ann007
19.09.03, 19:12
Godzina 19.00 mniej więcej, szykujemy dziecko do snu. Przepisowa kąpiel
(ostatnio w wodzie z mąką ziemniaczaną, wg wskazań lekarskich), ostatnie
karmienie, lulanie, łóżeczko, przytłumione światła, chodzenie i mówienie po
cichu (mieszkanko malutkie, więc trzeba uważać na sen małego). W łazience
(szczelnie zamkniętej mimo nieszczelnych drzwi) cicho szemrze pralka, w
kuchni naczynia do zmywania,prasowanie z wczorajszego prania, mąż czeka aż
będzie mógł usiąść do pracy przy komputerze. Dzień dobiega końca. Te chwile
są mi bardzo drogie. Nawet nie potrafię powiedzieć, dlaczego. Chyba ich
powtarzalnośc daje mi poczucie bezpieczeństwa...? Lubię mieć dobrze
zamknięty dzień. Nie mam czasu na jego roztrząsanie, rozpatrywanie
słuszności decyzji, ocenianie moich uczuć. Ale mogę chociaż okazać moją
miłość najbliższym dając im ład zewnętrzny - porządkując mieszkanie,
szykując na następny dzień kanapki do pracy dla męża, nastawiając wywar na
zupę. Czasem to wolę nawet takie spędzanie czasu od obejrzenia wieczornego
filmu. To chyba daje mi szczęście...