olamaj29
30.07.08, 09:08
Zadko się udziela na forum ale podczytuję was codziennie, do opisania mojej
historii skłoniły mnie wątki typu "damski bokser"
Wyszłam za mąż gdy miałam 18 lat była wielka miłość, wielkie plany, i słowa
mojej matki: "będziesz tego żałowała", "to jest zły człowiek", nie wierzyłam
jej,zerwałam z nią kontakty nie chciałam słuchac jak mówi źle o moim
ukochanym.Kiedy zaczeło się psuć? Chyba po urodzeniu córeczki, rok po ślubie,
coraz późniejsze powroty do domu,często "pod wpływem", samotne wieczory bo M
wolał kolegów i knajpę.Kiedy udeżył po raz pierwszy? Kilka miesięcy po
urodzeniu drugiej ćorki.Potem były kwiaty, przeprosiny,obietnice.Uwieżyłam.Na
ile? Do następnego razu.Póżniej było już tylko gorzej. Bił mnie często, długo,
bolało tym bardziej że patrzyły na to dzieci.Ile wytrzymałam? Rok. Długi rok
bicia, wyzwisk, upokorzeń. Patrząc z perspektywy czasu o rok za długo.Ale nie
miałam dokąd uciec, mieszkaliśmy u niego ja nigdy nie pracowałam,strach przed
tym ze nie będę miała co dać dziewczynkom jeść,był większy niż strach przed
nim. Jak to się skończyło? Coś pękło, dorosłam zeby powiedzieć "dość", z jedną
reklamówką o 3 w nocy, z dziećmi w wieku 3lata i 13 miesięcy zgłosiłam się do
schroniska dla ofiar przemocy,byłam tam 7 miesięcy w tym czasie kiedy dostałam
wiadomosc ze M nie zyje , jego trzustka nie wytrzymała . Dostałam rente na
dzieci ok.600 zł, musiałam wynajac mieszkanie, brakowało na chleb, dzieci
często jadły grysik na wodzie, ale byłysmy szczęśliwe, bo
bezpieczne.Pogodziłam się z matką obyło się bez słów "a nie mówiłam" , pomogła
mi stanąć na nogi, z oszczędnosci które mieli z ojcem kupili mi malutką
garsonierę, Nareszcie byłam u siebie.Pięć lat później, poznałam obecnego
partnera , i uwierzyłam ze nie wszyscy faceci są źli, że jeszcze może mi się
coś w życiu udać,że nie jestem zerem w czym utwierdzał mnie bez przerwy mój śp
maż.Dziś jestem szczęsliwą żoną i matką trzech códownych dziewczynek.Po co
napisałam te post? Ku przestrodze.