titta Re: Jak, do cholery, udało Ci się przeżyć???!!! 23.08.08, 21:16 Chm... dorastalam w latach 70 i 80. Mialam dysleksje _(i dalej mam). I niikt z tego powodu, nie kazal mi powtarzac klasy. Bo po co: wiedze mialam ponad przecietna(sluchowcem jestem). A ze nie umiaklam tyego zapisac? Znaczy sie ze mialam dysleksje. I tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
to.ja.kas Re: Jak, do cholery, udało Ci się przeżyć???!!! 23.08.08, 23:14 Ja też dorastałam w latach 70 i 80-tych w małym mieście wojewódzkim. Nie tęsknię za komunizmem. Tęsknie za wieczorami z sąsiadami i grą w tysiaca wieczorami, za tym, że znało się sąsiadów i ich traktowało jak rodzinę i można było na nich liczyć, za smakiem chleba ze smalcem i musztardą (wiem, teraz też można, ale dziś już tak nie smakuje). Tak jak Babcia pamietam samodzielne chodzenie do szkoły od 1 klasy, zabawy w spalonego i granie w kapsle, zaczytywanie się w książkach które moi rodzice kupowali bez wiekszego chyba problemu a byli tylko prostymi robotnikami, pamiętam śnieg w zimę i zamienianie się z koleżankami na ubrania, pamiętam magnetofon Aria i LP Trójki słuchaną co tydzień, pamiętam , że NIGDY się nie nudziłam. Mam nadzieję, że moja córka będzie miała tak dobre wspomnienia ze swojego dzieciństwa...ale wiem, że nie bedzie pamietać gry w gumę zbijaka i robienia sekretów ze szkiełek i płatków kwiatów. I te wspomnienia z mojego dzieciństwa, kolorowe i miłe nijak się mają do systemu politycznego jaki wtedy w Polsce obowiązywał. A i pamiętam jak moja mama wpadła do sąsiadki którą bił mąż (lub ona jego - to trudno było ocenić) i ostro mu nawtykał...a on nawet się nie pogniewał ba, potem mamę przeprosił. Sąsiadka za jakiś czas wywaliła mu ciuchy przez okno z 8 piętra i tak sąsiad zniknął mi z oczu. Odpowiedz Link Zgłoś
anita334 Re: Jak, do cholery, udało Ci się przeżyć???!!! 26.08.08, 12:36 Z dzieciństwa pamiętam zbierane i wymieniane z koleżankami opakowania po słodyczach.Głównie po zachodnich czekoladach.Rozkładałam je sobie codziennie i podziwiałam.Niektóre jeszcze tak pięknie pachniały...Jako dwunastolatka okrutnie marzyłam o motorynce {takie małe ustrojstwo ,bywało zielone lub czerwone}.Kiedy kochana babcia uciułała wreszcie kasę, moja mama uznała pomysł za niebezpieczny i..kupiła mi biurko.Długie lata nie potrafiłam jej wybaczyć.Już jako męzatka stałam w kilometrowej kolejce za meblami do kuchni.Wiedziałam,ze bedą białe bo wszystkie były białe i od kloca.Jaka byłam szczęśliwa, kiedy okazało się,że jako pierwsza na osiedlu mam brązowe meble w kuchni.Oczywiście równie szpetne ale wtedy tak nie myślałam. Odpowiedz Link Zgłoś