i jak tu ufać?

02.07.08, 15:29
W niedzielę po południu, mój mąż wrócił do domu po tygodniowej
nieobecności (wyjeżdżał z synem), a po kilku godzinach wyszedł się
przejść...
Niespecjalnie się zdziwiłam, często wychodzi, na spacer albo na
rower, ale biorąc pod uwagę jego zmęczenie po nieprzespanej nocy i
kilkugodzinnej trasie powrotnej, powinnam się zdziwić...

Późnym wieczorem, ustawiałam profile w swoim telefonie i nie mogłam
dojść do ładu z wyświetlaniem niektórych funkcji. Mąż ma telefon
prawie identyczny... Domyślacie się co było dalej?
Połączenie 57 minut - zdziwiło mnie bardzo.
Wiem, pomyślicie: czepia się. Jednak wierzcie, że to nie jest
normalne. Mój mąż do rozmownych nie należy, wręcz przeciwnie.
Rozmowa z moim mężem zwykle zamyka się w kilku zdaniach, nigdy nie
widziałam, żeby rozmawiał z kimkolwiek dłużej niż kilka minut. A tu
gadał z kimś prawie godzinę!
Sprawdzilam połączenia wychodzące i przychodzące. Wyświetliły się
tylko połączenia ze mną. A rozmawialismy ze sobą tylko kilka minut.
Czyli usunął z komórki ostatnie połączenia.
Nie wytrzymałam, zapytałam z kim rozmawiał przez godzinę.
Reakcja:
- cisza
- dlaczego sprawdzasz moją komórkę?
Zapytałam o to samo jeszcze 2 razy, nie uzyskując odpowiedzi wyszłam
z pokoju. Po kilkunastu minutach przyszedł, milutki jak nigdy i
zaczął tłumaczyć, że to nic strasznego, że to nie to, co myślę...
Powiedziałam, że może się spakować i wynieść. Zero reakcji.
Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam, że nie wytrzymam dłużej w jego
obecności i wyszłam z domu.

Kiedy wróciłam, tłumaczył, że rozmawiał z dziewczyną ze swojej
pracy. Dziewczyna ma problemy, zwierzała mu się, on jej opowiadał o
problemach w naszym związku. Zapewniał, że nic więcej nie było.
Usunął to połączenie, bo bał się właśnie takiej reakcji z mojej
strony.

Żeby było jasne: nigdy dotąd nie podejrzewałam mojego męża o zdradę,
nigdy nie zabraniałam kontaktów z żadnymi kobietami czy mężczyznami,
ludźmi ogólnie smile nigdy nie kontrolowałam, nie robiłam awantur o
późne powroty (rzadkie i raczej uzasadnione smile, nie jestem
histeryczką, która czepia się głupot.

I co ja mam myśleć po takim wyskoku?
    • syriana Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 15:38
      nie mam pojęcia
      obiektywnie nie wygląda to najgorzej, ale subiektywnie w podobnych sytuacjach
      reagowałam tak samo, czyli nerwem

      no nie znoszę po prostu zwierzających się godzinami koleżanek, połączeń i smsów
      kasowanych "by nie martwić" i podejrzanych zachowań po dłuższym niewidzeniu się
      • keequsia Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 15:52
        Cóż... z jedenej strony nic sie nie stało i nie powinnaś mieć
        żadnych podejrzeń. Nie mniej jednak uważam, że tego typu rozmowy nie
        powinny mieć miejsca - nie chciałabym aby jakaś obca mi kobieta
        zwierzała sie mojemu mężowi z kłopotów w związku, a tym bardziej aby
        On opowiadał o naszych domowych relacjach. Jeśli chodzi o mnie, mój
        mąż ma przyjaciólki z dzieciństwa z którymi porusza przeróże tematy,
        ale ja wiem że traktuje je bardziej jak siostry - w tym przypadku
        niech gada sobie o czym chce. Jenak jeśli chodzi o Ciebie i o inne
        kobiety w podobnych sytuacjach, uważam że żadna szanująca sie żona
        nie powinna dopuścić do tego aby mąż wchodził w tego typu relacje z
        koleżanką z pracy. Czy Ona nie ma koleżanki, matki...? Wytłumacz mu
        to spokojnie acz stanowczo. Powinien zrozumieć Twoje stanowisko. I
        masz moim zdaniem być zdenerewowana jednak nie wyolbrzymiaj sprawy.
        Pozdrawiam.
    • roksanna1 Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 15:44
      A ja jestem zdania, że coś jednak niedobrego dzieje sie w Twoim związku. Może
      dobrze, że tam zajrzałaś, chociaż tego nie popieram. Teraz powinnaś się
      zastanowić jak wszystko w waszym związku poukładać. Ja nie mowie że wina leży po
      Twojej stronie. Ale jeżeli Ty tego nie zrobisz i go zostawisz to on sobie
      pójdzie do innej. Musisz działać.
    • jowita771 Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 15:55
      Pierwsza reakcja Twojego męża byłaby dla mnie niepokojąca. Nie wytłumaczył sie
      od razu, tylko zaatakował. Moim zdaniem kłamie, bo gdyby było tak, jak mówi,
      powiedziałby Ci natychmiast jak zapytałaś. Zaskoczyłaś go i musiał wymyslić coś
      wiarygodnego.
      • michasia24 Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 18:32
        tak samo pomyślałam
    • liwilla1 Re: trudno cos doradzic 02.07.08, 16:25
      sytuacja nie do pozazdroszczenia uncertain

      ale...

      osobiscie wyznaje zasade w zwiazku - zadnych gierek, kawa na lawe. poki co u nas
      sie sprawdza. wiec moze porozmawiaj z mezem, ze nadwatlil Twoje zaufanie i nie
      podobala Ci sie jego reakcja. I ze dla Ciebie zapalilo sie czerwone swiatelko i
      nie wiesz czy i kiedy zgasnie, wiec jesli mu zalezy na przyszlosci Waszego
      zwiazku, lepiej zeby zaczal byc szczery. bo jak nie zamierza, to rownie dobrze w
      tym momencie mozecie sobie podziekowac.
      • sanna.i Re: trudno cos doradzic 02.07.08, 17:25
        Popieram, zareagowałabym w ten sposób na Twoim miejscu. Ale szczerze
        powiedziawszy, niespecjalnie wierzę w jego wersję. Przykro mi cię martwić, ale
        coś jest na rzeczy z tą "koleżanką".
    • malila Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 17:22
      Przykro mi, Wiosna. Nie wierzę w ani jedno słowo Twojego męża.
      Obawiam się, że czas Twojego spaceru przeznaczył na wymyślanie
      historyjki o zwierzeniach koleżanki z pracy.
      Bał się Twojej reakcji? A miał powody podejrzewać, ze tak się
      zachowasz?
      • sanna.i Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 17:27
        Poza tym obrzydliwy jest jego brak lojalności - ja na przykład jestem wyczulona
        na tym punkcie. Kurdę, jakiejś obcej babie opowiadać o problemach w WASZYM
        małżeństwie???? Żeby to chociaż jego stary przyjaciel był - spoko. Ale lasce z
        pracy??
        • crises Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 09:44
          Czytanie nie zrozumieniem się kłania - to koleżanka zwierzała się z
          problemów mężowi Wiosny, nie odwrotnie.
          • kali_pso Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 09:47
            "On jej opowiadał o problemach w naszym związku"- to nie jest
            zwierzanie się? Po prostu wymienili doświadczenia życiowe..
          • sanna.i Re: i jak tu ufać? 04.07.08, 20:20
            crises napisała:

            > Czytanie nie zrozumieniem się kłania - to koleżanka zwierzała się z
            > problemów mężowi Wiosny, nie odwrotnie.


            Nie odmówię sobie tej zwierzęcej przyjemności...Forumce crises przydałoby się
            kilka lekcji czytania ze zrozumieniem. Tudzież jakieś okulary.
    • onlypas Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 17:34
      Facet kręci. Ja bym mu nie ufała...
    • ika_mama Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 17:41
      Wedlug mnie twoj maz kreci... dlaczego od razu nic nie powiedzial??? przeciez jezeli jakas kolezanka by miala jakies tam problemy, to moj M normalnie przy kawce porozmawial by ze mna na jej temat i byc moze mialby nadzieje ze jakos mu doradze w tej kwesti... zalezy jakie relacje macie miedzy soba i czy wogole gadacie o takich glupstwach jak np. problemy kolezanki...
    • deodyma Re: zwierzal sie z Waszych malzenskich problemow?? 02.07.08, 17:54
      jak dla mnie to wersja jest z byt naciagana. lepiej go obserwuj.
    • reszka2 Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 18:16
      Powiem ci tak, bo sama miałam niedawno podobną sytuację u nas.

      Przede wszystkim, przemyśl sobie wasz związek, ale tak naprawdę, nie
      oszczędzając ani siebie, ani jego. Koleżanki do pocieszania nie zjawiają się
      znikąd, one zawsze coś protezują. Zastępują coś, czego w związku nie ma.
      Mi też wydawało się, że jesteśmy dobrym małżeństwem, no, może nie gołąbki
      jedzące sobie z dzióbków, ale jednak ok. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele
      zaniedbaliśmy, i jak bardzo się od siebie oddaliliśmy.

      Po drugie - po przeanalizowaniu aktywów, zastanów się, co masz zamiar ty z tym
      zrobić, i na co ewentualnie się zgodzisz, a czego będziesz wymagać. Moim zdaniem
      domaganie się, żeby koleżanka zniknęła z waszego życia, jest nie do
      zrealizowania - są niezliczone metody kontaktowania się, a mąż jest już w tej
      chwili ostrzeżony, będzie się pilnować. No i ten owoc zakazany jakże
      atrakcyjny.Nie rób sobie wyrzutów o znaleziska w kompie, komórce - masz prawo
      wiedzieć, na czym stoisz. Nie można z siebie dać robić dobrotliwego i
      szlachetnego głupka. cała sprawa leży w tym, co zrobisz ze znaleziskami. Jeśli
      posłużą one do naprawy związku, to niech będzie. bez sensu byłoby to spożytkować
      na awantury, szlochy, wyrzuty.



      Po trzecie - nawet jak sprawa rozwiąże się dla was korzystnie - możliwe, że
      przez długi czas będziesz podejrzliwie patrzyła na swojego męża. takie coś nie
      pozostaje bez następstw. Ja nie mogę dojść do siebie od tamtego czasu, i nie
      wiem, czy kiedykolwiek to nastąpi. Może. Moje poczucie bezpieczeństwa zostało
      baardzo poważnie zachwiane.

      Powodzenia.

      P.S. Mąż kręci.Nie do zaakceptowania jest wynoszenie problemów w małżeństwie do
      koleżanek z pracy. Problemy w związku rozwiązuje się w związku.
    • semida Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 18:24
      Podejrzane zachowanie.Ja bym nie łyknęła.
    • rita75 Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 18:54
      , tłumaczył, że rozmawiał z dziewczyną ze swojej
      > pracy. Dziewczyna ma problemy, zwierzała mu się, on jej opowiadał
      o
      > problemach w naszym związku

      Problemy w zwiazku rozwiazuje sie miedzy sobą, a nie zwierza osobom
      trezcim...chyba, ze...- nie spalabym spokojnie na Twoim miejscu.
    • babowa Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 18:55
      Ja bym miała zaufanie ograniczone i to mocno.Znam to z własnego
      doświadczenia. Boli takie zachowanie i trudno uwierzyć ze własny mąż
      szukał zrozumienia u "koleżanki".Zachował się nie fair względem
      Ciebie.Myślę,że zdaje sobie z tego sprawę i głupio mu przed Tobą i
      samym sobą
    • chicarica Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 19:06
      Ściema i tyle.
    • osa551 Re: i jak tu ufać? 02.07.08, 19:36
      Nie łykam takiego tłumaczenia. Mam dwie koleżanki, które są już po rozwodzie.
      Też za pierwszym razem uwierzyły w naciąganą wersję i że nigdy więcej się to nie
      zdarzy. Zdarzyło się i to wiele razy.

      Problemy w związku rozwiązuje się w związku, z koleżankami z pracy rozmawia się
      w pracy. Czy Ty wychodzisz wieczorem z domu i rozmawiasz przez komórkę po
      kryjomu z kolega z pracy przez godzinę potem wykasowując rozmowę ze swojego
      telefonu? Co Twój mąż by zrobił, gdyby coś takiego wyszło na jaw?

      Jak lubi długie spacery i potrzebował sobie wypełnić czas to niech sobie psa kupi.
    • kalendarzowa_wiosna ciąg dalszy boli jak cholera 02.07.08, 23:46
      Dziewczyny, dziękuję Wam za to, że jesteście, każdy wpis coś mi
      daje, powód do zastanowienia, inne spojrzenie, wszystko jest dla
      mnie ważne.
      Dlatego napiszę Wam więcej. Chcę, żebyście od siebie, obiektywnie
      oceniły to, co się dzieje.

      Spróbuję przekazać to, co mój mąż mi powiedział, tłumacząc sytuację:

      Dobrze mu się z nią rozmawia, w ogóle z innymi kobietami lepiej mu
      się rozmawia, niż ze mną. Mnie nie umie powiedzieć tego, co chciałby
      zmienić w naszym związku.
      To wszystko prawda, sama uważam, że nie rozmawiamy o naszych
      relacjach i wielokrotnie próbowałam to zmienić, jednak zawsze mój
      mąż twierdził, że „wymyślam sobie problemy”.
      Ona tłumaczyła mu, że powinien ze mną rozmawiać i on będzie się
      starał robić wszystko w tym kierunku, że chciałby wrócić do czasów z
      początku naszego małżeństwa.
      O czym rozmawiali? O jakie problemy chodzi?
      Właściwie usłyszałam tylko, że powinnam bardziej o siebie zadbać i
      mam wady. Zalety tej dziewczyny są przejaskrawieniem moich wad. Ona
      jest poukładaną pedantką, bardzo zadbana, pięć razy w tygodniu
      fitness, itd.

      Od siebie dodam, że dziewczyna jest 10 lat ode mnie młodsza i
      singielka. On nadal zapewnia, że nic więcej, oprócz rozmów nie było.

      Nie będę Wam pisać co czuję, bo to nic nie zmieni. Natomiast jestem
      pewna, że to co czuję, nie pozwala mi być obiektywną, a tego właśnie
      potrzebuję. Chłodne spojrzenie na sytuację jest mi potrzebne.
      • reszka2 Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 07:06
        Z jakiego powodu z innymi kobietami rozmawia mu się lepiej niż z tobą? Skoro nie
        umie powiedzieć, co mu dolega w waszym związku - niech napisze. Gdzie tkwi blokada?

        NIE MA POWROTU do czasów z początku małżeństwa. Panna singielka daje rady rodem
        z czasopism dla kobiet. Nie ma już tych ludzi, którzy byli na początku
        małżeństwa. Jesteście inni i wasz związek jest inny. Nie znaczy gorszy - po
        prostu inny. I w tym co jest macie się odnaleźć.

        Nie próbuj dorównać zaletom panny singielki, ani przekuć swoich wad na jej
        przejaskrawione zalety. Cóż, trawa w cudzym ogródku zawsze jest bardziej
        zielona. Mężowi otworzyłyby się oczęta, jak wyidealizowana panna puściłaby bąka
        pod kołdrą lub zionęłaby poranną nieumytą paszczą. tu sobie odpuść.

        Nie daj sobie zamydlić oczu zapewnieniami, że nic nie było. Nawet jeśli nie
        poszli ze sobą do łózka - to co z tego? Tam gdzie dwoje ludzi koresponduje ze
        sobą, rozmawia rodzi się więź między nimi, i nikt nie jest w stanie przewidzieć,
        dokąd to zaprowadzi. A po drugie - naprawdę bliskość i zaufanie nie polega tylko
        na wykonywaniu bądź niewykonywaniu tych ruchów narządem męskim w żeńskim. Sorry
        za dosadność.

        Nie można udzielić jednoznacznej rady, co masz zrobić. Zastanów się, czy ci
        zależy na małżeństwie, porozmawiajcie, ale o konkretach, nie o d..pie maryny.
        Konkrety. Coś co można zmienić, a nie "nie podoba mi się, bo pupę masz za
        grubą". Skoro mąż twierdzi, że jest jakiś problem, to niech go wyartykułuje, do
        cholery, a nie zachowuje się jak przedszkolak.


        Możesz mi uwierzyć - wiem co czujesz, naprawdę, i nie wyjdziesz z tego taka sama
        jak poprzednio. Nie znaczy że gorsza. Będziesz mądrzejsza o pewne doświadczenie,
        a co z tego wyjdzie - nie zależy tylko od ciebie. Obie strony muszą się wykazać
        chęcią współpracy. A na chęć drugiej strony nie masz żadnego wpływu.
        • dzbanuszek podpisuje sie pod reszka2 obydwiema rekami! 03.07.08, 09:17
          bardzo dobrze napisane!
          jestem tego samego zdania
          w moim zwiazku byla podobna sytuacja
          gadac, gadac, gadac
          i szczerosc
          kawa na lawe a nie sciemnianie
          nie cierpie kretactwa i sie nim brzydze

          moje poczucie bezpieczenstwa w pewnym momencie tez zawislo na wlosku

          teraz jest lepiej, czy dobrze ? chyba tak
          aczkolwiek zaufanie moje do meza nie wynosi juz 100%

          mowilam mu wtedy, pytalam: czy chcialbys zebym to JA tak robila ?
          to moze dzialac w obie strony, smsy, zwierzania itp.

          kalendarzowa_wiosno trzymaj sie !!!
      • lili716 Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 08:10
        Wiem, że boli jak cholera i wogole, ale moim zdaniem to on sie w
        niej zabujał, a ona na niego leci. Byc moze fizycznie jeszcze do
        niczego nie doszło, ale byc moze to tylko kwestia czasu. Choc i tak
        uwazam ze gorsza jest zdrada emocjonalna niz fizyczna.
        A co powinnas zrobic to ciezko powiedziec komus kto nie zna Ciebie
        ani Twojego męża.
        • babowa Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 08:30
          NIe. Mąż nie musiał wcale się zabujać.kręci go zainteresowanie
          młodej,chętnej dziewczyny.Boli, na pewno i na pewno coś jest nie tak
          w Waszych relacjach.Ja niedawno przeżyłam baardzo podobne
          chwile,smsy i nawet mąż bronił"koleżanki" i jej swiętości.Posunął
          się do tego ze powtórzył jej nawet wszystkie moje obelgi na nią. I
          co Ty na to?Wiem bo poszłam sobie z nią porozmawiać i wcale nie
          żałuję.Otworzyła mi oczy na męża.Racja ze zdrada emocjonalna boli
          bardziej.Ale przeżyłam tylko już nic jest takie same. I nie obwiniam
          tej dziewczyny,wcale.To jest wina mojego męża.Gdyby miał trochę
          oleju w głowie to nie wiem jaka laska i jakich okolicznościach to by
          go nie ruszyła.Takie jest moje zdanie, kazdy sądzi po sobie.Podobnie
          może być z Twoim mężem.
          My dalej jesteśmy razem,niby tak samo ale przy najmniejszej
          sprzeczce pojawia się miła koleżanka-nie panuję nad tym i wyciągam
          to za każdym razem.Mamy 2 dzieci i to nas trzyma ale jak będzie?
          Jestem pamiętliwa,zdradził nas w głupi sposob,nie wiem czym to się
          skończy.
          I chyba nie ma dnia zeby mi się to po głowie nie przewracało.
        • montechristo4 Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 08:35
          niedawno przeżyłam cos podobnego....
          Staram się uwierzyć w wyjaśnienia męża, ale nie mam już poczucia
          bezpieczeństwa i zaufania.
          Wiem, że dużo dają rozmowy. Nie daj się zbyć tym, że mąż uważa, że
          wymyślasz sobie problemy. Jeżeli trzeba temat przewertować 555 razy,
          to zrób to.
          A pannę niech się odczepi. W facetach denerwuje mnie to, że ciężko
          im zrozumieć prosty fakt: kobieta zajmująca się domem i dziećmi ma
          naprawdę mniej czasu na dbanie o siebie niż singielka. Nie znaczy
          to, że trzeba być kocmołuchem, ale fitnes 5 razy w tygodniu?
          Praktycznie bez szans.

          Trzymaj się i mocno ściskam. Niestety, wiem jak bardzo boli utrata
          zaufania....
          • kropkacom Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 08:42
            > naprawdę mniej czasu na dbanie o siebie niż singielka. Nie znaczy
            > to, że trzeba być kocmołuchem, ale fitnes 5 razy w tygodniu?
            > Praktycznie bez szans.

            I myślisz że jakbyś nagle na ten fitness zaczęła chodzić to wszystko by się
            zmieniło? Może masz jeszcze singlem zostać nagle i to go zacznie kręcić?
            Beznadziejny facet.
      • a.nancy Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 08:33
        > Właściwie usłyszałam tylko, że powinnam bardziej o siebie zadbać i
        > mam wady. Zalety tej dziewczyny są przejaskrawieniem moich wad. Ona
        > jest poukładaną pedantką, bardzo zadbana, pięć razy w tygodniu
        > fitness, itd.

        klasyk
        normalnie przyklad jak z podrecznika
        • lucerka Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 08:45
          > klasyk
          > normalnie przyklad jak z podrecznika
          >

          Tez tak sadze, niestety. sad Tez raz mialam taka sytuacje. Postawilam sprawe na
          ostrzu noza i powiedzialam mezowi, ze bardzo boli mnie sytuacja, ze spotyka sie
          z o niebo atrakcyjniesza kobieta ode mnie w celach ..hm...nieokreslonych blizej.
          Kazalam mu wybierac i wybral mnie.

          Swoja droga, mezczyzni sa wzrokowcami. Moze sprobuj zadbac o siebie (nie musis
          byc szczupla - wystarczy estetycznie sie ubrac) i nie dla meza ale juz dla
          siebie samej.
          • kropkacom Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 08:50
            > Swoja droga, mezczyzni sa wzrokowcami. Moze sprobuj zadbac o siebie (nie musis
            > byc szczupla - wystarczy estetycznie sie ubrac) i nie dla meza ale juz dla
            > siebie samej.

            Napisze to jeszcze raz, nie wierze w takie cuda. Tylko w filmach to działa. Jest
            problem ale chyba bardziej ogólny.
            • liwilla1 Re: kropkacom ma racje 03.07.08, 09:21
              problem nie tkwi w opakowaniu, tylko w glupocie i niedojrzalosci faceta.
              zmienianie siebie zewnetrzne to tylko zmiatanie smieci po dywan. predzej czy
              pozniej znowu wyleza.
      • malila Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 08:49
        Oczywiście, że z innymi kobietami lepiej mu się rozmawia. Inne
        kobiety nie muszą znosić go na co dzień, więc mają dla niego jedynie
        ciepłe słowa. Mogą się nad nim poużalać, pocieszyć go, powiedzieć
        mu, że on zawsze taki mądry. Będą miłe i serdeczne, bo przecież
        bardzo chcą się spodobać, a ta godzinka czy dwie to nie jest jakiś
        wielki wysiłek. Raczej czysta przyjemność, jeśli w efekcie facet
        okazuje względy.
        Twój mąż najwyraźniej uważa, ze jemu należy się sam miód życia. Że
        jeśli w Waszym związku jest jakiś problem, to na pewno tym problemem
        nie jest on. To Ty powinnaś o siebie zadbać, pobiec na aerobik i się
        poukładać. To Ty powinnaś się dostosować do niego, wtedy wszystko
        będzie ok. Twierdzi, że Ty wymyślasz sobie problemy, czyli nie
        przyjmuje do wiadomości, że to on może robić coś nie tak. Wygląda na
        to, ze w rozwoju emocjonalnym on się zatrzymał na swoim "ja".
        Nie bardzo wiem, co Ci poradzić, bo za mało wiadomo na temat tego,
        jak wyglądają Wasze dyskusje. Czy każde z Was skupia się na sobie i
        swoich oczekiwaniach, czy umiecie odróżnić ochotę od potrzeby, jak
        głęboko umiecie sięgnąć do swoich rzeczywistych pragnień?
        • bri Re: ciąg dalszy boli jak cholera 07.07.08, 16:08
          Inne kobiety nie znają prawdy o tym małżeństwie, więc może jechać
          starą śpiewką, że "żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią"
          itd.
      • kali_pso Ale Ci faceci są naiwni... 03.07.08, 09:25
        ...jak ma mu się z damą dobrze nie rozmawiać, skoro przedstawia jej
        tylko swoją wersję wydarzeń- a siłą rzeczy, to nigdy nie jest
        obiektywnewink? Z Tobą musi dyskutować, Ty znasz go i od tej gorszej
        strony, przy Tobie się nie wybieli, na Ciebie i Twoje emocje musi
        uważać, rozmawiając z Tobą jest "nagi"... Paradoksalnie przy niej
        może być bardziej szczery- może nawet powiedzieć o sobie coś
        niepochlebnego, mniejszego kalibru, czego przy Tobie bałby się
        powiedzieć, za bardzo się odsłaniając.

        To namawianie do zadbania o siebie jest wypadkową tych dobrych
        relacji między nimi- skoro dobrze im razem i tak wspaniale się
        dogadują, to wszystko co reprezentuje sobą ta pani, będzie urastało
        do rangi wzoru, który trzeba naśladować- znam pana, który prosił
        żonę o ufarbowanie włosów na kolor, który jej zupełnie nie pasował,
        a jak sie później dowiedziała, miała jego baaaaardzo
        dobra ..hmmm..przyjaciółkawinkP
        • a.nancy Re: Ale Ci faceci są naiwni... 03.07.08, 10:39
          oj naiwni, naiwni...

          kali_pso napisała:

          > ...jak ma mu się z damą dobrze nie rozmawiać, skoro przedstawia jej
          > tylko swoją wersję wydarzeń- a siłą rzeczy, to nigdy nie jest
          > obiektywnewink?

          do tego dama wspolczuje biednemu misiowi, co ma zla kobiete za zone (nie dosc,
          ze na fitness nie chodzi, to jeszcze nie rozumie jego duszy), i jakos tak sie
          dziwnie sklada, ze glebokie prawdy o zyciu wydaja sie glebsze, gdy wyglasza je
          pani mloda, szczupla i robiaca slodkie oczka smile

          znalam osobiscie misia, co odszedl od zony do 18-latki, argumentujac, ze - uwaga
          - zafascynowal go jej intelekt. obawiam sie, ze on faktycznie w to wierzyl wink)))
      • rita75 Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 09:28
        > Właściwie usłyszałam tylko, że powinnam bardziej o siebie zadbać i
        > mam wady. Zalety tej dziewczyny są przejaskrawieniem moich wad.
        Ona
        > jest poukładaną pedantką, bardzo zadbana, pięć razy w tygodniu
        > fitness, itd.
        >
        >On nadal zapewnia, że nic więcej, oprócz rozmów nie było.

        Musisz sie powaznie zastanowic nad dalszym, wspolnym zyciem z tym
        panem. Nie chcę Cię straszyc, to wszytsko wyglada bardzo powaznie.
      • osa551 Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 09:32
        > Właściwie usłyszałam tylko, że powinnam bardziej o siebie zadbać i
        > mam wady. Zalety tej dziewczyny są przejaskrawieniem moich wad. Ona
        > jest poukładaną pedantką, bardzo zadbana, pięć razy w tygodniu
        > fitness, itd.

        klasyk, co za dupek!!!
        ja napiszę ci co ja bym zrobiła, bo trzeba to zrobić przede wszystkim dla siebie
        a nie dla niego. Ja bym przestała z czystym sumieniem robić cokolwiek w domu.
        Zamiast tego fryzjer, kosmetyczka, fitness, spotkania z przyjaciółkami i
        przyjaciółmi. Za całą swoja pensję ciuchy i kosmetyki.Gotowanie jeśli już to
        tylko dla dzieci. I zaproponowałabym mężowi, żeby sobie w cholerę poszedł do
        koleżanki z pracy niech ona mu pierze i sprząta. Ciekawe ile razy w tygodniu
        zdąży wtedy na fitness i jaki będzie miała porządek w domu.

        On się zachowuje jak dorastający chłopak, ktoś o niego dba w domu a on się wdaje
        w emocjonalne związki. Tyko chyba do niego nie dotarło, że w domu zamiast matki
        siedzi żona a on nie ma lat 18 tylko trochę więcej. Usuń mu grunt spod nóg -
        zobacz jak pewnie wtedy na nich stanie. Pretensje, histeria, szlochy,
        rozmawianie na takich gadów nie działają. Działa na nich jak się okazuje, że nie
        są niezastąpieni i nie są jedynym źródłem czyjejś satysfakcji z życia.
        • kali_pso Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 09:40
          ja napiszę ci co ja bym zrobiła, bo trzeba to zrobić przede
          wszystkim dla siebie
          a nie dla niego.


          Wszystko pięknie, tylko przy okazji nie należy zapominać o tym, że
          po takiej akcji to jeszcze nadal ma być rodzina i małżeństwo. Czyli
          sytuację należy kontrolować na bieżąco i w odpowiednim momencie
          jednak uderzyć z rozmową o stanie tego związku i przyszłości...
          Dlatego więc powinno robić się to dla NAS. No chyba, że autorka
          watku nie widzi juz szans na bycie razem.
          • osa551 Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 16:33
            Na takich facetów rozmowa najczęściej nie działa. Zakończenie usługiwania to nie
            koniec małżeństwa tylko początek partnerstwa.

            Rozmowa może nastąpić dopiero jak facet wyjdzie z szoku i dojdzie do tego, że
            coś mu chyba umknęło. W przeciwnym wypadku rozmawiająca jest nadal porównywana
            do "koleżanki".

            "Dlatego więc powinno robić się to dla NAS" - mąż też rozmawiał z koleżanką dla
            NAS?

        • ika_mama Re: ciąg dalszy boli jak cholera 03.07.08, 10:27
          osa551 napisała:
          Ja bym przestała z czystym sumieniem robić cokolwiek w domu.
          > Zamiast tego fryzjer, kosmetyczka, fitness, spotkania z przyjaciółkami i
          > przyjaciółmi. Za całą swoja pensję ciuchy i kosmetyki.Gotowanie jeśli już to
          > tylko dla dzieci. I zaproponowałabym mężowi, żeby sobie w cholerę poszedł do
          > koleżanki z pracy niech ona mu pierze i sprząta. Ciekawe ile razy w tygodniu
          > zdąży wtedy na fitness i jaki będzie miała porządek w domu.

          Ja bym tak samo zrobiła... nie potrafiłabym czekac!!!! ze spokojem!!!! i tylko rozmową cos zmieniac!!!! az on zakuma ze ja to matka naszych dzieci ktora pierze jego brudne skarpetki, a ona do rozmowy????
    • sanna.i Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 08:37
      Po pierwsze i najważniejsze: nie daj sobie wmówić, że to twoja wina. Że masz za
      grube uda, jesteś zbyt zaniedbana, masz sto tysiecy wad...Faceci bardzo często
      posłgują się taką manipulacją, żeby zrzucić winę z siebie. Najłatwiej na kogoś,
      prawda?
      Sądzę, że coś między nimi jest. Żeby było mu łatwiej, ubzdurał sobie, że cos z
      tobą nie tak. Wyjątkowo podłe zagranie.
      Nie wiem, co chcesz zrobić, jak bardzo ci zależy. Masz możliwość wyjechać z
      dziećmi, przenieść się gdzieś? Choć na trochę? Czasem pusta chata i brak tej
      codzienności uświadamiają facetom, co tracą.
      A jeśli ten wyjazd wykorzysta inaczej, znaczy, że to małżeńswto i tak już nie ma
      racji bytu.
      • babowa Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 09:34
        Ja, przepraszam bardzo ale ,znowu o sobie dla porównania.
        Ja jestem z wyglądu ostra babka,może nawet nieprzyjemna ale
        konkretna."koleżanka" to typ delikatny,pańciowaty,różowy cukiereczek
        Jesteśmy tak bardzo inne! W życiu bym nie powiedziała że mąż na taką
        spojrzy!
        Nie wiem ta insza inność tak kręci? Najlepsze jest to ze doszło do
        mnie że: ogólnie to mąż jest ze mną szczęśliwy,że w życiu liczy się
        rodzina!-jego słowa.Tzn taka dwulicowość(?)
        Twój mąż zaangażował się emocjonalnie, nie daj się wpędzić w żadne
        porównania,poczucie winy że nie spełniasz się jako
        żona,matka ,kochanka. Wyjazd Twój moze go trochę otrzeźwić i pozwoli
        mu się zastanowić co naprawdę jest dla niego ważne.
        A Ty masz być silna,płacz sobie krzycz ale nie pozwalaj się poniżać,
        głowa wysoko,przetrzymasz!
        • kali_pso Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 09:42
          Jak jest "porozumienie dusz", to wygląd jest mniej ważnywink
          • onlypas Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 13:01
            Im dłużej czytam, tym bardziej się zastanawiam, czy mój nie ma jakiejś
            "koleżanki"...
        • elza78 Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 14:31
          ekstremum inszej inszosci - zawsz emnie zastanawialo, co faceta ciagnie do
          smierdzacej tirowy na poboczu skoro w domu ma zone ktora na niego czeka big_grin
          faceci sa beznadziejni to tyle
          • rita75 Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 20:43
            zawsz emnie zastanawialo, co faceta ciagnie do
            > smierdzacej tirowy na poboczu skoro w domu ma zone ktora na niego
            czeka

            moze byc za kazdym razem inna- a zona zawsze ta sama
            polecam forum garsoniery...pouczajaca lektura
    • umasumak Re: i jak tu ufać? 03.07.08, 13:41
      Swojego czasu mieliśmy w małżeństwie taka "koleżankę". Ja
      zorientowałam sie bardzo szybko, po kilku dniach zaledwie - wyczułam
      całkowitą zmianę w zachowaniu męża. Właściwie nawet nie starał się
      czegokolwiek ukrywać, wystarczyło, że zapytałam wprost, czy coś się
      dzieje i wszystko mi wyśpiewał.
      Ona właśnie była taką powiernicą, oczywiście sama też szukała
      wsparcia w męskich ramonach, również była singielką i miała córeczkę
      dokładnie w wieku naszej młodszej.... ileż tematów do rozmów,
      prawda?
      Generalnie było, minęło, ale ślad został, mimo, że zdarzyło się to
      2,5 roku temu i cała zawierucha z tym związana trwała ledwie
      miesiąc. Oczywiście z całej tej historii wyciagneliśmy wnioski i ja
      wiem, co nie grało między nami, lecz nie oznacza to, że wzięłam winę
      na swoje barki. Bo ja owszem, popełniałam błędy, ale nie wychodziłam
      na zewnątrz NASZEGO zwiazku z NASZYMI problemami, natomiast mój mąż
      tak właśnie zrobił i to jest największa zdrada, największa
      nielojalność ze strony partnera. Jednak wybaczyłam, a nasz związek
      jest prawdziwszy, bo teraz rozwiązujemy nasze problemy na gorąco,
      nie pozwalamy im się uleżeć i zadomowić. Pozdrawiam
    • kalendarzowa_wiosna wierzę 04.07.08, 11:44
      Dziewczyny, przyczytalam wszystko bardzo uważnie. Przez cały tydzień
      milczałam, próbowałam dojśc do ładu z własnymi uczuciami, pytałam
      siebie czy mamy jeszcze sznasę.
      Mój mąż natomiast na głowie stawał, żeby wszystko naprawić.

      Wczoraj jakieś jedno jego słowo wyprowadziło mnie z równowagi,
      wykrzyczałam co mnie boli. Później w chłodniejszej rozmowie,
      przedstawiłam jak widzę tę sytuację. Wasze wpisy miały w tym bardzo
      duży udział i pewnie niejednego Waszego sformułowania użyłam.

      Opowiedział mi wszystko od początku do końca, pokazywał maile jakie
      do siebie pisali w pracy (w ramach kontaktów służbowych).

      W skrócie wersja męża:
      Miesiąc temu firmowa impreza, wszyscy pijani, ona zwierza się ze
      swojego zycia. Dlaczego jemu? On nie wie, może dlatego, że zostali
      nad ranem sami przy ognisku, wszyscy padli. Długo rozmawiają o
      związkach. Ona daje mu do zrozumienia, że jest atrakcyjnym facetem,
      że cytuję "taki facet jak on, na dyrektorskim stanowisku, może mieć
      każdą kobietę".

      Później 2 tygodnie kontaktów w pracy, ale z kontekstem tych zwierzeń.
      Więź powstała i relacje między nimi są już inne niż przed imprezą.
      Pojawia się coś w rodzaju flirtu (widziałam to w mailach). Mąż
      przyznał, że "łechtało" go jej zainteresowanie.

      Po dwóch tygodniach, ona prosi o rozmowę. Po co? nie wiadomo do
      końca, bo spotykają się po pracy i rozmawiają dalej o relacjach w
      związkach, mój mąż opowiada jej o nas, że kiedyś byłam kobietą dla
      której stracił głowę i rzucił wszystko żeby ze mną być, że teraz to
      nie to samo, bla, bla - to jest to, co boli bardzo sad
      Mąż twierdzi, że wtedy konkluzją tej rozmowy było, że będzie starał
      się naprawić nasz związek. Podobno oboje stwierdzili, że relacja
      jaka się między nimi wytworzyła, nie jest zdrowa i może zaprowadzić
      w złym kierunku.

      Kilka dni później mąż wyjeżdża z synem. Dwie długie rozmowy
      telfoniczne, obie inicjowane organizacją wyjazdu (chodzi o to, że
      ani ona, ani on nie inicjowali tych rozmów) ale skończyło się na
      ponownych bardzo długich zwierzeniach.

      Drugą rozmowę ja odkryłam w telefonie. I dalej już wiecie...
      Mąż, twierdzi, że zobaczyłam to w najgorszym dla niego momencie,
      właśnie wtedy, gdy myślał jak poprawić nasze relacje.
      Przyznał, że zrobił błąd i najgorsze jest to, że ukrywał wszystko
      przede mną. Przysięga, że nie zdradził, że nic więcej poza rozmowami
      nie było, ale przyznał, że nie wie, jak dalej mogło się potoczyć.
      Dziewczyna jest atrakcyjna, ma uznanie wśród męskiej części firmy i
      zainteresowała się moim mężem. Ech, faceci... same wiecie.

      No więc pewnie uznacie, żem głupia, ale wierzę... Dlaczego?
      Może dlatego, że chcę wierzyć... Ale ten jego wyskok to pierwszy
      raz, nie mam powodu nie wierzyć.
      Do tej pory postrzegałam mojego męża jako jednego z nielicznych, dla
      którego dom i rodzina jest absolutnie na pierwszym miejscu. To
      naprawdę świetny facet. Zajmuje się domem na równi ze mną, idealny
      ojciec, inteligentny, przedsiębiorczy, odpowiedzialny, same och i
      ach... Jedyny minus w naszym związku to problem mojego męża z
      uzewnętrznianiem myśli i uczuć. Wierzę, że mój mąż to zrozumiał, że
      będzie się starał, że będzie jasno mówił co jest nie tak i wspólnie
      będziemy to naprawiać.

      Co zamierzam?
      Zamierzam wykorzystać tę sytuację dla siebie. Do bólu. Idę dzisiaj
      na zakupy smile Biorę kartę męża, chyba jeszcze nie zdaje sobie
      sprawy, że będzie musiał jakiś debet załatwić, bo zamierzam opróżnić
      ją do cna i na życie nie starczy smile
      Chce mieć zadbaną żonę? niech się przekona na własnej skórze ile to
      kosztuje.

      Problem?
      Istnieje nadal - ta dziewczyna. Jak by nie było, nadal współpracują
      (ona jest sekretarką zrządu) i ona się koło niego kręci. Mąż
      twierdzi, że od poniedziałku, on nie wychodzi poza służbowe relacje,
      dzwoni do mnie i opowiada mi ze szczegółami co zrobiła, powiedziała,
      itd. Cały czas zapenia, że mogę mu ufać, nie zrobi nic, co mogłoby
      mnie zdenerwować, może nagrywać ich rozmowy, żebym miała pewność, że
      mówi prawdę.

      Mam wrażenie, że u mojego męża przeszło to w coś w rodziaju zabawy -
      z jednej strony zazdrosna, kochająca żona, z dugiej zainteresowana
      nim atrakcyjna panienka. Powiedziałam mu, że natychmiast ma to
      uciąć. Zażądałam biligu służbowego telefonu, na dowód że dotyczas
      mówił prawdę.

      Ale co mogę zrobić więcej? Mogę tylko ufać...

      Dziewczyny, pomagacie mi bardzo, nie obrażę się, jeśli uznacie mnie
      za naiwniaczkę, napiszcie proszę, jak teraz to widzicie.
      • liwilla1 Re: mysle 04.07.08, 11:53
        ze z glowa wybrnelas poki co z tej sytuacji. dobrze, ze nie zareagowalas zbyt
        impulsywnie na samym poczatku tylko przetrawilas troche sprawe. Poki co chyba
        nic wiecej nie mozesz zrobic - ale koniecznie pozostan czujna. nie ma dymu bez
        ognia.
      • kruche_ciacho Re: wierzę 04.07.08, 11:57
        albo żądasz bilingu albo ufasz ....
        ale podobno kontrola to najlepsza forma zaufania wink

        nie masz powodu żeby wątpic że jego wersja nie jest prawdziwa
        będzie trudno ale daj mu szansę, to tylko facet smile

        a przede wszystkim zadbaj teraz o siebie, zrób sie na bóstwo, kup
        extra ciucha zaprezentuj sie męzowi i pwoiedz że wychodzisz
        wieczorem żeby odreagować - myślę że ciut zazdrości z jego strony o
        Ciebie dobrze zrobi

        głowa do góry, będzie dobrze

        • babowa Re: wierzę 04.07.08, 12:47
          Kochana Kalendarzowa Wiosenko!
          Jak my wszystkie jesteśmy do siebie podobne!
          Miałam podobną sytuację jak Ty.przez przypadek(naprawdę)
          przeczytany sms,niedowierzanie,szok,ból.rozmowa z mężem,jego
          wypieranie się ,że wymyślam,potem przyznanie mi racji że faktycznie
          coś jakby ich łączyło(po prostu bardzo się lubimy,dobrze nam się
          rozmawia,nie układa jej się z mężem a w ogóle to jest świetna
          dziewczyna),jego stwierdzenie że przecież od dawna mówił że między
          nam jest nijako(?),że tylko on się stara itp.To w skrócie przebieg
          rozmów w ciągu kilku dni.
          Ja płakałam ,rzucałam mięsem,złość,niechęć,chęć wtulenia się w męża-
          wszelkie uczucia nie były mi obce.suma sumarum jakoś się
          dogadaliśmy,kilka spraw wyjaśniliśmy i życie toczy się dalej.
          Ale! Nie ufam już mojemu mężowi,jestem podejrzliwa w nawet głupich
          sprawach,doszukuję się drugiego dna w jego zachowaniu
          Ufałam mu baardzo,był dla mnie przyjacielem i tym większy ból i
          niedowierzanie
          W pierwszych dniach "pogodzenia" wychodziłam wieczorami,wracałam i
          nic mu nie opowiadałam,wydałam na siebie mnóstwo kasy.Nic nie
          mówił,był zdziwiony i obserwował.Do tej pory łatwiej wydaję
          pieniądze na siebie,przedtem wolałam kupić coś dzieciakom,ale i
          mówię mu prostu co mi nie pasi w jego zachowaniu Kiedyś wolałam
          przemilczeć,bo przecięż on taki zmęczony,tyle ma głowie i td.Jako
          ojciec jest super i nawet nieraz myślę ze jest lepszym ojcem niż ja
          matką ale z piedestału męża sturlał się z łoskotem.
          i jeszcze jedna rzecz do tej pory nie doczekałam się na bilingu bo
          nie ma czasu i głowy do tegosmile a minęło już kilka m-cy!
          Nigdy tego nie zapomnę,nie potrafię.Postawił znajomość
          kilkutygodniową znacznie wyżej niż cały nasz związek,rodzinę.
          Teraz niby jest normalnie,nikt z boku by nie uwierzył że mój tak
          rodzinny mąż zdolny jest do takich słabostek.
          Dziwne to wszystko,mówimy sobie teraz -kocham-(bo tak nadal czuję)
          ale czuję też smutek i zal że nie umiem mu już bezgranicznie zaufać
          sama nie wiem jak to z nami będzie dalej .
          Mąż mówi że nie wyobraża sobie życia bez nas
          Ale tak też niekiedy myślę, że to bolesne doświadzczenie jest dobrą
          szkołą i otrzeźwieniem dla nas obojga i że może nie ma tego złego co
          by na dobre nie wyszło.
          Niech Wam się ułoży-tego życzę
      • dzbanuszek Re: wierzę 04.07.08, 12:00
        ufff przebrnelam
        kalendarzowa_wiosno mysle ze po takim Twoim opisie warto zaryzykowac, uwierzyc
        ze bylo tylko tak jak napisalas
        ale badz czujna!
        wiadomo, beda sie spotykac w pracy, tego nie unikna/nie unikniesz/nie unikniecie
        ale miejmy nadzieje ze Twoj maz dostal wiadro porzadnie zimnej wody na glowe i
        ze sie zdynstansuje do panienki

        trzymaj sie !

        naprawde trudno cos doradzac jak sie to robi tylko wirtualnie ale jak pisalam
        wczesiej miewalam podobne jazdy i wiem/wierze ze u nas bedzie juz tylko dobrze

        sama znasz swojego faceta najlepiej i to Ty wiesz najlepiej jakie jest dla Was
        wyjscie z tej sytuacji

        my mozemy tylko wirtualnie gdybac ...
      • rita75 Re: wierzę 04.07.08, 13:02
        "Długo rozmawiają o
        związkach. Ona daje mu do zrozumienia, że jest atrakcyjnym facetem,
        że cytuję "taki facet jak on, na dyrektorskim stanowisku, może mieć
        każdą kobietę"."

        Czyli to ona na niego leci? Uwazaj z tym, moze byc odwrotnie...
        • umasumak Rito 04.07.08, 18:14
          Wiem, o co Ci chodzi. Tak samo jak Ty uważam, że ostrożności nigdy za wiele, i
          że autorka wątku powinna o tym pamiętać, aaale, wiem też, że baby bywają wredne
          i to także powinno się wziąć pod uwagę przy okazji rozważania być, albo nie być
          związku..
          • rita75 Re: Rito 04.07.08, 18:30
            wiem też, że baby bywają wredne
            > i to także powinno się wziąć pod uwagę przy okazji rozważania być,
            albo nie być
            > związku..

            Bywają, jednak- znam taki przypadek z otoczenia- maz zdradza zone
            notorycznie- ale tak wszytsko umie ustawic, iz zona wierzy, ze ten
            jej maz to taki biedny misio niewinny w rekach krwiozerczych harpii.
            Poza tym nie na darmo tak wiele kobiet uwaza mezczyzn za pacynki-
            faceci chca za nie uchodzic dla wlasnej wygody -"suka nie da- pies
            nie wezmie"- wlasnie...wszystkeimu winne te "suki".
            Uwazam, ze autorka powinna przede wszystkim dojsc do prawdy, tylko
            prawda moze uzdrowic ten zwiazek, wydaje mi sie, ze facet chcial
            sobie uciac romans- dobrze, ze sprawa spalila na panewce- dzieki
            bystrosci autorki- nim wszytsko nie wymknelo sie spoza kontroli.
            • umasumak Re: Rito 06.07.08, 21:16
              Pozwól jednak, że zwrócę Ci uwagę na pewną, dość znaczną moim
              zdaniem różnicę. Otóż mąż Twojej znajomej zdradza ją notorycznie,
              natomiast w opisanym przez autorkę wątku przypadku tak nie jest,
              gdyż ona sama napisała, że mąż jest typem domatora i nigdy dotąd nie
              miała powodów, aby go podejrzewać o wiarołomstwo.
              Nie zrozum mnie źle - nie uważam, żeby zachowanie jej męża było
              usprawiedliwione, ale jest do wybaczenia - wiem, bo sama to
              przeżyłam. Trzeba wyciągnąć wnioski, ale nie brać winy na siebie.
              Trzeba też temu mężowi jakoś wybaczyć (o ile nadal go kochamy i
              widzimy u niego zdecydowaną skruchę, inaczej trwanie w takim związku
              jest absurdem). Trzeba też sobie nieco ulżyć i trochę wybielć
              małżonka, wtedy jest łatwiej. Tym bardziej, że uwierz,
              te "koleżanki" mają również niejedno za uszami. Pozdrawiam
              • rita75 Re: Rito 07.07.08, 15:08
                > Pozwól jednak, że zwrócę Ci uwagę na pewną, dość znaczną moim
                > zdaniem różnicę. Otóż mąż Twojej znajomej zdradza ją notorycznie,

                zdardza notorycznie, bo jego zona lyka wszystko jak mlody los-
                lacznie z tym- ze to panie się na biednego meza rzucaja-
                tyz "dyrektora"...Oczywiscie rowniez uwazam, ze zachowanie jej meza
                jest do wybaczenia- ale nie wierzylabym pochopnie. Od mojej strony
                to wyglada tak- iz maz jest/byl zafascynowany ta panią.
                • umasumak Re: Rito 07.07.08, 18:21
                  Od mojej strony
                  > to wyglada tak- iz maz jest/byl zafascynowany ta panią.

                  Ależ absolutnie sie z Tobą zgadzam i też uważam, że nie należy
                  wierzyć pochopnie. Chcę tylko powiedzieć, że warunkiem dalszego
                  trwania zwiazku po takim doświadczeniu, jest wybaczenie (nie
                  zapomnienie). Bez wybaczenia dalsze wspólne życie nie ma sensu. Ale
                  żeby ono mogło nastąpić, dobrze jest sobie nawet wmówić, że
                  częściowo winę za zaistniałą sytucję ponosi owa "koleżanka". Zresztą
                  w większosć przypadków tak jest. To jest taka terapia smile.

                  Tak poza tym, mąż Twojej znajomej zdradza ją notorycznie ponieważ
                  taki jest i jako taki nie sługuje na to, aby mu wybaczyć. Gdyby mój
                  mąż był takim człowiekem, nie byłabym z nim ani chwili dłużej.
                  Pozdrawiam
                  • rita75 Re: Rito 08.07.08, 07:02
                    mąż Twojej znajomej zdradza ją notorycznie ponieważ
                    > taki jest i jako taki nie sługuje na to, aby mu wybaczyć.

                    Wlasnie chodzi o to, ze on nawet nie prosi o wybaczenie, lecz idzie
                    w zaparte, serwuje zonie jakas bajeczke- a ona mu wierzy- nic nie
                    widzi, chociaz cale otoczenie wie, co jest grane(maz zbytnio sie nie
                    kryje). Taki przypadek smile
      • mamamonika Re: wierzę 04.07.08, 16:50
        Szczerze - nie czułabym się pewnie dopóki ona tam pracuje. Faceci
        bardzo lubia takie gierki - to jak nawóz do kwiatków - rosną wtedy.
        Oczywiście jakby chcieli i pracowali oddzielnie tez by się mogli
        spotykać, ale - "co z oczu to i z serca" Przy wspólnej pracy dużo
        łatwiej kusić i dać się kusić.
        A recepty jak się baby pozbyć na dobre niestety nie mam i trudno Ci
        się tego od męża domagać. Może ją awansować jakoś - na szefa
        oddziału na Antarktydzie?
        • zales239 Re: wierzę 04.07.08, 18:06
          Też tak myślę ,że Antarktyda byłaby w porządku.
          A tak poważnie,chyba bym nie mogła spokojnie egzystować,jeśli
          wiedziałabym,że oni razem pracują,codziennie się spotykają,on wodzi
          za nia wzrokiem a ona jest podobno atrakcyjna,cholera by mnie
          wzięła .
          Nie wiem jaka jesteś,ale ja bym miała cały czas ich w głowie.
          I chyba nie mogłabym przejść do porzadku dziennego po takich
          atrakcjach nie wiadomo czy panna go nie kusi.

          Ech faceci!!! Powodzenia życzę kalendarzowa wiosno!
      • sanna.i Re: wierzę 04.07.08, 20:17
        Mnie się najbardziej podoba ten pomysł z kartą kredytową.wink Idź, zaszalej! Co
        do reszty - też jestem zdania, że kroił się romans niestety i jedynie twoja
        czujnosć powstrzymała (póki co) dalszy bieg wydarzeń. Szczerze wątpię, czy teraz
        odzyskasz spokój, jak również w to, że nadal będziesz ufała mu tak samo. Ale
        wiesz co? Może to i lepiej. Może dzieki temu spojrzysz na to małżeństwo i na
        swojego męża trzeźwym okiem.
        Jeśli postanowisz dać mu szansę, to moze przynajmniej wykorzystaj te sytuację
        jakoś dla siebie? Niech cię rozpieszcza i próbuje jakoś zadośćuczynić to co
        zrobił, bo moim zdaniem ma co...
      • pade znam ten typ 06.07.08, 15:18
        uzewnętrznianie myśli i uczuć, hmmm...
        mój mąż też tego nie potrafi, więc poradziłam sobie inaczej
        tzn. czytam mu w myslachsmile
        powaznie, jestesmy małżeństwem prawie dwanaście lat i znam każdy
        jego gest, mimikę, odruchy, ton głosu i wiem co one oznaczają
        mogę z tego odczytac czy się czymś martwi czy nie i w jakim jest
        nastroju
        i kiedy się czymś martwi nigdy tego nie powie, ale ja to wiem
        i wtedy ingeruję, drążę delikatnie, ciągnę za język słowo po słowie
        koszmar totalny ale nie mam innego wyjścia, muszę mu pomóc
        po prostu wiem, ze inaczej nie umie
        w postępowaniu z takim typem człowieka najgorsza jest przerwa w
        czytaniu w myślachsmile)) wtedy bardzo łatwo się od siebie oddalić, nie
        jest się na bieżąco, problemy narastają
        powoli uczę męża okazywać emocje zwłaszcza negatywne bo wszystkie
        tłumi w sobie, a to po prostu niezdrowe
        z tymi pozytywnymi jest lepiejsmile
        nie wiem co Ci poradzić, jeśli Twój mąż jest podobny do mojego to
        tylko akceptacja, czytanie w myślach i ciągnięcie za język wchodzą w
        grę
        uciążliwe, ale jesli się kogoś kocha...smile))
        • pawel-1977 Re: znam ten typ 06.07.08, 23:27
          Przypadkowo zajzalem na emame i wpadl mi w oko ten temat. Jako
          jedyny samiec szybko cos napisze, a potem mnie linczujcie.

          Fakt faktem ze meza moze i troche krecilo jak go ta laska podrywala.
          Naturalne. Jestem ciekawy ile z was nie poflirtowalo by z fajnym,
          inteligentnym i dodatkowo przystojnym facetem. Zaraz mi wiekszosc
          napisze ze " Ja na pewno nie" Nie oszukujcie sie. Dzieki takim
          flirtom czujecie sie i my sie czujemy w jakis sposob dowartosciowani.

          Po drugie straaasznie mnie denerwuje takie kontrolowanie np.
          komorki, maila itp. Jestes jakas hetera ?? Skoro piszesz ze masz tak
          wspanialego meza w domu, ktory dzieli sie obowiazkami to go docen i
          przestan sprawdzac jego rozmowy. Dal ciala ale nie zdradzil tylko
          troche poflirtowal. Mial facet leb na karku ze nie zrobil o 1 kroku
          za daleko mimo pokusy.

          Tez mam sporo kolezanek z pracy, ktore o roznych rzeczach opowiadaja
          ale traktuje je wylacznie jako kolezanki, dobre kumpele. Zona
          oczywiscie zazdrosna ale ktora z was by przekonaly jakiekolwiek
          argumenty. Poczyta np. taki temat na forum i dupa. Bedzie woja w
          domu, bo madre kolezanki z forum zwietrzyly zdrade. JA przy kolejnej
          tego typu akcji tylko pozniej sie usmiechalem, bo juz mi sie nie
          chialo kolejny raz tlumaczyc z jakiejs glupoty, z czegos czego tak
          na prawde nie bylo. Oczywiscie zona myslala ze klamie, bo sie glupio
          usmiecham. Na szczescie jej przeszlo. I z tego sie najbardziej
          ciesze. Wlasnie zaszla w ciaze poraz drugi i wyglada jeszcze
          bardziej sexi niz dotychczas.

          Przestancie sie zajmowac pie..mi i docencie waszych facetow, choc
          pewnie znajdzie sie jakis % mezow, ktora dala ciala i zrobila skok w
          bok. Troche rzeczy uogolnilem ale chodzilo mi tylko o to zeby zamias
          wiecznie kontrolowac swoje drugie polowki zaufac im, bo nie kazdy
          facet to swinia
          • umasumak Re: znam ten typ 07.07.08, 00:15
            Paweł, przeczytałam cały Twój post, ale mam wrażenie, że coś Ci
            umknęło smile.

            Co do flirtowania (w granicach przyzwoitości oczywiście) - przyznam,
            nie mam nic przeciwko - mam firmę w branży IT, moi klienci to
            głównie mężczyźni i zgrzeszyłabym, gdybym powiedziała, że rozmowy z
            nimi nigdy nie przekroczyły granic czysto służbowych, ale też nigdy
            z tego powodu nie musiałam się ukrywać z nimi przed mężem. Poza tym,
            może Ty tego nie widzisz, ale jest istotna różnica między flirtem, a
            obgadywaniem problemów małżeńskich z kimkolwiek, a zwłaszcza z
            atrakcyjną koleżanką z pracy.

            Następna rzecz. Jaka kontrol? Jak mąż zagląda mi do komórki, to nie
            rzucam się, że mnie kontroluje! Nie mam nic do ukrycia i wierzę, że
            zagląda tam nie po to, żeby mnie sprawdzić, ale po to, że np nie ma
            akurat swojej komórki pod ręką, a chce zadzwonić, albo napisać smsa,
            albo porównać ustawienia (mamy identyczne modele). Gdyby przy okazji
            okazało się, że znalazł tam coś niepokojącego, a ja nie miałabym
            powodów do ukrywania czegokolwiek, to uspokoiłabym jego obawy. W
            odwrotnej sytucji oczekiwałabym od niego tego samego.
            Generalnie uważam, że nasze komórki nie są żadnym tabu. Pozdrawiam

            P.S. Gratulacje z okazji drugiej ciąży żony smile
            • pawel-1977 Re: znam ten typ 07.07.08, 07:45
              Nie zrozumielismy sie. Ja nie mowie o skorzystaniu z komorki meza,
              czy zony zeby sobie zadzwonic albo powiedzeniu mezowi ze przyszedl
              sms i jak powie zeby przeczytac to wtedy zerkacie. Ja mowie o
              chorobliwej kontroli meza czy zony. Czym innym jest skorzystanie z
              komorki wspolmalzonka, a czym innym jest gdy np. kobieta biegnie do
              komorki meza gdy tylko przyjdzie sms albo ktos pusci sygnal. Tylko
              po to zeby przed mezem skontrolowac kto to zrobil i pozniej tlumacz
              sie ze wszystkiego

              Albo kolezanka ktora zalozyla ten temat. Powiedzcie, tylko
              szczerze, ktora z was sprawdza status polaczen wychodzacych
              wychodzacy i przychodzacy, czas rozmow waszych mezow. Przeciez to
              ewidentnie swiadczy o tym ze kobieta jest nadgorliwa i kontroluje
              meza na kazdym kroku jak jakis gestapowiec. Dziewczyna ma jakis
              problem.

              Ja tak mialem, ze przy kazdym smsie zona go sprawdzala zanim
              zdazylem dojsc do komorki. dla mnie to skur.... Co wtedy gdy pisze
              do ciebie kumpel z jakas sprawa, ktora tylko ty znasz i jest ona
              zdradzona Ci w tajemnicy. Ja robilem zonie za takie cos awantury
              tylko po to zeby zrozumiala o co mi chodzi. Kazdy powinien miec
              odrobine prywatnosci nawet w idealnym zwiazku.

              Wracajac do watku ze maz opowiadal o swoich problemach w domu. Dla
              was to cos strasznego ale dla faceta tak juz byc nie musi.
              Troszeczke inaczej do tego podchodzimy. Powiem szczerze ze ja, gdyby
              ktos mi opowiedzial o swoich problemach, przytoczylbym pewnie jakis
              przyklad ze swojego zwiazku gdyby byl podobny, zeby jakos pomoc tej
              drugiej osobie i uswiadomic ze wcale nie jest tak zle jak to teraz
              wyglada. Opowiedzialbym w skrocie jak z tego wyszlismy. Pewnie
              wiekszosc facetow tez by tak zrobila, bo porostu tacy jestesmy.
              Mocno roznimy sie miedzy soba i jest niestety, a moze stety tak, ze
              gdy dla was jedna zecz jest smiertelnie powazna dla nas juz nie
              konieczni i na odwrot.

              Postawcie sie czasami w roli faceta albo pogadajcie z jakims waszym
              dobrym kumplem zeby zrozumiec jakies postepowanie.

              Nie chcialbym zebyscie myslaly ze bronie meza z tej historii tylko
              staram sie wam pewne jego zachowania wytlumaczyc, bo ani my faceci
              nigdy was do konca nie zrozumiemy ani wy nas
              • sanna.i Re: znam ten typ 07.07.08, 08:39
                Oj chyba za daleko odjechałeś od tej konkretnej historii. Facet przyznał
                przecież, że zdrady nie było, ale sam nie wie do czego mogła ta znajomość
                doprowadzić.
                Po drugie - dla ciebie sk...em jest grzebanie komuś w komórce. Zgoda. Dla mnie
                sk..em, i to większym, jest opowiadanie obcym babom o kłopotach i relacjach w
                związku. Sprawdzonego przyjaciela jestem w stanie przełknąć. Ale jakieś
                napalonej kobitce z pracy? No wybacz. Ten paskudny grzech nazywa się
                nielojalnością, i jest jedną z gorszych rzeczy jaka moze spotkać parę.
                Apelując o zrozumienie dla facetów, sam staraj się zrozumieć kobiety. A już
                najlepiej odnieś się do TEGO KONKRETNEGO przypadku.
              • liwilla1 Re: pawel 07.07.08, 09:56
                wybacz, ale troche pleciesz bzdury i mam wrazenie, ze po lebakch przeleciales
                wzrokiem po watku kalendarzowej. wyraznie napisala, ze przypadkowo natknela sie
                na dziwne polaczenie. tez mi sie kiedys zdarzylo, ze niechcacy (chcialam
                zadzwonic z nowego tel malza i nie do konca znalam jego obsluge) wlazlam na
                jakas wiadomosc od jego kolezanki, ktorej nie znalam. raczej dla smiechu
                spytalam sie go co to za romansik, ale nawet dokladnie nie przeczytalam jaka
                byla tresc. tak wiec mozna taka rzecz zrobic nieumyslnie i nazywanie tego
                szpiegowaniem to gruba przesada w Twojej strony.

                druga rzecz = zaufanie w zwiazku, pewnosc, ze druga strona nie zrobi nic by
                pierwsza poczula sie zle, bo to wlasnie jest milosc. maz kalendarzowej albo z
                glupoty, albo z perfidii nie wzial tego pod uwage. a o ile latwiej byloby
                uwierzyc w jego deklarowane dobre intencje, gdyby o wszystkim powiedzial
                wczesniej, nie przycisniety do muru.

                no i ostatnia rzecz - z tego co zauwazylam nikt tu zadnej zdrady (przynajmniej w
                klasycznym rozumieniu) nie zarzuca. koles zdradzil ich malzenska prywatnosc, i
                to nie z kumplem na piwie, tylko z laska, ktora sie na niego slini. ciekawe jak
                Ty bys sie poczul, gdyby Twoja zona omawiala z potencjalnym (mlodszym, zadbanym,
                wysportowanym i ambitnym mezczyzna) absztyfikantem szczegoly waszych problemow w
                zwiazku, byc moze wlaczajac i te pikantniejsze szczegoly? mysle, ze o ile nie
                masz wrazliwosci nosorozca, czulbys sie po prostu z czegos obdarty.

                pozdrawiam

                PS: przeczytalam mojemu malzowi posty kalendarzowej. stwierdzil, ze jej maz to
                jakas slaba jednostka i frajer, ze szczyt dojrzalosci osianal w wieku 16 lat i
                najwyrazniej dalej sie nie posunal w rozwoju. powiedzial tez, ze raczej malo
                prawdopodobne by do czegos rzeczywiscie doszlo.
                • szyszunia11 Re: pawel 08.07.08, 00:56
                  liwilla1 napisała:


                  > druga rzecz = zaufanie w zwiazku, pewnosc, ze druga strona nie zrobi nic by
                  > pierwsza poczula sie zle, bo to wlasnie jest milosc.

                  no własnie.
                  dla mnie zaufainie nie jest bezpośrednio związane ze zdradą (współżyciem seksualnym z kimś innym) lub jej brakiem. To są dużo subtelniejsze sprawy. bez sensu pytać tylko o to czy była lub będzie zdrada. Bo np. jeśli nie było i raczej nie będzie - to uffff - wszystko w porządeczku. No nie... nie dla mnie.
    • volta2 Re: i jak tu ufać? 07.07.08, 16:35
      strasznie to wszystko trudne do wytłumaczenia, ale w zasadzie teksty
      o tym, że pan może mieć każdą kobietę są bardzo łatwe do odczytania -
      "możesz mieć mnie właśnie, a ja nie mam nic przeciwko"

      no jakoś tak się utarło, że panowie dyrektorowie, jeszcze w sumie
      niestarzy, bo pewnie ok 40+ są całkiem łakomym kąskiem dla takiej
      trzydziestki+/-, z nieustabilizowaną sytuacją rodzinną(pewnie panna
      jest po rozstaniu z facetem, który ją rozczarował i teraz to już
      każdy dobry, by rodzinę stworzyć, nawet jeszcze nierozwiedziony, i z
      niezłą kasą)

      na drugi raz żadnych imprez firmowych, skoro facet nie potrafi się
      zachować, to znaczy że integracja nie dla niego.
      u nas w pracy męża też są firmowe imprezy i zawsze żony/mężowie są
      serdecznie zapraszani. i od wielu lat, bo 10 nie słyszałam o żadnej
      firmowej zdradzie, romansie, itp.
      faktycznie bliżej poznali się młodzi, bez połówek na jednej z imprez
      i to wszystko. a były imprezy wieczorne, nocne z tańcami i wyjazdowe
      z łikendem.
      • pawel-1977 Re: i jak tu ufać? 07.07.08, 18:00
        Nie mam wrazliwosci nosorozca. Chcialem wam tylko zasugerowac, ze to
        co dla was jest czyms strasznym ( ujawnienie szczegolow malzenstwa )
        nie zawsze musi byc tym samym dla faceta. Czasami bywa tak, ze
        ujawni pewne szczegoly komus znajomemu os tak w trakcie zwyklej
        rozmowy. Nie powiedzialem, ze jest to ok ale mniejsza o to.

        Najwidoczniej nie do konca sie zrozumielismy. Troche chcialem stanac
        w obronie meza tej pani i pokazac, ze to co dla was jest oczywiste
        dla niego nie do konca musialo byc. Cos co dla was jest czarne dla
        nas moze byc szare

        Pozdrawiam wszetkie panie
        • jodi20l Re: i jak tu ufać? 07.07.08, 18:10
          i tutaj się zgodzimy, że faceci to paple to potęgi. Oni zawsze tak w rozmowie,
          odnośnie tematu.....
          • monisia98 Re: i jak tu ufać? 07.07.08, 18:32
            jak przeczytalam twoj post pomyslalam - idalnie opsisalas mojego
            meza - ja gadam bez przerwy on max 3-4 min przez telefon - ale nie
            lubie przyjaciolek, kolezanek zalacych sie lub placzacych do
            telefonu mojego meza - wiem ze czesto to sie zle konczy .....wiec
            uwazaj !!!
        • umasumak Re: i jak tu ufać? 07.07.08, 18:31
          Ale wrażliwy i odpowiedzialny facet, gdy do niego dotrze, że jego
          żona nie akceptuje takich zwierzeń, po prostu ich zaprzestanie. No
          chyba, że uczucia żony są dla niego mało istotne.
Pełna wersja