ewulaw1
15.07.08, 00:05
Jestem załamana. Nie wiem, co robić. Jesteśmy ze sobą 11 lat,3 po ślubie. Mamy
dwóch synów (2lata i 2 m-ce). Gdzieś się pogubiliśmy.
Problemy zaczęły się już po ślubie. Mieszkamy w bliźniaku. Dzielimy go z
siostrą męża (prezent ślubny od teściów).Wejścia osobne, ogród niestety
wspólny. Zbyt często się widujemy,bardzo często wybuchają awantury. Od
początku to mnie oskarżano o ich wywoływanie. Dlaczego?
W domu obok, za ogrodzeniem mieszkają teściowie. Wybudowali ten dom z myślą o
przyszłości swoich dzieci(chcieli je mieć blisko siebie). Codziennie
przesiadują u swojej córki albo ona u nich. Nie robię nikomu krzywdy, a non
stop wszyscy mają do mnie pretensje, robią mi wyrzuty. Nie potrafią
zaakceptować tego, że jestem inaczej wychowana,kieruję się innymi
zasadami...Słowem, że jestem inna. najgorsze jest to, że w tej całej sytuacji
mąż nie potrafił stanąć w mojej obronie. Najważniejsze było przypodobanie się
swoim rodzicom i siostrze. Może teraz trochę przystopował. Na jak długo nie
wiem. Zmienił stosunek do nich tylko dlatego, że tym razem jemu nadepnęli na
odcisk. Nigdy nie czułam, że jest ze mną.
Teraz jesteśmy na rozdrożu. Z dwójką dzieci...Obaj byli planowani. Po
urodzeniu pierwszego podjęliśmy decyzję, że do czasu urodzenia drugiego
dziecka zajmę się wychowywaniem dziecka(to była wspólnie podjęta decyzja).
Ostatnio dowiedziałam się, że przez te dwa lata nie pofatygowałam się iść do
pracy. W ciąży z drugim dzieckiem leżałam 7 m-cy.Oddaliliśmy się od siebie. Ja
leżałam, nie mogłam zajmować się synem. Nic tylko leżenie. Mąż odsunął się ode
mnie. Czułam się jak trędowata. Teraz twierdzi, że odebrałam mu wolność, bo
przez ten czas nie mógł nigdzie wychodzić(lekka przesada, bo raz, czasem dwa w
tygodniu spotykał się z kumplami)tylko spełniać moje zachcianki. O
zachciankach ciążowych niestety nie ma pojęcia, bo nigdy ich nie spełniał. Mój
odruch wymiotny na niektóre potrawy traktował jako fanaberię, a ciążowe smaki
jako głupie wymysły, żeby tylko go usadzić w domu. Do cholery, przecież nie
leżałam dla siebie ani z lenistwa. Poza tym jeszcze przed ciążą było
wiadomo,że mogą być problemy, więc zaskoczony nie był. A ciąża przecież
planowana. Przez nas.Nie przeze mnie. Do niczego go nie namawiałam. Nie
wierciłam mu dziury w brzuchu.Teraz kompletnie nie angażuje się w opiekę nad
nim. Mało tego. Nie bierze go nawet na ręce.
Dlaczego????????????????Przeszkadza mu jego płacz. Nigdy nie ma go w domu.
Albo pracuje albo spotyka się z kumplami.Dbam o dom, o dzieci, nie zapomniałam
o sobie. Staram się wyglądać atrakcyjnie. Nie latam po domu w dresie(no
czasami, ale najczęściej jak go nie ma), inwestuję w ciuchy i kosmetyki, dbam,
żeby miał co na tyłek włożyć i jest źle. Zawsze miał luzacką naturę,po ślubie
chyba ją uśpił. Teraz powróciła z ogromną siłą.Jeszcze zanim kryzys osiągnął
apogeum(dwa tyg. temu) codziennie spraszał gości.Oczywiście wieczorem, kiedy
mały ma regularne napady kolki. Jedyne, co go wtedy uspokaja jest cisza. O
ciszy oczywiście nie było mowy, bo chata pełna ludzi. Prym wiódł mój mąż-
najgłośniejszy z całego stada. Kiedy zwróciłam mu uwagę powiedział, że jestem
nietowarzyska i obrażam jego kumpli. A jaka mam być jak mały płacze, a w
domu wrzaski i to niemal codziennie.Czy ja zwariowałam? Zwolnił się z
wszelkich obowiązków, bo pracuje, a ja siedzę w domu i mam na wszystko czas.
Według niego. A on haruje 7 godzin. Próbowałam wyjść z domu bez dzieci ale
byłam zatrzymana siłą. Czy mu odbiło, czy to ja sfiksowałam? Nie potrafimy ze
sobą rozmawiać, on stał się chamem. Nigdy nie ma go w domu, ostatnio nawet
powiedział, że jestem jego wrogiem. Główny jego zarzut to to, że nie chcę
przyjmować gości kiedy mały buczy czyli codziennie od 19.00 do ok. 23.00.
Jest w nas tyle złości i żalu, że już chyba nie ma czego ratować.Ja nadal
próbuję, ale jak można cokolwiek zrobić, kiedy nie ma go w domu.Co mam zrobić?
Proszę doradźcie mi coś. Z racji tego, że jestem na wychowawczym jestem
uzależniona od niego finansowo.Jestem wykształcona, cały czas się dokształcam,
więc myślę, że znajdę pracę, ale co do tej pory? Duszę się, czuję się jak
osaczona, jakbym była w sytuacji bez wyjścia. Czy jest w ogóle sens o to
walczyć skoro mąż twierdzi, że wszystko jest moją winą i postawił mi
ultimatum, że mam się zmienić albo weźmiemy rozwód. Szczerze mówiąc, to nie
mam już siły na naprawianie tego wszystkiego i ciągłe obwinianie się o
wszystko. Ten związek jest toksyczny. W moim mężu obudził się gó..arz,
którego nie chcę. Chcę dojrzałego faceta i ojca. Pomyśleć, że kolejne dziecko,
które powinno scementować związek, odsunęło nas od siebie. Nie jestem tylko
matką, chciałam być dla niego żoną, ale nie mam szansy. A co będzie z dziećmi.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, że mogłabym je stracić.