k1234561
02.07.08, 10:35
Witam,chciałam się pożalić,bo bardzo mi smutno.Mam dziś urodziny i
właściwie powinien być to wesoły i sympatyczny dzień,a tymczasem za
sprawą mojego męża ten dzień nie jest taki jak bym się spodziewała.
Ale do rzeczy,rano mój mąż chciał kupic mi kwiaty i zrobić
śniadanie,ale ponieważ wstaliśmy razem,więc tak sobie rozmawialiśmy
pomiędzy szafą na ubrania a łazienką,chodziło o wyjście na śłub
jednego z pracowników mojego męża.Chłopak zaprosił nas na swoje
wesele i ślub.To takie jedno z tych kurtuazyjnych zaproszeń "bo
wypada zaprosić szefa",przy czym najlepiej jakby nie przyszedł.JA
nawet tego chłopaka nie znam,w dodatku jadę odwiezć córkę wraz z
moimi rodzicami nad jezioro i chętnie bym tam została do niedzieli,a
gdybym szła na to wesele musiałabym zawieżć ich (200km),przespać sie
i zaraz wracać z powrotem.Tłumaczyłam mężowi,że lepiej żeby dał temu
pracownikowi prezent,złożył życzenia i koniec,ale mój mąż się
upiera,że skoro został zaproszony to napewno ten pracownik bardzo
chce żeby on tam był.Od słowa do słowa,mąż w końcu stwierdził:,no to
sam mam tam pójść?Ja mu na to że jak tak bardzo chce to może jechac
i sam nawet.Potem wywiązała się rozmowa i on znowu no to będę musiał
pójść z kimś innym i to mnie najbardziej zabolało.Jak on tak mógł mi
powiedzieć i to w dodatku w moje urodziny....Było mi tak bardzo
przykro i smutno.Po tych słowach,zadzwonił jego telefon,on się
ubrał i wyszedł z domu.Ja jakoś też nie miałam już ochoty na dalsze
rozmowy z nim i też się szybko ubrałam i wyszłam z domu.Po jakismś
czasie mąż wrócił z kwiatami i zabrał się za przygotowywanie
śniadania dla mnie jakby nigdy nic,nawet się nie spostrzegł,że mnie
już dawno w domu nie ma.Jak się w końcu pokapował,to zaraz dzwonił
na komórkę z pytaniem gdzie jestem,bo on tu czeka z
kwiatami,śniadaniem itd.Ja mu nato,że już nic od niego nie chcę i że
wyjątkowo mi zepsuł ten jeden jedyny,wyjątkowy dzień w
roku,mówiąc,że z kimś innym musi iść na wesele.Jak on to
usłyszał,był bardzo zdziwiony,tłumaczył się,że nie to miał na
myśli,ale ja nie mam zamiaru każdej jego wypowiedzi analizować pod
kątem "co autor miał na myśli".Potem jeszcze próbował dzwonić i
przepraszać i prosił,żebym wróciła choć na parę minut do domu,ale
mnie się już odechciało,cały nastrój szlag trafił.
No i tak to hucznie dziś od rana sobie świętuję moje urodziny.Na
szczęście tu na forum mogę się wyżalić,bo niestety nikogo innego nie
mam.
Pozdrawiam wszystkich
Anika