karola1008
21.07.08, 10:04
Zainspirowana sobotnim wątkiem Morgen, przypomniałam sobie swoją
Jedyną Randkę W Ciemno. No może nie w ciemnoo, a w szaro. O facecie
wiele słyszałam, więc mogę sobie powiedzieć, że sama byłam sobie
winna. Bo się setnie wynudziłam. Wysłuchałam dłuuuuuuugich monologów
o jego zespole rockowym (tzn. tym, w którym grał), ruchu scenicznym,
mikrofonach, instrumentach perkusyjnych, perfumach męskich i
damskich, spodniach (jego), koszulkach (jego), bluzkach (jego mamy).
Po tej randce doszłam do wniosku, że facet (nie ten konkretny tylko
w ogóle) powinien być albo zdekalrowanym heterykiem, albo
zdeklarowanym gejem, albo zdeklarowanym biseksualistą, byle był w
ogóle jakoś określony i miał jaja zamiast jajecznicy. Nie wykluczam
jednakże, że błąd tkwił u samej podstawy, bo nie była to randka w
ciemno, a w szaro-poszłam, bo byłam ciekawa faceta, który z
opowieści naszej wspólnej koleżanki jawił mi się jako osobowość
dosyć egzotyczna. Właściwie do tej pory nie potrafię go
zaklasyfikować, choc od randki tej mineło już 9 lat i choć często do
niej (randki) i do niego wracam myślą

)).