nacięcie krocza u rodzącej

10.07.08, 23:50

ostatnio zauwazylam ze bardzo duzo sie o tym pisze i dyskutuje. i szczerze sie
przyznam ze nie wiem dlaczego...
urodzilam 2 dieci -mialam 2 razy nacinane krocze[fakt ze nikt mnie nie pytal
czy chce czy nie]
nie czulam bolu ani przy nacieciu ani przy zszywaniu- no moze lekkie klocie.
i szczerze pytam o co chodzi -czemu tak wazne jest aby tego nie robic?
-przeczytalam artykol o wrecz taumatycznych doznaniach kobiet po nacieciu i
osobiscie uwazam to za zbytnio rozdmuchany problem.
a wy tez uwazacie ten temat za bardzo wazny i potrzebny???[chodzi mi o
uswiadmianie przyszlych matek w tej kwestii}
    • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 00:12
      mysle ze to wazne aby nie robic tego rutynowo bo bez sensu jest nacinac jesli
      tego nie potrzeba, ale uswiadamianie matek to dzialanie od dupy strony powinno
      sie uswiadamiac tych co nacinaja a nie rodzace...
      • deela Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 00:55
        true
        a artykul jest tendencyjny, zupelnie jak te o rodzeniu: chamskie polozne i zimna
        biel kafelkow (rzyg)
        • czarnataka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:21
          a ja miałam cesarke bo od początku chciałam... bo jak sobie miałam
          pomyśleć o tym nacinaniu, wogóle bólu przy porodzie (moja mama
          strasznie długo mnie rodziła, miała nacinane krocze i wszystko źle
          wspomina...)to jakoś wolałam być pocięta ale w trochę inny sposóbsmile
          ja jakbym nie miała mieć cesarki , to bym nie urodziławink)))
          • rita75 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:58
            > a ja miałam cesarke bo od początku chciałam... bo jak sobie miałam
            > pomyśleć o tym nacinaniu

            rotfl, bo podczas cesarki ci wyssali tego dzieciaka, bez NACINANIA
            powlok brzusznych...
            • czarnataka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:21
              bo jak sobie miałam
              pomyśleć o tym nacinaniu, w ogóle bólu przy porodzie [..]to jakoś
              wolałam być pocięta ale w trochę inny sposóbsmile
              tak napisałam...smile trzeba czytać ze zrozumieniemsmile) ale dziś jakiś
              taki senny dzieńsmile
              • rita75 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:02
                > bo jak sobie miałam
                > pomyśleć o tym nacinaniu, w ogóle bólu przy porodzie

                nie ja zle zrozumialam- tylko ty dokonalas bezsensownego zestawienia
                • czarnataka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:38
                  zestawienie jest sensowne. co Wy dzisiaj takie ,,skoczne" co bym nie
                  napisała to na mnie naskakujecie, jakbym nie mogła mieć własnego
                  zdania... piszę pół żartem pół serio a Wy zero uśmiechu? wszystkie
                  okres macie? ja mam taki sposób pisania? mam go zmienić?czy wogóle
                  przestać udzielać się na forum bo do Was nie pasuje?
          • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 10:44
            widzisz taka czarna ja mialam i cesarke i naturalny i moze cie ktos oszukal bo
            naciecie krocza to nic w porownaniu ze zrytym brzuchem...
            zamienil stryjek siekierke na kijek...
            • czarnataka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:24
              elza78 smile ja wiedziałam, że brzuch piękny nie będzie (w sumie mam
              tylko bardzo małą bliznę tuz nad włosami łonowymi), ale wiedziałam,
              że nie chcę rodzic naturalniesmile nawet jeśli cesarka miałaby tysiąc
              razy bardziej boleć, chciałam ją miec i już, nie chciałam
              naturalniesmile liczyłam się z tym, że długo będzie mnie bolał szew
              itd.. to był świadomy wybórsmile nie chciałam krzyczeć, przeć itd.smile
              • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:47
                no ok, ale kurcze nie reklamuj tutaj ciecia jako super hiper rewelacji, bo to
                tez bolesna sprawa i tez niesie ryzyko ze soba a w ogole przedstawianie cesarki
                jako alternatywy dla nacinania krocza to jakas paranoja...
                • czarnataka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:33
                  elza78 masz dziś zły dzień??smile nie przedstawiam tego jako rewelacji
                  (napisałam, że jest bardzo bolesne itp.), opisałam tylko swój
                  przypadek i MOJE podejście do tematu...a inne mamy mózgi mają i same
                  mają swoje wnioskitongue_out
                  • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:37
                    ja jak zwykle mam dobry dzien wink
                    cesarka to nie jest alternatywa dla naciecia, tak mi sie wydaje, to np jak
                    wyleczenie zastrzalu amputacja reki...
                    • czarnataka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:39
                      nie pisałam, że to alternatywa, każda ze swoją pipką niech robi co
                      chce i ze swoim brzuchem teżsmile i nie czepiać się mnietongue_out
                      • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:41
                        ja sie nie czepiam, piszesz w watku o nacieciu krocza ze mialas cc, to chyba
                        samo sie nasuwa co mialas na mysli, czy nie?
                        jeszcze cie rozczaruje bo w moim przynajmniej przypadku obydwa porody byly
                        podobnie bolesne wink
                        • czarnataka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:52
                          a tak wogóle to podziwiam te z Was, które rodziły naturalniesmile ja
                          panicznie bałam się tego co przed, w trakcie i po urodzeniu takim
                          na ,,żywca"smile z jednej strony jestem ciekawa jak to jest ale z
                          drugiej bym się nigdy nie odważyławink
                          • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:55
                            ja sie cudem odwazylam i nie zlauje, jak to mowia "strach ma wielkie oczy"
                            jedno wiem na sto procent - cesarka o dziwo nie wypada wcale na korzysc pod
                            wzgledem bolowym i dyskomfortowym wink
                            • czarnataka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:02
                              racja, po cesarce 2 meisiące dochodziłam do siebie.dopiero po tym
                              okresie przestało mnie boleć zszyte miejsce. ale wolałam wybrać
                              cesarkę bo wiedziałam z góry jak będzie przebiegać, że będzie bolało
                              itdsmile a rodzenie naturalne ...to nigdy nie wiadomo co Cie czeka
                              podczas....smile
                              • jodi20l Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:59
                                też miałam i cesarkę i naturalny. o niebo lepiej wspominam sn. może dlatego że
                                cesarkę wykonali po prawie dobie od wejścia na porodówkę, może dlatego, że przez
                                te prawie 22h byłam poniżana. Znowu przy sn było zupełnie inaczej, leżałam tylko
                                6 godzin na porodówce, próbowali mnie uśpić relanium, ale dwie dawki nie
                                podziałały (średnio się z tego cieszyli). z całego porodu największy ból to było
                                właśnie nacięcie. Cała reszta to pikuś. nikt się nie pytał czy chcę. Spytałam
                                się położnej(jak poczułam ten ogromny ból) czy to główka, ona mówi nie, właśnie
                                panią nacięłam. no i ch.... goiłam się strasznie długo, dłużej nić po cc.
                                chociaż minęło już prawie 11m to ciągle czuję to nacięcie. szycie nie bolało,
                                minimalne pęknięcie z drugiej strony też nie.
                                Nie dajcie się nacinać
                                • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 18:32
                                  mnie najbardziej z sn bolalo zchodzenie dziecka po odejsciu wod no bol
                                  porownywalny wlasnie z zejsciem znieczulenia po cieciu... na szczescie bylo to
                                  jakiez 10 - 15 minut, potem luz... rodzilam 56h
                                  co do reszty czarna tez wole miec wszystko pod kontrola, ale moj lekarz
                                  pocieszyl mnie ze wlasnie po 1 cieciu jesli jest proba sn i cokolwiek jest nei
                                  tka od razu idziesz pod noz nikt sie nei bawi w przedluzanie na sile i tak mnei
                                  to uspokoilo jakos...
                                  nie wiem mialam lekarza ktory tka na mnie na koniec podzialal nie nalegal na
                                  sile na sn ale wytlumaczyl prosto zbey probowac bo ryzyka nie ma i udalo sie i
                                  kurcze warto bylo serio wink
                                  • liwilla1 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 20:14
                                    a ja nie chce wiecej oksytocyny, q2 jego blac! cala reszta to pikus przy tym
                                    cholerstwie.
                                    • elske Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 23:21
                                      liwilla1 napisała:

                                      > a ja nie chce wiecej oksytocyny, q2 jego blac! cala reszta to pikus przy tym
                                      > cholerstwie.

                                      Mi podali oksytocyne przy obu porodach.I za kazdym razem prawie zasypialam w
                                      czasie porodu, takl jakos usypiajaco na mnie dzialala.
    • szyszunia11 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 01:35
      też czytałam artykuł i szczerze się zastanawiam dlaczego akurat to miałoby być traumą? czy to nie za mocne słowo? np. moja mama wspomina że to był moement, którego niewiel co w ogóle czuła... w ogóle jak z koleżankami gadałm o porodzie, to o róznych rzeczach mówiły z wypiekami na twarzy, czy nawet wspominały ze zgrozą , ale o tym nikt nawet nie wspomniał.... tez mam wrażenie że problem rozdmuchany... choć z doświadzenia nie wiemsmile
    • mama-123 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 05:49
      Jesli przebijanie uszu dzieciom jest takie wazne i zle, to tym
      bardziej nacinanie krocza uznalabym za istotne, tym bardzije ze w
      wielu krajach sie tego prawie nie robi (poza wyjatkowymi sytuacjami).
    • jowita771 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 06:29
      Ja podobnie, jak autorka wątku, nie rozumiem tego problemu. Jak czytam o tej
      traumie, ranie psychicznej czy czymś tam jeszcze, to oczy mi się otwierają ze
      zdziwienia. Przecież nacięcie wykonane w odpowiednim momencie jest
      niewyczuwalne. Cała ta akcja jest niepotrzebnym rozdmuchiwaniem sprawy, moim
      zdaniem. No, ale może warto, bo przynajmniej część kobiet dowie się, że powinny
      ogromny dyskomfort mieć i traumę, bo były nacięte.
    • lilka69 Re: fundacja rodzic po ludzku 11.07.08, 08:01
      fundacja rodzic po ludzku chce sie jakos stale wykazywac.
      z tym nacieciem to jak ze szkola rodzenia- bez tego NIE da sie urodzic wg fundacji.
      choc kiedys wiele zrobili dla kobiet w kwestii rodzenia. dzis sie tylko
      przypominaja przez takie akcje jak neciecie.
    • michasia24 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 08:30
      dla mnie to tez rozdmuchany problem, a nawet ciesze sie bo naciecie u mnie
      zakonczylo poród naszczęscie
    • mustardseed Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 08:53
      Dla mnie to rozdmuchany problem. Są większe, za które Fundacja
      Rodzić po ludzku mogłaby sie wziać: np możliwość znieczulenia
      zewnatrzoponowego - w znacznej większosci szpitali nie ma takie
      opcji, tam, gdzie niby jest taka możliwość trzeba płacic dodatkowo
      (to i tak dobrze, że jest), albo nie ma anastezjologa i tez
      niefajnie. To jest dla mnie problem: XXI wiek a w Polsce matki na
      zywca rodzą. Tu widzę możliwość traumy i problem.
      Nacinanie krocza przy rodzeniu na żywca to pikuś.
    • mathiola Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 08:57
      nie zaprzątam sobie tym głowy. Może dlatego, że nigdy nie trafiłam
      do szpitala z artykułów, z zimnymi kafelkami, chamskimi położnymi i
      bezdusznymi lekarzami. I nie znam nikogo, kto by trafił. Dlatego dla
      mnie to jakiś rozdmuchany problem. Rodziłam - nie mogłam - nacięli -
      urodziłam - zszyli. I tyle. Jakby nie nacięli bolałoby bardziej wink
      Nie przyszło mi do głowy krzyczeć na wszelki wypadek o poszanowaniu
      praw pacjentki wink)
    • kasiaba1 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 08:58
      Do tego stopnia rozdmuchany problem że nie bałam się bólu, porodu,
      szpitala itd. tylko nacięcia krocza, kiedy wybierałam się rodzić
      pierwszy raz.
      Mam troje dzieci, a krocze nienacięte.
      Ale większość koleżanek po tym zabiegu wogóle uważa ze nie ma o czym
      mówić, sporo po przedłużającym się porodzie odebrało to jako ulgę i
      ułatwienie, jedną faktycznie bolało przez dłuzszy czas, ale nie w
      trakcie nacinania tylko potem.
      Jeśli chodzi o szum medialny pewnie spowoduje on ze liczba nacięć
      spadnie, ale czy jest się z czego cieszyć?
      Akcja "rodzić po ludzku", a konkretnie rooming-in, cel szczytny, a
      na własne oczy widziałam noworodki zostawione matkom po cesarkach,
      albo szczególnie ciężkich porodach i "proszę sobie radzić, mamy
      rooming in".
    • maurra Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:14
      Grunt to widzieć problem przez pryzmat własnej i tylko własnej d.
      • mathiola Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:17
        a przez pryzmat czyjej d. mam widzieć problem?
        • babowa Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:30
          No wiecie, niekoniecznie rozdmuchany.Skoro faktycznie którąś jakiś
          bezmózg dziabnął tak ze zobaczyła gwiazdy i byle jak zszył to jak
          najbardziej ma traumę.
          Trafiają się nieprzyjemni lekarze tak samo jak nieprzyjemne
          ekspedientki w sklepie ale myślę że dużo zależy też od samych
          rodzących i ich podejścia do porodu i personelu
          Ja uniknęłam nacięć ale pamietam ze jak dziecko się rodziło i gdy
          podniosłam głowę to w tym amoku zobaczyłam z 10 osób postronnych
          gapiących się w moje krocze.Wtedy było mi rybka ale po porodzie
          byłam zła .
          Ale popieram takie nagłaśnianie,zmienia się świadomość nie tylko
          pacjentów ale i personelu szpitalnego,wymusza pewną kulturę(?)
          obyczajów panujących na oddziałach położniczych
    • teraz_asia Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:21
      Problem jak problem, zawsze mozna znaleźć gorsze. Ale uczciwie
      mówiąc, przy obydwu porodach zdecydowanie bardziej cierpiałam przy
      zszywaniu nacięcia, niz przy samym porodzie. Bolało jak cholera,
      pamiętam to do dziś i jednak całe to gojenie, szwy i inne
      przyjemności (typu blizna, gojąca się przez wiele miesięcy i
      paskudnie utrudniająca seks)nalezą do przyjemności, bez których
      chętnie bym się obeszła. Moja siostra, dwukrotnie rodząca bez
      nacięć, była w rewelacyjnym stanie własciwie już następnego dnia
      po.. Ale ta akcja jest bardziej skierowana do lekarzy i położnych,
      żeby bardziej indywidualnie traktowali nacinanie- jak mus, to mus,
      ale na pewno wiele kobiet jest nacinanych niepotrzebnie.
      • elske Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:43
        Ja tez nie rozumiem calej tej akcji.Pierwsze dziecko urodzilam z nacieciem
        krocza.Cora byla duza,nawet nie wiem kiedy to naciecie zrobiono.Po wszystkim
        zalozono 3 szwy.I nie mialam problemow z siadaniem,ruszaniem sie czy opieka nad
        dzieckiem.Do konca pologu szwy odpadly.

        2 mies temu urodzilam syna.Zapytalam czy bede nacieta.Polozna powiedziala ze
        jesli zajdzie taka potrzeba to tak (rodzilam w Norwegii).Zaczelam
        rodzic,wszystko bylo ok,wyszla glowka i koniec,dalej nie dalam rady,bo syn duzy
        i sie przyblokowal.Na naciecie juz za pozno,a dziecko trzeba wyciagnac,bo
        zaczelo robis cie granatowe i dusic.4 polozne go wyciagaly.Ja nie popekalam,mnie
        rozerwano.2 godz po porodzie sama poszlam pod prysznic,normalnie siedzilam i
        opiekowalam sie dzieckoiem.Polozne co chwila pytaly czy chce cos
        przeciwbolowego,ale mnie nic nie bolalo.
        A po pologu okazalo sie ze nie zostalam do konca zszyta.Lekarz najwyrazniej
        zszyl to co potrafil a reszte zostawil.Teraz czekam na termin wizyty u
        ginekologa w szpitalu w ktorym rodzilam (tutaj na wizyty umawia lekarz
        rodzinny,wszystko jest listownie zalatwiane).

        Ja nie jestem jakos specjalnie na bol odpora,ale idac rodzic nie bylam
        nastawiona na bol.Raczej myslalam o tym ze niedlugo wroce do domu z moim
        dzieckiem.Teraz mialam mozliwosc porodu ze znieczoeniem,duzy wybor srodkow
        przeciwbolowych (akupunktora,tlen ze srodkiem przeciwbolowym ,zastrzyki
        przeciwbolowe),wszystko w ramach ubezpieczenia.Nie bralam tego pod uwage,bo mnie
        porod nie bolal.

        Hehe,a zeby bylo ciekawiej,to jest mi slabo za kazdym razem jak mi krew
        pobieraja.A jak robili synkowi pierwsza szczepionke w szpitalu,to nogi mi
        zmiekly i balam sie ze zaraz przytomnosc strace.
        • maurra Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:55
          To wszystko w żaden sposób nie dowodzi, że bolesne nacinanie nie istnieje,
          traumy po nacięciu nie istnieją, bolesne szycie nie istnieje.

          U Ciebie było OK u innej nie było OK i o te inne walczy fundacja.
          • jowita771 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 10:22
            Ale fundacja niepotrzebnie robi z tego taki dramat. Kobiety, które wcześniej nie
            rodziły i poczytają o nacięciu i całej akcji, myślą, że jak lekarz je natnie, to
            tragedia, murowana trauma i problemy. A mogliby napisać, że jakaś część procenta
            kobiet (myślę, że to ten rząd wielkości) ma traumę po nacięciu.
            • moofka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 10:59
              jowita771 napisał:

              > Ale fundacja niepotrzebnie robi z tego taki dramat. Kobiety, które wcześniej ni
              > e
              > rodziły i poczytają o nacięciu i całej akcji, myślą, że jak lekarz je natnie, t
              > o
              > tragedia, murowana trauma i problemy. A mogliby napisać, że jakaś część procent
              > a
              > kobiet (myślę, że to ten rząd wielkości) ma traumę po nacięciu.

              ja mysle, ze kobiety idiotkami nie sa, wbrew temu co chce sie o nich myslec i
              dojda do potrzebnych informacji i wnioskow na podstawie roznych opinii
              co do procentow, mysle, ze nikt takich statystyk nie prowadzi u kogo trauma o
              kogo nie trauma
              z calą pewnoscia dla nikogo przyjemnosc zadna


            • szyszunia11 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 15:23
              no właśnie... tez mi się tak wydaje... tak jak mówię - od nikogo nie słyszałam jakichkolwiek wspominków na ten temat! poza tym chyba naduzywane jest słowo "trauma"które tyczy się wydarzeń typu gwałt, smierć rodziców w dziecinstwie... nie wiem jak do tego się ma nacinanie w czasie porodu??
              • auszrine Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 17:40
                szyszunia11 napisała:
                od nikogo nie słyszałam
                > jakichkolwiek wspominków na ten temat!
                A od ilu kobiet usłyszałaś, że były zgwałcone? a co 10 była.
                A od ilu usłyszałaś, że były molestowane? A co 3 była.
                To temat tabu, o którym (do tej pory) nikt nie mówił.
                Co nie znaczy, że jest nieważny. Jest po prostu bolesny - dosłownie i w przenośni.
          • madami Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 20:30
            maurra nie znasz się, przecież "tylko moje doświadczenia są najprawdziwszeee...."
      • mysza.82 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 10:11
        tak czytam te Wasze wypowiedzi i jakoś przykro się robi. kobiety w Polsce,
        zamiast się cieszyć, że w ich kierunku jakaś akcja się toczy, narzekają. a
        wypowiadają się tutaj te, co złych wspomnień nie mają, więc już tak trudno sobie
        wyobrazić, że jakaś inna kobieta może mieć traumę z tym związaną. naprawdę tak
        trudno zrozumieć, że ktoś może mieć traumę przez okaleczenie tak intymnych
        części ciała? bo to, że ktoś miał nacięcie i nie było źle, nie oznacza, że ktoś
        nie może z tego powodu bardzo cierpieć - lekarze są różni, porody różne,
        nacięcia rózne, skóra goi się różnie. przy tym nie zawsze nacięcie jest wykonane
        w odpowiednim momencie i może boleć, nie wspominając o zszywaniu na żywca. sama
        nie byłam nacinana, bo mój poród skończył się cesarką, którą zresztą wspominam
        jako traumę, ale to z całkowicie subiektywnych powodów. miałam to szczęście, że
        rodziłam w Szwajcarii, nawet przy operacji mąż był ze mną caly czas i byłam
        traktowana z szacunkiem przez cały pobyt w szpitalu (nie bałam się iść rodzić,
        bo wiedziałam, że tak właśnie będzie, a nie szłam do szpitala z nadzieją, że a
        nuż trafi się dobra zmiana). mimo to jakoś potrafię sobie wyobrazić, że nacięte
        i źle gojące się krocze może być dla kogoś powodem do urazu psychicznego. i
        dziwię się Wam. owszem ten artykuł jest mało konkretny i tendencyjny, a akcja
        powinna być kierunkowana bardziej do personelu, ale to zmienia faktu, że problem
        w Polsce jest. i większa świadomość kobiet też jest potrzebna, wolałybyście iść
        do porodu kompletnie nieświadome, co i jak ma wyglądać? nie mówię, żeby się od
        razu czuć lekarzem, ale wystarczy poczytać trochę bardziej rzetelnych informacji
        i byc przygotowanym, bo mniej boimy się tego, co znamy, choćby tylko teoretycznie.
        na stronie fundacji jest wiele linków do badań nad nacinaniem krocza, a te są
        jednoznaczne. podobnie w dyskusji do artykułu ktoś podał linki do rzetelnych
        badań, tyle że po angielsku.
        i wystarczy czytać uważnie, nie chodzi o całkowity zakaz nacinania krocza, a
        wykonywanie go rutynowo - to spora różnica. uważacie, że jesteśmy takie inne,
        gorsze od kobiet z innych krajów europejskich, że nas trzeba nacinać w 80-90% a
        nie w kilkunastu??
        proponuję też zapoznać się dokładniej z działaniami akcji rodzić po ludzku,
        zanim się ją tak skrytykuje. bo o dostęp do znieczuleń, o ludzkie traktowanie i
        wiele innych rzyczy też walczą. ale co tam, troche już zrobili, ale nam wiecej
        nie trzeba, dziekujemy, fundacja i tak jest be. my tam wiemy lepiej, co możnaby
        zmienić, ale nic nie robimy w tym kierunku, bo nasze ładnie nacięte d..y są od
        narzekania i krytykowania najwyżej, a nie działania. przepraszam za dosadność,
        ale taki rysuje się obraz z powyższych postów.

        p.s. mimo, że sama chciałam rodzić naturalnie, a cesarki bałam się jak ognia i
        nie wspominam mile bólu z nią zwiazanego, to nie odbieram też nikomu prawa do
        decydowania o drodze porodu. żyjemy w XXI wieku i uważam, że kobiety powinny
        mieć wybór w tej kwestii.
        • mathiola Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 11:25
          więc niech wszystkie narzekają jakie to straszne i jak bardzo boli
          takie bezpodstawne okaleczenie ciała. Odsetek narodzin w Polsce
          spadnie momentalnie wink
          Ja pitolę, normalnie nie mogę. Człowiek nie może powiedzieć, że jest
          zadowolony z nacięcia, bo jak można mówić, że jest ok, jak akurat
          toczy się akcja fundacji przeciwko? A co się stanie, jeśli w jednym
          wątku wypowiedzą się, te które miały be i te które miały ok?
          Poza tym ta akcja nie ma na celu zlikwidowanie procederu nacinania,
          czy uświadomienie lekarzom i położnym, że nie musi odbywać się
          rutynowo. Więc nie demonizujmy problem i nie straszmy nieródek.
          • mathiola Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 11:27
            Poza tym ta akcja nie ma na celu zlikwidowanie procederu nacinania,
            czy uświadomienie lekarzom i położnym, że nie musi odbywać się
            rutynowo

            TYLKO uświadomienie lekarzom....
            • mysza.82 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 11:39
              mathiola, jesli to twoje ubolewanie nad moim postem, to prosze, czytaj ze
              zrozumieniem.
          • wieczna-gosia Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:43
            > Ja pitolę, normalnie nie mogę. Człowiek nie może powiedzieć, że jest
            > zadowolony z nacięcia, bo jak można mówić, że jest ok, jak akurat
            > toczy się akcja fundacji przeciwko? A co się stanie, jeśli w jednym
            > wątku wypowiedzą się, te które miały be i te które miały ok?

            moga. O ile nie bedzie to traktowane na zasadzie "ale maja laski problem". Bo o
            ile teraz juz wypada uwazac ze bol przy porodzie bez znieczulenia jest nie do
            przezycia, mozna sie go bac smiertelnie i mozna rzadac znieczulenia to szala sie
            przechyla w druga strone i teraz nie wypada se zyczyc by parcie nie trwalo raz
            dwa ciecie trzy jest, tylko raz dwa trzy piec i tak do dziesieciu i jest bez
            ciecia. Co nota bene niekoniecznie sie psrawdza bo ja akurat zazwyczaj w czasie
            porodu slyszalam "nie przec nie przec ojej idzie samo smile" ale no zazwyczaj
            jednak bez ciecia parcie moze trwac dluzej smile

            w zupelnosci rozumiem ze ktos lubi ciecia i znieczulenia- czy srodowisko
            medyczne jest w stanie zaakceptowac ze ktos nie lubi nie na zasadzie "nie biore
            znieczulenia bo kosztuje 600 a mnie nie stac" tylko "nie biore bo nie potrzebuje"?
    • moofka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:32
      nic przyjemnego takie ciecie, a zwlaszcza jego gojenie
      dobry tydzien nie moglam na dupie siedziec i czulam sie jak kaleka, chociaz po
      kazdym z porodow wstawalam juz dwie godziny po, i gdyby nie to pociete dupsko
      czulam sie doskonale, pewnie bym mogla zapomniec ze rodzilam
      przy pierwszym porodzie naciecie zrobiono miedzy skurczami na zywca i bolalo jak
      diabli, ale zaraz pojawilo sie dziecko, zasadniczo po 22 godzinach cierpien bylo
      mi wszystko jedno
      i caly porod wspominam fatalnie, z nacieciem czy bez niego
      drugi calkiem inny szybki, lekki, bez dramatycznych zwrotow akcji
      mialam cudowna opieke i polozną, ktora "szanowala moją godnosc" i w kazdym
      momencie podejmowala najlepsze decyzje o wszystkim mnie informujac i o zdanie
      mnie pytajac, kiedy ja przy ostatnich parciach pytalam, czy bedzie ciela wcale
      sie nie upierala, ani przy cieciu ani jego braku, powiedziala zobaczymy bedziemy
      sie starac - ostatecznie kawalek naciela, bo jak twierdzi potargaloby sie,
      zakladam, ze skoro to zrobila, to nie po to, zeby mi zrobic traume i na zlosc,
      ale wiedziala co robi
      chociaz wiadomo, ze wolalabym nie miec rany niz ja miec
      ale lepiej mi tak niz sie nakrecac, ze mieso, ze bez godnosci i itd
      z drugiej strony artykul o traumach czytalam, i chociaz sama jej nie mam od
      dwoch szwow miedzy nogami daleka jestem od oceniania innych jako histeryczek
      robiacych z igly widly
      swiecie wierze ze mozna ją miec
      a skoro mają, to ich swiete prawo o tym mowic
      a artykul jest tendencyjny, trudno, taka jego rola
      rodzic po ludzku zrobilo bardzo wiele dobrego i dalej robi
      i dobrze ze robi

    • lili716 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:52
      A mysle ze problem wymyslil ktos kto chyba nigdy nie rodził. Niewyobrazam sobie
      ze mieli by mnie nie naciąć, chyba by sie moj dzidzius udusił a ja tylko dluzej
      bym sie meczyła
      • guderianka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 09:55
        Byłam nacięta 2 razy - i w obu przypadkach rany goiły się "jak na
        psie". Po 2 godzinach od porodu wędrowałam pod prysznic, nic mnie
        nie ciągnęło, normalnie siedziałam. Gdy po 5 dniach wrociłam do domu
        z młodszą córką wykonywałam bez problemów swoje obowiązki,
        zajmowałam się 2 dzieci (mąz w pracy )w tym jednym dzieckiem
        niepełnosprawnym
        Ale to kwestia indywidualnego przypadku i nie można traktowac tego
        jako reguły
      • maurra Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 10:01
        no zapewne w fundacji siedzą same bezdzietne stare panny z wyschnięta macicą
    • madame_edith Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 10:07
      Ja nie uważam, żeby problem był z d..y wyjęty. Podczas mojego porodu
      nacięto mnie mocno i to w momencie dowolnym. Nigdy nie zapomnę tego
      ciachnięcia, które mnie zabolało jak cholera, po prostu przecięto mi
      nożyczkami skórę. Szycie było tylko częściowo znieczulone. Chwała
      cudownej młodej pani doktor, która zszyła to jednak pięknie i dziś
      nawet pod palcami nie czuję blizny i chwała, że szwy były
      rozpuszczalne, bo prędzej bym je sobie sama zdjęła niż po kilku
      dniach się pozwoliła komukolwiek tam dotknąć. Ileś to trwało zanim
      usiadłam na tyłku, a zanim przestało mnie w tym miejscu coś ciągnąć
      i boleć podczas stania, minęło kilka miesięcy. Pewnie gdyby to
      nacięcie mi ktoś uzasadnił, zrobił jak należy, odczucia miałabym
      inne. A tak to przyspieszali mi na siłę dobrze postępujący poród,
      żeby było jeszcze szybciej, położna mnie zlała jak jej się
      poskarżyłam, że ona tego od dwudziestu lat wysłuchuje, musiałam
      leżeć na lewym boku (obok a jakże piłki i drabinek), na którym mi
      było najbardziej niewygodnie, a na koniec lekarz mi się położył na
      brzuch i mi z niego wypchnął dziecko. Nikt ze mną specjalnie nie
      rozmawiał ani nie informował co robi i po co.
      I niby nic się wielkiego nie stało, ale co ja tu mam dobrze
      wspominać? Jestem teraz w ciąży i PRZERAŻONA porodem.
    • jelyfish Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 10:13
      Tu chodzi o to, zeby przestac traktowac ten zabieg rutynowo, czyli kazdej
      rodzacej, niezaleznie od zaslug... Moja pierwsza corka byla malutka, 2700,
      polozna stwierdzila juz po fakcie, ze pewnie dalo by sie bez naciecia, no ale
      jako ze bylam pierowrodka, nacieto. Bolalo jak cholera, jeszcze gorzej bolalo
      zszywanie, o siedzeniu, schylaniu sie, normalnym chodzeniu przez nastepny
      tydzien moglabym opowiesci pisac. Koszmar, plakalam z bolu, maz pomagal mi w
      ubieraniu sie/rozbieraniu, wstawianiu itp., bo sama nie moglam swobodnie nogi
      podniesc. Oczywiscie, siedzenie tylko na jednym poldupku.

      I o to chodzi- po kiego grzyba mnie ciachano, skoro mozna bylo tego uniknac?
      tylko dlatego, ze rodzilam pierwszy raz, a w Polsce jest idiotyczna regula
      ciecia pierworodek? Wiecie, jak sa wskazania medyczne, to nie dyskutuje, niech
      tna. Ale w sytuacji, gdy potrzebna jest tylko dobra wola poloznej, ktora wlozy
      nieco wysilku w taki porod, aby krocze rodzacej starac sie ochronic, nacieciom
      mowie zdecydowane "nie, dzieki".
      • miarka71 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:13
        Co mi dało naciecie? Położna ciachneła mnie kiedy nie było
        największej fazy skórczu..krzyk który z siebie wydałam musiał
        słyszec cały szpital..(a przy bólach nie krzyczałam) proszę drogie
        panie aby wzieły nożyczki i na żywca sobie przecieły pochwesmile
        przeprosiła mnie za pomyłke ale, tak się jej spieszyło abym urodziła
        do 19stej bo kończyła zmianę(jej słowa "no przyj bo pediatrzy
        czekają a zaraz zmiana się kończy)Co dało mi jeszcze:to że nie
        mogłam wstac z łóżka , to że kiedy szłam do toalety to łzy mi
        leciały z bólu , to że do seksu doszło po pół roku po porodzie, to
        że blizna w tym miejcu babrała się dwa miesiące i wyglądam tam jak
        porżnięty prosiak..Nie wcale nie mam trumy ,tylko że od tego czasu
        mineło prawie 6 lat a ja na myśl o drugim porodzie dostaje dreszczy,
        i nie wiem czy kiedykolwiek będę miec drugie dziecko. Ps.
        przepraszam za braki w ortografi
        • miarka71 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:55
          Gdyby nie to nacięcie poród byłby miłym wspomnieniem...
      • jowita771 Re: nacięcie krocza u rodzącej 12.07.08, 10:39
        > Tu chodzi o to, zeby przestac traktowac ten zabieg rutynowo

        Więc nie do rodzących powinna być skierowana akcja, tylko do położnych i lekarzy.
        • maurra Do położnych i lekarzy JEST skierowana. 12.07.08, 11:16
          jowita771 napisał:
          > Więc nie do rodzących powinna być skierowana akcja, tylko do położnych i lekarzy.


          I była o tym mowa milion razy
          trzeba mieć dużo złej woli, żeby z uporem maniaka tą informację ignorować
          A to chyba naturalne, że interesują się nią i dyskutują o niej same kobiety? jak
          sobie wyobrażasz wyłączenie ich z tej kampanii? Zamykamy fora, broszury
          przemycamy na oddział w biustonoszach, strona Fundacji dostępna dla znających
          tajne kody?
          Lekarze i położne nie kiwną palcem bez presji samych zainteresowanych
          (poszkodowanych).
    • mika_p Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 11:02
      Wiecie co.
      Znaczna część tego niezrozumienia dla problemu wynika z tego, że połóg w ogóle
      się słabo pamięta.
      Ale jakby się te wszystkie zdziwione o co chodzi nacięte, zastanowiły...
      ... czy ani razu nie miały wątpliwości, że krew na podkładzie to tylko odchody z
      macicy a nie rozlazłe nacięcie...
      ... czy ani razu nie poczuły dyskomfortu albo wręcz przykrości, gdy wilgotny
      podkład ocierał o ranę...
      ... czy nie miały obaw w toalecie, że szwy nie wytrzymają przy wypróżnianiu...
      ... czy ani razu nie pomyslały podczas pierwszych poporodowych stosunkow, że bez
      blizny byłoby łatwiej i przyjemniej...

      Pewnie, to wszystko powyżej to żadna trauma. Ale przyjemne doznania to nie są.
      Naprawdę nie warto powalczyć o zminimalizowanie ich?
    • przeciwcialo Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 11:06
      Gdzie mam blizne po nacieciu to nawet ginekolog nie może wypatrzyc.
      Gdzie mam blizne po cesarce wiem doskonale- czuje ja na każda zmiane
      pogody.
      Moim zdaniem wokół naciecia krocza robi się za duzo szumu i tyle.
      • guderianka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 11:32
        mika_p-ano na wszystkie te pytania mogę odpowiedzieć z ręką na sercu-
        że dla nie mnie nie był to problem. Istotne było ,że dziecko zdrowe
        i to dzięki nacięciu właśnie a ja z całą macicą. Skupiam się na
        rzeczach ważnych-a takimi są właśnie dla mnie zdrowie własne i
        dziecięcia , niż na lekkim deskomforcie spowodowanym raną po nacięciu
        Przeciwciało-zgadzam sie!
        • wieczna-gosia Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:17
          guderianka- widac ty jestes jednym z tych przypadkow gdy interwencja lekarska
          byla potrzebna.
          Ja nie. I naciecie to element szerszego problemu jakimi sa niepotrzebne
          interwencje medyczne, wliczajac w to podkrecaie porodu oksytocyna i czopkami,
          wypychanie dziecka a macicy wiecej mo do glowy nie przychodzi, bo dawno rodzilam smile
          Rzecz w tym ze ktos lubi. Ja nie lubie. Rodze sama, rodze szybko, nic mnie nie
          boli soecjalnie, nic mi nie trzeba podkrecac i nacinac bo moj najdluzszy porod
          trwal 2 godziny i takie akurat mialam szczescie ze mnie nie nacieli. Tenze porod
          jeszcze mialam podkrecony oksy- po cholere? nie wiem- wszak z oksy rodzilam 2
          godziny ile bym rodzila bez? 4? zanim mnie podlaczyli wszystko szlo jak po sznurku.

          Halas o krocze to takze halas o samostanowienie. O znieczulenie na zyczenie,
          jesli kogos boli. O wieksza game tych znieczulen takze, bo pewnych sposobow jak
          tlen sie u nas nie stosuje a takie jak TENS- chyba tylko prywatnie.

          kiedy rodzilam ostatnie dziecko- rodzilam miesiac wczesniej, bo trzeba bylo.
          Nastawiona bylam na to ze mnie wywolaja, no bo miesiac za wczesnie, lozysko sie
          starzeje nie maco czekac- ok. Ale skurcze mi ruszyly same. Naszczescie na
          porodowce byl tlok, wiec przede mnie wepchnely sie panie z nagla rodzace i nikt
          nie mial czasu mnie podlaczyc. Pozniej ustalilam z learzem ze podlaczy mnie na
          chwile bo juz skurcze sa, tylko za slabe- i wleje mi w zyle butelke, bo ja nie
          lubie, bo ja nie chce bo ja chce niezbedne minimum. W miedzyczasie przyszedl
          inny, ja tu sie chce juz odlaczac on sie nie zgadza, wiec ja tez sie nie
          zgadzam, on na mnie warczy. A dlaczego on na mnie warczy? Pozniej mowie poloznej
          ze ja chce bez nacinania a ona mi na to ze cytuje "no wie pani to trzeba
          wspolpracowac". No to ja jej na to ze ja bede wpolpracowac. Jaki byl final? ze
          ja urodzilam na jednym parciu bez zadnego ciecia za jednym zamachem dziecko i
          lozysko smile

          no wiec o co chodzi?
          o to by kobieta miala realny wplyw na ksztalt swojego porodu- oczywscie jak
          tetno spada to sie tnie i sie nie kombinuje. Ale jesli kobieta dobrze
          wspolpracuje, oddycha, jak nie trzeba to nie prze- bo generalnie z ochrona
          krocza sie rodzi nie na parciu tylkona ten najbardziej ryzykowny moment trzeba
          sie umiec powstrzymac- to czemu jej nie pozwolic? Oczywoscoe ze najwazniejsze
          jestzdrowe dziecko- ale jesli mozna miec zdrowe dziecko, niepociety tylek i
          siedziec po porodzie nie po 2 godzinach tylko po dwoch minutach- tego sie nie da
          opisac, po prostu po porodzie bez naciecia problem siedzenia w ogole nie
          istnieje, czlowiek siedzi kiedy gdzie i jak chce i tyle- to czemu mu to odebrac?

          Z drugiej strony- jesli kobieta chce oksy, naciecia oraz znieczulenia- to
          dlaczego ma tego nie miec jesli jej kondycja na to pozwala?

          ja bym chciala zeby przed porodem byla wypelniana ankieta- jak chcialabym zeby
          moj porod wygladal. I wiadomo ze jak sie nie da, to sie nie da, ale zeby byla
          chociaz minilamna elastycznosc zachowan personelu.By mozna bylo sobie urodzic na
          lezaco, siadzaco czy w kucki, by mozna bylo zdecydowac czy sie chce dziecko na
          brzuch i polezec, czy nie, czy sie chce miec dziecko dostawione dopiersi po
          porodzie czytez czlowiek se nie zyczy, bo np. w ogole nie chce karmic?

          a manipulacja ze czlowiekktory nie chce naciecia to egoista myslacy o wlasnym
          tylku bardziej niz o zdrowiu dziecka jest obrzydliwa i nieprawdziwa.
          • madame_edith Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:30
            Brawo Wieczna, sto procent racji wg mnie.
          • maurra BDB 11.07.08, 12:47
            Brawo Gosia, świetny post!
          • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 12:55
            gosia to wszystko co napisalas jest fantastyczne, ale wracajac do tematu watku,
            to ja mysle ze rodzace juz sa bardzo swiadome tego jak to wszystko wygladac
            powinno i akcja ta skupia sie nie na tych co trzeba wydaje sie kase na bicie
            piany zamiast np na szkolenie poloznych do ochrony krocza i tak dalej...
            dla mnie to cale zamieszanie jest bez sensu, bo kobieta ktora rodzi sama sobie
            krocza nie ochroni... a w wiekszosci przypakdow tkaie porody wymagaja wlansie
            wspolpracy i kierowania przez polozna i od tej strony trzeba zaczac edukacje bo
            rodzace doskonale juz wiedza co i jak tylko nei ma poloznych z ktorymi moglyby
            rodzic tka jak chca...
            a awanturowanie sie na trakcie porodowym przy braku umiejetnosci personelu do
            niczego dobrego nie doprowadzi, niestety...
            • maurra Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:33
              Świadome?
              popatrz na dane szpitali, są takie, w których tną 100% kobiet rodzących po raz
              pierwszy
              świadoma kobieta nie da się nabrać na kit, że bycie pierworódką samo w sobie
              jest patologią wymagajacą zabiegu chirurgicznego

              Nie widzę szans na powodzenie kampanii społecznej w której same zainteresowanie
              mają mieć najmniej do powiedzenia a najlepiej, żeby się nie wypowiadały w ogóle,
              siedziały cicho i grzecznie czekając co fundacja wespół z położnymi uradzi, bo
              rodzące z całego towarzystwa "najmniej się na rodzeniu znają".
              • elza78 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:36
                maur anie zrozumialas mnie, poprostu nic nei da kampania podburzania rodzacych
                przeciwko personelowi medycznemu jesli ten drugi nie bedzie mial UMIEJETNOSCI bo
                rodzaca sama sobei krocza swojego nie ochroni...
                to tyle, moze troche mniej pary skierowac w krucjate a troche wiecej w szkolenia
                dla personelu...
                • ciociacesia a mnie sie wydaje 11.07.08, 13:43
                  ze fundacja działa tu dwutorowo - tyle ze do nas dociera czesc
                  skierowana do rodzacych i tyle
                • maurra Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:59
                  A co konkretnie jest podburzaniem?
                  Bo ogłaszanie na przykład wyników badań nt. zbędnosci nacięcia w olbrzymiej
                  większosci przypadków to jest zwykłym i potrzebnym edukowaniem. Bez presji i
                  zainteresowania tematem samych kobiet guzik sie uda.

                  Kompletnie niepotrzebnie demonizujesz problem, póki co kampania w toku a jakoś
                  nie słychać o masowo uciekających przed nożyczkami babkach (bo je fundacja
                  podburzyła), o podduszonych noworodkach (bo Fundacja...), o wysypie pozwów za
                  nacięcie bez potrzeby (bo na stronach Fundacji...)
                  Nie ma żadnej krucjaty, to tylko "wrażenie" krucjaty, bo w dyskusjach takich jak
                  ta często obie strony idą na noże
          • guderianka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:27
            ustosunkuję się jako że się do mnie presonalnie zwróciłaś

            Każdy ma prawo do samostanowienia o sobie ale..ile kobiet (kroczy wink
            tyle zachowań i tyle zdań. Są kobiety , które nasłuchają się o
            akcji "nie nacinanie krocza" i za wszelką cenę będą tak chciały
            rodzić, nie będą współpracowały z położną, zrobią awanturę bo "one
            mają prawo "
            Ja nie mam nic przeciw samej akcji. Ale odnoszę wrażenie,że
            strasznie mało w niej obiektywizmu,że większy nacisk kładzie się na
            samo hasło "Nie nacinać" niż powody, które za nim stoją takie jak
            np. bezpieczeństwo dziecka i matki
    • miminko orany 11.07.08, 12:23
      ciagle ten sam temat, walkowany w kolko

      i zadowolone z naciecia panie

      ktore nie rozumieja, ze w naszym kraju-raju zupelnie inaczej niz w innych
      cywilizowanych krajach nacina sie rutynowo (wiadomo, polskie niemowleta wieksze,
      a matki mniej elastyczne niz we Francji czy USA)

      i ze w calej tej akcji, dramatyzujacej, naciaganej, wszystko jedno
      chodzi tylko o to, zeby przestac robic to rutynowo i oszczedzic ludziom
      niepotrzebnych cierpien.

      moje dziecko bylo malutkie: 2700. kiedys a moze i nawet teraz, w innym szpitalu
      by mnie nacieto. dzieki akcjom takim jak ta, dzieki tej ich propagandzie
      wiedzialam ze mam prawo zaprotestowac i uprzedzilam polozna, ze nie chce byc
      nacinana.
    • ollik83 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 13:40
      To nie jest rozdmuchany problem!Rodziłam szybko i bez problemów, nie rozumiem po
      co podano mi oksytocyne, po co lekarz zaczał skakać mi po brzuchu? Może
      dlatego,że było mało położnych i dużo rodzących? Nacięcia nie pamiętam, ale tego
      co było potem nie zapomnę nigdy. Trzy godziny zszywania(byłam też popękana),
      które odebrały mi całą radość z lekkiego i szybkiego porodu. Strach, bo lekarz,
      co chwile powtarzał,że chyba zaraz znowu popękam. Taka utrata krwi,że z łóżka
      wstałam 2 dni po porodzie.Dochodziłam do siebie 2 miesiące, cały czas byłam na
      antybiotykach, bo okazało sie,że moj organizm źle toleruje szwy.Nie mam traumy,
      ale żal na pewno, bo wiem,że mogłam urodzić bez tego, potrzebowałam tylko troche
      czasu
    • myelegans Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:00
      Wlasnie o to chodzi, o PRAWO kobiet do wyboru, nie do medycznej
      rutyny. Porod jest fizjologia, w warunkach szpitalnych robi sie z
      tego patologie z interwencjami medycznymi, ktore tocza sie jak kula
      sniegowa.
      W ciazy z ginekologiem (znaczy w ciazy bylam z mezem wink ulozylam
      swoj "plan porodu" czego chce, czego nie chce, czego sobie nie
      zycze, itd. Wreczylismy lekarzowi asystujacemu. Ciecia balam sie
      wiecej niz samego porodu, nie-na-wi-dze interwencji medycznych,
      szczegolnie tych na zycznenie, w zyciu nie mialam ani narkozy, ani
      operacji, ani nie bylam w szpitalu, nawet podczas 3 poronien, na
      wlasne zyczenie czekalam na nature i ronilam w domu. Na szczescie tu
      gdzie mieszkam nie wykonuje sie ciecia rutynowo. W ogromnej klinice
      kobiecej przyjmujacej kilka tysiecy porodow rocznie jest... 5%
      naciec (statystyki sa dostepne, za to 90% ma zoo), najczesciej przy
      porodach proznociagowych, chociaz od tego tez juz sie odchodzi. Za
      to ZOO, prosze bardzo, nawet od 1cm rozwarcia jak ktos ma zyczenie,
      jak nie ma to dadza mu pociagnac naturalnie do konca.

      Nie chodzi, o to czy nacinac czy nie, tylko o opcje, i pranie mozgow
      ze "pierworodka bez naciecia nie urodzi" urodzi, urodzi nawet 5kg
      dziecko jak odpowiednio porod poprowadzony.
      Przy wlasnym porodzie oprocz meza mialam zatrudniona doule, kobiete,
      ktora zajmowala sie tylko mna przez caly porod, doradzajac pozycje,
      pomagajac, zachecajac, pocieszajac, itd.

      Gdybym miala jeszcze raz rodzic, rodzilabym w domu, chcialam za
      pierwszym razem, ale wszystko przez meza-panikarza.

      Dla niektorych problem nacinania krocza jest rozdmuchany, ze ot
      ciach, szew, prysznic, nic takiego, za 2 tygodnie sex i blizne nie
      wiem gdzie mam i nie czuje, dla mnie "kazda" interwencja medyczna od
      oxy do zoo jest zlem koniecznym, bo tak juz mam. Ufam swojemu
      organizmowi w sytuacjach fizjologicznych jakim jest porod i nie
      chce, ani nacinania, ani wypychania, ani innych ulepszaczy,
      przyspieszaczy i chcialabym zeby TO respektowano.
      Dobra polozna zadba o ochrone krocza, pozwoli tkankom naturalnie sie
      rozciagnac, zadbac o prawidlowa pozycje.
      A jak juz to lepiej peknac, niz sie rozerwac po cieciu, sprobujcie
      rozerwac kawalek materialu bez nacinania nozyczkami i ten sam
      kawalek po nacieciu nozyczkami i zobaczycie, co sie bedzie lepiej
      rozrywalo.
      • guderianka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:36
        myelegans napisała:

        W ciazy z ginekologiem (znaczy w ciazy bylam z mezem wink ulozylam
        > swoj "plan porodu" czego chce, czego nie chce, czego sobie nie
        > zycze, itd

        Ja też sobie ułożyłam. A że poród szybki jak błyskawica , proszono
        bym w windzie nie rodziła, w biegu (dosłownie) krzyczałam kilka razy
        by mi krocza nie nacinano (bo nie ), bo sobie je przygotowywałam,
        masowałam i ulestyczniałam. Atmosfera na porodówce była wesoła,
        mierzono na zegarku ...czas mężowi i zakładano sie czy zdąży czy
        nie, mówiono o tym że data pamietna bo akcja protestacyjna i jasno i
        wyraźnie mówiono że cięcia bez powodu nie będzie. I co ? I gucio. Bo
        rodziłam przy niepełnym rozwarciu i twardej szyjce , zaklinowanym
        dziecku owiniętym wokół szyi dwa razy pępowiną. I gdyby nie
        ciachnięcie nie wiem co by było...Zatem plan planem a życie życiem uncertain


        > Dla niektorych problem nacinania krocza jest rozdmuchany, ze ot
        > ciach, szew, prysznic, nic takiego, za 2 tygodnie sex i blizne nie
        > wiem gdzie mam i nie czuje,

        Dla mnie jest rozdmuchany poniważ wg mnie zbyt mało mówi się o przy
        tym o indywidualności, o niespodziewanych zwrotach akcji, o dbaniu o
        bezpieczeństwio i zdrowie matki i dziecka. Zapomina się przy tym-wg
        mnie- o tym,że poród porodowy jest nierówny. Nie chciałabym by
        doszło do sytuacji, w której ruszy akcja propagujaca nacięcie, bo
        okaże się że żadna z rodzących nie życzy sobie nacięcia a w wyniku
        tego dochodzi do dramatów
        • myelegans Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:50
          Moje dziecko tez bylo owiniete pepowina 2 razy, co mu nie
          przeszkodzilo wyjsc na swiat. Jak by pepowina przeszkadzala naciecie
          krocza niewiele by pomoglo, musialaby byc cesarka wg. mojego gina.
          • guderianka Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:54
            Jak by pepowina przeszkadzala naciecie
            > krocza niewiele by pomoglo, musialaby byc cesarka wg. mojego gina.

            W przypadku pierwszego porodu uniknęłam cesarki dzięki nacięciu
            właśnie- dziecko urodziło się szybciej,chociaż miało 8Apgar (lekkie
            niedotlenienie)i zwichnięty obojczyk. Sory -ale wolę nacięcie niż
            cesarkę uncertain
            • wieczna-gosia Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 23:06
              czyli guderianko u ciebie naciecie bylo koniecznoscia. I tez wole naciecie niz
              cesarke.
              A w kwestii akcji propagujacej naciecie bo zadna rodzaca sobie nie zyczy i
              dramaty- przy porodzie podpisujesz zgode na wykonanie wszystkich koniecznych
              zabiegow w celu ratowania zycia lub zdrowia- juz nie pamietam jak to jest
              sformuowane. Czyli wlasnie o to chodzi ze RUTYNOWE naciecie jest podciagane pod
              KONIECZNE zabiegi medyczne. A chodzi o to by nie bylo.
              A jesl chodzi o okrecenie pepowina- urodzilam dwoje dzieci w takim stanie-
              polozna dosc szybko zauwazyla ze pepowina jest okrecona, ale ze tetno nie
              spadalo- spokojnie poprowadzila porod, w czasie parcia dopilnowala pepowiny i o
              tym ze maly czlowiek jest okrecony- dowiedzialam sie po fakcie.
              • przeciwcialo Re: nacięcie krocza u rodzącej 12.07.08, 10:43
                No to miałas szczęście.
              • guderianka Re: nacięcie krocza u rodzącej 12.07.08, 10:43
                Czyli wlasnie o to chodzi ze RUTYNOWE naciecie jest podciagane pod
                > KONIECZNE zabiegi medyczne. A chodzi o to by nie bylo.

                Ja tego nie neguję i nieguję całej akcji, po porodzie wypisałam
                ankiete dla fundacji nawet.
                Zwracam tylko uwagę dla fanatyczek akcji, by niosąc kaganek oświaty
                nie zapominały o tym, że nacięcie czasem jest KONIECZNE
    • wolanka79 Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:24
      także urodziłam dwójkę dzieci, za każdym razem położne starały się chronić moje
      krocze i efekt był taki, że pękałam, a położne, żeby zminimalizować obrażenia
      nacinały mi popękane krocze. Nie życzę nikomu takich wrażeń. Gdybym miała rodzić
      trzeci raz, wolałabym, żeby mnie rutynowo nacięto.
      Za pierwszym razem nikt mnie informował o nacięciu, za drugim położna oceniła,
      że da się moje krocze i obędzie się bez szwów.
      • myelegans Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 14:49
        Nacinanie juz peknietego krocza jest zupelnie bezsensowne. Gratuluje
        glupoty poloznych. pewnie, ze jeszcze wiecej poszlo, juz nacieta
        tkanka, w dodatku tkanka pekajac rozlazi sie w najslabszych
        miejscach i idzie z wloknami, nozyczki tego nie zrobia.
        Powinny dac Ci naturalnie peknac, zamiast docinac, to juz zupelnie
        bez sensu...
    • mama-123 Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 11.07.08, 14:42
      widze, ze nikomu to nie przeszkadza. Co byscie jednak zrobily,
      gdybyscie dowiedzialy sie, ze nie potrzebujecie byc naciete i tez
      nie pekniecie? Czyz nie wolalybyscie takiej sytuacji?
      WLasnie o tym zapewne ta fundacja trabi. O tym, ze w Polsce zbyt
      wiele kobiet jest nacinanych rutynowo, a nie ma takiej potrzeby.
      Latwiej kobieta dochodzi do siebie po porodzie, gdy nie musi do tego
      jeszcze mies tego zszycia.
      • verdana Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 11.07.08, 18:18
        Jestem jak najbardziej za akcją nie nacinania rutynowo krocza. Ale
        jestem przeciw akcji, ktora mowi kobietom, ze w trakcie porodu moga
        się godzic albo nie na nacięcie, bo co jest konieczne z punktu
        widzenia dobra dziecka (nie kobiety) wie - powiedzmy, powinien
        wiedziec- w tym wypadku lekarz. A akcja wyglada tak, jaby mozna
        bylo zawsze zaprotestowac przeciw nacinaniu.
        No i jeszcze jedna sprawa. jako historyk czytują ogromna ilość
        pamiętnikow. Przed wojna funkcjonowało powiedzenie "Gdzie przeszlo
        dziecko, ojciec móglby plywac". Choroba bardzo często wystepujacą, u
        wielorodek, było wypadanie macicy. Rozciagnięta w czasie porodu
        pochwa nie wracała czasem do poprzednich rozmiarów - o ile wiem, po
        nacieciu takie problemy raczej nie wystepują. O tym tez jakos cicho.
        • auszrine Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 11.07.08, 18:55
          verdana napisała:
          Przed wojna funkcjonowało powiedzenie "Gdzie przeszlo
          > dziecko, ojciec móglby plywac". Choroba bardzo często wystepujacą, u
          > wielorodek, było wypadanie macicy. Rozciagnięta w czasie porodu
          > pochwa nie wracała czasem do poprzednich rozmiarów - o ile wiem, po
          > nacieciu takie problemy raczej nie wystepują. O tym tez jakos cicho.
          Jak słusznie napisałaś, PRZED WOJNĄ! Chociaż jak widać po twojej wypowiedzi, takie mity pokutują do dzisiaj.
          Nacięcie nie chroni przed nadmiernym rozciągnięciem pochwy. I o tym też mówi fundacja przy okazji tej kampanii społecznej.
        • miminko Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 11.07.08, 19:11
          verdana: PRZED wojną, no właśnie, może wyjaśnisz dlaczego teraz takie
          powiedzenie nie funkcjonuje?

          może dlatego, że przed wojną normą było 5+ dzieci, teraz kobiety rodzą 1-2.
          przed wojną była wysoka śmiertelność noworodków, nie było antykoncepcji i dzieci
          się rodziło więcej. a co za tym idzie, bardziej nadwyrężało się zarówno krocze
          jak i narządy wewnętrzne.

          za każdym razem, kiedy pytam matki jednego i więcej dzieci czy czują, że mają
          szersze pochwy po porodzie, mówią, że nie odczuwają specjalnej różnicy, one ani
          ich mężowie. mało tego, seks po urodzeniu dzieci staje się często bardziej
          satysfakcjonujący, przynajmniej tak twierdzą znane mi kobiety. może wszystkie
          kłamią, ale żadna nie przyznała się do tego, że od urodzenia dzieci ich
          partnerzy zaczęli pływać w ich waginach.

          a twój facet? pływa? rozumiem, że nie, bo cię rutynowo nacięto?
          przy okazji: przecięte mięśnie wracają do formy dłużej niż te ROZCIĄGNIĘTE.
          • verdana Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 11.07.08, 20:22
            Fizjologia kobiet nie zmienia się przez 60 lat. A plastyki pochwy po
            porodach wykonuje się traz chyba zadziej niż 30-40 lat temu. Czy to
            tylko przypadek?
            • auszrine Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 11.07.08, 20:24
              verdana napisała:
              A plastyki pochwy po
              > porodach wykonuje się traz chyba zadziej niż 30-40 lat temu.
              A skąd masz takie informacje?

              Czy to
              > tylko przypadek?
              Nie, to twój wymysł.
            • wieczna-gosia Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 11.07.08, 23:09
              > Fizjologia kobiet nie zmienia się przez 60 lat. A plastyki pochwy po
              > porodach wykonuje się traz chyba zadziej niż 30-40 lat temu. Czy to
              > tylko przypadek?

              jaka byla srednia liczba dzieci 40 lat temu a jaka jest teraz?

              mysle ze jesli juz to trzebaby bylo pogrzebac w danych z krajow gdzie naciecie
              wykonuje sie duza rzadziej niz w Polsce- jak u nich z plastyka pochwy.

              Bo na moj rozum to na soadek tych zabiegow- byc moze akurat w Polsce ma wplyw
              naciecie i zszywanie.
              Ale rownie byc moze ma wplyw fakt, ze dzieci ma sie dwoje, ze coraz wiecej
              kobiet slyszalo o cwiczeniach miesni Koegla, ze kobiety sa zdecydowanie bardziej
              wysportowane- takie trzy czynniki przyszly mi na mysl od razu.
              • auszrine Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 11.07.08, 23:41
                Ale z którego paluszka wyssany ten pomysł, że obecnie jest wykonywanych mniej zabiegów plastyki pochwy, niż 40 lat temu?
                Litości...
                • wieczna-gosia Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 12.07.08, 00:02
                  auszrine- ja nie wiem czy niest mniej verdana napisala ze "chyba", takze
                  niepotrzebnie sie czepiasz. Ja tylko zauwazylam ze moze byc wiecej powodow niz
                  jedynie naciecie bo w przeciwnym wypadku Szwedki, Holenderki i Norwezki
                  ciagalbyby za soba macice masami smile
            • madami Re: Patrzac na wiekszosc wypowiedzi 12.07.08, 00:22
              A czy przed wojną istniała wiedza jak ZAPOBIEGAć zwiotczeniu krocza?
    • liwilla1 Re: naciecie - indywidualna sprawa 11.07.08, 20:04
      tez przezylam porod z nacieciem, uwazam ze to nic wielkiego, chociaz przed balam
      sie panicznie (w ogole to bylam sparalizowana strachem przed porodem od samego
      poczatku, gdy dowiedzialam sie ze bede mama). teraz bede rodzic drugi raz i
      jesli moglabym wybierac - wole kontrolowane naciecie niz niekontrolowane
      pekniecie. uwazam jednak, ze kazda rodzaca kobieta powinna miec prawo do
      wlasnego wyboru w tej kwestii.
    • madami Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 20:16
      Oczywiście, że to rozdmuchany problem. Kobiety nie wiedzą co czują i czuły,
      trzeba im to dobitnie uświadomić! Najlepiej przez kogoś mądrzejszego i bardziej
      doświadczonego np. przez osobę, która nie miała żadnych dolegliwości związanych
      z porodem i nacięciem.
      • maurra Re: nacięcie krocza u rodzącej 11.07.08, 20:38
        No i u rodzącej ból siedzi w głowie, wiec wystarczy samą siebie namówić do
        nieodczuwania bólu i problem z głowy, poród jak marzeniebig_grin

Pełna wersja