szukam pocieszenia, rady....

24.07.08, 21:18
Mam 2 dzieci w wieku 2 i 3 lata. Na nic nie mam czasu, ciągle mam wyrzuty, że
mało poświęcam im czasu, że nie zajmuję sie nimi tak jak powinnam itp. Teraz
doszły obawy, jak pójdą do przedszkola, że nie będą umiały tego co inne dzieci.
Drogie Mamy starszych dzieci, które miałyście dzieci "jedno po drugim", czy
też tak miałyście, czy może tylko ja jestem jakaś niezorganizowana, czy co?
Czy kiedyś dzieci będą wymagały mniej czasu? Wydaje mi sie to nierealne. Tak
bardzo chciałbym wreszcie przeczytać książkę... wieczorem nie mogę, bo mamy
bardzo ciasne mieszkanko i nie chcę świecić światła żeby nie obudzić dzieci.
Podzielcie się swoimi wspomnieniami i może jakimiś pomysłami jak sobie radzić,
będę wdzięczna.
    • annakate Re: szukam pocieszenia, rady.... 24.07.08, 21:32
      Wierzę, że jest Ci ciężko z dwoma maluchami, ale będzie coraz lepiej, czas
      płynie tylko w jedna stronę, dzieci rosną. Ćwicz z nimi samodzielność w
      jedzeniu, ubieraniu - im sie przyda, a Tobie trochę zdejmie zajęć z głowy.
      pewnie, że nie od razu i całkowicie, ale jednak. Potem juz jak pójdą do
      przedszkola to będzie łatwiej, No i nie przesadzaj, że nie możesz poczytać jak
      dzieci śpią. To co, siedzisz całkiem po ciemku? jak nie masz możliwości wyjść do
      kuchni czy innego pomieszczenia, to kup sobie mała lampkę i ustaw tak, żeby nie
      świeciła im w oczy.
      • verdana Re: szukam pocieszenia, rady.... 24.07.08, 21:37
        Za duzo czasu dla dzieci, za mało dla siebie. Mieszkałam pare lat w
        kawalerce z dwójka i uznałam na wstepie, ze to one musza się
        dostaosować, nie ja - czyli zasypiac przy świetle, przy cichej
        rozmowie - inaczej i ja zwariuje i one.
        • sir.vimes Zgadzam się 27.07.08, 15:28
          to nie jest normalne gdy rezygnuje się z czytania, zycia towarzyskiego, własnych
          zainteresowań z powodu jakichś wyimaginowanych potrzeb dziecka.

          dziecko by spokojnie spać nie potrzebuje absolutnej ciszy.

          Wręcz przeciwnie- nie bez powodu niektóre dzieci wola zasypiać przy kołysance
          lub opoiweści.

          Co do światła - no bez przesady.

          Dziecko śpi tez w dzień - i co wtedy? czarne rolety?
    • allija Re: szukam pocieszenia, rady.... 25.07.08, 00:36
      Przy tak małej różnicy to tak jakby sie miało bliźniaki. Ja mam i
      miałam tak samo. Ja jednak duzo czasu poswiecałam dzieciom, domem
      zajmowałam się dopiero po wieczornej bajce, kiedy dzieci zasnęły,
      cały dzień był dla nich.
      Także przez pierwsze kilka lat mieszkaliśmy na 30 m więc sprzątania
      nie było tak dużo. Obiady dostosowywałam do potrzeb dzieci,
      jadaliśmy to samo /mąż do dzisiaj nie znosi kurczaków/. Gotowałam
      wieczorem, potem tylko podgrzewałam a jakieś drobne posiłki robiłam
      wspólnie z dziećmi bo inaczej się nie dało, lub wtedy kiedy przez
      chwilę bawiły się razem. Wieczory spedzlismy z meżem w kuchni, była
      mała ale zmieścił się stół, telewizor, radio. Tak było do momentu
      zmiany mieszkania.
      Moje dzieci nie chodziły do przedszkola, podjeta próba nie udała się
      więc taki styl życia trwał do ich szkoły. Da się to zorganizować i
      warto też poswiecać dzieciom czas w te pierwsze lata, to później
      owocuje. W koncu takie maluchy chodzą wcześnie spać, u mnie w dzień
      juz nie spały więc gdzieś o 20.30-21.00 byłam wolna, dzieci spały a
      ja mogłam zająć się kuchnią i porzadkami w niej, praniem i łazienką.
      Wieksze porządki robiłam w wakacje bo wtedy teściowa zabierała na
      trochę dzieci, mieszka pod miastem więc świeże powietrze itd. A
      jedyna pomoc jaka miałam ze strony męża to zakupy, codziennie
      jeździł z kartką do sklepu, to jednak spora wyręka.
      Dzieci mimo, ze nie chodziły do przedszkola, nie miały żadnych
      problemow w szkole, cały czas uczyły sie bardzo dobrze, wiele
      radosci dawały mi też pochwały za ich zachowanie. Mnie sie wydaje,
      ze to właśnie był mój wkład w tamtych latach. Przy czym czas
      poswiecany dziecim to nie zajmowanie się ich posiłkami, opieraniem
      ich itp. Ja się z nimi bawiłam, rysowalismy, lepiliśmy, graliśmy w
      piłkę, budowlismy cos tam z klocków, nawet jak w kuchni
      przygotowywałam posiłek to takze dostawały cos do "krojenia", kiedy
      robiłam leniwe dzieci takze robiły kluseczki, które potem z duma
      zjadały albo w końcu kiedy juz naprawdę musiałam cos sama zrobic to
      bawilismy sie w różne gry słowne. Jeździlismy /wózkiem, rowerkami/
      do ogródków jordanowskich, do królkarni czyli jak moje dzieci
      mówiły, do parku kaczek, nawet w piaskownicy robiłam babki z nimi
      zamiast siedziec obok na ławce na miłej pogawedce z inna mamą.
      Moi synowie jeszcze bardzo długo namawiali mnie na wspólne zabawy,
      oczywiście zmieniał się ich charakter ale pamietam całe wieczory z
      różnymi grami planszowymi czy zabawy w telewizję, teatr, sklep,
      muzeum, jeździłam z nimi na rowerze i rolkach. Dopiero gdzies tak od
      4 klasy szk. podstwowej większe znaczenie zaczęli miec koledzy,
      piłka nozna i podwórko.
      Ale ja wychodzę z zalożenia, że dzieciom sie to po prostu należy. To
      w koncu my podjęliśmy decyzję o ich pojawieniu sie na świecie więc
      to my ponosimy odpowiedzialność za to jakimi staną się ludźmi.
      Pewnie, że to kosztuje, zmeczenie, wyrzeczenia sie przyjemnosci, ale
      w koncu mozna było nie mieć dzieci i być wolnym.
      • jagoda2 Re: szukam pocieszenia, rady.... 25.07.08, 10:35
        Podziwiam Cię i zazdroszczę samozaparcia, wytrwałości i hartu ducha.
        Ja mam tylko jedno dziecko, które dosyć szybko zaczęło uczęszczać do
        przedszkola, spędzam z nią stosunkowo niewiele czasu w ciągu dnia, a
        i tak zabawa z dzieckiem wydaje mi się nudna i nużąca. Wydaje mi
        się, że zajmowanie się dzieckiem to jedna z gorszych "prac", ja już
        naprawdę wolę sprzątać i prasować. Nie wszystkie kobiety powinny
        mieć dzieci i ja chyba do takich należę, niestety. Oczywiście,
        bardzo kocham moją córkę i zrobiłabym/poświęciłabym dla niej bardzo
        wiele, ale nie przesłania mi ona całego świata, a czasami myślę, że
        może powinna? Zdecydowanie wolę zająć się swoimi sprawami niż bawić
        się z dzieckiem. Czy jestem wyrodną matką? Pewnie większość uważa
        mnie za dobrą matkę, bo mam z córką bardzo dobry kontakt, jesteśmy
        do siebie bardzo przywiązane, jesteśmy dobre dla siebie, ale mam
        świadomość, że nie poświęcam jej zbyt wiele czasu (uwagi za to
        znacznie więcej), nie tyle ile chyba powinnam (w moim subiektywnym
        odczuciu). Czasami czuję, że powinnam znacznie bardziej się
        zmobilizować, ale... nie mogę, a może nawet nie chcę. Czasami mówię
        wprost, że dziecko mnie męczy. To chyba nie jest całkiem normalne...
        • sir.vimes jesteś całkowicie normalna 25.07.08, 10:51
          Zdecydowanie wolę zająć się swoimi sprawami niż bawić
          > się z dzieckiem.
          jesteśmy
          > do siebie bardzo przywiązane, jesteśmy dobre dla siebie, ale mam
          > świadomość, że nie poświęcam jej zbyt wiele czasu (uwagi za to
          > znacznie więcej), nie tyle ile chyba powinnam (w moim subiektywnym
          > odczuciu). Czasami czuję, że powinnam znacznie bardziej się
          > zmobilizować, ale... nie mogę, a może nawet nie chcę. Czasami mówię
          > wprost, że dziecko mnie męczy.

          Udawanie zaś, że jest się już TYLKO matką ; że WSZYSTKO musi być dostosowane
          WYŁĄCZNIE do dzieci - jest zwyczajnie BARDZO niepokojace.
        • makurokurosek Re: szukam pocieszenia, rady.... 26.07.08, 13:18
          "Czasami mówię
          > wprost, że dziecko mnie męczy. To chyba nie jest całkiem normalne..."

          sądzę że jest to całkiem normalne. Osobiście dla mnie bardziej nienormalne jest
          zachowanie przedmówczyni, czyli poświęcenie siebie dla dzieci. Z wypowiedzi
          przedmówczyni wynika, że na co najmniej 10 lat przestała istnieć jaj świat to
          dzieci. Jak dla mnie tworzy to chore relacje z dziećmi. Według mnie całkiem
          normalne jest dostosowanie swojego życia do nowej sytuacji jaką jest pojawienie
          się dziecka, co jednak nie oznacza całkowitego podporządkowaniu życia dzieciom i
          rezygnacji ze swoich potrzeb, ze swojego życia.
    • pryszczella_warchlinska Re: szukam pocieszenia, rady.... 25.07.08, 18:13
      a ja mam troje... 9,8 i niecałe trzy lata smile) więc etap maluchów jedno po drugim juz przerobiłam i wiem jak to bywa... bywają chwile kiedy jedno je, a drugie już woła że chce, albo jedno dopiero usnęło a drugie się obudziło i tak w kółko smile)) przykłady możnaby mnożyć smile bywają momenty kiedy człowiek ma wrażenie, że osiwieje smile albo zacznie wyc do księżyca smile ale chyba najtrudniejszy jest ten pierwszy etap smile teraz na etapie 9 i 8 lat to jest rewelacja wink dzieciaki są bardzo zżyte ze sobą, samodzielne, pomagają sobie nawzaem w nauce i bardzo chętnie opiekują się młodszą siostrą smile a czas spędzamy wspólnie, maksymalnie ile tylko mozna - w domu, poza domem, w parkach, na placach zabaw, nie wyobrażam sobie inaczej smile trójka moich szkrabów to cały mój świat i moje życie smile jakos... nie jestem nimi zmeczona i nie narzekam, że nie mam kiedy poczytać smile czy pomalowac paznokci smile fakt... czasem robię to w środku nocy, ale jakos specjalnie mi to nie przeszkadza, bo w dzień wolę spedzać czas z dziećmi smile pozdrawiam
    • ango5 Re: szukam pocieszenia, rady.... 25.07.08, 20:24
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzi i oczywiście proszę o jeszcze.
      Co do mnie, to widzę, że chyba jestem bardziej podobna do opisu Jagody.
      Rzeczywiście nudzi mnie czasami zabawa z dziećmi, wolę np. coś ugotować. Wiem,
      że każda matka miewa miewa kryzys, bo dzieci bywają nie do wytrzymania ale u
      mnie to trwa notorycznie.
      Szczerze podziwiam Was za umiejętność godzenia pracy, bycia matką, panią domu i
      żoną. To dla mnie niedościgły ideał. Nawet powoli zaczynam rozumieć, że problem
      tkwi chyba zwyczajnie w tym, że mi się nie chce chcieć...
      • verdana Re: szukam pocieszenia, rady.... 25.07.08, 20:28
        I bardzo dobrze. dzieci leniwych (bez przesady oczywiscie) matek sa
        samodzielniejsze i chyba - takie moje prywatne spostrzezenie -
        posluszniejsze i mniej skłonne do buntu. Bo wiedza, ze mama nie jest
        na zawolanie, ze nie mozna oczekiwać od niej wszystkiego, ze
        potrzebny jej jest czas tylko dla siebie.
        Słowem, od dziecinstwa ucza się, ze mama jest czlowiekiem, a nie
        maszyna do obslugi dzieci.
        • jola_ep Re: szukam pocieszenia, rady.... 25.07.08, 21:13
          > I bardzo dobrze. dzieci leniwych (bez przesady oczywiscie) matek sa
          > samodzielniejsze i chyba - takie moje prywatne spostrzezenie -
          > posluszniejsze i mniej skłonne do buntu.

          Ja nigdy nie umiałam bawić się z dziećmi. Nie lubiłam tego. Owszem: przytulałam, byłam blisko, pozwalałam "na pomoc", rozmawiałam, utrzymywałam kontakt. Ale zabawy? Nie potrafiłam się zmusić wink Co najwyżej rzucałam jakąś propozycją smile
          Mimo to, a może dzięki temu, moje dzieciaki były bardzo samodzielne w organizowaniu sobie zabawy smile A pomysły miały lepsze od moich.

          > Słowem, od dziecinstwa ucza się, ze mama jest czlowiekiem, a nie
          > maszyna do obslugi dzieci.

          Coś w tym chyba jest, bo moje dzieci od początku akceptowały fakt, że mam swoje zainteresowania, które MUSZĘ realizować. Czytałam przy karmieniu piersią smile Potem przy usypianiu. Wyszywałam. Pomagał mi w tym doskonale przystowany dom (np. krzesła trzymałam na szafie, bo młody wspinał się na regał wink ) Bezczelnie paliłam światło - choć dzieciaki spały w tym samym pokoju, co my. Od początku uczyłam, że w czasie snu nie mogą oczekiwać idealnej ciszy.

          Pozdrawiam
          Jola
      • jola_ep Re: szukam pocieszenia, rady.... 25.07.08, 21:21
        > Rzeczywiście nudzi mnie czasami zabawa z dziećmi, wolę np. coś ugotować.

        Jeśli dopuścisz dzieci do kuchni, to może niedługo zyskasz doskonałych pomocników? smile Mój młodszy pomagał mi chętnie i teraz jak nie mam czasu ugotować obiad, to nadal mogę liczyć na jego pomoc (a jest już użyteczny).

        > problem
        > tkwi chyba zwyczajnie w tym, że mi się nie chce chcieć...

        Nie wiem, czego od siebie oczekujesz. Jaki jest Twój wzór matki? Bawiącej się z dziećmi? Czego chcesz je uczyć? Zastanów się. Może tak naprawdę dajesz z siebie naprawdę wiele, a problem tkwi w tym, że oczekujesz za wiele. A skoro nie jesteś w stanie sprostać ideałowi, to wolisz całkowitą rezygnację? (po co się starać, skoro i tak nie wyjdzie).

        Pozdrawiam
        Jola
        • ango5 Re: szukam pocieszenia, rady.... 25.07.08, 21:34
          Jola chyba trafiła w sedno. Całe moje życie prze to wygląda tak, że w niczym nie
          jestem dobra. Zawsze wydaje mi się, że skoro nie mogę czegoś zrobić obiektywnie
          najlepiej jak można, to zaczynam "uciekać" w nic nierobienie.
          Z drugiej strony jest też tak, że jeśli chodzi o dzieci, to ich zachowanie
          zazwyczaj nie pasuje do moich wyobrażeń o tym jak powinny sie rozwijać itp. więc
          budzi to mój lęk, że nie potrafię ich dobrze wychować i znowu nie robię nic. i
          kółko się zamyka. Wiem, piszę nieskładnie i pewnie trudno czasami się
          zorientować o co mi chodzi. Zbyt dużo myśli kłębi się jednocześnie w mojej
          głowie i sama nie bardzo wiem co z tego wybrać, o czym napisać...
          • allija Re: szukam pocieszenia, rady.... 26.07.08, 00:08
            Mnie też zanim zostałam matka wydawało się, że dziecko będzie samo
            bawiło sie klockami a ja będe miec kuuuupe wolnego czasu. Niestety,
            nic z tego. Nie wydaje mi się, że dzieci "leniwych" matek stają sie,
            hm, nazwijmy to dosyc ogólnie, lepszymi ludźmi, lepszą młodzieżą niz
            dzieci matek, powiedzmy, opiekuńczych. Moje dzieci, matki nie
            leniwej, są młodymi samodzielnymi ludźmi, operatywnymi, z
            zainteresowaniami, nie znam też w zasadzie pojecia młodzieńczego
            buntu choc to chłopaki. Zawsze sie z nimi dogadam chociaz spięcia,
            oczywiscie, zdarzają się. Ja starałam sie zawsze, i staram się,
            odpowiadać na potrzeby moich dzieci. Kiedy chciały sie bawić bawiłam
            sie z nimi, kiedy potrzebowały przytulania przytulałam itp. Starałam
            sie być i matką i kumpelką. Pewnie, że nie zawsze chciało mi się
            bawić w to czy tamto. Zawsze wtedy mówiłam sobie, że kiedyś mojemu
            dorosłemu dziecku także nie będzie sie chciało odpowiadać na moje
            potrzeby i to mobilizowało. Zawsze też miałam pod ręka różne
            ksiażki "na temat", kilka p.Faber, z rad tam zawartych także
            korzystałam. Ja jestem osobą bardzo odpowiedzialną i zawsze
            przygotowuje sie starannie do wszytkiego czego podejmuje sie
            wykonać. Do wychowywania dzieci także albowiem jak ktos
            powiedział "bycie rodzicem to jedyna największa sfera naszego życia
            zdominowana przez amatorów" i tego nie chciałam.
            Moze też dlatego tak pojmuje rodzicielstwo, że sama od 1 roku zycia
            wędrowałam po złobkach, przedszkolach, babciach, świetlicach i w
            efekcie z matka nie miałam zadnego kontaktu, o ojcu nie wspomne gdyż
            rodzice bardzo wcześnie rozeszli się. Dzieci potrzebuja rodziców, im
            młodsze tym bardziej, a nie tylko jedzenia, ubrania i przysłowiowego
            dachu nad głową. Moim zdaniem warto z wielu lat naszego zycia tych
            kilka poswiecić swoim własnym dzieciom. Nawet kosztem czegos tam.
            Mój mąż wychowywany był w domu gdzie matka nie pracowała i cała
            poswięciła sie rodzinie i dzieciom. Takiego stosunku dorosłego syna
            do swoich rodziców tylko pozazdroscic, naprawdę. Ja chciałabym być
            tak ważna dla swoich dorosłych synów jak moi tesciowie dla mojego
            męża.
            Co zaś do ciebie, ango, to chyba przydałby ci sie jakis porządny
            odpoczynek a byc może wizyta u psychologa, rada kogoś bliskiego,
            najwyraźniej jesteś w jakimś dołku. Moze masz za dużo obowiazkow
            oprócz dzieci, spróbuj to jako przeorganizować, moze mogły ci ktoś
            pomóc w prowadzeniu domu, mąż, matka, teściowa. To po prostu
            niemozliwe zebys w niczym nie była dobra, troche wiecej wiary w
            siebie.
            • verdana Re: szukam pocieszenia, rady.... 26.07.08, 09:32
              Hm... Nie wydaje mi się, aby odpowiadanie na kazda potrzebe dziecka
              bylo aą tak bardzo wychowawcze - dziecko może chcieć się bawić, a
              mama akurat nie ma czasu, albo jest zmeczona - i nie widze żadnej
              koniecznosci aby zawsze i kazda potrzeba dziecka byla wązniejsza od
              potrzeby matki. I nawet nie wiem, czy to dobrze - dziecko nie uczy
              się ani cierpliwosci, ani rezygnacji z własnych przyjemnosci na
              rzecz kogoś innego - a to w wychowaniu nie mniej wazne, niz stale
              zabawianie.
              No i ja mam nadzieje, ze wychowalam dzieci tak, aby jako dorosle nie
              zawsze byly gotowe odpowiadac na moje potrzeby, tylko zyly wlasnym
              życiem. Zresztą tak wychowana dziewczynka nie będzie spełniala
              potrzeb matki, nawet elementarnych, bo caly dzień będzie spelniala
              potrzeby wlasnych dzieci...
              Zajmowanie się dziećmi nie musi oznaczac albo calkowitego chlodu,
              albo poswiecania kilku lat zycia tylko im - jest zloty srodek,
              pozwalajacy miec dzieci takze osobom o ambicjach zawodowych i
              takich, ktore uwazaja, ze zostając matkami nie musza rezygnowac ze
              wszystkiego.
              I mam nadzieje, ze nie bedę wqżna dla doroslych dzieci, ale nie będę
              stanowila centrum ich zycia, ani punktu odniesienia. Bo nie
              wychowuje dzieci, aby mi się na starość odwdzięczyly.
              • kanna Re: szukam pocieszenia, rady.... 26.07.08, 11:14
                verdana, złote słowa smile

                Potrzeby matki sa tak samo wazne jak potrzeby dziecka. Czasem -
                częściej - ja rezygnuje z czegos na rzecz dziecka, ale czasem ono
                musi umiec sie do mnie dostosować.
                Mysle sobie, ze jeżeli nie naucze dziecka szacunku dla mnie, mojego
                czasu i moich potrzeb, to jak potem ma ono szanowac innych ludzi? na
                zawsze zostanie w tym dzieciecym egocentryźmie.

                Moja poprzednia sygnaturka brzmiała : moje dzieci są radosne, bo ja
                jestem w miarę zadowolona z zycia.

                pozd smile Ania
              • allija Re: szukam pocieszenia, rady.... 27.07.08, 01:10
                Pisząc to wszystko co pisałam miałam na mysli wychowywanie dzieci,
                madre, przemyslane, które zrobi z nich dorosłych ludzi. To nie ma
                nic wspólnego z usługiwaniem dzieciom, wyreczaniem ich i osaczeniem
                swoja wizja macierzyństwa. I tym sposobem myślę, że odpowiadanie na
                każda potrzebę dziecka jest bardzo wazne. Bowiem dziecko,
                szczególnie tak małe o jakich mowimy, ma tylko rodziców. Do kogo ma
                sie zwrócic? Jeśli nie bedziemy odpowiadać na jego potrzeby dziecko
                dostanie komunikat, ze nie warto ich nam oznajmiać, bo po co? a
                jeśli to malutkie dziecko i rodzic jest całym jego swiatem to moze
                nauczyc się, że w ogóle nie warto wysyłac takich komunikatów bo i
                tak nikt na nie nie reaguje /np. na płacz/.
                Czy ta potrzeba musi być zawsze zaspokojona wg wyobrazeń dziecka to
                zupełnie inna sprawa ale najgorsza rzecza wydaje mi sie olanie
                potrzeb dziecka, bo jestem zmeczona, bo chcę poczytac, bo mam swoje
                sprawy tp. Dlatego ja reagowałam na każdą potrzebe dzieci co nie
                jest równoznaczne z bezmyślnym zaspokajaniem ich zachcianek.
                Chodziło mi raczej o uzyskanie efektu, ze dziecko zawsze moze liczyc
                na mnie i na to, ze jego sprawy bedą dla mnie zawsze wazne. To jak
                konkretne sprawy zostaja rozwiazane jest w tym momencie sprawą
                drugorzedną ale jest to zawsze za obopólna akceptacją sposobu tegoż.
                Dla przykladu, jeśli dziecko chciało żebym sie z nim pobawiła a ja
                akurat byłam zajeta, załóżmy, praniem to zwyczajnie mowilam, ze
                pobawimy sie później jak skonczę ale szybciej /to wyłącznie w celach
                wychowawczych bo wiadomo, ze akurat odwrotnie/ jeśli mi pomoże. Tym
                sposobem dziecko uczyło sie kilku rzeczy naraz majac przy okazji
                swietna zabawe, ktorej efektem byla zalana łazienka, mokre ubranie a
                i tak potem bawilismy sie wspólnie zgodnie z wcześniejsza obietnicą.
                Mam dwoje dzieci, juz samo to dawało wiele mozliwosci nauki
                cierpliwosci, rezygnacji, kopromisów o czym zapewne sama dobrze
                wiesz.
                Ja bylam 6 lat na urlopie wychowawczym, moja kariera zawodowa na tym
                ucierpiała, moglam osiagnąc wiecej ale tych lat nie dało sie
                nadrobic. No, cóż, trudno, ale nie załuję. Nie wyobrażam sobie
                zebym miała wlec dzieciaki na 7.00 do złobka, przedszkola, odbierać
                o 16.00-17.00 po pracy i o 20.00 klaść spać, no bo trzeba wstać o
                6.00. Co wspólnego ma z rodzicielstwem taki sposob wychowywania
                dzieci? Te dzieci wychowuje żłobek, przedszkole czyli obcy ludzie,
                nie ja. To juz naprawdę lepiej nie miec dzieci, w takiej sytuacji
                dzieci tylko przeszkadzają. Trzeba sobie uczciwie odpowiedzieć: po
                co mi dziecko? czy tylko dlatego, ze wypada? że wszystkie koleżanki
                juz mają? bo rodzina sie dopytuje? bo wiek juz ten? jeśli tak to
                naprawdę lepiej zrezygnować. Kobiety, szczególnie kobiety bo to one
                rodzą, nie maja zupełnie swiadomości, tak jak i ja nie miałam, co
                oznacza wychowywanie dziecka, ze to nie tylko miluśkie ubranka,
                takie malutkie i mięciutkie ze chciałoby sie zjeść, że to nie tylko
                bajeranckie wózki, bajecznie kolorowe talerzyki, miseczki butelki
                smoczki. I tak dziewczyny zostaja matkami chociaz potem okazjue się,
                że nie lubia byc z dziećmi, nie lubia sie nimi zajmować, bawic z
                nimi, dzieci przeszkadzaja im w karierach, zajmują za duzo czasu, sa
                przyczyna zmęczenia. I nagle okazuje się, ze dziecko to nie lalka z
                lat dzieciecych, którą mozna było odłożyc na półkę po skonczonej
                zabawie. No i co tu teraz?
                I taki stereotyp, odwdzieczanie sie na starość, a któż o tym mowi?
                Wiadomo, ze dług zaciagniety u rodziców spłaca sie swoim dzieciom,
                czyli moje dzieci beda "odwdzieczac się" swoim dzieciom. Co do
                punktu odniesienia to, chcac czy nie, bedziesz go jednak stanowiła.
                Albowiem powszechnie wiadomo, ze dzieci koduja sobie pewne wzorce
                własnie od rodzicow, ze często synowie zachowuja sie jak ich
                ojcowie, córki jak matki, że synowie wybieraja żony podobne do matki
                a córki do ojców. Nie na darmo mowi się, zeby przyjrzeć sie
                tesciowej a zobaczysz swa żone po latach. Chyba że ten wzorzec jest
                tak fatalny, iż dzieci go całkowicie neguja zachowujac sie dokladnie
                odwrotnie. Nie mniej ja mam nadzieję, że moi synowie bedą dla mnie
                pomocą kiedy ja juz w wielu sprawach sama radzić sobie nie bedę. Bo
                to jest właśnie rodzina i ja jednak wbijam swoim dzieciom do głowy,
                ze rodzina jest wartoscią szczególną.
                Ty, verdano, masz bardzo skrajne poglady i wyciagasz skrajne
                wnioski, ja natomiast zawsze poszukuje kompromisów, w domu, w pracy
                i takze w wychowywaniu dzieci. Ja rozmawiam, negocjuję i poszukuje
                wspólnych rozwiazań zamiast dyktować, wymagać bez sprzeciwu i
                narzucać. Jak na razie moj sposób funkcjonuje dobrze.
                • evee1 Re: szukam pocieszenia, rady.... 29.07.08, 01:57
                  > Nie na darmo mowi się, zeby przyjrzeć sie
                  > tesciowej a zobaczysz swa żone po latach.
                  A to jest bzdura i powielanie stereotypow, bo ludzie sa rozni i
                  niekoniecznie dzieci powielaja wzorce wyniesione z domu.
                  A co do merituum, ja jestem matka pracujaca, ktora nie "poswiecila"
                  wielu lat na wychowanie dzieci (mam dzieci w wieku 11 i 13 lat). Ale
                  wcale nie oznacza to, ze pedzilam za kariera i w ogole mnie w domu
                  nie bylo. Dzieci mam otwarte, wesole i mam z nimi swietny kontakt,
                  mimo, ze zabaw typu malowanki, wycinanki itp tez szczerze nie
                  znosilam i unikalam jak moglam. Mimo to jestesmy bardzo zzyta
                  rodzina i lubimy razem spedzac czas.
                  W porownaniu z dziecmi moich kolezanek, ktore nie pracowaly przez
                  lat wiele, moje dzieci wcale nie wygladaja na poszkodowane. Moze to
                  jakie nam dzieci "wychodza" wcale nie od tego zalezy.
    • imka125 Re: szukam pocieszenia, rady.... 26.07.08, 20:08
      dzieci w wieku 2,3 lat są niezwykle absorbujące, biega się za nimi
      wszędzie, żeby nie zrobiły sobie krzywdy, służy się "pomocną
      dłonią", karmi, kąpie, ubiera, uczy, zabawia, przytula itp itp - uf,
      dużo pracy bez wątpienia,
      ale z wiekiem dzieci zaczynają być coraz bardziej samodzielne, same
      jedzą, myją się, ubierają itd, trzeba tylko je tego nauczyć, czyli
      poświęcany im czas "zwróci się w przyszłości",
      dążenie do ideału bywa frustrujące i dla szczególnie ambitnych może
      stać się pułapką - po prostu nie ma idealnych rodziców ani idealnych
      dzieci i nie trzeba aż tak wiele od siebie wymagać, czasami
      rozgrzeszenie się z drobnych niedociągnieć może poprawić własne
      morale i dać pozytywną energię,
      ja nie bawię się z moim synkiem, no nie jestem w stanie zmusić się
      do zasuwania na czterech kończynach po podłodze, wcielania się w
      różne postacie, budowania z klocków itp - w tym na szczęście świetny
      jest mój mąż i on załatwia takie zajęcia,
      ja za to uwielbiam czytać mojemu synkowi, rysować z nim, grać w
      różne gry (planszowe, logiczne, układanki itp), spacerować, zwiedzać
      różne miejsca, czasem wystawy, muzea, no i rozmawiać, uczyć go,
      tłumaczyć różne sprawy - i oboje się świetnie przy tym bawimy,
      z wiekiem potrzeby dziecka zmieniają proporcje - zmniejsza się ilość
      obowiązków pielęgnacyjnych, a zwiększa się czas wspólnych rozmów,
      nowych spraw i osiągnięć, dziecko staje się naszym przyjacielem
      pozdrawiam
      • verdana Re: szukam pocieszenia, rady.... 27.07.08, 11:16
        Tak, tylko nie kazdy chce i moze przez sześć lat nigdy nie być
        zmęczony i zawsze miec czas dla dzieci - a jesli sie ma wiecej
        dzieci, to moze i 9, 12 lat...
        No i dla mnie lekkie przejscie nad tym "moja kariera zawodowa
        ucierpiała" jest oczywiscie do przyjęcia, pod warunkiem, że to dla
        matki nie jest bardzo powazna sprawa, sens życia - poza dziecmi, no
        i że kogos na to stac, aby jego kariera ucierpiala.
        Bo dzieci rozną. I moze się zdarzyc, ze jest się na ich uslugi przez
        sześć lat, a potem okazuje sie, ze nie starcza - nie na markowe
        ubrania, ale na wycieczki z klasą, na wakacje, na kino i teatr. Bo
        mama straciła kwalifikacje zawodowe. Czy to takie korzystne dla
        dzieci? Watpie. Moze być i tak, ze resztę życia, gdy dzieci sa juz
        odchowane mama mysli sobie, co stracia. A to zawsze odbija sie na
        dzieciach.
        I ktos musi zarobić - w wielu rodzinach o takim modelu ojciec zauwa
        od rana do wieczora - dzieci maja matke na stale, a ojca wcale. To
        nie jest zdrowy model.
        Inwestycja w dziecko to nie tylko pierwsze pare lat życia, to
        znacznie więcej. I trzeba mieć tego swiadomość także, gdy dzieci sa
        malutkie - że pewne rzeczy, ktore zaniedbane w tym okresie, będą
        ciagnęły sie jeszcze długo.
        Ni i uderzyla mnie jeszcze jedna rzecz- jesli matka nie ma prawa
        sobie poczytać, zamiast bawic się z dziećmi, ile razy chcą, to jaki
        poziom intelektualny bedzie prezentowala po 6 latach?
    • imka125 Re: szukam pocieszenia, rady.... 27.07.08, 12:38
      wiele czasu spędzanego z dzieckiem, to luksus, na który stać
      niewielu,
      i nie można stawiać kategorycznych tez, że jeśli ktoś nie ma czasu
      na dzieci, bo pracuje, to nie powinien ich mieć sad
      realia społeczne na przestrzeni lat bardzo się zmieniły, niewielu
      jest ojców, którzy samodzielnie są w stanie utrzymać niepracującą
      żonę i dzieci, często więc kobieta musi także pracować, chociaż
      często ma przez to poczucie, że powinna dzieciom poświęcić więcej
      czasu, co czasem prowadzi do frustracji,
      negowanie przydatności takich instytucji jak żłobek i przedszkole
      również jest przesadą:
      po pierwsze - co ma zrobić matka, którą mąż porzucił (częsta dość
      sytuacja)? ma się czuć ciągle winna, że dziecko większość czasu
      spędza w żłobku czy przedszkolu a nie z nią?
      po drugie: przedszkole jest ważnym i wartościowym etapem w życiu
      dziecka, tam ma stały kontakt z rówieśnikami, kształci umiejętności
      społeczne, rozwija się, przygotowuje do funkcjonowania w szkole,
      jest potrzebne wszystkim dzieciom,

      mam sąsiadkę, miała wyższe wykształcenie i pracę, po urodzeniu
      dwójki dzieci siedziała przez 18 lat w domu wychowując dzieci i
      prowadząc dom, jej mąż pracował od świtu do nocy, żyli dość
      skromnie, dzieci są dobrze wychowane, poszły na studia, mąż w końcu
      odszedł od żony (rozwiedli się), mieszkają oddzielnie, jedno dziecko
      mieszka z matką, drugie z ojcem, kobieta została zmuszona do
      podjęcia pracy (najpierw sprzątała biurowce, teraz pracuje w
      sklepie)...
      a może, gdyby dzieci poszły do przedszkola, kobieta nie straciłaby
      kwalifikacji zawodowych, wcześniej wróciła do pracy, mąż nie byłby
      zaharowany po uszy, nadal byliby rodziną, a dzieci także byłyby
      dobrze wychowane i poszłyby na studia...
      ci rodzice zapłacili b. wysoką cenę za wychowanie swoich dzieci,
      dodając do tego jeszcze głodową emeryturę, na jaką skazała się
      kobieta...
      jestem za szukaniem złotego środka, skrajne postawy i sądy bywają
      często bardzo ryzykowne

      i jeszcze jedno: łatwo coś twierdzić i pisać o tym, życie czasem
      okazuje się jednak trudniejsze, niż różne mądre teorie,
      sama poświęciłam karierę i opiekuję się w domu moim 6-cioletnim
      dzieckiem, mąż pracuje od rana do nocy, finanse mamy dość skromne,
      mam duży kłopot ze znalezieniem pracy...
      postanowiłam sobie, że nie powielę scenariusza sąsiadki, ale czy się
      uda?

      i na koniec w sprawie zarzutu, że rodzice przed podjęciem decyzji o
      dziecku nie wiedzą co ich czeka, nie są przygotowani...
      a kto z nas, rodziców, tak naprawdę był przygotowany???
      dziecko (tak jak całe życie) to niespodzianka, wymagająca ciągłej
      sztuki adaptacji i improwizacji, to morze miłości, poświęcenia,
      wspólnych radości i nowych odkryć, to motyw rozwoju i odradzania
      się, powrotu do dziecięcych lat...
      pozdrawiam
      • verdana Re: szukam pocieszenia, rady.... 27.07.08, 14:05
        A myzle jeszcze, ze wzorzec matki, ktora ma dla dzieci zawsze czas,
        nie jest wzorcem, ktory warto powielać.
        Bo taka matka, z konieczności, nie ma czasu dla nikogo innego, bo
        żądania dziecka moga ja zawsze od spelnienia potrzeb innych
        odciągnąć. O ile jestem rzeczywiscie za tym, by zawsze jakos
        odpowiadac na prosbe dziecka, a nie puszczać jej mimo uszu (tzn.
        moge spokojnie odpowiedzieć "nie, nie pobawię sie z Toba, bo chce
        trochę odpocząć, pobaw się sam, albo z siostrą", ale nie będe
        udawaa, ze nie słyszę), to jestem zdecydowana przeciwniczka
        odpowiadania zawsze "tak, kochanie już ide, robie, zajmę sie". Bo to
        oznacza, niestety, ze nie tylko brak czasu dla siebie, ale i dla
        innych bliskich ludzi - dla męża, ktory chcial spokojnie
        opowiedziec, że w pracy byl dzis koszmar, dla matki, ktora dzwonu,
        aby opowiedziec co się zdarzyło.
        I tak powstaje niezdrowy, mim zdaniem zwiazek mama-dzieci, w
        wyłaczeniem reszty swiata, a przede wszystki męża, ktory w chwili
        urodzenia dziecka nie może juz liczyć przez pare lat na uwagę żony...
        I jeszcze jedno - to piękna teoria przy dwojgu dzieciach w mniej-
        wiecej podobnym wieku (choc już nie wiem, co robic, gdy dwoje na raz
        domaga się czegos inneg). Ale przy dużej różnicy wieku nie ma sily -
        starsze będzie pokrzywdzone, bo małe stale domaga się uwagi, a
        strsze? No cóż, madre, moze poczekac - trzy lata...
    • 123redomino Re: szukam pocieszenia, rady.... 28.07.08, 22:15
      Moja rada to zainwestować czas i energię w nauczenie rodzeństwa
      wspólnego bawienia się i ogólnie w miarę konstruktywnego przebywania
      ze sobą (zwłaszcza przy tak małej różnicy wieku). Kłótnie zawsze
      mogą się zdarzyć ale ostatnio czuję, że wychodzimy na prostą. Jak
      widzę moich synów jak zaczynają grać w jakąś grę, wspólnie rysują
      czy lepią z plasteliny i nie ma krzyku to aż mi się ciepło na sercu
      robi. To nie trwa oczywiście cały dzień ale pojawiają się coraz
      dłuższe chwile tak potrzebnego wytchnienia. Wiem, że oni się dobrze
      bawią a mama może w tym czasie zająć się .. czymkolwiek.
    • porport Re: szukam pocieszenia, rady.... 16.08.08, 18:09
      wiesz, dokładnie tak samo męczyłam się przez pierwsze dwa lata.
      wreszcie do mnie dotarło, że nie ma ludzi idealnch, są za to
      wiecznie przemęczeni i skrzywienismile zauważyłam że odkąd (tak tak,
      kosztem czasu dla dziecka) zaczęłam się zajmować również własnymi
      potrzebami, mój malec zaczął sprawiać wrażenie znacznie
      szczęśliwszego. w końcu to ja byłam uśmiechnięta i zadbana, i mój
      lepszy humor przeniósł się na dziecko. wyrzuty sumienia jako motor
      napędowy wychowania to ogromna krzywda, jaką mu nieumyślnie
      wyrządzasz. nie jest ważne, ile czasu spędzasz z dzieckiem, tylko
      jak! nawet jesli miałaby to być zaledwie godzina dziennie, to jeśli
      będzie wypełniona czasem jedynie dla niego, będzie ją wspominał
      znacznie lepiej niż nieustannie zabieganą i wykończoną matkę. wierz
      mi, dzieci potrzebują ciepła, a nie służących. zacznij wdrażać
      starsze w opiekę nad młodszym, proponuj im wspólne zabawy, a gdy
      wreszcie nauczą się zajmować choć przez chilę sobą - nie pierz, nie
      gotuj, nie sprzątaj... ODETCHNIJ.

      --
      ...dobrze mieć kogoś, kto doradzi...
      www.zlotemysli.pl/porport,1/publication/show/6441/Szkolny-start-dziecka.html
Pełna wersja