beniusia79
07.08.08, 08:00
mieszkamy zagranica, corka swoich dziadkow widuje sporadycznie, ma
dwa lata i praktycznie ich nie zna-na widok dziadka ryczy. staramy
sie jezdzic do Polski 2-3 razy w roku, moja mama nie przyjezdza do
nas-nie czuje sie juz na silach, za to tesciowie przynajmniej raz,
czasem nawet dwa razy do roku przyjezdzaja-i tu jest problem.
przyjezdzaja, ale nie do nas. siedza czasami u szwagra 2-3
tygodnie, do nas wpadaja na jeden, dwa dni-czyli teoretycznie nic z
ich wizyty nie mamy, tym bardziej corka. nie zdazymy sie porzadnie
wygadac a oni musza juz wracac. podbna sytuacja jest teraz. maja
znow przyjechac do szwagra. wstepnie umawialismy sie, ze wpadna do
nas na kilka dni zeby troche pobyc z wnuczka. wczoraj jednak
stwierdzili, ze przyjada w przyszla sobote wieczorem (gdy corka juz
bedzie spac) i w niedzieli po poludniu musza znow wracac, bo musza
tyle osob odwiedzic. no i sie z mezem wkurzylismy. maz mowi, ze ma
do w d... a mnie jest przykro. wychodzi na to, ze corka ze
wszystkich wnukow, ma najmniejszy kontakt z dziadkami i tak juz
chyba zostanie. mnie jest cholernie przykro bo wiem, jak bardzo
dziecku potrzebni sa dziadkowie. maz stwierdzil, ze najwyzej corka
bedzie mowila do sasiadki "babciu" a do dziadka i babci "pan"
i "pani"...