hellious
22.07.08, 13:35
... ojcem dla naszego dziecka" Takie slowa uslyszalam dzis od meza. Poklucilismy sie. Zaczelo sie od pierdoly, pozniej ja mu wygarnelam ze nie potrafi sie zajac wlasnym dzieckiem dluzej niz 10 minut, ze wcale sie nie stara i zawsze ja musze sie zmagac z fochami i zlymi humorami malego, ze jak tylko cos nie tak, oddaje go mi. Ale ja nie widze powodu, dlaczego tak ma byc, wkoncu to tak samo jego dziecko, wiec polowa fochow nalezy do niego. On mi na to odpowiedzial, ze nie potrafi byc dobrym ojcem dla naszego dziecka, bo nie wie jak, nie mial ojca. Czy uwazacie to za dobre wytlumaczenie? Ja nie. Uwazam, ze tym bardziej powinien zabiegac o uwage malego, starac sie jednak byc dobrym ojcem, a nie poddac sie i powiedziec "nie potrafie"... Jest mi przykro, bylo duzo lez, ale mam nadzieje, ze sie zmieni, zrozumie to, co mu powiedzialam. Co o tym myslicie?