margotka28
23.07.08, 17:31
witam
muszę tutaj napisać, bo nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Opiszę trochę
nieskładnie całą sytuację. Jestem w domu sama, bo małż z dziećmi
pojechali do kina. Wychodzę na balkon i słyszę krzyki matki, która
wyzywa dziecko (nie wiem dokładnie co krzyczy), dziecko krzyczy nie
bij mnie, nie bij, później jakieś trzaskanie (tak jak trzepaczką w
tapczan), znów krzyki. Żadnego płaczu. Za chwilę sytuacja się
powtarza. Nie wytrzymałam, zadzwoniłam na policję, czekam aż
przyjadą. Tydzień temu też była tutaj policja, szukała kobiety która
ma dziecko. Nie chcieli powiedzieć o co chodzi, powiedzieli tylko,
że ta kobieta mieszka na ostatnim piętrze. W końcu jej nie znaleźli
i sobie pojechali. I ja teraz skojarzyłam fakty, bo ta kobieta też
mieszka na ostatnim piętrze.
Mam dyletat, czy słusznie zadzwoniłam czy nie. Bo z jednej strony to
dziecko pewnie jest bite, ale z drugiej strony nie wiem tego na
pewno, bo nie widziałam, a odgłosy były słabe, bo mają pozamykane
okna.