volta2
18.08.08, 03:09
jak w temacie, byłam właśnie na weselu, ślub brali młodzi ludzie, a
ja kiedyś spotykałam się przez ponad rok z bratem pana młodego.
młoda to moja bliska kuzynka.
ja byłam z mężem i dziećmi na imprezie,
on był z żoną i dziećmi również.
i taką po powrocie mam refleksję, że obojgu nam zabrakło klasy, bo
żadno z nas nie popatrzyło otwarcie w swoją stronę, żadno nie
podeszło i nie przywitało się, lub chociaż z daleka nie kiwnęło
głową i cześć nie powiedziało.
mój mąż nie miał oczywiście pojęcia że tam jest jakiś mój ex, jego
żona zaś dobrze wiedziała kim jestem, bo był taki czas, że pan ex
kręcił z nami jednocześnie(i dla mnie jest dlatego exem, to był
powód). tamta pani też wiedziała, bo się sprawa rypła nie tylko u
mnie, ale to ona z nim została

i tak sobie myślę, że szkoda, że ani ja nie wykazałam klasy, ani on,
a przecież rzecz działa się grubo ponad 10 lat temu. związek był
może pełen zaangażowanie, niemniej jednak platoniczny, więc z
perspektywy nie taki znów poważny.
za to bardzo ładnie zachowali się jego rodzice, bo porozmawiali ze
mną, pośmiali się, pożartowali. wykazali się kulturą, a ludzie po
podstawówce albo i niepełnej nawet.
czy wy w podobnej sytuacji też byście udawały, że się nie znacie? że
się nie widzicie/niezauważacie?
czy jednak podeszłybyście, choćby tylkio po to, by się kulturalnie
przywitać, widząc że facet mimo wszystko pierwszy tego nie zrobi?
bo ja prawdę mówiąc stchórzyłam... i zupełnie nie wiem z jakiego
powodu, bo ani nie czuję się przez niego skrzywdzona, ani nie jestem
nieszczęsliwa w moim małżeństwie. wręcz przeciwnie