na pożarcie2: nieodwracalne...

27.07.08, 00:30
to, co nieodwracalne zawsze chyba troche przeraża i przytłacza. nawet jeśli piękne, oczekiwane, wymarzone i wyśnione. Już jedno mam za sobą - małżeństwo (a tak własnie je traktuję) - jak dobrze niektórzy zauwazyli - czeka mnie kolejne... w marcusmile
moja mama wspomina, ze najdziwniejsz epo urodzeniu pierwszego dziecka było to, ze nie można się przyzwyczaic, ze to już tak będzie ZAWSZE. Ta nowa jakosć. Oczywiście to jest podświadome. Ale to takie uczucie - no dobra, już sobie popróbowałam, było fajnie, przygodowo, superowo - teraz wracam do domu. No, ok - ale z niektórych "wycieczek" nie ma żadnego powrotu, to nie wakacje! To już tak zostanie!
to nie było jakieś negatywne uczucie - raczej zaskakujące, nie do uwierzenia...
miałyście tak?
    • mearulezz Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 00:39
      tak tez mnie to intryguje.
      natomiast jesli chodzi o dzieci to ja za cholere nie moge sobie przypomniec jak
      zylam przed urodzeniem corki.to znaczy nie mam amnezji -tylko jakos tak nie
      pamietam ze jej kiedys nie bylosmile
      a jesli chodzi o to ze "z niektorych wycieczek nie ma powrotu"- to taka sprawa
      jest smierc mojego wujka- i pełno nie zadanych pytan, nie poruszonych
      tematow.... szkoda ehhhhhh głupi czlowiek ...........
      • szyszunia11 Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 00:55
        a'propos śmierci wujka... u mnie w rodzinie po śmierci dziadka - a była to dobra smierć, w sumie nieoczekiwanie dobra (ale to długa historia) moja mama, bardzo przyzwyczajona do omawiania wszystkich waznych spraw ze swoim tatą (tymże dziadkiem) zaraz po tym wydarzeniu, po wyjściu ze szpitala odruchowo przez moment chciała... do niego zadzwnoić żeby się tą informacją podzielić... tylko, że to on własnie przeszedł do lepszej rzeczywistości... a w sumie chciała mu przekazać budującą informację o nim samymsmile
        • nangaparbat3 Szyszuniu 28.07.08, 07:22
          Nawet nie wiesz, jak dobrze przeczytac: to była dobra śmierc.
          Bardzo Ci za te słowa dziekuję.
          • szyszunia11 Re: Szyszuniu 28.07.08, 14:57
            nie ma za co - napisałam po prostu prawdęsmile
            pozdrawiam
    • babowa Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 00:45
      Ale czy to o ciązowych emocjach mówisz?
      ja bardzo chciałam juz dziecka i gdy zaszłam to się
      przestraszyłam.sama nie wiem czego.
      szkoda mi było wolności(?),luzu i w sumie to tyle co się nawyłam to
      mojesmileTypowe ciążowe huśtawki

      Ale przerażało mnie właśnie takie przekonanie ze teraz to już po
      ptakach .Wszystko się zmieni i nie mam na to za bardzo wpływu.

      A ja gdy urodziłam to dziwnie mi było ze ten mały człowieczek to ze
      mnie i męża i już bedzie na zawsze nasz i takie to dziecko było moje
      i nie mojesmile)
      Kochałam od poczatku ale dziwowałam sie bardzo że JA mam dziecko
      Z drugim tak nie było,od razu przyswoiłam że jest już potomków sztuk
      2
      I od zawsze zadroszcze kobietom pierwszej ciązy,tych
      emocji,doznań,wszystko nowe i ekscytujące.w kolejnych ciązach jest
      radośc ale jest tez spokój i brak takiej nerwowości i tego Ci życzęsmile
      • szyszunia11 Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 00:52
        dziękismile
        do mnie wszystko jeszcze nie dociera, tak naprawdę to nie wiem, kiedy uwierzęsmile

        > Kochałam od poczatku ale dziwowałam sie bardzo że JA mam dziecko

        chyba moja natura też jest taka pełna niedowierzania i zdziwienia...
        to może faktycznie coś w tym jest ekscytującego, że trzeba się tym cieszyć- tymi emocjami, bo one są jedyne i niepowtarzalne? smile
        w końcu ja lubię przygody i tzw. "wzniosłe chwile"tongue_out
      • babowa Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 00:52
        Szyszunia ! nie na temat ale Ty to jakaś powazna jesteś?

        co gdzie czytam to zawsze masz takie "sztywne"wypowiedzi,bez obrazy
        ale takie mam o Tobie wyobrazeniesmile
        • szyszunia11 babowa: lol.................. 27.07.08, 01:04
          ...............no cóż - masz wysoce błędne wyobrażeniesmile))))))))))))
          wystarczyłoby Ci ze mną pogadać alebo mnie poznać. Różne rzeczy można mi zarzucić (np. spanie do południa...) ale nie sztywnośćsmile
          gdy za dużo pajacuje to mój mąż ubolewa, czasem że jestem infantylna, ale potem juz tęskni za zoną skaczącą po łóżku, machającą rękami i krzyczącą "zwierzak, zwierzak!!" i to przez dobrą chwilę... no, to są właśnie moje "sztywne" rytuały - dzieci będą miały ze mnie pociechęsmile)))
          jesli chodzi o moje zasady, poglądy - bywam bezkompromisowa i radykalna, tam, gdzie to potrzebne, ale bynajmniej nie ma to nic wspólnego ze "sztywnością" i nie wynika z charakteru tylko z przekonań, ale - jako że wynikają z moich fascynacji a nie nakazów odgórnych- nie odbieram ich jako sztywne, wręcz przeciwnie. Nie mogłabym - Pan Bóg nie jest sztywny!
          W ogóle jedno z drugim nie ma nic wspólnegosmile) usmiałam sięsmile))

          ps. uwielbiam ludzi hecowych, z poczuciem humoru, ale najlepiej mi się wygłupia z tymi, z którymi potrafię też porozmawiać o ważnych sprawachsmile
          • wobbler Re: babowa: lol.................. 27.07.08, 07:08
            He he he - to tak jak ze mną trochę. Robię wrażenie ciemnego mohera o mrocznym
            charakterze rodem z katakumb, a w rzeczywistości lubie się bawić, śmiać i
            wygłupiać. Pewnie, że pogadać z sensem też lubię ( na każdy temat) ale bez
            przesady - życie nie jest po to, żeby cały czas się umartwiać. smile
          • babowa Re: babowa: lol.................. 27.07.08, 12:52
            Szyszunia mam nadzieję ze się nie obraziłaś,ja mam nie raz takie
            wyczucie chwili.Na usprawiedliwienie niech będzie późna porasmile)

            faktycznie zadziwia lekkość i swoboda z jaką formuujesz swoje
            wypowiedzi, opinie,z przyjemnością się je czyta ale wyziera z nich
            jakaś srogość,doświadczenie i stąd takie moje odczuciabig_grin
            Przepraszam jak Cię dotknęłamsmile)




            Głupio będziesz wyglądać z brzuchem pod nosem podskakując na łóżkusmile
            • szyszunia11 Re: babowa: lol.................. 28.07.08, 01:50
              hehe - luzik Babowasmile jak jest nieporozumienie to chętnie wyjasniamsmile
              myślę, że może prędzej stanowczość niż srogość (!!) bo zawsze podkreślam, że nikogo nie oceniam a już broń Boże - nie potępiam, wypowiadam się jedynie na temat zachowań ludzkich bo tylko te potrafie ocenićsmile
              nie gryzęsmile))

              mam w repertuarze jeszcze inne "rytuały", z tego skakania chyba faktycznie trzeba będzie zrezygnowaćtongue_out
        • bea.bea Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 07:52
          nie zgodzę sie z toba...
          szyszunia pieknie potrafi przelewac swoje poglady na klawiature, i poniewaz robi
          to z klasa i dogłebnie, mozna ja tak odbierac...
          chyle czola przed szyszunia, bo uwielbiam ja czytac, choc moze nie zawsze sie
          zgadzam...smile

    • bea.bea Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 07:50
      ech i dlatego laufrowalam do 35 roku zycia...smile
      zyjąc samodzielnie niezależnie, z forma meska traktowana egoistycznie...dla
      zdrowia..smile
      by po udanej mlodości..smile...wpakowac sie z pelna świadomościa, w kierat
      małzeństwa i rodzicielstwa..smile

      choc jakośc małzeństwa zmienia sie , gdy pojawia sie ten, ta trzecia i kolejna
      część rodziny...

      i chyba od umiejetnosci, szybkiego przystosowania sie do nowych warunków, i
      poustawiania sobie klocków, pod tytulem rodzina , zależy jej wygląd i mój
      komfort psychiczny...

      a prosto mówiąc każda forma życia, ma swoje wady i zalety....


      • guderianka Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 08:25
        Małżeństwo nie jest czymś nieodwracalnym wink
        Macierzyństwo owszem
        Zaraz przyłączę do grona sztywnych jak Ty, ale często myślę o tym.
        Ja w ogóle dużo myslę tongue_out
        Macierzyństwo porównuję do gwiazdy (matka)i dzieci , które sa
        planetami krążącymi wokół niej. I zawsze będą krążyć. ..
        • bea.bea Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 08:28
          ale ładnie..smile

          ale przyznasz kochana , ze jesli chodi o planete malka...smile i satelity dzieci..smile
          to jednak promienie orbity sa zmienne...

          i zasem oddalaja sie wprost proporcjonalnie do wieku satelity

          a czasem jak sinusojda..oddalaja sie by potem wrócic na swoja poprzednia
          pozycje...smile

          pozdraiam..smile
          • guderianka Re: na pożarcie2: nieodwracalne... 27.07.08, 08:34
            bea-ja o tym wiem
            Nie wiem jak to jest mieć dorosłe dzieci-ale wiem że mimo zmiany
            promienia orbity (pępowiny mentalnej) zawsze MYŚL będzie wracać do
            dziecka. Nawet gdy satelity zgasną...
    • liwilla1 Re: tak :) 28.07.08, 15:03
      wlasnie to mnie zawsze najbardziej odstraszalo - nieodwracalne decyzje.
      ale juz sie do niektorych zdarzylam przyzwyczaic smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja