            snuło się przez głowę, lecz wszystkie były dla dziecka za trudne, a dla niej
            samej także nie dość jasne. Już chciała odpowiedzieć, jak wypadało, że las
            jest pana Krępskiego, lecz zamiast tego rzekło jej się inaczej:
            -No, cóż - westchnęła - las jest pana Krępskiego i nasz, i gajowego, i tych
            ludzi, co przychodzą na chrust, na grzyby, na jagody.
            Piotrusiowi trafiło to do przekonania, jak zresztą wszystko, co by mu matka
            powiedziała. Snuł dalej:
            - Bylisi. Ludwiczki. Nebelskiego. Nebelskiego też?
            - Też. A jakże.
            Jemu zaś przypominały się jeszcze inne osoby, które pragnął również lasem
            obdarzyć(...)

            Maria Dąbrowska, "Noce i dnie" t.I

            Serdecznie pozdrawiam
            • edytek1 Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 18.09.03, 15:07
              No dobra . My mieszkamy w nowym bloku i mamy tzw. wspólnotę i z naszej kasy
              zrobiony jest chodnik, trawka, i inne pierdułki. Czy to znaczy , że po tym
              chodniku nie wolno chodzić nikomu innemu? Nie nie drogie panie... Wręcz
              przeciwnie to myja wspólnota ponosi odpowiedzialność za to, zę pani X skręći
              sobie nogę na nierównym chodniku który do nas należy. ( Aluc WAm to lepiej
              wytłumaczy niż ja).
              Za naszym blokiem jest plac zabaw innej wspólnoty i chodzę tam z małą, ale tak
              samo bywam na placach zabaw obok starych bloków na placu zabaw w parku, w
              środku blokowiska studni. Chadzam wszędzie tam gdzie nie siatki. I naprwdę nie
              przeszkadza mi to, że na "mój" plac zabaw przychodzą inne " obce" dzieci. Ta
              samo jak droga (wysfaltowana za moje pieniądze i należąca do nas jako wspólnoty)
              służy połowie osiedla tak samo zabwki są użeteczności publicznej trzeba sie z
              tym liczyć stawiając plac zabaw. My też mamy siatkę i zamek, ale zamyka się
              plac zabaw po zmierzchu, aby pijaczkowie nie sikali i młodzież niegrzecznie
              sprzęów niezniszczyła). Nie oszukujmy się dziecko 3-4 letnie nie wyrwie blachy
              ze zjeżdzalni. Zaprwaszm Was na mój plac zabaw. smile)))))
    • e.beata Re: Mamy kapitalizm... 18.09.03, 15:27
      ...i własność prywatną. I trzeba się z tym pogodzić.
      Już nie wszystko jest wspólne i lasy też można spotkać prywatne.
      Ja też ganiałam po podwórkach przeróżnych ale to były INNE CZASY.
      Wsio było własnością ludu pracującego miast i wsi. Prywatność zaczynała się za
      drzwiami mieszkania.
      Teraz jak idę gdzieś polami i widzę tabliczkę "Własność prywatna" to kocyka tam
      nie rozkładam, najwyżej bokiem przemknę. Bo właściciel może sobie nie życzyć
      mojej bytności na swojej trawiewink.
      Teren prywatny niekoniecznie musi być odgrodzony płotem, czy murem.
      Z tego co pamiętam to w USA takiego wędrowca co tabliczki nie spostrzegł można
      nawet bronią postraszyć. Bo własność prywatna jest święta. A u nas pokutuje
      wciąż socjalizm. /choć akurat ogólnodostępnosć terenów była miła/.
      I dobrze że większość rodziców po ludzku się zachowuje i teren prywatny
      udostępnia innym dzieciom. Ale uważam, ze wcale nie jest to ich obowiązkiem, a
      wyłącznie dobrą wolą.


      • aluc Re: Mamy kapitalizm... 18.09.03, 15:44
        poczekajta poczekajta z tym kapitalizmem

        dla mnie kapitalizm od socjalizmu własnościowo to się tym głównie różnił, ze w
        socjalizmie własności jakiejkolwiek, czy prywatnej czy tzw. wspólnej się nie
        szanowało, ale nie tyle przez wchodzenie, korzystanie i tak dalej, ile przez
        brak odpowiedzialności za takowe korzystanie

        a odpowiedzialność taka się wyraża poprzez nierzucanie papierków na przykład,
        nieniszczenie sprzętów, niepozwalanie psu na sikanie do piaskownicy i tak
        dalej... i dlatego człowiek niesprzątający po swoim psie na własnym osiedlu
        jakoś gorszym przestępcą dla mnie jest niż matka wchodząca z dzieckiem na obcy
        plac zabaw, nawet zatabliczkowany... ale która, jeśli jej dziecko coś na tym
        placu urwie, pójdzie do administratora osiedla i ustali zasady usunięcia szkody

        bo inaczej to sie tu powoli zrobimy bardziej kapitalistyczni niż kapitalizm wink
        w dodatku kapitalizm płotowo-tabliczkowy nam się z tego wszystkiego zrobi wink
        kapitalizm nakazowo-rozdzielczy

        Aluc smile której bliższy jest jednak model norweski niż amerykański
        • wieczna-gosia Re: Mamy kapitalizm... 18.09.03, 16:03
          No dobrze aluc gada wink)

          Ja generalnie jestem w ogole za zamykaniem placow zabaw. Ale nie przed dziecmi
          nie z tej spoldzielni ale przed pieskami np tudziez pijanym mlodziencem.

          Ale ja mysle aluc ze my tym socjalizmam skazeni jestesmy wink) i wlasnosc
          prywatna jedzie u nas w granice absurdu.
          W wakacje byla pewna sprawa niby inna a jednak podobna.
          Pani na moim osiedlu wystawila basenik. Mogla pomyslec to moje i wywalic na
          balkonie ale mila chciaa byc i wywalila basenik na podworku. W dwa dni zrobil
          sie skandal. W sprawie wody ktora owa pani uzywala a przeciez woda wspolna!!
          Kazdy placi!! Czemu mialby sie zgodzic na basenik??
          Przyjechala straz miejsca wobec oburzenia mieszkancow nakazala zdjac basenik i
          kazdy w zgodzie poszedl podlewac se kwiatki w ogrodku.

          A dzisiaj sobe na temat placow zabaw gadalam z mamusiami w przedszkolu. Mama
          neijakiego Jasia, ktorego moja ola kocha. Powiedziala ze nie dosc ze ona
          mieszka na zamykanym prywatnym osiedlu, to jeszcze wiekszosc mieszkancow
          przeglosowala klombik zamiast placu zabaw. I ona nielegalnie chadza na inne
          zamykane osiedle (tam taka okolica co innych nie buduja..) na plac zabaw wink)

          Absurdus magnificuswink)
          • ashan Re: Mamy kapitalizm... 18.09.03, 16:23
            wieczna-gosia napisała:

            >> A dzisiaj sobe na temat placow zabaw gadalam z mamusiami w przedszkolu.
            Mama
            > neijakiego Jasia, ktorego moja ola kocha. Powiedziala ze nie dosc ze ona
            > mieszka na zamykanym prywatnym osiedlu, to jeszcze wiekszosc mieszkancow
            > przeglosowala klombik zamiast placu zabaw. I ona nielegalnie chadza na inne
            > zamykane osiedle (tam taka okolica co innych nie buduja..) na plac zabaw wink)
            >
            > Absurdus magnificuswink)
            >
            Zgadza się, absurd doprowadzony do... absurdu smile Ale chyba rozwiązaniem nie
            jest chodzenie na "cudze" placyki zabaw. Przecież w większości takich
            zamkniętych osiedli mieszkańcy mogą zirytować się chociażby na zgiełk pod
            oknami. Nie mówiąc o tym, ze faktycznie klombik może być dużo bardziej
            estetyczny, niż gromadka dzieci smile I wtedy co? Wędrówki ludów na coraz
            bardziej oddalone place wink))? Jedynym wyjściem jest nacisk na gminę, zeby
            wybudowała placyk ogólnodostępny. I nadal podtrzymuję, że owszem fajnie, jeśli
            osoby będące gospodarzami na takich placach zapraszają inne dzieci, ale to nie
            jest obowiązek i domaganie się tego w imię równości dzieci to wg mnie pomyłka.
            smilepozdrawiam
            ashan smile
    • annb Re: Wstęp tylko dla dzieci upoważnionych. 18.09.03, 16:02
      a może bytak dotrzeć do miejscowych radnych? i wiercić dziurę w brzuchu o nowe
      place zabaw dla dzieci.wiem że w krakowie każda dzielnica ma takie i wiem też
      że w budżecie jest pozycja - remonty.
      na wsi to samo..nie ma więc słać pisam, pisać, dotrzeć do lokalnej gazety,
      spytać się czy radny musi odpowiadać na pismo w ciągu iluś tam dni, zastosować
      argument że się mieszka i płaci podatki....skrzyknąć inne mamy...i pisać....i
      żądać odpowiedzi.

Pełna wersja