"Dajesz sobie wejść na głowę"

21.07.08, 16:17
takie słowa zdarza mi się słyszeć od męża, gdy mamy odmienne zdanie
na temat reakcji na jakąś konfliktową sytuację. Podobne wygłosiła
niedawno moja siostra, zdażyło się tez przyjacielowi ... i teraz
jeszcze sąsiedni wątek, w którym jestem zdziwiona, że można się
przejmowac słowami kogoś, kto chce nam dokuczyć.

Czy to, że mało co mnie dotyka personalnie i nie awanturuje się dla
udowodnienia swojej racji jest jednoznaczne z pozwalaniem na
wchodzenie sobie na głowę?
    • iwles Re: "Dajesz sobie wejść na głowę" 21.07.08, 16:19

      Lila, wielką, naprawdę wielką sztuka jest nauczyć się olewać chamstwo.
      • kali_pso Re: "Dajesz sobie wejść na głowę" 21.07.08, 16:31
        Ok. ale olewac mozna takie chamstwo, które w jakis sposób nie
        narusza naszych granic, nie poniża nas i nie obraża- jestem w stanie
        nie wykłócać się z kimś, kto wepchnie się przede mnie w kolejkę( co
        nie znaczy, że nie zwrócę temu komuś uwagiwinkP, ale nie przeszłabym
        obojętnie wobec kogoś, kto np. oskarżałby mnie o coś, czego nie
        zrobiłam, lub w jakikolwiek inny sposób oczernił mnie- zbyt sie
        cenię, aby takie chamstwo potraktować w stylu: "Jestem ponad to"winkP
        Konfrontacja to w takiej sytuacji najlepsze wyjście a nie udawanie,
        że mnie to nie wzrusza.
        • lila1974 Re: "Dajesz sobie wejść na głowę" 21.07.08, 16:47
          No więc właśnie.

          Swego czasu zostałam w pracy posądzona, że wyrzuciłam ze swojego
          miejsca pracy którąś z pielęgniarek i zorbiłąm to tekstem:
          "Jak nie wyjdziesz to cię wyrzucę kopem w dupę"

          Kiedy przyszedł do mnie kierownik sprawę tę wyjaśnić zaproponowałam
          od razu - konfrontacja. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zamiast
          rzekomo wyrzuconej pielęgniarki szef skonfrontował mnie z osobą,
          która nawet nie mogłaby być świadkiem takiego incydentu, bo
          pracowała ze mną naprzemiennie, czyli jeśli ja byłam w pracy to jej
          nie było. Sprawa wyjaśniła się więc od razu i bez zbędnych nerwów.

          Ja po prostu wiedziałam swoje - nic takiego do nikogo nie
          powiedziałam, więc nie zamierzałam się plotką przejmować.

          Niedawno moja koleżanka pracująca obok dowiedziała się od szefa, że
          są na nią skargi i dziewczyny nie chcą z nią pracować, bo coś tam.
          Jest nas w tym dziale 7, więc nie wiadomo, która była taka niemiłą i
          nielojalna w stosunku do niej. Ta teraz prowadzi swoje prywatne
          śledztwo zamęczając wszystkich w koło. Zaproponowałam jej, by
          poprosiłą szefa o konfrontację z tą osobą, aby mogły sobie szczerze
          wszystko wyjaśnić, a nie teraz rzuca oskarżenia na prawo i lewo.

          Natomiast nie rusza mnie to, że jakiś ktoś postanowi sobie mnie
          wyzwać, bo pozwoliłam sobie na delikatne zwrócenie mu uwagi, że może
          jednak ustąpiłby miejsca starszej, niepełnosprawnej osobie.
          Strasznie się wówczas wsciekał, wyklinał na mnie w ostateczności
          postanowił opluć, acz niedoleciało ... nie widziałam potrzeby
          wykłócania się z nim na tym samym poziomie, co nie znaczy, że
          siedziałam cicho jak trusia.


          Wymuszone pierwszeństwo przejazdu ... nie muszę pokazać środkowego
          palca kierowcy, który to zrobił, wystarczy mi pogrożenie mu
          palcem ... itd itp.
    • kali_pso To zależy.. 21.07.08, 16:24
      ...umiejętność dystansowania się do siebie jest w cenie, nie ma nic
      gorszego niż przeczulenie na swoim punkcie i wszędzie wietrzenie
      zamachów na swoją osobę.
      Natomiast co do nie awanturowania się o swoje racje- jak
      odpuszczasz, bo sprawa niewarta świeczki, drobiazg jakiś- to ok. Ale
      jeśli nie walczysz o swoje dobro, podporządkowujesz swoje wartości
      innym, a ci wykorzystują Twoje pokojowe nastawienie dla własnych
      celów, i tracisz na tym( własny spokój, czas, pieniądze, zdrowie
      itp.)- to już nie jest okwink
      • lila1974 Re: To zależy.. 21.07.08, 16:29
        Umiem zawalczyć o swoje, jeśli uważam, że dzieje mi się krzywda,
        problem zdaje się leżeć w tym, że tam, gdzie ja tej krzywdy jeszcze
        nie odczuwam spora rzesza ludzi chyba już by się awanturowała.

        Ja nie uważam, że daję sobie wejść na głowę, raczej sądzę, ze mam
        dość duży margines dla ludzkich błedów i wypaczeń. Szczerze, to
        zaczyna mnie własnie wkurzać to imputowanie, ze jednak daję sobie
        wejść na głowę smile
        • kali_pso Re: To zależy.. 21.07.08, 16:40
          Umiem zawalczyć o swoje, jeśli uważam, że dzieje mi się krzywda,
          problem zdaje się leżeć w tym, że tam, gdzie ja tej krzywdy jeszcze
          nie odczuwam spora rzesza ludzi chyba już by się awanturowała



          Hmmmm....może z Ciebie taki niesamowicie spokojny człowiek po prostu
          jest?winkP

          ( własnie przypomniałam sobie taki wątek, w którym zarzuciłam Ci, że
          wypowiedź którą komus zaproponowałaś własnie w jakieś spornej
          sprawie, godna była Anny Kareniny a nie dzisiejszych czasów- to tak
          na marginesiewinkPPP


          Każdy z nas ma inaczej ustawiony próg wrażliwości- niektórzy to
          raptusy, które na każdy gest sprzeciwu wobec tego, co mówią reagują
          alergicznie.
          Inni tak bardzo boją się etykiety nieasertywnego człowieka( co nie
          jest w modzie dzisiaj), że wolą od razu atakować- czasami na wyrost,
          niepotrzebnie, co sami po namyśle przyznają.

          Generalnie- jeśli za Twoim spokojem zewnetrznym idzie ten
          wewnętrzny, jeśli nie płacisz za pokojowe nastawienie do świata
          frustracją i agresją do siebie samej, to nie powinnaś się tym
          przejmować, co inni brzęczą( nomen omen)wink))))))
          • lila1974 Re: To zależy.. 21.07.08, 16:52
            Pojecia nie mam na czym to polega ... spokojny? Chyba nie całkiem.

            Parę dni temu rozmawiałąm z mężem na ten temat i wyszło mi, że
            różnica między nami polega na tym, że ja nie zakładam z góry, że
            ktoś chce mi celowo dokuczyć. Raczej jestem skłonna przypuszczać, ze
            jego działanie jest wynikiem niewiedzy, dziwnego splotu
            okoliczności, gorszego dnia i masy innych przyczyn ... staram się
            ludzi zrozumieć zanim wyciągnę wobec nich jakieś niemiłe
            konsekwencje.
            • kali_pso Re: To zależy.. 21.07.08, 17:03
              ze
              jego działanie jest wynikiem niewiedzy, dziwnego splotu
              okoliczności, gorszego dnia i masy innych przyczyn


              Moim zdaniem samo zakładanie nieuświadomionej podłości innych ludzi
              to za małowink Mnie nie wystarczyłoby to "założyć"- chciałabym to
              zbadać, przeanalizowac, no na czynniki pierwsze rozłozyć- czyli
              przejść do wnioskowania opartego na czynnikach empirycznych. Nie
              chcę domyslać się powodów, dla których ktoś podkłada mi świnię w
              pracy- bo może być i tak jak mówisz- gorszy dzień itp.- ale może się
              okazać, że całkowicie niepotrzebnie przypisałam mu aureolkę- kiedy
              to diabełek w czystej postaciwink
              • lila1974 Re: To zależy.. 21.07.08, 17:17
                A mnie wystarczy, by spokojnie żyć, a jak już się okaże, że mam do
                czynienia z jednostką jednak lubującą się w podłościach, to po
                prostu sobie nią głowy nie zawracam. Mówię jej szczerze w oczy, że
                nie zamierzam kontynuować znajomości lub wyciągam inne konsekwencję.

                Wogóle jestem zwolenniczką jasnego stawiania spraw.
                Następny przykład.
                Parę dni temu bawiła się u nas w domu córka sąsiadki z góry.
                Sąsiadka, co jakiś czas dzwoniłą z propozycją, by może dzieci wysłać
                na podwórko, a ja odpowiadałam, że jeśli tylko będą miały an to
                ochotę to je wyślę. Póki co bawiły się w szkołę. Za jakiś czas
                rzeczywiście postanowiły wyjść na dwór. Dzień był taki sobie, więc
                zaproponowałąm, by ubrały polarki, przy czym sąsiadce chciałam dać
                jeden z naszych, bo przyszła w koszulce na krótki rękawek, a nie
                może zachorować, bo czeka ją operacja. Nie chciała. Za chwilę
                przyleciałą spowrotem również moja i oddała polar, czyli ciepło im
                było.

                Dzwoniłam do mamy dziewczynki, by jej powiedzieć, że dzieci wyszły
                na dwór, ale było zajęte. Za chwilkę sąsiadka zadzwoniłą do mnie, a
                na wieść, że dzieci są na dworzu trzasnęła słuchawką, rzucając w
                eter, że jestem nieodpowiedzialna, wszak wiem, że młoda nie może się
                rozchorować.

                W pierwszym odruchu pomyślałam, że mam ją w nosie (sąsiadkę). Nie
                dała mi nic powiedzieć tylko urządziła scenę - niesprawiedliwie wg
                mojej oceny. A najbardziej wkurzyło mnie to trzepnięcie słuchawką.Po
                chwili jednak doszłam do wniosku, że jeśli nie wyjaśnię sprawy na
                pniu, to ów malutki problem urośnie do wielkiej góry, o którą
                rozbiją się nasze dobrosąsiedzkie stosunki.

                Wyszłam więc na dwór i zapytałąm, o co awantura i dlaczego rzuciłą
                słuchawką. Po chwili wszystko sobie wyjaśniłyśmy i atmosfera uległa
                oczyszczeniu, a tak to i ja i ona miałybyśmy wzajemne żale.
    • sebaga Re: "Dajesz sobie wejść na głowę" 21.07.08, 16:31
      > Czy to, że mało co mnie dotyka personalnie i nie awanturuje się dla
      > udowodnienia swojej racji jest jednoznaczne z pozwalaniem na
      > wchodzenie sobie na głowę?

      Nie, to oznacza, ze masz klasę. Wchodzenie na głowę to np. pozwalanie by inni
      Cię wykorzystywali do swoich celów.
      Pamiętam Twój wątek w którym pisałaś, ze mąż potraktował Cię takim tekstem kiedy
      sprzeciwiłaś się jego bójce z jakimś prostakiem. Myślę, ze uwaga była mocno
      nietrafiona, Ty wykazałaś się klasą, zaś mąż niepotrzebnie chciał zniżyć się do
      poziomu tego typka.
      • mamaemmy Re: "Dajesz sobie wejść na głowę" 21.07.08, 17:36
        wg mnie to sie nazywa klasa i nie każdy ja posiadawink
        Ja nie potrafie nie pokazac tego palca srodkowego czasem,nawet do głowy mi nie
        przyszłoby żartobliwe pogrozenie palcem smileAle wypróbujesmile
        Kiedys napisałas(chyba w foto forum),ze Wy z męzem jestescie dziećmi
        szczesliwych rodziców i chciałabys aby Twoje córki były dziecmi szczesliwych
        rodziców smile
        Mysle wiec ze duzo zalezy od stanu szczesliwosci i harmonii z samym sobą-wiem,ze
        jak jestem szczesliwa-to i spokojna i wypaczenia i błędy innych potrafie
        wytłumaczyc własnie takim gorszym dniem na przykład.
        Jednakże wystarczy ostatni tydzień przed @ w towarzystwie PMS a lepiej mi nie
        wchodzic w drogę tongue_out Będę się wykłócała aż wygram i do mnie należec bedzie
        ostatnie słowo tongue_out

        wiec..podziwiam!smile
        • guderianka Re: "Dajesz sobie wejść na głowę" 21.07.08, 17:56
          A jak zachowują się w podobnych sytuacjach osoby, które tak Ci
          mówią ?
        • yola.d Re: "Dajesz sobie wejść na głowę" 21.07.08, 18:06
          Lila 1974 , ja sie dopisuje do opinii "mamyemmy" : jestes osoba z
          klasa !
          Podziwiam , gratuluje i ... hmm ... troche zazdroszczesmile : ja jestem
          raptus i nerwus i choc ciagle probuje sie zmienic na osobe choc
          troche do Ciebie podobna , coz ... guzik mi z tego wychodzi sad
          Tak trzymaj smile Powodzenia !
    • lila1974 Jesteście bardzo miłe 21.07.08, 20:32
      To sobie wątek na podreperowanie własnego ego założyłam - okazuje
      się smile
      Dziękuję smile)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja