Moje małżeństwo się rozpada

15.07.08, 00:05
Jestem załamana. Nie wiem, co robić. Jesteśmy ze sobą 11 lat,3 po ślubie. Mamy
dwóch synów (2lata i 2 m-ce). Gdzieś się pogubiliśmy.
Problemy zaczęły się już po ślubie. Mieszkamy w bliźniaku. Dzielimy go z
siostrą męża (prezent ślubny od teściów).Wejścia osobne, ogród niestety
wspólny. Zbyt często się widujemy,bardzo często wybuchają awantury. Od
początku to mnie oskarżano o ich wywoływanie. Dlaczego?
W domu obok, za ogrodzeniem mieszkają teściowie. Wybudowali ten dom z myślą o
przyszłości swoich dzieci(chcieli je mieć blisko siebie). Codziennie
przesiadują u swojej córki albo ona u nich. Nie robię nikomu krzywdy, a non
stop wszyscy mają do mnie pretensje, robią mi wyrzuty. Nie potrafią
zaakceptować tego, że jestem inaczej wychowana,kieruję się innymi
zasadami...Słowem, że jestem inna. najgorsze jest to, że w tej całej sytuacji
mąż nie potrafił stanąć w mojej obronie. Najważniejsze było przypodobanie się
swoim rodzicom i siostrze. Może teraz trochę przystopował. Na jak długo nie
wiem. Zmienił stosunek do nich tylko dlatego, że tym razem jemu nadepnęli na
odcisk. Nigdy nie czułam, że jest ze mną.
Teraz jesteśmy na rozdrożu. Z dwójką dzieci...Obaj byli planowani. Po
urodzeniu pierwszego podjęliśmy decyzję, że do czasu urodzenia drugiego
dziecka zajmę się wychowywaniem dziecka(to była wspólnie podjęta decyzja).
Ostatnio dowiedziałam się, że przez te dwa lata nie pofatygowałam się iść do
pracy. W ciąży z drugim dzieckiem leżałam 7 m-cy.Oddaliliśmy się od siebie. Ja
leżałam, nie mogłam zajmować się synem. Nic tylko leżenie. Mąż odsunął się ode
mnie. Czułam się jak trędowata. Teraz twierdzi, że odebrałam mu wolność, bo
przez ten czas nie mógł nigdzie wychodzić(lekka przesada, bo raz, czasem dwa w
tygodniu spotykał się z kumplami)tylko spełniać moje zachcianki. O
zachciankach ciążowych niestety nie ma pojęcia, bo nigdy ich nie spełniał. Mój
odruch wymiotny na niektóre potrawy traktował jako fanaberię, a ciążowe smaki
jako głupie wymysły, żeby tylko go usadzić w domu. Do cholery, przecież nie
leżałam dla siebie ani z lenistwa. Poza tym jeszcze przed ciążą było
wiadomo,że mogą być problemy, więc zaskoczony nie był. A ciąża przecież
planowana. Przez nas.Nie przeze mnie. Do niczego go nie namawiałam. Nie
wierciłam mu dziury w brzuchu.Teraz kompletnie nie angażuje się w opiekę nad
nim. Mało tego. Nie bierze go nawet na ręce.
Dlaczego????????????????Przeszkadza mu jego płacz. Nigdy nie ma go w domu.
Albo pracuje albo spotyka się z kumplami.Dbam o dom, o dzieci, nie zapomniałam
o sobie. Staram się wyglądać atrakcyjnie. Nie latam po domu w dresie(no
czasami, ale najczęściej jak go nie ma), inwestuję w ciuchy i kosmetyki, dbam,
żeby miał co na tyłek włożyć i jest źle. Zawsze miał luzacką naturę,po ślubie
chyba ją uśpił. Teraz powróciła z ogromną siłą.Jeszcze zanim kryzys osiągnął
apogeum(dwa tyg. temu) codziennie spraszał gości.Oczywiście wieczorem, kiedy
mały ma regularne napady kolki. Jedyne, co go wtedy uspokaja jest cisza. O
ciszy oczywiście nie było mowy, bo chata pełna ludzi. Prym wiódł mój mąż-
najgłośniejszy z całego stada. Kiedy zwróciłam mu uwagę powiedział, że jestem
nietowarzyska i obrażam jego kumpli. A jaka mam być jak mały płacze, a w
domu wrzaski i to niemal codziennie.Czy ja zwariowałam? Zwolnił się z
wszelkich obowiązków, bo pracuje, a ja siedzę w domu i mam na wszystko czas.
Według niego. A on haruje 7 godzin. Próbowałam wyjść z domu bez dzieci ale
byłam zatrzymana siłą. Czy mu odbiło, czy to ja sfiksowałam? Nie potrafimy ze
sobą rozmawiać, on stał się chamem. Nigdy nie ma go w domu, ostatnio nawet
powiedział, że jestem jego wrogiem. Główny jego zarzut to to, że nie chcę
przyjmować gości kiedy mały buczy czyli codziennie od 19.00 do ok. 23.00.
Jest w nas tyle złości i żalu, że już chyba nie ma czego ratować.Ja nadal
próbuję, ale jak można cokolwiek zrobić, kiedy nie ma go w domu.Co mam zrobić?
Proszę doradźcie mi coś. Z racji tego, że jestem na wychowawczym jestem
uzależniona od niego finansowo.Jestem wykształcona, cały czas się dokształcam,
więc myślę, że znajdę pracę, ale co do tej pory? Duszę się, czuję się jak
osaczona, jakbym była w sytuacji bez wyjścia. Czy jest w ogóle sens o to
walczyć skoro mąż twierdzi, że wszystko jest moją winą i postawił mi
ultimatum, że mam się zmienić albo weźmiemy rozwód. Szczerze mówiąc, to nie
mam już siły na naprawianie tego wszystkiego i ciągłe obwinianie się o
wszystko. Ten związek jest toksyczny. W moim mężu obudził się gó..arz,
którego nie chcę. Chcę dojrzałego faceta i ojca. Pomyśleć, że kolejne dziecko,
które powinno scementować związek, odsunęło nas od siebie. Nie jestem tylko
matką, chciałam być dla niego żoną, ale nie mam szansy. A co będzie z dziećmi.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, że mogłabym je stracić.
    • kocianna Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 00:25
      www.spotkaniamalzenskie.pl

      Dla mojego małżeństwa - i dla wielu, wielu innych weekend Spotkań Małżeńskich
      był oddziałem intensywnej terapii, który uratował związek. Bo zwykle
      najpoważniejszym problemem jest kłopot z komunikacją, a to są właśnie bardzo
      intensywne warsztaty komunikacji małżeńskiej.
      Aha: nikt nie siedzi w kółeczku i nie mówi: "mam na imię kasia i nie dogaduje
      się z mężem". Wszystkie sprawy omawiacie wyłącznie we dwoje we własnym pokoju.
      Mimo związku z Kościołem nie trzeba być katolikiem (choć warto wierzyć w Cokolwiek).

      Nam się udało. Dzięki Spotkaniom.
    • minerallna Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 01:43
      Straszne i dziwne zarazem jest to co opisałaś.
      Chciałabym coś pozytywnego napisać,ale to nie ma sensu.

      Leżałaś 7 miesięcy,nic nie wyczułaś?Nieźle się maskowałsad
      Zachowanie faceta,po prostu brak komentarza.

      To że taki mąż,to sorrki,ale do .... i dobrze ............,żeby cholera nie wylazła. Przepraszam za dosłowność,ale czasem mam taką ochotę,ale ja to taka dziwna bywam.
      I trzymaj się,powodzenia,uda Ci się,dasz radę,nie daj sie,i tysiąc rad foremki napiszą.

      Ech,po co pisać.Sama swojego męża znasz...
      • dlania Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 07:29
        Jedyna próba ratowania tego małżeństwa jaka mi przychodzi do głowy, to
        wydrukowanie tego, co napisałas w formie listu do męża + propozycja zmiany
        miejsca zamieszkania: z dala od rodziców. Nie możecie sprzedać tego bliźniaka i
        zacząc żyć w neutralnym otoczeniu? To trudne, wiem, wywraca do góry nogami całe
        życie, ale ewentualny rozwód też nie będzie łatwiejszy.
        I rozmawiaj z mężem o WAS, nie o teściach i ich pretensjach - olej ich, oni sie
        nie liczą. Nie masz obowiązku ich lubić, ani oni ciebie, to nie o ich przyszłośc
        tutaj chodzi. Popatrz na nich z dystansem, jako na zagubiona parę staruszków,
        którzy sobie gniazdko umościli blisko dzieci, we własnym mniemamniu chcą być
        super, więc musieli sobie znaleźć czarną owce do wyzywania się. O czym niby całe
        długie, nudne wieczory mają rozmawiać?smile
    • rita75 Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 07:51
      "Przeszkadza mu jego płacz. Nigdy nie ma go w domu.
      Albo pracuje albo spotyka się z kumplami"

      Czy aby na pewno z kumplami? Czy kumple tez nie maja innych
      obowiazków?
      i Czy naprawde to drugie dziecko bylo wasza obopulna decyzja?
      • rita75 "obopólna" oczywiscie nt. 15.07.08, 07:53
        • montechristo4 Re: terapia 15.07.08, 08:23
          wydaje mi się, że w sytuacji, którą opisujesz pomóc może terapia, a
          przynajmniej mediacja.
          Jeżeli chcesz walczyć o swoje małżeństwo, to chyba to jest jedyna
          droga.
          Oprócz tego zacznij się rozglądać na rynku pracy, czy jest szansa na
          powrót. Wiem, że dzieci malutkie, ale wracając do pracy będzies
          miała w ręku atut, nie będziesz od niego zalezna finansowo.
          A swoją drogą..... syndrom Piotrusia Pana to przekleństwo naszych
          czasów. Faceci są beznadziejni: w momencie kiedy kobieta potrezbuje
          wsparcia i pomocy, podziału obowiązków - oni nagle przypominają
          sobie, że fajnie jest jeszcze poszaleć. Ile on ma lat?
          • ewulaw1 Re: terapia 15.07.08, 08:42
            Dziecko było wspólną decyzją. Nie 'myślę macicą'. Nie wiem, co go rąbnęło.Ma 32
            lata.Jego koledzy jeszcze nie poukładali sobie życia. Wszyscy bez zobowiązań.
            • rita75 Re: terapia 15.07.08, 08:52
              >Nie wiem, co go rąbnęło.

              Nie ma tej "drugiej"?
              • ewulaw1 Re: terapia 15.07.08, 09:01
                Nie sprawdzam go, ale raczej nie. Jestem właściwie tego pewna. Stał się taki
                beznadziejny, że chyba go na to nie stać. Z drugiej strony może byłoby lepiej.
                Zdecydowanie łatwiej byłoby mi odejść.
                Tylko kumple i wspomnienia dawnych czasów.
                • rita75 Re: terapia 15.07.08, 09:04
                  > Nie sprawdzam go, ale raczej nie. Jestem właściwie tego pewna.

                  Jezeli jestes pewna- to oki...po prostu znam bardzo podobny
                  przypadek- prawie ten sam schemat.
    • lucerka Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 09:02

      Doczytalam, ze fakt, ze jestes inaczej wychowana dziala jak czerwona plachta na
      tescow i siostre. Nie wiem dokladnie o co chodzi ale byc moze sama manifestujesz
      swoja innosc i tym samym zwiekszasz dystans miedzy tesciami/reszta rodziny a
      toba. Wszystko zalezy jak sprzedasz ta "innosc". Sztuka dyplomacji
      (ekhm...manipulacji) sie klania.
      Rozumiem, ze dobre stosunki z rodzina schodza na dalszy plan w obliczu
      chamskiego zachowania meza - i tak sie kolo zamyka. Ty jestes coraz bardziej
      sfrustrowana, niezadowolona, pewnie maz to widzi i tez reaguje niezadowoleniem.

      Moja rada?:

      1. Rozmowa z mezem, zapytanie meza o jego zdanie, o sprecyzowanie jakich zmian
      sobie zyczy w obecnej sytuacji. Co mozesz zmienic ty a co on by zaproponowal. W
      ten sposob moze nie bedzie mial poczucia, ze ty mu cos zarzucasz, tylko moze sam
      wpadnie na to, ze kurcze cos jest nie tak.

      2. Skoncentrowanie sie na przyszlosci, nie na przeszlosci. Wiem, ze jest ci
      ciezko z powodu jego ignoranckiej postawy wobec twoich ciazowych zachcianek ale
      to przeszlosc i kropka. Nie ma co nawet sie nad tym zastanawiac. Zapomniec co
      zle i starac sie kostruktywnie pracowac nad polepszeniem sytuacji.

      Moze zapytasz meza, dlaczego nie bierze malego na rece? Moze ma jakis powod i
      nie chce powiedziec bo wie, ze ty zaraz skoczysz z wyrzutem? Powiedz mu moze, ze
      jestes ciekawa jak on ta cala sytuacje odbiera (warunek: jesli jego odpowiedz
      sie tobie nie spodoba - nie pienic sie, bo facet juz nic ci wiecej nie powie)
      • ewulaw1 Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 09:11
        Już kiedyś delikatnie zapytałam o jego stosunek do małego. Powiedział, że go
        obrażam i koniec rozmowy. Już się nie wściekam, bo to nie ma sensu. fakty są
        takie, że nie wita się z małym po powrocie z pracy, traktuje go jak powietrze,
        nie przytula kiedy płacze, nie wychodzi z nami na spacery, przewinął go
        raz...Szkoda gadać.
      • ewulaw1 Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 09:23
        Jeszcze jedno. To raczej ja miałam dylemat, czy może wrócić do parcy i decyzję o
        dziecku odłożyć na później. Do tego obawiałam się jak to będzie jeśli wyląduję
        na kilka m-cy w wyrze. To on mnie przekonał. Ma całkiem niezły kontakt ze
        starszym, a tu...
    • przeciwcialo Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 09:21
      Długi post napisałaś a mnie zastanowiło jedno. Jestescie razem 11
      lat, od 3 po slubie. Co przez te 8 lat robiliście? Nie dało się
      wtedy poznac sytuacji rodzinnej faceta, jego charakteru.
    • deodyma Re: wybacz, ale gowniarzem byl chyba zawsze... 15.07.08, 09:32
      i chyba ba Twoim miejscu nie decydowalabym sie z nim na drugie
      dziecko widzac, jaki jest jego stosunek do mnie. chodzi mi o to, ze
      maz nie potrafil stanac w Twojej obronie przed tesciami i siostra.
      nikt nie zmienia sie tak nagle z dnia na dzien. juz wczesniej
      musialo cos w nim byc, ale po prostu moglas przymykac na to oczy.
      teraz wylazi szydlo z worka.
      • ewulaw1 Re: wybacz, ale gowniarzem byl chyba zawsze... 15.07.08, 09:42
        Z zewnątrz cała rodzinka wyglądała całkiem nieźle. W całej tej sytuacji
        najbliższa stała się TEśCIOWA
    • michalina4 Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 09:40
      Cały pomysł mieszkania "na kupie" jeszcze nigdzie nie wypalił. Chociaż, z całym
      szacunkiem, może jest taka kobitka, której to wyszło, niech napisze coś krzepiącego.
      Po drugie, z góry przepraszam, ale teoria, iż nowe dziecko cementuje związek to
      bzdet nad bzdety. Dziecko to ogromna próba dla związku, który albo się umocni
      albo rozleci.
      Co do ultimatum męża, że albo się zmienisz albo rozwód chętnie skorzystałabym z
      opcji 2.
      • przeciwcialo Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 09:52
        Ja chyba tez w takiej sytuacji wybrałabym rozwód. Nie zniosłabym
        ciągłych oskarzeń jak to go wrobiłam w rodzine.
        Mimo tych 32 lat to gó..arz, nie dorósł i byc może nigdy nie
        dorosnie do bycia ojcem i mężem. No chyba że koledzy w szybkim
        czasie sie pożenią.
    • ewulaw1 Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 10:04
      Jego zdaniem powinnam się przyłączyć do jego luzackiego stylu życia. Ale
      powiedzcie szczerze, czy mając dzieci, w tym jedno malutkie,tak byście
      postąpiły. Co mam zrobić? Oddawać dzieci codziennie do babci, żeby był czas na
      imprezy czy towarzyskie spotkania. Może witać gości z uśmiechem dzień w dzień i
      z płaczącym dzieckiem wychodzić do innego pokoju, bo mąż podejmuje gości.
      Prośby, żeby się uciszyli nie pomagają, bo mąż twierdzi,że jestem nieprzyjemna
      dla jego kolegów(to jego proszę, żeby zwrócił im uwagę). Nie mam nic przeciwko
      takim spotkaniom, ale nie codziennie. Też chciałabym coś z nich mieć. A co z
      partnerstwem. Czy to, że utrzymuje rodzinę zwalnia go z wszelkich obowiązków.
      Nie pracuje fizycznie. Wcale nie twierdzę, że nie jest zmęczony, ale on pracuje
      7 godzin, ja 24 i nie mogę liczyć na jego pomoc. Może się czepiam i jestem
      upierdliwa, bo już sama nie wiem. Nie poznaję pana, niestety
      • przeciwcialo Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 10:12
        Kochana- jesli odpowiada ci pułk facetów w domu to zacisnij zeby i
        sie usmiechaj.
        Ale czy małżeństwo z takim Piotrusiem- Panem na sens?
        Dla mnie to nieodpowiedzialny, niedorosły facet i juz i nie miałabym
        ochoty czekac az dorosnie. szkoda ciebie i dzieci.
      • deodyma Re: facet ma 32 lata a nie 20... 15.07.08, 10:12
        powinien juz dorosnac do bycia mezem i ojcem, ale najwidoczniej tak
        nie jest. powinien tez rozumiec, ze w zyciu jest czas nie tylko na
        zabawe, ale i na obowiazki. a co tesciowie na to? wiedza, co
        wyprawia ich synalek?
        • rita75 Re: facet ma 32 lata a nie 20... 15.07.08, 10:19
          a co tesciowie na to? wiedza, co
          > wyprawia ich synalek?

          wlasnie...niech mu spuszcza manto
      • kali_pso Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 10:28
        Przyczyn tej sytuacji szukałabym gdzieś w czasie tej drugiej ciązy.
        Piszesz,że mąż ma dobry kontakt ze straszym dzieckiem, chciał
        drugiego dziecka- czyli ogólnie nie jest niechętny dzieciom i
        wszlkie dane na dobrego ojca miał.
        Czyli jego zachowanie w stosunku do młodszego dziecka jest dziwne-
        być może podświadomie przeniósł na to dziecko to, co zarzuca Tobie.
        Twój stan trzymał go w domu, a więcwinne jest to dziecko, jako
        przyczyna tego stanu.
        Nie wiem, może to sprężyna teściowej i siostry, które kiedy Ty
        leżałaś w łózku, użalały się nad biednym misiem, jak to on ma
        cięzko, jaki to on nieszczęsliwy, ile to on traci z młodości i co to
        on mógłby robić, gdyby mu się nie trafiła taka żona.Piszesz, że on
        raczej powolny jest rodzinie, więc takie głosy mogły trafić na
        podatny grunt. I teraz pan "odbija" sobie to, co "utracił"winkP

        Moim zdaniem wygląda to nieciekawie. W taki sposób pojawiają się w
        rodzinie kozły ofiarne i bardzo nieszczęśliwe dzieci, bardzo szybko
        rejestrujące, że rodzic nie ma dla niego serca.
    • ru-da Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 10:26
      Przeczytałam Twój post i w zachowaniu Twojego męża zobaczyłam odbicie mojego...
      Ciąże (dwie) przechodziłam ok, ale z racji opieki nad dwójką dzieci uważałam, że
      mąż będzie uczestniczył w wychowywaniu i opiece maleństw. Trochę się
      przeliczyłam... wszystko spadło na mnie, dla mnie nie było czasu na
      przyjemności, dla męża - owszem. Do tego dochodziły kłótnie (walczyłam o swoje
      miejsce w rodzinie), rozmawiałam, tłumaczyłam że potrzebuję mężczyzny a nie
      chłopczyka, bo właśnie po narodzinach drugiego dziecka mąż "zdziecinniał",
      zamarzyło mu się życie kawalerskie, zero obowiązków, domem był zmęczony. Uważał,
      że wszystko jest ok bo zarabia pieniądze i przynosi je do domu. Oprócz normalnej
      pracy znalazł sobie pracę na weekendy i prawie wogóle nie bywał w domu, a jak
      już był to mu się nic nie podobało.
      Myślałam o rozwodzie, nie wyobrażałam sobie życia w takich warunkach i tak mi
      zleciało kilkanaście miesięcy...
      I wyobraź sobie - dzieci wyrosły z pieluch, stały się bardziej kontaktowe, ja
      wróciłam do pracy i "mężowi" też się poprawiło samopoczucie. W chwili obecnej
      jest cudownie, mąż w końcu dostrzegł zalety najbliższej rodziny i włącza się w
      opiekę nad dziećmi (swoją drogą to dzieci same domagają się kontaktu z tatem).
      Mąż jest super ojcem.
      Nie wiem, co mu dolegało po narodzeniu drugiego dziecka (depresja, strach, może
      nie mógł się odnaleźć w nowej strukturze rodziny, może zmęczenie i chęć powrotu
      do życia bez zobowiązań), ale jak widzisz czasem mężczyzna "dorasta", mój
      "dorósł" jak dzieci wyrosły z okresu niemowlęctwa.

      Wydaje mi się, że Twojego męża "wymęczyło" tych 7 miesięcy, kiedy Ty miałaś
      kłopoty z ciążą, a on musiał przejąć obowiązki domowe i opiekę nad waszym
      starszym dzieckiem. Pewnie uważał, że po porodzie Ty przejmiesz rządy w domu i
      on będzie miał luz, no i się przeliczył. Te spotkania ze znajomymi, wyzwiska, on
      się buntuje, sytuacja go przerosła. Nie wiem co Ci radzić, jak masz to
      rozwiązać, bo każdy przypadek jest inny, każdy z nas ma swoje sposoby. Jedno
      widać gołym okiem - to mąż musi popracować nad sobą i to od niego zależy, czy
      będziecie rodziną, to on ma problem a nie Ty. Myślę, że warto powalczyć o wasz
      związek, przecież planowaliście dwoje dzieci. To, że po drodze plan się
      skomplikował nie znaczy że nie da się tego jeszcze naprawić. Twój mąż się
      zagubił, coś poszło nie po jego myśli, i teraz odgrywa się na Tobie.
      Szczeniackie zachowanie, ale może w końcu dojrzeje do bycia głową rodziny. Może
      to się stanie za kilka miesięcy, kiedy młodsze dziecko samo zacznie domagać się
      towarzystwa taty. Może tyle jeszcze wytrzymasz? Trzymam kciuki za Waszą rodzinę.
      • betty_julcia Re: Moje małżeństwo się rozpada 15.07.08, 14:50
        Nic nie napisałaś jak było dotąd.
        Wiesz, są rózne kryzysy małzeńskie, wieksze, mniejsze. Jeżeli dotąd
        było ok, mąż ma świetny kontakt ze starszym synem szkoda byłoby
        kończyć związek dlatego ze ma odpał....
        Wiem, jesteś zła, wściekla i rozżalona i dlatego najchętniej
        rozeszłabyś sie z nim. Ale pomyśl. Kto by na tym skorzystał?
        Pozwolisz mu bawić sie dalej a ty weźmiesz na karb wychowywanie
        dzieci, opieke nad nimi sama? Odwaliło mu i przejdzie, tylko ty
        musisz tą sytuacją zarządzić.
        Chce imprezek, niech ma. Masz sie wyluzować to wyluzuj sięsmile
        Przyprowadzi gości to przyjmij ich i bądż na tyle wyluzowana żeby
        nie przejmować się że przeszkadza im płaczące dziecko. Ciekawe ile
        goscie wytrzymają. Wyluzuj i towarzysz im. Myslę że szybko skończy
        się imprezowanie u Was w domu.
        Reszta, nie wiem. Może trzeba nim potrząsnąć. Czy ma w tych
        zachowaniach wsparcie rodziców? Najgorsze w tym wszystkim jest to,
        ze ty nie masz w nikim poparcia. Bo gdybyś miala to bałby się tak
        ciebie traktować.
Pełna wersja